W MOICH RAMIONACH…

Byłam w pustym kościele. Na ołtarzu stała piękna, bardzo bogato zdobiona monstrancja. A w niej jasnial Umiłowany mój. Ukleklam przed Nim. I patrzyłam chwilę w Maleńkiego mojego w milczeniu… Potem wyszeptalam wpatrzona w Niego z tkliwością:
„Pewnie Ci ciasno i zimno w tym złocie, mój Śliczny! Chodź do mnie! U mnie jest ciepło i miejsca dużo dla Ciebie! Chodź do mnie… Ja Cię obejme utule, ukołysze… Chodź do mnie, pro…”
Zanim jeszcze skończyłam mówić… Hostia wyszła ze złotej monstrancji i weszła do serca mojego!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Ja siedziałam na kamieniach. A Najdroższy siedział u mnie na kolanach! Tak! Trzymałam w ramionach, w objęciach Maleńkiego mojego i tuliłam do serca swego. Śliczny mój patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem! Dotykał dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego radośnie! Zakochana i zachwycona cała! Cała byłam Jego i dla Niego cała…
„Jak dobrze Mi u Ciebie, Slicznosci Moja! Jak dobrze! U Ciebie ciepło i miejsca dużo dla Mnie! Jak dobrze Mi w Twoich objęciach, Najmilsza Moja!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
Ujęłam Jego dłoń i ucalowalam ją czule.
Zbliżyłam twarz do twarzy Umiłowanego…
„Maleńki mój…” – szepnęłam z miłością.
I przytuliłam policzek do Jego policzka… Trwalismy w miłości i intymności… Maleńki mój i ja.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com