MIŁOSIERNY OJCIEC

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie… Miłość sama.
“Zmeczona jestem bardzo…”- szepnęłam z trudem.
“Wiem, Maleńka Moja… Odpocznij… “- wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia niesamowitą.
“Jaki Ty jesteś kochający i dobry.., jaki czuły i delikatny! Gdyby ludzie poznali by Twoją miłość i dobroć, poleciliby za Tobą na skrzydłach, Najdroższy mój!”
Maleńki rozpromienil się ogromnie nade mną, rozjaśnil… Leżałam otulona Miłością. Rozmyślalam…
My, ludzie często mamy w sobie ukształtowany zły, fałszywy obraz Boga. Boga surowego, groźnego, karzącego za grzechy. A Bóg jest kochający, dobry i miłosierny. Niektórzy kapłani wolą straszyć ludzi piekłem i wiecznym potępieniem niż mówić o Bożej miłości i dobroci. Wyrządzaja tym (może nieświadomie krzywdę innym i.., sobie.
Bóg jest miłością. Jest nieskończenie kochający, dobry i miłosierny. I bardzo cierpliwy. Jezus mówił o tym wiele razy. Najpełniej Boża miłość i miłosierdzie opisał w przypowieści o synu marnotrawnym. Ojciec, gdy młodszy syn prosi go o połowę majątku, nie odmawia, nie perswaduje zmiany decyzji syna. Nie nakazuje niczego. Daje synowi pieniądze i pozwala mu odejść. Szanuje jego wolną wolę. Nie znaczy to jednak, że ojciec nie cierpi z powodu decyzji synka, z powodu jego odejścia z domu. Cierpi niezmiernie… Serce mu krwawi, że syn odrzucił jego miłość, że mówiąc dobitnie usmiercil go. Cierpi ogromnie… Tęskni… Wyczekuje powrotu kochanego dziecka. Bo ojciec, mimo że syn odrzucił jego miłość, wciąż go kocha. Nic nie jest w stanie zniszczyć MIŁOŚCI ojca.
A syn bierze majątek i odchodzi. Daleko od ojca. W dalekie strony. Trwoni wszystkie pieniądze. I gdy zaczyna być głodny zatrudnia się u hodowcy świń. Zostaje świniopasem. Cierpi głód. Jak bardzo musiał być głodny, że pragnął jeść to samo co świnie…nikt jednak mu nie dawał. I gdy już był na skraju wytrzymałości, idzie po rozum do głowy. Postanawia wrócić do domu. Do ojca. Ale nie jako syn, ale jako najemnik, sluga. Wie że po tym co zrobił nie zasługuje na miano syna. Nie zasługuje na ojcowska miłość. Jednak ojciec wciąż go kocha i czeka na niego. I gdy z daleka widzi wracającego syna, wzrusza się do głębi serca, wybiega mu na spotkanie, rzuca mu się na szyję i caluje. Całuje swego obdartego, brudnego, smierdzacego synka. Nie słucha jego słów nawet! Daje mu najlepszą szatę, pierścień i sandały. Na nowo czyni go dziedzicem. Tak bardzo się cieszy z powrotu dziecka!!! Każe zabić utuczone ciele, tłustego cielaka. I wyprawia ucztę! Zabawę! Ojciec nie osądza nie oskarża, nie wini syna, że odszedł. Ale cieszy się, że wrócił. Jeśli ktoś tu osądza i oskarża to starszy brat. A robi to raczej z zazdrości niż z troski. Zazdrości bratu. Najpierw tego, że odszedł. Że się zdobył na to o czym on, starszy brat tylko marzył. A potem zazdrościl tego, że ojciec tego marnotrawnego brata przyjął z miłością z powrotem. Swoje bycie z ojcem traktował jako służbę. Czuł się niewolnikiem, a nie dzieckiem. Ojciec kocha obu synów. Bezwarunkowo. Kocha i tej miłości od nich pragnie.
Bóg kocha nas wszystkich. Bez wyjątku. I nie chce, abyśmy od Niego odchodzili w dalekie strony. Nie chce też abyśmy Mu służyli jak niewolnicy. Jesteśmy Jego dziećmi, dziedzicami Jego Królestwa. I nawet jeśli się gdzieś zagubimy, On zawsze nas przyjmie z powrotem. Z otwartymi ramionami. Z otwartym SERCEM. Bo nas kocha. Po prostu.

Read more