Site Overlay

Miesiąc: Styczeń 2020

ZALEŻY OD RELACJI

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa z uwielbieniem patrzyłam! W mojego Jezusa! A moja myśl pobiegła znów do mojego Duchowego Dziecka… Ono i ja byliśmy w podobnej sytuacji fizycznej. Ale całkiem inaczej tę sytuację przyjmowaliśmy. Właściwie to moje Dziecko tej sytuacji nie przyjęło… Bunt i żal do Pana Boga…
„Wszystko zależy od tego czy dusza żyje w relacji ze Mną, Moniko! Od tego Kim dla niej jestem. Jak jestem dla niej ważny, na którym miejscu jestem w jej życiu. Czyja wola, jej czy Moja się dla niej liczy. Wszystko zależy od relacji ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
„Dlatego tak ważne jest aby dusza otworzyła Mi swe serce, abym mógł w niej działać. Ja stoję i pukam do serca dzień i noc. Ale jeśli Mi dusza sama nie otworzy, na siłę nie wejdę.”
„Tak, mój Jezu… A wiesz, moje Dziecko dziwi się bardzo, że ja taka obolała, a taka szczęśliwa i uśmiechnięta! I wszystko mi w życiu wychodzi. Mówi że mnie podziwia i mi zazdrości. Odpowiadam Dziecku, żeby mnie nie podziwiało, ani nie zazdrościlo. Ale, żeby się ode mnie uczyło!”
” Dobrze powiedziałaś!” – wyszeptał Jezus czułością.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały! Miłość sama!
„Całuj mnie, Jezu! Pragnę Twoich pocałunków! Moje serce pragnie!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco! Potem całował moje serce! A ono rozpływało się w Miłosci…

DRUGIE IMIĘ

Patrzyłam w mojego Jezusa… W Jego oczy patrzyłam. I On patrzył w moje… Poważny i dostojny bardzo! Patrzył w moje oczy głęboko… Nasunął mi na myśl moje kochane Duchowe Dziecko… Ostatnio słyszałam jak się na głos modliło… jęczało:
– Boże! Pomóż nam! Boże pomóż mi!!! – tak się modliło. Lecz jego modlitwa ulatywała jakby w próżnię… Jezus pokazał mi jak się modli serce mojego Dziecka… Jego serce modliło się tak: ‚Boże!!! Pomóż mi!!! Niech się stanie tak, jak ja chcę, nie jak Ty!!! Niech się dzieje wola moja, a nie Twoja!!!’
Jezus patrzył mi w oczy z ogniem!
„Sama widzisz, Moniko że taka modlitwa nie jest Mi miła…. I choćbym nawet chciał, nie mogę jej wysłuchać…” – wyszeptał Jezus ze smutkiem.
„Wiem… Serce mnie bardzo boli, gdy patrzę na moje Dziecko. Jego oczy smutne, puste… zimne. Jakby martwe… Jego serce zamknięte na Ciebie… Serce mnie boli, ale wiem że nic nie mogę zrobić…” – szepnęłam z bólem.
„Możesz i robisz, kochana Moja! Tańczysz za swoje Dziecko! I cierpisz ze Mną!”
„Tak!”
„W cichości!”
„Staram się, mój Jezu!”
„Wiem, Moja jedyna”
„A powiedz mi, Jezu! Trzeba mieć nadzieję, że moje Dziecko się jeszcze nawróci, że otworzy dla Ciebie serce? Trzeba mieć nadzieję, prawda?!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Ja zawsze mam nadzieję, Moniko! Nadzieje to Moje drugie Imię!!!” – wyszeptał z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie! Promiennie bardzo! Od ucha do ucha! A Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!

PERSPEKTYWA

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa patrzyłam… usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
„Właśnie przed chwilą powiedziałam mojemu Duchowemu Dziecku, że mam u Ciebie ‚chody’!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Bo masz!” – wyszeptał Jezus śmiejąc się perliscie.
„Wiem! Dlatego tak powiedziałam. Tylko Ciebie poproszę, a Ty od razu wszystkie przeszkody usuwasz spod nóg! Baaaaaardzo dziękuję, mój Jezu!”
„Dla Ciebie wszystko, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością. Głęboko…
„Ty dla Mnie wszystko, to i Ja dla Ciebie wszystko, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„Tylko moje ‚wszystko’ jest inne niż Twoje! Twoje ‚Wszystko’ jest wielkie, ogromne!!! Moje jest maleńkie…” – szepnęłam wpatrzona w ślicznego mojego Jezusa.
Jezus gwałtownie pokiwał głową przecząco! I patrzył we mnie jeszcze bardziej przenikliwie…
„Moja perspektywa, Moniko jest inna. Ja to widzę odwrotnie niż Ty!”
Otworzyłam szeroko oczy i rozdziwiłam usta ze zdumienia!!!
„Odwro… Czyli…??!!!” – wymamrotałam ledwo.
Jezus zaśmiał się cudownie! Zamknął mi usta pocałunkiem… Słodkim i gorącym!
„Odwrotnie czyli odwrotnie, Moniko. Po prostu!” – wyszeptał Jezus rozczulony bardzo.
„To ja już nic nie wiem… nic nie rozumiem… Chce mi się pić i zmęczona jestem…” – nagle opadły ze mnie siły.
„Wiem! Tańczysz przecież dla Mnie dzień i noc! Napij się i odpocznij kochana!”
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam i odpoczywałam w moim Jezusie!

ŻYJĘ W JEZUSIE!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Zabieram Cię, Moniko!” – wyszeptał uśmiechając się tajemniczo.
„A dokąd?” – spytalam zaciekawiona.
W tej chwili znalazłam się w ciemności wielkiej! Nieprzeniknionej! Niczego wokół siebie nie widziałam. Tylko ciemność! Ciemność ta przytłaczala mnie… Przygniatała!
„Jezu mój… proszę!!!” – szepnęłam z głębi serca.
I znów leżałam w ramionach Jezusa. A On patrzył we mnie głęboko! Płonący cały miłością!
„Moniko, tak ostatnio często postrzegasz swoje życie! Takim Ci się ono wydaje!”
„Tak!”
„Jak ta ‚ciemna dolina’ z psalmu!”
„Tak! Ale bardziej jest przy mnie druga część: ‚zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą…
„Chcesz zobaczyć, Moniko, jakie jest naprawdę Twoje życie?”
Kiwnęłam głową, że tak.
I natychmiast znaleźliśmy się na jakiejś łące. Jezus i ja. Łąkę prześwietlało jasne, ciepłe światło! Także tę łąkę widziałam przez mgłę. Zresztą nie ważne czy to była łąka, czy nie. Najważniejsze, że mój Jezus był ze mną! Bawiliśmy się tam jak dzieci! Smialismy się głośno i wesoło! Potem leżałam na trawie uśmiechnięta od ucha do ucha! A Jezus pochylał się nade mną i całował mój uśmiech!!! I cieszył się mną! Cieszył się mną!!! Niezmiernie!!!
„Taaak!!! Żyję w pełnym Słońcu…!” – szepnęłam rozpromieniona i zachwycona cała!
„Żyjesz we Mnie, Moja jedyna! W Miłosci żyjesz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak..!”
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie. A On całował mój uśmiech…

ORYGINAŁ

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Patrzyłam w mojego Umiłowanego z miłością i uwielbieniem! I pomyślałam że to nie tyle On jest moim Umiłowanym, ale ja Jego umiłowaną! Umiłowaną do końca! Po krzyż i zmartwychwstanie!
Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą…
„Tak, Moniko! Jesteś Moją umiłowaną! Moją śliczną, słodką! I Moją jedyną!” – wyszeptał z ogniem.
„Jak pięknie mnie nazywasz, mój Jezu! Cudownie! Nikt nie nazywa mnie tak pięknie jak Ty!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudnie!
„I już nie uważasz że to na wyrost?!”
„Nie!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Powiem Ci jeszcze więcej! Jesteś odważna, dzielna i masz dystans do samej siebie! Mało kto by tak napisał jak Ty: ‚Dziś na świecie rządzi ideał. Idealna figura, idealny wygląd. A ja nie jestem idealna. Jestem ORYGINALNA!
😁 ‚”
„Tak, napisałam na Facebooku – zaśmiałam się wesoło – A znajoma skomentowala: ‚Ale tylko oryginaly są w cenie 😊'”
„Każdy człowiek jest oryginalny i każdy jest cenny. Ale wielu woli być idealnym niż oryginalnym!”
„Ja tam wolę być oryginalna!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. A po chwili dodałam:
„Jestem oblubienicą Oryginalnego Oblubieńca!!! Trzeba być baaaaaardzo oryginalnym i mieć baaaaaardzo oryginalne SERCE, żeby pójść na Krzyż za tego kogo się kocha! By pójść na Krzyż z Miłości!!!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…

NIEUGASZONE PRAGNIENIE

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały! Taki piękny i taki we mnie zakochany!!! Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem!!! Jezus wyciągnął Swoją dłoń i zaczął dotykać mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Pragnę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem i tęsknotą nieprzeniknioną.
Ujęłam dłoń Jezusa i całowałam ją z tkliwością…
„Ja również pragnę, mój Jezu!!! Pragnę!!! Nawet nie wiesz jak bardzo!!!” – szepnęłam jednym tchem.
„Wiem, Moniko! Wiem!!!”
„Tak!!! Ty jeden wiesz!!! Ty wiesz jak pragnę!!!” – szepnęłam z mocą. I całowałam dłoń Jezusa…
A On patrzył we mnie głęboko. Płonący cały Miłością! Patrzył. A Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś. Jezus zanurzał mnie w Sobie… Pociągał ku Sobie bardziej i bardziej… I bardziej! A ja moje serce wyrywało się do Niego! Cała się do Niego wyrywałam! Biegłam do Jezusa! Pędziłam! Leciałam na skrzydłach!!! A moje pragnienie rosło! Potężniało! Było nieugaszone jak ogień!!!

UŚMIECH CIERPIENIA

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Leżałam zanurzona w Jezusie. W mojej Miłości… Otulała mnie i wypełniala Miłość…. Leżałam. W końcu jakoś udało mi się otworzyć oczy. Zobaczylam pochylone nade mną Oblicze Jezusa. Patrzył we mnie płonący cały, poruszony i cierpiący niezmiernie…
„Leż Moja jedyna! Ja Cię ukołyszę, utulę… Będę Cię pieścił i rozpieszczal!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego z ledwością… Nie miałam siły nawet, żeby się uśmiechnąć… Ale Jezus nie patrzył na mój brak sił! Rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„Cudny masz uśmiech, Moniko! Cudowny! Uśmiech cierpienia!” – wyszeptał z czułością niezwykłą.
A ja mimo braku sił uśmiechnęłam się do Jezusa jeszcze bardziej!
Tańczylismy bardzo w Miłosci i intymności wielkiej! SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Tańczylismy… A Jezus całował mój uśmiech. Uśmiech cierpienia.

TAK DZIEJE SIĘ Z KAŻDYM…

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! A ja patrzyłam tylko w Ślicznego mojego… W mojego Jezusa patrzyłam…
„Tak… Zmieniłeś klimat mego serca. Ociepliłeś je… Ociepliłeś?! Nie! Rozpaliłeś!!!” – szepnęłam z mocą, zachwycona cała.
„Tak dzieje się z każdym, kto idzie za mną na całość! Kto ufa Mi całkowicie, bez reszty! Kto rzuca się we Mnie jak w dym!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie przenikliwie.
„Więc ja…”
„Rzuciłaś się we Mnie jak w dym, Moniko!”
„To dobrze!”
Jezus zaśmiał się cudnie!!! Perliscie!
„Dobrze?! To cudownie!!! Wspaniale!”
„Niezmiernie cudownie! I niezmiernie wspaniale!!!” – wtórowałam Jezusowi z radością.
Jezus mówił dalej:
„Tak dzieje się z każdym, kto nie myśli o sobie, ale o Mnie. Kto ciągle rozmyśla o tym jak Mnie uszczęśliwić i jak Mi dogodzić!”
„Ale to przecież to Ty mnie uszczęśliwiasz, mój Jezu! Dogadzasz mi! Rarytasy i delicje podsuwasz mi pod nos! Dłonie kładziesz pod moje stopy, żebym idąc tylko się nie zraniła…!”
Jezus jakby nie słuchał tego co mówię. A może kontynuował to co mówię… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały!
„Tak dzieje się z każdym, kto Mi służy! Z każdym, kto już jest u Mnie na rączkach!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Tak! Jestem u Ciebie na rączkach, Jezu! Tu mi dobrze i wygodnie baaaaaardzo!!! I nie mam zamiaru się stąd nigdzie ruszać! Tu jestem u siebie!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa z miłością i uwielbieniem.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały! Jak w obrazek patrzył…

W NIEBIE!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. On patrzył we mnie płonący cały! Jak w obrazek patrzył… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Patrzyłam i rozmyślałam. Rozmyślałam o moim najnowszym obrazie… Kilka tygodni temu poszukalam w internecie czterech zdjęć: dwa ze spadającymi płatkami śniegu, jedno z malunkami zrobionymi przez mróz na szybie i tańczacego anioła. Za pomocą specjalnego programu do edycji zdjęć połączylam cztery zdjęcia ze sobą. W jedno. Wydrukowalam je. I zaczęłam malować. Z założenia to miała być zima. Taka impresja zimowa. Ale na płótnie zamiast zimy zaczęło się pojawiać lato. Lato!!! Niby malowałam wszystko tak jak było na zdjęciu, ale zimy na obrazie nie było widać 😁 😁
Ciepło i cicho i jasno!!! I świetliście! Lato wylewało się ze mnie!
„Co Ty ze mną zrobiłeś, mój Jezu!!! Że nawet zimy namalować nie mogę! – zaśmiałam się perliscie – Lato mi się z serca wylewa! Nawet na płótno! Miała być zima a jest lato!”
Smialismy się razem! Jezus i ja!
„Ocieplenie i zmiana klimatu!” – wyszeptał Jezus śmiejąc się cudnie.
„Tak! Zmieniłeś, ociepliłeś klimat mego serca! Ale to dobre ocieplenie! Bardzo dobre!”
Patrzyłam w mojego Jezusa zachwycona cała.
„Tylko teraz nie wiem jaki ma być tytuł tego obrazu! ‚Lato w sercu’? Czy jak…?”
Patrzyłam w oczy Jezusowi uśmiechnięta od ucha do ucha! A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko i gorąco… Jezus całował, a ja wyszeptałam:
„Wiesz…?”
„Tak, Moja jedyna?” – spytał Jezus nie przestając mnie całować.
„Obraz przedstawia właśnie ten stan, ten moment, tę chwilę…”
„Pocałunek Miłości!”
„Tak!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! I wciąż mnie całował… A całując zanurzał mnie w Sobie… Zatapial w Miłosci. I czynił z Sobą jedno.
„Pocałunek Miłości”, albo „Niebo”. To to samo! Bo kiedy Miłość mnie całuje to jestem w Niebie!

U góry zdjęcie, które zrobiłam z czterech. Na dole mój obraz. Stan z wczoraj. Dziś jest jeszcze bardziej kolorowy i świetlisty 😊😊

TANCERZ PRZY TANCERCE

Tańczylismy bardzo! Tańczylismy w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej, cichej, jasnej i przyjaznej bardzo! Tańczylismy, mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do SERCA… Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa! Tylko w Niego patrzyłam… Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!!! Tańczylismy lekko i zwiewnie. A ja pomyślałam, że z Jezusa to prawdziwy Tancerz jest! Prawdziwy i piękny!!!
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Nachylił się i szepnął mi prosto do ucha:
„Prawdziwa z Ciebie tancerka, Moniko! Prawdziwa i piękna!!!”
Zaśmiałam się perliscie uszczęśliwiona cała!
Tańczylismy bardzo…
A potem odpoczywałam w Umiłowanym moim. Leżałam w Jego objęciach. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Milczeliśmy. On patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Byliśmy ze sobą nawzajem. Po prostu. Byliśmy ze sobą. Twarz przy twarzy. SERCE przy sercu. Uśmiech przy uśmiechu. Cierpienie przy cierpieniu. Tancerz przy Swojej tancerce!

RADOŚĆ JEZUSA

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością! Zakochany na zabój! Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Cierpisz bardzo, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem i bólem.
„Bardzo. Ale nic to. Tańczę dla Ciebie, Jezu! Ty tańczysz dla mnie, a ja dla Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
I natychmiast się zawstydzilam… Bo przez moją głowę i serce przeleciała myśl: ‚Jak ty się możesz porównywać z Jezusem??!! Jak możesz porównywać swoje cierpienie z Jego Cierpieniem??!!! Przecież Jego Cierpienia są nieskończenie większe!!!’
Spuściłam głowę zawstydzona i smutna… Zawiedziona sobą!
Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbr i delikatnie ale stanowczo podniósł moją głowę! Spojrzałam nieśmiało w oczy umiłowanemu mojemu… A On patrzył we mnie rozpromieniony cały Miłością i uśmiechał się do mnie cudownie!!! Promieniał uśmiechem! Uśmiechnęłam się do Jezusa! Od ucha do ucha!!! Pomyślałam że nie będę się smucić swoimi smutkami, ale cieszyć się Jego radością!!! Tak! Cieszyć się radością Jezusa!!!
W tej samej chwili znalazłam się pod Krzyżem. Wisiał na nim Jezus… I trząsł się cały z zimna!!! Dygotał!!! Drżał na całym ciele…
„Mój Jezu!!!” – krzyknęłam z wielkim bólem. I przypadłam do Niego… I przytuliłam Jezusa do siebie!!! Przylgnęłam do Niego całą sobą! Sercem i duszą i cialem…
„Ciii… mój Maleńki… Zaraz będzie Ci ciepło… Ogrzeję Cię, mój Jezu… Ogrzeję… Utulę… Już, już, mój Jezu ukochany!!! – szeptałam czule.
Obejmowałam umiłowanego i tuliłam Go do siebie… Mocno… Mocno… Tak, że już nie było widać gdzie się kończyłam ja, a zaczynał Jezus!
SERCE przy sercu… Przytulenie… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. A ja zamknęłam oczy i tuliłam mojego Jezusa…
Nie wiem jak długo tak razem trwaliśmy. Ale w końcu otworzyłam oczy… Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Jezusa. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem. A ja leżałam w Jego ramionach.
„Ty, Moniko tańczysz dla Mnie, a Ja tańczę dla Ciebie! I to Ty jesteś moją radością! Ty, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.

BARANEK

Leżałam w objęciach Jezusa. Tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie. Oddany mi całkowicie… Taki delikatny i czuły… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością. Patrzyłam… I przypomniała mi się wczorajsza Ewangelia.
„Mój Baranku…” – szepnęłam z ogniem i uwielbieniem.
„Moja owieczko ukochana!” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
„Twoja owieczka pójdzie wszędzie za swoim Barankiem! Wszędzie!”
Patrzyłam w Jezusa… W Baranka.
‚Baranek’ kojarzy mi się z delikatnością, nieskazitelnością, łagodnością, pokorą, z oddaniem do końca. Ale też z męstwem, odwagą, zwycięstwem! W Piśmie Świętym od początku przewija się postać, symbol Baranka. Od ofiary Abrahama, kiedy anioł w ostatniej chwili powstrzymał go przed zabiciem syna. Wtedy w zaroślach zobaczył baranka. Jego ofiarował zamiast Izaaka. Potem wyjście z Egiptu i noc paschalna. I krew baranka która miała chronić przed zagladą. I jeszcze Izajasz: „Jak baranek na rzeź prowadzony. Jak owca niema wobec strzygących ją, tak on nie otworzył ust swoich.”
I Baranek Boży. Gładzący grzech świata! Umęczony, zabity i zmartwychwstały! Zwycięzca!
Patrzyłam w mojego Jezusa z zachwytem… A On patrzył we mnie płonący cały!
„Baranek kocha Swą maleńką owieczkę!” – wyszeptał poruszony.
„A owieczka wszędzie za Nim pójdzie!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i tulił mnie w Swoich ramionach. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!

PŁONĄCE SERCA

Byłam w moim Jezusie. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością… Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i zaczęłam całować… Całowałam czoło Jezusa i oczy i policzki całowałam, i nos i usta i brodę. Całowałam Jezusa. A On całował mnie! Całował moje czoło i oczy i policzki całował, i nos i usta i brodę… Całował całym Sobą!!!
Całowałam SERCE Umiłowane! A ONO płonęło Miłością!!! Jezus całował moje serce… A ono pragnęło!!!
„Moje serce pragnie płonąć Twoją Miłością, mój Jezu!!!”
„Wprawdzie niewiele Ci już brakuje. Ale skoro pragniesz. Dobrze!”
„Pragnę bardzo! Me serce pragnie!!!”
I natychmiast znaleźliśmy się przed potężnym ogniem! Przed ścianą płonącego ognia!!!
„Gdzie jesteśmy, mój Jezu??!!!”
„W Otchłani Mojej Miłości, Moniko!” – wyszeptał Jezus.
I włożył Swą dłoń w ogień. I wyjął z niego maleńką iskierkę.
„Tyle Ci brakuje!”
„Tylko tyle?!!” – szepnęłam szczerze zdziwiona.
„Tylko tyle!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
I włożył tę iskierkę do serca mojego. A ono zapłonęło Miłością Jezusa!!!
Rzuciłam się Mu na szyję i przytuliłam się do Niego… Wtuliłam się w Jezusa… I dziękowałam, dziękowałam…
„To Ja Ci dziękuję, Moniko! Spełniłaś Moje pragnienie!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Z czułością niezwykłą tulił mnie do SERCA… A nasze serca płonęły Miłością!

JEZUS PROSTUJE DROGĘ

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach zanurzona leżałam. Jezus pochylał się nade mną… Cały był Miłością i cały był Przytuleniem….I cały był dla mnie. A ja cała Jego i dla Niego cała!
Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i położyłam ją na sercu moim.
„Serce moje pragnie…” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i położył ją na SERCU Swoim.
„SERCE Moje pragnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. Patrzyłam w oczy Jezusowi… I zobaczyłam w nich moje wilki. Moje kochane wilki!
„Twoi przyjaciele są na rozkazy swej pani!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Nie mam zamiaru im rozkazywać. Ewentualnie prosić!” – zaśmiałam się perliscie.
I zobaczyłam siebie wśród moich wilczków! Swobodną i bardzo bezpieczną. Wilki łasiły się do mnie radośnie! Kładły głowy na moich kolanach, a ja je głaskalam. Lizały mnie po rękach…
„Nie wiem czy zauważyłaś, Moniko, że żyjesz w centrum burzy jak w pełnym słońcu, jak w promieniach słońca?” – spytał Jezus patrząc we mnie przenikliwie.
„Tak. Burza już mi nie przeszkadza! Bardzo pomogła mi Duchowa Córeczka! Zwierzyłam się jej, że w pewnych sytuacjach odczuwam niepokój, złość, a nawet agresję. Przeszkadzaly mi one. Uwierały… Córeczka powiedziała, że takie uczucia same w sobie nie są niczym złym. To zależy co z nimi zrobię. Radziła przyjąć. Zaczęłam je przyjmować. I one przestały mi uwierać. A burza przestała przeszkadzać!”
„Oswoiłaś się burzę, podobnie jak wilki! Prostujesz drogę swego życia, Moniko!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„Ty prostujesz ją we mnie, mój Jezu! Prosto do Ciebie na rączki!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i głaskał moje serce. A ja głaskalam SERCE Jezusa…

PRAWDA O SOBIE

Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… Patrzyłam w mojego Jezusa, w ślicznego mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
„Wiesz mój Jezu, jakiś czas temu jedno z moich Duchowych Dzieci powiedziało, że jak na mnie patrzy to widzi anioła… Oburzyło mnie to wtedy bardzo! W ogóle oburzało mnie kiedy ktoś dobrze o mnie mówił! Wszystko się we mnie burzyło! Byłam przekonana że to nieprawda, kłamstwo… A gdy Ty o mnie coś dobrego mówiłeś, byłam pewna że to na wyrost!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Łagodnie bardzo…
„Ja jestem Prawdą i zawsze mówię prawdę, Moniko!”
„Wiem! A powiedz mi… czy to, że myślałam że to kłamstwo, albo że na wyrost to była pycha?”
Jezus potrząsnął gwałtownie głową.
„Nie. Raczej to nieumiejętność przyjęcia prawdy o sobie.”
Spojrzałam w Jezusa i przypomnialam sobie smutne, mroczne chwile z dzieciństwa. Jezus mnie z nich uzdrawia. Pewnie będzie mnie z nich uzdrawiał do końca życia.
I pomyślałam że to, że mnie rozpieszcza i wywyższa, to też dlatego żeby mnie uzdrawiać!
„Rozpieszczam Cię, Moniko bo uwielbiam! A wywyższam… dobro i piękno trzeba podnosić do góry i pokazać światu! Dlatego Cię wywyższam!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Ale mi to też pomaga…” – szepnęłam prawie bezgłośnie.
„To już inna sprawa, kochana Moja!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa. I On uśmiechał się do mnie.
„Zmęczona i chce mi się pić, mój Jezu!”
„Napij się więc i odpocznij, Moniko!”
Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam. I odpoczywalam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała…

SERCE TĘTNIĄCE JEZUSEM

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco. I czysto. Potem znów spojrzał mi w oczy głęboko.
„Jak mogę Cię uszczęśliwić, ucieszyć, usłu…” – wyszeptał Jezus z ogniem. Nie dokończył. Zobaczyl łzy w moich oczach. Łzy szczęścia! Patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona Jego miłością i szczęśliwa cala… Rozczulona i poruszona niezmiernie!
„Chcesz mnie uszczęśliwić, ucieszyć, mój Jezu…?!” – szepnęłam z czułością.
Jezus skinął głową twierdząco.
„Ależ Ty mnie uszczęśliwiasz, mój Jezu!!! Bardzo!!! I obdarzasz wielką radością!!! Ciało moje jest coraz słabsze. Mogę powiedzieć że fizycznie ledwo żyję. A moje serce buzuje szczęściem! Kipi radością i tętni życiem! Moje serce tętni Tobą, Jezu mój kochany!!!”
I w tej chwili moje serce samo wyskoczyło z mego ciała i wskoczyło w dłonie Jezusa!!! Jezus widział, że dla Niego bije i uśmiecha się do Niego! Patrzył w nie zachwycony cały!
„Samo wskoczyło Mi w dłonie!!!” – wyszeptał z ogniem miłości i entuzjazmem.
„W niczyje inne dłonie by nie wskoczyło! Tobie ufa i kocha Ciebie! A Ty je rozpieszczasz, mój Jezu!”
„Rozpieszczam! Uwielbiam je rozpieszczać!!!”
„Ale czy nie rozpieszczasz je za bardzo?!”
„Będę jeszcze bardziej!” – wyszeptał Jezus z ogniem i uniósł moje serce wysoko, wysoko! Zachwycał się nim! Pieścił! Całował! Rozpieszczal!!!
A ono tętniło swym umiłowanym. Tętniło Jezusem!

TŁUSTA NOTKA

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Jezus otulał mnie Sobą. Miłością! I patrzył tylko we mnie!
„Jak mogę Cię uszczęśliwić, ucieszyć, usłu…?!” – pytałam mojego umiłowanego.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
Moniko, uszczęśliwiasz, cieszysz Mnie i służysz Mi! Niezmiernie! Napisz to w notce, tłustym drukiem!”
„To będzie tłusta notka!” – zaśmiałam się perliscie. W głos!
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! Uniósł się wielką radością nade mną! Ogromną!!!
„Twoje bycie ze Mną jest dla Mnie jak mleko i miód! Jak wyborne wino i tłuste miesiwo!!! To też napisz tłustym drukiem!!!” – Jezus wykrzykiwał z ogniem i entuzjazmem.
A mi przemknęła przez głowę myśl, że Jezus bardziej się cieszy tym, że z Nim jestem, niż tym jaka jestem.
Jezus, który znał moje myśli na wylot, zaśmiał się cudnie. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Mylisz się, Moja jedyna!!! Gdybyś nie była dla Mnie jak mleko i miód, jak wino i miesiwo wyborna to nie kazał bym tego wytłuścić!!!”
I Jezus cieszył się mną!!! Cieszył się jak szalony!!!
Leżałam w Jego objęciach oniemiała ze szczęścia i wielkiej radości! Oniemiała!!! Tańczylismy bardzo! SERCE przy sercu! Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Rozpływałam się w umiłowanym…
A teraz i ja pozwolę sobie napisać tłustym drukiem:
To gdzie jestem i to jaką jestem to tylko dzięki NIEMU!!! Dzięki mojemu Jezusowi!!!

A JEŚLI JUŻ TAK JEST?!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością. Zakochany do szaleństwa! Otulał mnie Sobą. Miłością! Patrzyłam w mojego Jezusa zakochana i zachwycona cała! Zakochana na zabój!!!
„A kochasz Ty Mnie?!” – spytał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
„A jak myślisz, mój Jezu?” – odpowiedziałam pytaniem na pytanie i zaśmiałam się wesoło.
„Myślę że tak!”
„To czemu pytasz?”
„A, żeby rozmowę zacząć!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony bardzo.
„Aha! A kochasz Ty mnie?!” – spytalam przekornie.
„A jak myślisz?”
Zaśmialiśmy się oboje głośno, radośnie, perliscie!!! Jezus patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam… Głaskalam Jego policzek… Cieszyliśmy się sobą nawzajem i naszą miłością!
„A nie możemy razem pomilczeć, mój Jezu?”
„Jasne że możemy, jedyna Moja!”
Patrzyliśmy więc w siebie nawzajem w milczeniu…
Jezus patrzył mi w oczy… A ja pomyślałam, że co wydaje mi się że już Go, Jezusa dogoniłam, poznałam, odkrylam, że już trochę Go znam to On znów chowa się przede mną. Ukrywa, zasłania, ucieka…! Oddala się. A robi to tylko dlatego, żebym Go szukała, odkrywala, poznawała. Coraz bardziej i bardziej. I więcej! Głębiej! Żebym jeszcze bardziej pragnęła mojego Jezusa! I od razu widać Kto tu jest Panem, a kto sługą. A może nie! Może nie widać! Bo Pan bardzo wywyższa Swą sługę!!! Bardzo wywyższa i rozpieszcza!!! Niezmiernie! Ogromnie!!! I Sam staje się wobec niej Sługą!
Niedawno przeczytałam takie zdanie: ‚Jezus nic nie ma, daje nam tylko Siebie’. Tak bardzo bym chciała jak On. Nie mieć niczego, tylko Jezusa… I tylko Jego dawać innym… Tak bardzo bym chciała!!! Bardzo!!!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i gorąco! Potem patrzył we mnie głęboko.
„A co jeśli już tak jest, Moniko?! A jeśli już masz tylko Mnie i tylko Mnie dajesz innym?!”
Patrzyłam w mojego ślicznego rozpromieniona Miłością i szczęśliwa cala! A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

WOLĘ BYĆ!

Byłam w moim Jezusie! W moim umiłowanym zanurzona cała! I cała tańcząca! Roztańczona w moim Jezusie! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i obsypywał mnie pocałunkami!!! Całował mój uśmiech i serce i obolałe ciało!!! Całował!!! I ja całowałam mojego ślicznego! Obsypywałam pocałunkami!
„Nie chcesz moich pocałunków? Nie chcesz?!” – szeptał Jezus z uśmiechem czułości i ogniem! Droczył się ze mną z miłością!
„Pragnę!!! Bardzo!!! Uwielbiam!!! A Ty nie chcesz moich pocałunków? Nie chcesz?!” – zaśmiałam się perliscie. Też droczyłam się z Jezusem! Z miłością!
„Pragnę!!! Bardzo!!! Uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Tańczylismy, a nasze serca rozmawiały:
„Wiesz mój Jezu?! Ostatnio gdy słuchałam kolejną homilię na YouTube, pomyślałam że wolę być z Tobą niż słuchać o Tobie! Wolę z Tobą być!! Wiem, że słuchać o Tobie też trzeba. Ale ostatnio tak mam, że wolę być z Tobą! A jeśli czytać o Tobie z pierwszej ręki. Ewangelię, Biblię… ”
Spojrzałam w Jezusa… Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Nie! Nie z pierwszej! Z drugiej ręki! Słuchasz i nie poprawisz mnie Jezu…” – szepnęłam z lekkim wyrzutem.
„Sama się poprawiłaś, Moniko. Zresztą można powiedzieć że z pierwszej ręki. Bo Pismo Święte, Ewangelia była napisana pod natchnieniem Ducha!”
„To tak jakbyś pisał Sam o Sobie, przy pomocy serc i rąk ludzi, tak?” – spytalam zaciekawiona.
„Tak. To tak jakby!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Będę więcej czytać Pismo Święte!”
„Jeszcze więcej?!” – zdziwił się mój umiłowany.
„Tak! Bo chcę bardziej i bardziej Ciebie poznawać i odkrywać!” – szepnęłam z mocą.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Moniko! Niezmiernie!!!”
Jezus patrzył we rozpromieniony Miłością, a ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja… Rozpływalam się w Jego pocalunkach…

KOŁYSANKA

Tańczylismy bardzo, bardzo! Mój Jezus i ja! Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA! Leżałam w ramionach Jezusa z zamkniętymi oczami, nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Bez sił prawie leżałam. W moim najsłodszym Jezusie zanurzona cała! Tańczylismy bardzo! W wielkiej miłości i bliskości. W intymności bez granic!
„Zmęczo…”
„Wiem, Moja jedyna!”
„I boli bar…!”
„Wiem, Moja umiłowana!”
Głos Jezusa był pełen miłości i czułości… I pełen bólu…!
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!!!
„Mój Jezu… zaśpiewaj mi kołysankę. Taką, jaką śpiewała Ci MAMA, gdy byłeś malutki! Bo śpiewała Ci, prawda?!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie, poruszony i rozczulony cały…
„Oczywiście, że śpiewała!”
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął śpiewać:
„Mój maleńki, zaśnij już… Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”
„Tak Ci śpiewała?!”
„Tak!”
„Cudownie!!! Zanuć proszę mi jeszcze..
Jezus nucił i nucił… A ja byłam w ramionach Jego! W Jego objęciach leżałam… I byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem byłam…
Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic… Jezus i ja.

DROCZENIE SIĘ

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! W Jego oczach widziałam entuzjazm i radość niezmierną!!! Już otwierał usta, żeby nią wybuchnąć… Zaśmiałam się radośnie i szybko przyłożyłam palec do Jego ust.
„Ciii… niech to zostanie… anonimowe. Proszę, mój Jezu!” – szepnęłam szybko.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„U Mnie nic nie ma anonimowego, Moniko! U Mnie jest: ‚Dla Trójcy Świętej w podzię…” – zamknęłam Jezusowi usta pocałunkiem, a potem szepnęłam z ogniem:
„Bardzo się starałam, zabiegalam, żeby to było anonimowe! Uszanuj te moje starania! Proszę Cię!”
Jezus, mój śliczny, uśmiechał się do mnie cudownie…
„Szanuję, kochana! Chcę tylko, żebyś wiedziała, że bardzo się cieszę!”
„Wiem! Widzę!”
„I baaardzo jestem dumny z Mojej małej owieczki!” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„Choć bardziej pasuje do Ciebie „Pszczółka”! Pszczółka, która robi prawdzi… „- Jezus nie dokończył. Bo znów przyłożyłam palec do Jego ust.
„Zrobiłam to nie dla rozgłosu, ale z miłości do Ciebie! Bo Cię kocham! I skoro nie chcesz uszanować, moich starań, zabiegań o anonimowość, uszanuj ze względu na moją miłość do Ciebie, Jezu!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus patrzył we mnie rozczulony wielce…
„Ależ Moniko, Ja się tylko z Tobą droczę!”
Zaśmiałam się w głos! Uszczęśliwiona cała!
„Aaaa, droczysz się?! No to jak tak to się możesz droczyć do woli!!! Uwielbiam gdy się ze mną droczysz, mój Jezu!!!”
Zamilkłam. Leżałam w objęciach Jezusa… Umiłowany patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Patrzyłam w mojego Jezusa i byłam obezwładniona Jego Miłością… Oddana Mu całkowicie! Mógł ze mną zrobić wszystko! Mógł wszystko wyjawić! Nie protestowała bym w ogóle! Otulona Miłością patrzyłam w Jezusa… Ale i On wydawał się… Tak!!! Jezus był obezwładniony moją małą, nieporadną miłością… Oddany mi całkowicie! Mogłam z Nim zrobić wszystko… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał płonący:
„Moja pszczółko maleńka…!”
„Dla Ciebie mogę być pszczołą! Mrówką! Byle nie trutniem!”
Smialismy się głośno! Jezus i ja.
„Mrówka też do Ciebie pasuje, Moniko! Mrówka robotnica!” – wyszeptał Jezus śmiejąc się serdecznie.
„A truteń?!” – śmiałam się wesoło.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno bardzo! I patrzył we mnie z czułością niezwykłą… Leżałam w objęciach Miłości rozpromieniona cała!!!

W INTYMNOŚCI NIEWYSŁOWIONEJ…

Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam, że jestem otulona Miłością… Otulona moim umiłowanym. Jezusem… Leżałam w Jego objęciach, z zamkniętymi oczami. Leżałam i uśmiechałam się do mojego ślicznego… I zapadałam w sen… Słodki i błogi..,
„Najdro…” – szepnęłam z uśmiechem.
„Odpocznij jeszcze, jedyna Moja! Odpocznij jeszcze!” – wyszeptał Jezus. I zaczął całować moją twarz… Czoło, oczy, policzki… Całował całym Sobą. Słodko i gorąco… Z tkliwością niesamowitą. Całował… A ja odpoczywalam otulona pocałunkami Jezusa.
Otworzyłam oczy. Jezus patrzył we mnie z czułością… Oddany mi całkowicie.
„Odpoczęłaś trochę, Moniko?” – spytał Jezus głaszcząc mnie po policzku.
„Tak, mój Jezu! Dziękuję!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Będziesz wiele cierpieć, najmilsza…”-wyszeptał z bólem.
„To oczywiste. Przecież dzisiaj nasz piątek!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. A ja zrozumiałam, że mówi nie tylko o dzisiaj, ale ogólnie.
„I dobrze. Lepiej niech boli mnie, a nie Ciebie, Jezu mój kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Ja będę cierpiał z Tobą, Moniko!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Skoro musisz… Nie chcę, żebyś cierpiał, Jezu! Niech lepiej boli mnie, nie Cie…” – Jezus nie pozwolił mi dokończyć. Zamknął mi usta pocałunkiem.
„Ale Ja pragnę!!! Nie zostawię Cię! Nie zostawię umiłowanej Mojej!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem. A Jego szept brzmiał jak prośba… Jak błaganie!
„No dobrze… Już dobrze…” – szepnęłam poruszona i wzruszona cała.
Jezus przytulił Swą twarz do mojej twarzy… Zatapial mnie w Sobie zatapial w Miłosci i czynił z Sobą jedno. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic. W intymności niewysłowionej… Mój Jezus i ja.

WYCZYN

Byłam w moim Jezusie… W moim najsłodszym zanurzona cała. Tańczylismy niezmiernie! W wielkiej miłości i intymności wielkiej… Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem. Patrzyłam i rozmyślałam… Milczeliśmy długo, złączeni w tańcu. W końcu ja patrząc w oczy umiłowanemu, wyszeptałam:
„Wiesz, mój Jezu? Tak ostatnio myślalam… Nie potrafię skomentować naszych spotkań. Nie potrafię wyrazić tego co ze mną robisz… Gdyby ktoś zaczął o nie, o moje z Tobą spotkania wypytywać, nie umiałabym, nie potrafiła bym nic o nich powiedzieć… A gdyby ktoś zarzucił by mi kłamstwo, nie potrafiła bym się obronić… Jestem w tym wypadku zupełnie bezbronna…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Łagodnie bardzo.
„Komentowanie zostaw innym, a ewentualną obronę Mnie zostaw, Moniko. A Ty pisz! Pisz dla Mnie, piękna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Uuueee… Pisać to mi najłatwiej, mój Jezu!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko, płonący cały!
„Najłatwiej?! Naprawdę, Moniko?!” – wyszeptał. Jego słowa przenikały mnie na wskroś!
„To znaczy jeśli chodzi o układanie notek to najłatwiej. Same mi układają! Wylewają się wprost z serca! Piszę bez żadnych poprawek, od razu na czysto. Natomiast pisanie technicznie jest bardzo trudne. I coraz trudniejsze…” – szepnęłam prawie bezgłośnie.
„Właśnie!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„Ręką praktycznie już nie piszę. Piszę szczęką. To jest specjalnym rysikiem do smartfona. Trzymam go w ustach i nim klikam pisząc na telefonie.”
„To jest wyczyn, Moniko!” – w oczach Jezusa widziałam podziw i dumę.
Zaśmiałam się radośnie!
„A wiesz?! Ostatnio myślalam o tym, że już prawie pół wieku siedzę na wózku inwalidzkim. I pomyślałam że to jest niezły wyczyn!”
Patrzyłam w mojego Jezusa uśmiechnięta cała!
„Masz rację, Moniko! Siedzenie pół wieku na wózku inwalidzkim bez marudzenia, narzekania, bez użalania się nad swoim losem, z uśmiechem w sercu i na ustach i błyskiem w oczach to wyczyn nie lada!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie. Patrzyłam w Niego rozpromieniona i zawstydzona zarazem…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w wielkiej intymności!

KLEJNOCIK JEZUSA

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie. Potem spojrzałam w oczy mojego umiłowanego z wdzięcznością.
„Dziękuję mój Jezu!!! Bardzo dziękuję!!!” – szepnęłam z miłością. Patrzyłam w mojego Jezusa rozradowana i rozczulona cała!
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… Z zachwytem we mnie patrzył!!! Jak w obrazek…
„Jakaś Ty piękna, Moniko! Jedyna Moja, jakaś Ty piękna!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pragnę być piękna, dla Ciebie, Jezu! Pragnę Ci się podobać!” – szepnęłam z mocą.
„Bardzo Mi się podobasz! Niezmiernie!!! ! Jesteś piękniejsza niż kiedyś, Moniko!” – wyszeptał Jezus z lubością.
„Piękniejsza niż kiedyś??!! To znaczy że kiedyś nie by…!” – nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Potem zaśmiał się perliscie, cudownie!
„Byłaś piękna! Ale teraz jesteś jeszcze piękniejsza! Piękniejesz z dnia na dzień, bardziej i bardziej!!!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem wielkim.
„No bo Ty mnie upiększasz! Przyozdabiasz Sobą! Jesteś moją Ozdobą! Moim przepięknym Klejnotem, który noszę… O, tu!!!” – szepnęłam i dotknęłam dłonią mojego serca. Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco i przytulił do Swego SERCA.
„A Ty Moja jedyna, jesteś cudnym klejnocikiem, który noszę, o, TU!!! Który jest Moją iskierką radości! Przy Tobie nie mogę być smutny! Nie pozwalasz Mi być smutnym!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!!! Rozpromieniony Miłością i uśmiechem!!! Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Rozpływalam się w moim umiłowanym…

KWITNIE!

Byłam w moim Jezusie. W Jego objęciach tańcząca bardzo, bardzo leżałam. Obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Leżałam z zamkniętymi oczami, nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Jezus zanurzał mnie w Sobie zatapial w Miłosci… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w wielkiej intymności. Tańczylismy bardzo! A nasze serca rozmawiały. Bynajmniej nie o cierpieniu! O blogu rozmawialiśmy.
„Wiesz mój Jezu?! Kiedy 12 lat temu zakładałam bloga, nie wiedziałam, że będę miała tyle do powiedzenia! Wiedziałam że mam, nie zakładała bym bloga gdybym nie miała! Ale nie wiedziałam że mam aż tyle! I mam wrażenie, że teraz mam jeszcze więcej do powiedzenia niż kiedyś. I mam też świadomość, że sama z siebie nic bym nie powiedziała. TY, mój Jezu mówisz przeze mnie!”
„Żyję w Tobie, Moniko, więc i przez Ciebie mówię!” – wyszeptał Jezus z takim przekonaniem jakby to była oczywista oczywistość.
„Nasza, Twoja i moja relacja kwitnie! Rozkwita bardziej i bardziej! Przy Tobie ja kwitnę! A jak ja kwitnę, kwitnie i blog!” – szepnęło moje serce.
„Pięknie powiedziane, Moniko! Ja sam nie mógłbym tego lepiej ująć!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Mimo wielkiego bólu, cierpienia uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A Jezus całował mój uśmiech…

NA POCZĄTKU BYŁA MĄDROŚĆ

Byłam w moim Jezusie. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Zakochany i zachwycony cały! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Pomyślałam o dzisiejszej uroczystości Trzech Króli.
„Mój Jezu, a to byli Królowie czy magowie?” – spytalam zaciekawiona.
„To byli przede wszystkim Mędrcy, Moniko. Ludzie, którzy poszukiwali mądrości!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Szukali i znaleźli Mądrość Przedwieczną!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko. I ja w Niego patrzyłam… I nagle uświadomiłam sobie, że leżę w ramionach Tej Mądrości! Można by powiedzieć, że nie tyle ja Jej szukałam… Ale to Ona mnie szukała, znalazła i nie teraz mnie trzyma w ramionach i tuli do SERCA!
A ja Ją pragnę poznawać, odkrywać!!! Pragnę Ją zdobywać!!! Z całego serca!!!
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem… Zafascynowana cała! Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą… Z tkliwością niesamowitą…
„Czy można powiedzieć że na początku była Mądrość?”
„Moniko, oczywiście, że można tak powiedzieć!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony bardzo.
Leżałam w objęciach Jezusa, Mądrości Przedwiecznej… Rozpływalam się w Tej Mądrości…

ODWIEDZINY U CIOCI ELI

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie! Cały był mój i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i rozmyślałam… Rozmyślałam i uśmiechałam się co chwilę do Niego i do moich myśli. Jezus uśmiechał się do mnie cudownie.
„Napisz o tych odwiedzinach, Moniko! Napisz, jak Ty je widzisz. Ożyw Moją ciocię Elę!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Dobrze!” – zaśmiałam się perliscie.

„Nawiedzenie świętej Elżbiety” – brzmi bardzo uroczyście, dostojnie, szorstko i sztywno. „Odwiedziny u cioci Eli” – brzmi bardziej swojsko. Jest w tym określeniu miłość, czułość i bliskość. Święci to przecież zwykli ludzie. Zwyczajni, jak my.
Przez wiele lat wyobrażalam sobie Maryję jako wielką panią. Wielką Królową. Potężną, majestatyczną i bardzo daleką. Odległą. Jakie było moje zdziwienie kiedy wyczytałam, że Maryja w chwili Zwiastowania miała 12 – 13 lat. Toż to mała dziewczynka! Dziecko jeszcze! Swoją drogą Pan Bóg miał wielką fantazję powierzając Zbawienie świata w ręce dziecka!!!
Gdy tylko Anioł od Niej odszedł, Mała Miriam zaczęła raz jeszcze przypominać sobie jego słowa.
-Powiedział, że będę Mamą… Mamą Syna Boga! Już jestem! Zaraz, zaraz… co ten Anioł jeszcze mówił…?! Że ciocia Ela jest przy nadziei!!! Przecież ona ma 80 lat!!! Pewnie leży w łóżku złożona niemocą! Trzeba jej pomóc! Idę do niej!!!
I nie mówiąc nic rodzicom, ani Swemu Józinkowi poszła. Poszła?! Nie! Pobiegła! W podskokach! Pobiegła przez góry i lasy… Do cioci Eli!
A ciocia Ela była staruszką o uśmiechniętym sercu. I przez ostatnie sześć miesięcy uśmiech nie schodził z jej twarzy! Jednak ostatnio czuła się trochę samotna. Nie miała bowiem komu opowiedzieć o swej Tajemnicy, podzielić się nią, porozmawiać o niej… Jej mąż, stary kapłan, Zachariasz 6 miesięcy temu nagle zaniemówił! I jakby bardziej ogłuchł… Siedział teraz w milczeniu i z rosnącym zdziwieniem wpatrywal się w coraz to większy brzuszek swojej Elusi… Jego oczy wyrażaly zachwyt i entuzjazm ogromny! I tak wyglądalo jakby już teraz chciał wybuchnąć wielką radością! Chciał, ale nie mógł… Musiał zaczekać. Za karę, że nie uwierzył słowu Anioła, musiał się teraz cieszyć w milczeniu.
Dlatego też gdy ciocia Ela zobaczyla w progu domu maleńką Miriam, niezmiernie się ucieszyła!!! Wybiegła Jej na spotkanie!
-Miriam!!! Moja kochana!!! Jakże się cieszę że jesteś!!!
-Witaj ciociu!!!
Ciocia Ela złapała się za brzuch i głośno zaśmiała!
-Ooo! Nawet dzieciątko skacze z radości, że przyszłaś!!! Bo… nie uwierzysz!!! Ja stara, stojąca nad grobem jestem przy nadziei!!! To cud!!!
-To jeszcze nic, ciociu!!! Ja, która nie bylam jeszcze z mężczyzną, oczekuję Dziecka! Syna Boga! Anioł był u mnie i mi powiedział! O twoim dzieciątku wiem od Niego!!!
I ciocia Ela i Mała Miriam zaczęły tańczyć z radości i szczęścia! A Miriam, która uwielbiała układać piosenki, na poczekaniu ułożyła hymn na chwałę Boga! Wyśpiewała Swoje szczęście i szczęście wszystkich ludzi! Miriam została u cioci Eli do czasu jej rozwiązania.
Tak mogły wyglądać odwiedziny u cioci Eli.

W PŁOMIENIACH MIŁOŚCI!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
„Moja piękna!!! Jedyna Moja!!!” – szeptał z ogniem. Nie przestawał mnie całować! Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Mu w oczy. I Jezus patrzył we mnie głęboko. Płonący cały Miłością!
„Twoja obolała i zmęczona Twoja!” – szepnęłam z mocą.
„Moja obolała i zmęczona Moja!!!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. Oczy Mu płonęły…
„I tańcząca Twoja!!!” – szepnęłam z ogniem. Trzymałam wciąż twarz Jezusa w swoich dłoniach. Zbliżyłam Jego twarz do mojej twarzy i pocałowałam Go. Pocałowałam jak Oblubienica całuje swego Oblubienca! Z całych sił! Z całej mocy! Z całego serca!!! I wtedy Jezus zaczął mnie całować! Obsypywał mnie pocałunkami! Całował mój uśmiech, serce i całe moje obolałe i zmęczone ciało! Całował! A Jego pocałunki były jak ogień!!! Jak płomienie! Płomienie Miłości!!! Płonęłam cała od tych pocałunków! Płonęłam! Spalałam się! Jak ofiarą! Jak żertrwa ofiarna!!! Spalałam się! A Jezus wciąż całował, całował i całował…
Leżałam potem w Jego objęciach… Promieniałam Miłością! A Jezus wciąż patrzył we mnie płonący cały!
„Nie wiedziałam, że tak można…!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„To dopiero początek, Moniko! Jeszcze wielu rzeczy o Mnie nie wiesz. Ale wszystko Ci opowiem i pokażę, jedyna Moja!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie taki piękny! Tak piękny!!! Że nie mogłam się powstrzymać! Chwyciłam twarz Jezusa i ucałowałam Go z ogniem!!! Najgoręcej jak potrafiłam!
Jezus spojrzał we mnie tak, jakby widział mnie pierwszy!
„Nie wiedziałem, że tak można, Moniko!” – wyszeptał zdumiony i zachwycony cały.
„Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. Ale wszystko Ci opowiem i pokażę, mój Jezu!!!” – szepnęłam z oddaniem.
Jezus patrzył we mnie… Tańczylismy bardzo. W intymności bez granic! W płomieniach miłości!!!

O POKUSACH I NIE TYLKO

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie płonący cały miłością i zachwytem. I ja patrzyłam tylko w Niego, w mojego Jezusa. Z miłością i uwielbieniem patrzyłam…
„Zamiast mnie zganić, okrzyczeć za to, że nachodzą mnie takie dziwne myśli, pokusy to Ty mi mówisz o mojej mądrości…! Jesteś niesamowity, mój Jezu!!! Niemożliwy jesteś!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
„Moniko, to że Cię nachodzą pokusy to nic złego. Pokusy same w sobie nie są niczym złym. Jednak to od Ciebie zależy co z nimi zrobisz. Czy im ulegniesz, czy nie. Do Ciebie należy decyzja!”
„Ja je wyśmiewam! Śmieję się z nich. Wtedy uciekają!”
„Zły nienawidzi uśmiechniętego serca i czystego, szczerego śmiechu. A najbardziej niecierpi tych, którzy Mi zaufali. Dlatego też Ciebie, Moja jedyna, omija szerokim łukiem. Czasem podsunie Ci jednak jakąś myśl, ale tak irracjonalną, że od razu wiesz, że to od niego!”-wyszeptał Jezus z mocą.
„No właśnie tak rzadko nachodzą takie myśli, że do końca nie byłam pewna. I wolałam Ciebie się upewnić…”
„Ale od razu spytalaś: ‚Czy to pokusa?'” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Pokiwałam głową twierdząco.
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam głośno:
„Ty też, mój Jezu, miałeś pokusy. Ale je zwyciężyłeś przez Słowo Boże i posłuszeństwo Ojcu. Chcę się uczyć od Ciebie, Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
„I Ty się dziwisz, że mówię o Tobie żeś madra!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„A Ten znowu Swoje! No!!!” – szepnęłam z udawaną złością. Zaśmiałam się radośnie i patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem…
„Kocham Ciebie, Jezu!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
„Kocham Ciebie, Moniko! Uwielbiam Cię, Moja jedyna! A moje SERCE szaleje z miłości do Ciebie!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały. A ja zaniemówiłam oszołomiona Miłością… Otulona Miłością! Obezwładniona Miłością!

DŁONIE..

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Jezus tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie… A ja cała Jego i dla Niego cała!
„Wiesz, mój Jezu? Ostatnio nachodzi mnie dziwna myśl… Myśl, że jestem sama na świecie. Że nie mam nikogo. Wiem że to nieprawda, bo mam wokół siebie Duchowe Dzieci! I w żadnej mierze nie czuję się sama. A nawet jeśli bym Dzieci nie miała to przecież mam Ciebie i sama nie jestem i nigdy nie będę! Dziwna ta myśl. Gdy ją wyśmiewam, ucieka!!! To pokusa?”- spytalam Jezusa.
Skinął głową twierdząco.
„Głupi ten zły, jeśli uważa, że że dam się na to nabrać!”
„On jest sprytny, przebiegly. Ale Ty, Moniko, jesteś mądra!” – wyszeptał Jezus z dumą.
„Mam Ciebie, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Masz Mnie!” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w oczy Jezusowi… I zobaczyłam w nich obraz bardzo przejmujący i piękny niezwykle… Zobaczylam siebie idącą po linii swojego życia Szłam bardzo nieporadnie, kołysząc się to w jedną to w drugą stronę. Z wyciągniętymi na boki rękami. Jak linoskoczek. Szłam… A pode mną rozpostarte były dłonie! Dwie wielkie przebite dłonie… Dłonie otulały mnie, ochraniały, asekurowały, holowały!!! Tak, że jakbym tylko się potknęła, dłonie natychmiast by mnie złapały! A jeśli linia mojego życia się nagle urwała, natychmiast wpadła bym w Jezusowe rączki!!!
„Cudny obraz!!! Dziękuję mój Jezu!!! Będę go sobie przypomniać w czasie pokus!” – szepnęłam z zachwytem.
„Jesteś mądra, Moniko!”
„Wiem, że mam Ciebie, Jezu i Tobie ufam. Po prostu…”
Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały!
„Na tym właśnie polega mądrość, maleństwo Moje kochane!” – wyszeptał Jezus z uwielbieniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa zawstydzona… A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do SERCA… Obejmowały mnie dwie wielkie przebite dłonie…

OD TEGO JESTEM!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Jak dobrze Mi u Ciebie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Mi u Ciebie lepiej, mój Jezu!” – szepnęłam uśmiechnięta cała.
„Nie! Mi u Ciebie lepiej!!!”
„Nie!!! Mi u Ciebie lep…” – nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem!!! Bardzo słodkim…
Leżałam w ramionach Jezusa i…
„Pragnę!!!” – szepnęłam z mocą.
I sama to pragnienie spełniłam. Z bezczelną ufnoscia przytuliłam twarz do SERCA umiłowanego. Całowałam i szeptałam czułe słowa, zapewnialam o mojej miłości i oddaniu. Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i zachwycony cały!!!
„Moniko dzięki Tobie Moje SERCE nie jest smutne i już nie boli! Sprawiasz Mi wielką radość i uszczęśliwiasz niezmiernie!”
„Od tego jestem, mój Jezu! Ty także sprawiasz mi wielką radość i uszczęśliwiasz baaaaaardzo!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Od tego jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Scroll Up