Site Overlay

Miesiąc: Grudzień 2010

Sens w pieluchach

     Prawda Bożego Narodzenia rozbłyskuje pełnym blaskiem, kiedy czytamy ciepłą opowieść Łukasza o narodzinach Dziecka razem ze wzniosłym tekstem Jana o Słowie. SENS objawił się w prozie życia, dzięki temu proza życia ma sens.Sens jest jedną z najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb. Wiktor Frankl (1905–1997), słynny austriacki psycholog żydowskiego pochodzenia, uważał, że człowiek przetrwa wszystko, jeżeli wie po co lub dla kogo warto walczyć. Frankl wiedział o tym z własnego doświadczenia, bo przeżył trzy lata w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Był twórcą metody terapii zwanej logoterapią, której głównym założeniem było właśnie to, że człowiek musi odnaleźć w życiu sens. Kiedy go zna, nie złamią go nawet najcięższe cierpienia. Nazwa tej metody pochodzi od greckiego „logos”, które oznacza „sens”, ale także „słowo”. Św. Jan rozpoczyna swoją Ewangelię hymnem o Logosie – Słowie Boga, które zamieszkało wśród nas.

Boża logoterapia
Na Boże Narodzenie można popatrzeć jak na wielką logoterapię, którą Najlepszy Lekarz proponuje schorowanemu człowiekowi. Św. Jan pisze, że „Słowo stało się ciałem”. To zdanie można równie dobrze przetłumaczyć: „Sens stał się ciałem”. Spróbujmy odczytać najważniejsze fragmenty Janowego Prologu w ten sposób. „Na początku był Sens i Sens był u Boga, i Bogiem był Sens. On był na początku u Boga. Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego zaś nic nie zaistniało. To, co zaistniało, w Nim było życiem” (1-4). „Na świecie był Sens, świat dzięki Niemu zaistniał, lecz świat Go nie rozpoznał. Przyszedł do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli” (10-11). „Sens stał się ciałem i zamieszkał wśród nas. Oglądaliśmy Jego chwałę”(14). Brzmi zaskakująco, świeżo. I nie jest to bynajmniej jakaś nieuprawniona zabawa słowami. Po prostu nie mamy jednego polskiego odpowiednika słowa „logos”, który oddałby adekwatnie całą głębię Janowego tekstu.

Przenieśmy teraz nasz wzrok na tekst św. Łukasza, opisujący Boże Narodzenie. Kluczowy fragment brzmi: „Kiedy tam [w Betlejem] przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (2,6). Mamy tutaj zwykłą ludzką historię: biedna matka rodzi syna w wyjątkowo trudnych okolicznościach – będąc w podróży, z dala od domu, bez ludzkiej życzliwości i pomocy. Jan i Łukasz piszą o tym samym wydarzeniu, ale widzą je z dwóch różnych perspektyw. Jan patrzy „z wysoka”, z punktu widzenia Boga, który „schodzi” na ziemię, idzie do swoich, aby ich zbawić. Tajemnica Boga sięga ciała i krwi człowieka. Łukasz patrzy na tę samą tajemnicę „od dołu”, od ludzkiej strony. Dostrzega w prostej ludzkiej historii ukryte działanie Boga. Uwierzyć w Boże Narodzenie oznacza połączyć te dwie perspektywy. W tym połączeniu ukrywa się prawda płynąca z Betlejem. Jej piękno, blask, ciepło, które promieniują na nasze życie.
Od pampersa do pampersa
Łukasz pisze, że Maryja „porodziła swego pierworodnego”. O Elżbiecie w analogicznej sytuacji napisał tylko „porodziła syna” (1,57), w przypadku Maryi pojawia się słowo „pierworodny” (gr. prototokos). To słowo ma swój religijny sens. Zgodnie z Prawem Starego Testamentu, pierworodny syn należał do Boga i winien być Mu złożony w ofierze. Dlatego Maryja udała się wkrótce do Jerozolimy, aby Jezusa „przedstawić Panu” w świątyni. Jest to zapowiedź ostatniej podróży Jezusa do Jerozolimy, Jego ofiary na krzyżu. W pismach św. Pawła słowo „pierworodny” staje się tytułem Jezusa określającym Jego misję. W Liście do Kolosan (1,15) Apostoł pisze, że Jezus jest „pierworodnym wobec każdego stworzenia”. Jest więc nie tylko pierwszym synem swej Matki, ale jest On i pierwszym umiłowanym Boga, umiłowanym najwcześniej, zanim powstał świat. Słowo „pierworodny” jest echem Janowego zdania o „Słowie, które było na początku”.

Macierzyńskim gestem Maryi jest owinięcie Jezusa w pieluszki. Co ciekawe, o pieluszkach mowa jest u Łukasza aż dwukrotnie (2,7 i 14). To symbol troski o życie bezbronnego dziecka. Przewijanie dziecka jest czynnością do bólu prozaiczną. Ale opieka nad niemowlakiem wymaga takich właśnie banalnych, powtarzanych setki razy czynności. Ewangelia niczego sztucznie nie koloryzuje. Bez świętej cierpliwości ani rusz. Bibliści zwracają uwagę, że ta dwukrotna wzmianka o pieluszkach może mieć jeszcze jedno głębsze znaczenie. Jest mianowicie aluzją do owinięcia w płótno martwego ciała Jezusa. Mamy więc płótna, w których człowiek zaczyna życie i płótno, w którym je kończy. Proszę wybaczyć współczesne skojarzenie, całkiem ŕ propos – pampersy. Są takie dla niemowlaków, są i takie dla ludzi chorych, starych, u kresu swoich dni. Bóg = Słowo = Sens wszedł w ludzki los, podzielił z nami naszą drogę od jednych do drugich pampersów.

Żłóbek jak grób
Jest jeszcze jeden gest Maryi. „Położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”. Biblista ks. Józef Kudasiewiecz wyjaśnia: „Maryja nie zatrzymuje Syna dla siebie, lecz składa Go w darze światu, który nie ma dla Niego odpowiedniego miejsca. Przez ten gest Matki Jezus rozpoczyna w ukryty sposób swoją misję, która pozbawi Go nawet miejsca, gdzie mógłby złożyć głowę. Przychodząc na świat, nie miał nawet kołyski. Po śmierci nie ma własnego grobu. Między tymi dwoma wydarzeniami zawarte jest życie pełne ofiary, aż do śmierci włącznie. Uniżenie żłóbka zapowiada mękę krzyża”. Prawosławne ikony przedstawiają związek między żłóbkiem a śmiercią z całą ostrością. Na ikonach narodzenia Dzieciątko jest owinięte w pieluszki, które przypominają opaski grzebalne, a żłóbek ma kształt trumny. Tłem dla Jezusa są ciemności. Czerń groty jest symbolem ciemności świata skażonego grzechem, poddanego śmierci. Evdokimov tłumaczy: „Trójkąt groty, ten ciemny otwór do jej wnętrza, to piekło. Chrystus narodził się w cieniu śmierci, Boże Narodzenie pochyla niebiosa aż po piekło, a my wpatrujemy się w leżącego w żłobie Baranka z Betlejem, który zwyciężył węża i dał pokój światu”.
Ta wizja burzy idylliczny obraz stajenki. A przecież i Jan, i Łukasz podkreślają, że nie było miejsca dla Jezusa. Od początku był odrzucany, od początku był Izajaszowym Mężem boleści, Jego droga krzyżowa zaczęła się w chwili narodzin. Ciemności groty Narodzenia można odczytać bardzo osobiście jako mroki ludzkiego serca. W każdym z nas mieszkają bezsens, samotność, niekochanie. Świąteczna atmosfera powoduje, że u wielu ludzi te ciemności stają się jeszcze bardziej widoczne i trudniejsze do wytrzymania. Nie przypadkiem przy wigilii najbardziej brakuje nam ludzi, których kochamy, a którzy są poza domem albo już po drugiej stronie. Boże Narodzenie przynosi jednak lekarstwo. Jest nim Bóg, Światłość ze Światłości, który wchodzi w nasze ciemności. Jedna ze wschodnich modlitw głosi: „Owinięty pieluszkami rozrywa silne więzy naszych grzechów”. Rozerwie także całun śmierci, który kiedyś pokryje nasze ciała.

Trzeba przewinąć Boga
Jeśli Bóg-Sens leżał w pieluchach, czyli przyjął na siebie całą prozę życia, to znaczy, że proza życia ma sens. Boga można odnaleźć, zmieniając pampersy dzieciom lub staruszkom, w wierności monotonnym, banalnym czynnościom, które składają się na nasze powołanie rodzinne, zawodowe. Bóg-Sens jest blisko nas, jest także w tych miejscach, które wydają się najbardziej pozbawione sensu. Bóg ukrywa się w każdym człowieku bezradnym jak dziecko czekające na zmianę pieluchy lub odrobinę czułości. To, co duchowe, jest blisko tego, co cielesne, zwykłe, konkretne. Sacrum wkroczyło w profanum nie po to jednak, aby się w nim zatracić. Wielu z tych, którzy mówią, że chrześcijaństwo trzeba bardziej wcielić, w rzeczywistości chce je pogrążyć. Niektórzy chcieliby uczynić z niego religię tak plastyczną, że można z nią zrobić, co się chce. To groźna pokusa. Bóg wchodzi w ludzkie realia jak zaczyn, który ma przemienić całe ciasto. Niebo zstąpiło na ziemię po to, by ziemię przemienić w niebo. Bóg-Sens schodzi w nasze doły, by nas z tych dołów podnosić ku sobie. Jeśli chrześcijaństwo jest Bożą terapią, to lekarz nie powinien kierować się zachciankami pacjentów, ale podawać takie leki, które leczą. Chory musi zaufać bardziej lekarzowi niż sobie, inaczej umrze.

Jan: „swoi Go nie przyjęli”, Łukasz: „nie było miejsca”. Te zdania mówią o tym samym. Pozostają ciągle gorzko aktualne. Człowiek umiera z braku poczucia sensu, a jednocześnie nie chce przyjąć Sensu, który do niego przychodzi. Ludzie wykańczają się celami, które sami sobie wymyślają (mierząc za wysoko lub za nisko). Tymczasem nie musimy sami tworzyć sensu, on przychodzi do nas. Bóg pokazuje nam jasno cel życia. Jest nim miłość: bycie z innymi i dla innych. Nasza pycha zamyka jednak często drzwi przed Bogiem. Nie chcemy zgodzić się z tym, że dla Boga jesteśmy „swoi” (wręcz „sami swoi”), czyli należymy do Niego. Chcemy należeć tylko do samych siebie (to jest właśnie piekło, dokładnie to!).

Bóg nie chce przekonać nas do siebie mocą, siłą argumentów. On chce zdobyć nasze serca swoją bezbronnością, nawet swoimi pieluchami. Bóg-Sens czeka, aż Go przewinę, odłożywszy na bok swoją pychę, tytuły, wydumaną wielkość. Boże Narodzenie przynosi wielką pochwałę prozy życia, zwyczajności, która staje się nadzwyczajna dzięki miłości. Powiadamy czasem: to zbyt piękne, aby było prawdziwe. Czy nie jest jednak dokładnie odwrotnie? To znaczy, że właśnie dlatego, że piękne jest prawdziwe. Już Platon powiadał, że piękno jest blaskiem prawdy. Piękno świąt Bożego Narodzenia jest argumentem za tym, że są one prawdziwe. Nie dajmy się zwieść tym, którzy w święta będą tradycyjnie tłumaczyć, że to mit, bajka, psychologia, socjologia, a może nawet będą drwić z naszej radości. Bądźmy i dla nich zwiastunami Sensu, który zamieszkał w ludzkiej historii Jezusa po to, by każdą ludzką historię uczynić sensowną. read more

BOŻE NARODZENIE

Wczoraj Wigilia. Modlitwa, opłatek, życzenia od serca. Wieczerza, prezenty i wspólne śpiewanie kolęd. Świętowanie urodzin Pana. Radość z Jego Narodzin. Trwanie przy Nim.
Dziś pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, jutro drugi.
Jak przeżyć te dni? Przeżyć przez duże „P”.
Nie popaść w marazm, odrętwienie? W telewizji te same filmy co w ubiegłe Święta. Któryś rok to samo.
Człowiek objedzony i opity. Ospały.

A On czeka. Czeka na mnie. Chce żebym do Niego przyszła.Oddała Mu pokłon. Jak pasterze. Abym trwała w zadziwieniu nad cudem Jego Narodzin. Jak Maryja i Józef. W dziękczynieniu i uwielbieniu.
On chce przyjść do mnie. Narodzić się we mnie. Chce stać się dla mnie Ciałem.
Przychodzi jako bezbronne niemowlę. Dzieciątko.
Wielki i wszechmocny Bóg, Stwórca. Przychodzi w postaci Dziecka.
 
Czy chcę Go przyjąć? Czy chcę być dla Niego mieszkaniem?
Jego Świątynią?

Tak. Chcę. Przyjdź Panie Jezu! Przyjdź i czuj się jak u Siebie.
Jestem Twoja. Chcę być Twoja.
Nie tylko w Święta Twojego Narodzenia.
Zawsze.

WIGILIA

  

Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.

ks. Jan Twardowski

Miłości do Nowonarodzonego, uśmiechu do bliźniego, podania ręki i przebaczenia sobie nawzajem.

Tego życzę Wam wszystkim.

SMS

Wysłałam dzisiaj smsy mające pomóc ludziom potrzebującym godnie przeżyć Święta Bożego Narodzenia.
Sms o treści : POMAGAM na numer 72052 .
Nie piszę o tym, żeby się chwalić. Chciałam poruszyć inny temat związany z tym faktem. Temat wysyłania podziękowań za każdy wysłany sms.
Nie po to wysyłam takie smsy, żeby mi za nie dziękowano. Wysyłam bo chcę. Jakbym nie chciała to bym nie wysyłała. Nie potrzebuję za to podziękowań.
Chcę pomóc – wysyłam. Często wysyłam, jeśli mogę komuś w ten sposób pomóc to dlaczego nie.
Wysyłam z potrzeby serca. Po kilka smsów. Za każdy sms dostaję : „dziękujemy za wsparcie”. Jakie to wsparcie? Według mnie prawie żadne. 2 zł + vat… Z jednej strony to mało a z drugiej dużo bo jeśli chociaż co drugi Polak wyśle taki sms to uzbiera się trochę pieniędzy. A przecież o to chodzi.  
Dużo ludzi potrzebuje pomocy. Biedni, chorzy, powodzianie… można by wymieniać i wymieniać. Bez końca.
Z drugiej strony jeśli za każdy taki sms zostaje wysłane podziękowanie to czy bilans nie wychodzi to wszystko na „zero”? Nie wiem. Nie znam się na tym. Tylko dywaguję.
Będę nadal wysyłać takie smsy.
Bez względu na to czy dostanę podziękowanie czy nie.

ROZMYŚLANIA ADWENTOWE (osobiste)

 Który to mój Adwent w życiu…? Które święta Bożego Narodzenia? Czym są dla mnie? Jak je przeżywam?
Czy jeszcze przeżywam?
Czy dałam/łem  się omamić wszechogarniającemu kiczowi, reklamom, blichtrowi związanymi z okresem Adwentu i Świętami. Czy nie stały się one dla mnie czymś normalnym? Swego rodzaju tradycją? Czy może czekam na promocje przedświąteczne, obniżki, upusty proponowane a raczej natrętnie narzucane przez sprzedawców bardziej niż na same Święta? Czy dałam się otumanić natarczywymi reklamami telewizyjnymi? ” Urządź swoim bliskim magiczne Święta, weź kredyt…” i tu pojawia się nazwa (najczęściej obco brzmiąca) banku, który tylko czeka, żeby złapać jeszcze jednego naiwniaka. ” Dopraw Święta niepowtarzalnym smakiem” i reklama pieprzu znanego producenta przypraw.
Święta.
Właśnie… Czy jeszcze pamiętam na jakie Święta czekam?   
Na ” Gwiazdkę”? ” Choinkę”?
Różne media celowo omijają pełną nazwę tych Świąt. Laicyzują je. ” Rodzinne Święta, pełne miłości, bliskości, czułości, prezentów”.   
To prawda, jednak aby takie były musimy uświadomić, przypomnieć sobie co świętujemy. Jakie Święta obchodzimy.
Obchodzimy Święta Narodzin Boga. Tego Boga, który narodził się ponad 2 tysiące lat temu, żeby nas zbawić .
A także tego, który chce się narodzić w te Święta.
Chce się narodzić w nas. W naszych sercach.
W moim sercu.
Czy znajdzie tam miejsce dla siebie? Czy w moim sercu jest miejsce chociaż na ubogi żłóbek?
Czy pośród zgiełku zakupów, prezentów, magii, kredytów jest jeszcze miejsce dla mojego Boga?
Boga, który rodzi się jako bezbronne Dzieciątko.
Czy chcę, żeby się we mnie narodził? Napełnił ciepłem moje biedne, puste serce?
Czy chcę aby to były rzeczywiście Święta BOŻEGO NARODZENIA?  

ADWENT 2010 cd.

      
    Życzę wszystkim aby nasz
                                                     ADWENT  był taki :

 

ADWENT 2010

                                                                        
 

            A jaki jest Twój
                                               ADWENT ??

INSTRUKCJA

Dzisiaj naprawiłam zmywarkę :). Może „naprawiłam” to za duże słowo ale sprawiłam, że zmywarka na nowo zaczęła działać. Ale po kolei.
Mama chciała włączyć zmywarkę. Poukładała w niej naczynia i wcisnęła przycisk „start”. Maszyna powinna zacząć burczeć i pobierać wodę. Niestety nic takiego się nie działo. Zmywarka milczała.
Mama zaczęła od nowa ustawiać naczynia. Była trochę poddenerwowana. Zamknęła i znowu włączyła. Nic. Zmywarka uporczywie milczała.
Wtedy do pomocy włączyła się bratowa.Obie z mamą zaczęły znowu układać i przekładać naczynia.Sprawdziły czy prąd dochodzi. Dochodził. Poprzyciskały wszystkie guziki jakie były na zmywarce. Znowu włączyły. Znowu nic. Jak na złość zmywarka milczała.
Mama już wyobrażała siebie stojącą przy zlewie i myjącą stos brudnych naczyń. Bratowa też nie miała pomysłu co zrobić, żeby zmywarka zaczęła prać…
Wtedy mnie  „oświeciło”.
– Włącz zmywarkę – mówię do mamy – przytrzymaj przycisk „start” przez 10 sekund, potem wyłącz i znowu włącz. Powinno się zresetować i zacząć działać.
Mama była trochę zdziwiona ale zrobiła po kolei tak jak mówiłam. Czyli włączyła zmywarkę, przytrzymała „start” przez 10 sekund, wyłączyła, włączyła….. I ku zdziwieniu i wielkiej radości mamy i bratowej zmywarka zaczęła pobierać wodę.
– Moniko ! Jesteś wielka! –  zawołała uradowana mama.
– I niby nic nie może zrobić a wie jak naprawić zmywarkę! – wtórowała jej bratowa.
– Jak na to wpadłaś? Skąd wiedziałaś? – dopytywała się mama.
– Kiedyś przeczytałam instrukcję obsługi i teraz mi się przypomniało…

Czasem warto czytać instrukcję obsługi.  haha 
     

BYCIE MATKĄ

   Z powołania do macierzyństwa wyrasta szczególna więź między kobietą a ludzkim życiem. Otwierając się na macierzyństwo, kobieta czuje, jak w jej łonie rodzi się i wyrasta życie. To niepojęte doświadczenie jest przywilejem matek, ale wszystkie kobiety w pewien sposób je wyczuwają, są bowiem przez naturę przygotowane do przyjęcia tego przedziwnego daru.

   Misja macierzyńska jest także źródłem szczególnej odpowiedzialności. Matka zostaje ustanowiona strażniczką życia. To ona musi je otoczyć opieka, umożliwiając ludzkiej istocie nawiązanie owego pierwszego dialogu ze światem, który urzeczywistnia się właśnie w symbiozie z ciałem matki. To tutaj rozpoczyna się historia każdego człowieka. Każdy z nas, wracając do początku tej historii, musi dotrzeć do owej chwili, w której zaczął istnieć w ciele swojej matki, a wraz z nim – plan jego życia, jedyny i niepowtarzalny. Byliśmy „we wnętrzu” matki, ale jako istoty odrębne od niej: potrzebowaliśmy jej ciała i miłości, ale nasza osobowa tożsamość była w pełni autonomiczna.

 Kobieta jest powołana, aby ofiarować rosnącemu w jej łonie dziecku to, co ma najlepszego. Właśnie przez to stawanie się „darem” kobieta lepiej poznaje sama siebie i urzeczywistnia swą kobiecość. Można powiedzieć, że kruchość i bezbronność jej dziecka wyzwala w niej najlepsze energie uczuciowe i duchowe. Jest to prawdziwa wymiana darów! Owocność tej wymiany ma ogromne znaczenie dla harmonijnego rozwoju dziecka.

                                                                        / Jan Paweł II /

Mądrość stół zastawiła……..

Ref. Mądrość stół zastawiła obficie
I na święto zaprasza swój
Przychodźcie na ucztę Syna Bożego,
Przyjmijcie ten chleb, co Pan daje nam.

1. Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach,
Dusza moja chlubi się Panem,
Niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

2. Wysławiajcie razem ze mną Pana,
Wspólnie wywyższajmy Jego Imię,
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał,
I wyzwolił od wszelkiej trwogi.

3. Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem,
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
I uwolnił od wszelkiego ucisku.

4. Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
Aby ocalić tych którzy w Niego wierzą,
Skosztujcie i zobaczcie jak Pan jest dobry,
Szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

5. Bójcie się Pana wszyscy jego święci,
Gdyż bogobojni nie zaznają biedy,
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
Szukającym Pana niczego nie zabraknie.

6. Pan słyszy wołających o pomoc,
I ratuje ich od wszelkiej udręki,
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
I ocala upadłych na duchu.

7. Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
Ale Pan go ze wszystkich wybawia,
On czuwa nad każdą jego kością,
I żadna z nich nie zostanie złamana.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com