KOŁYSANKA W OTCHŁANI SMUTKU

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego… Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus patrzył we mnie głęboko… Co chwilę zamykał oczy… Widziałam, że jest niezmiernie zmęczony i cierpiący. I niewypowiedzianie smutny…! Nie wiedziałam jak mam pocieszyć mojego Jezusa, ja sama byłam bardzo zmęczona, cierpiąca i smutna…
Nagle pewna myśl przemknęła przez moją głowę i serce! Szybka jak błyskawica! Na tę myśl rozradowało się moje serce!!! Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I zaczęłam… śpiewać:
„Mój maleńki, zaśnij już… Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”
Jezus, który akurat leżał z zamkniętymi oczami, otworzył je szybko! I uśmiechnął się do mnie jasno, slonecznie… Cudownie! Patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„Mama?! Mama?!!” – spytał z zachwytem i entuzjazmem.
„Mama!” – szepnęłam z mocą.
Położyłam głowę na Jego ramieniu i szczęśliwa śpiewałam… A gdy śpiewałam Jezus zatapial mnie w Sobie. Zanurzał w Miłosci i bliskości. Zagłębiał w Sobie… Nasze serca trwały w przytuleniu. SERCE przy sercu. Przylulały się w uścisku miłości i cierpienia… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A ja śpiewałam:
„Mój maleńki, zaśnij już… Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”