PISZ!

Drugi dzień na pustyni… Choć ta pustynia jest dla mnie, przynajmniej na razie, zieloną oazą. Pełną światła. Tu odpoczywam…
Ale po kolei. Dziś także wpatrywałam się w Jego Oblicze. Długo. Nie oczekiwałam na Jego głos. Wystarczyło mi, że mogę na Niego patrzeć.
Jednak… ” Witaj ukochana moja!”- odezwał się z głębi mego serca. Zdumiałam się znowu… Powiedziałam Mu, że jestem bardzo szczęśliwa. „Pragnę, żebyś była szczęśliwa. Chcę być twoim Szczęściem”. „Jesteś Nim-westchnęłam w duchu – tylko przy Tobie jestem szczęśliwa, w Tobie i z Tobą”. Milczał, ale jakby się do mnie uśmiechał.  Też się do Niego uśmiechałam.
„Zmęczona jestem”- odważyłam się powiedzieć. „Odpocznij więc”- ciągle się uśmiechał. Milczeliśmy dłuższy czas. A ja odpoczywałam. Wpatrywałam się w Niego bardziej i bardziej… Czerpałam siłę z patrzenia na Niego. Z Jego Oblicza bijącego blaskiem. Wygrzewałam się w Jego świetle jak w Słońcu… Patrzyłam na UKOCHANEGO, a ON patrzył na mnie. Tylko tyle i Aż tyle..
Potem pomyślałam (nie wiem dlaczego…) o blogu. Jak ja o tym napiszę? Czy w ogóle mam o tym pisać? – myślałam. „Wstydzisz się Mnie?” zapytał głos. „Nie! skąd, Panie – zaprzeczyłam gwałtownie- tu nie chodzi o wstyd! Tylko… to nasze spotkanie, Twoje i moje. Takie osobiste i intymne. Jak o nim piszę, czuję… jakby ktoś nas podglądał.
„Pisz, pisz na świadectwo innym!”
Więc piszę….
A kiedy zamykam oczy, widzę Jezusa, który mi błogosławi…

Read more

ON

Tak wygląda jakbym wczoraj urwała. Przerwałam bo nie miałam sił pisać dalej. A po drugie nie wiedziałam co. Trwałam w zadziwieniu. I nadal trwam. Głos, który mówił do mnie w sercu, nie powiedział nic nowego. Nic o czym (przynajmniej w teorii) bym nie wiedziała. Z drugiej strony… Ten głos, słowa… poruszyły mną do głębi. Wstrząsnęły. Tak… Wczoraj o tym nie pisałam, ale, przy drugim „jesteś piękna w moich oczach”, poddałam się, nie wiem jak to inaczej określić… Rozpłakałam. Ryczałam jak bóbr… 🙂 A Ty, mój Ukochany na mnie taką patrzyłeś. Jednak ten płacz paradoksalnie bardzo mi pomógł. Był to płacz oczyszczający. Oczyszczający moją duszę. Zmywający brudy, uprzedzenia do samej siebie. Od razu zaznaczę, że nie jestem osobą płaczliwą. Jestem tzw. „twarda sztuka” 🙂 Więc płakałam a spojrzenie Ukochanego uzdrawiało moją duszę.
I jeszcze jedno. Nie będę nikogo przekonywać, że głos, który słyszałam był głosem Jezusa. Czytający ten blog mogą przyjąć lub odrzucić moje słowa. Wolna wola. Ja jestem pewna, że to był ON. Że JEGO Serce bije dla mnie. I jestem pewna w JEGO Oczach. To mój Ukochany. ON działa cuda w moim sercu. Tylko ON może tam wejść.

Read more