W SŁOŃCU, KU SŁOŃCU

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na półce skalnej przed wejściem do skalnej szczeliny. Trzymał mnie w ramionach Swoich. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił prawie. Maleńki pochylal się nade mną z niezwykłą czułością. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam w Słodkiego mojego rozpromieniona Jego Miłością. Byłam cała Jego i dla Niego cała!
„Mój Słodki… Najdroższy….” – szeptalo moje serce.
„Najmilsza Moja! Śliczna Moja!” – szeptalo SERCE Najdroższego.
Patrzyłam w oczy mojemu Ślicznemu. Zobaczylam w nich ścieżkę mojego życia. Szłam nią z Umiłowanym moim pod rękę. Tak! Pod, rękę! Wokół nas nieustannie szalała burza! Pioruny biły, grzmoty walily!!! A na ścieżce mojego życia świecilo słońce. Najdroższy patrzył tylko we mnie, a ja tylko w Niego patrzyłam. Szliśmy ścieżką mojego życia, pod rękę. Zapatrzeni w siebie nawzajem. I nie obchodziła nas burza, ani pioruny, ani grzmoty. Szliśmy pod rękę. W słońcu. Ku Słońcu!
Patrzyłam w Maleńkiego mojego. Zachciało mi się pić. Najdroższy przylozyl moje usta do Rany SERCOWEJ i pić mi podawał. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoilam pragnienie.
Spojrzałam w Maleńkiego z wdzięcznością…. A ON rozpromienil się ogromnie nade mną!!! Tańczyliśmy bardzo bardzo w wielkiej intymności…

Read more