O (moim) ŻYCIU

Miałam dziś nie pisać notki, bo nie bardzo jestem w formie. Ale jednak… Z góry przepraszam za błędy.
Jestem przeziębiona. Głowa boli, z nosa kapie. Co chwilę muszę prosic mamę, żeby mi go wytarła. Sama nie potrafię. Nie potrafię robić także wielu, bardzo wielu rzeczy banalnych i prostych. Dla zdrowych oczywiście. Właściwie łatwiej mi wymienić czynności, które mogę, potrafię (i to też w stopniu coraz bardziej ograniczonym). Potrafię czytać, pisać i malować. Tyle. Dla mnie „aż” tyle.
Jednak… teraz tak myślę… potrafię też kochać, uśmiechać się, doradzić… Tak…
Czasem sobie rozmyślam, jakby to było, gdyby mnie nie było 🙂 na świecie, w rodzinie. I tak myślę (sądzę, że obiektywnie), że byłoby smutno i pusto.
Kiedy mama rano po mnie przychodzi do łóżka, ja (prawie) zawsze jestem uśmiechnięta, czy boli mniej, czy bardziej uśmiecham się. „O, ty od rana uśmiechnięta- to mi się podoba”- mówi mama i… 🙂 uśmiecha się także.
Czy więcej otrzymuję, biorę, czy więcej daję…? Nie wiem, chyba więcej biorę. Ale też staram się dawać, jak mogę i jak potrafię.
Czy moje życie ma sens? Ma! I nie zamieniłabym je na żadne inne.
Kocham moje życie. Kocham mój krzyż. A nade wszystko kocham TEGO, Który mnie nim obdarzył.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com