MOJE ŻYCIE cz. 2

Pan Bóg wysłuchał modlitw mamy- przeżyłam. Po kilkumiesięcznym pobycie w szpitalu, wróciłam do domu. Lekarze ostrzegali rodziców, że po tak silnym niedotlenieniu mózgu mogę być niedorozwinięta umysłowo. Ja jednak rozwijałam się tak jak inne niemowlęta,uśmiechałam się na widok  znajomych  twarzy,   gaworzyłam. Mama mi opowiadała,że bardzo często (ciągle)  płakałam bez powodu. Wręcz       ryczałam. Lulali i uspakajali  mnie wszyscy, mama, tato,babcia…. 24  godz. na dobę. W  dzień i w nocy… W końcu tato w akcie desperacji skonstruował specjalny motorek, który zamontował do wózka. Miał on trząść wózkiem, lulając mnie. W tym czasie rodzice i babcia mieli odpoczywać.  Niestety motorek trząsł wózkiem tak mocno, że mama bała się,  że wypadnę. Wolała lulać mnie sama… Kiedy skończyłam 7  miesięcy nagle ucichłam (wspominając to,  rodzice śmieją się i mówią :pomyślałaś, że  dosyć tego ryku – niech starzy się w końcu wyśpią).Dalsze miesiące upływały spokojne.

Niepokój rodziców zaczęło wzbudzać to, że nie siadałam ( obkładano mnie poduszkami), nie raczkuję, nie zaczynam chodzić…

Poszli do lekarza rodzinnego,on  wypisał skierowanie do neurologa.

Poszliśmy.           

On  zbadał mnie  dokładnie i orzekł :DZIECIĘCE PORAŻENIE MÓZGOWE

                                                                       / cdn…/

———–

Read more