O TALENCIE

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżąc na SERCU Maleńkiego mojego rozmyślalam o dzisiejszej Ewangelii:
„Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”

„Góra czuwa!” – moja mama

Długo zastanawialam się o czym napisać… Zagłębiac się w teologiczne rozprawy….? Szybko jednak zorientowałam się, że to nie dla mnie, że się do tego nie nadaje.
Postanowiłam więc najprościej. Opowiem o talencie, który dostałam od Boga. O umiejętności malowania. Odkąd pamiętam zawsze lubiłam malować. Pamiętam jak miałam 5, może 6 lat i siedziałam w kuchni u babci i trzymając kredke w zębach rysowalam. Potrafilam zabazgrac całe zeszyty rysując historyjki o misiu. Pamiętam też, że od malenkosci wiedziałam że chcę być malarką. Że ‚będę studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie’ – tak odpowiadałam gdy ktoś mnie pytał kim chce zostać gdy dorosne. Wygórowane miałam marzenia… 😁Dorośli kiedy mnie słuchali uśmiechali się poblazliwie… Chyba nie brali tego poważnie. Ja jednak jestem uparta 😁uparcie i wytrwale dążylam do celu.
Gdy byłam starsza zaczęłam malować farbami. Spodobało mi się to bardzo. I namiętnie malowalam bukieciki… Malowanie pociągalo mnie coraz bardziej. Wzięłam udział w konkursie na plakat o pokoju i zdobyłam wyróżnienie. W nagrodę dostałam duże pudło farb olejnych. Był to dla mnie znak, że Pan Bóg chce żebym została malarką. Do liceum plastycznego dostałam się na podstawie moich prac. Na początku nauka malowania szła mi „pod górkę”. Zostałam rzucona na głęboką wodę. Musiałam sprostać nie tylko wymaganiom nauczycieli, którzy nie stosowali wobec mnie żadnej taryfy ulgowej (i bardzo dobrze!!!), ale i, a może przede wszystkim własnej niepełnosprawnosci. Jednak dzięki Bogu, uporowi i wytrwałości dałam radę. W trzeciej klasie „plastyka” zostałam wybrana, żeby namalować plakat na marszobieg organizowany przez Arkadiusza Skrzypaszka i Anete Kreglicka. Namalowalam. Potem całe miasto było oklejonie moim plakatem. A ja za jego namalowanie dostalam od sponsorów swój pierwszy komputer. Jakiś czas później w moim domu pojawił się internet. A jeszcze później założylam bloga. Można powiedzieć że piszę do Was dzięki mojemu malowaniu.
Choć nie skończyłam Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uważam że spełniłam marzenie z dzieciństwa. Ciągle spełniam. A raczej to Najdroższy spełnia we mnie Swoje Marzenie. Dal mi zdolności, upór, wytrwałośc, zacięcie. Ale przede wszystkim dał mi pasję!!!! I uśmiecha się z moich obrazów! Tak! Najdroższy uśmiecha się z moich obrazów! Do mnie i do oglądających je.
Bardzo mnie oburza jeśli ktoś nazywa mnie „artystką” a moje obrazy „dziełami”. Ja po prostu cieszę się że malowaniem! Gdy maluję, jestem w swoim żywiole! I myślę że rozwijam talent dany mi od Boga… Ciągle chcę rozwijać! I malować na Jego chwałę!

WYBORNIE!!!

Trwalismy razem. Najdroższy mój i ja. Policzek przy policzku. SERCE przy sercu. Maleńki obejmował mnie cały… Zatapial w Miłości. Leżałam w Umiłowanym moim i tańczyłam dla NIEGO radośnie. Maleńki w pewnej chwili podniósł Swą głowę i patrzył we mnie głęboko.
„Prawdziwa z Ciebie Pszczółka, Maleńka Moja! Nawet w odpoczynku uwijasz się dla mnie!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego od ucha do ucha.
„A co… To źle?!!”
Maleńki rozpromienil się ogromnie nade mną i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko. Odwzajemniłam pocałunek.
„Dziękuję za Twoją Miłość do mnie! To ona sprawia że się uwijam…. Kochasz mnie i ja Ciebie kocham i się uwijam!” – szepnęłam z miłością.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i znów przytulił się do mego policzka. Trwalismy razem. Najdroższy mój i ja. Policzek przy policzku. SERCE przy sercu. A moje serce szeptalo:
„Mój Słodki… mój Śliczny!!! Kocham Ciebie, pragnę Ciebie, ufam Ci, uwielbiam Ciebie!!! Maleńki mój… Bądź pozdrowiony! Bądź pochwalony! Bądź wywyzszony!”
„A miodek od Ciebie, Maleńka wyborny!!!” – wyszeptalo SERCE Najdroższe.
„Ty go czynisz wybornym!”
Trwalismy razem. Umiłowany mój i ja. Policzek przy policzku. SERCE przy sercu… W Miłości i bliskości bez granic. Było wybornie!!!

PO BURZY

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Cały był Miłością i cały był dla mnie… Cały był tkliwoscia, cały był czułością…. Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Naj…”
„Moja Śliczna, Maleńka Moja… Kruszynko, Pszczółko Moja… Odpocznij, odpocznij, proszę! Proszę… zrob to dla Mnie!”
„Dla Ciebie? Dobrze!”
Umiłowany wiedział co i jak powiedzieć żebym nie mogła Mu odmówić. Zresztą nie miałam siły. Wczoraj wieczorem na niebie mojego życia znów szalala potężna burza. I teraz byłam po niej zmęczona fizycznie i psychicznie..
„Ale odpocznę w Tobie. Tylko w Tobie odpoczy…”
„Jasne że we Mnie! Nie ma innej opcji!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. Przytulił Swój policzek do mego policzka i pieścil moje serce… Otulał mnie Sobą, zanurzał w objęciach. A ja Jego Maleńka, odpoczywalam… Po burzy.

BZĘCZENIE NAD UCHEM

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki obejmował mnie z tkliwoscia. Byłam bardzo bardzo tańcząca i zmęczona. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością. Tańczylismy w bliskości i intymności… Najdroższy pochylił się nade mną.
„Moja Odrobinko, Kruszynko! Pszczółko Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego z trudem… Kilka dni temu pomyślałam że jestem Odrobinka, Kruszynka Maleńkiego mojego, wczoraj mój Duchowy Syn nazwał mnie Jego Pszczółką.
„To jak mam Ciebie nazywać, Maleńka Moja? Jak byś chciała?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Ty wybierz, mój Śliczny!”
„Wszystkie określenia do Ciebie pasują. A Pszczółka najbardziej. Uwijasz się dla Mnie jak ona!”
Zaśmiałam się cicho.
„Mam nadzieję że nie bzecze Ci nad uchem i nie przeszkadzam w odpoczynku?!”
Najdroższy zaśmiał się perliscie. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy zaczął szeptac:
” ‚Mój Słodki, mój Śliczny! Maleńki mój kocham Ciebie, pragnę Ciebie, uwielbiam Ciebie i ufam Ci!!! Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony, bądź wywyzszony!!!’ Sama powiedz, czy przeszkadzało by Ci takie bzeczenie?”
Zawstydzilam się uszczęśliwiona niezmiernie…
„Nnnie…. Przeciwnie!”
„No właśnie. Sama widzisz!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko. I ja Mu w oczy patrzyłam. Tańczylismy bardzo. W Miłości bez granic!

KOCHAJ I RÓB CO CHCESZ!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżąc na SERCU Najdroższym moim, rozmyślalam o dzisiejszej Ewangelii:
„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda! Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta.”

„Kochaj i rób co chcesz!” – św Augustyn

W tych bardzo surowych, ostrych, dobitnych słowach Jezusa wielu może usłyszeć oskarżenie, osądzenie, potępienie postępowania faryzeuszy. Ja słyszę w nich ból i cierpienie Jezusa. Wielki ból… Jak źle musieli czynić faryzeusze, że Jezus był zmuszony powiedzieć im: „Biada!” Jakiż ojciec, który widzi, że jego kochane dziecko źle postępuje, nie cierpi z tego powodu, i nie zwraca mu uwagi?! Nawet w surowych, ostrych słowach. Tym bardziej Bóg… Robi to ponieważ kocha faryzeuszy, Swe dzieci i pragnie ich nawrócenia.
Faryzeusze z racji sprawowanych przez siebie funkcji byli blisko Świątyni. Byli to ludzie wykształceni. Znali Tore, Pięcioksiag. Byli znawcami Bożego Prawa. Ale źle tę znajomość wykorzystywali. Znajomość Prawda służyła im do obnoszenia się ze swoją religijnościa, pokazywali innym jacy to są doskonali i nieskazitelni. Wywyzszali się, uważali się za lepszych od innych ludzi. Gardzili nimi. Znajomość przepisów Prawa Bożego wykorzystywali do potępiania, osądzania… Jezusa też słuchali tylko dlatego żeby wystawić Go na próbę, pochwycic na słowie a potem oskarżyc.
Można więc znać Boże prawa, można wierzyć w Boga, ale być daleko od NIEGO. Szatan też w Boga wierzy, no i co z tego? Kiedyś słyszałam że wiarę można podzielić na trzy rodzaje: wiarę w Boga, tj wierzę że Bóg istnieje ; wiarę Bogu tj ufność w Jego sprawiedliwośc, miłość, miłosierdzie, opatrznosc itd ; i wiarę ku Bogu, codzienne, mozolnie, uparte kroczenie z Bogiem i ku Niemu.
Jak oczyścić swoje wnętrze? Kochać, po prostu. Jeśli się kogoś kocha to nie potrzebna jest znajomość Prawa. Jeśli się kogoś kocha to oczywiste jest, że się go nie okradnie, nie zabije, nie weźmie się np jego żony za swoją. Jeśli się kogoś kocha to to pragnie się jego dobra. To oczywiste. Tak samo jest z Bogiem. Jeśli Go kocham, jeśli jest dla mnie Kimś najważniejszym to wszystko co robię, robię z miłości do Niego. Nie na pokaz, z przymusu czy obowiązku. Z miłości. Po cichu. Tak mi teraz przyszła na myśl przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku. Wątpię żeby celnik był znawcą Tory. A jednak to jego postawę dał Jezus za przykład faryzeuszom. Bo dla NIEGO liczy się serce!
Piszę te słowa we wspomnienie św Moniki. Ona jest lata całe modliła się o nawrócenie męża i syna. Wylala wiele łez, żeby jej syn Augustyn, hulaka i rozpustnik, zmieniający poglądy jak rękawiczki nie musiał usłyszeć Chrystusowego: „Biada!” Modliła się, modliła… I wymodlila! Dzięki jej modlitwie i łzom Augustyn nawrócil się, ochrzcil. Został kapłanem, biskupem. A po śmierci wielkim świętym, Doktorem Kościoła. To on wypowiedzial to słynne zdanie: „Kochaj i rób co chcesz!” Zrozumiał, że Miłość – Bóg jest najważniejsza. Jeśli się Go kocha z całego serca, można robić wszystko!

CAŁA TWOJA, CAŁY TWÓJ

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na półce skalnej przed wejściem do skalnej szczeliny. Trzymał mnie w ramionach Swoich. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca. A ON patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Tylko we mnie… Zakochany i zachwycony cały. Był taki mi oddany…. Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana do szaleństwa i zachwycona cała! Patrzyłam tylko w Maleńkiego mojego…
„Jesteś cały mój! I cały dla mnie!” – szepnęłam wpatrzona w Niego, w Umiłowanego mojego.
„Ty jesteś cała Moja i cała dla Mnie to JA JESTEM cały Twój i cały dla Ciebie, Maleńka Moja! Uszczęśliwiasz Mnie bardzo…” – wyszeptal z ogniem.
”Pragnę Cię, mój Śliczny!!!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko. Potem położył głowę na moim sercu i odpoczywal.
„Jesteś cała Moja i dla Mnie cała…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką…

NIE ZABIERAJ…

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie! Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i zachwycona cała! Tańcząca bardzo!
W pewnej chwili Najdroższy zaczął dotykać Swą dłonią mojego serca. Dotykał z tkliwoscia, poruszony bardzo…. Potem przesunął dłoń niżej. I dotykał miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit dotykał. Głaskał, pieścil… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal z ogniem:
„Dziś nie będzie Cię boleć, Maleńka Moja!!!”
„Nie będzie?! Szkoda…” – szepnęłam ze smutkiem.
„Szkoda?!!” – Najdroższy wydawał się być bardzo zdumiony.
„Bo nie będę mogła tańczyć dla Ciebie…” – szepnęłam z trudem. I zaczęłam prosić:
„Nie zabieraj mi, nie zabieraj, proszę! Nie zabieraj mi cierpienia… Chyba że nie podoba Ci się mój taniec!!!”
„Podoba Mi się!!! Bardzo Mi się podoba!”
„To nie zabieraj mi… To dla mnie zaszczyt, łaska! Proszę, mój Śliczny…”
„Wielu prosi, żebym odjąl od nich ból, cierpienie. Ty prosisz, żebym…”
„Uwielbiam tańczyc z Tobą, Maleńki mój!” – przerwałam Umiłowanemu gwałtownie.
„Uwielbiam tańczyc z Tobą, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości.
Objął mnie całą i przytulił do SERCA Swego. Zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłości. I czynił z Sobą jedno. Tańczylismy bardzo w wielkiej intymności…

PRZEZ CIASNE DRZWI

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżałam na SERCU Najdroższym moim i rozmyślalam o jutrzejszej, niedzielnej Ewangelii:
„Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy. 23 Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?» On rzekł do nich: 24 «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. 25 Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. 26 Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. 27 Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” 28 Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. 29 Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. 30 Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi».”

” Kto chce należeć do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie” – św Teresa Benedykta od Krzyża

Jezus przemierzając miasta i wsie odbywał Swą podróż do Jerozolimy. W tym jednym z zdaniu można streścić całe Jego ziemskie życie. Jezus szedł do Jerozolimy. To był Jego cel. Jerozolima. Szedł tam nie dla przyjemności. Szedł żeby tam cierpieć, umrzeć na Krzyżu i zmartwychwstac. Szedł do Jerozolimy, żebyucalowac Krzyż, wziąść go na Swoje ramiona, dźwigać. Żeby w końcu pozwolić się do niego przybic. Żeby się do niego dopasować. Żeby przybrać jego kształt. Tak! Żeby przybrać kształt Krzyża!
My, żeby zostać zbawieni musimy przejść przez Drzwi. Drzwi są ciasne, wąskie. I żeby przez nie przejść, musimy się przez nie przeciskac. Aby to zrobić musimy się zmniejszyć, zmalec. Musimy w nie wejść cali, poczuć, doświadczyć. Tymi ciasnymi Drzwiami jest sam Jezus Chrystus. Nie wystarczy chodzić do kościoła, nie wystarczy karmić się Jego Ciałem, nie wystarczy słyszeć Jego słowa, a żyć po swojemu i po śmierci powoływać się na znajomość z Jezusem. On nie przyzna się do takiej powierzchownej znajomości. On pragnie życia Nim na codzień. Każdego dnia. Pragnie relacji, bliskości. Pragnie przyjaźni. Chce żebyśmy się do Niego zbliżyli, nie tylko się Go dotknęli. Ale żebyśmy przygnęli do Niego całym sobą. Żebyśmy położyli głowę na Jego SERCU, doświadczyli Jego Ran. On pragnie, abyśmy się do Niego dopasowali, przybrali Jego kształt. To trudne, wymagające poświęcenia a nawet ofiary. Ale warto. Bo gdy się już przez te Drzwi przecisniemy to po Drugiej Stronie czeka na nas ON! Jezus!!! Czeka na nas z miłością i otwartymi ramionami! Przywita nas z wielką radością i powie prosto do naszych serc:
„Przyjacielu Mój!!! Dobrze, że jesteś! Miejsce przy stole już na Ciebie czeka! Chodź usiądź przy Mnie! Czego sobie życzysz, jak mogę Ci usłużyć, Mój Przyjacielu?!” „

JUŻ TU!!!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach i trzymał mnie w ramionach Swoich. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Najdroższy pochylal się nade mną cały. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Wiem, Maleńka Moja… Odpocznij sobie. Odpocznij, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia bezdenna. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzyłam w mojego Ślicznego. Nie chciałam odpoczywać, chciałam tańczyć. Tańczyć z Umiłowanym moim! Jednak nie powiedzialam Mu o tym. Posłuchalam Słodkiego mojego. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha i zamknęlam oczy żeby odpocząć. O gdy tylko zamknęlam oczy… od razu znalazłam się w wielkiej sali balowej! Perłowej! Diamentowej! Jasnej i bardzo świetlistej! Przede mną stanął Umiłowany mój. Piękny i uroczysty wielce!
„Czy mogę prosić Damę Mego SERCA do tańca?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie.
Ukłonilam się. I zaczęliśmy tańczyć! Umiłowany obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził!
Tańczylismy bardzo! Ale był to taniec inny niż zwykle. Nie był to taniec ofiarowania cierpienia. Był to taniec Życia i Miłości!!!! Umiłowany wziął mnie cala w objęcia i wirowal! Wirowal szczęśliwy ogromnie!!! Wirowal coraz wyżej i wyżej i wyżej… Aż otworzyłam oczy. I znów leżałam w ramionach Najdroższego mojego. A ON patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Tak będzie Tam u Mnie!” – wyszeptal z powagą.
„U Ciebie na rączkach?”
Najdroższy przytaknal z uśmiechem.
„A ja już tu jestem u Ciebie na rączkach. I jest mi bardzo dobrze!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko…

MIŁOŚĆ I BÓL

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.
A potem spacerowaliśmy pod rękę po jednym ze stoków mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Maleńki trzymal mnie pod rękę, i uśmiechal się do mnie cudnie. Cały był Miłością i cały był dla mnie. I ja patrzyłam tylko w Ślicznego mojego i uśmiechalam się do Niego radośnie.
„Uwielbiam spacerować z Tobą pod rękę, mój Śliczny!”
Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Ja spowaznialam i zaczęłam opowiadać Najdroższemu o mojej relacji z jednym z moich Duchowych Dzieci. Mówiłam że coraz częściej muszę mu zwracać uwagę, upominać. Robię to niechętnie, ze smutkiem i bólem serca…i z miłością się staram. Bo kim ja jestem, żeby komuś innemu zwracać uwagę?! Nikim!!! Ale nie mogę bezczynnie patrzeć jak ktoś kogo kocham źle postępuje…
Przerwałam i spojrzałam w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Mów dalej, Maleńka Moja!”
„I upominam. A wiesz jak ja mówię, Najdroższy mój… Niewyraźnie, niezrozumiale, przez chorobę… Czasem niechcący wykrzywi i Dziecku wydaje się że ja złośliwie, albo w nerwach. Ale gdy tylko na mnie popatrzy od razu spuszcza wzrok, ucieka spojrzeniem i od razu zmienia temat rozmowy. A potem jest jakieś inne. Łagodniejsze, pokorniejsze… ”
Znów spojrzałam w Najdroższego mojego. Patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Maleńka Moja, wiesz dlaczego Twoje Dziecko tak reaguje gdy tylko na Ciebie popatrzy?”
Kiwnelam głową, że nie.
„Sama mówisz że zwracasz uwagę ze smakiem, bólem serca i miłością!”
„Tak. Staram się…”
„I Twoje Dziecko to widzi. Widzi to w Twoich oczach. Dlatego też ucieka spojrzeniem. Bo widzi w Twych oczach miłość i ból!”
Spojrzałam w Umiłowanego mojego zdziwiona. A ON uśmiechał się do mnie cudnie. Spacerowalismy pod rękę po jednym ze stoków górskich. Po górach mojej modlitwy.

JAK GWIAZDY…

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Pociągasz mnie ku Sobie coraz bardziej i bardziej…” – szepnęłam wpatrzona w Ślicznego mojego.
„To chyba dobrze?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Bardzo dobrze! Bardzo!!!”
Umiłowany patrzył we mnie…
”Zabieram Cię na spacer, Maleńka!”
I w tej chwili znaleźliśmy się na nocnym rozgwiezdzonym niebie! Spacerowalismy w powietrzu a wokół nas na czarnym niebie migotaly gwiazdy!!! Mnóstwo gwiazd!
„Policz je jesli zdołasz, Maleńka Moja!” – zaśmiał się perliscie Najdroższy.
„Nawet nie próbuję! Miliony ich! I co chwilę pojawia się kolejna i kolejna! Te gwiazdy są jak Twoje dary dla mnie! Coraz ich więcej i więcej!!! I świecą na niebie mojego życia!”
Zatrzymalam się i stanęłam przed Najdroższym moim. Ujęłam Jego twarz w moje dłonie i patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i zachwycona cała!
„A Ty jesteś Słońcem moim! Słońcem w czasie nieustannej burzy!!!!”
Umiłowany rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlil Miłością!!!! Tak, że wokół nas nastał dzień, a wszystkie gwiazdy znikły. Najdroższy patrzył we mnie głęboko…
„Te gwiazdy są jak Twoja miłość do Mnie, Maleńka Moja! Nie da się jej objąć, policzyć. I wybucha coraz bardziej i bardziej!”
„A Ty zatapiasz ją w Swojej Miłości, mój Śliczny!”
„Tak, Maleńka Moja. Czynię z Moją jedno!”
Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył tylko we mnie. A ja tylko w Niego patrzyłam. Trwalismy w bliskości bez granic…

JAKAŚ TY MOJA!!!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego
W Jego objęciach cierpiąca bardzo, obolała i zmęczona cała leżałam. Tańczylismy bardzo całą noc prawie. Maleńki i ja! Tańczyliśmy bardzo intensywnie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie… Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i cała byłam Jego i dla Niego cała! Tańczyliśmy w milczeniu, całą noc prawie. Ale nie potrzeba było słów. Obecność wystarczyła. Najdroższy dotykał Swą dłonią miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit dotykał. Dotykał z czułością i poruszeniem. Dotykal delikatnie, głaskał, pieścil… W pewnej chwili Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal cały płonący Miłością:
„Jakaś Ty piękna! Jakaś Ty piękna!!! Jakaś Ty MOJA!!!”
I położył głowę na sercu moim. A ja objęłam Maleńkiego mojego za szyję i przytuliłam do siebie.
Tańczylismy bardzo! W wielkiej intymności. Śliczny mój i ja.

TEMPO

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem.
Wczoraj na Mszy świętej naszla mnie pewna myśl…
„Czy to od Ciebie, Maleńki mój? Czy tego chcesz?” – spytalam zdziwiona.
„Dasz radę, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
„Ja nie pytam czy dam radę tylko o to czy tego chcesz!”
„Dasz radę, Najdroższa!”
„Czyli chcesz tego!”
Najdroższy przytaknal z uśmiechem.
„I mówisz że dam radę?”
Umiłowany znów przytaknal.
„Ale pomożesz mi, bo bez Ciebie ani rusz!!!”
„Jasne!” – wyszeptal Maleńki z tkliwoscia.
„Skoro tak, to spróbuję!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego nieśmiało. A ON patrzył we mnie z zachwytem.
„Dziękuję, Maleńka Moja!”
„To ja Ci dziękuję, mój Śliczny, za zaufanie! Nie jestem przecież teolog…”
Maleńki zamknął mi usta pocałunkiem.
„Do tego nie trzeba być teologiem. Wystarczy mieć serce zanurzone we Mnie. A Ty masz!”
Nie mogłam zaprzeczyć.
„Mam!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego.
O czym rozmawialiśmy z Umiłowanym? Wczoraj na Mszy naszla mnie myśl żeby na blogu pisać rozważania do Ewangelii. Na razie może raz w tygodniu, a jak skończę układać modlitwy wiernych dla Oremusa to może i częściej. Chciałam się jednak upewnić czy ta myśl jest od NIEGO, czy pochodzi ode mnie. Leżałam na SERCU Najdroższym moim. I zaczęłam rozmyślać o fragmencie Ewangelii, który czytałam wczoraj, przygotowując się do układania modlitwy wiernych. Fragment jest przeznaczony na 12 sierpnia 2020 roku:

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!”

Jeśli jesteś wielkim, zatwardzialym grzesznikiem. Tak wielkim, że twoj brat patrzy na z góry z oburzeniem i pogardą. Że znajomi wytykaja cię palcami pełni zgorszenia. Jeśli nawet ty sam nie możesz na siebie już patrzeć… bo z jednej strony brzydzi cie to co robisz, a z drugiej zabrnales w grzech tak głęboko, że nie możesz przestać. Jest Ktoś, kto patrzy na ciebie z miłością. Dla Kogo jesteś ważny i Kto nigdy cię nie odrzuci. To Jezus. Nawet jeśli dla Kościoła jesteś „jak poganin i celnik” On cię nie oskarży. On będzie przebywać w twoim towarzystwie. Usiądzie z tobą przy stole. Wiele razy kiedy Jezus chodził po świecie był widziany w towarzystwie celników i grzeszników. Był za to krytykowany przez tzw ‚porządnych’ , religijnych Żydów. A ON mówil że nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do takich co się źle mają. Jeśli więc nie masz już sił, żeby walczyć ze swoimi grzechami, przylgnij do Jego SERCA. On sam będzie działał. „Nawroc nas Panie, a nawrócimy się do Ciebie!” ON wie że jesteśmy słabi. Że nawet sami się nie nawrócimy jeśli On nam w tym nie pomoże…
Przylgnij do SERCA Jezusa. On sam będzie działał.”

Ale Najdroższy ma tempo! Wystarczy że powiedziałam Mu” Tak!” A On już działa!

NAWET PRZEZ SEN

Spałam. A moje serce śpiewalo! Chwalilo Umiłowanego swojego! „Jakie piękne jest imię Twe! Jakie piękne jest imię Twe! Twe imię Jezu, Królu nasz! Jak cudowne jest imię Twe… Twe imię Jezu!”
Obudziłam się. Otworzyłam oczy. Otworzyłam oczy i uśmiechnęlam się od ucha do ucha! Zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego! Rozpromienione Miłością, pięknością i uśmiechem!
„Nawet gdy śpisz, Maleńka Moja, Twoje serce Mnie chwali! Nawet przez sen Mi śpiewasz!”
„A tak!” – szepnęłam uśmiechając się do Maleńkiego mojego radośnie, zachwycona Jego pięknością!
Najdroższy patrzył we mnie jakby zdziwiony.
„Ale zobacz jakie trzeba mieć serce… jak zanurzone we MNIE, że nawet we śnie Mi śpiewa!!!”
Zaśmiałam się perliscie!
„Sam je w Sobie zanurzyles, a teraz się dziwisz, że jest w Tobie zanurzone!!!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Ale Mi pozwoliłas!”
„Nie miałam wyjścia! Obezwladniles mnie! Obezwladniles mnie Miłością!!!”
A po chwili dodałam:
„Obezwladniaj mnie bardziej! Bardziej i bardziej! Obezwladniaj mnie, mój Śliczny!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Delikatnie i słodko… A moje serce śpiewalo Mu wciąż z miłością!

BARDZIEJ I WIĘCEJ

Tańczylismy bardzo! Maleńki mój i ja. W górach mojej modlitwy tańczyliśmy. Umiłowany mój obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie z niezwykłą miłością i czułością. I cały był dla mnie… Oddany mi… Rozczulalo mnie to bardzo… Patrzyłam Mu w oczy zakochana do szaleństwa i zachwycona cała!!!
„Bez Ciebie jestem niczym!!! Bez Ciebie umieram!!! Ty jesteś moim Życiem, moim powietrzem! Moim tlenem!!!”-szepnęłam z ogniem.
I moje serce wybuchło ogromną wdzięcznością i uwielbieniem dla Maleńkiego mojego!!! Rzuciłam się do cały nóg i zaczęłam całować JEGO stopy. Umiłowany nie opierał się, pozwalał mi. Więc całowalam stopy Najdroższe… Całowalam pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku. Całowalam z tkliwoscia wielką ze czcią i uwielbieniem. A Maleńki pozwalal… Więc całowalam!!!! Gdy już wycalowalam, wstałam. Spojrzałam w Najdroższego mojego. Jasnial cały, promienial Miłością i zachwytem… Ujęłam Jego twarz w moje ręce i wyszeptalam z ogniem:
„Nie odmówiles mi…. Mój Skarbie…”.
„Niczego Ci nie odmówie, Maleńka Moja! Pragnę Ciebie!”
„Masz mnie, mój Śliczny! Oddałam Ci się całkowicie!”
„To prawda. Ale pragnę więcej Ciebie i bardziej. Zawsze można więcej i bardziej, Maleńka Moja!”
„Pragnę więcej i bardziej!”
Umiłowany przytulił mnie do Ciebie. Mocno i delikatnie. Z całego SERCA! Przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i cialem. Z SERCA Umiłowanego wyszła Hostia i weszła we mnie.
Maleńki przytulał mnie z całego SERCA!

MĘŻNIEJE!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Siedziałam na kamieniach a Maleńki mój leżał w moich ramionach… Tak!!! Trzymałam Umiłowanego Słodkiego mojego w swoich objęciach!!! Trzymałam… mój Skarb i tuliłam do serca mojego. Pochylalam się nad Najdroższym zachwycona i szczęśliwa cała! Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem…
Umiłowany uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. Cały był Miłością i cały był dla mnie! Dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością.
„Maleńki mój… Słodki mój…” – szeptałam poruszona.
Najdroższy w pewnym momencie dotknął miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej…
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja, a jeszcze Mnie dźwigasz…” – wyszeptal z miłością i wzruszeniem.
„Nie dzwigam! Jestem bardzo szczęśliwa że mogę Cię trzymać w objęciach i tulic! Bardzo dziękuję… że chcesz!!!”
„Pragnę! I uwielbiam!!!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i Go ucalowalam…
Umiłowany patrzył we mnie z oddaniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem.
Tuliłam do serca Maleńkiego mojego. I rozmyślalam…
Zauważyłam że ostatnio jestem odwazniejsza niż byłam dawniej. Że robię rzeczy i mówię słowa, na które kiedyś bym się nie odważyla. Bała bym się…. Kiedyś byłam zalekniona, tłamszona. Mniej samodzielna. Teraz ‚zmeznialam’ jak to określiła moja ciocia.
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie!
„Piękniejesz bardzo, Moja Śliczna!”
„Dzięki Tobie, Najdroższy mój! Tylko dzięki Tobie!!!”
Tańczylismy bardzo, bardzo. W bliskości bez granic!

WNIEBOWZIĘTA!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia… Cały był Miłością i cały był dla mnie! Miłość i czułość sama! Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i zachwycona cała! I cała Jego i dla Niego cała!
„Jak jestem z Tobą, Najdroższy mój, jestem u siebie! Sobą jestem! Przy Tobie widzę swoje piękno! Ty sprawiasz, że jestem piękna! Że jestem ogromnie szczęśliwa!!! Gdy jestem z Tobą, jestem wniebowzięta!!!”
Nagle zawstydzilam się tych ostatnich słów…. Wydały mi się zbyt wielkie… Spojrzałam w oczy Umiłowanemu. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem….
„Tak! Gdy jestem z Tobą, jestem wniebowzięta! Za każdym razem gdy z Tobą jestem, zabierasz mnie do Nieba!”
Najdroższy, Słodki mój uniósł się wielką, potężną radością nade mną! Byłam Jego maleństwem, Jego dzieciątkiem! Jego niemowlęciem byłam. Umiłowany tulil mnie, pieścil, całował!!! I cieszył się mną!!!! Cieszył się mną niezmiernie!!! Byłam wniebowzięta!!!!

NAJLEPSZE!!!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością. Maleńki patrzył tylko we mnie, a ja tylko w Niego patrzyłam… Zapatrzylam się…
„Lubisz choć trochę te nasze spotkania, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Czy lubię?!! To coś najpiękniejszego, najcudowniejszego, najintymniejszego co mnie w życiu spotkało!!! Uwielbiam te nasze spotkania!!! Uwielbiam!!! To że mogę z Tobą być, że mogę się w Ciebie wpatrywac, że mogę się Tobą karmić, TOBĄ oddychać! Że mogę w Tobie odpocząć, w Tobie się ogrzać! Uwielbiam nasze spotkania! Ciebie uwielbiam, mój Śliczny!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„I Ja je uwielbiam! I Ciebie uwielbiam, Maleńka!”
I mnie pocałowal. Delikatnie i słodko. Patrzyłam w mojego Maleńkiego rozpromieniona od ucha do ucha i szczęśliwa cała! Po chwili poważna wyszeptalam:
„Uwielbiam, ale nie rozumiem. Nie pojmuję!!! Nie ogarniam tego! Przerasta mnie… I nie umie o tym mówić. Nie umiem o tym rozmawiac. Nie potrafię… I szczerze mówiąc nie chcę. Może dlatego nie chcę bo nie umiem? Nie wiem… I tak pomyślałam że gdyby ktoś mnie zaatakował, mówiąc że to wszystko jest kłamstwo. Że oklamuje siebie i innych. Wiedziałabym że to nieprawda co mówi. Ale nie wiedzialabym co mu odpowiedzieć, nie wiedziałabym jak się bronić.”
Najdroższy patrzył mi w oczy poruszony niezmiernie.
„Nie musisz się bronić, Slicznosci Moja. Gdy trzeba będzie JA będę Cię bronic! Ja stanę w Twojej obronie!”
„To że mogę z Tobą być, to, że Ty chcesz być ze mną, to najlepsze co mnie spotkało! Najlepsze!!!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Trwalismy w bliskości i intymności bez granic!

ROZPIESZCZAM TAŃCEM

Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną cały i obsypywal mnie pocałunkami!
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy siedział na kamieniach i trzymał mnie w ramionach Swoich. Obsypywal pocałunkami moje obolałe ciało i zakochane w nim do szaleństwa serce! Całowal! Pieścil! I cieszył się mną!!! Niezmiernie!!!
„Słodka Moja!!! Śliczna Moja!!! Umiłowana Moja!!! Gołąbko Moja!!!” – szeptał rozpromieniony Miłością i uśmiechem.
Chichotalam zachwycona i szczęśliwa cała!!!
„Rozpieszczasz mnie, mój Śliczny!!! Rozpieszczasz!!!” – szepnęłam śmiejąc się perliscie.
„Uwielbiam Cię rozpieszczasz, Maleńka Moja!!!”
„Uwielbiam gdy mnie rozpieszczasz, Najdroższy mój!!!”
Maleńki zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś!
„Ty Mnie rozpieszczasz, Maleńka, to i Ja Ciebie!!!” – wyszeptal z ogniem Miłości.
„Ja Ciebie rozpieszczam??!!! A jak???!!! W jaki sposób??!!!” – szepnęłam z zdumiona do głębi.
„Tańcem!!!” – wyszeptal Najdroższy z płonący Miłością.
„To tańcem, ofiarowaniem cierpienia można też rozpieszczać??!!!”
„Można!!! Oczywiście, że można!!!” – wyszeptal Najdroższy z mocą.
„Uwielbiam CIEBIE rozpieszczac, Maleńki mój!!!”
„Uwielbiam gdy Mnie rozpieszczasz, Maleńka Moja!!! Śliczna Moja!!!”
Umiłowany wciąż obsypywal mnie pocałunkami. A ja leżałam w Jego objęciach szczęśliwa cała!

RZEKA STAJE SIĘ OCEANEM

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na półce skalnej przed wejściem do skalnej szczeliny. Trzymał mnie w ramionach Swoich. W objęciach Maleńkiego mojego tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Miłość, czułość i tkliwosc sama. Milczał, wpatrzony we mnie jak w obrazek…
„Boli bar…” – szepnęłam z trudem.
„Wiem, Maleńka Moja… Wiem” – wyszeptal Maleńki ze współczuciem i smutkiem.
„Tańczę dla Ciebie, mój Śliczny! Ładnie tańcze? Podoba Ci się mój taniec?” – spytalam uśmiechając się z wysiłkiem.
„Pięknie tańczysz!!! Bardzo pięknie, Maleńka!”- wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach. A po chwili dodał:
„Twoje ciało jest rzeką cierpienia!”
„Może jest. Ale w sercu moim jest ocean Twojej Miłości. A ocean jest większy od rzeki. Pochłania rzekę. Rzeka staje się oceanem. Oceanem Twojej Miłości!”
„Piękna Moja w Tobie mam upodobanie!”
Maleńki rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlil niezmiernie! Rozjaśnil w uśmiechu i zachwycie!!! Tańczyliśmy bardzo w Miłości i bliskości bez granic!

FANTAZJA UMIŁOWANEGO

Obudziłam się. Szybko otworzyłam oczy. I uśmiechnęlam się od ucha do ucha. Zobaczylam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego! Rozpromienione Miłością i zachwytem… Patrzyłam Mu w oczy z miłością i wdzięcznością…
„Cudnie było… Bardzo!”
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką.
„Wiem… Brat się martwił gdzie auto przed Zoo postawi. Mówił że najwyżej mnie, bratowa i dzieci wysadzi przed wejściem do Zoo, a sam pojedzie szukać parkingu. Nie musiał! Przed wejściem do Zoo są cztery miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych. Trzy były zajęte, a jedno wolne!”
” Uszykowalem je dla Ciebie Śliczna!! – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Od razu tak pomyślałam! Że uszykowales! Że na mnie czekało!”
Na policzku Maleńkiego wylądował siarczysty buziak!
„A potem było zwiedzanie Zoo. Widziałam zwierzaki, fikusne, oryginalne. Różnego typu rodzaju, koloru i kształtu. W Oceanarium – Afrykarium różne stwory morskie. Ogromny żółw morski przeplynal mi wprost nad głową! A potem wielka płaszczka! Byłam zachwycona! Zarloczne rekiny pływaly na wyciągnięcie ręki! Hipopotamy, krokodyle i wielkie żółwie lądowe, pingwiny i foki… Wielkie ptaki fruwaly prawie nad głową! Tam gdzie był za wysoki murek że siedząc na wózku inwalidzkim nie mogłam zobaczyć, brat mnie stawiał na nogi. Stałam opierając się o murek, mogłam wszystko zobaczyć, a przy okazji kości wyprostować. A potem wyszliśmy na zewnątrz i zwiedzalismy dalej. Słonie, żyrafy, strusie. Lew, nosorożce, tygrys, zebry i małpy. Widziałam karmienie pelikanow i pojenie szympansa. Widziałam wiele innych zwierząt. Było przy zwiedzaniu wiele śmiechu i radości! Pyszne lody i kawa espresso, którą bardzo lubię! Nie było ani za zimno, ani za gorąco! Cudnie było!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego szczęśliwa i zachwycona cała.
„Trzeba mieć nie lada wyobraźnię, żeby stworzyć wszystkie te zwierzaki!!! Ale, żeby stworzyć człowieka, na przykład taką mnie, to dopiero trzeba mieć wyobraźnię i fantazję! Nieograniczoną, nieskrepowana wyobraźnię!”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlil niezmiernie! A moje buziaki wciąż lądowaly na Jego policzkach!

OBLUBIENIEC PRAGNIE!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z niezwykłą miłością! Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością. Wiedziałam że bardzo cierpi…
„Bardzo Cię boli, Maleńki…?”
„Twoja miłość sprawia że boli Mnie mniej, Maleńka Moja” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką.
„Bardzo Cię boli… Wiem.”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie łagodnie. A po chwili spytał:
„Bardzo Cię boli, Maleńka Moja?”
„Twoja Miłość sprawia że boli mnie mniej!”
„Bardzo Cię boli. Wiem!”
Uśmiechnęłam się do mojego Ślicznego łagodnie. wyszeptalam wpatrzona w Niego z miłością:
„Kiedy Ty cierpisz, Maleńki mój, cierpię i ja. Bardzo się cieszę że mogę cierpieć z Tobą!!! Bardzo! To dla mnie zaszczyt! Że mogę razem z Tobą! Że Ty chcesz! Bardzo się cieszę!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem w oczach. Cały płonąl Miłością….
„Oblubieniec pragnie!” – wyszeptal z mocą.
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Czule i słodko. I gorąco…

DAMY RADĘ!

Tańczylismy bardzo! W górach mojej modlitwy tańczyliśmy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził! Patrzył we mnie z niezwykłą czułością… Cały był Miłością i cały był dla mnie… A ja cała
Jego i dla Niego cała. Cała mojego Ślicznego!
Tańczylismy w górach i dolinach, na szczytach i w chmurach! Maleńki patrzył tylko we mnie, a ja tylko w Niego patrzyłam.
„Wiesz mój Słodki? Albo jutro, albo w przyszłym tygodniu jadę z bratem i bratowa do Zoo!”
„Świetnie, Maleńka Moja! Cieszę się bardzo!” – wyszeptal Najdroższy z Miłością i promiennym uśmiechem!
„Ja też!!! Tylko proszę daj mi siłę, żebym dała radę. Widzisz jak tańczę bardzo bardzo…”
„Dasz radę, Najmilsza Moja! Damy radę!”-wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością!
„Tylko nie wiem czy jutro, czy w przyszłym tygodniu!”
„Zobaczysz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tajemniczym uśmiechem
Nie przyszło mi do głowy, żeby Go o to pytać. Po prostu dzieliłam się z Umiłowanym wiadomością i radością moją! Najdroższy o tym wiedział. I cieszył się ze mną! Dziś już wiem że nie jadę ani jutro, ani w przyszłym tygodniu. Tylko pojutrze. W sobotę. Pewnie dlatego Najdroższy się do mnie tak tajemniczo uśmiechał 😊
„Tylko jak wrócę do domu to w tym dniu już notki nie napiszę… Wrócimy pewnie późno…”
„Raz możesz nie napisać. Pozwalam!” – Maleńki zaśmiał się perliscie!
„Dziękuję, mój Słodki!!” – szepnęłam calujac Go w oba policzki. Maleńki objął mnie całą Swymi ramionami. Przytuliłam się do Umiłowanego mojego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Tak, że głowę miałam na SERCU Maleńkim… Zachciało mi się pić.
„Mogę, Śliczny mój?”
„Zawsze możesz, Slicznosci Moja! Kiedy tylko chcesz! Napij się, proszę!”
Umiłowany przylozyl moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoilam pragnienie.
Tańczylismy bardzo! Umiłowany mój i ja. W Miłości i bliskości bez granic!!!

KLIMAT SERCA

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich byliśmy. Najdroższy siedział na trawie. Ja położyłam się na trawie a głowę położyłam na kolanach Maleńkiego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca. A potem szepnęłam wpatrzona w Niego:
„Wiesz mój Śliczny? Wczoraj skończyłam malować obraz…”
„Umieść go tutaj, proszę.”
„Na blogu?”
Najdroższy przytaknal.
„Jeśli chcesz, umieszczę go tu. Ale najpierw chcę Ci o nim opowiedzieć, Najdroższy mój!”
„Słucham Cię, Piękna Moja!” – wyszeptal Najdroższy z cudnym uśmiechem. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego od ucha do ucha. I zaczęłam opowiadać:
„Moja mama uważa że to jeden z najpiękniejszych obrazów jaki namalowalam. A znajoma powiedziała że to przedstawienie baśni. A to po prostu obraz mego serca. Tak!!! Dzięki Tobie w moim sercu jest jak w bajce.,..”
„Cieszę się bardzo, Maleńka Moja!” – Najdroższy promienial cały Miłością i zachwytem.
„To super że chcesz żebym umieściła obraz tutaj. Czytelnicy będą mogli zobaczyć jak jest w moim sercu!”
„Widzą to w notkach.”
„Prawda. Ale tak będą mogli zobaczyć jeszcze bardziej. Będą mogli poczuć klimat… Klimat mojego serca!”
„Klimat serca!”
„Tak!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie!!! I ja uśmiechałam się do Niego! Radośnie! Promiennie!
Tańczylismy bardzo, w intymności wielkiej! Mój Śliczny i ja.

KOCHAM CIEBIE!

Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam że jestem w objęciach Maleńkiego mojego Wtulona w Miłość. Otulona Miłością leżałam. Leżałam z zamkniętymi oczami. I mimo że miałam zamknięte oczy wiedziałam co robi mój Śliczny. Najdroższy dotykał miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit. Dotykał, pieścil, całował…
„Kocham Ciebie moj Maleńki…” – szepnęło moje serce.
„Kocham Ciebie Moja Słodka!” – wyszeptalo SERCE Najdroższe.
Lezalam tańcząca bardzo, a Umiłowany dotykał, pieścil i calowal moje jelita…
Otworzyłam oczy… I uśmiechnęłam się od ucha do ucha! Zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego! Patrzył we mnie z niezwykłą czułością… Z niezwykłą!!!
„Kocham Ciebie moj Maleńki!” – szepnęłam z trudem, rozpromieniona cała uśmiechem i miłością.
„Kocham Ciebie Moja Słodka!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
Objęłam Maleńkiego mojego za szyję i przytuliłam do siebie. Trwalismy razem. Zjednoczeni w miłości i cierpieniu. SERCE przy sercu. Z SERCA Umiłowanego wyszła bielutka Hostia i weszła do serca mojego. Najdroższy zanurzał mnie w Sobie. Zatapial w Miłości i czynił z Sobą jedno.

DZIEŃ Z BOGIEM

Siedzieliśmy na chmurce, ponad szczytami gór mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Umiłowany siedział na chmurce. I trzymał mnie w ramionach Swoich. Patrzyłam w mojego Ślicznego zakochana i szczęśliwa cała! A potem nachylilam się i spojrzałam w dół. Patrzyłam zachwycona!!! Pod nami widziałam góry całe w słońcu i kwiatach!
„Nie boisz się tak patrzeć w dół, Maleńka Moja? Nie masz lęku wysokości?” – spytal Najdroższy z uśmiechem.
„Nie, Najdroższy mój! Bycie z Tobą to jazda bez trzymanki! Przyzwyczaiłam się!” – zaśmiałam się wesoło.
„Ale nie żałujesz?”
„Że z Tobą jestem??!! To najlepsze co mnie mogło w życiu spotkało!!!”
„Mimo że jest trudno?”
„Nikt nie mówił że będzie łatwo! Ty też łatwo nie miałeś kiedy chodziles po świecie!”
„Mimo że są burze?!”
„Ty jesteś moim Słońcem w czasie burz!”
„Mimo że jest pod górę?!”
„Pod górę?!! Mam wrażenie że pod górę podstawiasz mi kolejkę linowa i co chwilę doczepiasz do niej kolejne wagoniki!!! A wiesz? Wczoraj w telewizji śniadaniowej jacyś eksperci radzili co zrobić żeby dobrze zacząć dzień i żeby cały dzień był dobry. Żeby od rana do wieczora być w dobrym nastroju. Mówili żeby chodzić wcześnie spać. Żeby spać całą noc. Żeby nie pić kawy rano, bo usypia. Ja nie śpię często w nocy i kawę rano piję. Według tych ekspertów powinnam być niewyspana i nie w humorze. A ja od rana uśmiechnięta, radosna i zadowolona! Wiesz dlaczego? Ci eksperci zapomnieli o najważniejszym! Jeśli się zaczyna dzień z Bogiem to cały dzień jest udany!”
„Najmilsza Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Czule i słodko. I gorąco…

W UŚMIECHU MALEŃKIEGO!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem! Uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha! Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Jak pięknie się do mnie uśmiechasz, Śliczny mój! – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego z uwielbieniem – Cudownie!!! Uśmiechasz się do mnie każdego dnia i nocy! Każdej godziny, minuty, sekundy! Czuję Twój uśmiech na sobie!!!”
„A Ty Maleńka Moja uśmiechasz się do Mnie! Pięknie się uśmiechasz!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem. A ja rozmyślalam…
„Odkąd wzięłam swoje sprawy w swoje ręce, a raczej odkąd oddałam się w ręce Maleńkiego mojego wszystko mi wychodzi. Pokój pomalowany, żaluzje w oknach założone, przedłużacze do pędzli zrobione z plastikowych uchwytów od sztućców sprawdzają się znakomicie! Modlitwy wiernych dla Oremusa niby same mi się układają, ja je układam a jakby nie ja! Obrazy same mi się malują! Mama mówi że ostatni obraz który maluję, to obraz mojego życia. W sensie że najpiękniejszy jaki namalowalam. Ramy do obrazów znalazłam, wybrałam i zamówiłam. Ładne, proste i eleganckie. Haker przestał psuć mojego bloga. A jedno z moich Duchowych Dzieci bardzo zbliżyło się do mnie i otworzyło przede mną swoje serce!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. A ON patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem. Uśmiecha się nade mną każdego dnia. Żyję w Jego uśmiechu. W uśmiechu Maleńkiego mojego żyję. I uśmiecham się do Niego najpiękniej jak potrafię!

JAK MOGĘ BYĆ SMUTNYM?!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach cierpiąca i zmęczona cała leżałam. Maleńki nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Dotykał Swą dłonią miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Dotykał i pieścil…
„Bardzo Cię boli, prawda, Maleństwo Moje?” – spytal z czułością.
„Bardzo, Maleńki mój”-szepnęłam z trudem.
„I gdybym nie spytał, sama nie powiedziałabys Mi się o tym?”
„Nie powiedziałabym!”
„A dlaczego?”
„Bo…. nie chcę, żeby Ci było smutno, że mnie boli!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Ale Mi nie jest smutno, że Cię boli, Maleńka Moja!”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Ale… jak to??!!” – szepnęłam w wielkim zdumieniu.
Najdroższy patrzył we mnie głęboko…
„Pamiętasz, Moja Śliczna, jak powiedziałaś że gdy patrzysz na Krzyż to widzisz bardziej Moją miłość, niż cierpienie?”
”Pamiętam, ale… „- szepnęłam zastanawiając się co to ma wspólnego ze mną. Nic nie przychodzilo mi do głowy.
„JA mam podobnie gdy patrzę na Ciebie, Maleńka. Bardziej widzę Twoją miłość niż cierpienie!”
„Ale… jak to??!!!” – szepnęłam zdumiona do głębi. A moje serce zalała wielka radość i szczęście!!!
Próbowałam to sobie jakoś poukładać w głowie. Ale nie mogłam.
„Dziwne to bardzo…” – szepnęłam po prostu.
„Ale piękne, prawda?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie promiennie.
„Bardzo…”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego najpierw nieśmiało, a potem na całego! Od ucha do ucha!!!
„Cieszę się bardzo, że nie jesteś smutny, że mnie boli!!!”
„Jak mogę być smutny kiedy widzę jak bardzo kochasz Mnie i tych za których tańczysz??! Jak mogę być smutny, Slicznosci Moja??!!!”
Zaśmiałam się głośno i perliscie!!!
Tańczylismy bardzo, bardzo. W wielkiej intymności!

ŹRÓDŁO

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Klęczelismy przy Źródle wtryskujacym ze skały. Klęczałam pochylona z zachwytem i zdumieniem. Umiłowany klęczał przy mnie. Patrzył na Źródło poważny i uroczysty wielce.
„Niby surowa, twarda skała a z niej tryska Źródło. Źródło ze skały… Ta Skała musi być pełna życia! Tak myślę…”
„Ta Skała musiala być zabita i przebita, żeby mogło ujawnić się z Niej prawdziwe Życie i wytrysnelo Źródło Życia i Miłości, Maleńka Moja!”
„Tak, mój Śliczny!”
Klęczelismy dłuższą chwilę przy Źródle. Potem Najdroższy wstał i podał mi rękę. Wstałam. I Maleńki mój i ja wyszliśmy przed szczelinę. Na półkę skalna. Najdroższy usiadł i wziął mnie w ramiona. Obok nas cicho płynął cieniutki strumyk. I spadał w dół. Przed nami rozpościeral się widok przecudny na góry mojej modlitwy. Całe oświetlone blaskiem niezwyklym. Było cudownie!
„Zobacz, Maleńka Moja, taki mały strumyk, a nawadnia wszystkie łąki i lasy w górach Twojej modlitwy! Dzięki Niemu góry Twojej modlitwy są kwitnące! Twoje życie jest kwitnące! Ty jesteś kwitnąca!”
„Tak, mój Śliczny!”
Położyłam głowę na SERCU Najdroższym i uwielbialam Ranę SERCOWA i Źródło Życia i Miłości, które z Niej tryska!

RUSZ SIĘ!

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Na jednym ze stoków górskich byliśmy. Umiłowany siedział na trawie. Ja nieopodal tańczyłam, a raczej próbowałam tańczyć. Bo nie bardzo mi wychodziło. Samej tańczyć było mi jakoś dziwnie. Podbiegłam więc do Najdroższego, chwyciłam Go za rękę i wyszeptalam:
„Chodź, zatańczymy, Maleńki mój! Bo bez Ciebie mi jakoś nieswojo!”
Najdroższy jednak jakby się ociagal… Jakby nie chciał!!!
„Ejze!!! U mnie, w górach mojej modlitwy nie leniuchowania!!! Jest taniec! No już, mój Śliczny!!! Rusz się!!!” – zawołałam śmiejąc się cała.
Umiłowany zaśmial się perliscie, spojrzał we mnie z ogniem. I natychmiast wstał, objął mnie z wielką Miłością i tańczyliśmy. Tańczylismy w górach i w dolinach i w chmurach! Maleńki patrzył we z ogniem Miłości w oczach, a ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha!
„Jeszcze nikt nie powiedział do Mnie ‚rusz się!'” – wyszeptal Najdroższy z ogniem.
„No to ja jestem pierwsza!” – zaśmiałam się z lekkością.
„Komuś obcemu, nieznajomemu, dalekiemu nie powiedziałabys tak, prawda?”
„Prawda!”
„Więc znasz Mnie, Maleńka!”
„Znam troszkę!”
„Kiedyś mówiłaś że Mnie nie znasz!”
„Znam troszkę! Dajesz mi się poznać, Maleńki mój!”
„Więc powiedz co o Mnie wiesz?”
Uśmiechnęłam się do Niego promiennie!
„Wiem, że uwielbiasz spotkania ze mną. Że uwielbiasz Swoją Maleńką. Uwielbiasz moje serce, moje ciepło. Moje ramiona, objęcia! Mój uśmiech! I uwielbiasz ze mną tańczyć!”
Umiłowany patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś!
„Znasz Mnie!”
„Dajesz mi się poznać, mój Śliczny!”
A po chwili dodałam:
„A to że mówiłam, że u mnie nie ma leniuchowania to żartowałam! Mozna! Ty możesz!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i położył głowę na moim ramieniu. Jakby oddając mi się całkowicie… Objęłam Go delikatnie, całą sobą.
„Tak… Odpocznij mój Maleńki… Odpocznij w Swojej Maleńkiej….”-szepnęłam z czułością.
Tańczylismy razem. SERCE przy sercu. Z SERCA Umiłowanego wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczylismy bardzo. W wielkiej intymności… Maleńki mój i ja.