REFLEKSJA

W związku z brakiem odzewu na mój poprzedni post, chciałam podzielić się refleksją. Smutną refleksją…Długo zastanawiałam się dlaczego nikt nie odpowiedział na zawarty w notce apel.

Doszłam do wniosku, że to bierność, niechęć do jakiegokolwiek  działania. Zobojętnienie, marazm…
Działanie wymagałoby trochę wysiłku, ochoty. A przede wszystkim aktywność. Wymaga zdeklarowania się, inicjatywy. Zobowiązania się do czegoś.
Wszyscy lubimy krytykować, piętnować, ganić.  Krytykować najłatwiej. Krytykowanie nic nie kosztuje. Każdy jest wtedy ekspertem, specjalistą, znawcą. Szczególnie jeśli chodzi o Kościół i księży. Wylicza się wady.Czyjeś łatwiej widać…
Działanie wymaga często jakiegoś poświęcenia.
Tymczasem nasza wiara wymaga od nas wysiłku, ochoty, zdeklarowania się, czasem poświęcenia.
Opowiedzenia się za Chrystusem. Choćby w najdrobniejszej sprawie.
Dzisiejszy katolik w naszym kraju nie musi robić wielkich rzeczy, żeby móc manifestować swoją wiarę. Dziś nie musimy być męczennikami.
Nasza wiara ma być praktykowana na codzień. Ukazywana w najdrobniejszych nawet gestach. Te drobne gesty, szczególnie w dzisiejszych czasach urastają do rangi wielkich czynów.
Takim czynem dziś jest modlitwa, czytanie Pisma Świętego, pójście na Mszę.
Często obserwujemy w kościele jak starsze panie, babcie, odmawiają nabożnie różaniec. Często są wyśmiewane z tego powodu.  Zastanówmy się jednak co będzie kiedy one poumierają? Kto się będzie wtedy modlił w naszych kościołach? My…….?
Jezus chce, żąda od  nas opowiedzenia się czy jesteśmy za Nim, czy przeciw Niemu. Za albo przeciw.
Pośredniej alternatywy nie ma. On nie uznaje bierności, miernoty, marazmu. On oczekuje od nas konkretnego czynu.
Czy jesteśmy w stanie jeszcze go zrobić…?