Site Overlay

NAPRAWDĘ!

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej. I rozmyslalam. A rozmyslając dzieliam się z Jezusem swoją radością:
„Wczoraj moja siostra jechała z dziećmi na Winobranie. I wyciągnęła tatę, a tata wyciągnął mnie. Bardzo bolaly mnie stawy, ale pomyślałam, że stawy i w domu i w mieście bolą tak samo, a tam chociaż na stragany sobie popatrzę. Pojechałam. Myślałam, że przejdziemy się po deptaku w tę i z powrotem. A tu nagle… wylądowalismy w Wesołym Miasteczku, rozstawionym w centrum miasta! Dzieci były w swoim żywiole! Co chwilę jakaś karuzela, mniejsza i większa i kilka mniejszych. Smok, samochodziki, trampoliny…
– Idziemy?! – zażartowałam wskazując siostrze najwyższą karuzelę.
– Na tę??!! Zapomnij! – zaśmiała się siostra – Ale na tę mogę z tobą iść!!!
I wskazała na trochę mniejszą, ale też dużą karuzelę.
– To chodź!!!
– chcesz?!
– Tak!
Mojej siostrze dwa razy nie mówić! Kupiła bilety. I poszłyśmy. W międzyczasie moje siostrzenica i bratanica zaskoczone i ucieszone, że mama i ciocia idą na karuzelę, też kupiły bilety i poszły z nami. Tata przesadził mnie z wózka na karuzelę, siostra Lucyna usiadła obok mnie i wzięła mnie pod rękę. Pan z obsługi zapiął blokadę. I karuzela ruszyła…
– Tylko się trzymaj kobito, bo jeszcze wypadniesz i dopiero będzie! – zaśmiała się siostra.
– Trzymam się!!!
– Ciocia, nie boisz się?!! – zawołały Ola i Minia, które siedziały w wagoniku przed nami.
– Nieee!!! – zawołałyśmy Lucynka i ja.
Było super! Ale w pewnej chwili karuzela, to znaczy wagonik zaczął się unosić coraz wyżej i wyżej…
– Chyba za szybko powiedziałam… – zaśmiała się Lucyna.
– No… A ja stara a głupia! Karuzeli mi się zachciało!!! – śmiałam się.
– Jak to mówią, raz się żyje!!!
– O, już dobrze!
-Super! Szkoda że nie wzięłam komórki, byśmy sobie zrobiły zdjęcie jak fruniemy! Na dole została. Ale może i lepiej, mogłaby mi wypaść jakbym pstrykała!
– Tak, potem zrobisz!
– Dobra!
Tak rozmawiając, Lucyna i ja kręciłyśmy się na karuzeli. Bardzo wysoko było! I baaaardzo mi się podobało!!! Lucynce też!!! Karuzela kręciła się jeszcze trochę. W końcu wagonik się zaczął opuszczać, a karuzela zwalniała. Aż całkiem stanęła. Tata przesadził mnie z powrotem na wózek.”
Jezus słuchał mojej opowieści z zachwytem i co chwilę się uśmiechał cudownie!
„Szalona, zwariowana jestem!” – szepnęłam z mocą śmiejąc się perliście.
„Tak! Ale to dobre zwariowanie i dobre szaleństwo! Czerpiesz z życia z życia, nie skupiasz się na swoim bólu, ale cieszysz się z życia, Moniko! I żyjesz prawdziwie! Żyjesz naprawdę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
„Taaa…!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

Leave a Reply

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com