UKOJENIE…

No Comments

Najdroższy stał przed kamieniem obok drzewa oliwnego, ja stałam przy Nim. Jedną ręką obejmował mnie z Miłością , a drugą wskazywał na kamień.

„Tu, Maleńka Moja, modlilem się i tu byłem kuszony!”

„Wiem, Najdroższy mój… To znaczy domyślam się.”

Umiłowany usiadł na kamieniu. A mnie posadzil Sobie na kolanach. Obejmowałam Najdroższego mojego z czułością i patrzyłam Mu w oczy z zachwytem…

„A nie mogłeś nas zbawić w inny sposób niż przez cierpienie i śmierć?”

„Mogłem. Ale wraz z nieposluszenstwem pierwszych ludzi na świat weszło cierpienie i śmierć. I postanowiłem zbawić was w ten sposób. Jakby odkręcić to! – na twarzy Umiłowanego dostrzeglam lekki uśmiech – TACIE tak się podobało!”

„Zostałeś zmiazdzony cierpieniem… Jak oliwka!”

„Taka była wola TATY. Moim pokarmem jest pełnić JEGO wolę!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.

„Wiem, mój Słodki… Wiem! Dziękuję Ci!!!”

Ujęłam twarz Maleńkiego mojego w dłonie, zbliżyłam twarz do Jego twarzy i ucalowalam Umiłowanego mojego w oba policzki.

„Jesteś Moim ukojeniem, Moja Słodka!”

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Położyłam głowę na SERCU Maleńkiego i uwielbiałam Go modlitwą serca.

Potem szepnęłam:

„Wiesz mój Maleńki? Te moje wilki to całkiem już łagodne. I się już ich nie boje!”

„Doskonale dajesz sobie z nimi radę! Jestem z Ciebie dumny!”

„Uczę się od Ciebie, Najdroższy mój!”

Dotknęłam Jego SERCA i pieścilam JE z czułością.

„Jesteś Moim ukojeniem, Maleńka Moja!”

„A Ty moim, mój Słodki!”

Tańczylismy bardzo. W wielkiej intymności!

Categories: MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *