Siedziałam na ławeczce obok studni. A Jezus mój śliczny siedział u mnie na kolanach.
„Dzisiaj Ty Jezu siedzisz u mnie na kolankach!!! Cieszę się bardzo!!! Niezmiernie!!! Ogromnie!!!” – zaśmiałam się w głos! Z radości!!!
„A nie jest Ci ciężko, Moniko?! Tyle kilogramów dźwigasz!!!” – wyszeptał Jezus z troską.
„Kochane kilogramy, więc nie ciężko!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus zaśmiał się cudnie!!! Perliscie!!
I patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem wielkim…!
Wyciągnął Swoją dłoń i zaczął dotykać mój policzek i głaskał go z czułością… I głaszcząc, zanurzal mnie w Sobie, zatapial w Miłosci…
A mnie było tak dobrze i błogo i słodko… Jezus patrzył we mnie z oddaniem! Z wielkim oddaniem i… poddaniem…
Cały był Miłością i cały był mój i cały był dla mnie!
„Tak, Moniko! Należę do Ciebie! I od Ciebie zależę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Zależysz ode…??!!”
„Ja baaaaaardzo pragnę od Ciebie zależeć i do Ciebie należeć! Ja nie chcę być niczyj!!!” – wyszeptał Jezus niemal błagalnie.
„Tak, mój Jezu!!! Należysz do mnie i zależysz ode mnie! A ja należę do Ciebie i od Ciebie zależę!!! Jestem Twoja!!! Tylko Twoja!!! Zawsze Twoja!!!” – szepnęłam z mocą.
„Już nie niczyja?”
„Nie niczyja! Twoja!!!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Zakochani w sobie nawzajem. Na zabój!!!

Dodaj komentarz

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com