JEZU, UFAM TOBIE!!!

UFAM

Panie…nie wiem co będzie jutro ale wiem jedno. Przyjmę wszystko cokolwiek dla  mnie przygotowałeś.

Codziennie ograniczasz moją  samodzielność, resztki samodzielności,

odbierasz mi ją. Kawałek po kawałku. Dzień po dniu…

Ograniczasz,doświadczasz cierpieniem, bezradnością… zamykasz  mnie.

Nie wiem dlaczego  to robisz. Nie muszę.

Wystarczy mi, że Ty wiesz. Ty wiesz lepiej.Skoro to robisz musi być w tym głębszy sens. Wiem to.

Wierzę Ci. Ufam Tobie.

Tylko Tobie wierzę.

Zabierając wiele dajesz mi niepomiernie więcej…

To ograniczanie mnie  tak naprawdę  nie jest ograniczaniem

Tylko otwieraniem,

Otwieraniem na Ciebie, na  Twoją  Miłość

Zamykanie nie jest zamykaniem.

owszem,zamykasz mnie przed światem i ludzi

Lecz

otwierasz  na Siebie, pokazujesz mi  Siebie. To otwarcie sprawia, że widzę więcej i patrzę głębiej.

Dajesz mi Wolność

Prawdziwą Wolność  w  Tobie.

Obdarzasz mnie wielką Miłością i  zaufaniem. Pociągasz mnie ku sobie.

Zachwycasz mnie Sobą. Wtedy nic się nie liczy… tylko Ty i ja.

Uwielbiam  Cię  za wszystko czym  mnie obdarzasz.

Za radość,  pokój, szczęście. Rozpiera mnie radość  wewnętrzna i siła.

Tak!Jestem szczęśliwa!

Wiem,że zawsze jesteś przy mnie,

We mnie.

Kiedy przyjdą trudne dni  bezradność

Wtedy także będziesz.

Dlatego pójdę  gdzie mnie poprowadzisz

Bo Ci ufam.   

CZARNA MADONNA

  
Najstarszym i najdawniejszym dokumentem informującym o cudownym obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej, jest łaciński rękopis z archiwum klasztoru, który w tłumaczeniu brzmi:


“Przeniesienie obrazu Błogosławionej Maryi Dziewicy ,który własnymi rękami namalował św. Łukasz”.

Dokument ten pochodzi z XV wieku. Być może został on przepisany z dokumentu wcześniejszego. Co w tym dokumencie jest prawdą?
Obraz mógł powstać w Konstantynopolu i stamtąd dotrzeć na Ruś. W czasie wojny, prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego, obraz ukryto w zamku bełskim.
Po poddaniu się zamku Ludwikowi, namiestnik króla, książę Władysław Opolczyk zabrał obraz i podarował go sprowadzonym właśnie z Węgier paulinom, którzy przejęli drewniany kościół parafialny w Starej Częstochowie 23 czerwca 1382r. Paulini z biegiem czasu wybudowali nowy kościół, umieszczając w nim
obraz Najświętszej i Najczcigodniejszej Dziewicy, Pani i Królowej świata i naszej Matki, rzadkim i przedziwnym malowaniem ozdobiony, o przesłodkim spojrzeniu…
 
Obraz od początku ściągał tłumy pielgrzymów, doznających na tym miejscu wielu łask. Pobożna legenda głosi, że obraz namalował św. Łukasz Ewangelista na desce stołu, przy którym Najświętsza Rodzina modliła się i spożywała posiłki.


Najnowsze badania oraz analiza rentgenogramu pozwoliły na stwierdzenie, że obraz Matki Jasnogórskiej pochodzi z XIII wieku i pierwotnie znajdował się w bałkańskim ikonostasie. Technologia obrazu i wspomniane badania wskazują na cechy ikonowego malarstwa bizantyjskiego i pozwalają stwierdzić, że pod obecnym XIII-wiecznym malowidłem istnieją ślady pierwszej, wczesnochrześcijańskiej ikony.


W samą Wielkanoc 1430 roku dwaj panowie polscy: Nadobny z Rogowa, herbu Dziadosza i Jan Kuropatwa z Łacuchowa, herbu Szreniawa, wraz z księciem ruskim, Fryderykiem, posługując się grasującymi na Śląsku bandami husyckimi, napadli na kościół paulinów, rabując go, zabijając pięciu zakonników. Zniszczyli też obraz Matki Bożej, rozbijając go na trzy części. Śladem tego zdarzenia są szramy, celowo podczas dokonanej renowacji pozostawione na obrazie.

Na prośbę paulinów król Polski, Władysław Jagiełło, pozwolił zabrać zniszczony i zbezczeszczony przez rabusiów obraz do Krakowa i powierzył jego odnowienie nadwornym malarzom. Przypuszcza się, że byli to wyspecjalizowani w sztuce bizantyjskiej malarze z Rusi. Praca ta zabrała im dwa lata, lecz stworzyli obraz jak nowy, zachowując część starego.

Obraz jest namalowany na trzech deskach lipowych, sklejonych, na które położona została zaprawa kredowa 2-3 mm gruba. Samo malowidło jest na Płotnie, namalowane temperą. Matka Boża ma na sobie suknię czerwoną, na nią zaś narzucony niebieski płaszcz w ozdobach lilii andegaweńskich. Lewą dłonią obejmuje siedzące na Jej ręku Dzieciątko, a prawą przyciska Je do swojej piersi. Dziecię Jezus ma sukienkę czerwoną, bogato złoconą ozdobami, z rękawami szczelnie zapiętymi u dłoni, podobnie jak u Maryi. Prawą ręką Pan Jezus wskazuje na Maryję ( gest bardzo wymowny i teologicznie głęboki), lewą zaś dłonią trzyma księgę Ewangelii. Całe pole nimbu Maryi i Jezusa jest złocone. Tło obrazu jest zielone, co w symbolice obrazów bizantyjskich wyraża często pełnię łask Ducha Świętego. Jezus ma bose stopy, co dziwnie kontrastuje z bogactwem Jego szaty. Matka Boża ma na twarzy jedną bliznę poziomą i dwie znacznie większe, pionowe- znaki cięć szabli podczas profanacji. Płaszcz przykrywa także głowę Najświętszej Panny jakby naturalnym welonem. Nad czołem, na płaszczu widać złotą gwiazdę. Obramowanie szaty Jezusa i płaszcza Maryi ma szeroką złotą lamę. U płaszcza Maryi znajduje się dodatkowo ozdoba w postaci artystycznej koronki. Na to wszystko, na obie postaci są nałożone artystyczne i ozdobne w drogie kamienie szaty i korony.

Dominująca w przedstawieniu Częstochowskiej Hodometrii jest twarz Maryi, na której koncentruje się spojrzenie widza. Twarz ta, przesycona wyrazem łagodnego smutku, skupionego głównie w niespotykanych, przenikających oczach, w pełni oddaje godność Jej Bożego macierzyństwa, bezgraniczne miłosierdzie i troskliwą opiekę.
 Suchy opis konserwatorski nawet nie udaje, że jest w stanie oddać to, czym dla Polaków jest wizerunek Czarnej Madonny. Jan Paweł II powiedział:

„Pani Jasnogórska! Od sześciu stuleci weszłaś w naszą historię i pomagasz nam ją tworzyć…, pomagasz nam zachować ciągłość i tożsamość”.

Do Maryi na Jasną Górę pielgrzymowali królowie, hetmani, rycerze, poeci, dostojnicy z całego świata i zwykli prostaczkowie. Księga cudów, założona z polecenia biskupa krakowskiego, kardynała Jerzego Radziwiłła w 1593r., wskazuje że łącznie do roku 1948 zanotowano około 1300 wypadków niezwykłych, szczegółowo opisanych.

Papież św. Pius X, na prośbę paulinów i biskupa kujawsko- kaliskiego dnia 13 maja 1904 roku zezwolił na obchodzenie święta Matki Bożej Częstochowskiej w całej diecezji jako uroczystość pierwszej klasy z oktawą. Papież Pius XI dekretem z dnia 23 grudnia 1931r. święto to rozszerzył na całą Polskę i dołączył osobny formularz liturgiczny. Papież Pius XII w 1956r. podniósł rangę tego święta do stopnia pierwszej klasy. Od roku 1969Polska obchodzi dzień 26 sierpnia jako uroczystość patronalną najwyższej klasy.

O KOŚCIOŁACH – SUBIEKTYWNIE :)

W sobotę byłam na parafialnej pielgrzymce w Licheniu. Pielgrzymka bardzo mi się podobała, Bazylika w Licheniu nie……..
Architektoniczne pomieszanie stylów z zewnątrz. Wewnątrz…owszem robi wrażenie ogromem i bogactwem ale i brakiem umiaru.
Za dużo elementów, ornamentów, wzorów…itp. Przytłaczały mnie te wszystkie ozdoby, ozdóbki, fikuśne świeczniki (lampy), wieczne lampki, i złoto, złoto, złoto… “dawało ” po oczach…
Wszystkie te ozdoby powodowały to, trudno było się skoncentrować.  Nie mogłam się skupić, spokojnie pomodlić…a jechałam własnie po to. Obraz Matki B. ginął w tych wszystkich ozdobach a uważam, że właśnie on powinien być wyeksponowany.
Byłam w wielu sanktuariach i kościołach w Polsce i nie tylko. Najbardziej podobają mi się kościoły romańskie, gotyckie i renesansowe. Barokowe też ale trochę mniej.
Bardzo podoba mi się kościół franciszkanów w Krakowie. Szczególnie St. Wyspiańskiego freski zdobiące cały kościół. A także jego witraże. Uwielbiam witraż “Bóg Ojciec. Stań się”.
Ze  współczesnych kościołów odpowiada mi bazylika Miłosierdzia B. w Łagiewnikach. Tam widać umiar. A obraz Jezusa M. w ołtarzu robi wrażenie. A po za tym to bardzo oryginalna budowla. Z zewnątrz przypomina kształt łodzi.
Wspomnę bazylikę św. Piotra w Rzymie.
Byłam pod jej wrażeniem. Tam można się spokojnie pomodlić ale chyba tylko wtedy kiedy nie ma turystów. Ja byłam jesienią ,kilka lat temu, było bardzo dużo ludzi. Atmosferę modlitwy psuli właśnie turyści. Chodzili, rozmawiali bardzo głośno, śmiali się. Zachowywali się tak jakby nie byli w kościele….
Uważam, że z reguły każdy kościół odzwierciedla epokę w której jest budowany.
Licheńska bazylika odzwierciedla naszą epokę.

WNIEBOWZIĘCIE


  
nikt nie przymknął Twych oczu nie zasłonił twarzy

ani w bramie nie szeptał rozebranym głosem

o tym co za głośno słyszy się w milczeniu.

Pan uchronił do końca i zdrową zostawił

Tylko kiedy pukano Ciebie już nie było

Nie śmierć ale miłość całą Cię zabrała…?

                                     /ks. Jan Twardowski /

DZIADEK I WNUK

      
Domenico Ghirlandaio
, właściwie Domenico di Tommaso Bigordi (ur. 1449 we Florencji, zm. 11 stycznia 1494 we Florencji), włoski malarz z okresu quattrocento, przedstawiciel szkoły florenckiej.

Dominik Ghirlandaio urodził się w rodzinie Tomasza, znanego florenckiego złotnika, którego przydomek Ghirlandaio, znaczył twórca girland, ozdoby kobiecej głowy, którą wymyślił. Uczył się za namową ojca złotnictwa, które porzucił na rzecz malarstwa i nauki u Alessio Baldovinettiego i Andrei del Verrocchio. Współpracował ze swymi młodszymi braćmi, Benedetto i Davide. Warsztat Ghirladaio był najbardziej znanym i najlepiej prosperującym warsztatem malarskim we Florencji, który zyskiwał wiele intratnych zleceń. Jego najważniejsze dzieła to freski chóru kościoła Santa Maria Novella, freski w Pizie, San Gimignano i w rzymskiej Kaplicy Sykstyńskiej, obraz Starzec i wnuczek.

Jego najsłynniejszym uczniem był Michał Anioł, a jego syn Ridolfo Ghirlandaio był znanym malarzem włoskiego renesansu.

  

   Starzec i chłopiec – obraz włoskiego mistrza Domenico Ghirlandaio, namalowany około 1490. Obecnie jest wystawiony w Luwrze.

Obraz przedstawia starszego mężczyznę, florenckiego arystokratę (charakterystyczne cappuccio na jego ramieniu), przytulającego się do małego chłopca, prawdopodobnie jego wnuka. Nie zdołano określić tożsamości mężczyzny. Jego nos jest zniekształcony przez rhinophyma prawdopodobnie w przebiegu trądzika różowatego .
Bardzo lubię ten obraz.Artysta pięknie ukazał wzajemną miłość. Starzec z dobrotliwym uśmiechem i czułością spogląda na malca. Chłopczyk ufa dziadkowi.
Widać to w jego spojrzeniu. Stara się objąć dziadka swoją małą rączką.

Jak rozpoznać Chrystusa?

Można powiedzieć, że miłość w życiu człowieka zajmuje najważniejsze miejsce. Wydaje się, że nie ma na świecie człowieka, który by nie pragnął miłości. Dla zdobycia miłości jesteśmy gotowi dokonać niezwykłych czynów. Otóż człowiek poszukuje miłości dlatego, że miłość jest wpisana w jego istotę, gdyż został on stworzony na “obraz i podobieństwo” Boga, który jest Miłością. Dlatego też serce człowieka szukające miłości, nie zazna spokoju, dopóki nie spocznie w Bogu.

     Przyjrzyjmy się zatem, jak wygląda nasza miłość do Chrystusa? Na podstawie obserwacji zachowania między ludźmi, możemy powiedzieć, że miłość do Chrystusa kształtuje się w podobny sposób, jak miłość mężczyzny i kobiety. Jeśli chłopak i dziewczyna kochają siebie nawzajem, to pragną jak najczęściej przebywać w swojej obecności. Nie potrzebują wówczas wielu słów, gdyż wystarcza im zwykłe bycie ze sobą. Nawet jeśli zakochani są od siebie oddaleni, to nadal pozostają blisko siebie, ponieważ jedno myśli o drugim, ukochana osoba pozostaje cały czas w pamięci. W analogiczny sposób przedstawia się nasza miłość do Chrystusa. Jeśli jest to prawdziwa miłość, to sprawia ona, iż chcemy być blisko Chrystusa, chcemy doświadczyć Jego obecności. Na modlitwie przejawia się to w ten sposób, że samo powtarzanie pewnych formuł już nam nie wystarcza i modlitwa zaczyna przeradzać się w owo miłosne trwanie przy Chrystusie. Dzięki miłości chrześcijanin może cały czas pozostawać w obecności Chrystusa, podobnie jak zakochani, którzy chociaż są od siebie oddaleni, jednak myślą o sobie, dzięki czemu ukochana osoba jest jakby cały czas przy naszym boku.

     Miłość przejawia się również w tym, iż zakochani pragną się ze sobą jak najczęściej spotykać. Spytajmy się jednak , gdzie my możemy spotkać się z Chrystusem? Otóż Chrystusa możemy spotkać w Piśmie Świętym. Czytając Pismo Św. prowadzimy niewymowny dialog z Oblubieńcem naszej duszy, gdyż Pismo Św. jest listem miłosnym napisanym przez Boga do człowieka. Poza tym, wiemy również, że nie można kogoś pokochać, jeśli się go najpierw nie poznało. Pismo Św. daje nam właśnie taką znajomość Chrystusa, dzięki czemu możemy pokochać Go z "całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił swoich".

     Trzeba jednak podkreślić, że nie jest to jedyny sposób poznania Chrystusa. Mianowicie, Jezus wiele razy utożsamiał się z ludźmi ubogimi i chorymi. Dlatego, jeśli chcemy pokochać Chrystusa, musimy najpierw pokochać naszych ubogich braci. Prawdziwą miłość możemy poznać po tym, iż pragnie ona dobra drugiego człowieka, nie oglądając się na własne korzyści. Nasza miłość będzie zatem doskonała, jeśli będziemy miłowali słabych i ubogich, którzy nie będą mogli się nam odwdzięczyć. Zapłatę otrzymamy dopiero przy zmartwychwstaniu umarłych.

     Oprócz wymienionych tu sposobów Chrystusa można spotkać również - i to w najpełniejszy sposób - w Eucharystii, kiedy przychodzi do nas pod postacią chleba i wina. Z samej istoty Eucharystii, która jest miłosnym spotkaniem Boga i człowieka, wynika, że powinna ona być przeżywana w sposób radosny, podobnie jak to czynili pierwsi chrześcijanie, którzy: "przyjmowali chleb z radością i prostotą serca". Sami wiemy przecież, że nikt nie jest smutny, ale raduje się, jeśli odwiedzi go ukochana osoba.

     Pragnienie miłości, aby kochać i być kochanym jest czymś naturalnym, ponieważ zostało złożone w sercu człowieka przez samego Boga. Pamiętajmy jednak, że prawdziwej miłości nie odnajdziemy w świecie doczesnym, lecz tylko w Bogu, który "jest Miłością". Aby doświadczyć tej Bożej miłości, potrzeba abyśmy rozważali słowo Boże, abyśmy trwali na modlitwie, oraz byśmy rozpoznali Chrystusa w drugim człowieku, a nade wszystko przy "łamaniu chleba", w Eucharystii. Czuwajmy zatem, abyśmy mogli rozpoznać Pana, kiedy do nas przychodzi, aby nasze oczy nie były w tym momencie "na uwięzi".

                                   / kl. Adam Lis. ADONAI.PL /

                        

KRZYŻ cd……

  Po raz pierwszy brakuje mi słów…. Do tej pory nie mogę się otrząsnąć po tym co wczoraj zobaczyłam. Chodzi mi o to wszystko co się działo wczoraj pod Pałacem Prezydenckim.
Wczoraj miała odbyć się uroczystość przeniesienia krzyża spod Pałacu do kościoła Św. Anny w Warszawie. Zgodzili się na to przedstawiciele rządu, Kościoła i harcerstwa.
Nie odbyła się. Przeszkodzili a właściwie uniemożliwili jej przeprowadzenie tzw. “obrońcy” krzyża. Pod krzyż przyszło setki ludzi z różańcami, krzyżami, transparentami. Z ich ust wydobywały się wyzwiska i obelgi. Pod adresem rządzących i duchownych, którzy rzekomo chcieli zabrać krzyż.
Duchownych, którzy w uroczystej procesji przyszli aby przenieść krzyż, powitały gwizdy i wyzwiska.  
” Kim jesteś?! – wrzeszczał mężczyzna do księdza, szarpiąc duchownego za rękaw. – I wy nazywacie siebie księżmi?! – wykrzykiwała młoda kobieta. Judasze, hańba, targowica, zdrajcy, precz z Komorowskim, harcerze do domu, nie oddamy krzyża…”
Apelującego o zachowanie spokoju i poszanowanie chrześcijańskiego symbolu księdza obrażono. ” Ręka mu uschnie! To nie jest polski ksiądz! Różaniec mu się pali ! Gestapowcy! Zdrajcy!” – krzyczą zgromadzeni.
W ten sposób ” broniono” krzyża, “broniono ” Boga.
Tymczasem ja tam Boga nie widziałam. Widziałam ludzi z różańcami w rękach i z nienawiścią w oczach, wyzywających, rzucających obelgami w innych ludzi.
Był krzyż – znak Bożej Miłości ale w okół niego nie było miłości- przeciwnie była nienawiść. Morze nienawiści…

Ja wierzę w Boga, który jest dobry, miłosierny, łagodny, sprawiedliwy, wspaniałomyślny, wybaczający. Boga, który nikogo nie odrzuca, nie ocenia.
Boga, który jest Miłością. Krzyż jest znakiem dobroci, miłosierdzia, wybaczenia.
Znakiem Miłości.
Tam była nienawiść i zło.
Żal tych ludzi…Nie wiedzą, że to wszystko co robią, jest złe. Potrzebują katechezy, ewangelizacji.
Wczoraj widziałam klęskę władzy i klęskę Kościoła. Bezradność.     
Nie może być tak, że katolicy nie słuchają swoich pasterzy.
Władze Kościelne i świeckie porozumiały się w sprawie krzyża. Powinno się to uszanować.
Z drugiej strony krzyż nie może być przedmiotem walki religijnej jak i politycznej. Jakiejkolwiek walki. Nie może być narzędziem manipulacji w rękach polityków .
Nam wszystkim potrzeba katechezy. Musimy na nowo odkryć sens naszej wiary.
Sens krzyża.
Papież Benedykt XVI będąc jeszcze kardynałem powiedział, że w chrześcijaństwie, w katolicyzmie nie jest najważniejszy człowiek ani Kościół. Najważniejszy jest Bóg.
Odniosłam wrażenie, że wczoraj w tym całym chaosie zapomniano o tym.
Wczoraj w imię Boga zapomniano o Bogu.     

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com