UBIERZE MNIE W SIEBIE

Umiłowany trzymał mnie w objęciach Swoich. A ja piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. I piłam… Piłam aż zaspokoilam pragnienie. Wtedy spojrzałam w Maleńkiego mojego z wdzięcznością.
„Dziękuję, mój Słodki… Dziękuję…!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Patrzyłam Mu w oczy w milczeniu. A potem wyszeptalam:
„Jedno z moich Duchowych Dzieci bardzo się martwi o swoje ciało po śmierci. O to jak zostanie ubrane, w którym miejscu na cmentarzu pochowane. Bardzo tym się trapi. A ja jakoś nie myśle o takich sprawach. Obojętnie mi jak po śmierci zostanę ubrana i w którym miejscu na cmentarzu pochowana. Ważniejsze dla mnie jest coś innego.”
„A co?” – spytal Maleńki uśmiechając się do mnie promiennie.
„Ty wiesz co!” – szepnęłam przekornie uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
„No ale powiedz, proszę!” – Maleńki wyraźnie się ze mną przekomarzał!
„Do Ciebie na rączki!!! Na rączki!!!”
Umiłowany zaśmiał się głośno, radośnie! Uradowany bardzo.
„Uwielbiam gdy to mówisz, Maleńka Moja!”
„Tak… Pragnę do Ciebie na rączki! Wiesz, kiedyś chciałam tylko, żeby mnie ubrali na kolorowo, a nie na czarno. A teraz sobie myślę, że niech mnie ubiorą jak chcą. Ty TAM mnie ubierzesz najpiękniej! Przyozdobisz najpiękniej! Prawda?!”
„Prawda!”
Najdroższy uśmiechal się do mnie, a ja do Niego się uśmiechałam…
„Ubierzesz mnie w Siebie! Sobą Przyozdobisz!”
Umiłowany patrzył we mnie… Rozpromieniony cały! Patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem… Pragnęlam Go jeszcze ucieszyć, sprawić Mu radość!
„Na rączki!” – szepnęłam z entuzjazmem. Maleńki zaśmiał się perliście!
Tulil mnie w objęciach. A ja byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem. Małym i bezradnym. I bardzo dobrze, że jestem mała i bezradna. Gdybym była wielka i samowystarczalna nie potrzebowałabym Umiłowanego mojego. I On nie mógł by działać we mnie