Site Overlay

Miesiąc: Sierpień 2020

OBECNOŚĆ OSOBY

Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyslalam…
„Kiedyś słyszałam takie zdanie: ‚Boga można poznawać, przez Słowa, które mówi i znaki, które czyni. Oczywiście. Ale faryzeusze słyszeli, które mówił Jezus, widzieli znaki, cuda, które czynił, a jednak nie widzieli (a raczej nie chcieli widzieć) w Nim Boga, Syna Bożego. Dlaczego?! Napiszę jak ja to widzę. Bóg jest Osobą. Żyję. I trzeba najpierw to odkryć, doświadczyć. Doświadczyć Bożej Obecności, otworzyć się na Nią. Na Bożą dobroć, miłość, bliskość… Wtedy i otwiera się na Jego Słowa i znaki… Jeśli otworzymy się na Bożą obecność i Miłość, łatwiej będzie nam przyjąć najtrudniejsze nawet Boże słowa…”
Spojrzałam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Byłam cała obolała i zmeczona… Ale uśmiechałam się do Jezusa z czułością.
„Jakaś Ty podobna do Mnie, Moniko! Jakaś Ty podobna… jak dwie krople wody!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…
„Pozwalasz mi przychodzić do Ciebie… Coraz bliżej i bliżej… Odkrywam Ciebie, Jezu. Poznaję. I gdy zaczyna mi wydawać, że już Cię troszkę znam, Ty oddalasz się ode mnie. A oddalając się ode mnie pociągasz mnie ku Sobie jeszcze bardziej. Zapraszasz do jeszcze większej bliskości… I sprawiasz, że pragnę Ciebie, mój kochany jeszcze bardziej…”- szepnęłam całą sobą.
Jezus patrzył we mnie poruszony moim wyznaniem. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie, mój śliczny Jezus z ogniem miłości. Płonący był cały! I ja płonęłam Jego miłością…

NA CAŁEGO!!!

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko… Z uwielbieniem. Jak w obrazek we mnie patrzył… A ja uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!!!
„Tak mi przy Tobie, Moniko, dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego z czułością…
„Tak Oblubieńcowi przy Jego wybrance być powinno!” – szepnęłam z mocą.
„I jest…”- wyszeptał Jezus jakby nieśmiały, ale uszczęśliwiony niezmiernie.
Chciałam podnieść głowę, żeby pocałować Jezusa ukochanego, ale lekko uniosłam i nie mając sił opadła znów w Jego ramiona. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. A ja ucałowałam Go z miłością!!! Mogłam Go teraz całować bez przeszkód! Do woli!!! I całowałam!!! Całowałam mojego Jezusa tak jak Oblubienica całuje Oblubieńca swego. Delikatnie, czule i słodko.
„Zatańczylibyśmy jak wczoraj? Cudownie było!!! Tylko nie mam siły…”- szepnęłam z trudem.
Nie masz siły, ale masz Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. A po chwili spytał:
„Uważasz, że mogę?”
„Tak! Tak uważam! Ty wszystko możesz, mój Jezu!!!” – szepnęłam z przekonaniem i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha, z bezczelną ufnością. Jezus zaśmiał się głośno, zaskoczony aż taką ufnością! Zerwał się z ławeczki i trzymając mnie w objęciach zaczął tańczyć! A w tańcu ja całowałam mojego słodkiego Jezusa! I On mnie całował! I pieścił moje serce… Tańczyliśmy w intymności niewyslowionej. Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam dotykać i pieścić SERCE Jezusa… A ONO przysunęło się do mnie blisko… tak, że mogłam JE dotykać całować i pieścić… Z lubością! Tańczyliśmy! W moim sercu panował wielki ruch i radość wielka!!! A jednocześnie panowała cisza i lekkość i błogość i słodycz… I jasność…
A Jezus dawał mi Siebie, całkowicie! Na całego!!!

JEDNOCZEŚNIE!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem staliśmy przy studni, zapatrzeni w siebie nawzajem i zakochani w sobie nawzajem na zabój… Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko. Płonący cały!
„Tak mi przy Tobie, mój Jezu kochany mi dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy z uwielbieniem.
„Tak Oblubienicy przy Oblubieńcu swoim być powinno!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Rozpromieniony był niezmiernie…
„I jest…!” – szepnęłam onieśmielona, ale uszczęśliwiona niezmiernie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować… Obsypywać pocałunkami! Czułymi, słodkimi i gorącymi. Jednocześnie dłonią dotykał i pieścił moje serce…
„Chcę, pragnę zatańczyć z Tobą, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„A Ja pragnę Ciebie całować i pieścić, Moniko!”
„A nie możesz całować, pieścić i tańczyć ze mną jednocześnie?!” – spytałam zdziwiona.
Jezus przerwał pocałunki i patrzył we mnie głęboko.
„Uważasz, że mogę, kochana Moja?!” – teraz Jezus się zdziwił, a przynajmniej tak wyglądało.
„Tak!!! Uważam, że możesz, mój śliczny! TY wszystko możesz! Dla Ciebie nie ma nic niemożliwego!!!” – szepnęłam z przekonaniem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Rozświetlił się cały nade mną. Objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć!!! Tańczyliśmy, a mój Jezus całował mnie słodko i gorąco i czule i pieścił moje serce! Jednocześnie!!! I było mi dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło!!! Tak jak Oblubienicy przy Oblubieńcu swoim być powinno… Tańczyliśmy bardzo! Oblubieniec całował mnie i pieścił moje serce… Rozpływalam się w Oblubieńcu moim…

DZIĘKI SPOJRZENIU…

Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko… Z zachwytem i uwielbieniem patrzył. Ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uśmiechalam się do Niego delikatnie… Nieśmiało…
„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, Moniko…”- wyszeptał z ogniem miłości.
„Taaak. Dlatego to zrobiłam, żeby pomóc w biedzie. Żałuję tylko, że…”
„Nie masz czego żałować, kochana Moja! Trzeba było dać świadectwo prawdzie! I dałaś. Resztę zostaw Mnie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało. A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście.
„Ja bym tak samo postąpił na Twoim miejscu!!! Tak samo!”
Jezus patrzył we mnie uśmiechając się do mnie z czułością bezgraniczną… Dzięki temu spojrzeniu przez lata nabierałam pewności siebie i własnej wartości. I dzięki temu spojrzeniu mogę teraz reagować i działać tak a nie inaczej.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Promiennie! Od ucha do ucha!!! A Jezus całował mój uśmiech… Czule i słodko…

ZNIKAJĄ TROSKI

Siedziałam u mojego Jezusa na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. A ja patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko i rozmyslalam…. Jezus patrzył we mnie z czułością, a ja w Niego patrzyłam i rozmyslalam.
„Martwisz się o swoje Duchowe Dzieci, Moniko…” – wyszeptał Jezus łagodnie, czytając w moich myślach.
Kiwnęłam głową potakująco. Że tak.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i wyszeptał:
„Rozumiem Cię, kochana Moja. Kochasz swe Dzieci, więc się o Nie martwisz. To naturalne. Moja Mama także się o Mnie martwiła gdy byłem chłopcem i zgubiłem się Moim rodzicom gdy wracaliśmy z Jerozolimy. Martwiła się o Mnie bo Mnie kochała. Jednak Twoje Dzieciaki są w moich dłoniach! Oddałaś Mi Je i Ja Je strzegę! One są w moich rękach, a ich serca w moim SERCU!”
„Przy Tobie mój Jezu znikają wszystkie troski!” – szepnęłam z mocą i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco bardzo…

ODPOCZYNEK I UWIELBIENIE

Byliśmy w Światłości wielkiej! Mój Jezus i ja. Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany mój patrzył we mnie z wielką miłością i dumą. Jak w obrazek we mnie patrzył… I ja w mojego ślicznego jak w obrazek patrzyłam…
„Zrobiłaś Wielką Rzecz, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
„Tak. Wygląda na to, że tak…”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko, jedyna Moja!”
„Dziękuję. Ja z siebie też…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
„To Ja Ci dziękuję, kochana! Bardzo dziękuję!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Niego delikatnie…
„Jestem bardzo zmęczona, kochany… Czy mogę…”
Jezus nie pozwolił mi nawet dokończyć!
„Tak oczywiście! Posil się, napij i odpocznij. Na SERCU Moim odpocznij…!” – wyszeptał z tkliwością bezbrzeżną.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem, a potem przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam i odpoczywałam na SERCU Jezusa… A moje serce szeptało:
„Bądź pozdrowiony… Bądź pochwalony! Bądź uwielbiony! Bądź wywyższony! Kochany mój Jezu!!! Uwielbiam Ciebie!!!”

DALEJ TAŃCZYMY

Tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja! SERCE przy sercu… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności! W miłości tańczyliśmy! Jezus patrzył we mnie głęboko… Bardzo poruszony, uroczysty i bardzo poważny. Patrzył we z ogniem w oczach…
„Tańczymy za Twoje Duchowe Dziecko, Moniko! Ono bardzo naszego tańca teraz potrzebuje!”y
Przytaknęłam ze wzruszeniem i powagą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i pautrzył we mnie płonący cały!
„Zrobiłaś Wielką Rzecz!” – wyszeptał z ogniem.
„Ale ja tylko…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Zrobiłaś Wielką Rzecz, Moniko! Bardzo wielką! Jutro się przekonasz!!!” – wyszeptał.
I porwał mnie do jeszcze bardziej bliskiego, ognistego tańca!!!
Tańczyliśmy bardzo! W miłości bez granic!

NOCNY TANIEC

Dziś krótko. Całą noc tańczyliśmy bardzo. Bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności. W milczeniu. Ale nie potrzebowałam słów. Potrzebowałam Jezusa! I Jego pragnęłam!!! I On, Jezus dawał mi Siebie. Zanurzał w Sobie i czynił z Sobą jedno…

O PRYWATNOŚCI I MILCZENIU

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Rozmawialiśmy o moich prywatnych sprawach.
„Nie za ostro powiedziałam, mój Jezu?”
„Dobrze powiedziałaś, Moniko!”
„Czyli nie za ostro. Bo już się bałam…”
„Czasem trzeba użyć ostrych, mocnych słów, żeby do kogoś dotarło.”
„Dotarlo. Mam nadzieję, że dotarło…”
„Masz rację, Moniko. To co publiczne ma swoją granicę. Za tą granicą zaczyna się prywatność!”
„Taaak! Wiesz mój Jezu? Powierzyłam teee…” – urwałam bo nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa, żeby tę prywatność zachować. Ale Jezus natychmiast przyszedł mi z pomocą.
„Tę sprawę!”
Spojrzałam w mojego Jezusa z wdzięcznością i kontynuowalam:
„Powierzyłam tę sprawę dwojgu moim Dzieciom. Osobom którym ufam i których uważam za swoich przyjaciół. Zastanawialam się czy nie powierzyć tej sprawy jeszcze jednemu Dziecko, ale doszłam do wniosku że nie.”
„Roztropnie postąpiłaś, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie z powaga. A ja zaczęłam rozmyślać o jednym z moich Duchowych Dzieci. Myślałam z miłością i współczuciem.
„Jest bardzo biedne, cierpiące i ciągle kieruje się emocjami…”
„Ma problem z milczeniem. I Ty będziesz teraz Je tego milczenia uczyć!”
Kiwnęłam głową potakująco.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i powagą. Mój Jezus i ja.

WOLNA, SZCZĘŚLIWA I RADOSNA!

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Najbardziej bolaly mnie jelita. Ale nie tylko. Bolaly mnie mięśnie i stawy. Całe ciało… Leżałam w objęciach mojego umiłowanego bez sil. Nie miałam siły, żeby cokolwiek powiedzieć. Ale uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Patrzył. A mnie się co i rusz wydawało, że tańczymy w wielkiej, prześwietlonej blaskiem, sali balowej. Że Jezus obejmuje mnie z czułością niezwykłą i w tańcu prowadzi. A ja wiruję w Jego ramionach wolna, szczęśliwa i radosna!
Leżałam w Jego objęciach. A On, Jezus, wyciągnął dłoń i zaczął dotykać tych wszystkich bolących miejsc w moim ciele… Dotykał z czułością, czcią i namaszczeniem… W wielkiej bliskości i intymności… A dotykając zanurzał mnie w Sobie. Moje serce rozpływalo się w umilowanym moim Jezusie… Byłam wolna, szczęśliwa i radosna!

WCIĄŻ MNIE CALUJE…

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko…
„Chcę Was prosić, żebyście po mnie nie płakali, ale cieszcie się ze mną, bo jestem już u Ukochanego mojego Jezusa, na rączkach.” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. Zaczynal fragment listu, który napisałam do moich najbliższych, z zastrzeżeniem, żeby otworzyli go po mojej śmierci.
„Taaak…!” – szepnęłam uradowana niezmiernie.
„A wiesz, Moniko, że może być odwrotnie? Że mogą płakać po Tobie jeszcze bardziej wiedząc jaka byłaś i co po Tobie zostaje?”
„Eeee… Mam nadzieję, że nie…!!! Jakby jednak… pomóż im, proszę!” – szepnęłam prosząco.
Jezus skinął głową potakująco.. Uśmiechał się do mnie cudownie!
A mnie naszła myśl, że skąd jestem pewna, ‚że pójdę do Jezusa na rączki, a nie gdzie indziej? ‚Odsunęłam te myśli jak się odsuwa firankę sprzed oczu. I pomyślałam, że On, Jezus mi powiedział, a ja Mu ufam. Zresztą całe życie z Nim byłam i teraz z Nim jestem, to i potem z Nim będę… Z moim umiłowanym! Tak pomyślałam. I uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością…
„Jesteś pięknym Człowiekiem, Moniko! Bardzo pięknym!!!” – wyszeptał poruszony niezmiernie.
„Jeżeli tak to tylko dzięki Tobie, mój Jezu kochany! Ty mnie taką czynsz! Ja sama z siebie nic nie mogę! Z Tobą mogę wszystko!”
I patrząc w oczy Jezusowi szepnęłam z mocą:
„Kocham Cię, Jezu!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… A potem mnie całował… Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę! Czule i słodko i gorąco bardzo… Wciąż mnie caluje…!

ODKRYWAM, POZNAJĘ I UCZĘ SIĘ PATRZEĆ

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego! Patrzył we mnie taki kochający i czuły… Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa radośnie!
„Skoro mówisz że mi się należy odpoczynek, to dzisiaj odpoczywam. Nie maluję. Wczoraj powiedziałam o tym mojemu Duchowemu Synowi. Gdy to usłyszał, że nie maluję, uśmiechnął się i spytał: ‚z jakiej okazji?’ Odpowiedziałam, że bez okazji, że jestem zmęczona i potrzebuję odpocząć, a i obraz trochę wyschnie. Duchowy Syn po prostu przyjął moją decyzję do wiadomości!”
Umilklam na moment, a po chwili dodałam z uśmiechem od ucha do ucha:
„Skoro jestem taka piękna i cenna w Twoich oczach to postanowiłam o siebie zadbać! Nie tylko o ducha, ale i o ciało!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z miłością i czułością niezwykłą!
„Baaaardzo pięknie, Moniko!!! O drogocenną Perłę trzeba dbać!” – wyszeptał Jezus z ogniem. A po chwili dodał:
„Uczysz się głośno mówić o swoich potrzebach! Nie wiem czy zauważyłaś, ale kilka dni temu Mi też powiedziałaś, że potrzebujesz trochę więcej snu!”
„Taaak…! – szepnęłam zdumiona odkryciem – Wiesz mój Jezu?! Przy Tobie poznaję i odkrywam siebie jakby na nowo!!! I… nie wiem jak to powiedzieć…”
„I uczysz się patrzeć na siebie Moimi oczami, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Taaak…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały… Jak w obrazek patrzył… I ja jak w obrazek w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam…

TYLKO SIĘ CIESZYĆ!!!

Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i uwielbieniem… Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Dzisiaj też się wyspałam! I rzeczywiście niektóre noce są jeszcze trudne, ale jest coraz lepiej! A w dzień dobrze, że jestem wyspana! Mięśnie i stawy bolą, jelita szaleją, ząb pękł. Gdyby do tego wszystkiego byłabym niewyspana, tańczyć byłoby mi baaardzo trudno!”- szepnęłam i spojrzałam w oczy Jezusowi z wdzięcznością.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Szeptałam dalej:
„Powoli, powoli dochodzę do siebie po śmierci Córeczki… Wczoraj pomyślałam, że wraz z Jej śmiercią umarla też jakaś część mnie… Ale z drugiej strony to jakaś część mnie jest już u Ciebie na rączkach! Więc nic tylko się cieszyć!!!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Moniko, znasz opowieść o Pollyannie? Dziewczynce, która nawet w najtrudniejszej sytuacji umiala znaleźć dobre strony, coś z czego można się było cieszyć?!” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Znam! Ale dużo mi do niej brakuje!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„To jej dużo brakuje do Ciebie!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Ty Jezu jesteś moją nadzieją, moim dobrem i moim szczęściem!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus mój umiłowany dotknął dłonią mego policzka i głaskal go z tkliwością bezbrzeżną…
„Wielu innych ludzi na Twoim miejscu skarżyłoby Mi się, narzekało, marudzilo. A Ty Mnie uwielbiasz!!!”
„No cóż… Taką mnie stworzyłeś! Jaką mnie stworzyłeś taką mnie masz!!!”
„Baaaardzo się cieszę, że stworzyłem Ciebie taką a nie inną, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Patrzył we mnie płonący cały…
„Ja też, mój Jezu kochany!!! Baaaardzo!” – szepnęłam z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona i uszczęśliwiona cała. A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule…

NIEBO W MOIM SERCU!

Byłam w pustym i ciemnym kościele. Na ołtarzu jaśniała przepiękna monstrancja. W niej była Hostia. Klęczałam przed Nią. Adorowałam Umiłowanego mojego. Jezusa. Ale też zachwycałam się przepiękną monstrancją. Nagle usłyszałam cichy jęk przeniknięty dreszczem:
„Ziiimnnoo Miii, Moooniiikooo…”
To był głos Jezusa… Wyciągnęłam ręce w stronę Hostii i bardzo poruszona szepnęłam:
„Chodź do mnie, najdroższy!!! Chodź do mnie! U mnie jest ciepło i miejsca dużo! Ja Cię utulę, ukołyszę, ogrzeję!!! Chodź do mnie, jeśli chce…”
Nie zdążyłam skończyć, a Hostia już wyszła z pięknej monstrancji i weszła do mojego serca. I… w jednej chwili znalazłam się w Światłości wielkiej. Siedzialam na ławeczce obok studni. Siedzialam na ławeczce, a Jezus leżał w moich ramionach… Leżał i uśmiechał się do mnie cudownie!!! Patrzyłam w mojego Jezusa uszczęśliwiona cała…
„Jak dobrze Mi u Ciebie, Moniko! Miejsca Mam dużo, ciepło i jasno… Jak dobrze Mi tu, w sercu Twoim!” – wyszeptał Jezus z błogością.
„Tak bardzo się cieszę, mój Jezu kochany!!! Chcę, żebyś tu czuł się nie tyle jak Gość, ale jak Gospodarz! Bo Ty tu jesteś Gospodarzem! Już Ci to kiedyś mówiłam, pamiętasz?!” – szepnęłam z mocą, uśmiechając się do Jezusa promiennie. Od ucha do ucha!
„Jakże mógłbym zapomnieć, Moniko, miła Moja?!! Jasne, że pamiętam! U Ciebie jestem u Siebie!!!”
„U Siebie?! To znaczy…?!” – szepnęłam jakby ze strachem i zachwyem jednocześnie.
„W Niebie, Moniko! W Niebie!” – wyszeptał Jezus z prostotą.
Spojrzałam w oczy Jezusowi zdumiona… I od razu pomyślalam, że mówi na wyrost! Żeby mnie wywyższyć… Ale potem pomyślałam, że nie! Że w moim sercu jest Niebo!!! I żadna w tym moja zasługa. Bo gdzie jest Jezus tam jest Niebo!
Jezus uśmiechal się do mnie rozpromieniony miłością… A ja tuliłam Go do serca…

PIĘKNY CZŁOWIEK…

Leżałam w ramionach Jezusa. Wyspana, prawie całą noc spałam. Leżałam więc wyspana, ale jakaś bez sił. Jakby ktoś nagle mi siły fizyczne zabrał. Leżałam w objęciach mojego umiłowanego… I było mi baaardzo dobrze! Mimo, że sił nie miałam. Było mi błogo i słodko… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie głęboko… Poruszony i rozczulony niezmiernie… Wcześniej rozmyslalam. I nagle w myślach pojawiły się oskarżenia i potępienia. Jednak były one tylko w myślach. Serca mojego nie dotykały. Przychodzily one jakby z zewnątrz. Odgoniłam je na cztery wiatry. I patrzyłam w mojego Jezusa bez sił, ale szczęśliwa bardzo!!! Z błogością patrzyłam.
„Moniko, te oskarżenia i potępienia nie są ode Mnie. Ja Ciebie nie potępiam, ani nie oskarzam! Nie mam powodu, żeby Cię o coś oskarżać! Przeciwnie! Oddałaś Mi wszystko w spowiedzi świętej i od tamtej pory żyjesz w Moim świetle! W Mojej jasności! Jesteś pięknym Człowiekiem! Piękną kobietą i Matką! Jakże pięknie doradzilaś swojej Duchowej Córeczce! Mówiłaś trudne słowa, ale mówiłaś je z miłością. Twoja Córka wie, że ją kochasz i dlatego od niej wymagasz! Wie, że Ci na niej zależy! Jesteś piękną osobą! Niezmiernie piękną! I powinnaś czasem pomyśleć też i o sobie… Tym bardziej, że ostatnio myślisz dużo o innych. Pomyśl proszę też o sobie, kochana Moja! To nie grzech! To nie egoizm, nie egocentryzm. To miłość! Miłość samej siebie! Wiem, kochasz siebie, ale postaraj się bardziej! Mówisz, że nic Ci się nie należy! A Ja Ci mówię, że się należy! Należy Ci się szacunek, miłość. I odpoczynek po dobrze wykonanej pracy. Uważasz że nie pracujesz! A Ja Ci mówię, że pracujesz!!! Taniec, ofiarowywanie cierpienia to też jest praca! Bardzo dla Mnie cenna i ważna! Kocham Ciebie, Moniko! Kocham Cię, jedyna Moja!!!”
„Dziękuję Ci, Jezu za te słowa… Bardzo potrzebowałam je usłyszeć od Ciebie! Dziękuję Ci!!!” – szepnęłam z trudem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach… I było mi bardzo dobrze..

RANDKI Z JEZUSEM!

Staliśmy przy studni. Mój Jezus i ja. Opieraliśmy się o nią i patrzyliśmy w wodę, która w niej była. Nasze twarze odbijały się w wodzie jak w lustrze. Jezus uśmiechał się do mnie, a ja do Niego się uśmiechałam.
„Kiedyś słyszałam, że w Biblii spotkania przy studni to takie dzisiejsze randki. Spotkania zakochanych! Jestem więc z Tobą na randce! A Ty ze mną!!!” – szepnęłam i uśmiechnęłam się do Jezusa jeszcze bardziej! Promiennie! Od ucha do ucha!!! Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem! Patrzył teraz we mnie, płonący cały miłością i zachwyem!
„Może ktoś się oburzy, ale Msza Święta też jest taką Randką z Tobą!!! A przyjęcie Komunii Świętej jest jak…” – urwałam zachwycona.
“Jest niczym pocałunek serca Oblubienicy… Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę, całuje jej serce…”- teraz Jezus urwał. I czekał aż ja będę mówić dalej. Więc mowilam:
„A ona odpowiada Ci pocałunkiem i otwiera na Ciebie serce…”
„I wchodzę do niej i jednoczę się z nią zciślej niż mąż z żoną…!”
Jezus skończył mówić. Odwrócił się do mnie, a ja do Niego się odwróciłam. Staliśmy teraz naprzeciwko siebie, przed sobą nawzajem. Zakochani do szaleństwa i zachwyceni sobą nawzajem!!! Zarzucilam ręce Jezusowi na szyję i wyszeptalam z mocą:
„Uwielbiam randki z Tobą!!!”
I zaśmiałam się perliście!
„I Ja z Tobą Moniko!!!”
Śmialiśmy się razem!
„Wiesz? Spotykamy się już tyle lat, a ja pragnę Ciebie, Jezu bardziej i bardziej i bardziej!!! Coraz bardziej!!! Piękne, prawda?!”
„Niesamowicie piękne!!!” – wyszeptał Jezus patrzac mi w oczy z ogniem miłości. Był taki zakochany i jednocześnie bezbronny wobec mojej miłości… Mogłam z Nim zrobić wszystko!!! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i oddaniem…
Nagle! Jezus zaśmiał się głośno, radośnie, perliście!!!
„Uwielbiam Ciebie, Moniko!!!” – zawołał głośno i uniósł się wielką radością nade mną!!! Objął mnie z czułością niezwykłą zaczął wirować wokoło! I cieszył się mną! Cieszył się mną niezmiernie!!!

MÓJ JEDYNY!

Tańczyliśmy w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej, cichej i przyjaznej bardzo! Tańczyliśmy, mój Jezus i ja! Tańczyliśmy w miłości i bliskości… w intymności niewyslowionej… Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!!! Do szaleństwa! I ja patrzyłam w mojego Jezusa zakochana na zabój!
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, mój Jezu kochany!!! I tańczyć dla Ciebie uwielbiam!!!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Uwielbiam gdy ze Mną tańczysz, Moniko i gdy tańczysz dla Mnie uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Uwielbiam…” – szepnęłam uszczęśliwiona.
Ale zaraz napadły mnie myśli, które były niby syk węża: ‚A skąd wiesz czy z innym nie byłoby ci lepiej tańczyć? Przecież nigdy nie próbowałaś!!! Może warto by spróbo… ‚ Przegoniłam je od razu!!! „Ale ja nie chcę tańczyć z nikim innym, ani dla nikogo innego!!! Tylko z moim Jezusem i tylko dla Niego!!! On jest moim Jedynym!!!”
I patrząc w oczy Jezusowi głęboko, szepnęłam z mocą i ogniem:
„Mój jedyny…” – i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Słodko i gorąco i czule… Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę!
„Jedyna Moja! Słodka Moja!!!” – wyszeptał płonący cały.
Potem zaczął dotykać i pieścić moje serce… Tańczyliśmy w bliskości i intymności… Mój Jezus i ja… Mój jedyny i ja, Jego jedyna…

NIE MA WAŻNIEJSZEJ SPRAWY…

„I jak tam, Moniko? Pospalaś dzisiaj choć trosz…”
W odpowiedzi rzuciłam się Jezusowi na szyję i obsypałam Go pocałunkami!!!
„Dawno nie spałam tak dobrze jak dzisiaj!!! Spałam całą noc!!! Dziękuję mój Jezu!!! Dziękuję!!!” – szeptałam rozpromieniona.
„Cieszę się baaardzo, kochanie! No widzisz? Mówiłem, że będziesz spać!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
„Od razu się lepiej czuję! Bardzo dziękuję!” – szeptałam.
„Jeszcze pewnie będą trudne noce przed Tobą, ale mniej i mniej. Będziesz dobrze spać! I dziękuję, że Mnie o to poprosiłaś!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Spojrzałam w Jezusa zdziwiona!
„Zaraz, zaraz! Przecież tak naprawdę ja o nic Cię nie poprosilam! Opisałam Ci tylko swoją sytuację!”
„Czasem samo opisanie swojej sytuacji już jest prośbą o jej zmianę! Cieszę się, że Mi o tym opowiedziałaś! Bo to znaczy, że Mi ufasz, Moniko!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„No jasne, że Ci ufam, mój śliczny!!! Tylko…”- urwałam onieśmielona i zawstydzona.
„Tylko co, jedyna Moja?” – spytał Jezus z czułością niezwykłą.
„Tylko wydawało mi się, że to jest sprawa bardzo błaha… Drobnostka. Że Ty masz na głowie sprawy milion razy ważniejsze niż mój se…”
Nie dokończyłam. Patrzyłam w Jezusa z zachwytem… Zapatrzyłam się…
A Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko… Jego pełne miłości i dobroci spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„Nie ma dla Mnie ważniejszej sprawy niż Twój sen, kochana Moja! Nie ma dla Mnie ważniejszej sprawy…!” – wyszeptał Jezus poruszony cały.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona, wzruszona do głębi… Na sercu zrobiło się miękko i błogo… Objęłam Jezusa z miłością i przytuliłam do serca mojego. Potem Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i On przytulił mnie do SERCA. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa wyspana, wypoczęta, gotowa do tańca dla Niego! Uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On patrzył we mnie zakochany na zabój!!! Jak w obrazek patrzył…

CHOCIAŻ TROSZKĘ…

Leżałam w ramionach Jezusa… Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Ale mimo zamkniętych oczu, widziałam mojego umiłowanego. Jezusa. Patrzył we mnie głęboko… Poruszony i rozczulony niezmiernie.
„Wiesz mój Jezu? Znów nie mogę spać. Kiedy moja kochana Córeczka poszła do Ciebie na rączki, mogłam. Spałam. Aż sama się dziwiłam, że mogę! A teraz znowu nie śpię… Już którąś noc z kolei. Może godzinkę podrzemię, a potem całą noc leżę… A w dzień jestem fizycznie bardzo zmęczona i obolała bardzo…”
„Dziękuję, że Mi o tym powiedziałaś, jedyna Moja! Będziesz spać. Obiecuję!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Dziękuję! Chociaż troszkę potrzebuję…”
„Będziesz spać, Moniko. Obiecuję!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie z naciskiem.
„Dziękuję… Chodź do mnie mój Jezu… Bliżej…”- szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco. Potem przytulił policzek do mego policzka. A ja objęłam Go za szyję i tuliłam mocno do siebie… Trwaliśmy razem. Serce przy SERCU. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczyliśmy w bliskości bez granic… Złączeni w miłości i cierpieniu. Mój Jezus i ja…

O MĄDROŚCI I POKORZE

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i zachwyem!
„Wiesz, mój Jezu? Pewne zdarzenie sprzed kilku lat mi przypomniało i nie daje spokoju! – zawołałam śmiejąc się wesoło – natrętne jakieś! Czy to Ty mi je…?!”
„Tak, kochanie! Po prostu chcę, żebyś tu je opowiedziała!”
„Nie uważam, żeby było o czym. Ale ok, Twoja Wola! A na drugi raz wystarczy mi o tym powiedzieć. A nie męczyć przypomnaniem!”
Śmialiśmy się oboje! Głośno i perliście! Jezus i ja. Jezus wiedział, że ja żartuję, i, że On może mnie męczyć do woli!
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Było to kilka lat temu 6, może 7, a może i 8, czas tak szybko biegnie. W każdym razie miałam wtedy dobrego znajomego Janka (imię zostało zmienione, żeby nie było, że jakąś krzywdę chcę mu zrobić. Prawdziwe imię znam ja i Jezus). A raczej ksiedza Jana. Był to młody człowiek, dopiero co po studiach i święceniach kapłańskich. Znaliśmy się i lubiliśmy. Ostatnio niestety, nasze drogi się rozeszły. Ale wtedy byliśmy dobrymi znajomymi.
I któregoś dnia wchodzę na jego profil na Facebooku. A tam trwa zarliwa rozmowa. Młodzi ludzie, koledzy Tomka, wykształceni, po studiach i święceniach kapłańskich o czymś rozmawiają. Była to rozmowa otwarta, na forum publicznym, każdy więc mógł się do niej przyłączyć. Weszłam, przywitałam się i spytałam czy nie przeszkadzam. Księża na to że nie, że skąd, że zapraszają. Czytam więc o czym tak rozmawiają. A oni o jakimś „łokciu”. I tak wygląda jakby o kimś rozmawiali, a konkretnie obgadywali. Pytam co to takiego jest ten „łokieć”? Nie tyle z ciekawości, ale żeby rozmowę zagaić. Gdy tylko się o to zapytałam, młodzi ludzie, księża zamilkli i się jakby rozpierzchli! Jakbym ich nakryła na czymś czego robić nie powinni. Jakbym przyłapała ich na gorącym uczynku. Rozpierzchli się więc. A jeden z nich, kolega Janka, zaczął mnie atakować. Prawic mi złośliwości, złośliwe docinki, igły słać pod moim adresem. Że dla takiej maleńkiej owieczka jak ja to są sprawy zbyt wielkie. Że ciekawość to pierwszy stopień do… Że to są ciemne strony kościoła, że taka prosta owca ich nie zrozumie, nie dotyczy i nie powinno obchodzić!” Dzisiaj te uwagi nie ruszyłyby mnie zbytnio. Ale wtedy byłam jeszcze inną osobą, wrażliwą na własnym punkcie. Postanowiłam jednak, że nie dam się sprowokować, że młody księżulo nie jest mnie w stanie urazić. I na jego złośliwe docinki odpowiadałam z uśmiechem. Młody człowiek widząc, że ze mnie ‚twarda sztuka’, sięgnął po jak mu się pewnie wydawało, armatę dużego kalibru. I zwrócił się do naszego wspólnego kolegi, Janka, wręcz teatratnie: „Księże Janie (wcześniej było na ‚ty’), proszę tej swojej owieczce powiedzieć, że jak będzie taka ciekawska to grozi jej zepsucie!” Jan nie zareagował. Może w tym momencie go nie było, a może wiedział, że z jego kolegą poradzę sobie sama. A mnie w jednej chwili oświecilo! Olśniło!
„A ja myślałam, że wśród Pasterzy owcy zepsucie nie grozi!” – powiedziałam i uśmiechnęłam się szczerze, od ucha do ucha. Janek uśmiechnął się do mnie z uznaniem. Według niego to była tzw „cięta riposta”.
A jego kolega, jeszcze przed chwilą krzykliwy, umilkł w sekundę! Jak oparzony! I już się nie odezwał. Jakbym w jednej chwili przypomniałam mu jego stan, pozycję i jak powinien się względem tego zachowywać. Uśmiechnęłam się do wszystkich uprzejmie i wyszłam z profilu Jana. A wychodząc pomyślałam, że nawet starsza i chora owca może czegoś młodego Pasterza nauczyć. Czego? Pokory. Że nie wystarczy być wykształconym i elokwentnym. Trzeba jeszcze być madrym. Wywyższać się mądrością i pokorą!”
Umilklam. Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko.
„Ot, i cała opowieść!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Dziękuję, Moniko. Chcę po prostu, żeby to wybrzmiało!”- wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„To jeszcze powiedz jaki tytuł dać notce. Bo nie wiem…” – spytałam z prostotą.
„O mądrości i pokorze” – wyszeptał Jezus.l
„Dobrze, mój Jezu. Będzie jak chcesz.”
Jezus patrzył we mnie z czułością i zachwyem…

OD UCHA DO UCHA!!!

Leżałam w ramionach Jezusa. Mój śliczny Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie! Zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam! Z miłością i uśmiechalam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha!
„Zmęczona…”- szepnęłam z trudem.
„Wiem! Zmęczona i obolała bardzo… A mimo to tyle dla Mnie robisz, kochana Moja! Nawet teraz!” – wyszeptał Jezus poruszony niezmiernie.
„Ja?! Tyle robię?! Teraz?!!” – szepnęłam zdumiona do głębi.
Przecież tylko leżałam w objęciach Jezusa. Nic nie robiłam…
„Uśmiechasz się do Mnie!!! Mimo bólu i zmęczenia! Uśmiechsz się do swoich Dzieci! Ból i zmęczenie ukrywasz pod promiennym uśmiechem! Nawet nie wiesz ile to dla Mnie znaczy!!! Ile to znaczy dla Twoich Dzieci! Uczysz, że mimo zmęczenia można się uśmiechać!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Nie pomyslalam tak o tym! Po prostu kiedy jesteś ze mną, mój Jezu kochany, nie mogę się nie uśmiechać!!!” – szepnęłam z trudem.
„Dzięki Tobie, mój Jezu, uśmiecham się! Tylko dzięki Tobie!” – szeptało moje serce.
Leżałam w ramionach Jezusa uśmiechnięta od ucha do ucha. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

PRAGNIENIA I POCALUNKI

Obudziłam się… Obudziłam się i od razu wiedziałam, że jestem w objęciach mojego umiłowanego. Jezusa… Otulała mnie Jego Obecność… Otulała i wypełniała… Jego miłość, dobroć i czułość… Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha…
„Kocham Cię mój Jezu! Kocham Cię!!!” – szeptało moje serce.
Leżałam z zamkniętymi oczami… W ciszy, która nagle przestała mi przeszkadzać. Już nie dzwoniła w uszach i nie raniła już serca… Przeciwnie. Była dla mnie ukojeniem i odpoczywałam w niej. W pewnej chwili poczułam ciepły oddech na moim policzku… A potem dotyk delikatny niczym mgiełka… A potem pocałunek… Delikatny, czuły i słodki. Pocałunek Oblubieńca… Uśmiechnęłam się do Niego jeszcze bardziej… Leżałam z zamkniętymi oczami. A On, umilowany mój Jezus zaczął całować moją twarz… Czule i słodko… Całował moje czoło, powieki, nos, policzki, usta, brodę… Całował moje serce obolale i ciało. Całował mnie mój umilowany… A ja bardzo potrzebowałam Jego pocałunków i bardzo pragnęłam… Tak bardzo, że potrzeba i pragnienie łączyly się w jedno… Jezus całował… A całując karmił mnie Sobą i łączył z Sobą. Zanurzał w Sobie. Tak bardzo, że nie wiedziałam czy jeszcze żyję, czy już umarlam. Ale nie miało to dla mnie znaczenia. Byleby tylko być z Nim!!! Byleby tylko być z Jezusem! Być Jego i dla Niego! Całkowicie! Bez reszty!
Otworzyłam oczy. Jezus pochylał się nade mną z czułością i ogniem.
„Pragnę Cię, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
„Bierz mnie! Bierz i rób ze mną co chcesz!”
I znów tonęłam w pocalunkach Oblubieńca… Czułych, słodkich i gorących.

TO O CO PROSIŁAM…

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością, zachwytem i ufnością…
„Wiesz… – zaczęłam nieśmiało – mój Duchowy Syn zaczyna się uśmiechać, żartować i jest spokojniejszy. Mniej nerwowy. Cieszę się bardzo!!! Bardzo potrzebował odpoczynku. Wszyscy potrzebowaliśmy…”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. Ten uśmiech mnie baaardzo osmielił. I szepnęłam:
„Więc to o co Ciebie tylko raz poprosilam i Ty od razu to spełniłeś było nie tylko zgodne z Twoją Wolą, ale i dobre dla nas wszystkich…”
Jezus patrzył we mnie głęboko, z ogniem miłości…
„Tak, Moniko, to o co Mnie tylko raz poprosiłaś było zgodne z Moją Wolą, ale i dobre dla Was wszystkich. Dlatego też od razu to spełniłem! Wola Moja zawsze jest dobra, mimo, że często wiedzie przez cierpienie, ból, pustkę, tęsknotę i łzy. Wola Moja jest zawsze dobra!”
„Kiedy Cię o to raz poprosilam i Ty od razu to spełniłeś, napadły mnie myśli, że jak mogłam Cię o to w ogóle poprosić!!! Jak śmiałam??!! Że głupia jestem, że Cię o to poprosilam!!! Że zła, egoistyczna!!! Że jestem wyrodna córka i Matka w jednym!!! A teraz… widzę, że nie…! Więcej! Nie tylko, że nie, ale, że jest całkiem odwrotnie niż wtedy myślałam!”
Jezus patrzył we mnie z tkliwością bezbrzeżną…
„Moniko… Zły przeinacza, odwraca, zniekształca, wykrzywia. Zło nazywa dobrem a dobro złem! Kłamie, po prostu!” – wyszeptał bardzo poważnie, z naciskiem.
„I wiesz? Teraz widzę, że jestem bardzo odważna, że Cię o to poprosilam! Prosząc o to, wyszłam jakby sama z siebie… Zaczęłam myśleć, dalej, niż tylko o tym co ludzkie… Jestem odważna, że Cię o to poprosilam!” – szepnęłam prawie bezgłośnie.
„Cieszę się, że w końcu to widzisz, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Widzę to tylko gdy patrzę na siebie Twoimi oczami, gdy patrzę na siebie swoimi, to nie widzę tego…”
„Patrz więc na Siebie Moimi oczami, Moniko!”
„Pomóż mi proszę…!” – szepnęłam z mocą. Umilklam… Spojrzałam w oczy Jezusowi…
„Wszyscy będą szczęsliwi… A moja Córeczka…”
„Najszczęśliwsza!!!” – dokonczyl Jezus z cudnym uśmiechem.
Rzuciłam Mu się na szyję, uradowana baaardzo!!! A Jezus mnie objął z miłością i przytulił mocno do Siebie… Wciąż mnie tuli!

DUCHOWA RODZINA

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Serce jeszcze mnie boli, ale już ze mną jest lepiej! Dużo lepiej! Nie ciąży mi już to wszystko, nie przygniata. Bardzo pomaga mi moja Duchowa rodzina!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Poważny i uroczysty wielce.
„Rodzina Duchowa ma silniejsze więzy niż rodzina z ciała! Rodzina z DUCHA więcej znaczy niż rodzina z krwi!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
A ja pomyślałam, że rodzina z ciała jest też moją rodziną Duchową, np mój tata jest też moim Duchowym Synem. Tak samo siostra i brat. Jezus mówił dalej:
„Przez cierpienie i modlitwę rodzisz ich dla Mnie, Moniko! Rodzisz ich do Życia! Do Życia wiecznego. Rodzisz Ich dla Mnie i rodzisz Mnie w Nich!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i zachwyem…
„To wielki zaszczyt i odpowiedzialność wielka!” – szepnęłam z mocą. Umilklam, a po chwili szepnęłam znowu:
„Moje Dzieci nazywają mnie duchową mamą. Ale wiem, że wszyscy mamy inną, najlepszą MAMĘ! Twoją Mamę, Maryję! Ona jest naszą Mamą. A my wszyscy Jej dziećmi jesteśmy!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i uśmiechnięty od ucha do ucha!
„Piękną masz Rodzinę, Moniko!”
„Piękną, bo Twoją!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On uśmiechał się do mnie… Cudownie!

ODPOCZYNEK W BLISKOŚCI…

Leżałam w ramionach Jezusa. Obolała bardzo i bardzo zmęczona… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną… poruszony i rozczulony… Patrzył w Swoją jedyną. I ja patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa. Oczy mi się zamykały…
„Odpocznij, maleńka… Potrzebujesz dużo odpoczynku…”- wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Mój Duchowy Syn wczoraj powiedział mi dokładnie to samo… Bardzo się cieszę, że mówisz nie tylko przeze mnie, ale i przez moje Dzieci!!! Bardzo się cieszę!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
„A jakże! Mówię przez każdego kto jest na Mnie otwarty!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Niektóre moje Duchowe Dzieci nie są… Ale właśnie dlatego Je adoptowałam, modlę się i tańczę za Nie, żeby się na Ciebie otworzyły! A raczej, żebyś Ty pomógł się na Siebie otworzyć!”
„Baaaardzo pięknie, Moniko!”
„One nic nie wiedzą wiedzą, że modlę się i tańczę za Nie!”
„I bardzo dobrze! Dowiedzą się w swoim czasie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Przytaknęłam z uśmiechem!
„Odpocznij teraz, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
Patrzyłam w Niego… Patrzyłam… I zapragnęłam!!!
„Chodź do mnie mój śliczny!!! Bliżej…”
I wyciągnęłam do Jezusa ręce… On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule… Potem przytulił policzek do mego policzka… Trwaliśmy razem. Serce przy SERCU. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Nasze serca objęły się serdecznie i ucałowały… I trwały we wzajemnej miłości i bliskości…

MOJE TERAZ

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyłam tylko w Niego… w mojego ślicznego Jezusa tylko patrzyłam. A On patrzył tylko we mnie… Głęboko. Z miłością… Dotykał dłonią mój policzek i głaskal go z czułością niezwykłą. Uśmiechałam się do Jezusa promiennie… I On do mnie się uśmiechał! Cudownie!
„Wiesz mój Jezu? Mam takie zdjęcie na którym moja Prababcia Michalina, Babcia Jadzia, Mama, moja siostra Lucyna i ja! Cztery pokolenia na jednym zdjęciu! Piękne, prawda?” – spytałam z uśmiechem.
„Baaaardzo piękne, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„A Prababcię pamiętam. Co prawda już coraz bardziej jak przez mgłę… Ale pamiętam!”
„I ta pamięć, Moniko, jest najważniejsza!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie z naciskiem.
„A Ty Jezu jako Człowiek też miałeś przodków!” – szepnęłam rozpromieniona.
Zamysliłam się…
„Wszyscy pochodzicie ode Mnie!” – słowa Jezusa wyrwały mnie z zamyślenia.
„No, tak…”
„Pochodzisz ode Mnie, jedyna Moja” – wyszeptał Jezus promiennie, patrząc we mnie głęboko.
„Pochodzę od Ciebie, żyję dla Ciebie, w Tobie. I do Ciebie idę! Jesteś moją Przeszłością, Teraźniejszością i moją Przyszłością!” – szepnęłam z ogniem.
„Pięknie powiedziane!” – wyszeptał Jezus. Widziałam w Jego oczach miłość, zachwyt i dumę.
„Ale przecież u Ciebie nie ma ani przyszłości, ani przeszłości. Tylko teraz!“- szepnęłam zdziwiona zachwytem Jezusa. Mówię źle, a On jeszcze mnie chwali?!!
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Tak, kochanie. U Mnie przeszłość i przyszłość łączy się w Teraz. W wiecznym Teraz!”
„Jesteś moim Teraz!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Rozpromieniony i zachwycony cały!
„Daj mi pić, proszę…!”- szepnęłam poruszona bardzo.
Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam ile chciałam. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

O PRABABCI MICHALINIE…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj znalazłam swój pamiętnik. Z trzeciej klasy podstawówki! Jest tam wiele wpisów bardzo dla mnie cennych. Ale jeden jest bezcenny! Jest to podpis napisany niewprawną ręką… Podpis mojej Prababci Michaliny… Była kobietą nieuczoną, ledwo podpisać się umiała… Ale była bardzo mądrą Osobą!”
Spojrzałam w mojego Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Opowiedzieć Ci o Niej, mój Jezu?” – spytałam lekko.
„Opowiedz! Opowiedz Mi, kochana!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
„Ale od razu mówię, że może być chaotycznie… I obrazki z Jej życia raczej!”
„Nic nie szkodzi, Moniko! Opowiedz Mi, proszę!”
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Tata Prababci, Antoni, tuż przed wybuchem I wojny światowej zbudował nowy dom. Dla swojej rodziny, żony, Anastazji i siedmiorga dzieci. Bardzo się z tego cieszył i był bardzo dumny, że mógł zbudować dom. Niewielu gospodarzy w tamtych czasach mogło sobie na to pozwolić. Prapradziadek mógł. I gdy wybuchła I wojna, zaczęły się bombardowania wsi. Prapradziadkowie mieszkali za Bugiem w Nowej Wsi (Nowosiółki),  koło Berezy Kartuskiej. I gdy zaczęły się bombardowania prapradziadek z żoną i siedmiorgiem dzieci ukryli się w ziemiance, dużym, głębokim dole w ziemi, przykrytym z góry. I tam przeczekali bombardowanie. Gdy ucichło, prapradziadek wyszedł na zewnątrz, na ziemię sprawdzić. I zobaczyl, że dom, który dopiero co zbudowal, jest całkowicie, doszczętnie zniszczony… Padł na ziemię. I umarł na miejscu… Zawał serca pewnie. Praprababcia Anastazja w jednej sekundzie została sama z siedmiorgiem dzieci. Bez męża, bez domu. Bez niczego. Siedzieli wszyscy w zimnej i ciemnej ziemiance. W dodatku moja prababcia Michalina, która była wtedy małą dziewczynką bardzo ciężko zachorowala. Chorowała wiele dni, miała bardzo wysoką gorączkę i zimne poty… Praprababcia myślała, że jej córka umrze. Ale w którymś prababci się polepszylo. I poprosila jeść. „Ja myślałam, że umrze, a ona jeść wola!” – usłyszała pełen goryczy głos swojej matki. Gdy była już staruszka i o tym nam odpowiadała, miała w oczach łzy… Nie wiem jak oni ten bardzo ciężki okres przeżyli. Wiem że Prababcia Michalina chodziła na służbę, u jakichś bogatych państwa służyć. Dorosła. Spotkała Józefa, pokochali się i wzięli ślub. Mieli piątkę dzieci. Dwoje dzieci zmarło, we wczesnym dzieciństwie… Resztę znam z opowiadań mojej babci, Jadzi. Nie opowiadala mi o II Wojnie Światowej. Opowiadała za to, że po wojnie Praprababcia Anastazja, Prababcia Michalina z mężem i dziećmi przyjechali zza Buga na zachód, na Ziemie Odzyskane. Babcia Jadzia mówiła, że jechali w wagonach dla bydła, bez oknien. Poupychani. Jechali nawet kilka miesięcy. Jak np. lokomotywa, albo coś w wagonie się zepsuło, potrafili stać w szczerym polu tygodniami. W końcu przyjechali. Pradziadek Józef zajął gospodarstwo blisko torów. Postarał się o pracę dróżnika. Oprócz tego bardzo ciężko pracował w gospodarstwie. Pradziadkowie mieli konie, krowy, świnie, kaczki, gęsi kury… Mieli też pole. Cały tydzień, od rana do nocy ciężko pracowali. W niedzielę szli wystrojeni do kościoła, na Mszę św. I w poniedziałek rano od nowa do pracy.
Prababcia Michalina nigdy nie widziała morza. A bardzo chciała zobaczyć… I moi rodzice wzięli Prababcię i jej siostrę i zawieźli do Kołobrzegu na kilka dni. Prababcia ubrana od stóp do głów, na czarno, w chustce na głowie i z torebką w ręku pierwszy raz w życiu stanęła na brzegu Bałtyku… Długo stała w milczeniu i patrzyła w morze… Chyba czuła się bardzo zagubiona i bardzo maleńka… „A tam, za morzem to już Ameryka…?!” – spytała oszołomiona. Takie miała wyobrażenie o świecie… Nikt wcześniej jej nie wytłumaczył, nie powiedział. Dopiero tata zaczął Jej tłumaczyć, że nie, że Ameryka jest jeszcze dalej, za oceanem. Prababcia nie mogła sobie tego wszystkiego wyobrazić. Chciała się przepłynąć statkiem! Rodzice, a jakże, zabrali ją i jej siostrę na rejs statkiem. Bardzo jej się podobało! Jej siostrze, Ewie, nie za bardzo… Prababcia przynosiła mi brzoskwinie ze swego ogrodu. Pamiętam, że już ledwo chodzila, o laseczce, ale brzoskwinki prawnusi przynosiła. Do tej pory pamiętam ich smak… Słodkie, soczyste. Smak dzieciństwa. I winko z brzoskwiń robiła! Pyszne! Zrobiła, schowala i wyjmowała tylko na specjalne okazje. Wino miało kolor ciemnobrązowy i było bardzo mocne. Wystarczył lyczek i już byłeś sieknięty! 😁 A Pradziadek Józef nie pił alkoholu. W dzieciństwie slubowal Madonnie, że do końca życia nie weźmie alkoholu do ust. I śluby wypełnił. Pradziadkowie nigdy się nie nie kłócili, nie krzyczeli na siebie nawzajem. Pradziadek nawet jeśli miał jakieś pretensje do żony, nic jej o tym nie mówił. Ale jak wychodził na pole i nikt go nie słyszał wtedy wyładowywał emocje. Ponad 50 lat razem przeżyli. Prababcia najpierw pochowała córkę, potem męża, potem drugą córkę, Babcię Jadzię… A potem zmarła sama… Zmarła tak jak żyła. Cichutko. We śnie.”
Skonczylam opowieść. Umilklam. Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko… Patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Oj! Na wspominki mi się zebrało!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Pięknie opowiadasz, Moniko! Aż chce się słuchać!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„A, dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
Tańczyliśmy bardzo, w intymności i bliskości wielkiej. Mój Jezus i ja!

SKUPIĆ SIĘ NA JEZUSIE

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam…
„Baaaardzo mi pomogły Twoje słowa, mój Jezu… I poprzez rozmowę z moją Córeczką… I Synkiem… (I gdy piszę tę notkę bardzo mi pomaga… Nie spodziewałam się… Koi ból mego serca…). Bardzo Wam dziękuję, mój Jezu…!!! Choć jeszcze boli, odczuwam pustkę, żal i tęsknotę. To jednak jest mi troszeńkę lżej. Mniej przygniata moje serce. I oskarżenia oddaliły się, gdzieś uciekły. Jeszcze pewnie wrócą, nie raz. Ale gdy wrócą, będę już wiedziała co z nimi zrobić!”- szepnęłam z mocą. Zamilkłam i spojrzałam w oczy Jezusowi…
„I wiesz? Cieszę się że moja Mama jest u Ciebie na rączkach! Bardzo się cieszę! A wiem, że jest u Ciebie na rączkach, bo Jej to ‚załatwiłam’! Zyskałam dla Niej odpust Porciumkuli!”
I uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!!! Od ucha do ucha!!! A On rozpromienił się bardzo nade mną!!! Rozświetlił się cały…! I patrzył we mnie bardzo piękny!
Wyciągnęłam rękę i dotknęłam policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Wiesz, Jezu Ty i wczoraj moja Córeczka również radziliście mi, żebym pomyślała teraz też o sobie. W pierwszej chwili myślałam, że to dobra rada. Teraz myślę, że nie za bardzo. Nie będę skupiała się na sobie, ale na Tobie! Nie będę patrzyła na siebie, ale będę wpatrywala się w Ciebie! Nie będę myślała o sobie, ale o Tobie! Bo tylko myśląc o Tobie, we właściwy sposób będę mogła myśleć o sobie!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… poruszony bardzo…
„Kocham Cię mój Jezu…”- szepnęłam z mocą.
Kocham Cię, Moniko… Nawet nie wiesz jak bardzo!!!”- wyszeptał Jezus z ogniem. I położył głowę na sercu moim… Objęłam Go cala… Z miłością! I pomyślałam, że kocha mnie tak bardzo, że gotów był zapomnieć o Sobie, żeby tylko mi ulżyć…

DAĆ SOBIE CZAS…

Leżałam w ramionach Jezusa. Tańczyliśmy bardzo! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy, policzek przy policzku…
„Dziękuję, że mogę Ci opowiadać… Że chcesz słuchać moich opowieści o mojej Córce. To bardzo mi pomaga…”- urwałam na chwilę i po chwili szepnęłam z bólem:
„Tęsknię za Nią… Tak zwyczajnie, normalnie, po ludzku… Tęsknię!”
Znów przerwałam na chwilę. W moich oczach pojawiły się łzy… Jezus otarł je z wielką delikatnością i patrzył we mnie głęboko… W Jego oczach widziałam miłość i bezgraniczne zrozumienie. To osmieliło mnie bardzo! Szeptałam więc dalej:
„Wszyscy martwią się o mojego Duchowego Syna. Pytają jak się trzyma, jak daje sobie radę, jak to wytrzymuje… A mnie nikt o to nie spyta… A ja też mam ciężko, trudno. Może nawet trudniej niż mój Syn. Ale ok. Nie czas się teraz licytować kto z nas ma tru…”
Jezus przerwał mi gwałtownie! Zamknął moje usta czułym i słodkim pocałunkiem… Potem wyszeptał z ogniem:
„Nie! Właśnie trzeba to powiedzieć. Raz, ale jasno i wyraźnie! To Ty masz trudniej, kochana Moja! Zdecydowanie trudniej! A wiesz dlaczego?”
„Nie…”- szepnęłam zdziwiona nkręcąc przecząco głową.
„Twój Syn zna życie bez Twojej Córki. Zna życie bez Niej! Może z łatwością sobie przypomnieć jak to było zanim Ją poznał. Ty nie znasz życia bez Niej! Była z Tobą od początku! Od zawsze. Była w każdym momencie Twojego życia! I teraz nagle znikła! Nie ma Jej! I to, że Ci Jej brakuje, że po prostu za Nią tęsknisz to naturalne!”- wyszeptał Jezus łagodnie.
„Taaak…”
„Byłoby dziwne, gdyby było inaczej! Bardzo byłoby dziwne… – szeptał dalej Jezus – Daj sobie czas, Moniko. Daj sobie czas… Nie ponaglaj siebie, nie popędzaj… Daj sobie czas. To naturalne, że tęsknisz, że czujesz ból, pustkę i żal… Pozwól sobie na to. Daj sobie czas…”
„Dziękuję Ci bardzo za te słowa… Bardzo potrzebowałam je usłyszeć!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z czułością bezgraniczną… I ja w Niego patrzyłam.
„Naszły mnie także myśli, oskarżenia, że to przeze mnie… bo to przecież ja…” – nie dokończyłam. Jezus znów zamknął mi usta czułym i słodkim pocałunkiem.
Potem ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie z miłością…
„Wiesz, Moniko, że te oskarżenia są nieprawdziwe, że nie pochodzą ode mnie? Że Ja Ciebie nigdy nie oskarzam? Przeciwnie! Usprawiedliwiam Ciebie!”
„Tak!” – szepnęłam z przekonaniem.
„Następnym razem jak przyjdą takie myśli, wołaj swoje wilki! Każdego Każdego po imieniu wołaj!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się delikatnie.
„Dobrze!” – szepnęłam z uśmiechem.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

ŻAŁOBA, NADZIEJA I CZYSTE SERCE

Leżałam na SERCU Jezusa… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie jak w obrazek… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Wczoraj pożegnaliśmy na cmentarzu moją Mamę. Na pogrzeb Mamy przyszło bardzo dużo ludzi. Ja jednak pożegnałam się z Nią, a raczej to Ona pożegnała się ze mną wcześniej. Było to pożegnanie bardzo osobiste i przejmujące bardzo… Opowiedzieć Ci o nim, kochany?”
„Opowiedz, Moja śliczna! Opowiedz mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„We wtorek moja Mama już bardzo źle się czuła. Leżała z zamkniętymi oczami. Nie wiadomo było czy jest przytomna, czy nie… Chcialam przy Niej posiedzieć, poprosilam więc Tatę, żeby mnie do Niej zawiózł. I Tata zawiózł. Siedzialam przy łóżku Mamy, a Ona leżała z przymkniętymi oczami. W pewnym momencie je otworzyła i spojrzała na mnie. I bardzo niewyraźnie, z trudem wielkim wyszeptała:
– Mo-ni-ka… Mo-ni-ka…
– Tak, kochanie, to ja jestem! – szepnęłam poruszona bardzo, siląc się na uśmiech.
– Mo-ni-ka…
– Tak, mamusiu, to ja…
Mama spojrzała na mnie i zamknęła oczy. Więcej Jej z otwartymi oczami nie widziałam…
Jezus patrzył we mnie głęboko… Poważny i poruszony niezmiernie…
„A opowiedzieć Ci jak czuwa nade mną?” – spytałam uśmiechając się delikatnie.
„Opowiedz, kochana Moja, opowiedz Mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Na pogrzeb Mamy nie chciałam ubierać się całkowicie na czarno. Wymyśliłam więc, że nałożę tę ciemnozieloną sukienkę, którą kupiłam na I Komunię chrzesniaczki. Do niej potrzebowałam czarny żakiet lub wdzianko. Jednak nic takiego nie miałam… Bratowa Ania przyniosła mi swój czarny żakiet. Ledwo mi go nałożyli! Był ciasny i gruby, a teraz gorąco. Od razu bym była cała spocona. Potrzebowałam coś takiego cienkiego i przewiewnego i czarnego oczywiście. Poprosiłam moją siostrę Lucynkę, żeby jak będzie mogła coś takiego popatrzyła dla mnie w mieście.
– Gdzie ja ci teraz czarne wdzianko znajdę… Tak na poczekaniu trudno bardzo będzie… – powiedziała zmartwiona Lucyna. Ale obiecała popatrzeć.
Pojechała do miasta. Po jakimś czasie wraca, przychodzi do mnie i mówi:
– Patrz co mam! Weszłam do pierwszego lepszego sklepu i od razu było! Jakby czekało na mnie!
I mi pokazuje… czarne, cienkie, przewiewne wdzianko!!! Takie jak chciałam!!
– Idealne! – zawołałam z radością.
Lucyna opowiadała dalej:
-Wchodzę do pierwszego sklepu a sprzedawczyni od razu do mnie: ‚w czym może pomóc?’ Więc ja do niej, że szukam czegoś czarnego i przewiewnego. A ona pyta: ‚na pogrzeb? Dla zmarłego czy dla kogoś?’ Tak jakby zmarły już nie był kimś… Ale mniejsza o to. Mówię, że dla kogoś. A ona pokazuje mi to…. Aż w szoku byłam!”
Przerwałam na chwilę, a potem dodałam:
„Także byłam ubrana na zielono i czarno. Czarny to kolor żałoby, a zielony, kolor nadziei…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!!
„Pięknie wyglądałaś w kolorach żałoby, nadziei i z czystym sercem!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Tak! Byłam wczoraj u spowiedzi, bo wcześniej z powodu wirusa nie miałam możliwości. Dziękuję, że mi wybaczyłeś i że mogłam przyjąć Komunię za Mamę!!! Dziękuję, mój Jezu!!!”
Leżałam na SERCU Jezusa. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

POGRZEB MAMY

Dziś odbył się pogrzeb Mamy. Tata, moje rodzeństwo i ja pochowaliśmy Żonę i Matkę. Ciało Mamy spoczęło na cmentarzu gdzie oczekuje na Zmartwychwstanie. Dusza, ufam, jest u Jezusa na rączkach.

Wybaczcie, że nie napiszę nic więcej, ale jestem bardzo zmęczona…

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com