Byliśmy w górach mojej modlitwy. A raczej ponad szczytami gór. Najdroższy siedział na chmurce i trzymał mnie w ramionach Swoich. W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Spojrzeniem z Krzyża. Dotykal dłonią mojego ciała. Dotykal delikatnie miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej, coraz bardziej. Dotykal poruszony i wzruszony niezmiernie…

„Bardzo Cię bolą, Slicznosci Moja…” – wyszeptal Najdroższy zatroskany wielce.

Nie odpowiedziałam. Nie miałam siły. Z resztą Maleńki wiedział, że tak. Umiłowany mój pochylil się nade mną jeszcze bardziej. I zaczął całować to miejsce, które bolało mnie najbardziej. Całowal z czułością wielką, nabożeństwem, ze czcią całował. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku… Całował.

„Najdroż..!” – szepnęłam z trudem wielkim. A ON natychmiast zbliżył Swą twarz do mojej twarzy.

„Tak, Moja Słodka?!”

Objęłam Maleńkiego mojego za szyję. A ON przytulił Swój policzek do mego policzka. I wtulił mnie w Siebie. Wtulił… Cały był Miłością i cały był dla mnie. A ja Jego i dla Niego cala. Umiłowany przytulał mnie, otulał Miłością. Zanurzał w objęciach. W Sobie i czynił z Sobą jedno. Trwalismy w Miłości, jedności. W bliskości bez granic!

Maleńka MOJE MYŚLI

Dodaj komentarz