PRZYJŚCIE

Adwent (z łac. adventus – przyjście, przybycie) to okres w roku liturgicznym, który rozpoczyna się od I Nieszporów niedzieli po sobocie XXXIV tygodnia Okresu Zwykłego, a kończy przed I Nieszporami uroczystości Narodzenia Pańskiego w wieczór 24 grudnia. Trwa od 23 do 28 dni i obejmuje cztery kolejne niedziele przed 25 grudnia. Stanowi pierwszy okres w każdym nowym roku liturgicznym.

Adwent składa się z dwóch odrębnych okresów:
1. czasu, w którym kierujemy nasze serca ku oczekiwaniu powtórnego przyjścia Jezusa w chwale na końcu czasów (okres od początku Adwentu do 16 grudnia włącznie);
2. czasu bezpośredniego przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, w której wspominamy pierwsze przyjście Chrystusa na ziemię.
Zwornikiem wszystkich tekstów liturgii adwentowej obydwu części jest czytanie ciągłe księgi proroka Izajasza. Czytanie to obrazuje tęsknotę za wyczekiwanym Mesjaszem.

Pierwsze ślady obchodzenia Adwentu spotykamy w IV w. między innymi w liturgii galijskiej i hiszpańskiej. Z pewnością Adwent nie istniał zanim zaistniała stała data świąt Narodzenia Pańskiego. Została ona wyznaczona dopiero w II połowie IV wieku. W Hiszpanii pierwsze wzmianki o przygotowaniu do obchodu Narodzenia Pańskiego (choć nie jest ono określane mianem Adwentu) pochodzą z roku 380. Kanon 4 synodu w Saragossie, który odbył się w tym roku, poleca wiernym, aby od dnia 17 grudnia do Epifanii (6 stycznia) gorliwie gromadzili się w kościele, nie opuszczając ani jednego dnia. Adwent miał tam charakter pokutny i ascetyczny (post, abstynencja, skupienie), co wspomina św. Hilary (+ 367). W V w. w Galii biskup Tours, Perpetuus, wprowadził obowiązek postu w poniedziałki, środy i piątki w ciągu trzech tygodni od dnia św. Marcina (11 listopada) do Narodzenia Pańskiego. W Rzymie okres przygotowania do Narodzenia Pańskiego został wprowadzony dopiero w drugiej połowie VI wieku. Adwent miał tu charakter liturgicznego przygotowania na radosne święta Narodzenia Pańskiego, ze śpiewem Alleluja, Te Deum laudamus, z odpowiednim doborem czytań i formularzy, bez praktyk pokutnych. W Sakramentarzu z Werony znajduje się 37 formuł modlitw na dni postu dziesiątego miesiąca.
Od czasów św. Grzegorza Wielkiego (590-604) Adwent w Rzymie obejmował już 4 tygodnie. Był to czas bezpośredniego, liturgicznego przygotowania na obchód pamiątki historycznego przyjścia Chrystusa. Na początku IX w. Adwent nabiera także charakteru eschatologicznego – staje się czasem przygotowania na ostateczne przyjście Chrystusa. W wyniku połączenia tradycji gallikańskiej i rzymskiej ukształtował się Adwent, jaki przeżywamy do dziś – liturgicznie rzymski, a ascetycznie gallikański (kolor fioletowy, bez Gloria i Te Deum). Formę tę rozpowszechniały klasztory benedyktyńskie i cysterskie. W XIII w. znana ona była już w całym Kościele, do czego przyczyniły się nowe zakony, zwłaszcza franciszkanie.

Teksty liturgiczne Adwentu ukazują postacie Starego i Nowego Testamentu, przez których życie i działalność Bóg zapowiadał i przygotowywał świat na przyjście Jego Syna, m.in. Maryję, Jana Chrzciciela, Izajasza. Adwent to czas radosnego oczekiwania na spotkanie z Panem i przygotowania się do niego przez pokutę i oczyszczenie. Dlatego Kościół zachęca do udziału w rekolekcjach, przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania. W zatwierdzonej niedawno nowej wersji przykazań kościelnych nie ma już zapisu o zakazie zabaw hucznych w czasach pokuty. Adwent nie jest w sensie ścisłym czasem pokuty, tak jak na przykład Wielki Post. Ma on bowiem charakter radosny.

Jak czytamy w „Ogólnych normach roku liturgicznego i kalendarza” z 1969 r.: „Adwent ma podwójny charakter. Jest okresem przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, przez który wspominamy pierwsze przyjście Syna Bożego do ludzi. Równocześnie jest okresem, w którym przez wspomnienie pierwszego przyjścia Chrystusa kieruje się dusze ku oczekiwaniu Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. Z obu tych względów Adwent jest okresem pobożnego i radosnego oczekiwania”.
W czasie całego Adwentu, poza niedzielami i uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP (8 grudnia), odprawiane są Roraty. Są to Msze święte ku czci Najświętszej Maryi Panny, odprawiane bardzo wczesnym rankiem. Ich nazwa pochodzi od łacińskich słów pieśni często śpiewanej na ich początku – Rorate caeli desuper (Spuśćcie rosę, niebiosa). Najstarsze ślady Rorat w polskiej tradycji pochodzą z XII w. W XVI w. były powszechnie znane w całym kraju. W czasie Rorat przy ołtarzu znajduje się dodatkowa, ozdobna świeca – symbolizuje ona obecność Maryi. Eucharystia rozpoczyna się przy zgaszonych światłach; zapalają się one dopiero podczas uroczystego hymnu „Chwała na wysokości Bogu”. Jest to jeden z nielicznych przypadków w roku liturgicznym, kiedy hymn ten śpiewa się każdego dnia (chociaż wyłącznie podczas Rorat).
Od IX w. dla drugiej części Adwentu charakterystyczne są tzw. antyfony „O”, ponieważ wszystkie rozpoczynają się właśnie od tej litery: O Sapientia, O Adonai, O Radix Jesse, O Clavis David, O Oriens, O Rex gentium, O Emmanuel. Tak uszeregował je Amalariusz z Metzu (+ 850). Oparte są na obrazach i symbolach biblijnych. Antyfony te w tłumaczeniu polskim stanowią siedem kolejnych zwrotek dawno śpiewanej pieśni „Mądrości, która z ust Bożych wypływasz”. Ich treść obrazuje tęsknotę Izraelitów za Mesjaszem. Stosowane były pierwotnie jako antyfony do Magnificat w Liturgii Godzin. W odnowionej liturgii zachowały swoje tradycyjne miejsce. Ponadto włączone zostały w Mszę świętą jako wersety aklamacji przed Ewangelią.

III Niedziela Adwentu jest nazywana Niedzielą Różową lub – z łaciny – Niedzielą GAUDETE. Nazwa ta pochodzi od słów antyfony na wejście: „Gaudete in Domino”, radujcie się w Panu. Szaty liturgiczne mogą być – wyjątkowo – koloru różowego, a nie, jak w pozostałe niedziele Adwentu, fioletowe. Teksty liturgii tej niedzieli przepełnione są radością z zapowiadanego przyjścia Chrystusa i odkupienia, jakie przynosi. Warto pamiętać, że oprócz Niedzieli Gaudete jest jeszcze tylko jedna okazja do używania szat liturgicznych koloru różowego – jest nią Niedziela LAETARE – IV Niedziela Wielkiego Postu.

/ katolik.pl /
Read more

KSIĄŻKA

Listopad… Dni coraz krótsze. Pochmurno, dżdżysto, mglisto.
Ponuro i przygnębiająco.
Moim sposobem na depresję jest książka. Czytanie.

Wielu ma rywalów książka w naszych czasach

– i przez to właśnie może staje się niemodna.
Radio, telewizja, kino – lwią część zabrały te wynalazki z uroku książki!
Jednej rzeczy nie mogą zabrać: jej ciszy, jej milczenia.
Milczenie książki jest tym elementem, który na nas najwyraźniej działa.
Milczenie to – to czara, którą możemy napełnić własną treścią, własną wyobraźnią.
Kino, telewizja narzucają nam obraz, nie pozwalają go uzupełnić na swój sposób.
Książka utwierdza naszą indywidualność,
wybrania naszą osobowość przed atakiem wszystkiego,
co brutalne, napastliwe w naszej dzisiejszej kulturze.

Kocham książkę nie dlatego, że jest piękna zewnętrznie,
ale dlatego, że wprowadza mnie w mój własny świat,
że odkrywa we mnie, me na zewnątrz mnie,
bogactwa, których nie przeczuwałem.
Dlatego też taką miłością otaczam moją bibliotekę.           ”

                                                                             

Jarosław Iwaszkiewicz


Bardzo lubię czytać. To dobre nie tylko na jesienną depresję, nudę ale i na samotność. Ta ostatnia doskwiera mi coraz częściej.

Jednak dzięki książce, dzięki czytaniu zapominam o niej. Długo czytam jedną książkę. Z powodów technicznych, bardzo trudno odwrócić mi kartkę. Denerwuję sie z tego powodu, ciekawi mnie co jest napisane dalej a nie mogę przewrócić kartki, żeby przeczytać.
Inni przeczytają książkę w 2 dwa dni, ja w kilka tygodni.

Jednak nie zamieniłabym papierowej książki na e-booki czy książki nagranej na płycie.

Tradycyjna książka ma w sobie to „coś”. Magię, tajemnicę…

Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem.

                                             / Jonathan Carroll /

 Nic dodać, nic ująć.                                                               

 

Read more

SĄD OSTATECZNY

http://kultura.trojmiasto.pl/Memling-wiecznie-zywy-n35560.html
Hans Memling
, Memlinc (ur. 1435 w Seligenstadt, zm. 11 sierpnia 1494 w Brugii) – malarz niderlandzki niemieckiego pochodzenia, jeden z najważniejszych przedstawicieli wczesnego odrodzenia w Europie.

Prawdopodobnie uczył się u Stephana Lochnera w Kolonii i u Rogiera van der Weydena w Brukseli. Od 1465 pracował w Brugii. W 1467 został członkiem gildii św. Łukasza w Brugii. W 1480 należał do najbogatszych mieszkańców tego miasta, prowadził pracownię, w której zatrudniał wielu uczniów i pomocników.

Pod koniec XVIII w. powstała legenda dotycząca jego osoby. Głosiła ona, iż Memling był żołnierzem armii Karola Śmiałego. Znaleziono go rannego na progu szpitala św. Jana (Sint-Janshospitaal) w Brugii. Aby odwdzięczyć się za otrzymaną opiekę artysta postanowił pozostać na usługach tej charytatywnej instytucji. Dzięki legendzie malarz zyskał dużą popularność wśród niemieckich romantyków na początku XIX w. Zaczęto mu wtedy przypisywać większość anonimowych dzieł szkoły niderlandzkiej.

Obrazy Memlinga nacechowane są liryzmem, spokojem, czystym i harmonijnym kolorytem oraz miękkim modelunkiem, manierą wysmuklania ciał i wielością szczegółów. Przy zachowaniu zdobyczy warsztatowych Jana van Eycka, jego malarstwo skłania się ku manieryczności i wytworności, kojarzącej się z „międzynarodowym gotykiem”. Dramatyzmem wyróżnia się ołtarz Sąd Ostateczny (1473), wczesne dzieło artysty (obecnie w Muzeum Narodowym w Gdańsku). Jednym z ostatnich jego dzieł jest Relikwiarz św. Urszuli (1489) – drewniana skrzynka ozdobiona scenami z życia świętej i innymi miniaturami. Memling korzystał z doświadczeń mistrzów: van der Weydena, D. Boutsa, H. van der Goesa.

Malarz lubił sięgać do typu ikonograficznego zwanego Sacra Conversazione (święta rozmowa), który zrealizował m.in. w tryptyku Mistyczne zaślubiny św. Katarzyny. Stworzył także szereg innych ołtarzy: Trzech Króli (1479), Opłakiwania (1480), Św. Krzysztofa (1484), Męki Pańskiej (1491).

Do najlepszych dzieł o tematyce religijnej należą także wizerunki Madonny z Dzieciątkiem. Jego Madonny cechuje nastrój poetyckiej czułości i wdzięku oraz miłości macierzyńskiej (Zwiastowanie, Adoracja Madonny). W późniejszych latach poetyckość i wdzięk Madonn przekształciła się w konwencję pozbawioną życia. Malarz powtarzał podobne do siebie kompozycje, sadowiąc Madonnę osiowo na tronie z brokatowym zapleczem, ustawionym w renesansowej komnacie z puttami trzymającymi girlandy kwiatów i owoców (w latach 80. przeniknęły na Północ włoskie wzory).

Był świetnym portrecistą. Jednym z najsłynniejszych jego portretów jest wizerunek Martina van Nieuwenhove, stanowiący część dyptyku.

       

      Sąd Ostateczny – tryptyk malarza niderlandzkiego Hansa Memlinga stworzony między 1467 a 1471 rokiem (obecnie w Muzeum Narodowym w Gdańsku). Obraz wykonany został w technice olejnej na desce. Autor dzieła pozostawał nieznany aż do połowy XVII wieku. Od tego czasu zaczęto przypisywać go braciom van Eyck. Dopiero w 1843 roku Heinrich Gustav Hotho stwierdził autorstwo Memlinga, co zostało później dowiedzione.

Obraz został wykonany na zamówienie filii brugijskiej banku Medyceuszy i był pierwotnie przeznaczony dla florenckiego kościoła Badia Fiesolana. Podczas transportu do Italii na pokładzie galeonu Saint Matteo został zdobyty przez gdańskiego kapra   Pawła Beneke dowodzącego karaką Piotr z Gdańska. Gdańscy właściciele statku kaperskiego (podczas podziału łupów) ofiarowali ołtarz Memlinga gdańskiemu kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W erze napoleońskiej, dzięki Vivant Denonowi tryptyk trafił do zbiorów paryskiego Luwru jako zdobycz wojenna. Po klęsce Napoleona został rewindykowany do Berlina by wreszcie w roku 1817 wrócić do Gdańska. Pod koniec II wojny światowej dzieło Memlinga zostało wywiezione przez Niemców w głąb Rzeszy i wpadło w ręce Armii Czerwonej. Jako zdobycz wojenna stał się eksponatem ówczesnego leningradzkiego Ermitażu. W roku 1956 tryptyk Memlinga powrócił ponownie do Gdańska. Nie zawisł jednak na filarach Kościoła Mariackiego (jak poprzednio) tylko stał się eksponatem muzealnym ówczesnego Muzeum Pomorskiego w Gdańsku. W Kościele Mariackim znajduje się kopia obrazu.

                                                        / Wikipedia /

Read more

Kim jest (dla nas ) BÓG ?

          Żyjemy w biegu, ciągle za czymś gonimy. Za pieniędzmi, za pracą, karierą. Czy w tej całej bieganinie, natłoku spraw mamy czas,żeby choć na chwilę i  pomyśleć jakie miejsce zajmuje w naszym życiu Pan Bóg? Kim On dla nas jest?

Jakie jest współczesne wyobrażenie Boga ? Jego obraz? Nasze wyobrażenie Boga jest całkowicie inne niż sam Bóg. Niektórzy stworzyli sobie nieprawdziwy  obraz Boga. Najczęściej widzą Go jako dobrotliwego staruszka z siwą brodą grożącego z pobłażaniem palcem. Inni  oczekują, że Bóg będzie czarodziejem spełniającym ich zachcianki i kaprysy, a w razie wpadki cudownie interweniującym, aby ich wybawić z kłopotu. Jeszcze inni w Bogu widzą sędziego,który tylko czeka na ich potknięcie, żeby ich od razu ukarać.

Tymczasem Bóg jest całkiem inny niż nam się wydaje. Jaki jest ?  Trudno sobie wyobrazić a  jeszcze trudniej wyrazić to słowami.  Każde słowo będzie zbyt małe.Bo czy można  sobie wyobrazić kogoś wielkiego i wszechmocnego a jednocześnie bezbronnego, pokornego?Samowystarczalnego i  tęskniącego? Miłość samą?

Zacznijmy od tego, że Bóg jest naszym Stwórcą i jesteśmy częścią Jego stworzenia. Bóg powiedział, że człowiek został stworzony na Jego obraz. Człowiek jest ponad resztę stworzenia i dlatego została mu dana władza nad nim.Zważywszy na bezmiar stworzenia, jego złożoność, piękno i porządek, możemy zrozumieć Bożą wspaniałość. Przejrzenie imion Boga może pomóc nam zrozumieć,kim jest Bóg. Oto one:

 

Elohim– silny, sprawiedliwy, święty (Księga Rodzaju 1:1)

Adonai– Pan, w relacji Pan – sługa (Księga Wyjścia 4:10,13)

ElElyon – Najwyższy, Najsilniejszy (Księga Izajasza 14:20)

ElRoi – Silny, który widzi (Księga Rodzaju 16:13)

ElShaddai – Wszechmocny Bóg (Księga Rodzaju 17:1)

ElOlam – wieczny Bóg (Księga Izajasza 40:28)

Yahweh– PAN „Ja jestem”, wieczny istniejący od zawsze samoczynnie Bóg (Księga Wyjścia3:13,14).

Bóg to przede wszystkim realna Osoba. Osoba,z którą można nawiązać prawdziwa relacje. Osobą ,która kocha ale i chce być kochaną. Która żyje i działa w życiu człowieka, w moim życiu.

Teraz ludzie traktują  Boga jako ułudę, iluzję albo maszynkę do spełniania próśb. Przypominają sobie o Nim, zdarzy si jakaś  tragedia…

Kiedy uświadomimy sobie, ze Bóg to Osoba jakby naturalnie zaczynamy szukać z Nim kontaktu.  Chcemy Go poznawać,  odkrywać. Fascynować się  Nim. Słuchać Go,  nie tylko mówić do Niego. Słuchać  co chce nam powiedzieć.

On jest bliżej niż nam się wydaje. Chce, żebyśmy Go  szukali, pozwala się znaleźć. On chce być naszym przyjacielem. Takim, który nigdy nie zdradzi, nie oszuka. Jest przy nas  zawsze. Nawet  wtedy gdy myślimy, że Go nie ma – JEST.

On nas kocha. Bardziej niż najczulszy ojciec, matka. Miłością  bezwarunkową.   Bóg jest Miłością, stworzył nas z miłości i nigdy nie przestanie nas kochać. Każdy z nas jest grzesznikiem. Każdy z nas popełnia w swoim życiu błędy. Ilekroć byśmy nie upadli, tyle razy Bóg może nam przebaczyć. Pomimo, że On jest Święty a my grzesznikami, to Jezus  nie odpycha nas od Siebie, ale wyciąga Swoją dłoń aby nas podnieść z upadku, przebaczyć. Bóg jest naszym Ojcem i kocha nas-Swoje dzieci.  Miłość Boga do człowieka nie ma granic…. jest nieskończona… I nikt nie pokocha nas bardziej niż sam Bóg- Jezus Chrystus.   Jezus nie pragnie niczego tak bardzo jak naszych serc, naszego uczucia miłości do Niego, poświęcenia choćby kilku chwil…na spotkanie z Nim.

„Potem Jezus, wiedząc, że już wszystko się dokonało, aby wypełniło się Pismo, rzekł:„Pragnę”. A znajdowało się tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i podano Mu do ust”. (J 19,28-29)

Wśród słów Jezusa z krzyża, tylko to jedno jest skargą na fizyczne cierpienie. Ukrzyżowany, wypalony żarem słońca,krańcowo wyczerpany, w śmiertelnej gorączce, w agonii prosi o wodę.

Jezus nie pragnie jednak tylko wody. Jego słowo nie jest jedynie wołaniem o ulgę w fizycznym cierpieniu. To słowo płynie z serca Bożego. Mówi coś bardzo ważnego o pragnieniu samego Boga, o Jego tęsknocie za człowiekiem. Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli. Bóg pragnie być miłowany. Bóg nie jest jakąś bezosobową energię lub niewzruszoną, doskonałą istotą, tak doskonałą, że aż zimną. Być może Bóg mógłby być Bogiem bez nas.Ale Jezus objawił nam Boga, który chce być Bogiem z nami i dla nas. I dlatego pragnie. Bóg nas pragnie . Człowiek jest pragnieniem Boga .

Ja jestem jego pragnieniem.

Pragnąć znaczy więcej  niż kochać…. Trudno to sobie wyobrazić.

Amy? Kogo lub co kochamy ? Czego lub Kogo pragniemy? Czy wśród naszych pragnień  jest jeszcze miejsce dla  Boga….? Kim On dla nas jest?

Read more

SPOTKANIE ZE ZBAWIENIEM

W Jerychu rozpoczyna się przedostatni etap drogi Jezusa. Tutaj zaczyna się ona wznosić od doliny Jordanu, przez Pustynię Judzką, ku Jerozolimie. O całym wędrowaniu Jezusa Piotr powiedział, że: „przeszedł On dobrze czyniąc” (Dz 10, 38). Jest to znamienne przede wszystkim dla ostatnich odcinków Jezusowej drogi. Wszędzie Jezus pomaga i ratuje. Niewidomemu, który na skraju drogi woła z ufnością: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” – daje wzrok, zdolność wychwalania Boga i pójścia za Nim (18, 35-43). Zacheuszowi, który wspiął się na przydrożne drzewo, bo chciał Go zobaczyć, daje możliwość ugoszczenia siebie w jego domu i nawrócenia, czyli też zbawienia. Sytuacja tych dwóch ludzi jest bardzo różna, jak różne jest także ich spotkanie z Jezusem. Obydwaj otrzymują pomoc Bożą przez Jezusa, który nie mija ich lekceważąco, ale zatrzymuje się przy nich.

Zacheusz jest bogatym człowiekiem. Ale jako poborca podatkowy należy do kategorii ludzi, którzy wśród Żydów otaczani są pogardą. Celnik, który z racji swego zawodu stale kontaktował się z różnymi ludźmi, także z poganami – uważany był za nieczystego. Powszechnie przypisywano celnikom chciwość (por. 3, 12-13), nienawidzono ich i unikano. Żyd, przestrzegający Prawa, nie powinien mieć nic wspólnego z celnikiem. Zacheusz był więc człowiekiem z marginesu. Miał wprawdzie bogactwo i dobrą posadę, ale nie cieszył się szacunkiem u ludzi o decydującym wpływie na społeczeństwo. Być może to było przyczyną, że Zacheusza tak bardzo interesował Jezus. Zacheusz nie był, jak widać, jednym z tych bogaczy, którzy chcą tylko przyjemnie korzystać z dóbr, nie myśląc o niczym innym (por. 12, 16-21; 16, 19-31). Jego interesuje coś więcej.

Zacheusz bardzo pragnie zobaczyć Jezusa. Powodem może tu być w dużej mierze ciekawość. W każdym razie to pragnienie jest tak silne, że zadaje sobie trudu, byle tylko dojrzeć Jezusa. Liczne osoby wokół Jezusa zasłaniają widok Zacheuszowi, który jest człowiekiem niskiego wzrostu. Ale Zacheusz jest pomysłowy. Biegnie naprzód, wyprzedza pochód, a zyskawszy na czasie, wchodzi na drzewo: wreszcie znalazł miejsce, z którego będzie mógł zobaczyć Jezusa. Zapewne nie dodaje powagi bogatemu człowiekowi wspinanie się na drzewo. To zajęcie dla dzieci. Ale Zacheusz godzi się na takie ośmieszenie, bo tak bardzo pragnie zobaczyć Jezusa. Jak widzimy, wszystko działo się dotąd z inicjatywy Zacheusza.

Jezus daje się zobaczyć Zacheuszowi; co więcej, zawiera z nim znajomość i obdarza go zbawieniem. Podejmuje Jezus rękę, którą Zacheusz wyciągnął nieśmiało w Jego kierunku; przejmuje Jezus inicjatywę i stawia Zacheusza na nowej drodze. Każe mu zejść z kryjówki na drzewie i przygotować gościnę. Wcześniej Jezus bynajmniej nie lekceważył celników, jadał z nimi przy jednym stole (por. 5, 27-32; 15, 2). Tutaj jednakże postawa Jezusa osiąga punkt kulminacyjny: On sam podejmuje inicjatywę i spontanicznie sam chce zasiąść z celnikiem do uczty, wiedząc, że w ten sposób spełni wolę Bożą:

„Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Bóg nie zrezygnował również z celników, ani ich nie odepchnął. Przez wspólny stół z Jezusem są oni wezwani do wspólnoty z Bogiem. I właśnie na tym polega usprawiedliwienie i zbawienie: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama”. Jezus przyszedł jako Zbawiciel do wszystkich ludzi (2, 10). Wbrew wszelkiej krytyce i w sposób jasny dla wszystkich poświadcza, że celnicy nie zostali wykluczeni ze zbawienia. Jednocześnie daje poznać, że odrzuca uogólniony sąd o całej kategorii osób. Swoją postawą mówi, że Bóg żywo interesuje się wszystkimi ludźmi, stale na nich czeka i zbliża się do nich. Wszyscy powinni się nawrócić, zwrócić się ku Bogu, pozwolić, żeby On ich pociągnął, i przyjąć Go. Zbawienie oznacza to właśnie, że człowiek znów otwiera się na Boga i odnajduje wspólnotę z Nim.

Postawa Jezusa została przyjęta w różny sposób. Tłum jest oburzony (por. 5, 30; 7, 34; 15, 2); zdaje się mu, że wie, co wypada, a co nie wypada. Mieć coś do czynienia z celnikiem – to dla tłumu znaczy: splamić się. Sąd tłumu jest twardy. Dlatego też Jezus nie przyłącza się do niego i bierze na siebie oburzenie tłumu. Ludzie pochwalili uzdrowienie niewidomego (18, 43), ale nie akceptują miłosierdzia okazanego celnikowi. Jezus swoim postępowaniem odrzuca taką surowość i objawia, że postawa Boga jest zupełnie odmienna od postawy tłumu.

Zacheusz zareagował przeciwnie niż tłum. Fakt, że Jezus wprosił się do niego w gościnę, wzbudził w nim wielką radość. Jego pragnienie zobaczenia Jezusa zostało spełnione w nadmiarze i Zacheusz z radością ów nadmiar przyjmuje. Nie złości się, że Jezus pokazał jego kryjówkę i że kazał mu zejść z drzewa na oczach wszystkich. Nie zważa na szemranie tłumu, ale cieszy się spełnieniem swego pragnienia. Przyjmuje Jezusa w swoim domu i odbywa z Nim serdeczną rozmowę. O żadnym innym bogaczu św. Łukasz nie podaje niczego podobnego do decyzji Zacheusza. Nieco wcześniej Jezus, po odrzuceniu Jego wezwania przez bogatego młodzieńca, powiedział: „Jak trudno bogatym wejść do królestwa Bożego!” (18, 24). Lud zapytał wtedy: „Któż więc może być zbawiony?” (18, 26). Zacheusz otrzymuje teraz zbawienie przez pośrednictwo Jezusa (19, 9). I decyduje się na szlachetną dobroczynność i naprawienie krzywd. Nie ogranicza się tylko do zobaczenia Jezusa, ale postępuje według Jego woli. W ten sposób dzięki życzliwości Jezusa dom pogardzanego przez ludzi człowieka staje się domem zbawienia. Jezus spotkał człowieka, który był zepchnięty przez ludzi na margines, a sam uwikłał się w różnych wykroczeniach i błędnych postawach. Zostawia zaś człowieka, który poznał z radością, co znaczy otrzymać przebaczenie od Boga, i wrócił na właściwą drogę. W tym dniu Zacheusz doświadczył niezwykłej przemiany.

Końcowe słowa Jezusa mogą dodać odwagi i nadziei każdemu człowiekowi. Jezus nie przyszedł po to, aby potępiać i odrzucać. On chce szukać i zbawiać właśnie zagubionych, tych, którzy się pomylili i skończyli w ślepym zaułku; chce wyprowadzić ich z nędzy i zagrożenia. Zacheusz pragnął zobaczyć Jezusa. Dzięki temu został przez Jezusa znaleziony i zbawiony.

Pytania

  1. Jakie są etapy drogi Zacheusza, od ciekawości aż po zbawienie? Kim jest Jezus, jeśli się zważy, że Jego życzliwość dla osoby społecznie pogardzanej jest czymś więcej niż tylko zwyczajnym gestem ludzkiej przyjaźni i oznacza łaskę Bożą i zbawienie?
  2. Co przeszkadza nam spotkać Jezusa? Co czynimy lub czym pomagamy sobie, aby poznać Jezusa?
  3. O czym wydajemy pobieżne sądy? Z jakimi osobami nie chcemy przestawać?


  
                      

Klemens Stock SJ

Read more

MAŁY MĄDRALA

      – Babciu- mówi mój bratanek (3 lata) – ciocia Monika jest bajdzo mądja. Wie wszystko.
Jest taka mądja jak ta ksiąska- dodaje pokazując Encyklopedię PWN.


  Uśmiałam się z tego bardzo  hehe 

Ten maluch ma taką wyobraźnię, że trudno za nim nadążyć. Teraz fascynuje się rybami i całym podwodnym światem, rakami, konikami morskimi, a nawet syrenkami 😉 . Chciałby mieć swoje akwarium. Często prosi o encyklopedię i ogląda zdjęcia.
Pyta mnie „a dlaczego to, a dlaczego tamto”. Staram się odpowiadać. Często mnie prosi ” ciociu najisuj mi jaka” i ciocia rysuje raka. Najpierw muszę sobie przypomnieć jak wygląda
rak :)).

Read more

***

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!

                                         [Flp 4,13]

  

Read more

OFIAROWANIE CIERPIENIA

Kiedyś, wiele lat temu ofiarowałam Bogu swoje życie. Zaufałam Mu. On wie lepiej czego mi potrzeba. Byłam tego pewna I rzeczywiście wiedział. Ofiarowałam Mu też swoją chorobę, cierpienie. Zrobiłam to jednak bez jakiejś konkretnej intencji. Niech On zrobi ze mną i moją chorobą co chce. On wie co zrobić co z tym wszystkim zrobić, ja nie muszę.
Teraz jednak pomyślałam, że mogę zrobić coś więcej. Mogę ofiarować w jakiejś konkretnej intencji. Nie wiedziałam jednak w jakiej. Zwróciłam się o pomoc do księdza Tomasza. On mi radził intencję przemodlić. Zrobiłam tak jak radził. Wieczorem kiedy modliłam się o wskazanie intencji przed oczami stanęły mi dawno zapomniane obrazy…Straszne i wstrząsające.
Kilka miesięcy temu na youtube wysłuchałam świadectwa kobiety, która przeżyła aborcję. To świadectwo zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Obok tego filmu ze świadectwem były też inne filmy dotyczące aborcji (wcześniej nigdy nie oglądałam takich filmów). Kliknęłam na jeden z nich. To co tam zobaczyłam tak mną wstrząsnęło, że w pierwszym odruchu chciałam stamtąd wyjść, wyłączyć ten film. Nie wyłączyłam, oniemiała oglądałam dalej. Zobaczyłam tam zwłoki maleńkich dzieci, porozrywane, porozszarpywane na części.
Nóżki oddzielnie, rączki oddzielnie, główki też oddzielnie…Wszystkie części ciałek były poczerniałe, chyba były moczone w formalinie, żeby się nie rozłożyły.
Była tam też główka dziecka , jego maleńka buzia wykrzywiona była w ogromnym grymasie bólu. Widać było, że bardzo cierpiało przed śmiercią…
Wcześniej słyszałam wypowiedź jakiegoś „eksperta”, że tzw. „płód” nie czuje bólu przy dokonywaniu aborcji. Przekonałam się, że to nieprawda. Po oglądnięciu tego filmu byłam w szoku. Kilka dni nie mogłam otrząsnąć, dojść do siebie. Nie mogłam się pozbierać.
Jak wspomniałam, było to kilka miesięcy temu.
Codzienne problemy, wydarzenia sprawiły, że jakoś o tym filmie zapomniałam. Podczas modlitwy znowu wszystko stanęło mi przed oczami. Przypomniały mi się najdrobniejsze szczegóły… Widocznie nie bez powodu obejrzałam ten film.
To jest moja intencja – pomyślałam – swoją chorobę, cierpienie ofiaruję w intencji życia dzieci poczętych a nienarodzonych. O to, żeby każde nowe życie było przyjęte przez rodziców i rodzinę jako Boże błogosławieństwo. Aborcja jest zabójstwem, okrucieństwem wyrządzonym bezbronnemu człowiekowi. Nie rozumiem takiej matki która może zabić własne dziecko…. Nie potrafię zrozumieć…
Będę bronić życia ludzkiego . Tak jak potrafię. Przez modlitwę.
Potem okazało się, że ks. Tomasz modlił się, żebym swoje cierpienie ofiarowała właśnie w tej intencji. Ten fakt utwierdził mnie w przekonaniu o słuszności mojej decyzji.
Podjęłam się duchowej adopcji. Oddałam dzieciątko pod opiekę Bogu, niech On sam się o nie troszczy a sama się codziennie za nie modlę. Dziwnie się z tym czuję. Mam takie poczucie, że uczestniczę w czymś wielkim i bardzo ważnym. Do niedawna byłam pewna, że nigdy nie będę matką. Teraz myślę, że nią jestem. Jestem duchową matką.. Moje dziecko, które adoptowałam ma już tydzień. Od kiedy zdecydowałam się na duchową adopcję codziennie ofiaruję swoje cierpienie Bogu. Ofiaruje Mu nie tylko cierpienie ale wszystko co się tyczy mojej choroby. Bezradność, zależność od innych, samotność, niezrozumienie…Ofiaruję nie tylko w intencji tego jednego dziecka ale i innych dzieci zagrożonych aborcją.
To dla mnie bardzo ważne, jestem bardzo szczęśliwa. Szczególnie teraz kiedy ofiarowałam swoją chorobę, cierpienie w bardzo konkretnej, realnej intencji.
Zawsze wiedziałam że moje (jak każde ) cierpienie ma jakiś sens. Teraz wiem jaki.
Może to się komuś wydać dziwne ale dla mnie bardzo ważna jest świadomość, że moja choroba ma sens. Cierpienie wcale nie uszlachetnia. I samo w sobie jest bez sensu. Jedynie przyjęte i ofiarowane z miłości w jakiejś intencji nabiera sensu.To miłość uszlachetnia cierpienie.. Trzeba tylko /aż / mieć odwagę je przyjąć i chcieć ofiarować. Właśnie takiej odwagi takiej miłości uczy mnie Jezus. To On pierwszy odważnie i wielkodusznie podczas całego życia a szczególnie podczas męki na krzyżu wziął moje cierpienie, wziął cierpienia wszystkich ludzi. Przyjął je i ofiarował za nasze zbawienie. Chcę się od Niego uczyć i chcę Go naśladować. Chcę przynajmniej spróbować. Na tyle na ile potrafię.
Chcę starać się codziennie przyjmować swój krzyż i codziennie go ofiarowywać. Z miłości do Jezusa i ze względu na Jego Miłość do mnie.
Doświadczam jej każdego dnia i chcę Mu za Nią podziękować.
W ten sposób.

Read more