Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich, na jednej z łąk byliśmy. Ja siedziałam wśród kwiatów. Najdroższy nieopodal chodził po łące i zrywal kwiaty. Patrzyłam w Najdroższego z uśmiechem i podziwialam z jaką gracją chodzi po łące… Wokół nas było ciepło i cicho i jasno i dobrze… Patrzyłam w Najdroższego szczęśliwa bardzo! A ON narwał spory bukiet kwiatów i usiadł przy mnie.
„Dla Damy Mego SERCA!” – wyszeptal z miłością podając mi bukiet.
„Dziękuję, mój Kawalerze! – trzymałam bukiet w dłoniach – Jaki piękny!!!”
Wsadziłam nosa w kwiaty, zamknęlam oczy i upajalam się ich zapachem. Gdy otworzyłam oczy wszystko zniknęło! A ja znalazłam się w Światłości wielkiej! Nic nie widziałam przed sobą tylko Światło. Jasne, ciepłe i bardzo przyjazne!
„Najdroższy mój, gdzie jesteś?!!” – zawołałam śmiejąc się radośnie.
„JA jestem, Slicznosci Moja!”
„Ale gdzie?!”
„Ja jestem Światłością!”

Olśnienie!!! Najdroższy moj jest Światłością! Jestem w Umiłowanym moim! Światłość otulala mnie, przytulala i wypełniala! Zaczęłam tańczyc ze szczęścia i radości! Kręcilam piruety i salta! Tańczylam! Wirowalam wokół! Potem leżałam w Światłości i odpoczywalam. I zobaczylam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego!!! Rozpromienione Miłością i zachwytem! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.

„Ja jestem Światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia!”

„Co to znaczy?”

„Że będzie żył w Światłości!”

„Ja już żyje w Światłości, Umiłowany moj!”

„Idziesz za Światłością, więc żyjesz w Światłości!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic…

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz