Site Overlay

Miesiąc: Wrzesień 2020

BO MOGĘ!

Jezus siedział na ławeczce obok studni i trzymał mnie w objęciach Swoich. Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Zakochani i szczęśliwi niezmiernie… W pewnej chwili zeskoczyłam z kolan Jezusa, chwyciłam Go za rękę i zaczęłam ciągnąć!
„Zatańczmy, zatańczmy, kochany mój!!!” – szepnęłam śmiejąc się perliscie.
„Z Tobą zawsze, umiłowana!”
Jezus zerwał się z ławeczki, objął mnie całą i porwał do tańca! Tańczylismy w Światłości, intymności i Miłości… A Światłość, intymność i Miłość zlewała się w Jedno. Była Jednym. I my jednym byliśmy! Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Jakaś Ty piękna, Moniko!” – wyszeptał ogniście.
„Dziękuję, ale nie mówmy o mnie… O Tobie mówmy, Jezu kochany!”
„Ale Ja pragnę mówić o Tobie! Chyba Mi nie zabronisz?!” – zaśmiał się Jezus cudownie i dał mi delikatnego pstryczka w nos.
Zaśmiałam się radośnie i umilkłam. Jezus kontynuował:
„Jakaś Ty piękna, mężna, dzielna! I silna! A mówiąc o Tobie, o Sobie mówię, Moniko! O Moim dziele w Tobie! Jakaś Ty Mi oddana… Cała Moja! Wszystko Twoje jest Moim!!! Chcę, żebyś wiedziała, że wszystko MOJE jest Twoim, jedyna Moja! I JA jestem, Twój!!!”
W oczach Jezusa widziałam żar, plomienie i oddanie!
Patrzyłam w mojego ślicznego zawstydzona, onieśmielona i uszczęśliwiona zarazem… Tańczylismy jeszcze trochę. A potem odpoczywałam w moim Jezusie. Pomyślałam że chce mi się pić. I nie zdążyłam pomyśleć do końca, a Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam i rozmyślałam…..
„Ostatnio zmieniło się moje podejście do wszystkiego co robię, do mojego działania.
Już nie robię dlatego, że muszę, ani nawet dlatego, że chcę. W wyrazeniu „muszę” jest
przymus, presja, nacisk. Z reguły negatywny. W wyrażeniu „chcę” też jest jakiś przymus. Może być pozytywny, ale może być i negatywny. Nie działam dlatego, że muszę, ani dlatego, że chcę. Działam dlatego, że mogę! MOGĘ! W tym słowie wyraża się wolność! Otwartość, entuzjazm i szczęście! A jednocześnie w wyrażeniu MOGĘ łączą się i „muszę” i „chcę”.
Mogę! Mogę więc działam!

BUDUJE SWOJE KRÓLESTWO!

Siedziałam na ławeczce obok studni i trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i całkowicie mi oddany… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Napisałaś wczoraj, kochana Moja, że przyjąłem Twój dar!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„No tak. A bo co?” – spytalam Jezusa uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
„Ja przyjmuję wszystko co Mi dajesz szczerym i ochotnym sercem!”
„I tak dałam!”
„I Ja przyjąłem!”
„To o co ta cala rozmowa?”
„A tak, chciałem, żebyś wiedziała!“
Jezus usmiechal się do mnie cudownie!!! I ja też się do Niego uśmiechałam…
Rozczuliłam się niezmiernie…
Pochyliłam się i ucałowałam Jezusa w policzek… Z czułością i namaszczeniem…
„Wiem… wiem mój Jezu kochany!” – szepnęłam Mu wprost do ucha.
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko… Delikatnie przysunął moją twarz do Swojej twarzy… I całował mnie… Całował całym Sobą… Całował czule, słodko i gorąco… Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice.
A całując szeptał:
„Twoimi darami z serca buduję Swoje Królestwo…!”
Zaniemówiłam…
„Niesamowite…!!!” – pomyślałam.
A Jezus wciąż całował...
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A On całował i całował…

OTWARTA

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Usmiechalismy się do siebie nawzajem promiennie!
„Problem zniknął! Jest dobrze! I wcale nie byłam niecierpliwa, nie pośpieszyłam!” – szepnęłam z radością.
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem.
„Dlaczego mi tego wczoraj nie powiedziałeś?!”
„Cóż z tego gdybym Ci powiedział, kochana Moja?! – Jezus szepnął pobłażliwie – potrzebowałaś sama tego doświadczyć, przekonać się!”
To prawda!
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I zaczęłam rozmyślać…
Mój dar dla Niego, obrazy, w mojej parafii nie zostały przyjęte. Oschłość, przykre słowa, (że”kościół to nie muzeum“ i że “w kościele jest za dużo Maryi”. Te ostatnie słowa zabolały mnie najbardziej, bo Maryja zawsze wskazuje na Jezusa! Zawsze! I kościół Maryjny to kościół w pełni, całkowicie Chrystusowy) a wczoraj obojętność, udawanie, że się mnie nie widzi. I spojrzenie jakbym swojemu Pasterzowi wielką krzywdę zrobiła…
Ale Jezusa też w “Jego ojczyźnie”, w Jego mieście, Nazarecie nie przyjęto. Jestem więc podobna do Niego.
Co dalej z moim darem dla Jezusa? Plany są. Jednak nie będę o nich mówić, dopóki nie będę na 100% wiedziała. Zobaczymy co Bóg da 😊 Nie martwię się jak się skończy ta sprawa. Na wszystko jestem otwarta na każdą okoliczność. Zarówno na przyjęcie jak i na nieprzyjęcie. I w każdym przypadku będę się cieszyć! To jest mój dar dla Jezusa, a On juz go przyjął. Tak czy inaczej.

W SERCU

Leżałam w objęciach Jezusa, patrzyłam Mu w oczy głęboko i rozmyślałam…
„Wczoraj popołudniu na mojej drodze pojawił się problem. Pojawił się nagle i niespodziewanie. Przyszedł ze strony, z której się w ogóle nie spodziewałam. Problem ten raz urastał do wielkich, niebotycznych rozmiarów i był ciężki jak głaz. A raz był malutki i lekki jak piórko. W zależności od tego z której strony na niego patrzyłam. Ale ja nie wiedziałam z której strony mam na niego patrzeć… Byłam zdezorientowana i zagubiona…. Nie wiedziałam co o tym myśleć, co robić, co mówić.
Jezus patrzył we mnie z wielką Miłością i spokojem. Milczał. Wtedy przypomniałam sobie, że mówił że teraz trzeba cierpienia, ciszy i cierpliwości. I nagle… uświadomiłam sobie, że ten problem pojawił się dlatego też, że byłam niecierpliwa, że nie zaczekałam!!!
Rzuciłam się Jezusowi na szyję i przytuliłam się do Niego mocno…
„Przepraszam, mój kochany… Przepraszam! Przepra…”
Urwałam, bo Jezus objął mnie całą… Całym Sobą objął. I głaskał mnie z tkliwością niesamowitą po głowie…
„Ciii… Ciii maleńka… Wszystko będzie dobrze!“
Oddałam Jezusowi mój problem i wszystko co jest z nim związane.
Patrzyłam, a wszystko to znikło w Jego SERCU.

PO TATUSIU!!!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic…
„Pięknie wychowujesz swoje Dzieci, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zaśmiałam się perliscie!
„Nawzajem się wychowujemy! One mnie, a ja Je. Mamy jeden wspólny Cel, Niebo, do którego dążymy wychowując się nawzajem!” – szepnęłam z mocą. I dodałam z zachwytem i dumą:
„Piękne mam Dzieci… Dobre i kochane baaaaaardzo!!!”
„Po Mamusi Duchowej!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Po Mamusi?!! – zaśmiałam się głośno – Po TATUSIU raczej!!! Po Ojcu i Stworzycielu!!!”
„A Ich Duchowa Mamusia także piękna po TATUSIU!!!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem.
„Po TATUSIU!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Płonący cały. A patrząc zanurzał mnie w Sobie… Tańczylismy bardzo, bardzo w Miłosci niewypowiedzianej…

POCIESZENIE…

Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. Potem zaczęłam wpatrywać się w Ranę…
„Bardzo, bardzo Cię bolą Rany, kochany mój Jezu!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą…
„Często bolą. Bardzo…”
Urwał na moment spojrzał we mnie z ogniem…
„Ale teraz nie. Przy Tobie kochana nie bolą!”
„A dlaczego przy mnie Cię nie bo…”
Jezus przerwał mi pocałunkiem… Czułym i słodkim…
„Bo pocieszasz mnie bardzo, kochana Moja!”
„Pocieszam?! Jak ja mogę Cię pocieszyć… Nie umiem!”
„Pocieszasz! Pocieszasz Mnie swoim stosunkiem do przeciwności. Tańcem! Znoszeniem Cierpienia. I uśmiechem pocieszasz!”
Ucałowałam Ranę Jezusa serdecznie!
„I pocałunkami!” – wyszeptał Jezus z lubością.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i zanurzał w Sobie zatapial w Miłosci i czynił z Sobą jedno! I On mnie pocieszał…

DAM SZANSĘ!

„Nie przyjęto Ciebie. Nie przyjęto Twego daru, Moniko kochana…” – wyszeptał Jezus z ogniem. Był poważny, ale nie smutny.
I ja też smutna nie byłam! Przeciwnie. Uśmiechałam się do Jezusa promiennie.
„No widzisz!” – szepnęłam z lekkością.
I uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
„A Ty Moniko taka radosna?! Nie jest Ci przykro?!”
„Przykro? Nie. Szczerze mówiąc nie!”
Jezus patrzył we mnie zdumiony.
Uśmiechnęłam się do Niego i wyszeptałam:
„A niby dlaczego mam być smutna?! Że jestem podobna do Ciebie?! Przecież Ciebie też nie przyjęli w Nazarecie! W Twoim rodzinnym mieście! Jestem podobną do Ciebie! I z tego powodu mam być smutną, i ma być mi przykro?! Niedoczekanie!”
Jezus patrzył we mnie poruszony i płonący cały!
„Tak, Moniko. Jesteś podobna do Mnie!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Poza tym postanowiłam dać jeszcze szansę. Ty mi zawsze dajesz szansę… To i ja dam!”
„Wielkie rzeczy rodzą się w cichości, cierpieniu i w cierpliwości wielkiej!”
„Nie wiem czy to jest wielka rzecz, ale chcę spróbować”.
Jezus patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic!

POWAŻNIE!

„Wiesz mój Jezu kochany, jak sobie radzę gdy nachodzą mnie pokusy?” – spytałam z uśmiechem.
Spojrzałam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. I w Jego oczach zobaczylam to samo… Miłość i bezgraniczne uwielbienie…
„No, powiedz Mi jak sobie radzisz, kochana Moja!”
„Wołam moje wilki! – szepnęłam śmiejąc się perliście – Każdego po imieniu wołam! I często nie zdążę wszystkich zawołać a pokusy już nie ma! Ucieka!”
„Wołasz swoje wilki?! Ciekawy pomysł!” – zaśmiał się Jezus perliście.
„Twój! Nie pamiętasz, że kiedyś radziłeś, że jak będę potrzebowała pomocy to mam wołać moje wilki!”
„Oczywiście, że pamiętam. Ale nie myślałem że potraktujesz to poważnie!”
„Ja wszystko co mówisz traktuję poważnie!” – szepnęłam wręcz z oburzeniem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule. Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę…

WSPÓLNIE

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w umiłowanego mojego z ogniem i kontynuowalam wczorajszy temat:
„Ty Jezu wiedziałeś, że się zgodzę, prawda?! Wiedziałeś!!! Znasz mnie i wiedziałeś, że taka decyzja to dla mnie, że tak powiem, oczywista oczywistość!!!”
Jezus zaśmiał się perliście i patrzył we mnie głęboko…
„Opowiedź Miriam przy Zwiastowaniu też była dla Mnie taką oczywistą oczywistością. Co nie znaczy, że nie czekałem na nią w wielkim napięiciu, z zapartym tchem!!! A gdy już ją usłyszałem, wraz ze Mną cieszyło się całe Niebo!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Moja Córeczka uświadomiła mi, że gdyby pomysł podarowania Ci obrazów wyszedł ode mnie, decyzja mojego Syna mogła być różna. A tak…”
„Gdybym nie był pewien, że się zgodzisz, nie podsuwałbym Mu tego pomysłu!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Rzuciłam Mu się na szyję i obsypałam Go pocałunkami!!
„Wiedziałam, że to od Ciebie, mój Jezu!!! Wiedziałam! Wiedziałam!!!” – szeptałam z entuzjazmem.
Potem patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i zachwyem wieeelkim. Jezus wtajemniczał mnie w tajniki Swego działania…
„Podsunąłem pomysł Twojemu Synowi. Ale bez Twojej decyzji byłby on niczym. Ona nadała mu wartość! Uświęciła! Tak, Twoja decyzja Uświęciła pomysł Twego Syna! A nie odwrotnie! Dlatego właśnie…”- wyszeptał Jezus wtajemniczając mnie w tajniki Swojego działania.
Spojrzałam w Jezusa olśniona!!!
„Rozumiem! I już nie żałuję, że to nie ja wpadłam na ten pomysł! Przeciwnie!!! Baaaardzo się cieszę!!! I dziękuję, że działasz dla dobra mojego Syna!!!”
„Wspólnie działamy!”- wyszeptał Jezus.
I patrzył we mnie z zachwytem nie mniejszym niż wczoraj…

MOJA DECYZJA

„Zgodziłaś się!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem i zachwytem wieeelkim.
„Tak!”
„Bez wahania i z wielką radością!!!”
„Tak! Żałuję tylko, że to nie ja wpadłam…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Wpaść na ten pomysł mógł każdy! Ale decyzja o tym czy go przyjmiesz czy odrzucisz należała do Ciebie!!! Tylko i wyłącznie do Ciebie! Mogłaś się oburzyć, powiedzieć, że się nie zgadzasz!!! A Ty zgodziłaś się od razu, z entuzjazmem i wielką radością! Podarowałaś Mi swoje najpiękniejsze obrazy!!!”- wyszeptał Jezus poruszony wielce.
„Co moje, kochany, to Twoje!” – szepnęłam rozpromieniona od ucha do ucha.
Tryptyk: „Zwiastowanie”, „Madonna z Dzieciątkiem” I „Pieta” namalowałam jak skończyłam liceum plastyczne. Moje malowanie wtedy kwitło. Byłam młodszy i aż tak bardzo nie zmęczona fizycznie. Malowałam większe formaty. 60x75cm. Malarstwa uczyła mnie znana zielonogórska malarka, Pani Irena Bierwiaczonek, której obrazy wiszą w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. A także w ośrodkach kultury w województwie, np. na zamku w Kozuchowie. Ona tak mnie polubiła, że przyjeżdżała do mnie też po skończeniu liceum. Malowałyśmy sobie 😊 I pod jej kierunkiem namalowałam ten Tryptyk (mam go chyba w galerii na blogu, jeśli nie to potem tu umieszczę). Kiedy skończyłam go malować, Pani Irena powiedziała, że to są moje najpiękniejsze, najlepsze obrazy. I wczoraj tak sobie o nich z Duchowym Synem rozmawialiśmy. I w pewnym momencie on nieśmiało zapytał:
– A nie podarowałabyś ich do kościoła?
Spojrzałam na niego i rozpromieniłam się cała!!!
– Oczywiście!!! To bardzo dobry pomysł jest!!! To bardzo dobry pomysł!!!
Jezus patrzył we mnie głęboko. Płonący cały!
„Podarowałaś Mi swoje najpiękniejsze obrazy…!” – wyszeptał z lubością.
„Namalowałam je dzięki Tobie i należą do Ciebie, mój kochany Jezu!”
Po chwili szepnęłam jeszcze:
„Zobaczymy co ksiądz proboszcz na to powie, bo on jeszcze nic o tym nie wie!”
„Zobaczymy!” – zaśmiał się Jezus. I tak wyglądało, że niewiele Go to teraz interesuje. Był zachwycony moją decyzją!
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… 

TERAZ I ZAWSZE!!!

Leżałam w ramionach umiłowanego mojego, Jezusa. Leżałam obolała i zmeczona cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością, poruszony niezmiernie. Patrzył we mnie z ogniem miłości. Płonący cały miłością!!! Bolalo mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka… Leżałam z otwartymi oczami i uśmiechałam się do Jezusa promiennie. Milczeliśmy. Ale ja nie potrzebowałam słów! Pragnęłam Jezusa! Pragnęłam Jego Obecności! I On dawał mi to Czego pragnęłam! Dawał mi Siebie! Był cały przy mnie, cały we mnie, cały mój i cały dla mnie!!!
I pomyślałam że nie wyobrażam sobie życia bez Jezusa! Bez Niego nie ma Życia! Trwanie bez Niego to trwanie w niebycie. Życie bez Niego to śmierć, pustka, nicość!!! Pragnę Żyć w Obecności mojego ślicznego! Teraz i zawsze!!!

CAŁĄ SOBĄ!

Leżałam w ramionach Jezusa tańcząca bardzo. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie z ogniem! Uśmiechałam się do Jezusa promiennie. Wyciągnęłam ręce i zaczęłam dotykać dłonią Jego policzek i głaskałam go z czułością.
„Mój kochany… Mój kochany…” – szepnęłam z mocą.
Tyle trosk, problemów, zmartwiemi bólu . A ja leżę w ramionach Jezusa! Trzyma mnie w Swoich dłoniach. I niesie mnie przez te troski, problemy, zmartwienia i cierpienie! Niesie mnie na rękach! A ja jestem Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem! Maleństwem Jezusa! Bezbronnym wobec Jego miłości… I oddany Mu całkowicie.
„Pragnę Cię mój Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
„Uwielbiam przebywać w tym, który Mnie pragnie!!!” – wyszeptał Jezus patrzac mi w oczy płonący cały.
„Pragnę!”
„Uwielbiam!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i położył głowę na sercu moim… Objęłam Jezusa z miłością! Całą sobą objęłam… Całą sobą pragnęłam!

PRZEDE WSZYSTKIM!

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo. Bardzo! Mój Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko. Płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
„Cierpisz ze Mną, Moniko kochana, Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Tak. Dziękuję, że mogę! Że mnie chcesz!” – szepnęłam z trudem.
„To Ja Ci dziękuję, że Mnie chcesz!!!” – wyszeptał Jezus, a w Jego oczach zobaczylam łzy.
„A niby dlaczego miałabym nie chcieć??!!” – szepnęłam oburzona.
„Wielu pragnie być ze Mną w chwale, a ze Mną na krzyżu niewielu…” – wyszeptał Jezus ze smutkiem i goryczą.
„Ja pragnę!” – szepnęłam a po chwili dodałam:
„Tak bardzo mnie kochasz! Swoją miłością otwierasz mnie na Siebie… Poszłabym za Tobą wszędzie!!!”
„Nawet na krzyż!”
„Tam przede wszystkim! Tam przede wszystkim, mój Jezu kochany!!!” – szepnęłam z ogniem. I opadłam z sił.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę. Czule i słodko i gorąco… Tańczyliśmy bardzo w intymności. Jezus zatapiał mnie w Sobie…

DYSTANS

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam.
„Umieściłam na blogu jeszcze jedno moje zdjęcie!” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
„Widzę!” – wyszeptał Jezus i w oczach Jego zobaczyłam wielką radość.
„Wiesz? Jakiś czas temu umieściłam je na Facebooku z komentarzem: ‚Szczerzą mi się zęby przednie! 😁’ I znajomi wysyłali mi pod nim serduszka i kciuki w górę. A mój kolega skomentował: ‚Kocham Twój dystans do samej siebie 😁’ I śmiał się! Śmiał się razem ze mną!!! I mój Duchowy Syn mówił że ja taka uśmiechnięta i zadowolona na tym zdjęciu na karuzeli! Opowiedziałam, że to dlatego bo cieszę się, że się kupy trzymam! 😄Wszystko boli, stawy bardzo bolą, trzeszczę i skrzypię jak stara szafa… a ja się na karuzelę pcham! Przecież to trzeba być normalnie nienormalnym! Walniętym!”
Jezus i ja wybuchnęliśmy głośnym, dźwięcznym śmiechem!!!
„Pamiętasz mój Jezu jak pierwszy raz powiedziałeś mi, że jestem piękna?! Jak się wtedy oburzałam, jak zaprzeczałam… Naprawdę wtedy nie widziałam w sobie piękna. A Ty cierpliwie, konsekwentnie, z uporem, ale delikatnie i z miłością pokazywałeś mi moje piękno. Przekonywałeś mnie o nim. I przekonałeś! I dziś już mogę powiedzieć: ‚Tak! Jestem piękna, bo podobna do Ciebie! Jestem piękna mimo, że szczerzą mi się zęby przednie! A może właśnie dlatego!!!”
Umilklam na moment. Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i dumą! Zachwycony cały!!! Uśmiechnięta od ucha do ucha dodałam jeszcze:
„I blog mam bardzo piękny! Bo nie mój!!! Ty go tworzysz Jezu! Moimi rękami!”
„Teraz to bardziej szczęką!” – zaśmiał się Jezus perliście.
„Masz rację! Teraz to szczęką!” – śmiałam się również.
„Szczęką i sercem!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaa…!”
Patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona bardzo! A On patrzył we mnie jak w obrazek…

CAŁUJE…

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo! Bardzo obolała i zmeczona cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie Swym ognistym spojrzeniem… Miłość sama!
„Zmęczo…” – zaczęłam z trudem wielkim.
„Wiem, jedyna Moja! Wiem…” – wyszeptał Jezus poruszony niezmiernie.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco bardzo!
Pocałował mnie, a potem patrzył we mnie z zachwytem! Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie…
„Je…” – urwałam zmeczona. Ale mój umiłowany wiedział o co mi chodzi.
„Jeszcze raz?!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
Pokiwałam głową, tak.
Jezus znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i znowu mnie pocałował… Miłość i słodycz Sama… Potem znów patrzył we mnie głęboko…
„J…” – zaczęłam znowu i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!!
A On spojrzał we mnie płonący cały. Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i znów mnie pocałował. Ogniście! Tym razem już nie przestawał. Całował! A całując zatapiał mnie w Sobie! Nasze serca objęły się serdecznie i ucałowały… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego…
A moje serce szeptało uszczęśliwione niezmiernie:
„Jeżeli pocałunki Twoje są łaskami to całuj mnie nieustannie! Pragnę Twoich łask, nie dla siebie. Ale dla Dzieci moich!!! Całuj Dzieci moje!!! Całuj mój Jezu kochany!!!”
I Jezus całował! I teraz całuje… Czule i słodko i gorąco…

DOŚWIADCZYĆ BOŻEJ MIŁOŚCI

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja nakarmiona Jego Ciałem, wtulona w umiłowanego rozmyslalam… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie głęboko… Płonący i poruszony cały.
„O czym tak rozmyślasz, Moniko kochana Moja?” – spytał Jezus z czułością niezwykłą.
Uśmiechnęłam się do Niego delikatnie i patrząc Jezusowi w oczy szepnęłam z mocą:
„A o Tobie rozmyślam, mój Jezu! O Twojej miłości! O tym jak bardzo mnie kochasz! Doświadczam Twej miłości każdego dnia! Wokół siebie i w sobie! A doświadczenie Twojej miłości sprawia, że grzeszę mniej! Widzę jak mnie kochasz i uczę się kochać od Ciebie! Pragnę kochać jak Ty mnie kochasz!!! Ostatnio tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że prawo ustanawia się po to bo brakuje miłości… Gdyby ludzie kochali się wzajemnie, nie potrzebaby było nakazów i zakazów! Gdyby ludzie kochali się wzajemnie, pragnęliby dobra dla siebie nawzajem. Nie zabijaliby jeden drugiego, nie kradli, nie cudzołożyliby, nie zdradzali… Nie zazdrościliby, nie kłamali, nie plotkowaliby. I dochodzę do wniosku że prawo jest po to, żeby wymusić miłość… Gdyby ludzie kochali się wzajemnie to więzienia byłyby puste!!! A tak każdy patrzy tylko w siebie, goni nie wiadomo za czym… I chwali się tym, czego powinien się wstydzić… Na przykład osoby LGBT obnoszą się tym czego powinni się wstydzić… Zadają równouprawnienia. I chcą usankcjonować prawnie to co dla innych jest nie do przyjęcia. ‚Małżeństwa’ jednopłciowe. Chcą grzech uczynić prawem. Straszne… A wystarczyło tylko spojrzeć w Twoje oczy i wszystko byłoby inaczej… Po Twojemu!”
Umilklam. Byłam bardzo zmęczona… Jezus tulił mnie mocno, zatapiał w miłości. I czynił z Sobą jedno…

U CIEBIE U SIEBIE

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Wtulona w umiłowanego rozmyslalam…
„Wczoraj zaczęłam zmieniać wygląd mojego bloga. Poszukalam motyw, szablon, który mi się podobał. Był taki inny niż, które miałam do tej pory. Potem ustawiałam nagłówek. Umieściłam zdjęcie mojego obrazu ‚Dobrego Pasterza’, a obok, w logo umieściłam swoje zdjęcie. Na karuzeli. Podobało mi się. I podobał mi się taki wygląd bloga. Robiłam to wszystko na komputerze. Ustawiłam czcionki i panel boczny. I się zmęczyłam 😁 pomyślałam, że dokończę dzisiaj. Na koniec jeszcze zerknęłam jak blog wygląda w smartfonie. I zdziwiłam się! Moje zdjęcie zasłaniało ‚Dobrego Pasterza! Pomyślałam, że dzisiaj poprawię. Ale gdy pierwsze zdziwienie minęło, pomyślałam, że tak może zostać. Że tak może być. Tym bardziej, że w sercu słyszałam cichy głos: ‚ Zostaw, tak jest pięknie!’ Uśmiechnęłam się do tego głosu. Jednak znów naszły mnie myśli, że tak nie może być, żebym zasłaniała sobą Jezusa, że tak nie uchodzi. I Duchowemu Synowi napisałam: ‚Jutro spróbuje jeszcze poprawić bo jak się patrzy w smartfonie to zdjęcie zasłania obraz’. A Syn odpisał: ‚Ale pojawia się na pierwszej stronie. Owszem, przesłania to, co poniżej, ale mnie się podoba. I Twoje zdjęcie z karuzeli. Suuuper! Wreszcie nadrobiłem lekturę bloga 💙💙💙💙’ I w sercu znów usłyszałam: ‚Zostaw, tak jest pięknie!’
I zostawiam! Nie patrzę na to czy uchodzi, czy nie. Jak ktoś będzie chciał zobaczyć pełną wersję bloga to może na komputerze zobaczyć. A Jezus się nie pogniewa, że Go sobą zasłaniam. On wie, że nie chcę Go sobą zasłaniać. Nie tylko na blogu, ale przede wszystkim w życiu!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Uśmiechał się do mnie cudownie!
„U Ciebie, Moniko jestem u Siebie! A będąc u Siebie jestem u Ciebie!”
„I vice versa!” – szepnęłam rozpromieniona od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

IM MNIEJ TYM WIĘCEJ

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo! Bardzo obolała i zmeczona cała. Bez sił. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Ale mimo zamkniętych oczu widziałam mojego Oblubieńca. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko… Płonący i poruszony cały!
„Cała Moja… Cała Moja!!!” – wyszeptał z zachwytem i dumą.
Uśmiechnęłam się do umiłowanego z trudem wielkim.
„Cała Twoja! Tak, bardzo pragnę być cała Twoja. I cieszę się że tak jest!” – szepnęło moje serce.
„Cała Moja! A Ja cały Twój!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Tak!!! Cały mój i cały dla mnie!!! Wiesz, mój Jezu kochany?! Im mniej mogę sama, tym więcej mogę w Tobie! Dzięki Tobie!!!”
W tej chwili poczułam policzek Jezusa przy moim policzku… Przytulał mnie mocno i delikatnie zarazem. Z wielką miłością przytulał…

TO MNIE BIERZ!!!

Staliśmy przy studni. Umilowany mój Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą. Trzymał moją twarz w Swych dłoniach i patrzył we mnie jak w obrazek… Patrzyłam z uwielbieniem w mojego ślicznego Jezusa i uśmiechałam się do Niego promiennie!!!
„Zatańczymy, mój Jezu kochany?! Zatańczymy?!” – szepnęłam perliście.
„Z Tobą i dla Ciebie zawsze!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Wziął mnie w ramiona i zaczęliśmy tańczyć! Tańczyliśmy po całej Światłości!!! Mój Jezus i ja!
Tańczyliśmy lekko i zwiewnie! Fruwaliśmy!
„Pięknie tańczysz, mój kochany!!! Cudownie!!!” – szepnęłam z zachwytem.
„Dziękuję kochana! I Ty tańczysz bardzo pięknie!!! Jak baletnica!!!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„Dzięki Tobie, mój Jezu! Dzięki Tobie!!! Z Tobą i taniec i układanie modlitw i malowanie mi wychodzi!!! Może nawet polubię malowanie pejzaży!!!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś! Cały mnie przenikał!!! I ja Jego też!!!
„Pragnę Cię, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„To mnie bierz!!! Już kiedyś mówiłam Ci mój śliczny, że jak mnie pragniesz to mnie bierz!!!” – szepnęłam z oddaniem. A po chwili dodałam z mocą:
„I ja pragnę Ciebie, mój Jezu kochany!!!”
„To Mnie bierz!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Tańczyliśmy bardzo, SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego!
Tańczyliśmy bardzo. W bliskości bez granic!!!

TAŃCZ!!!

Jezus siedział na ławeczce obok studni i trzymał mnie w objęciach Swoich. Siedzialam u Niego na kolankach. Cała wtulona w umiłowanego, zanurzone w Nim cała… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko…
„Gdy tak we mnie patrzysz, wiem, że jestem dla Ciebie jedyna… Jednocześnie wiem, że w każdego człowieka patrzysz podobnie jak we mnie. Każdy człowiek jest dla Ciebie jedyny i z każdym pragniesz być w jak najbliższej relacji!!! Jakie to piękne!!!” – szepnęłam zachwycona.
Jezus patrzył we mnie z uwielbieniem…
„To prawda, Moniko!!!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Jakie to piękne, że każdego kochasz tak samo i jednocześnie każdego inaczej!”
Jezus spojrzał we mnie zdziwiony, jakby zaskoczony, że o tym wiem!
„Kocham każdego tak samo i jednocześnie każdego inaczej, to prawda! Każdego kocham osobiście! I pragnę być tylko dla niego. Jednak nie każdy chce tego doświadczyć… Nie każdy chce otworzyć Mi serce!” – wyszeptał Jezus z powagą i posmutniał bardzo.
Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Jak chcesz, mój kochany, będę za nich tańczyć, żeby otworzyli dla Ciebie serca i mogli doświadczyć Twojej miłości i bliskości?!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienił się cały nade mną!!! Rozświetlił się cały!
„Tańcz, Moja piękna! Tańcz!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją z ogniem…
Patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Tańczyliśmy bardzo w intymności niewyslowionej… Mój Jezus i ja!

NAPRAWDĘ!

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej. I rozmyslalam. A rozmyslając dzieliam się z Jezusem swoją radością:
„Wczoraj moja siostra jechała z dziećmi na Winobranie. I wyciągnęła tatę, a tata wyciągnął mnie. Bardzo bolaly mnie stawy, ale pomyślałam, że stawy i w domu i w mieście bolą tak samo, a tam chociaż na stragany sobie popatrzę. Pojechałam. Myślałam, że przejdziemy się po deptaku w tę i z powrotem. A tu nagle… wylądowalismy w Wesołym Miasteczku, rozstawionym w centrum miasta! Dzieci były w swoim żywiole! Co chwilę jakaś karuzela, mniejsza i większa i kilka mniejszych. Smok, samochodziki, trampoliny…
– Idziemy?! – zażartowałam wskazując siostrze najwyższą karuzelę.
– Na tę??!! Zapomnij! – zaśmiała się siostra – Ale na tę mogę z tobą iść!!!
I wskazała na trochę mniejszą, ale też dużą karuzelę.
– To chodź!!!
– chcesz?!
– Tak!
Mojej siostrze dwa razy nie mówić! Kupiła bilety. I poszłyśmy. W międzyczasie moje siostrzenica i bratanica zaskoczone i ucieszone, że mama i ciocia idą na karuzelę, też kupiły bilety i poszły z nami. Tata przesadził mnie z wózka na karuzelę, siostra Lucyna usiadła obok mnie i wzięła mnie pod rękę. Pan z obsługi zapiął blokadę. I karuzela ruszyła…
– Tylko się trzymaj kobito, bo jeszcze wypadniesz i dopiero będzie! – zaśmiała się siostra.
– Trzymam się!!!
– Ciocia, nie boisz się?!! – zawołały Ola i Minia, które siedziały w wagoniku przed nami.
– Nieee!!! – zawołałyśmy Lucynka i ja.
Było super! Ale w pewnej chwili karuzela, to znaczy wagonik zaczął się unosić coraz wyżej i wyżej…
– Chyba za szybko powiedziałam… – zaśmiała się Lucyna.
– No… A ja stara a głupia! Karuzeli mi się zachciało!!! – śmiałam się.
– Jak to mówią, raz się żyje!!!
– O, już dobrze!
-Super! Szkoda że nie wzięłam komórki, byśmy sobie zrobiły zdjęcie jak fruniemy! Na dole została. Ale może i lepiej, mogłaby mi wypaść jakbym pstrykała!
– Tak, potem zrobisz!
– Dobra!
Tak rozmawiając, Lucyna i ja kręciłyśmy się na karuzeli. Bardzo wysoko było! I baaaardzo mi się podobało!!! Lucynce też!!! Karuzela kręciła się jeszcze trochę. W końcu wagonik się zaczął opuszczać, a karuzela zwalniała. Aż całkiem stanęła. Tata przesadził mnie z powrotem na wózek.”
Jezus słuchał mojej opowieści z zachwytem i co chwilę się uśmiechał cudownie!
„Szalona, zwariowana jestem!” – szepnęłam z mocą śmiejąc się perliście.
„Tak! Ale to dobre zwariowanie i dobre szaleństwo! Czerpiesz z życia z życia, nie skupiasz się na swoim bólu, ale cieszysz się z życia, Moniko! I żyjesz prawdziwie! Żyjesz naprawdę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
„Taaa…!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

OPERACJA NA OTWARTYM SERCU

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo! Leżałam w Umilowanym moim Jezusie. A On robił mi operację. Operację na otwartym sercu. Układał, przekladal, wykładał i składał. Niektóre rzeczy z serca mojego wyrzucał, a inne wkładał. Robił to z niezwykłą precyzją i dokładnością. I z delikatnością niezwykłą! Jezus robił operację. A ja leżałam z przymkniętymi oczami… W końcu Jezus pochylił się nade mną i wyszeptał z miłością i cudnym uśmiechem:
„No, skończone!”
„Skończyłeś wszystko?!”
„Wszystko nie! Przy reszcie będę potrzebował Twojej pomocy. Ale to za jakiś czas dopiero. Tymczasem odpoczywaj, kochana Moja! Wiem, że jesteś bardzo zmęczona!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z wdzięcznością i czułością.
„Nie, mój kochany Jezu, nie jestem zmęczona! Moje serce jest wypoczęte i odżywione!!!” – szepnęłam z mocą.
„Serce, tak, jest wypoczęte. Ale Twoje ciało jest bardzo obolałe i zmeczone.”
„Taaak…!”
Oczy mi się zamykały… Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Zatańczymy, mój śliczny?!”
„Oczywiście, jedyna Moja! Dla Ciebie wszystko!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Wstał z ławeczki i trzymając mnie w objęciach zaczął tańczyć… Lekko i błogo i słodko… A ja leżąc w objęciach Jezusa zapadałam w sen…

POUKŁADA!

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Tańcząca byłam bardzo, bardzo. Obolała. Ale nie mówiłam o tym mojemu umiłowanemu. Opowiadałam natomiast co robię i co się u mnie dzieje. Mówiłam, że układam modlitwy wiernych, że już prawie połowę ułożyłam. I gdy wysłałam maila do pani redaktor Oremusa z pytaniem dotyczącym czytań, ona nie tylko bardzo dokładnie mi odpowiedziala, ale przede wszystkim bardzo się zdziwiła, że mam takie tempo. Mówiłam Jezusowi że zaczęłam malować nowy obraz. Zimę. Pejzaż zimowy. Nie umiem, ani nie lubię malować pejzaży. I właśnie dlatego, że umiem ani nie lubię, postanowiłam spróbować!
Jezus słuchał z uwagą i cudnym uśmiechem tego co mówiłam.
„Twoja Duchowa Córeczka jest z Ciebie bardzo dumna!” – wyszeptał nagle.
Nie spodziewałam się takich słów… Od razu wiedziałam o którą Córeczkę chodzi… Odsunęłam się od Jezusa automatycznie i skuliłam się w sobie…
„Wybacz, ale nie jestem jeszcze na to gotowa…”- szepnęłam bezgłośnie prawie.
Moja Duchowa Córeczka zmarła niedawno. I to wydarzenie było jeszcze dla mnie świeże… Spojrzałam jednak w mojego Jezusa. Patrzył we mnie z wielką miłością i czułością! Wielką! Nawet większą niż do tej pory!
Wyciągnęłam rękę i dotknęłam policzek Jezusa. A dotykając zbliżyłam się do Niego.
„Myślisz?” – spytałam głaszcząc z czułością policzek umiłowanego.
„Że jest z Ciebie dumna? Ja nie myślę, Ja wiem! Widzę jak patrzy na Ciebie z Góry i uśmiecha się z wielką dumą widząc jak sobie pięknie radzisz, Moniko!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!!!
„Wybacz, proszę, że tak zareagowałam… Nie gniewaj się na mnie, kochany…”- szepnęłam nieśmiało, ale jednocześnie z mocą.
Jezus ujął moją dłoń, którą głaskałam Jego policzek i ucałował ją z ogniem!
„Ależ Moniko Ja się nie gniewam! Rozumiem Cię, kochana Moja! Musisz po prostu to wszystko w sercu poukładać!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. I zbliżył się do mnie bardzo! I ja zbliżył się do Jezusa!
„Właśnie! Muszę poukładać w sercu! A jeszcze nawet nie zaczęłam… Szczerze mówiąc nie jak się za to zabr…!” – nie dokończyłam. Jezus przerwał mi pocałunkiem…
„A może pozwolisz, żebym Ja to w Tobie poukładał?” – spytał z prostotą.
„Ty? We mnie? Jasne, oczywiście, naturalnie, że tak!!!”
„Ulozymy wszystko pomalutku, bez pośpiechu, w Twoim tempie, kochana Moja!”
Jezus przerwał na chwilę, a potem dodał z promiennym uśmiechem:
„Po nocy zawsze nastaje dzień, po burzy wychodzi słońce, po pracy jest odpoczynek. I w Twoim sercu nastanie dzień, słońce i odpoczynek!”
Jezus patrzył we mnie głęboko, z ogniem. A ja pomyślałam, że już nastaje…
„Dziękuję Ci bardzo, mój kochany Jezu!!! I bardzo przepraszam!”
Jezus patrzył we mnie… A Jego spojrzenie mówiło, że nie mam Go za co przepraszać.
Patrzyłam w mojego Jezusa z wdzięcznością i oddaniem… A On uśmiechał się do mnie cudownie!

ZDECYDOWANIE!!!

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzył mi w oczy Swym cudnym spojrzeniem miłości i bliskości bez granic! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… I nuciłam refren pieśni, którą słyszałam wczoraj w kościele:
„Jezu, Jezu, przyjdź do duszy mej! Obdarz ją łaskami Swymi! I bądź Królem jej!”
Bardzo mi się ona spodobała. Jednak kiedy ją teraz nuciłam… coś mi w niej nie pasowało… W niej był czas przyszły. A we mnie był czas teraźniejszy… We mnie było TERAZ!
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie, pomyślałam chwilę i zaczęłam nucić swoją wersję refrenu:
„Jezu, Jezu, mieszkasz w duszy mej! Darzysz ją łaskami Swymi! Jesteś Królem jej!”
Spojrzałam w mojego Jezusa… Patrzył we mnie rozpromieniony cały!!! Płonący cały ogniem miłości!!!
„Taaak… Teraz bardziej pasuje do tego co we mnie czynisz, mój kochany!!!” – szepnęłam zapatrzona cała w mojego ślicznego Jezusa.
„Zdecydowanie!!!” – wyszeptał Jezus.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę! Czule i słodko i gorąco bardzo.
„Tak! Zdecydowanie bardziej pasu…!”- zaczęłam z ogniem. Ale nie dokończyłam, bo mój słodki Oblubieniec znów mnie pocałował… Na dodatek zaczął dłonią dotykać i pieścić moje serce… Było mi błogo i lekko i słodko… Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam dotykać i pieścić SERCE Jezusa… Dotykałam i pieściłam SERCE umiłowanego z czułością i delikatnie… Starałam się… Nagle oba serca wyskoczyły z naszych ciał i znalazły się na naszych dłoniach!!! SERCE Jezusa na mojej dłoni, a moje serce na dłoni Jezusa!!! Serca zbliżyły się do siebie nawzajem, objęły się z miłością i wtuliły w siebie nawzajem… A mnie się wydawało, że widzę jedno serce, zamiast dwóch…!!!
„To jest właśnie TO CO we mnie robisz, Jezu!!! To jest właśnie TO!!!” – szepnęłam rozpromieniona cała i cała szczęśliwa.
„Zdecydowanie!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
I znów mnie całował… A ja byłam cała Jego i dla Niego cała!

UBÓSTWO, KTÓRE UBOGACA

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i uwielbieniem i zachwyem… Umilowany mój patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam.
„Piękna rozmowa, piękna wymiana zdań między Twoim Duchowym Dzieckiem i Tobą. Możesz ją tu przytoczyć, Moniko?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„A myślisz, że moje Dziecko nie będzie miało nic przeciwko?” – spytałam z prostotą.
Jezus pokiwał głową przecząco.
„Myślę że nie!”
„Ok, ale jakby co to ‚zwalę’ na Ciebie, Jezu” – zaśmiałam się perliście. Mój Jezus śmiał się także!
Wtuliłam się w mojego Jezusa jeszcze bardziej. I rozmyslalam. A rozmyslając dzieliam się z Jezusem:
„Wiesz… ❤️ jak wczoraj napisałeś o ubóstwie, zaczęłam się zastanawiać czy ja jestem uboga i w jakim sensie. I doszłam do wniosku, że w sensie materialnym uboga nie jestem. Nie mogę powiedzieć. Ale jestem uboga w innym sensie. Choroba mnie czyni ubogą. Bardzo. Często upokarza. Przez nią jestem całkowicie zależna od innych. Muszę na nich liczyć. Uczę się prosić. Jestem uboga. Ale odkryłam, że moje ubóstwo jest też bogactwem. Darem. Nie tylko dla mnie, ale i dla innych ❤️ ”
„Tak jest! Ubóstwo to nie znaczy nic czy niewiele mieć. To umiejętność dzielenia się sobą i tym, co się ma. I trud korzystania z pomocy innych. Także trud i ból proszenia o coś. 💙💙💙”
Zastawiając się nad tym wszystkim, pomyślałam, że prosząc o pomoc daję temu kogo proszę możliwość, żeby mi pomógł. Daję sposobność do czynienia dobra, do zrobienia dobrego uczynku. Bez mojej prośby inni mogliby o tym nie wiedzieć. Daję im swego rodzaju szansę. I zawsze staram się dziękować. Dziękować nawet za najmniejsze uczynione mi dobro. Mój bratanek bardzo często mówi, że nie ma za co i śmieje się, że on nic takiego nie zrobił, i przesadzam z tym dziękowaniem mu! Ale ja wolę w dziękowaniu przesadzić, niż je zaniedbać. Dziękowaniem i uśmiechem wyrażam wdzięczność i radość! A to sprawia, że dzieciaki pomagają mi bo chcą, a nie dlatego, że muszą. Pogadamy przy okazji, pośmiejemy się. I jest super!
A tacie na przykład dziękuję za to, że mi twarz, gebusię rano umył. Sama sobie twarzy nie umyję i wiem, że tata tak, czy inaczej by mi umył. Ale podziękowaniem i uśmiechem wyrażam wdzięczność. I pokazuję, że chcę go wyróżnić, docenić, pochwalić. A to wszystko sprawia że tata uśmiecha się do mnie promiennie. I pomaga nie tylko z obowiązku, nie dlatego że musi, ale że chce!
Jestem uboga. Nie mam nic. Ale moje ubóstwo sprawia, powoduje, że mogę dzielić się sobą. I w tym sensie moje ubóstwo jest bogactwem. Daję siebie innym… Rozdaję… Jak Ty!”
Spojrzałam w mojego Jezusa zdziwiona do głębi! Ostatnia myśl, ostatnie słowa nie były moje! Nie pochodziły ode mnie! Więcej! Zostały mi jakby narzucone!!
„Tak, Moniko! Jak Ja. Wiesz, kiedy wisiałem przygwożdzony do Krzyża też nic nie mogłem zrobić. Nie mogłem ruszyć ani ręką, ani nogą. Ale mogłem dawać Siebie. Dawać Siebie ludziom…”
„Teraz już wiem co to znaczy ‚ubóstwem ubogacać’! W dzieciństwie wydawało mi się, że jestem nikomu nie potrzebna. Teraz wiem, że jestem innym potrzebna! I że moja choroba może prowadzić do zbawienia nie tylko mnie, ale i innych.”
„Wszystko jest po coś, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On patrzył we mnie jak w obrazek…

VICE VERSA

Leżałam w ramionach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo… Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko. Płonący cały miłością…
„Boli bar…”- szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. Przytulił policzek do mego policzka…
„Wiem, maleńka Moja. Wiem…” – wyszeptał poruszony niezmiernie.
Uśmiechnęłam się do Jezusa z trudem… A On wyciągnął dłoń i zaczął dotykać i pieścić moje serce.
„Tak mi dobrze przy Tobie i słodko i lekko i błogo…” – szepnęło moje serce.
„Tak Oblubienicy przy Wybranku swoim być powinno!”
„Przy ‚Wybranku’? Przecież to Ty mnie Sobie wybrałeś, a nie ja…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!!!
„Ty Mnie Sobie wybrałaś otwierając Mi swe serce, Moniko!”
„Bez Ciebie nic nie mogłabym zrobić!” – szepnęło moje serce z ogniem.
„I vice versa!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i łagodnie bardzo.
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Nie rozumiałam tego co mówił… To znaczy rozumiałam, ale nie miałam głowy… Jezus mój śliczny pochylał się nade mną i pieścił moje serce z ogniem i lubością… Nakarmił mnie Swoim Ciałem i pieścił… A pieszcząc zamykał mnie w Sobie, zatapiał w miłości. I czynił z Sobą jedno.

WIDZI!

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i uwielbieniem! Jezus patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego ślicznego Jezusa patrzyłam!
„Kocham Cię mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Wiem! Doświadczam Twej miłości, Moniko. Na każdym kroku!”
„Cieszę się, że doświadczasz! To znaczy, że jak mówię tak robię… Mogłabym na przykład tylko mówić, ale nie robić…”
„I tak często się zdarza… Ty jednak jesteś jednolita, spójna. Jak mówisz, tak robisz!” – wyszeptał Jezus z ogniem i pewnością.
„Jak mówię, że kocham to kocham. Dla mnie to, że tak powiem, oczywista oczywistość!”
Zaśmialiśmy się oboje głośno i perliście!!!
„Zmęczona jestem, kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Odpocznij miła Moja…”- wyszeptał Jezus z czułością bezgraniczną.
Uśmiechnęłam się do Niego delikatnie i wtuliłam się w mojego ślicznego jeszcze bardziej. Jezus zaczął dotykać i pieścić moje serce… Słodycz i rozkosz i błogość… Patrzył mi w oczy płonący… Milczał przez chwilę. Potem wyszeptał z ogniem:
„Jak coś dla Mnie robisz to na całego! Całą sobą! Wkładasz całe swe serce!!!”
„Staram się, Jezu! Dla Ciebie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie, z czułością. I pomyślałam, że On to zauważa co i jak robię. I cieszy się z tego! Dobrze, że mi o tym powiedział.

NIE TYLKO O BALETNICY…

Jezus siedział na ławeczce obok studni. Siedział i trzymał mnie w objęciach Swoich. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko i uśmiechalam się do Niego z miłością i lubością…
„Tak bardzo się cieszę, że jestem z Tobą, mój kochany Jezu!!! Tak bardzo!!!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Od ucha do ucha!!!
„A nawet nie wiesz jak bardzo Ja się cieszę, że ze Mną jesteś, Moniko!!! Nawet nie wiesz jak bardzo!!!”
„Nie wiem… To mi pokaż, żebym wiedziała!” – szepnęłam z ogniem w oczach.
Jezus spojrzał we mnie tak jakby zobaczyl mnie pierwszy raz w życiu… Wyciągnął rękę i dłonią zaczął dotykać i pieścić moje serce… Ale inaczej zupełnie niż do tej pory… Nie potrafię tego opisać jak, ale… Zapadałam cała w moim Oblubieńcu… Ginęłam w Nim! I byłam w Nim wolna!!! Byłam sobą bardziej niż kiedykolwiek!!! A w sercu czulam rozkosz i błogość i słodycz…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały…
„Teraz już wiesz, jedyna Moja!” – wyszeptał z mocą.
„Ta… tak…!” – wymamrotałam z ledwością, uszczęśliwiona cała.
„Mogę Ci pokazywać częściej, jeśli chcesz, kochana!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Chcę!”
Jezus dotykał i pieścił moje serce jak nigdy wcześniej. A ja onieśmielona i ośmielona zarazem, zaczęłam Mu opowiadać:
„Wiesz, mój Jezu? Wczoraj skończyłam mój nowy obraz ”
Baletnica” I wszystkim on się podoba, tylko jednemu mojemu Duchowemu Dziecku nie. Dziecko twierdzi, że kiedyś 20 lat temu, malowałam piękne obrazy a teraz już nie. Przykro mi, że tak uważa… Może i wcześniej malowałam ładniejsze obrazy. Teraz nie mam już tyle siły co kiedyś. Cieszę się że w ogóle mogę malować…”
„Człowiek pokorny nie przejmuje się ani pochwałami, ani krytyką. Wie jaki jest w oczach Bożych. I nie przejmuje oceną ludzi…”
„No widzisz, Jezu! A ja się przejęłam. Sam widzisz ile we mnie pychy. Na kilogramy! A pokory we mnie nie uświadczysz!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą.
„Człowiek pokorny widzi w sobie pychę, bardziej niż u innych, nawet wtedy jeśli inni jej nie widzą!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Umilklam. Nie wiedziałam co o tym co powiedział Jezus myśleć. Nie rozumiałam…
„A Tobie podoba się moja ‚Baletnica’?” – spytałam z prostotą.
Jezus zbliżył znów Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie z tkliwością…
„Tak, podoba Mi się Moja Baletnica, Moniko! Tańczy w Moim świetle zwiewnie i lekko, rozsiewając wokół słodki zapach stokrotek…”
Jezus uśmiechał się do mnie ślicznie! A ja wiedziałam, że nie mówi o moim obrazie. A raczej nie tylko…

NIE POZWOLI!

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja leżałam w Jego objęciach. Leżałam cała obolała i zmeczona cała. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Nie miałam siły, żeby cokolwiek powiedzieć. Ale uśmiechałam się do Jezusa promiennie. W pewnej chwili posmutniałam, a moje serce szepnęło:
„Nie chcę, żebyś sam cierpiał!!! Nie pozwól na to więcej, mój Jezu kochany!!! Ja chcę, pragnę razem z Tobą, mój Jezu!!! Nie chcę, żebyś był sam na krzyżu!!! Pragnę z Tobą wisieć!!!”
„Nie jestem sam, Moniko! I nigdy nie byłem! I nie będę! Jesteś przy Mnie i cierpię z Tobą! I Ty ze Mną!!!” – usłyszałam cichy, miękki, poruszony głos Jezusa.
Na policzku poczułam oddech umiłowanego mojego, a potem czuły i delikatny i słodki pocałunek…
„Nie chcę, żebyś był sam!!! Nie pozwól na to!!! Ja pragnę z Tobą, Jezu!!!”
„Nie pozwolę! Obiecuję, kochana Moja!” – usłyszałam łamiący się głos Jezusa.
„Dziękuję!!!” – szepnęło moje serce. Też było bardzo zmęczone.
Jezus całował mnie… Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Gorąco i słodko.
Leżałam z zamkniętymi oczami. A mimo to zobaczylam przed sobą SERCE. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności… Mój Jezus i ja.

„JA JESTEM!”

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Byłam bardzo zmęczona. Wtuliłam się więc w umilowanego mojego Jezusa i odpoczywałam… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko.
„Ja Jestem, Moniko kochana! Ja Jestem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z czułością. I pomyślałam, że oczywiście, że jest. Zamknęłam oczy i odpoczywałam dalej… W pewnej chwili poczułam, że jakoś mi twardo i niewygodnie… Otworzyłam oczy i zobaczyłam że… Jezusa nie ma! A ja leżę na ławeczce, a szczebleki ławki wpijają mi się w ciało. Usiadłam. Rozglądnęłam się dookoła. Jezusa, mojego umiłowanego, ślicznego mojego nie było!!! Zaczęłam tęsknić!!! Serce moje tęskniło niezmiernie… Wstałam z ławeczki i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem. Nie mogłam sobie miejsca znaleźć! W końcu zmęczona ogromnie usiadłam przy studni, opierając o nią plecy.
„Jezu kochany, tęsknię!!!”
I nagle zobaczylam wielki krzyż! A na nim wisiał Jezus! Cierpiący niewypowiedzianie!!!
„Ja tu myślę tylko o sobie i swojej tęsknocie, a Jezus tam cierpi! Sam!!! Egoistka ze mnie!!!” – szepnęłam sama do siebie. I już chciałam biec do Jezusa, do umiłowanego mojego! Chciałam!!! Ale nie mogłam! Stałam jak zamurowana!!! Chciałam biec całą sobą!!! Ale coś mnie trzymało, powstrzymywało, zabraniało! Natomiast krzyż z wiszącym na nim Jezusem zbliżył się do mnie. I wtedy to coś mnie puściło… A ja rzuciłam się na szyję Jezusowi i objęłam Go z czułością… Objęłam mojego Jezusa całą sobą. A On uśmiechał się do mnie cudownie… Zamknęłam oczy i trwałam przy moim słodkim… A kiedy znów je otworzyłam, zobaczylam że Jezus siedzi na ławeczce obok studni a ja siedzę u Niego na kolankach. Wtulona w mojego Oblubieńca.
„Ja Jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i uśmiechnął się do mnie cudownie. Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha!

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com