JAK DOBRZE, ŻE TU JESTEŚ!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. A ja tuliłam mego Jezusa… Jezus patrzył we mnie głęboko… Z tkliwością niesamowitą… Patrzyłam w Niego poruszona.
„Mój Jezu… jak dobrze, że tu jestem! Jak dobrze, że mnie tu chcesz! Jak dobrze, że mogę Cię tulić do serca, utulić… Jak dobrze, że tu jestem, mój Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko.
„Wiem, Moja jedyna, że czujesz się bezradna, bezsilna wobec sytuacji w której się znalazłaś. Wiem! Znam ten stan bezradności, bezsilności… Ja jako człowiek też byłem bezradny i bezsilny. Gdy wisiałem na Krzyżu i widziałem Moje umiłowane dzieci, które patrzyły na Mnie z nienawiścią! Lżyły i szydziły ze Mnie… Przeklinały Mnie! Nie mogłem nic zrobić, przygwożdżony do krzyża. Mogłem jedynie za nie, za Moje dzieci umrzeć!”
Jezus patrzył we mnie… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Chcę jak Ty, mój Jezu!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus patrzył we mnie…
„Jak dobrze, że tu jesteś, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
Patrzyłam w mojego ślicznego poruszona i szczęśliwa! A On patrzył we mnie z zachwytem. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości…