MAŁE WIELKIE RZECZY

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Na SERCU umiłowanym leżałam i rozmyślałam…
„Ostatnio naszła mnie myśl, że ja już na nic w życiu nie czekam. Na nic wielkiego. A zaraz potem naszła myśl, że już mnie w życiu nic nie czeka. I pomyślałam że to nie tak. To że na nic nie czekam wcale nie znaczy że już nic mnie nie czeka. A to że nie czekam na nic wielkiego pozwala mi się cieszyć rzeczami małymi, zwyklymi, powszednimi. Pozwala mi cieszyć się codziennością. Ot na przykład takim ptaszkiem o którym pisałam wczoraj… „- szepnęłam z uśmiechem.
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Na jedno wydarzenie czekasz, Moniko!!! Czekasz niecierpliwie! Czekasz z entuzjazmem i wielką radością!!!” – wyszeptał z ogniem.
Od razu wiedziałam o czym Jezus mówi!!!
„Taaak!!! Na to WYDARZENIE czekam! Chodziło mi to ży…!”- przerwałam i umilkłam. Jezus Swoimi słowami zburzył moje myślenie i ustawił je po Swojemu. Pomyślałam że to baaaaaardzo dobrze! Że po to tu jestem, żeby uczyć się myśleć tak jak On!!!
„Ale tak myślę że żeby Tam się znaleźć, żeby zdobyć Niebo wcale nie trzeba robić nie wiadomo jak wielkich rzeczy! Wystarczy być członkiem dostrzegać małe rzeczy i robić je z miłością!”
„Dla Mnie male rzeczy są często wielkimi!”
„A wielkie małymi!”
Jezus skinął głową twierdząco.
„Wszystko zależy od tego czy robisz je z miłością!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Z zachwytem wielkim… A ja pomyślałam że tylko On potrafi dostrzec małe, takie nic! Potrafi dostrzec słabe i biedne maleństwo, wziąć je na ręce. I uczynić wielkim!

GNIAZDKO W JEZUSIE!

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Leżałam i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Naprzeciw okiem mojego pokoju rośnie świerk srebrny. Rodzice posadzili go dawno temu. Kiedy bardzo urósł, rodzice obcięli mu czubek. I wygląda jak wielki parasol przed naszym gankiem. Od kilku lat, na przełomie kwietnia i maja gdy leżę w łóżku to nad ranem słyszę gruchanie gołębia. Gołębica uwiła tam sobie gniazdo i co roku wysiaduje jaja. Szukałam ją wiele razy, ale wśród gałęzi i igliwia nie mogłam jej dostrzec…
A wczoraj zobaczylam ją! Zupełnie przypadkiem! Dostrzeglam golebicę! Siedziała w gniazdku ukryta wśród gałęzi. Ledwo ją można było zobaczyć!
-Tu jesteś kochaneczko! W końcu cię znalazłam! – zaśmiałam się wesoło.
Gołębica wydawała nic sobie z tego nie robić, że ją obserwowałam. Może nie widziała mnie? Czyscila piórka, mościla się w gniazdku. Obserwowalam ją, podziwiając mądrość ptaszka. Nie zbudowala gniazda na szczycie świerku,gdzie słońce paliło, albo deszcz padał. Uwił gniazdo między gałęziami, także gałęzie nad nią tworzyły jakby daszek. Gołębica nie siedziała ani na słońcu, ani w cieniu. Siedziała w półcieniu. Wysoko, że czarny kot sąsiadki, Czaruś, nie mógł jej dostrzec ani zrobić krzywdę.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem… Nagle naszła mnie myśl, że aż uśmiechnęłam się do Jezusa i do niej radośnie!
„O czym pomyślałaś, Moniko?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Ty Jezu wiesz o czym! Ale jeśli chcesz, powiem. Pomyślałam że jak ta gołębica uwiła gniazdko w gałęziach świerku, tak ja uwiłam gniazdo w Tobie, mój Jezu! Słońce Tu nie pali, deszcz nie zaleje, zło nie dostrzeże, nie dosięgnie. Uwiłam sobie gniazdko w Tobie, mój Jezu! „-szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Pięknie powiedziane! I pomyślane!” – wyszeptał Jezus promieniejąc uśmiechem i Miłością.
„To od Ciebie! Sama bym tego nie wymyśliła!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!

WYJĄTKOWA!

Jezus trzymał mnie w objęciach Swoich i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Taki piękny i delikatny… I taki we mnie zakochany! Oddany mi całkowicie! Cały był mój i cały był dla mnie!!!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem…. Zakochana i zachwycona cała! Oddana Mu całkowicie! Cała byłam Jego i dla Niego cała!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Z uwielbieniem…
„Jakaś Ty piękna, Moniko!!! Jakaś Ty piękna…!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„To dzięki Tobie, mój Jezu! To dzięki Tobie! Dzięki Tobie…” – szczebiotałam szczęśliwa cala.
Jezus jakby nie słuchał tego co mówiłam…
„Pragnę Ciebie!!!” – wyszeptał Jezus wyszeptał Jezus z ogniem.
I patrzył we mnie… Gdy tak we mnie patrzył wiedziałam, że jestem dla Niego kimś drogocennym, wyjątkowym, fascynującym! Najważniejszym na świecie! Jedynym… Tak! Byłam jedynaczką Jezusa! I rozpieszczał mnie jak jedynaczkę…
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem! A On zanurzał mnie w Sobie zatapial… Ginęłam w Miłosci… Zobaczylam nasze serca! SERCE Jezusa i moje serce. Serca objęły się i przytuliły do siebie nawzajem… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Serca trwały w przytuleniu. Jezus i ja patrzyliśmy w siebie nawzajem… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!

TANIEC W DUCHU!

Tańczyłam w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo! Jezusa nie było. Ale cała Światłość była wypełniona Nim! Jego Obecnością i Miłością… Tańczyłam więc w moim Jezusie! Uśmiechnięta od ucha do ucha!
W pewnej chwili zauważyłam nad sobą Cień… Dziwny Cień! Nie przeszkadzal On Światłości! Przeciwnie! Wypływał z niej, był jej częścią! Uśmiechnęłam się bardzo radośnie! Bo od razu przypomnialam sobie, że DUCH osłonił Miriam po Zwiastowaniu… Wiedziałam więc Kto to! Wiedziałam że to DUCH!!! Tańczyłam otulona Duchem… W Duchu tańczyłam! I z NIM tańczyłam!!! Wiedziałam, że DUCH uwielbia tańczyć! Tańczył ze mną przecież! Bo kiedy Jezus ze mną tańczy, tańczy też TATA i DUCH!!! Pomyślałam że spytam o to Jezusa.
Tańczylismy! Wirowałam… Duch unosił mnie do góry…
Potem odpoczywałam w objęciach Jezusa… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały!
„Tańczyłam z Duchem!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Ooo! Widzę że znasz i DUCHA, Moniko!”
„A znam! ON uwielbia tańczyć… ze mną…”-ostatnie słowo wyszeptałam bezgłośnie.
„Nie dziwię Mu się!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
„A prawda, że gdy Ty ze mną tańczysz to tańczy też TATA i DUCH??! Cała Trójca Święta tańczy ze mną?!”
„Prawda, prawda! – wyszeptał Jezus z uśmiechem dając mi delikatnego pstryczka w nos – Ale skąd Ty kochana Moja o tym wiesz?!”
„Jak to skąd?! Od Ciebie, Jezu kochany! Ty dajesz mi tego doświadczać! Ty mi o tym mówisz! O, tu!!!” – pokazałam palcem moje serce.
Jezus patrzył we mnie płonący… Miłość sama! Rozpływalam się w tym Spojrzeniu Jezusa… Rozpływalam się w Jego Miłości…

Z JEZUSEM DAM RADĘ!

Byłam w moim Jezusie… W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący… Miłość sama! Cały był Miłością… Cały! Patrzył we mnie… a Jego spojrzenie przenikało mnie… Zanurzało w Miłosci… Zatapialo… Tonęłam, rozpływalam się… Ginęłam w moim Jezusie! Gubiłam się w umiłowanym… Pragnęłam ginąć! Pragnęłam się gubić!
„Mój słodki Jezu!!! Mój śliczny… kochany mój Jezu!” – szeptało moje serce.
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i bardzo poważny.
„Będziesz wiele cierpieć, najmilsza, jedyna Moja!” – wyszeptał bezgłośnie prawie.
„Jeszcze bardziej? Jeszcze więcej?” – spytalam.
Jezus nie odpowiedział. Tylko skinął głową twierdząco.
„Spoko! Jeśli trzeba, będę!” – szepnęłam z lekkością.
Jezus spojrzał we mnie zdziwiony!
„Nie boisz się się cierpienia, Moniko?!”
„Bać się?! Nie! Ty mnie z cierpieniem oswoiłeś! Z Tobą dam radę! Z Tobą daję radę! Tylko dzięki Tobie daję radę! Tylko dzięki Tobie, mój Jezu! Tylko dzięki Tobie…” – pod koniec głos zaczął mi się łamać. Ale jakoś się opanowałam. I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Promiennie!
Jezus był poruszony niezmiernie… Milczał. A Jego SERCE szeptało:
” Oblubienico Moja słodka! Śliczna Moja! Jedyna Moja! Umiłowana! Uwielbiam Ciebie! Uwielbiam!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i rozpływalam się w Nim cała…

SŁABOŚĆ

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam. Wszystko mnie bolało i zmęczona bardzo byłam. Ale nie myślałam ani o cierpieniu, ani o zmęczeniu. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i myślałam jak Go uszczęśliwić, jak Go ucieszyć. A że nic nie przychodziło mi do głowy, uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Pomyślałam że może chociaż mój uśmiech Go ucieszy…
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały miłością! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. A dłonią dotykał mojego policzka i głaskał go z czułością…
„Moniko, Moja jedyna, mam do Ciebie słabość!”
„Słabość?!” – szepnęłam zdziwiona.
„Obezwładniasz Mnie… obezwładniasz swoją miłością, ufnoscią, pragnieniem uszczęśliwiania Mnie! Dlatego też nie odmówię Ci niczego. I właśnie dlatego powiedziałem, że nie musisz Mnie prosić! Ale jeśli chcesz, jeśli sobie życzysz, proś Mnie! Dla Mnie Twoja prośba jest rozkazem!”- wyszeptał Jezus z ogniem głaszcząc z czułością mój policzek.
„I wzajemnie, mój Jezu kochany! Mam słabość do Ciebie! Obezwładniasz mnie Swoją miłością, dobrocią, cierpliwością, czułością… Niczego Ci nie odmówię! I dlatego powiedziałom żebyś mnie nie prosił. Ale jeśli sobie życzysz, proś mnie, do woli. Twoja prośba jest dla mnie rozkazem!”
A po chwili dodałam:
„Zawładnąłeś mną…”
„Zawładnęłaś Mną…”
„I dobrze! Daj mi pić, proszę kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy jeszcze bardziej i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco… Potem przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości….
A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

UŚMIECH MAMY

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach i tuliłam do serca mego. Byłam bardzo zmęczona, oczy mi się zamykaly… Położyłam głowę na SERCU umiłowanym, zamknęłam oczy i odpoczywałam…
Leżałam… Słyszałam taką rozmowę:
„Pięknieje ta Nasza Maleńka, mój Synku!”- głos kobiecy był cichy i dźwięczny jak dzwoneczki. Migotliwy jak światełka…
„To już nie tylko Maleńka, Mamuś! To Monika! – głos Jezusa był przepełniony czułością – A wiesz? Wczoraj Mi powiedziała, że Ja i Ty tulimy jej serce do Naszych Serc. Nie wiem skąd ona to wie, ale tak powiedziała!”
„Jak doświadcza tak mówi. Ale dlaczego się dziwisz, Synku? Przecież jest tak jak mówi!” – kobieta zaśmiała się perliscie.
„Błagała Mnie, żebym pozwolił jej Mnie prosić, a nie rozkazywać! Runęła do Moich stop i blagala… W szoku byłem!!! Tak wielka pokora… Sam runąłem przed Moniką i błagałem żeby pozwoliła Mi ją prosić…”
„Uczysz się jeszcze czegoś, mój Synku!” – głos kobiecy był pełen miłości.
Podniosłam szybko głowę… Nie było nikogo oprócz mojego Jezusa!
„To MAMA?!!! Pozwól mi Ją zobaczyć! Proszę… Pozwól mi Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Ona jest zawsze przy Tobie, kochana Moja! A zobaczysz Ją u Mnie na rączkach! W całej okazałości!”
„Pozwól mi teraz… proszę…!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus znów się do mnie uśmiechnął…
Zobaczylam przed sobą światło… A w świetle rysy twarzy, niezmiernej piękności….
„MAMA…”
Poczułam słodki pocałunek na policzku…
„Witaj Moniko, córeczko kochana Moja! Dziękuję Ci bardzo za bukiety różańcowe, które dla Mnie układasz i proszę o jeszcze!” – głos Mamy, tkliwość sama…
„Będę jeszcze, Mamusiu!” – szepnęłam z mocą i miłością.
MAMA uśmiechnęła się do mnie przepięknie… I znikła.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Układałam bukiety dla MAMY…

SPACERUJĄC…

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach leżałam zakochana i szczęśliwa cala… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony na zabój!
„Chętnie bym pospacerowała z Tobą, mój Jezu! Pod rękę! Uwielbiam…!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Posil się więc, kochana Moja i zabieram Cię na spacer!” – wyszeptał z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I po chwili spacerowalam z umiłowanym pod rękę.
Wchodziliśmy do sypialni moich Duchowych Dzieci i patrzyliśmy jak śpią. Jezus pochylał się nad każdym moim Dzieciom i całował je w czoło z czułością niezwykłą. Potem ja całowałam każde moje Dziecko..,
A potem spacerowaliśmy w Światłości wielkiej. Cichej i ciepłej.,. Jezus patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam.
„Kochasz Swoje Dzieci, Moniko!”
„Noszę ich serca w moim sercu…. A raczej Ty wypełniasz moje serce i tulisz serca moich Duchowych Dzieci!” – uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
„A kto tuli Twoje serce?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„No jak to Kto??!! TY!!! To, że tulisz serca moich Dzieci, nie znaczy że nie tulisz i moje serce! TY i MAMA…!”
„Pięknie powiedziane!” – wyszeptał Jezus z zachwytem wielkim.
W pewnej chwili Jezus przystanął. Stanął przede mną i ujął moją twarz w Swe dłonie. Patrzył we mnie płonący cały…
„Wczoraj zły podsuwał Ci przed oczy pokusy, a Ty im nie uległaś!!!”
„A tak, tak! Nawet się dziwiłam jak mogły mnie kiedyś pociągać. Teraz odpychaly, budziły we mnie wstręt i obrzydzenie!”
„Wiesz jak to się nazywa, Moniko? Nawrócenie!!!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„To Ty mnie nawracasz do Siebie mój Jezu kochany! Codziennie nawracasz!”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, jedyna Moja!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem.
Wziąl mnie pod rękę i spacerowaliśmy w Światłości… Zapatrzeni w siebie nawzajem!

WOLNA, NIEZALEŻNA I ZAKOCHANA!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Rozmawialismy… O czym? O reakcji niektórych moich Duchowych Dzieci na obraz, który zaczynam malować. „Pocałunek Miłości”. Nie będę opisywać reakcji, ani rozmowy. Zapiszę tylko wnioski:
Maluję ten obraz miedzy innymi po to, żeby pokazać przede wszystkim sobie, ale i moim Dzieciom, że jestem osobą niezależną, wolną. Mimo że fizycznie całkowicie jestem całkowicie uzależniona od innych ludzi. Jestem wolna i niezależna. W myśleniu, mówieniu i tym co robię. Także, a może przede wszystkim w malowaniu. Moje Duchowe Dzieci mają prawo nie rozumieć tego co maluję, ale nie znaczy to że mogą mi zabraniać malować, ani traktować tak jakbym była niespełna rozumu.
Jestem osobą, kobietą zakochaną w Jezusie. I mam prawo o tej miłości pisać, mówić i nią malować. Tak jak potrafię.
Czuję nacisk, żeby przerwać malowanie tego obrazu. Więc Jezus powiedział że będzie ze mną cokolwiek postanowię.
Będę malować, nie ugnę się pod naciskiem. Nie dlatego, żeby postawić na swoim.
Dlatego, żeby pokazać sobie i innym, że jestem wolna i niezależna. I zakochana w Jezusie! ❤️

UCZĘ JEZUSA POKORY…

Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona. Chciało mi się pić…
„Daj mi pić, mój Jezu… proszę…” – szepnęłam z trudem.
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… A Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał z ogniem:
„Zapomniałaś, Moniko, że masz Mnie nie prosic? Tylko mówić, że chcesz pić?! Zapomniałaś?!”
„Nie. Pamiętam, ale nie mogę Cię nie prosić… Szczególnie o Coś tak cennego… Nie można Cię nie prosić!” – szepnęłam i piłam dalej.
„Masz Mnie nie prosić, Moniko! Tylko Mi kazać!” – wyszeptał Jezus stanowczo, wręcz ostro. Słowa te bardzo raniły moje serce… Przestałam pić, podniosłam głowę i wyszeptałam Jezusowi wprost do ucha:
„Będzie to bardzo bolesne i trudne dla mnie, ale nie będę Cię prosić, skoro Sobie tego życzysz! Skoro mi każesz! Ale i ja Tobie każę! Nie proś mnie więcej, ale Mi rozkazuj!”
Widziałam, że te słowa bardzo zraniły, zabolały Umiłowanego mojego. Podobnie jak mnie zraniły i zabolały Jego słowa.
Pomyślałam, że teraz Jezus wie jak ja się czuję. I postawiłam Go pod włos.
Jednak z tym że zabronił mi Siebie prosić, nie mogłam się pogodzić. To było dla mnie nie do przyjęcia…
„Będę Go błagać, żeby pozwolił mi prosić! Tak!!! Będę błagać!” – pomyślałam.
Od razu zeskoczylam z kolan Jezusa i runęłam do Jego nóg!!!
„Błagam, pozwól mi Cię prosić!!! Błagam! Pozwól mi prosić! Pozwól mi!!! Błagam… Błagam… błagam Cię, mój Jezu kochany! Błagam!!!”
Umilkłam. Podniosłam szybko głowę do góry… Jezusa nie było… Spojrzałam niżej… I oniemiałam! Zaniemówiłam!!! Jezus leżał przede mną i błagał, żebym pozwolila Mu prosić… Wstałam szybko i wyciągnęłam rękę do Jezusa.
„Wstań! Proszę… Wstań!”
Jezus chwycił moją dłoń i wstał.
Stał przede mną poważny i uroczysty wielce.
„Pozwól Mi Cię prosić, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pozwól mi Cię prosić, mój Jezu kochany!”- szepnęłam z mocą.
Uszczęśliwiona położyłam głowę na SERCU umiłowanym… Jezus wziąl mnie na ręce i przytulił mocno do Siebie.
„Dzisiaj to Ty, Moja jedyna, uczysz Mnie pokory!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. A On patrzył we mnie z czułością i zachwytem wielkim….

POCAŁUNEK MIŁOŚCI

Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Czule i słodko i gorąco… Potem patrzył we mnie płonący cały miłością… Rozpromieniony cały! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
„Namaluję go. Namaluję nasz pocałunek…!” – szepnęłam z mocą.
I nagle się zawstydziłam… bo nie spytalam Jezusa o zgodę. Wczoraj nagle naszła mnie myśl, żeby ten nasz, a raczej Jezusa pocałunek namalować. I tak się tą myślą ucieszylam, że już nie pytałam… Spuściłam głowę zawstydzona.
„Mogę…?” – spytalam bezgłośnie prawie.
Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie ale stanowczo podniósł moją głowę do góry.
Spojrzałam Mu w oczy nieśmiało. Płonęły miłością.
„Masz namalować nasz pocałunek, Moniko! To Ja Ci podsunąłem tę myśl!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
A ja aż podskoczyłam do góry z radości!!!
„Tak myślałam że to Ty, mój Jezu! Tak myślałam!” – szepnęłam uradowana.
A po chwili posmutnialam…
„Tylko… jestem człowiekiem i namaluję po ludzku… Nie umiem tak pięknie…”
„Ja jestem też i człowiekiem, namaluj więc po ludzku, kochana Moja! Zresztą pomogę Ci!”
„Skoro mi pomożesz to tak czy inaczej, wyjdzie!”
Patrzyłam w mojego Jezusa, a On we mnie patrzył… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…

Wczoraj tato się mnie pyta co będę malować. Odpowiedziałam tacie, że coś wymyślę, nie chciałam od razu mu mówić.
-Myślałem, że już wymyśliłaś po dwóch tygodniach laby! – zaśmiał się tata.
-Pocałunek! – wyparowałam.
-Pocałunek??!! – tata był bardzo zdumiony – Jaki pocałunek?! Judasza??!!!
Teraz to ja się zaśmiałam zaskoczona i baaardzo zdziwiona!
-Judasza??!!! Nie! To będzie całkiem inny pocałunek!!!
„Pocałunek Miłości…”- szepnęło moje serce.

MIŁOSIERDZIE

Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam:
„Dziś święto Miłosierdzia Bożego! Jak, w jaki sposób mój śliczny Jezus okazuje mi Swe miłosierdzie? Że ze mną jest. Po prostu. Że znając mnie, znając moje grzechy, słabości i wady, nie odrzuca mnie nędznej, nie odpycha…. Ale bierze mnie z czułością na ręce. Tuli do SERCA…”
Tak rozmyślałam, patrząc w mego Oblubienca. Jezus patrzył we mnie płonący, rozpromieniony cały Miłością i zachwytem wielkim…
„Pragnę tak żyć, żebyś patrząc na mnie, na moje życie, na to co robię uśmiechał się nade mną! Żebyś się mną cieszył!” – szepnęłam z mocą. I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Moniko! Już się Tobą cieszę! Raduje się Moje SERCE gdy widzę jaka jesteś dzielna, mądra i piękna! Raduje się bardzo, jedyna Moja!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Milczałam zakłopotana bo ja tego w sobie często nie widziałam…
Jezus patrzył we mnie z wielką Miłością. Pomyślałam że to Jezusowe Spojrzenie Miłości to też okazywane mi miłosierdzia… Tańczyłam w Spojrzeniu Jezusa. W Spojrzeniu z Krzyża… 

PRAGNIE MNIE WIĘCEJ, BARDZIEJ I GŁĘBIEJ…

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem, trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały! Zakochany i zachwycony cały! Cały był Miłością, cały był mój i cały był dla mnie! Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zachwycona cała! Cała byłam Jego i dla Niego cała!!!
Umiłowany patrzył we mnie głęboko…
„Pragnę Ciebie, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„Masz mnie! Weź mnie! Weź, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Mam Ciebie, Twoją miłość, Twoją obecność, Twój Taniec! Ale pragnę więcej, bardziej, głębiej….”
Jezus patrzył we mnie płonący miłością…
„Cieszę się baaaaaardzo, mój Jezu! I ja Cię pragnę więcej, bardziej i głębiej!!! I ja Ciebie pragnę!”
„Uszczęśliwiasz Mnie, Moniko! Uszczęśliwiasz niezmiernie!” – Jezus promieniał cały.
„To Ty, mój Jezu kochany uszczęśliwiasz mnie ogromnie!!!”
Tańczylismy bardzo w bliskości bez granic! 

MOGĘ!

Siedziałam u Jezusa na kolanach. Tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Obejmował mnie z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Miłość sama!
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Odpocznij więc kochana!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z miłością i położyłam głowę na Jego ramieniu.
Odpoczywałam… A nasze serca rozmawiały:
„Nie musisz już pisać notek, Moniko!”
„Ale chcę!”
„Nie musisz, ale możesz!”
„Mogę i chcę…”
„I będziesz! Pomogę Ci jedyna Moja!”
„Dziękuję mój Jezu!!!”
„Odpocznij teraz, Moja śliczna… Moja umiłowana… Moja słodka…”
SERCE Jezusa szeptało czułe słowa… Szeptało… A ja odpoczywalam otulona Miłością… 

DAŁ

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! Siedziałam u Jezusa na kolanach. W Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej i wypełnionej Jego Obecnością i Miłością… Siedziałam więc u Niego na kolankach. Jezus jedną dłonią obejmował mnie z tkliwością. A drugą dłoń położył mi na kolanach. Wyciągnęłam rękę i delikatnie ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie… Patrzyłam w Ranę zamyślona…
„Wyryłem Sobie Ciebie na obu dłoniach, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ta… ta… tak!” – wymamrotałam zaskoczona Jego słowami.
Spojrzałam Jezusowi w oczy… Nie zobaczylam niczego innego tylko Miłość! Miłość!
„Żeby o Tobie nie zapomniec!” – kontynuował umiłowany z naciskiem.
„Nie zapomnisz!” – szepnęłam z trudem.
„Tak! Teraz już nie zapomnę!!!”
Słowa Jezusa raniły i jednocześnie ogromnie uszczęśliwialy moje serce! Ogromnie raniły i uszczęśliwiały!!!.
Ucałowałam dłoń Jezusa ze czcią i namaszczeniem i przytuliłam do mego policzka.
Rozmyślałam…
„Mówi się, że to my, ludzie ukrzyżowaliśmy Jezusa. I to prawda. Ukrzyżowaliśmy! Ale On tego chciał… Pragnął! Pozwolił nam! Gdyby nam nie pozwolił, nic byśmy nie mogli zrobić! On jest potężny i wszechmocny! Bez Jego woli nie moglibyśmy ruszyć ani ręką, ani nogą! Ani biczować! Ani wbić gwóździa w dłonie i stopy! Niczego nie moglibyśmy z Nim zrobić! On nam się oddał! Wydał! Dał! Dał… ‚Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał (…)’ DAŁ! Po prostu… A Syn wypełnił Wolę Ojca. Jego pokarmem jest pełnić Wolę TATY. Karmi się Nią… Dał nam Siebie całkowicie. Ciągle się daje… Oddaje! To niepojęte… że można AŻ TAK kochać!!! Niepojęte!”
Patrzyłam w mojego Jezusa głęboko… A On wyjął z Rany SERCOWEJ Hostię i Nią mnie nakarmil. Znów dał mi Siebie…
Patrzyłam w mojego Jezusa w milczeniu. Brakowało mi słów… Brakowało mi słów wobec tak wielkiej MIŁOŚCI!!!

Z LUBOŚCIĄ!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Znalazłam się w pustym kościele. Panował w nim mrok. Tylko wieczna lampka paląca się przed Tabernakulum, delikatnie oświetlała ołtarz. Na ołtarzu stała piękna, choć niezbyt ozdobna monstrancja. A w niej był mój umiłowany Jezus ukryty pod Postacią kruchego opłatka… Klęczalam przed Jezusem i adorowałam Go… z miłością… Adorowałam całą sobą! Moje serce biło dla Niego.
„Uwielbiam Ciebie, Jezu! Mój Jezu… uwielbiam Ciebie! Uwielbiam Cię…”
Tak szeptało moje serce. A moje oczy wpatrzone w bielutką Hostię to uwielbienie potwierdzały…
I w jakiej chwili byłam już w ramionach Jezusa! Leżałam w Jego objęciach zanurzona cała… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany…. na zabój!!! Patrzyłam w Jezusa zakochana cała! Leżałam bezbronna… Bezbronna wobec Miłosci! Pragnęłam być bezbronna… I byłam! Byłam Jego maleństwem! Jego dzieciątkiem! Jego niemowlęciem…
„Uwielbiam Ciebie, mój Jezu! Uwielbiam! Uwielbiam…!” – szeptało moje serce.Oczami duszy zobaczylam, że Hostia, którą przed chwilą adorowałam, wyszła z monstrancji i weszła do serca mego.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony cały Miłością…
„Jesteś Moim Tabernakulum, Moniko. W Nim odpoczywam… Z lubością!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Leżałam w Jego objęciach i rozmyślałam…
„Kiedyś w moim sercu był ogród. Ogród Sercowy! Teraz w jego miejscu jest umiłowany mój. Jezus! Wypełnia me serce! Miejsca ma duuuużo bo przecież Ogród Sercowy był bardzo rozległy. Teraz ON, Jezus jest moim OGRODEM! Tak!!! Jezus jest moim Ogrodem! Moim Rajem! W którym odpoczywam… Z lubością!”
Jezus patrzył we mnie zakochany cały…

ROZKWITAM W DOJRZAŁOŚCI

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Byliśmy w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący! Bardzo piękny i taki we mnie zakochany!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Wiesz mój Jezu… wczoraj zaczęłam czytać moje stare notki opisujące nasze pierwsze spotkania… Na ławeczce, w Ogrodzie Sercowym, w Różanym Kąciku…. Notki tamte jaśniały świeżością, czystością i zachwytem wielkim nad tym co się dzieje we mnie! I naszła mnie myśl, że teraz notki są inne… Że moja wiara skostniała, że jest sztywna, utarta, a nawet martwa… A Ty, że stałeś się mi powszedni… że mi spowszedniałeś… Myśli te raniły moje serce! Jak ukłucia sztyletu…. Jednak postanowiłam się z nimi zmierzyć! Zaczęłam się zastanawiać się nad moją wiarą. I doszłam do wniosku że te myśli nie są prawdziwe! Że moja wiara jest może prosta, ale szczera i żywa. Że Ciebie ciągle szukam, odkrywam, poznaję! I pragnę odkrywać Cię bardziej i głębiej. I że to dla mnie niesamowite, fascynujące i zachwycające! Nawet bardziej niż kiedyś!!! I zaczęłam czytać najnowsze notki. I one jaśnieją świeżością, czystością i zachwytem wielkim nad Tobą! Ale są inne od tamtych pierwszych. Na czym polega ta inność… nie umiem powiedzieć…”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Jego cudne spojrzenie Miłości przenikało mnie na wskroś!!!
„Zobacz Moniko, kiedyś wystarczał Ci kwiatek, owoc, ptaszek w Ogrodzie Sercowym i już się nimi zachwycałaś! Teraz wystarczam Ci Ja! To Mną się zachwycasz!”
Kiwnęłam głową twierdząco i popatrzyłam w Jezusa jakby mówił coś dla mnie oczywistego! Bo było oczywiste!
„Twoja wiara dojrzewa, Moniko! Ty dojrzewasz w bliskości ze Mną! We Mnie dojrzewasz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Dojrzewam…?! Przecież niedawno mówiłeś że kwitnę…” – szepnęłam nic z tego nie rozumiejąc. Patrzyłam w mojego Jezusa zagubiona…
„Bo kwitniesz, kochana Moja! Rozkwitasz w dojrzałości!”
Jezus, umiłowany mój patrzył we mnie słodko… ja patrzyłam w Niego zagubiona… Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Czułe i słodko i gorąco… Potem patrzeliśmy w siebie nawzajem w milczeniu. On patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy w pełnym Miłosci milczeniu…

MIMO DRZWI ZAMKNIĘTYCH

Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam…
„Przychodzisz, Panie, mimo drzwi zamkniętych!” Dwa tysiące lat temu przyszedłeś zmartwychwstaly do Apostołów zamkniętych z obawy przed Żydami. Dziś przychodzisz i do nas, zamkniętych z obawy przed… wirusem. Można powiedzieć, jakie czasy takie obawy… Przychodzisz więc do nas, zamkniętych. Przychodzisz delikatnie, niepostrzeżenie, pokornie i cicho. Jakbyś nie chciał przeszkadzać Swoją Osobą… Przezroczysty i bezbronny… Przychodzisz… I wchodzisz w nasze obawy. Stajesz po środku naszych obaw, lęków, po środku naszego życia. Stajesz po środku… Rozkładasz szeroko ramiona, pokazując nam Rany po gwoździach – znaki Miłosci.
-Pokój wam! Czego się boicie? Nie bójcie się! Zmartwychwstałem! Żyję! Jestem z wami! Nie bójcie się!!! – mówisz.
A my zalęknieni… nie dowierzamy… Zdaje nam się, że widzimy ducha.
Dziś wchodzisz i w moje obawy. I burzysz je cierpliwością, łagodnością, dobrocią, czułością… I prawdą. Burzysz moje lęki!
-Nie bój się mała trzódko! Spodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo Niebieskie!
I już się nie boję! Bo Ty jesteś ze mną!”

GDZIE JA, TAM TY!

Byliśmy w Otchłani Smutku Jezusowego. Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały! Patrzyłam w mojego Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko!
„Koniec smutku, ciemności i pustki, Moniko! Ja Jestem Radością, Światłością i Pełnią! Jestem Życiem! A Ty żyjesz we Mnie, kochana!” – wyszeptał z ogniem.
„Taaaa…” – szepnęłam z trudem.
I natychmiast ogarnęła, zalała nas Światłość wielka!!! Bardzo raziła moje oczy, nie przyzwyczajone do światła! Zamknęłam je automatycznie, szybko! Leżałam w ramionach Jezusa z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Poczułam na policzku delikatny i czuły pocałunek.
Otworzyłam oczy! Światło już mnie nie raziło. Przeciwnie! Było odpocznieniem i ukojeniem. Było wypełnione Miłością!
„Żyjesz we Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus. Piękny był niezmiernie, szczęśliwy i uroczysty wielce.
„Taaak! A moje Dzie…?!”
„Twoje Duchowe Dzieci też!”
„Obie…?!”
„Obiecuję!”
„Dzięku…!”
„Dziękuję Ci, kochana Moja, że byłaś ze Mną w Otchłani Smutku Mego i Mnie pocieszalaś!”
„Gdzie Ty, tam ja!” – szepnęłam całą sobą.
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„Masz rację, Moniko! Gdzie Ja, tam Ty!”
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

GŁOŚNA SOBOTA

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego! W Jego ramionach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Miłość sama! Patrzyłam w mojego ślicznego z miłością.
„Dzisiaj zstąpilem do Otchłani, do Szeolu. I wydobyłem, wyprowadzilem stamtąd wszystkich, którzy oczekiwali na Zmartwychwstanie! Czekali wiele wieków! Adama i Ewę, patriarchów, królów, sędziów, wodzów, proroków! Ludzi Starego Testamentu. Wiele wieków na spełnienie się Obietnicy i… ”
„I dzięki Tobie się doczekali!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Tak! Żebyś Ty, Moniko, widziała jak oni się cieszyli!!! Tańczyli! Śpiewali! Skakali z radości!!! Jak oni się cieszyli!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Więc ta sobota wcale nie była cicha!”
„Cicha??!!! – zaśmiał się Jezus perliscie – Skąd!!! Wręcz przeciwnie! To była głośna sobota!!!”
Zaśmiałam się radośnie!!! A Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem!

JAK SOKÓŁ NA NIEBIE!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Całkowicie! Jezus wisiał na Krzyżu. Rozpostarty jak Sokół na Niebie! Stałam przed Nim ze czcią i namaszczeniem… Obolała bardzo i bardzo zmęczona. Tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus cierpiał niezmiernie… Ogromnie! Widziałam, że cierpi bardzo… Ale mimo że cierpiał niezmiernie… uśmiechał się do mnie cudownie!!! I patrzył we mnie płonący cały! Tak! Jezus płonął cały Miłością!!! Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I jak On, rozłożyłam szeroko, szeroko ręce, ramiona. Przylgnęłam do mojego Oblubieńca całą sobą! Policzek przy policzku, twarz przy twarzy, ręka przy ręce, noga przy nodze…. Serce przy SERCU!!! Całą sobą przylgnęłam! Tak ściśle, że nie było widać gdzie kończy się Jezus a zaczynam ja… Trwaliśmy w zjednoczeniu… Miłości i cierpienia. SERCE Jezusa biło dla mnie! A moje serce biło dla Niego!
„Kocham Cię, Moniko!!!”
„Kocham Cię, Jezu!!!”
Tańczylismy bardzo w intymności… Jezus i ja.
Jak sokół na Niebie…

DOBRY JAK CHLEB…

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Dzisiaj oddałem Ci się cały! Nie tylko jutro, ale już dzisiaj! Stałem się Pokarmem i Napojem. Dla Ciebie! Stałem się Pokarmem i Napojem, żebyś więcej nie była głodna i więcej nie pragnęła!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Dziękuję mój Jezu!!! Stałeś się maleńki, delikatny i kruchy… Żebym się Ciebie nie wystraszyła! Żebym nie wystraszyła się Twojej potęgi, wielkości i wszechmocy! Stałeś się Chlebem… Dziękuję że jesteś tak bliski!!! Dziękuję że jesteś dobry jak Chleb…!”
„Dziś też ustanowiłem Sakrament Kapłaństwa. I powołuję kapłanów, aby mieli udział w Mojej Ofierze, aby rozdawali Mnie ludziom i głosili Ewangelię! Ty Moniko także masz udział w Moim Kapłaństwie poprzez kapłaństwo powszechne!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
„Kapłaństwo to wielki Dar! Zaszczyt, ale i Obowiązek!” – szepnęłam z mocą.
I dziękowałam Jezusowi za moich Duchowych Synów, Kapłanów. Wymieniałam każdego po imieniu i dziękowałam. Dziękowałam…

KWITNĄCA MIŁOŚĆ I ŻYCIE!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony niezmiernie… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Przekwitam… To znaczy, moje ciało przekwita. Moje serce, moja dusza rozkwita!!! Kwitnie! Kwitnie w Tobie, mój Jezu! Wszystko mnie boli i jak bardzo jest ciężko. A we mnie tyle kolorów! Tyle barw! Aż się ze mnie wylewa!!!”
„Kwitniesz jak Ja, Moniko!” – wyszeptał Jezus z czułością i ogniem zarazem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
Jezus patrzył we mnie głęboko i przenikliwie bardzo… Patrzyłam w Niego… W mojego ślicznego patrzyłam… I się zapatrzyłam…
W jednej chwili znalazłam się przy Krzyżu. Wisiał na nim Jezus. Ale… nie wyglądał na cierpiącego! Uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!!! Patrzyłam zachwycona…
„Obejmij Mnie umiłowana…!”-wyszeptał Jezus z ogniem. Rozpostartymi ramionami zapraszał mnie do Siebie…
Objęłam Jezusa z miłością… Z taką czułością i delikatnością jaką tylko zdołałam. Jezus objął mnie całą i przytulił mocno, niezwykle czule i delikatnie… Trwaliśmy razem. SERCE przy sercu!
SERCE Jezusa szeptało:
„Krzyż! Drzewo hańby i śmierci! Zakwitło! Zakwitła na nim Miłość! Zakwitło Życie!!! Kwitniesz jak Ja, Moniko!”
„Jak Ty, mój Miły!” – szepnęłam z mocą.
Jezus tulił mnie do Siebie! Do SERCA! Zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłosci i czynił z Sobą jedno…
Kwitnącą Miłość! I Życie!

ŻYJ!!!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką niewypowiedzianą…
Jezus leżał w moich objęciach… cierpiący był bardzo!!! Z zamkniętymi oczami leżał… Patrzyłam w Niego cała obolała i zmęczona bardzo. Położyłam głowę na Jego SERCU…
„Jak bardzo mnie kochasz!!!! Jak bardzo!!! Nie mogłeś się oprzeć Swojej Miłości do mnie! I za mnie poszedłeś na Krzyż! To ja powinnam na tym krzyżu wisieć! Ty poszedłeś za mnie!!! Tak bardzo bardzo cierpiałeś za moje grzechy… I nadal cierpisz…! Przepraszam Cię, mój Jezu… Przepraszam… przepraszam… ”
Zaczęłam całować SERCE umiłowane… I przepraszalam…
Potem umilkłam zmęczona. Leżałam na SERCU Jezusa. A ONO szeptało:
„Zobacz jak Twój Bóg i Pan Ciebie kocha!!!! Zobacz jak Stwórca kocha Swe stworzenie!!! Umarłem z Miłości do Ciebie!!! Na Krzyżu otworzyłem Ci bramy Nieba! Umarłem, abyś Żyła!!! Żyła ze Mną! W Pełni!!! Popatrz na Krzyż, znak Miłosci… Obudź się! Obudź się i Żyj! A zajaśnieje Ci Chrystus!!!”
Dziękowałam… dziękowałam… dziękowałam…
Potem przyłożyłam usta do Rany SERCOWEJ… I Jezus dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie.
SERCE Jezusa biło dla mnie…

NIE MOŻE MI SIĘ OPRZEĆ

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem spacerowaliśmy pod rękę w Otchłani Smutku Jego. Jezus trzymał mnie pod rękę… Patrzył tylko we mnie… I ja tylko w Niego patrzyłam!
„Właśnie przed chwilą adoptowałam księdza… kapłana!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Pięknie! Piękne rozpoczęcia Wielkiego Tygodnia!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Mój Duchowy Syn poprosił mnie o modlitwę za swojego współbrata, za kogoś dla siebie ważnego. A ja go adoptowałam.”
„Od razu! Od ręki! Bardzo się cieszę, Moniko!”
„Cieszę się, że moja modlitwa pomaga Synowi! Gdyby nie pomagała, to by mnie o nią nie prosił…”
„Odkrywam przed Tobą owoce Twego tańca i modlitwy Twojej. W pełni je zobaczysz u Mnie na rączkach! Nawet nie wiesz jakie są piękne, soczyste i jędrne! Zobaczysz u Mnie na rączkach!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie z zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. I pomyślałam, że chciałabym, żeby już teraz wziął mnie na rączki! Nie dlatego, że chcę zobaczyć owoce, ale żeby mnie przytulił. Po prostu… Jezus przystanął, chwycił mnie… i ani się obejrzałem, byłam u Jezusa na rączkach! W Jego objęciach leżałam! Zaśmiałam się radośnie bardzo!!!
„Nawet Cię nie poprosiłam! Pomyślałam tylko! A Ty już spełniasz… moje zachcianki!”
Jezus śmiał się perliscie!
„Nie mogę Ci odmówić! Nie mogę Ci się oprzeć, kochana Moja!!!”
Dziwiłam się…
Jezus patrzył we mnie głęboko… Poważny i dostojny bardzo.
„Jakże się cieszę, że ze Mną będziesz, Moniko! W te trudne, bolesne i piękne Dni! Jakże się cieszę!” – wyszeptał z naciskiem.
„I ja się cieszę! Że mogę być z Tobą, Jezu! I dzielić z Tobą, doświadczać z Tobą!”
„Tak! Będziesz doświadczać…!” – Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Cieszę się! Bardzo!!!!”
„I Ty się dziwisz, kochana, że nie mogę Ci się oprzeć!!!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i zachwycony cały. Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem… I wiedziałam, że mogę z Nim zrobić wszystko!

GŁODNI SIEBIE NAWZAJEM…

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim całkowicie. Leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością… Taki piękny i taki we mnie zakochany! I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zakochana i zachwycona cała!
„Kończy się Wielki Post, Moniko. Zaczyna się Wielki Tydzień!” – wyszeptał Jezus.
„Taaak!”
„Co zapamiętałaś z tego Wielkiego Postu? Czego się w nim nauczyłaś?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Czego się nauczyłam? Że umiem, że potrafię okazywać czułość! Że nie tylko Ty mnie uczysz, ale i ja Ciebie! Że mogę być do Ciebie podobną, że mogę być pięknym, Bożym człowiekiem! Człowiekiem w pełni. Jak Ty!” – szepnęłam z mocą.
„Nie zapomnij o tym, Moniko!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony bardzo.
„A jak niechcący zdarzy mi się zapomnieć, to przypomnij mi o tym, mój Jezu… Pliiisss…!!!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!
„Czy ktoś już Ci powiedział, że Twojemu ‚pliiisssowi’ nie można się oprzeć, kochana?!”
„Tak! Mój Duchowy Syn kiedyś mi powiedział!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Patrzyłam w Jego cudne oczy… Zamyśliłam się…
„Dzisiaj Niedziela Palmowa… Pragnę być jak ta palma rzucana pod Twoje stopy… Cała dla Ciebie, Jezu mój kochany!!!
Taaak… Kończy się Wielki Post! A ja wcale nie jestem głodna, choć pościłam tu w Otchłani Smutku, z Tobą! Nie jestem głodna świata! Jestem głodna Ciebie, Jezu… tak głodna, aż mnie ssie… ”
Z zamyślenia wyrwał mnie słodki i gorący pocałunek… Jezus z twarzą przy mojej twarzy… Patrzył we mnie płonący cały Miłością…
„I Ja jestem głodny… głodny Ciebie, Moniko! Aż Mnie ssie!!!”
Zarzuciłam ręce Jezusowi na szyję i przytuliłam Go do siebie! A On objął mnie całą i tulił do Siebie… Trwaliśmy długo w przytuleniu… Pełnym Miłosci i intymności… Jezus i ja!

W OCZEKIWANIU I GOTOWOŚCI

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… I ja w Niego patrzyłam… W mojego Jezusa patrzyłam…
„Wczoraj moje Duchowe Dziecko powiedziało, że ‚dzisiaj jest piątek i trzeba odprawić Drogę Krzyżową. Byłam bardzo zmęczona i obolała… Nie miałam sił… I tak odpowiedzialam mojemu Duchowemu Dziecku. Powiedziałam też, że Drogą Krzyżową ja idę z Tobą codziennie, każdego dnia. 24 godziny na dobę. Dzień i noc!”-szepnęłam wpatrzona w Jezusa z ogniem.
„Słyszałem. Dobrze powiedziałaś, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Inna sprawa, że Droga Krzyżowa z Tobą jest piękna i słodka!” – szepnęłam z mocą.
„Nie tłumacz Mi się, kochana Moja!”
„Ale ja nie mam zamiaru Ci się tłumaczyć! Chcę, żebyś wiedział! Po prostu!”
„Wiem, Moja jedyna! Wiem!” – Jezus promieniał cały miłością i oddaniem.
Wtuliłam się jeszcze bardziej w mojego ślicznego Jezusa… I leżałam tańcząca bardzo. A moje serce szeptało:
„Bywają takie chwile, kiedy jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie. Wykończona. Chciaałbym wtedy, żebyś już po mnie przyszedł. I zabrał do Siebie. Na rączki! Jednak kiedy to zmęczenie i ból stają się troszkę mniejsze, chcę żyć. Żyć na Twoją chwałę! Ale te chwile wyczerpania i słabości sprawiają, że żyję, że staram się żyć w oczekiwaniu i gotowości. Na Twoje przyjście!
O tym wczoraj chciałam powiedzieć mojej Duchowej Córeczce, ale nie miałam siły… Chciałam jeszcze powiedzieć, że od czasu gdy wstąpiłeś do Nieba, do TATY, żyjemy w czasach ostatecznych. I każdego dnia, mniej lub bardziej doświadczamy swego rodzaju końca świata. A Ty mówisz do wierzących w Ciebie: ‚Ale wy podnieście głowy i nabierzcie Ducha. Zbliża się bowiem wasze odkupienie!’ I ja staram się właśnie tak żyć! Z podniesioną głową i w mocy Ducha oczekiwać mego odkupienia!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Potem zbliżył Swoją twarz do serca mego i złożył na nim gorący i słodki pocałunek.
„Mówiłem Ci już, Moniko, że uwielbiam Twoje serce?!”
„Wiele razy!”
„Więc mówię po raz kolejny!”
„Mówiłam Ci już, mój Jezu, że moje serce należy do Ciebie?!”
„Wiele razy!”
„Więc mówię po raz kolejny!”
Jezus znów zbliżył Swoją twarz do serca mego. I obsypywał je pocałunkami… Obsypywał pocałunkami moje serce!

CZAS JEZUSA W MOIM ŻYCIU

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja tuliłam Go do serca mego. Jezus leżał w moich ramionach i patrzył we mnie… Taki piękny i taki we mnie zakochany! Oddany mi całkowicie! Cały był mój, cały był Miłością i cały był dla! I ja patrzyłam w mojego ślicznego z miłością i oddaniem. Cała byłam Jego i dla Niego cała!
„Jak dajesz mi się poznawać, mój Jezu!!! Jak pozwalasz mi się odkrywać!!! Coraz bardziej i bardziej…!” – szepnęłam zachwycona cała.
„Poznając Mnie, poznajesz i odkrywasz samą siebie, Moniko! A odkrywając siebie, poznajesz i odkrywasz Mnie!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! Odkrywam jaką jestem… I… jaką nie jestem…”
„I jaką możesz być! Przecież stworzyłem Ciebie na Mój Obraz i Podobieństwo!” – szeptał Jezus z ogniem.
Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Jakbym wcześniej zaczęła Ciebie poznawać, odkrywać… Jakbym zaczęła wcześniej… może byłabym teraz inną, lepszą… Może byłabym teraz bliżej Ciebie… Gdyby wcześniej… A może nie? Może jest dobrze, tak jak jest? Na wszystko jest swój czas… Wszystko dzieje się w swoim czasie… ”
„W Moim czasie! Wszystko dzieje się w Moim czasie! Bo to jest Mój czas! Mój czas w Twoim życiu, kochana Moja!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
„Czas Jezusa w moim życiu!!! Jakie to piękne! Niesamowite! Fascynują…!!!”
Urwałam nagle!
Naszła mnie myśl… Myśl, która w pierwszej chwili wydała mi się bluźnierstwem… Ale bluźnierstwem być nie mogła! Jezus sam przed chwilą to powiedział.
„To… to ja mogę… mogę być… jak Ty??!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa głęboko…
Jezus patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką…
„Stworzyłem Ciebie na Mój Obraz i Podobieństwo. Więc możesz!”
„Niesamowite…”
Jezus patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości i zachwyceniu wzajemnym… Mój Jezus i ja.

UCZENNICA – NAUCZYCIELKĄ

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Chciałabym zatańczyć z Tobą, mój Jezu! Ale nie mam siły…” – szepnęłam z trudem.
Jezus spojrzał we mnie z czułością…
„Nie masz siły, ale masz Mnie!” – wyszeptał z ogniem.
I trzymając mnie w ramionach zaczął tańczyć… Tańczyć w Otchłani Smutku!!!
Trzymał mnie w objęciach i tańczył… Wirował… Fruwał… Pływał… Unosił się i delikatnie opadał… I patrzył tylko we mnie… I ja tylko w Niego patrzyłam!
„Pięknie tańczysz, mój Jezu! Cudownie!” – szepnęłam z zachwytem.
„Uczę się od jedynej Mojej! Od ukochanej Mojej się uczę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Że niby ode mnie?!” – wymamrotałam zdziwiona.
Jezus skinął głową twierdząco. Uśmiechnęłam się do Jezusa pobłażliwie. Pomyślałam że Jezus tak mówi, żeby mi sprawić przyjemność, żeby mnie ucieszyć… On jednak patrzył we mnie głęboko. Poważny.
„Uczę się od ukochanej Mojej!” – wyszeptał z naciskiem.
Patrzyłam w mojego Jezusa… I naszła mnie myśl…
On, Bóg, który sam jest Miłością, stając się człowiekiem uczył się miłości. Uczył się kochać! Jako dziecko obserwował Józefa i Maryję. Obserwowal w jaki sposób się do siebie nawzajem odnoszą. Widział ich wzajemny szacunek, dobroć, czułość. Widział ich miłość. I uczył się od nich. Bóg uczył się od człowieka! Uczył się miłości od człowieka, żeby potem uczyć człowieka jak kocha Bóg! I nie tylko uczył! Pokazał czynem jak kocha Bóg!
Od Józefa uczył się stolarki, rzemiosła. A od Maryi mógł uczyć się… ogrodnictwa! Miriam i Józef na pewno mieli przy domu mały ogródek. Jezus pomagał Mamie. Kopał ziemię, sadzil, sial… Obserwowal jak rośnie! Może wtedy układał już przypowieści, które potem opowiadał uczniom. O ziarnku gorczycy, o liliach polnych, o wroblach, które widział jak fruwały i siadały na plocie. Jezus jako dziecko chodzil do szkoły. Uczył się czytać i pisać… Uczył się Tory. Może z uśmiechem zachwytu czytał jak Bóg stwarzal świat… Sam go stworzył przed wiekami… A teraz czytał… Uczył się widzieć jak widzi człowiek, żeby potem człowieka uczyć jak widzi Bóg…
Ocknęłam się z zamyślenia… Jezus wciąż tańczył trzymając mnie na rękach. Spojrzałam Mu w oczy głęboko…
„Tak! Uczysz się tańczyć od ukochanej Swojej!” – szepnęłam z przekonaniem. Jezus skinął głową twierdząco.
„Moja uczennica jest Moją nauczycielką!” – wyszeptał z ogniem.
Kiwnęłam głową, że tak! Jezus tulił mnie do SERCA i tańczył długo w Otchłani Smutku…

MIŁOŚĆ I CIERPIENIE

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam. Obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Bo… bar…” – szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Wiem, Moja jedyna, że boli Cię bardzo… Wiem! Gdy Ciebie boli, Mnie boli… A gdy Mnie boli, boli i Ciebie… Wiem jak bardzo Cię boli! Kochana Moja! Piękna Moja! Słodka Moja! Wiem…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Pochylił się jeszcze bardziej. Zbliżył Swoją twarz. I zaczął całować moje obolałe i zmęczone ciało… Całował delikatnie, z czułością niezwykłą i namaszczeniem. Całował… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całował! A z każdym pocałunkiem zanurzał mnie w Sobie… Zanurzał… Bardziej i bardziej…
„Ale ja chcę cierpieć z Tobą, Jezu! Pragnę! Bardzo! Nie chcę, żebyś był sam!!! Nie chcę!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Podniosłam z trudem głowę… I opadłam bez sił w ramiona Jezusa. On natychmiast znowu zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał z ogniem:
„Jesteś ze Mną, Moniko! Cierpisz ze Mną! I Ja z Tobą jestem… Razem cierpimy! Razem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa uradowana! Uszczęśliwiona! Jezus obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Wzruszony ogromnie… Zbliżył jeszcze raz Swą twarz do mojej twarzy i przytulił mocno…. Przytulił policzek do mego policzka…
Tańczylismy bardzo! Policzek przy policzku. SERCE przy sercu!!! Tańczylismy bardzo! Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Ach! Jak bardzo mi z Tobą, Moniko!!!”
„Jak dobrze mi z Tobą, Jezu!!!”
Tańczylismy bardzo. W wielkiej intymności…

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com