Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością, cały był mój i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i bólem… Zaczęłam opowiadać:
„Wczoraj nie mogłam już dłużej wytrzymać nieustannego doręczenia i powiedziałam mojemu Duchowemu Dziecku co o tym myślę! Wprost! Bez owijania w bawełnę! Powiedziałam, że jeśli się będzie dłużej tak zachowywać to wszyscy troje, ono, moje drugie Dziecko i ja wylądujemy… (tu wymieniłam nazwę miejscowości, w której znajduje się szpital dla psychicznie i nerwowo chorych)!!! Mówiłam też coś takiego mi się robi, że chce mi się krzyczeć! „Aaaaa!!!!” Mówiłam w wielkim bólu i smutku. Nie patrzyłam na moje Dziecko, nie chciałam je oskarżać spojrzeniem. Patrzyłam w dal. Pełna bólu i zmęczenia… Dziecko patrzyło na mnie tak jakby zobaczyło mnie pierwszy raz w życiu! Wzburzone i poruszone niezmiernie! Wstrząsnięte tym co powiedzialam!
-Co ty wygadujesz, Moniko??!!! Straszne rzeczy wygadujesz!!!
-Tak, to jest straszne co się u nas dzieje! – powiedziałam bardzo poważnie.
Dziecko patrzyło na mnie wstrząśniete! Zawołało drugie Dziecko i mowi:
-Ty wiesz co Monika wygaduje??!! Straszne rzeczy!!! Że wszyscy wylądujemy w Ciborzu!!!
Pewnie się spodziewalo, że Dziecko jakoś zaprzeczy, że powie że nie. Że nawet może na mnie zacznie krzyczeć, żebym w ten sposób nie mówiła. A tymczasem Dziecko spojrzało drugiemu Dziecku w oczy i powiedzialo:
-No, nie ma co się dziwić, że Monika tak mówi! Twoje zachowanie tylko do tego prowadzi!
I wyszło.
-Moje zachowanie! Moje zachowanie! – oburzało się Dziecko.
Milczałam. Patrzyłam w dal, pełna bólu i smutku. Dziecko patrzyło na mnie. Umilko i patrzylo na mnie… Po dłuższej chwili szepnęło:
-Wybaczysz mi?! Wybaczysz??
Spojrzałam Dziecku w oczy i szepnęłam:
-A jak myślisz, kochanie?
-Nooo… myślę że tak!
-Dobrze myślisz!
I Dziecko uśmiechnęło się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Po raz pierwszy od miesięcy! I ja uśmiechnęłam się do Dziecka, delikatnie.
Siedziałam u Jezusa na kolanach i patrzyłam Mu w oczy głęboko. I On patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
„Bardzo dobrze powiedziałaś, Moniko! Dobitnie, ale z miłością!”
„Musiałam… Tu jeszcze mi wszystko buzuje… – szepnęłam wskazując dłonią na serce – I uśmiechać się nie mam ani siły, ani ochoty…”
Jezus patrzył we mnie z czułością.
„Rozumiem Cię, jedyna Moja! Rozumiem! Odpocznij we Mnie! A uśmiechać się jeszcze będziesz mogła i chciała… Będzie dobrze, zobaczysz!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mocno do Siebie! Do SERCA!
Odpoczywałam w Umiłowanym moim!

Dodaj komentarz

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com