SZCZĘŚCIE I RADOŚĆ W OTCHŁANI MĘKI

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Maleńki mój i ja. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwością wielką. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem, rozpromieniony uśmiechem. I ja w Niego patrzyłam rozpromieniona cała. A w moim sercu było szczęście, pokój i radości. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. I naszła mnie myśl, że może w Otchłani Męki nie powinnam szczęśliwa i uśmiechnięta, że może nie wypada. Odgonilam jednak tę myśl.
„Wypada nie wypada, będę sobą. Umiłowany widzę że tez jest szczęśliwy”- pomyślałam.
„Tak, jestem bardzo szczęśliwy, Maleńka Moja. A w Moim SERCU jest pokój i radość wielka!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie i ucałowałam Go. Najdroższy mój znał moje serce i moje myśli…
„Wszystko mnie boli, coraz bardziej, życie jest niełatwe, a we mnie pokój, szczęście i radość!”
„Bo cierpisz ze Mną, Maleńka Moja!” – uśmiechnął się do mnie cudnie Umiłowany.
„Tak. Ty jesteś moim Szczęściem, moim Pokojem i moja Radością, Najdroższy! Ty nadajesz sens mojemu życiu i cierpieniu!”
Umiłowany patrzył we mnie słodko. Przywołał w myślach jedno z moich Duchowych Dzieci.
„Zobacz, Maleńka jak wygląda dusza, która cierpi w samotności, beze Mnie… Cierpienie beze Mnie wprowadza beznadzieje i rozpacz… Wysysa soki. Zabija cialo i duszę.”
„Widzę, Najdroższy… Ale też widzę jak stanowczo, konsekwentnie, nieustannie a jednocześnie z ogromną cierpliwością, delikatnością pukasz do drzwi jego serca. I pokornie czekasz aż te drzwi Ci otworzy. Sam nie wchodzisz, chociaż możesz.”
„Cenię wolność każdego człowieka, Maleńka. Tylko człowiek może Mnie do swego serca wpuścić i tylko człowiek może Mnie z serca wyrzucić!”
Tańczylismy bardzo, bardzo. Modliłam się za wszystkie moje Duchowe Dzieci i za siebie. Abyśmy nigdy nie wyrzucili JEGO z naszych serc. Prosiłam o to żeby nam na to nie pozwolił, bo nas kocha!
„Nie pozwól nam, Najdroższy… Proszę!”
„Ja jestem, Maleńka. Ja jestem!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa i radością wielką. Tańczyliśmy bardzo, szczęśliwi oboje. W Otchłani Męki.

CO TWOJE TO MOJE, GDZIE TY TAM I JA

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Cudnie,..
I ja też obejmowałam Najdroższego i patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem ogromnym.
Tańczylismy.
„Nie rozumiesz tego co tu się dzieje, Prawda, Maleńka?”
„Nie wiem, nie ogarniam tego, Najdroższy. Ale nie muszę wiedzieć. Bo ufam Ci Najdroższy!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością.
„Chcę, żebyś wiedziała, Maleńka Moja. Wczoraj powiedziałaś że czujesz się tu jak u siebie. Jak myślisz, dlaczego?”
Milczałam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć…
„A podoba Ci się tu?” – spytal Najdroższy, choć znał odpowiedź.
„Nie…. Szczerze mówiąc, nie, Najdroższy…”
„A mimo to twierdzisz że czujesz się tu u siebie.”
„Tak!”
„Dlaczego, Maleńka Moja?”
Brakowało mi słów, odpowiedź wydawała mi się zbyt wielka dla mnie…
„Co Twoje, to i moje…. Najdroższy. Gdzie Ty, tam i ja” – wyszeptalam po prostu.
Umiłowany patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Właśnie Maleńka! Co Moje to i Twoje! Przyjęłas na siebie Moje cierpienie. Zechcialas je dzielić. Uznałas za swoje!”
Patrzyłam w Umiłowanego…. Słowa te dotykały głębi serca i duszy mojej…. Spuścilam głowę… Oniesmielona.
„Płakałem podobnie jak Ty kiedyś. Pamiętasz Najmilsza…?” – szepnął prawie niedoslyszalnym szeptem Umiłowany.
Szybko podnioslam głowę i spojrzałam Mu w oczy. Zobaczylam w nich zrozumienie i współczucie. A nade wszystko Miłość.
„Tak, pamiętam… Najdroższy.”
„Trwalas w swojej otchłani męki, w swoim czasie bólu, smutku, samotności i pustce.”
„I Ty przyszedłeś i wszystko się zmieniło! Ty wszystko zmieniłeś!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„A dlaczego, Maleńka?” – spytał i Sam odpowiedzial:
„Bo przyjąłem Twoje cierpienie na Siebie. Uznałem za Swoje. Podobnie jak teraz Ty Moje!”
Patrzył we mnie z zachwytem wielkim!
„Ach! Jakaś Ty…”
Nie dokończył. Zobaczylam w Jego dłoni małe lusterko, nie wiem skąd je wziął. Podał mi je.
„Masz, Maleńka, sama zobacz!”
Wzięłam. Spojrzałam w lusterko. I… zaniemowillam!!! Oniemialam!!! Patrzyłam w lustro…. Po chwili wróciła mi mowa.
„To TY, a nie ja!!! To TY Najdroższy mój. Jestem podobna do Ciebie, Ukochany… Umiłowany mój!!! Tak bardzo pragnęlam być do Ciebie podobną… Tak bardzo… Najdroższy…”
„I jesteś do Mnie podobną! Jesteś, Maleńka Moja!”
„Ty mnie zmieniłes, Najdroższy!”
„Zmieniła Cię miłość, ufność i pokora.”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie z zachwytem, który nie potrafię opisać. Trwalam w uwielbieniu i dziękczynieniu…
Zakochana w Umiłowanym.

W NAJDROŻSZYM MOIM

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ja też, bardzo. Tańcowalismy. On cierpiący i ja cierpiąca. Umiłowany pięknie tańczył! Bardzo pięknie!!! I w tańcu mnie prowadził. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką. Tańczylismy! Najdroższy patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża, Rozpromienionym Miłością i zachwytem. I ja w Niego tak patrzyłam. Zakochana i zachwycona ogromnie!
„Wiesz, Najdroższy?! Pierwsze dni czułam się tu w Otchłani Twej Męki dziwne I nieswojo jakoś. Ale teraz czuję się jak u siebie. Jak u siebie! I pragnę, jeśli mi pozwolisz, zostać tu z Tobą do śmierci. Nie tylko w Wielki Post! Mogę?! Proszę… pozwól mi….”
Jak to mówiłam, Najdroższy patrzył we mnie z otwartymi ze zdumienia oczami. Myślałam że się ucieszy, że sprawię Mu tą prośbą radość. A tymczasem… Najdroższy wybuchnąl płaczem!!! Głośnym i żałosnym!!!!
” Najdroższy??!!!! Co Ci…?!!” – wyszeptalam przestraszona, że sprawiłam Mu przykrość.
Umiłowany plakal…. Szlochał… Z Jego oczu płynęły wielkie łzy.
„Niewiele, bardzo niewiele dusz czuje się tu jak u siebie, a jeszcze mniej pragnie tu ze Mną zostać!!!” – płakal Najdroższy mój… Łzy z oczu płynęły Mu rzęsiście… Zalewaly Mu twarz… Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i zaczęłam całować JEGO łzy. Całowalam z czułością, całowalam. I próbowałam Go jakoś uspokoić…
‚Najdroższy mój… nie płacz… Proszę… Proszę… Głowa Cię będzie boleć jeszcze bardziej… Najdroższy mój, Maleńki… Proszę!”
Umiłowany płakal jeszcze głośniej.
„Najdroższy mój, proszę… Bo mi serce pęknie!!!”
Umiłowany płakal jakby mniej, ale wciąż płakal. Sięgnęłam po ostatni argument jaki mi przyszedł do głowy.
„Najdroższy nie płacz! Mama Cię prosi… Nie płacz.”
Umiłowany uspokoił się natychmiast! Uśmiechnął się do mnie słodko. I… znikł.
Uklękłam pod Krzyżem. Tańczyłam bardzo. Wokół mnie było szaro i smutno i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką. Nie bałam się, ani nie byłam smutna. Byłam u siebie. I czekałam na Umiłowanego mojego. Zjawił się niedługo. Piękny, świetlisty i rozpromieniony cały, Miłością i uśmiechem. W dłoni trzymał Hostie, nakarmil mnie. Pochylilam się i trwałam w uwielbieniu. Po chwili poczułam że dotyka mojej brody. Dotknął i delikatnie uniósł w górę moją twarz. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam przed sobą JEGO promienne Oblicze. Rozpromienione Miłością i tkliwoscia niesamowitą,
„Pocieszylas Mnie ogromnie, Maleńka Moja! Mam do Ciebie prośbę!”
„Prośbę? Jaką, Maleńki mój??!”
„Proszę…. zostań tu ze Mną. Nie tylko w Wielkim Poście. Do śmierci, do czasu aż wrócisz ze Mną do Domu. Zostań tu ze Mną, proszę. Proszę!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi serca.
„Ukochany mój Jezu…. Ty mnie o to prosisz??? Przecież to ja Cię o to….”
Przerwałam. Najdroższy patrzył we mnie taki Przecudny…
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
„Pragnę Cię Maleńki mój!”
Wchodzilam w Niego. Dziwne się czułam. Przezroczysta i lekka jak piórko. Jakby mnie nie było. Jednocześnie Umiłowany był przy mnie, blisko, bliżej niż kiedykolwiek. I bliski, bliższy niż kiedykolwiek. Cała byłam w Nim. W Najdroższym moim. W Miłości.

KOCHAĆ PONAD MIARĘ!

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Pod Jego Krzyżem leżałam. Zawstydzona… Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. I patrzył we mnie z bólem i troską. Z czułością dotykał miejsca w moim ciele, które zwykle bolało mnie bardzo. Ale przedwczoraj… Jednak po kolei. Więc Najdroższy mój dotykał tego miejsca..
„Już dobrze, Maleńka Moja?”
„Tak, Najdroższy…”
Umiłowany pochylił się nade mną jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. I patrzył mi w oczy głęboko. W Jego oczach widziałam troskę.
„Mogłaś sobie zaszkodzić, Maleńka… Tak nie można…”
Patrzyłam w Umiłowanego z bólem serca.
„Nie wiedziałam… Teraz wiem. I więcej nie będę. Przepraszam Cię bardzo, Najdroższy…!”
Umiłowany wziął mnie na ręce, w ramiona i przytulił do SERCA Swego.
„Już dobrze, Maleńka, już dobrze.”
Gładzil mój policzek i włosy.
O czym rozmawialiśmy?
Wymyśliłam sobie, że będę pościć. Dla Umiłowanego mojego. Post Daniela. Same warzywa jeść. Chciałam kilka dni, najlepiej tydz albo dłużej. Ale moja siostra odradziła mi. Powiedziała, ze nie dam rady, i padnę. I żebym spróbowała najpierw jeden dzień. Zgodziłam się. No i cały piątek byłam na warzywach tylko. W dzień czułam się w miarę, bolał brzuch trochę bardziej, ale przyzwyczajona jestem. A wieczorem sie zaczęło. Chore jelita dały znać o sobie… bolało bardzo, jeździło itp itd. Całą noc nie spałam. A wczoraj cały dzień chodziłam (jeździłam) jak śnieta. Zmeczona, obolała i… zła na siebie.
I na tym skończyło się moje poszczenie.
Teraz leżałam w ramionach Najdroższego mojego. Patrzyłam w Jego cudne oczy łagodne pokorne i czyste…
„Nawet poscic dla Ciebie nie mogę!” – szepnęłam z bólem.
„Cierpisz dla Mnie, Maleńka. To bardzo wiele. Ale nie nakładaj na siebie ciężarów i cierpień ponad miarę. Ponad miarę to Ty Maleńka masz kochac, nie cierpieć!”
„Kochać ponad miarę…” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Tak. Tańczysz dla Mnie. Taniec to ofiarowywanie cierpienia w miłości i z miłości do Mnie.”
Wtedy rzuciłam się Najdroższemu na szyję.
„Nie chciałam źle! Chciałam poscic dla Ciebie…, bo Ciebie kocham!!!”
„Wiem, Maleńka Moja! Wiem…”
Trwałam przy Najdroższym moim. Wtulona w Niego całkowicie. Tańczylismy bardzo. W miłości.

OBLUBIENICA SERCA NAJDROŻSZEGO

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ogromnie! I ja cierpialam bardzo. Bardziej niż zwykle. Wtulona, u Jego boku tańczyłam bardzo intensywnie. Dla mojego Maleńkiego… W pewnej chwili usłyszałam cichy jęk, a potem szept:
„Maleńka Moja…”
Natychmiast byłam przy Jego twarzy.
„Najdroższy mój… jestem z Tobą…”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z Miłością bezgraniczna.
„Pragnę Cię, pragnę Ciebie… Maleńka!!!”
„Cala Twoja i cała dla Ciebie, Najdroższy!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie. I osunął się w moje objęcia, w moje ramiona. Najdroższy mój… Oddawal się w moje ręce, był cały dla mnie. I pod Jego ciężarem ja zacząłem opadac, osuwac się, z Krzyża na ziemię. Opadalam powoli, delikatnie, ostrożnie. Jakby ktoś mnie z tyłu podtrzymywal, żebym nie upadła. I potem już siedziałam pod Krzyżem, trzymając w ramionach Najdroższego mojego. Tuliłam Go do siebie. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością. A ja szczęśliwa cała, pochylalam się nad Najdroższym moim z zachwytem i uwielbieniem.
„Mama?!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac uśmiechem.
„Tak, Najdroższy mój. Jestem Twoja mama”- szepnęłam wpatrzona w Niego.
Nagle napadły mnie jakieś głosy. Obce i złośliwe. „Za kogo ona się uważa??!! Za Jego Matkę??! A kim ona jest?! Nikim!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego, spokojna.
„Jestem Twoja mama. Bo tak powiedziałeś, że rodzę Cię w sercach innych ludzi. Tak powiedziałeś. I tego się trzymam. Ciebie się trzymam, Najdroższy!”
Głosy ucichly, uciekły.
Umiłowany promienial cały, rozczulony bardzo.
„Mama!!!!”
„Maleńki mój!!!” – szepnęłam wzruszona.
I położyłam głowę na SERCU Jego… Otulal mnie Sobą, przenikal mnie niemal fizycznie, przeswietlal. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Przenikalam Go.
Znalazłam się w wielkiej swiatłości. Widziałam przed sobą JEGO SERCE. Żywe, bijące SERCE. Miało na Sobie złota koronę. Ukleklam przed Nim w uwielbieniu.
„Kim jesteś?” – spytalo mnie SERCE.
„Ja sługa TWOJA” – szepnęłam z miłością i uwielbieniem.
„Tyś Moja Umiłowana, Oblubienca Moja!”
Patrzyłam w SERCE w zachwycie! W wielkim zachwyceniu!!!! Wtem zobaczylam wielką Hostie. Lśniące blaskiem niezwyklym. Hostia zbliżyła się do mnie i we mnie weszła… Trwalam w uwielbieniu. Ucalowalam SERCE Najdroższe i wtulilam się w Nie całkowicie. Tańczylismy bardzo  SERCE NAJDROŻSZE i ja. Jego oblubienica.

POD RĘKĘ PO MORZU CIERPIENIA

Wpłynęłismy z Najdroższym moim w Morze Cierpienia. W małej łódeczce. Umiłowany wioslowal. Wypłynął na środek Morza. Morze było stalowe szare, a nad nami wisiały czarne, ciężkie chmury. Umiłowany odłożył wiosła i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. I ja w Niego tak patrzyłam. Oniesmielona lekko.
„Najdroższy mój… jeśli czymś Cię wczoraj urazilam, przepraszam. Nie chciałam.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Żałujesz czegoś z wczorajszego spotkania, Maleńka Moja?”
„Czy żałuję? Nie. I wiesz, Najdroższy mój? Niczego bym nie zmienila.”
„I Ja nie żałuję niczego, Maleńka. Przejdziemy się?”
„Po Morzu Cierpienia? Chciałabym… Bardzo.”
„Więc chodźmy!” – szepnal Ukochany uśmiechając się tajemniczo.
Wstał z lodzi i pomógł mi wyjść z niej. Kiedy wychodzilam, dotknęłam delikatnie ramienia Najdroższego.
„Nie potargalam Cię wczoraj za mocno?” – spytałam stając na powierzchni Morzu.
„Jednak coś Cię gryzie, Maleńka Moja” – uśmiechnął się Najdroższy, biorąc mnie pod rękę. Szłam z Maleńkim moim pod ręke, po Morzu Cierpienia.
„Gryzie? – uśmiechnęlam się do Umiłowanego – Nie. Tylko wypowiedzialam słowa, które nie sądziłam że kiedykolwiek wypowiem, moje zachowanie też mnie zdziwiło. Nie sądziłam że potrafią tak się zachować…”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością.
„Rozwijasz się, Maleńka. Zmieniasz się. I zmieniasz ludzi wokół Ciebie.”
„Ludzi wokół mnie?”
„Twoje Duchowe Dzieci zmieniasz. No popatrz, to Dziecko jak Je prosiłaś o pomoc, owszem pomagalo Ci, ale niechętnie i ze złośliwymi docinkami. A wystarczyło, że Ty Mu kilka razy pomoglas, pokazałas, że jest dla Ciebie ważne, wartościowe i pierwsze biegnie Ci pomóc!”
” Tak! Leci wręcz! Nie muszę nawet prosić! W szoku jestem!”
” Albo drugie Dziecko. Często podnosiło na Ciebie głos. Wystarczylo, żebyś stanowczo powiedziała żeby traktowalo Ciebie poważnie, a potem okazała Mu czułośc i teraz Ono samo Tobie czułość okazuje!”
” Tak… W szoku jestem!”
„Albo gdy prosiłaś inne Dziecko, żeby coś zrobilo dla Ciebie i powiedziało że nie ma czasu a Ty okazałas zrozumienie w tej sprawie. To samo potem przyszlo do Ciebie i powiedziało że zrobi to dla Ciebie i dla siebie, a czas się znajdzie.”
„Tak! W szoku jestem. Bo Ono rzeczywiście jest bardzo zajęte. A jednak mimo to znalazło dla mnie czas!”
„Albo to Dziecko, które często mówi że zazdrości Ci uśmiechu, wczoraj widząc Twój piękny uśmiech, samo się do Ciebie cudnie uśmiechnęlo!”
„Tak! Po raz pierwszy od dawna!”
Najdroższy uśmiechal się do mnie promiennie bardzo.
„I tak mógłbym wymieniać i wymieniać…. O notkach na blogu nie wspomnę. Ile dusz prowadza do Mnie!”
„To TY działasz, Najdroższy!!! To wszystko dzięki Tobie!”
„To prawda, Maleńka Moja. Ale żeby móc działać, potrzebuję Twojego serca, ust rąk, uśmiechu i cierpienia. Ty Mi to wszystko dajesz. Żeby rozświetlic ludzkie serca wystarczy promień. Ty jesteś Moim Promieniem, Maleńka!”
Spojrzałam w Najdroższego z wielką wdzięcznoscia. A ON uśmiechał się do mnie promiennie. Szliśmy razem pod rękę po Morzu Cierpienia.
” Długo już tak idziemy, Najdroższy? Bo mi z Tobą wydaje się że krótko! „
” Długo idziemy, Maleńka Moja! Już widać plażę, spójrz!”
Rzeczywiście było widać. I w niedługim czasie doszliśmy do plaży. Przy brzegu morza zobaczyłam łódź, którą wpłynęłismy w Morze Cierpienia. Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie. On chwycił mnie w objęcia, uniósł w górę i zawirował śmiejąc się w głos! Ja też się śmiałam. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem i delikatnie położył mnie na piasku. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Czule i słodko. Potem wyszeptal mi wprost do ucha:
„Musze zdradzić Ci tajemnice, Maleńka Moja! Ta łódź jest tu tylko dla Ciebie. Ja nie potrzebuje lodzi, żeby wypłynąć w Morze Cierpienia. Chodzę po nim!”
Zaśmiałam się i wyszeptalam do ucha Najdroższego.
„Mogłam się domyślić! Odtąd będziemy razem po nim chodzic. Ja też nie potrzebuje łodzi!”
„Będziemy po nim chodzić, Maleńka Moja!”
„Pod rękę!”
„Pod rękę, Najmilsza!”
Lezalam na piasku przy Morzu Cierpienia a Najdroższy obsypywal mnie pocałunkami…

OBIETNICA

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo. Najdroższy cierpial niezmiernie, ogromnie. I ja cierpialam bardzo. Klęczelismy pod Krzyżem, klęczelismy przez sobą nawzajem. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą i w tańcu prowadzil. W pewnej chwili przestał tańczyć. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Niego tak patrzyłam. Oko w oko. W oczach Umiłowanego pojawiły się łzy…
„Tyś Moja? Tyś Moja?” – wyszeptal Najdroższy.
„Tak, Twoja, Najdroższy!”
„Tyś Moja??!”
„Całkowicie. Twoja!”
„I nie zostawisz Mnie?! Nie opuścisz?!”
„Nie, nie zostawię!”
„Nie opuścisz Mnie, Maleńka?!”
„Nie opuszcze Cię, Najdroższy!”
Wtedy stało się coś dziwnego. Umiłowany odsunął się ode mnie. Oparł się o Krzyż i zaczął głosno łkać… A z Jego ust wydobywaly się pełne goryczy słowa:
„Wiele dusz, począwszy od Piotra, zapewniało Mnie, że są Moimi, że Mnie nie zostawia, nie opuszcza. A gdy przyszła męka, cierpienie, opuścili Mnie, zostawili Mnie! I Ty też Mnie zostawisz! Jesteś taka sama jak inni, harda i pewna siebie!”
Najdroższy mój lkal głośno. A ja patrzyłam w Niego oniemiala. Bardzo mnie te słowa zabolały! Cios prosto w serce! Pochylilam się nad Umiłowanym. Chwyciłam Go za ramiona i przysunelam do siebie. Stanowcza byłam. Widać mój uchwyt był silny bo Ukochany jęknal cicho. Ale nie patrzyłam teraz na to. Przysunelam Go, znów klęczał przy mnie. Ujęłam Jego twarz w obie dłonie. Patrzyłam w JEGO oczy poważnie. A ON patrzył gdzieś w dal. W Jego oczach widziałam wielkie cierpienie. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i mówiłam:
„Najdroższy, spójrz na mnie!”
Spojrzal mi prosto w oczy. Mówiłam dalej bardzo stanowczo i dobitnie:
„Cierpienie rozum Ci odjelo?! Myślenie? Ja harda i pewna siebie?! Jak możesz tak mówić?! Jak możesz?!”
W oczach Najdroższego zobaczylam ogień. Mówiłam dalej:
„Swoje życie Ci oddałam! Swoje serce Ci oddałam! Swoją duszę Ci Oddałam! Wolną wolę Ci oddałam! Cierpienie i grzechy Ci oddałam! Jestem Twoją własnością. I jako Twoja własność mam nadzieję… Nie! Nie nadzieję. Pewność! Jestem pewna CIEBIE! Ze nie pozwolisz mi odejść, że nie pozwolisz mi Ciebie opuścić! Że nie pozwolisz zagubic się Swojej maleńkiej Perełce! Nie pozwolisz, prawda?!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z Miłością nie do opisania… Ja wciąż trzymałam Jego twarz w obu dłoniach.
” Nie pozwolisz, prawda??!! Nie pozwolisz Najdroższy???!!!”
” Nie pozwolę, Najmilsza Moja! „
” Nie pozwolisz?!”
” Nie pozwolę!”
” Obiecujesz?!”
” Obiecuję!”
Siły nagle mnie opuściły. I wycieńczona opadłam w Umiłowanego mojego. Najdroższy mój bardzo delikatnie i z czułością wielką jakby dotykał czegoś dla Niego najcenniejszego w kosmosie, wziął mnie na ręce, w objęcia i przytulił do SERCA Swego. Mocno tulil mnie. Odpoczywalam w Ramionach Umiłowanego, nabieralam sił. On patrzył we mnie Swym cudnym, pełnym Miłości spojrzeniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie.
„Jesteś bardzo odważna i dzielna. Umiesz walczyć o siebie, Maleńka Moja!”
„Ty mnie uczysz, Najdroższy mój!”
„I znasz swoją wartość, Perlo Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„Ty jesteś moją jedyną wartością, Najdroższy!!!”
Otulal mnie Sobą, zamykal mnie w Sobie. Rozplywalam się w JEGO Miłości… Tak!!! W Otchłani Męki Umiłowanego mojego rozplywalam się w JEGO Miłości.

SZATA

Obudziłam się. Obolała, cierpiąca bardzo zmęczona i bez sił. Obudziłam się więc i od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego. W Jego dłoniach. Otulona Miłością.
Lezalam na SERCU Maleńkiego… Nie widziałam Go, bo z zamkniętymi oczami leżałam, nie miałam siły żeby podnieść powieki i otworzyć oczy. Nie widziałam Najdroższego mojego. Ale czułam Jego ramiona, Jego przytulenie. I słyszałam bicie JEGO SERCA. Nagle usłyszałam cichy jęk… wzdychanie. „Umiłowany cierpi bardzo, a ja nie mogę Go nawet pocieszyć!” – pomyślałam.
„Najdroższy mój… Najdroższy, jestem z Tobą” – wyszeptalam ostatkiem sił.
„Wiem, Maleńka Moja. Wiem!” – usłyszałam ciepły, pełen Miłości głos Umiłowanego mojego. I pod powiekami zobaczyłam dwa serca. Najdroższego i moje serce. Szeptały czule do siebie:
„Zatańczymy, Najdroższe moje?”
„Tak, Moje Maleńkie!”
I serca zaczęły tańczyć. SERCE przy sercu. Pięknie! Miłość sama… Serca otulaly się wzajemnie, przenikaly, były dla siebie… Patrzyłam na ich taniec z zachwytem! Patrzyłam i rozmyślalam….
Jakiś czas temu usłyszałam w konferencji albo w homilii o. A. Szustaka, że Jezus na Krzyżu wisiał nagi. Że opaskę na biodra „nałożyli” Mu potem artyści, żeby zakryć wstyd. Ale na Krzyżu Jezus był całkiem nagi. Tak w tamtym czasie krzyżowano zbrodniarzy.
Była to dodatkowa kara.
Nagi… ogołocony ze wszystkiego. Obniżony. Żeby zakryć mój wstyd, mój grzech. Upokorzony…. „Ogolocil Samego siebie przyjawszy postać sługi”. Stał się niewolnikiem, aby mnie z niewoli wyzwolić… Nagi… Najdroższy mój. I przyszło mi na myśl że ja pragnę  Go okryc. I w jednej chwili uświadomilam sobie, że ja też jestem naga. Że nie mam nic swojego, że wszystko co mam dostałam od NIEGO! Jedno jest tylko moje własne. Grzech.
Tak rozmyślalam. I doświadczalam w sobie Otchłani Męki. Przejmującego osamotnienia i pustki…
„Nie mam czym Cię okryc, Najdroższy…” – szepnęłam z bólem serca.
„Okrywasz Mnie miłością, Maleńka Moja!! A i Ja Ci będę Okryciem! Szata Godowa, Szata Wesela!”
Lezalam zdumiona. Umiłowany mówił dalej:
„Jak teraz doświadczaaz Mojej Męki, cierpienia i pustki tak też doświadczysz Mojej radości i szczęścia i chwały!”
„Najdroższy…”
Lezalam z zamkniętymi oczami. Pod powiekami zobaczyłam Najdroższe SERCE Umiłowanego mojego. Z Jego Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Trwalam w uwielbieniu. Najdroższy mój tulil mnie mocno do SERCA. Tańczylismy bardzo.

PUKAJ…

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy cierpial niezmiernie. Ogromnie… Ja cierpialam troszkę mniej niż zwykle. Ale byłam zmęczona i nie miałam sił. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. Tańczylismy. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia i tulil do SERCA Swego.
„JA jestem Źródłem Życia. Jeśli pragniesz, pij ze Mnie, czerp ze Mnie, Maleńka Moja!”
„Pragnę!”
„Pij więc, Maleńka!”
Przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA Swego, przyłożył moje usta do Rany. I… piłam! W ustach czułam niewypowiedziana słodycz, zmęczenie miało a siły wracały.
Umiłowany napoil mnie, nakarmil Swoim Ciałem. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy. Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się Niego z miłością i wdzięcznością,…
„Dziękuję Umiłowany!!! Ty wiesz czego mi potrzeba!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i dodałam:
„Całe moje życie jest Wielkim Postem, oczekiwaniem na Zmartwychwstanie w Tobie!”
„Przychodz do Mnie i pij ze Źródła Życia a będziesz zmartwychwstawac codziennie!” – Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Dobrze, Najdroższy. Dziękuję!!!“
I uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafilam.
” Uwielbiam Twój uśmiech pod którym skrywasz cierpienie, Maleńka! „
Uśmiechalam się do Najdroższego radośnie.
” A wiesz, Umiłowany? Jedno z moich Duchowych Dzieci wczoraj znowu zdziwilo się, że ja cała obolała bardzo a ciągle uśmiechnięta. Często się dziwi i mówi ze mi zazdrości. Nie wiem czego miał zazdrości…”
Umiłowany spojrzał mi w oczy przenikliwie, z Miłością wielką.
” Mnie Ci zazdrosci, Maleńka Moja. Mnie w Twoim sercu Ci zazdrości!”
„Ciebie??! – zdumialam się – jak można Ciebie zazdrościć…”
„Jak widać można…”
„Ale Ono dużo się modli. Często widzę jak czyta różne modlitwy.”
„Właśnie, czyta.. Modli się wargami, a sercem…”
Najdroższy nie dokończył. Nie musiał. Zrozumiałam.
„Najdroższy mój… proszę, pukaj do serca mojego Dziecka. Może kiedyś w końcu Ci otworzy… Pukaj… Proszę!!!!”
„Pukam i będę pukał, Maleńka Moja!”
„Dziękuję, Najdroższy mój! Bardzo dziękuję!!!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo. I ja uśmiechałam się do Niego. Tańczyliśmy bardzo.

JAK ANIOŁ W OGRÓJCU…

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też cierpialam, bardzo. Obejmowałam Najdroższego mojego, a On tulil mnie do Siebie z Miłością.
„Zatańczymy, Najdroższy mój?” – spytałam wpatrzona w Maleńkiego.
„Maleńka Moja, chyba nie dam rady. Sama zatańcz, proszę” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy.
Już chciałam powiedzieć że „Dobrze” i zatańczyć sama. Ale nie powiedziałam.
„Ja jestem z Tobą, Najdroższy mój! I Ci pomogę! Spróbujemy, proszę!”
„Dobrze, Maleńka Moja! Spróbujmy. Zatańczmy!”
Objęłam mocno Najdroższego mojego. I zaczęliśmy tańczyć. Umiłowany opierał się o mnie, raz po raz osuwając się.
„Nie dam rady, Maleńka Moja!”
„Dasz radę, Umiłowany! Dajesz! O! Patrz! Jak pięknie!!! Cudnie tańczysz, Najdroższy! Dasz radę! Wierzę w Ciebie!”
Umiłowany spojrzał we mnie dziwnie, uśmiechając się tajemniczo. Za chwilę znów jakby osłabl, tak że musiałam Go podnosić.
„Zobacz, Maleńka nic Mi nie wychodzi! Jestem do niczego. I taki brzydki!”
„Ty do niczego??! Ty brzydki???! – zawołałam oburzona – Piękny jesteś!!! Przepiękny!!! Najpiękniejszy! Najcudniejszy!!! I jesteś do wszystkiego!!! O, spójrz! Jak pięknie tańczysz! Pięknie, Najdroższy! Teraz czekaj, pomogę Ci… O, tak! Bardzo pięknie, Maleńki mój! „
Umiłowany jakby się znów tajemniczo uśmiechnał. Po chwili jednak osłabł całkowicie… Wzięłam na ręce Umiłowanego mojego, tuliłam Go do serca i tańczyłam. Z Najdroższym moim w ramionach. Tańczyłam.
” Mój Przecudny, mój Przepiękny… „-szeptałam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem. On patrzył we mnie z ogniem w oczach. I… nagle zeskoczył z moich objęć jak młody jeleń! Pomyślałam że siły Mu chyba wróciły…
„Dość tego!!!” – zawołał Najdroższy z ogniem. Cały był Miłością. Ogniem Miłości.
„Dość tego!!!”- wołał.
Stałam oszołomiona! Zdumiona do głębi serca… Nie widziałam co się dzieje! Umiłowany stanął naprzeciw mnie i patrzył we mnie z zachwytem nie do opisania słowami…
„Perlo Moja Umiłowana!” – szeptał całując moje ręce… Potem ukląkł przede mną… W szoku byłam…. Uklękłam przed Nim. Klęczelismy przed sobą nawzajem. Ukochany ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie… Płonący cały…
„Wiesz dlaczego tu jesteś, Maleńka?! Wiesz dlaczego tu ze Mną jesteś?!”
„Nie… ale to dla mnie zaszczyt że mogę tu z Tobą być…”
„Jesteś tu, bo kochasz Mnie. Czystą Miłością! Czystą miłością Mnie kochasz! Pozbawioną pychy i egoizmu! Czy wiesz co przed chwilą dla Mnie zrobiłaś?!”
Poklwalam przecząco głową, oszołomiona.
„Zrobiłaś dla Mnie to co Ja robiłem dla Ciebie przez lata. Podnosilas Mnie pomagałas, podtrzymywalas na duchu, dodawalas, Mi otuchy, pocieszalas, tuliłaś do serca, przekonywałas o Moim piękne!!! Byłaś cała dla Mnie!”
„Jestem cała dla Ciebie, Najdroższy mój..”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i znów ujął moją twarz w Swe dłonie. I pocałował mnie… Słodko. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.
„Pocieszasz Mnie jak Anioł w Ogrojcu. Tak… Jesteś Moim aniołem, Maleńka Moja!”
„Pragnę, Najdroższy….”
Rozejrzałam się dookoła… Kwiaty, które przedwczoraj zakwitły, dzisiaj znowu zapaliły się światłem i kolorami. Ale tym razem ich światło nie raziło oczu, nie przeszkadzalo, nie raniło. Przeciwnie. Było dla mnie ukojeniem i odpocznieniem. Patrzyłam w Najdroższego mojego szczęśliwa cała i oszolomiona Jego Miłością i tkliwoscia… Klęczelismy przed sobą nawzajem. Tańczylismy bardzo, w Otchłani Męki. W Miłości.

KOCHAM CIEBIE, JEZU

Wisieliśmy na Krzyżu, w Otchłani Męki. Najdroższy, Umiłowany mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie, ogromnie… I ja cierpialam. Bardzo. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. W dodatku kolory kwiatów, które wczoraj zakwitły, biły mnie po oczach, światło razilo bardzo, przeszkadzało. Ranilo oczy. I swidrowalo w mózgu. Tak więc co chwilę mrużyłam oczy. A gdy je otwieralam, kolory i światło razilo je jeszcze bardziej.
„Najdroższy mój… Proszę…”- szepnęłam mrużąc znowu obolałe oczy.
Światło i kolory natychmiast zgasly. Teraz widziałam tylko cienie i kontury kwiatów.
„Dziękuję Ukochany…”
„Jesteś bardzo dzielna i mężna, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie z zachwytem.
„Ja dzielna i mężna??! Przecież..”
„Dzielisz ze Mną Moją Mękę. To wielka odwaga i męstwo! – szepnął Umiłowany – Zatańczymy, Maleńka Moja?”
„Wybacz, Umiłowany….chciałabym, ale chyba nie dam rady…”
„Ja jestem z Tobą i Ci pomogę, Maleńka.”
„Dobrze, zatańczmy, Umiłowany mój!”
Najdroższy wziął mnie w Ramiona i przytulił do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem.
„Kocham Ciebie, Jezu…”
„Piękności Moja Maleńka” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Kocham Cię mój, Jezu!”
Tańczylismy bardzo. W Otchłani Męki.
Wciąż tańczymy. Bardzo.

MAMA

Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój i ja Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia nie do opisania… Najdroższy cierpial ogromnie, niewymownie… I ja cierpialam bardzo.
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki… Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem…Tańczyliśmy bardzo!!! Obejmowałam Najdroższego, a On przytulał mnie do Siebie. Do SERCA. Cierpielismy razem. Tańcząc. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie i moje serce biło dla Umiłowanego mojego. Tańczylismy… Nagle usłyszałam ciche, pełne bólu westchniecie i głośny szloch. Spojrzałam w Najdroższego… i zamarlam w bólu. Umiłowany bezbronny cały… płakał… Lkal. Zalewal się łzami. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i całowałam Jego łzy. Całowalam łzy Najdroższego mojego… Nie pytała dlaczego płacze. Miał wiele powodów do płaczu…. Bardzo wiele. I z mojego powodu też… Nie pytałam dlaczego. Całowalam najczulej jak potrafilam… Łzy Najdroższego mojego… Umiłowany zaczął drżeć na całym ciele.
„Ogrzeje Cię, Najdroższy!” – szepnęłam z obolałym sercem.
Zaczęłam Umiłowanego mojego zdejmować z Krzyża. Starałam się ostrożnie i delikatnie, ale nie bardzo mi wychodziło. Zdjęłam jedną ręke, założyłam ją sobie na szyję. Potem drugą i nogi. I po dłuższej chwili siedziałam pod Krzyżem, trzymalam Umiłowanego w ramionach, w objęciach. Tuliłam Go do siebie. Ogrzewalam… Umiłowany przestał płakać, uspokoił się. Leżał z zamkniętymi oczami, wyglądał jakby spał. I widać że było Mu u mnie dobrze, bo co jakiś czas przez sen się uśmiechal. W pewnej chwili otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Mama? Mama?” – spytal.
Serce zabiło mi mocno.
„Nie… Najdroższy mój. Nie jestem Twoją Mamą. To ja, Maleńka Twoja!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i zamknął oczy. Po chwili znów je otworzyl. Znowu się do mnie promiennie uśmiechnął i wyszeptal:
„Mama?”
„Nie, Najdroższy… To ja, Maleńka Twoja.”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością i uśmiechem. I… znikł!!! Siedziałam sama pod Krzyżem w Otchłani Cierpienia… Wokół mnie zionelo przejmujacym bólem i pustką… Tańczyłam bardzo.
Wtem! Pojawił się mój Najdroższy!!! Piękny, jaśniejacy i świetlisty bardzo!! Ukleklam przed Nim w uwielbieniu i zachwycie! W dłoniach trzymał Hostie i kielich. Uśmiechał się do mnie cudnie, rozpromieniony Miłością.
„Pamiętasz Moja Maleńka jak mówiłem Ci że rodzisz Mnie w sercach innych ludzi i dlatego jesteś Matką Moją?”
„Tak, Najdroższy mój. Pamiętam!”
„Właśnie teraz, cierpiąca bardzo, cierpiąca ze Mną, rodzisz Mnie w dla innych!”
Trwałam w zdumieniu, zachwycie i uwielbieniu. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i napoił Swą Krwią. I… znikł!
A ja znowu siedziałam pod Krzyżem w Otchłani Cierpienia i trzymalam w ramionach Umiłowanego mojego. Tuliłam Go do siebie. Ogrzewalam..
Najdroższy miał zamknięte oczy. Wydawało się, że śpi. W pewnej chwili otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Mama?” – spytal.
Moje serce uklęklo przed NIM.
„Tak, Najdroższy. Jestem Twoją Mamą!”
I… wtedy w Otchłani Cierpienia stało się coś niesamowitego!!!! Niemożliwego!!!! Zachwycającego!!!! Cała Otchłań Cierpienia zakwitla! Pięknymi, kolorowymi, bujnymi kwiatami! A ja siedziałam pod Krzyżem i tulilam w ramionach Najdroższego mojego….

OSWOJONA Z CIERPIENIEM, JAK ON

Leżałam na Krzyżu łożu Miłości. Tańcząca bardzo leżałam Najdroższy pochylil się nade mną i pocałował mnie w opuchniety policzek.

„Pora wypłynąć w morze, Maleńka Moja!” „Tak, Najdroższy!” Umiłowany wziął mnie na ręce. I chwilę później byliśmy na plaży, nad morzem Cierpienia. Najdroższy niósł mnie na rękach. Widziałam przed sobą JEGO czule spojrzenie. A nad Najdroższym czarne, ciężkie chmury. Ukochany doszedł do małej łódeczki stojącej na plaży. Posadzil mnie w niej, odcumowal, zepchnql lekko w morze wskoczył do łódki i zaczął wiosłować. I wkrótce plynelismy na pełnym morzu. Umiłowany odłożył wiosła i patrzył we mnie z Miłością. A ja zaczęłam się rozglądać. Wokół nas, od horyzontu po horyzont była woda. Morze stalowe i szkliste. Nieruchome prawie. Nad nami wisiały ciężkie, czarne chmury. Zewsząd biła pustka, opuszczenie.. „Ale tu smutno, pusto i samotnie” – szepnęłam patrząc w oczy Najdroższemu. On patrzył mi w oczy głęboko. „Znasz to opuszczenie, odrzucenie i samotność, znasz, prawda, Maleńka Moja?” Jego spojrzenie i słowa dotykały najgłębszej głębi serca mojego. „Tak, Najdroższy mój. Znam!” Umiłowany spojrzał we mnie z tkliwoscia i wyciągnął do mnie ręce. „Chodz do Mnie, Maleńka!” Usiadłam Mu na kolanach. Przytulił mnie mocno do Siebie. „To opuszczeniem w cierpieniu, samotność, poczucie, że jesteś w nim sama, niezrozumienie, odrzucenie. Znasz to, Maleńka.” „Znam. Znam bardzo dobrze, Najdroższy mój!” Umiłowany spojrzał mi w oczy… „Ja gdy cierpialem też byłem odrzucony, opuszczony, samotny. Sam. Nawet czułem się opuszczony przez Ojca… Ale ON był przy Mnie. Blisko, najbardziej. I cierpiał ze Mną. I gdy Ty, Maleńka Moja w cierpieniu czujesz samotna, niezrozumiana i odrzucona, Ja jestem z Tobą, rozumiem Cię i z Tobą cierpię!” ” Najdroższy mój!!!”- wyrwało mi się z głębokości serca mojego. Najdroższy wciąż tulił mnie mocno do Siebie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trwalam w uwielbieniu. W milczeniu. Plynelismy po morzu Cierpienia długo. Odezwalam się w pewnej chwili: ” Wiesz Umiłowany, zanim wypłynelismy myślałam że będę się bać, czuć się tu obco, nieswojo. Ale nie! I dziwię się bardzo. Bo czuję się jakbym była u siebie!! Jakby to było moje morze cierpienia. A to przecież Twoje morze i Twoje Cierpienie. Dlaczego więc czuję jak u siebie??!” Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością… „Twoje Cierpienie jest Moim Cierpieniem. Moje morze, Twoim. Ktoś kto odrzuca cierpienie, komu cierpienie jest obce temu i morze jest obce. Ale Ty, Moja Maleńka jesteś oswojona z cierpieniem. Oswojona, jak Ja.” „Tak, Najdroższy. Jestem oswojona z cierpieniem.” „Jak Ja.” „Jak Ty”- wyszeptało moje serce. I wciąż pływamy. Na stalowo-szklostym morzu Cierpienia. W maleńkiej łódeczce. Umiłowany mój i ja na Jego kolanach. Na Morzu naszego Cierpienia.

ZWYCIĘSTWO

Obudziłam się, obolała bardzo. I od razu napadły mnie jakieś stwory. Nie widziałam ich twarzy, bo było całkiem ciemno. Słyszałam ich głosy. Opryskliwe, złośliwe, cyniczne, a jednocześnie sztucznie przymilne.
„Ooo! Mamy naszą pięknisie! Dobrze, bardzo dobrze! Maleńka nasza!”-usłyszałam złośliwy rechot.
„Najdroższy, ratuj!” – szepnęło moje serce.
Głośno nie powiedziałam nic.
W głębi serca usłyszałam niemal nieslyszalny szept:
„Ja jestem, Maleńka Moja!”
Głosy rechotaly coraz głośniej.
„I co ślicznotko?! On tobie wmawia, że jesteś piękna. To kłamstwo! My i tylko my uczynimy cie piękną!!! A masz!!!!” – i wymierzył mi silny cios w policzek. Zabolo, i zapieklo bardzo. Czułam że mi policzek puchnie. Jednak milczalam.
„Nic nie powiesz, maleńka?! Tańczysz pewnie! Dla NIEGO tańczysz! Nie cierpimy twojego tańca! Tyle krwi nam napsuł, tyle planów pokrzyżował. Tyle dusz nam zabrał! Dla nas tańcz!!!!”
„Najdroższy, ratuj!” – szepnelo znów moje serce.
„Ja jestem!”
Głosy naigrywaly się na całego:
„Zostawil cie twój ukochany. Odszedł od ciebie! Nie jest twój!! Nasza jesteś! Jego nie ma!”
„Umiłowany ratuj!!! Jestem Twoja! Ratuj mnie!”
Nie zdążyłam dokończyć…. Rozległ się nagle grzmot i błyskawica:
„JA JESTEM!!!”

Pojasnialo… I nastała cisza.. Głosy zamilkly i uciekły. A… mnie Najdroższy tulil w ramionach. Uśmiechałam się do Niego radośnie. „Najdroższy mój…” Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I dotykał z czułością, delikatnie mojego spuchnietego policzka. „Bardzo Cię boli, Maleńka Moja….” „Nie boli, Najdroższy mój!” „Nie?!” – Umiłowany wyglądal na zaskoczonego, zdziwionego. „To z miłości do Ciebie, Najdroższy. Więc nie boli.” „Maleńka Moja! – ucalowal mnie słodko – Zwyciezylas! Nie dałaś się sprowokować. Nie uwierzylas im.” „W ani jedno słowo, Najdroższy!” „O Twoim tancu prawdę mówiły, Maleńka” I widząc moje zmęczenie, szepnął: „Odpocznij we Mnie Perlo Moja Umiłowana!” Wchodzilam w Umiłowanego mojego. Otulal mnie Sobą, Miłością. Cała szczęśliwa znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Oplatal JE wieniec z cierni. Kolce ranily SERCE Najdroższe…. „Boll Cię bardzo, Najdroższy mój…” „To z miłości do Ciebie, Maleńka. Więc nie boli.” „Najdroższy…!!!” Wtuliłam się w SERCE Umiłowane. Z JEGO Rany wyszła bielutka Hostia. I weszła we mnie. „Jak dobrze Mi w sercu Twoim,odważnym i zwycięskim, Maleńka!” Uśmiechałam się z wdzięcznością do Umiłowanego mojego…

UŚMIECHY W OTCHŁANI MĘKI…

Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też, bardzo. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja obejmowałam Najdroższego mojego. Cierpiący był bardzo…

Wisieliśmy na Krzyżu, a wokół nas było ciemno, szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką, samotnością wielką. Pierwszy raz byłam w tym miejscu. Ale postanowiłam Umiłowanego nie pytać o nie. Jeśli zechce to Sam mi powie co to za miejsce, jeśli nie, nie muszę wiedzieć. Najdroższy mój cierpiał bardzo… Pochylił głowę i wyszeptal: „Maleńka Moja, zatańcz dla Mnie.” „Dobrze, Najdroższy mój!” I zaczęłam tańczyć przed Umiłowanym. Tańczylam bardzo! Ofiarowywalam Mu swoje cierpienie. Tańczyłam i tańczyłam. Zamknęłam oczy i tańczyłam dla Umiłowanego mojego. Z zamkniętymi oczami tańczyłam. Nagle na policzku poczułam pocałunek. Słodki i delikatny. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że Najdroższy mój tańczy ze mną. „Myślałaś, że pozwolę Ci tańczyć samej? W żadnym razie, Maleńka!” Patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem i wdzięcznością. Zobaczylam, że trzymał w dłoni Hostie. Ukleklam przed Nim Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem, pomógł mi wstać. I dalej tańczyliśmy. „A wiesz gdzie jesteśmy, Maleńka?” – spytal Umiłowany. „Nie, Najdroższy. Ale nie muszę wie…” „Chcę żebyś wiedziała. Jesteśmy w Otchłani Męki Mojej.” „W Otchłani Twojej Męki??!!”  – szepnęłam poruszona do głębi serca… Najdroższy jakby nagle osłabi. Oparł się o mnie i wyszeptal z trudem: „Ach jak Mi smutno! Pociesz Mnie, Maleńka Moja…!” Objęłam Umiłowanego mojego i przytuliłam Go mocno do siebie. Do serca mojego tuliłam. Całowalam z czułością… „Najdroższy mój… Maleńki.. Nie bądź smutny…. Najdroższy… nie bądź smutny…. Proszę! Nie bądź smutny.. bo… Bo…” A w myślach szybko szukałam argumentu, który Najdroższy nie mógłby zakwestionowac, który by przyjął od razu. „Bo Cię kocham! Bo pragnę! Bo serca mi pęka z bólu gdy jesteś smutny”??! To była prawda. Ale to w tej chwili nie było ważne. „Zrób to dla mnie, bo mnie kochasz! Najdroższy mój! Tak! Nie bądź smutny bo mnie kochasz! –  ujęłam w obie dłonie twarz Najdroższego – Bo mnie kochasz!” Oblicze Umiłowanego zaczęło się rozjaśniać… coraz bardziej i bardziej. „Masz rację, Maleńka Moja! Nie mogę Ci tego odmówić, bo Cię kocham!” „Tak! – wciąż trzymałam Jego twarz w swoich dłoniach – Uśmiechnij się do mnie, Najdroższy…” I rozpromienił się mój Umiłowany! Promieniał cały uśmiechem! Uśmiechał się do mnie tak cudnie… I ja uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafiłam. Uśmiechy w Otchłani Męki Najdroższego…

POCAŁUNEK NAJDROŻSZEGO

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. W JEGO ramionach radośnie tańczyłam. Umiłowany pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością, szczęściem i zachwytem. Promienial cały… Był taki piękny! Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i zachwytem! Szczęśliwa ogromnie!
„Jak bardzo mnie kochasz, Najdroższy! Jak bardzo mnie chcesz!” – szepnęłam oczarowana.
„Oblubienica jest Pragnieniem swego Oblubienca!” – uśmiechnął się Umiłowany gładzac dłonią mój policzek.
„Oblubieniec jest Pragnieniem Swej oblubienicy!!” – ujęłam dłoń Najdroższego i ucałowałam ją z czułością – jesteś moim Pragnieniem i Wypełnieniem pragnień!”
Najdroższy patrzył mi w oczy z tkliwoscia.. O czym mówił mój Najdroższy? O czym ja mówiłam? Nie potrafię do końca opisać. Czyni cuda we mnie!! Wczoraj podczas modlitwy doświadczyłam Jego Miłości i bliskości. Fizycznie. Dotykala mnie MIŁOŚĆ. Serce… Choć na sercu było mi lekko to teraz było jeszcze lżej. Leciutko… Leciutko jak piórko!!! I do tej pory tylko widziałam wiosnę w mym sercu. Teraz jej doświadczylam! Doświadczylam wiosny w moim sercu!!! Najdroższy mój był Ta Wiosną!!! Najdroższy mój!!!
„Dziękuję, Umiłowany!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego z wdzięcznością.
Umiłowany promienial cały uśmiechem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem.
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka Moja!”
„Dziękuję…”
Patrzyłam w Umiłowanego wzruszona do głębi… On patrzył we mnie zachwycony bardzo! Pochylil się i mnie pocałowal. Pocałowal mnie… Nie potrafię opisać tego pocałunku. Pocałunku Wiosny… Umiłowany był Wiosną!!!

DUMNY

Byliśmy na Łące wśród światła i kolorowych kwiatów. Najdroższy, Umiłowany mój i ja. Tańczyliśmy bardzo. Najdroższy mnie w tańcu prowadzil. Po całej Łące tańczylismy! Umiłowany promienial cały Miłością, szczęściem i zachwytem.
„Jestem dumny z Ciebie Moja Maleńka!”
„Bóg jest dumny ze Swego stworzenia” – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
„Bardzo! – wyszeptal Najdroższy promieniejac uśmiechem – A Ty jesteś dumna z siebie?”
„Tak! Jestem!”
Najdroższy ujął moją twarz w Swoje dłonie i patrzył mi w oczy głęboko.
„Pięknie! Bardzo pięknie!”
Szczęśliwa cała patrzyłam w Umiłowanego.
Nagle zabrakło mi sił.
„Jeśli pozwolisz, Najdroższy, chcia…” – Umiłowany nie pozwolił mi skończyc. Wiedział wszystko.
„Idziemy do altanki, Maleńka Moja Umiłowana.”
Wziął mnie na ręce i zaniósł do altanki. Polozyl mnie na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i całowal moje obolałe i zmęczone ciało. Znalazłam się na Krzyżu z Umiłowanym moim. Najdroższy wisiał na Krzyżu, obejmował mnie i tulil mocno do SERCA Swego.
„Najbliższe tygodnie będziemy tu tańczyć, Maleńka!”
„Tak, mój Najdroższy!”
„Będziesz też ze Mną wypływac w morze Cierpienia!”
„Tak, nie chcę żebyś byl na nim Sam!”
„Będziesz ze Mną, Maleńka Moja.”
„Dziękuję Umiłowany!”
Patrzył we mnie z czułością…
I znów leżałam na kwiatowej kanapie, a Najdroższy mój całowal moje obolałe ciało.

OCZAMI SERCA

Obudziłam się. Cała obolała, cierpiąca bardzo i bardzo zmęczona. Najdroższy mój trzymał mnie w Swoich Ramionach. Otulal mnie Sobą, Miłością i czułością wielką. Nie widziałam Go. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby je otrzymać. Żeby podnieść powieki nie miałam sił. Więc nie widziałam Najdroższego. Ale doswiaczalam Jego Miłości i czulego dotyku.
„Najdroż…” – szepnęłam z trudem.
„Maleńka Moja, jestem z Tobą!”
„Wiem, Umiłowany! Nie widzę Ciebie, ale wiem że jesteś!”
I wtedy Go zobaczylam… Otworzyłam oczy? Nie! Zobaczylam Go pod powiekami. Oczami serca zobaczyłam Najdroższego mojego! Pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością, współczuciem i zachwytem… Piękny taki we mnie patrzył…
„Dziękuję że mogę tańczyć dla Ciebie, mój Jezu!!!” – szepnęłam jednym tchem.
„Tyś oblubienica Moja! Piękna Moja!”
„Twoja!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Słodko i czysto. Wtedy ja, choć cierpiaca bardzo, uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego, radosna! Szczęśliwa cała. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy!

LILIA W SERCU

Dziś w skrócie. Tańczę bardzo. Najdroższy powiedział że ta roślina, która w moim sercu wyrasta to kwiat. I że już urósł i zakwitł. Byłam bardzo ciekawa jaki to kwiat. Poszliśmy zobaczyć. Najdroższy zaniósł mnie na rękach do komnaty mojego serca. I przed nami ukazała się piękna, bardzo piękna… Lilia! Była bardzo duża, wysoka i miała wielkie białe kwiaty. Kiedy ją zobaczylam pomyślałam, że mimo swej wielkości i piękna, wygląda bardzo skromnie i pokornie. A jednocześnie biła z niej dostojność i duma. Najdroższy powiedział że ja mam być taka. Taka jest Jego MAMA. Skromna i pokorna służebnica i jednocześnie dostojna i dumna Córka Króla. Mam się od NIEJ tego uczyć. Będę!!! Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Teraz tańczymy razem.

USZCZĘŚLIWIA MNIE BARDZO

Najdroższy mój leżał na Krzyżu łożu Miłości. Ja klęczałam przed Nim. Patrzył we mnie taki świetlny i piękny niezmiernie… Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i zachwytem… Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z  czułością i nabożeństwem. Z miłością całowalam JEGO Rany.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa i szczęściem wielkim.
„Ty mnie też, Najdroższy!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy, przenikliwie.
„Wiesz Maleńka Moja, że nie potrzebuje Twoich pocałunków?”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona.
„Wiem…” – szepnęłam. I dalej całowalam. Nie przerywalam.
„Nie potrzebuje. Ale pragnę! Jakże pragnę!”
Tym razem to ja spojrzałam w Umiłowanego przenikliwie.
„A ja potrzebuje i pragnę Twoich pocałunkow, Najdroższy mój!”
Najdroższy spojrzał we mnie z wielką Miłością. Błysk światła… I to ja leżałam na Krzyżu łożu Miłości, a Umiłowany klęczał przy mnie i obsypywal mnie pocałunkami.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka!”
„Tym, że potrzebuję i pragnę…?”
„Tym, że stajesz przede Mną w prawdzie. Twoje serce jest jasne, proste i czyste.”
„Czyste…?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Prosiłaś Mnie wczoraj, żebym je oczyscil, że jeśli chce, mogę. Chciałem. Zawsze chcę!”
„Dziękuję Ukochany mój!!!”
Ucalowalam Go serdecznie.
„Uszczęśliwiasz mnie bardzo, Maleńki mój!”
Byłam wzruszona… Najdroższy patrzył we mnie tak pięknie.. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i głowę Swą położył na sercu moim. Byłam taka szczęśliwa!!!

ZACZYNAM

Byliśmy w komnacie mojego serca. Najdroższy mój i ja. Przykucnieci pochylalismy się nad roślinka, która we mnie wyrasta. Najdroższy promienial cały uśmiechem i czułością. I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Ja patrzyłam to na roślinkę to w Umiłowanego mojego. Roślinka miała już trzy listki.
„Jakie jędrne, Najdroższy mój! Widać że jej tu jest dobrze” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Bardzo dobrze, Maleńka Moja!” – Najdroższy patrzył mi w oczy z zachwytem.

Wstał i mi pomógł wstać, podając mi Swą dłoń. Stałam przed Nim tańcząca. Objęłam Umiłowanego  delikatnie i przytuliłam się do Niego. „Zmęczona  jestem, Najdroższy…” Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptal: „Odpocznij we Mnie, Maleńka!” I wszystko zniknęło. Tylko Umiłowany i ja. W Jego ramionach. Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony Miłością… Patrzyłam w Niego zachwycona!!! „Kocham Cię, mój Najdroższy!” „A siebie kochasz, Maleńka Moja?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie. „Zaczynam… Dzięki Tobie!” – Ucalowalam Umiłowanego. „I szanować siebie też zaczynasz. Widzę!” „Tak.. Tylko… Zrobię trzy kroki naprzód, a zaraz potem dwa kroki w tył…” „Czyli i tak idziesz do przodu, Maleńka! Cierpliwości… I pamiętaj, że jest w Tobie dużo więcej dobra niż zła!” „Powtarzaj mi to często, proszę…. Bo zły próbuje mi wmówić, że jest odwrotnie.” „Będę powtarzal!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia… Przytulał mnie do Siebie. Otulal Sobą. Przenikal mnie… Wchodził we mnie I ja w Niego wchodzilam. Najdroższy mój zamykal mnie w Sobie… Znalazłam się przy SERCU Najdroższym!  Ucałowałam JE, przytuliłam do NIEGO. I odpoczywałam przy SERCU Najdroższym…

5-7.02.2018

05.02.2018
Leżeliśmy na Krzyżu łożu Miłości. Najdroższy mój, Maleńki i ja. Tańczylismy bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie z wielką Miłością. Ja też patrzyłam w Niego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Cierpielismy razem. Zjednoczeni w Miłości.
„Najdroższy mój, zatańczymy? Proszę… Chciałabym zatańczyć w komnacie mojego serca. Potem zobaczylibyśmy to co we mnie kielkowalo, czy już troszkę uroslo. Proszę!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie.

„Wedle życzenia, Maleńka Moja!” „Ja nie życzę… Ja proszę, Najdroższy!” „Twoja prośbą, Maleńka, jest dla Mnie życzeniem.” „Najdroższy!!!” Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością, wziął na ręce i już tańczyliśmy w komnacie mojego serca. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i i tańczył… Jak pięknie tańczy!!! Jak pięknie tańczy mój Oblubieniec!!! Po całej komnacie tańczył! Lekko, zwiewnie, ulotnie…. Cudnie!! Potem Umiłowany podszedł do tej roślinki, która we mnie kielkowala. I trzymając mnie na rękach pochylil się, żebym mogła ją zobaczyć. „Ooo! Już ma dwa listki! Ciekawe co z niej urośnie!” – szepnęłam uradowana. „Zobaczysz, Maleńka – uśmiechnął się Umiłowany – będzie piękna. Bardzo piękna! Piękna jak Ty!” Uśmiechnęłam się do Umiłowanego z trudem. On delikatnie położył mnie na trawniku, obok roślinki. Dotykal z czułością miejsca w moim ciele, które bolało mnie bardzo. Najbardziej. Dotykal je i całowal. Cierpielismy razem, zjednoczeni w Miłości.

A nad nami i we mnie wiosna!

06.02.2018
Byliśmy na Łące wśród światła i kolorowych kwiatów. Najdroższy mój i ja. Tańczyłam z Umiłowanym moim. On w tańcu prowadzil. Patrzył we mnie promiennie bardzo…rozpromieniony zachwytem. Patrzył Swym cudnym pełnym miłości i czułości  spojrzeniem. I ja w Umiłowanego patrzyłam rozpromieniona cała! Zakochana i szczęśliwa niezmiernie! Tańczyliśmy bardzo. A Najdroższy patrzył we mnie… Nie wytrzymałam! Przerwałam taniec i rzuciłam się Najdroższemu do stóp. Objęłam Jego nogi i całowalam Jego Rany. Całowalam i dziękowałam:

„Najdroższy mój,… Dziękuję! Codziennie widzę Twoje cuda! Doświadczam Twych cudów! Codziennie! Dziękuję Ci! Dziękuję Ci bardzo, Najdroższy!!!” Całowalam stopy Jego… „Kto się na Mnie otworzy, kto Mi się odda całkowicie, ten nieustannie widzi Moje cuda i nieustannie ich doświadcza!” „Widzę i doświadczam wciąż, Najdroższy mój!” Umiłowany pochylil się nade mną i podniósł mnie delikatnie. Stałam przed Nim. Patrzyłam uśmiechnieta w Umiłowanego, w Jego oczy patrzyłam. „I ja jestem Cudem, Twoim Cudem! Nie sądziłam że to powiem. Ale Ty mnie uczysz to dostrzegać. I dostrzegam. Jestem Twoim Cudem!!!” Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach. Ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Pocałowal mnie słodko. I ja Go pocałowalamm. Trwalysmy w Miłości, tańcu i ja pocałunku. I trzymając moją twarz w Swoich dłoniach wyszeptal z czułością: „Jesteś Moim Cudem, Maleńka!  Cudem, w którym i przez który działam cuda!” Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. A poczułam się oniesmielona. „Przez który?!  Nie rozumiem, Najdroższy….” „Potrzebowałem Twoich dłoni, serca i Twego cierpienia, żebym mógł czynić cuda. I oddalas Mi swe ręce, serce i cierpienie. I przez Ciebie czynię cuda, Maleńka Moja!” Stałam oszolomiona… „Na Twoją chwałę, Najdroższy mój!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z uwielbieniem. Najdroższy wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i obsypywal pocałunkami.

„Mój Przecudny Cudzie!  Mój Cudzie maleńki!” – szeptal Umiłowany z tkliwoscia. Patrzyłam w Niego wzruszona… Nie wiedziałam co powiedzieć. Słów mi brakowało… Ale nie potrzeba było słów. On wiedział..

07.02.2018
Leżałam na Krzyżu,  łożu Miłości. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Patrzyłam w Maleńkiego mojego cierpiąca. Choć dzisiaj nie zbyt cierpialam fizycznie. To tańczyłam bardzo. Bolało mnie serce.

„Jakaś Ty podobna do Mnie, tańczysz, Maleńka Moja… Cierpisz…” „Tańcze za moje Duchowe Dzieci i przez moje Dzieci, a konkretnie przez jedno Dziecko. Serce mnie boli gdy widzę…” „I Ja cierpialem za Moje dzieci i przez Moje dzieci cierpię… Jakaś Ty do Mnie podobna!” Spojrzałam w Najdroższego w Jego oczy głęboko. I On we mnie patrzył… Nie prosil żebym Mu opowiedziala, sama zaczęłam… Moje Duchowe Dziecko od zawsze powtarzalo, że ” zdrowie jest najważniejsze”. Bardzo często to powtarzalo. „Zdrowie jest najważniejsze!” I parę lat temu zachorowalo. Straciło zdrowie. I wtedy jakby cały świat się dla niego zawali. Jakby wszystko się skończyło. Jakby już nic przed nim nie było, nic go nie nie czekalo. „Zdrowie było dla niego najważniejsze. I nagle straciło to „najważniejsze”…”- szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego, a po chwili dodałam: ” Pamiętam naszą rozmową gdy Dziecko było jeszcze zdrowe. Siedziałysmy na huśtawce na. I znów powiedziało że zdrowie jest najważniejsze. Odpowiedziałam, że nie. Że nie jest najważniejsze. Dziecko bardzo się dziwiło i patrzyło na mnie jak na dziwaczke. ‚Jest ważne, ale nie najważniejsze’- powiedziałam. ‚A co jest najważniejsze?’ – spytalo Dziecko. ‚Bóg, zbawienie, dusza…’ ‚ Dziecko powiedzialo, że filozofuję i żebym przestała.” „Pamiętam jak Ciebie, Maleńka serce wtedy bolało…” „Bolało mnie, że nie TY jesteś dla mojego Dziecka najważniejszy… Bo dla mnie Ty, Najdroższy mój jesteś najważniejszy!” Patrząc mi w oczy, Najdroższy wyszeptal: „Dla kogo Ja jestem najważniejszy, ten nigdy nic nie straci. Ten nie może nic stracić, może tylko zyskać!” „A moje Duchowe Dziecko stracilo zdrowie i zachowuje się tak jakby już nie miało po co żyć. I coraz bardziej się ode mnie oddala. Staje się zupełnie inną osobą… Próbuje poniżyc, obrazic. We wszystkich doszukuje się wrogów…” „Wybacz mu, bo nie wie co czyni!”  – wyszeptal Najdroższy z ogniem w głosie i w oczach. „Oczywiście, że wybaczam, Najdroższy!  Nie jest w stanie mnie ani obrazic, ani ponizyc. Tylko serce mnie boli gdy widzę że moje kochane Dziecko rani samo siebie…” „Chodź do Mnie, Maleńka!” – Najdroższy przytulił mnie do SERCA Swego. Nakarmił mnie Swoim Ciałem… i patrzył mi głęboko w oczy. „Jaka Ty do Mnie podobna!”- wyszeptał Najdroższy. I cierpiał ze mną… Maleńki mój.

1 – 4.02.2018

01.02.2018
Siedzieliśmy w naszej altance. Na kwiatowej kanapie. Umiłowany i ja. Najdroższy mój trzymał moje ręce w Swoich dłoniach i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Ja byłam trochę oniesmielona i zawstydzona po tym co mi wczoraj powiedział. Jednak patrzyłam Mu w oczy z ufnością.
“Znasz mnie, Najdroższy mój!!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością.
“Znam Cię, Maleńka. Stworzyłem Cię. I znam!”
Patrzyłam w Umiłowanego z zachwytem. A On znowu się do mnie uśmiechnął cudnie.
“A Ty siebie znasz, Maleńka?  Jak myślisz, zła jesteś czy dobra?”
Zamyśliłam się….
„Zla tak do końca chyba nie… “
“Więc dobra. To teraz proszę, wymień swoje dobre cechy.”
Najdroższy mój wciąż uśmiechał się do mnie promiennie. A ja czułam się coraz bardziej zagubiona…
“Nie wiem… Chętnie pomagam…”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością. Przenikliwie.
“Oplekuncza, czula, słowne. Biegnąca na pomoc gdy widzi kogoś kto jej potrzebuje. Szczególnie wspierająca Swoje Duchowe Dzieci. Słowem i cierpieniem. Podnoszaca na duchu. Gotowa oddać Swoje szczęście byleby One były szczęśliwe. Cierpiąca, ale skrywajaca to cierpienie pod uśmiechem. Nawet Twoi bliscy nie wiedzą że cierpisz, tylko widzą Twój piękny uśmiech. Uważająca że inni mają większe prawo być bliżej Mnie nie niż Ty, a sama w kąciku, po cichu, w cieniu. Działająca na Moją chwałę. Walcząca o Moje sprawy. Otwarta na Mnie. Kochająca i pragnąca Mnie nade wszystko, nad swoje życie…”
Przerwałam Umiłowanemu. Wyjęłam jedną dłoń z Jego dłoni i przyłożyłam do Jego ust. Najdroższy ujął ją delikatnie i bardzo czule pocałowal. Przytulił do Swego policzka.
“Nie wymieniać dalej?”
Patrzyłam w oczy Najdroższego mojego. Wzruszona…
“Nie, proszę! Wystarczy.”
Ukleklam przed Nim i w Niego patrzyłam . Twarz przy twarzy. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko.A po chwili szepnęłam prawie bezglosnie:
“Wybacz Najdroższy… Ja tego wszystkiego w sobie nie widzę…!!!”
Umiłowany uśmiechnął się wzruszony. Ukląkł przy mnie i objął mnie Sobą. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
“Ale Ja widzę. JA widzę, Maleńka Moja!”
I przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Niego.
“Ja widzę, że tylko Cię ranię… krzywdzę. Boli mnie to.”
„A Mnie boli gdy widzę jak ranisz siebie, krzywdzisz, nie szanujesz…”
Wtuliłam się w Najdroższego, cała. Byłam jak niemowlę w Jego rękach.
„Najdro….”
„Ciii, Maleńka. Ciiii…” Tulił do SERCA mnie mój Maleńki.

02.02.2018
Byliśmy na Łące. Wśród światła i kolorowych kwiatów. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy! Po całej Łące! Umiłowany obejmował mnie i patrzył we mnie z Miłością i zachwytem. I ja w Niego tak patrzyłam! Zakochana i cała szczęśliwa! Uśmiechnięta od ucha do ucha! Tańczyliśmy! Pięknie, lekko, zwiewnie! Umiłowany w tańcu prowadzil. A moje serce szeptalo:

„Myślałam, że coś się we mnie kończy. A teraz widzę że Coś się zaczyna! Zaczynam żyć, bardziej, głębiej, pełniej! Coś zaczyna we mnie kiełkować. Jeszcze nie wiem co to będzie, ale czuję…. nie, nie czuję, wiem! Wiem, że to będzie Coś pięknego!” Najdroższy patrzył we mnie promienny i szczęśliwy! Tańczylismy bardzo! Potem siedzieliśmy w kwiatach. Umiłowany siedział, a ja leżałam. Głowę położyłam na Jego kolanach Ukochany pochylal się nade mną z czułością niewyobrażalna. Ja uśmiechałam się do Niego radośnie. „Ciągle mnie zaskakujesz! Zadziwiasz! – i pomyślałam o niedawnym zdarzeniu, sytuacji – na przykład TO!!! W szoku byłam!!” I zaśmiałam się głośno, serdecznie! Najdroższy mój też się zaśmiał! „Ach, TO,! Opowiedz Mi o tym, Maleńka!” Zaśmiałam się znów! Przecież ON doskonale wiedział o czym mówię! To Jego „sprawka”” „Nooo, nie daj się prosić, Maleńka. Wiesz jak Ja lubię kiedy opowiadasz!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego. I zaczęłam opowiadać Mam na Onecie stara pocztę. Stara i nie używana. Założyłam ją dawno temu. Nie używam jej od lat. Bardzo rzadko na nią wchodzę. Znajomi wiedzą, że używam innej poczty i na nią nie piszą. Tak że właściwie nie mam po co tam wchodzić. Ale we wtorek coś mnie tkneło, żeby na nią wejść. Po co? Nie wiem. Z nudów 🙂 , zobaczyć czy działa. Hasło do niej miałam zapisane, więc weszłam bez problemu. Weszłam… a tam ponad trzy tysiące nieprzeczytanych wiadomości!!! Przeleciałam wzrokiem pierwszą stronę. Same reklamy i jakieś oferty prawie. Tylko jedna wiadomość była inna. Zainteresowala mnie. Miała tytuł „Przenoszenie bloga” i była od jakiegoś Leszka. Otworzyłam ją… A tam jakiś nieznajomy pisze o moim starym blogu na Onecie. Pisał, że kolega mu ten blog polecił, że czyta, że piękny. Pisał też, że do końca stycznia (potem się dowiedziałam, że przedłużyli do końca lutego) maja zlikwidować blogi na Onecie. I mój stary blog zniknie. I że jeśli chce to on mi może pomóc przenieść stary blog gdzie indziej. Tak, że nie zniknie. W szoku byłam, normalnie!!!! Natychmiast odpisałam temu Leszkowi, że oczywiście że tak. Że chcę, żeby mi pomógł. A w pierwszych słowach napisałam: „Leszku! Bóg mi Cię przysłał!” Odpisał mi. I zaczęliśmy stary blog przenosić. I nie zniknie. Patrzyłam w Umiłowanego uśmiechnięta. On promienial cały uśmiechem. „Troszczysz się o wszystko, Najdroższy… Nawet o mój stary blog! I ciągle mnie przekonujesz, że to jest Twoje, nie moje. I nie pozwolisz temu zginąć, zniknąć.” Najdroższy patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną. „Masz rację, Maleńka Moja. Temu co Moje, zginąć nie pozwolę!” Patrzył we mnie rozpromieniony. A ja wiedziałam że mówi nie tylko o moim starym blogu…

03.02.2018
Leżeliśmy na Krzyżu,  łożu Miłości. Najdroższy mój i ja. Patrzylismy w siebie nawzajem. Z miłością i zachwytem. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością…  Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.

„Najdroższy mój…” „Piękniejesz, Perełko Moja! Jesteś coraz piękniejsza! I biegniesz do Mnie coraz szybciej!” „Też widzę że przyspieszyłam, Najdroższy! Też to widzę!” Najdroższy uśmiechnął się promiennie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal uśmiechając się tajemniczo: „Coś Ci pokażę, Maleńka Moja.” Spojrzałam w Najdroższego pytająco, a On wciąż się uśmiechając, wziął mnie na ręce. I w tej chwili znaleźliśmy się w komnacie mojego serca. Ukochany siedział na złotym tronie i trzymał mnie w Ramionach. Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z uwielbieniem… „Rozejrzyj się, Maleńka! Spójrz..!” Rozejrzałam się dookoła… I oniemialam ze zdumienia i zachwytu! „Ooooo…!!!” Komnata była cała w kwiatach! Wszędzie zwisaly girlandy białych małych kwiatków. Białego kwiecia. I było światło, jasne i czyste. Przenikalo ono całą komnate… „Wiosna!” „Tak, Maleńka Moja. Wiosna jest w Twym sercu!” Po chwili dodal, wskazując na trawnik w oddali. „A spojrz tam!” Popatrzyłam. Jakby tam pękal trawnik… „Ooooo… A co to?” „Podejdźmy bliżej to zobaczysz” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy. Wstal z tronu i trzymając mnie na rękach podszedł do miejsca, o którym mówiliśmy. Delikatnie postawil mnie na ziemi i oboje przykucnelsmy. Pochylilismy się…  Ziemia w tym miejscu rzeczywiście pękala. I coś z niej… „Wczoraj mówiłaś że czujesz że coś w Tobie, Maleńka kielkuje kielkuje. To jest właśnie to!” W tym momencie ziemia pękła jeszcze bardziej, rozprysla się dookoła a spod niej wyszedł mały listek. Roześmiałam się. I Umiłowany się również roześmiał serdecznie. „Ciekawa jestem co to będzie. Co z tego urośnie!” „Zobaczysz, piękne będzie, Maleńka!” Umiłowany wstał i pomógł wstać mi. Objął mnie i mocno do Siebie przytulił. Pragnęłam tego przytulenia… Tulił mnie, otulał Sobą. A w moim sercu wiosna!

04.02.2018

Leżałam na Krzyżu, łożu Miłości, tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I patrzył we mnie… Jak ON we mnie patrzył… Z jaką Miłością i zachwytem!!! Promienial cały zachwytem nade mną!!! Czułam się kochana i ważna dla NIEGO. Bardzo kochana i ważna!!! Więcej!  Czułam się piękna! Bardzo piękna, drogocenna, jedyna i najważniejsza dla Najdroższego mojego. Promienial cały Miłością, zachwytem i podziwem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A Umiłowany patrzył… Nagle pewna myśl przemknela mi przez głowę i serce „Najdroższy mój, chciałabym stanąć obok Ciebie i spojrzeć w siebie tak jak Ty we mnie patrzysz. Zobaczyć to co Ty we mnie widzisz.” „Chcesz?!” – Najdroższy ucieszył się bardzo. „Tak.” „No to już!” I tym momencie jakby się rozdwoila. Stałam przy Umiłowanym moim i patrzyłam w siebie… Pochylałam się nad samą sobą… I patrzyłam… zachwycona, zaskoczona i oczarowana jednocześnie!  Co zobaczyłam?  Miłość, radość, uśmiech i ofiarowanie cierpienia. Wiosnę i światło, czyste i ciepłe. „Zobacz! To jest Oblubienica Moja Umiłowana!” „Jaka piękna…” – szepnęłam zachwycona, wpatrzona w…, siebie. Po raz pierwszy w życiu zachwycałam się sobą,… Umiłowany spojrzał we mnie, w Jego oczach widziałam dumę. „Zobacz jaki ma uśmiech!” „Mroki ciemne może rozproszyć…” „A jak tańczy dla Mnie!” „I Ty w niej miejsca masz dużo!” „Bardzo dużo! A spójrz w jej serce..” – tu Najdroższy mój rozpromienil się jeszcze bardziej. Patrzyłam… „Twoja Miłość i światło, Najdroższy!” Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością. Wróciłam do siebie… Patrzyłam w JEGO oczy rozpromieniona cała… Z wdzięcznością w Umiłowanego patrzyłam… Brakowało mi słów.. Umiłowany uśmiechał się do mnie promiennie. I wyszeptal radosny: „Widziałaś siebie taką jaką Ciebie widzę, Maleńka Moja!” „Najdroższy mój….!” Wtulilam się w Umiłowanego mojego. Otulal mnie Sobą….