MÓWISZ, MASZ!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja leżałam w Jego ramionach. Przy SERCU Maleńkiego, w Jego objęciach leżałam. Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Ślicznego uśmiechnięta od ucha do ucha… Leżałam przy SERCU Najdroższym i rozmyślalam… I przyszło mi na myśl że taniec, ofiarowanie cierpienia jest jak przemiana wody w wino. Ja jestem stągwią pełną mętnej wody, wody bez smaku i zapachu. I Najdroższy zamienia te wodę w wyborne wino. W wino Miłości….
Spojrzałam w Umiłowanego i zaśmiałam się radośnie!
„Ja nie wiem, mój Śliczny skąd mi się to bierze! Bo to jest obiektywnie rzecz biorąc bardzo mądre… To znaczy wiem, to od Ciebie!!! Sama bym tego nigdy nie wymyśliła!”
„Prosisz Ducha o Jego dary, prawda? Więc Ci daje! Mówisz, masz!”
„Ale to się dzieje jak za pstryknieciem palców!!!”
„Dzieje się, dzieje, Moja Śliczna! Masz serducho otwarte na oścież to i się dzieje!” – wyszeptal Najdroższy żartobliwie.
„To strach pomyśleć co się będzie działo gdy będę prosić dalej!!!” – zaśmiałam się wesolo.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną! Patrzył we mnie jak w obrazek… Patrzyłam Mu w oczy zakochana do szaleństwa i zachwycona cała. Trwalismy w miłości i bliskości bez granic!