WIEDZIAŁ

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w intymności i bliskości… Zamknęłam oczy, a mój słodki w tańcu mnie prowadził. Tańczylismy… Otworzyłam oczy… Umiłowanego mojego nie było! Zaczęłam się rozglądać, biegać,, szukać! Nigdzie Go nie widziałam… Zadarlam głowę do góry… wysoko… I zobaczyłam mojego Jezusa… Wisiał na Krzyżu!
“Ja tu tańcuję, a On tam na Krzyżu sam… Idę do Niego! – pomyślałam.
Zaczęłam iść w powietrzu… Do Krzyża było daleko. W dodatku coś zaczęło mnie hamować zatrzymywać, zwalniać, odpychać… Ja szłam. Mimo przeszkód, kłód rzucanych pod nogi! Szłam uparcie, wytrwale. Jak taran!
“Umiłowany mój cierpi! Sam!!! Czeka na mnie! Dojdę do Niego! Choćby nie wiem co! Dojdę! Nie ma innej opcji!!”
I nagle wszystko odstąpiło ode mnie! Miałam wolną drogę!!! Mogłam iść dalej! Iść?! Lecieć!!! Leciałam na skrzydłach do umiłowanego mojego! Na skrzydłach Miłości!
Stanęłam przed Krzyżem. Jezus cierpiący był bardzo…
“Jezu kochany!” – szepnęłam z bólem.
Jezus z trudem podniósł głowę i spojrzał mi w oczy głęboko…
“Maleńka Moja…”
Objęłam ślicznego mojego z tkliwością, czułością…
“Czekałem na ciebie! Wiedziałem, że przyjdziesz! Że dasz radę, wiedzialem! Wiedziałem!”
Tuliłam mojego Jezusa do serca…

UCZY MNIE BYĆ WOLNĄ!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Ujął mnie pod rękę i szliśmy. Szliśmy w półmroku… Nagle przed nami jakby zasłona się odsłoniła… I zobaczyłam… Zobaczylam przecudny ogród! Różany!!! Przepiękne róże! Wijące się na pergolach i płożące się po ziemi! Bujne! Kolorowe! A jaki zapach… Można się nim było odurzyć… A wszystko rozświetlone dziwnym światłem…
“Ooooo….” – szepnęłam zachwycona cała.
Stałam oszołomiona, z otwartymi ze zdumienia ustami…
“Piękny, prawda?” – wyszeptał Jezus z ogniem i cudnym uśmiechem. Stał przy mnie rozpromieniony cały!
“To chyba Mamy…?!”- spytałam zdumiona.
“Mamy, twój i Mój jednocześnie!”
“Mój??!!”
“Układasz Mamie codziennie bukiety Różańcowe, prawda? Ona Mi je oddaje! I z nich jest ten ogród!”
“Z moich maleńkich bukiecików…?”
“To co maleńkie, ale czynione z miłości dla Mnie jest wielkie! Ma wartość drogocennych klejnotów!”
“Aaaa…”
Staliśmy dłuższy czas i podziwialiśmy ogród…
“Chcesz tu zostać?”-spytał Jezus łagodnie.
Zaskoczyło mnie to pytanie!
“Jeśli pozwolisz… wolałabym wrócić… A tu możemy czasem przychodzić. Jeśli pozwolisz, mój Jezu…” – szepnęłam bezgłośnie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Ujął mnie pod rękę i…
zasłona jakby opadła! I znów byliśmy w półmroku. A ja pomyślałam że może Jezusowi sprawiłam przykrość, może to była zła decyzja, że może trzeba było za…
“Nie sprawiłaś Mi przykrości, maleńka! Jesteś w Moim SERCU! Ono jest do twojej dyspozycji. Całe! Tu nie ma złych decyzji. Możesz być gdzie chcesz, kochana Moja! A spytalem cię po to, aby pokazać ci, że jesteś wolna!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Uczysz mnie być wolną!”
“Właśnie!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

NARZĘDZIE

Byłam w SERCU Najdroższym! Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu… W powietrzu! Jezus klęczał przy mnie. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Miłość sama!
“O, mój Jezu… Jaka jestem zmęczona! Padnięta…”-szepnęłam z trudem.
“Wiem… Odpocznij maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. I dodał:
“Odpocznij. Zasłużyłaś!”
“Zasłużyłam?! A czym niby?!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością. Wiedziałam, że wszystko co robię nie jest moją zasługą. Jest Jego łaską. Darem!
“Milczysz kochany mój! To dobrze! Bardzo dobrze!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
“Są sprawy, o których mogą wiedzieć wszyscy, i są sprawy, o których wiemy Ja i ty oraz tylko ci, którym powiemy!”
“Tak! Masz rację mój śliczny!”
“Odpocznij maleńka!”
“Odpocznij przy mnie mój Jezu!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem.
A potem położył się przy mnie. W powietrzu! Uśmiechał się do mnie cudownie i dłonią głaskał mój policzek!
“Na nic nie zasłużyłam! Wszystko co dobre to Ty czynisz! Ja jestem tylko narzędziem!”
“Bez narzędzia nie zrobiłbym tak wiele!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało…
A On delikatnie głaskał mój policzek.

GORA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i… zniknął! Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Leżałam i pieściłam SERCE Najdroższe. Pieściłam, całowałam, głaskalam… Szeptałam czułe słowa.
“Moje kochane! Moje śliczne, słodziutkie… Jak mi TU u Ciebie dobrze! Przytulnie! Bardzo przytulnie!”
SERCE Najdroższe zaczęło bić mocniej! Uśmiechnęłam się do NIEGO od ucha do ucha! Wiedziałam, że bardzo się cieszy!
Pieściłam… Nagle zobaczyłam siebie na wielkiej górze. Stałam na jej szczycie… A wokół mnie rozpościerał się przecudny widok! Widok zapierający dech w piersiach! Ośnieżone szczyty gór… Gdzieniegdzie chmurka, albo mgła…I słońce! Rozświetlało szczyty gór!
“Ależ pięknie!!! – pomyślałam z radością wielką.
Widok ten budził zachwyt! Euforię! Ekscytację! Uwielbienie! A jednocześnie respekt, szacunek, i jakiś rodzaj lęku… Tajemniczość, sakrum… Na szczycie tej góry byłam bardzo szczęśliwa! Wolna! Niczym nie skrępowana! Byłam u siebie! Niczego mi się nie brakowało! Miałam wszystko! Mogłam wszystko!
Obraz zniknął… A ja pomyślałam że właśnie tak dokładnie czuję się w SERCU Jezusa! Dokładnie tak!
Uśmiechnęłam się do SERDUSZKA promiennie… Jezus stanął przede mną! Piękny i uroczysty bardzo! Wstałam z mojego posłania i stałam przed Nim… Patrzył we mnie… Miłość sama! Patrzyłam w mojego ślicznego i wyrwało mi się z głębi serca:
“Pragnę, żeby moje kochane Duchowe Dzieci też TU się znalazły! Żeby mogły doświadczyć tego… Bardzo pragnę! Bardzo!”
Jezus patrzył we mnie z lubością… Milczał. Ale ja byłem pewna, że mnie wysłucha! Rzuciłam się do stóp umiłowanego mojego. Ucałowałam z nabożeństwem i namaszczeniem Rany Jezusa…
“Ja Jestem tą Górą, którą widziałaś! Ja Jestem!”
Olśnienie! Poruszenie serca! Aż wstałam! Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko! I On patrzył we mnie…
“Ja Jestem tą Górą! Zdobyłaś Ją i teraz podziwiasz z Niej widoki! Ja Jestem!”
“Tak!!!” – szepnęłam zachwycona cała
Trwaliśmy w Miłosci…

MÓJ!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem… Zakochana i zachwycona cała! Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i delikatnie ją dotykałam… Głaskalam Jego policzek… Jezus patrzył we mnie płonący!
“Jakaś ty piękna! Jak piękna…” – wyszeptał z naciskiem i żarem w oczach.
“Mówisz mi to co sekundę! A nawet częściej!”
“Mam nie mówić?! Zachwycam się tym co widzę! Mam nie mówić…?”
“Nie! Tylko tak… mówię.”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
“Jakaś ty piękna…”
“Dziękuję!”
“Nie zaprzeczysz?”
Potrząsnęłam głową, że nie!
“Dawniej zaprzeczaałaś. Broniłaś się!”
“To było kiedyś! Teraz się poddałam! Poddałam się i dobrze mi z tym! Wiem, że to Twoje piękno jest we mnie! Jestem piękna Twoim pięknem, Jezu!” – szepnęłam z mocą.
“Wszystko Moje jest twoim, Monisiu! Pamiętasz?”
“Mam sklerozę, ale nie aż taką, żeby nie pamiętać to nie….”
Jezus już otwierał usta, żeby coś powiedzieć. Nie pozwolilam Mu! Położyłam palec na Jego ustach… i wyszeptałam z ogniem:
“Mój kochany! Mój słodki! Mój śliczny! Mój najlepszy! Najczulszy! Mój Boże! Krolu i Panie! Niesiesz mnie, podnosisz, wybaczasz! Karmisz mnie, odżywiasz! Ożywiasz! Mój Pelikanie! Lwie! Mój kochany! Maleńki mój… Przy Tobie kwitnę! Rozkwitam! Tobą oddycham… Kocham Cię! Pragnę…”
Umilkłam. Odsunęłam palec z ust Jezusa.
Jezus patrzył we mnie zdumiony! Jakby mnie zobaczył pierwszy raz! Ujął moją twarz w Swe dłonie i delikatnie mnie dotykał. Z czułością i ogniem zarazem…. Głaskał… Pieścił… I patrzył mi w oczy głęboko.
“Wszystko Moje jest twoim! Ja jestem twój, Monisiu kochana! Cały twój!” – wyszeptał zakochany na zabój.
Patrzyłam Jezusowi w oczy głęboko…

UKŁADA WE MNIE…

Byłam w SERCU Najdroższym. Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością i patrzył tylko we mnie! Miłość sama!
“Na skrzydłach Miłości…?” – spytalam Jezusa uśmiechając się do Niego radośnie.
Jezus skinął głową twierdząco.
“Tak, maleńka Moja!”
Patrzyłam w Jezusa zakochana i zachwycona cała! I nagle zaczęło mi się układać:
“Na skrzydłach Miłości niesiona,
Kocha i pragnie stęskniona!
W puchu Miłości ukryta,
Tajemniczością spowita!
Na skrzydłach Miłości pędząca,
W podróży co nie ma końca!
W Miłości tej zagubiona!
Rozpływa się, tańczy i kona!
W SERCU Bożej Miłości,
Trwa dusza w intymnej bliskości!
Rozkwita zanurzona,
W Oblubieńca ramionach!”
Zamilkłam. Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z ogniem! I On patrzył we mnie płonący cały!
“Samo mi się ułożyło! Na poczekaniu!”-szepnęłam z mocą.
“Przepięknie!!! I to sama prawda!” – wyszeptał Jezus z zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudownie!
“Wiem! To Ty we mnie ułożyłeś! Ciągle układasz!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek! Tańczylismy bardzo w intymnej bliskości…

WSZYSTKO!

Byliśmy w SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył tylko we mnie. Zakochany! Oddany mi całkowicie! Zarzuciłam ręce na szyję Jezusowi i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem!
“Mój kochany! Mój słodki Jezu! Należę do Ciebie! Należę do Ciebie! Wszystko co moje, Twoim jest! Wszystko!!!”
“Wszystko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Tak! Wszystko!”
Jezus patrzył we mnie głęboko! Płonący cały miłością… A ja uświadomiłam sobie, że nie ma we mnie ani kszty, ani odrobinki, ani pyłku mnie! Nic mojego nie ma we mnie! To co było moje znikło! Znikło w umiłowanym moim!
“Dziękuję mój Jezu! Dziękuję!”-szeptałam wzruszona.
“To Ja ci dziękuję maleńka! Znów Mi zaufałaś!”
“Dziękuję mój Jezu! Dziękuję! Dziękuję!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie!
“Niosę cię maleńka na skrzydłach miłości!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!

TRZĘSIENIE SERCA

Leżałam na mięciutkim i bardzo wygodnym posłaniu. W powietrzu. Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Klęczał przy mnie… Patrzył tylko we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie.
“Dzisiaj piątek, więc cierpisz ze Mną, Monisiu kochana!” – wyszeptał płonący.
“Tak! Pragnę!”
Nie zdążyłam skończyć… Nagle SERCE się poruszyło! Zatrzęsło!!! Trzęsło się bardzo!!! Ja jednak leżałam na swoim wygodnym posłaniu nie poruszona! Jezus patrzył ognisty… A z Jego oczu wypłynęły dwie wielkie łzy!
“Co Ci najdroższy?!! I co to się dzieje?!!”-szepnęłam ze strachem.
“Jak bardzo uszczęśliwiasz SERCE Moje! Maleńka miłość tak JE porusza! Wywołuje trzęsienie! Trzęsienie SERCA!!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa oniemiała…
“Jak bardzo uszczęśliwiasz Mnie, maleństwo! Jak bardzo!!!”-wyszeptał Jezus z ogniem. A w Jego oczach znów pojawiły się łzy…
Jezus pochylił się nade mną cały. Zbliżył Swą twarz do mojego obolałego i zmęczonego ciała i zaczął je calować… Całował całym Sobą! Z ogniem i czułością! Całował pocałunek przy pocałunku… Całował jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
Leżałam obezwładniona Miłością. A SERCE Najdroższe się trzęsło…

BEZ RESZTY!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem…
A potem… Tańczylismy w SERCU Najdroższym!!! Tańczylismy w intymności i bliskości! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w wielkiej miłości a nasze serca rozmawiały:
“Jak TU Twoim SERCU cudownie! Niesamowicie! Cudownie baaaaaardzo!”
“I to wszystko twoje, Monisiu kochana! To wszystko do ciebie należy!”
“Do mnie??!!”
“Serce do ciebie należy! Wybrałaś JE sobie! A skoro Serce należy do ciebie, to i wszystko co w sercu jest twoje!”
“No tak! Oczywiście!”
“Naturalnie!”
“Nie ma innej opcji!”
“Nie ma! Wszystkie szczęścia, radości, usmiechy! I wszystkie cierpienia, smutki, płacze należą do ciebie, maleńka Moja!”
“Tak!!!”
“Cieszysz się?!”
“Dlaczego?”
“Bo w tym wszystkim Ty Jesteś, mój śliczny, słodki Jezu! I Ty należysz do mnie! Tak jak ja do Ciebie należę! Bez reszty!!!”
“Ty Monisiu należysz do Mnie, a Ja do ciebie należę! Bez reszty!”
I porwał mnie mój umiłowany do tańca jeszcze bliższego i intymnejszego!
Przetańczyliśmy prawie całą noc! Mój Jezus i ja!

JAK RYBA W WODZIE!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem…
A potem staliśmy w powietrzu… Pod nami Ocean miłosierdzia… Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący…
Przyklęknął. Ujął moje ręce w Swoje dłonie i głaskał je czule. Patrzył we mnie głęboko bardzo… Poważny i uroczysty!
“Można powiedzieć, że teraz w domu ty rządzisz, maleńka!”
Umilkł na moment. Jakby chciał, żeby Jego słowa do mnie dotarły… osiadły we mnie. I za chwilę dodał z ogniem:
“Ale rządzisz inaczej niż twoje Dziecko. Bo rządzisz miłością!”
Słowa Jezusa uderzyły mnie! Bardzo! Uderzyły?! Powaliły! Zwaliły z nóg!!!
Stałam przed umiłowanym moim jak wryta… W dodatku sprawił, że patrzyłam w Niego z góry! Stałam i rozważałam w sercu Jego słowa… I doszłam do wniosku, że to prawda!!!
“Tak. Można tak powiedzieć. To ja w domu rządzę… – szepnęłam bezgłośnie – rządzę w ukryciu, po cichutko. Tak, że nikt się nie domyśla. Ale rządzę. I rządzę miłością!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie i świetliście! A ja dodałam:
“Jakie to wszystko dziwne… Co Ty Jezu słodki ze mną robisz! Jakie to dziwne!”
“Ale piękne, prawda?”
“Baaaaaardzo! Bardzo piękne!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od uradowana cała!
A On zaczął się zniżać… Bardziej i bardziej… I ja ja się z Nim razem znizalam… Jezus zanurzał się w Ocenie Miłosierdzia… Zanurzał się… A ja z Nim… Zanurzałam się coraz bardziej i bardziej i bardziej… I po chwili pływaliśmy w Ocenie! Mój Jezus i ja! Pływaliśmy! Tańczylismy! A mi było dobrze jak nigdy wcześniej! Czułam się jak ryba w wodzie!!! Dusza w Ocenie Miłosierdzia  Bożego! Jak ryba w wodzie!

CHWAŁA, ODBICIE I PRZEDŁUŻENIE

“Umieściłaś zdjęcie!!!” – wyszeptał Jezus z zachwytem i dumą.
“Tak! Kilka dni mnie korciło mnie! Wiem, że to Ty mnie korciłeś, namawiałeś! I namówiłeś!”
“Baaaaaardzo się cieszę!!! Bardzo!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do ślicznego Jezusa od ucha do ucha! I od razu przypomniały mi się dwa niedawne zdarzenia.
“Opowiedz o nich, maleńka!” – poprosił Jezus z cudnym uśmiechem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zaczęłam opowiadać:
“Jakiś czas temu postanowiłam poszukać i kupić sweter dla taty, a może dwa jakby były ładne. Bo w wytartych i zniszczonych chodzi. Tacie nic nie mówiłam o tym, bo powiedziałby, że mu ‘nie trzeba’ i by mnie powstrzymał. Jemu ‘już nic nie trzeba’ – tak mówi. A trzeba! Poszukalam, wybrałam dwa ładne i zamówiłam. Kiedy przyszły, moja siostra odebrała je z paczkomatu, rozpakowała i wręczyła tacie.
-Prezent od córci! – powiedziała wskazując na mnie.
Tata był zdziwiony!
-Od córci?!
-Tak, kupiłam, bo chcę, żebyś był elegancki! Żebyś ładnie wyglądał! – powiedziałam z uśmiechem.
-A gdzie ja mam tak się stroić?! I dla kogo?! – tata był w szoku.
-A dla mnie! Dla córci! – zaśmiałam się wesoło.
-Dla córci! – głos taty był jakiś inny, miękki.
Dał mi buziaka!
Swetry ładnie złożył i położył na fotelu. Jakiś czas tam leżały. A dwa dni temu tata ubrał sweter, przyszedł do mnie.
-I jak? Ładnie?
-O! Jaki ładny, elegancki chłopak! Suuuuperrr! Ekstra!
-Nooo! – odpowiedział tata z uśmiechem.
Widziałam, że się cieszy! Że mu się swetry podobają!
I drugie zdarzenie:
-Wiesz Mikołajku? Ta pani, która przychodzi mnie ćwiczyć, masować powiedziała, że bardzo jej się moje kwiaty podobają! Ustawienie i w ogóle!
-Miło takie coś usłyszeć, nie?! Widzisz ciocia jak ładnie sobie zrobilaś!
-To ty mi zrobiłeś, Mikołajku!
-Nie ja! To ty! Wybrałaś rośliny, jakie ci się podobają. Kolory i kształty. Dałaś mi kasę, żebym ci kupił, ale to to ty mówiłaś, jaki konkretnie kwiat chcesz! Owszem, ja ustawiłem, ale to ty mi mówiłaś co, gdzie ustawić! To ty sobie ładnie zrobilaś, ciocia!
-Może i masz rację!
-Mam! – Mikołaj zaśmiał się zawadiacko.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
“To co masz wewnątrz, na zewnątrz promieniejesz!”
“Tego zdjęcia nigdy wcześniej nie umieściłabym na pierwszym planie! Pomyślałabym, że się chwałę. Teraz myślę, że nie chwalę się, ale Ciebie! Ciebie chwalę! Ciebie pragnę chwalić! Całą sobą!”
“Piękny człowiek jest chwałą Boga! Jest Jego odbiciem i przedłużeniem!” – wyszeptał Jezus z ogniem
“Tak! – szepnęłam z prostotą.
“Ty Monisiu jesteś Moją chwałą, odbiciem i przedłużeniem!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!

PEŁNE INTYMNOŚCI…

Głaskalam moje wilki… I zauważyłam coś dziwnego a jednocześnie bardzo pięknego w ich oczach…
“One mają Twoje spojrzenie, mój Jezu! Twoje oczy!”
“Są podobne do mnie więc mają Moje oczy. Ty też masz moje oczy, Monisiu!”
Wstałam i objęłam mojego Jezusa z miłością. I On mnie objął całą…
“Mam Twoje oczy?” – spytalam z uśmiechem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy zaczął mnie całować z lubością.
“Oczy i usta i uszy masz Moje! Ucz się patrzeć moimi oczyma… A Moje oczy masz tutaj!” – wyszeptał Jezus u ucałował moje serce.
“Jesteś dla mnie taki dobry! Nie złościsz się na mnie za wczorajszą pomyłkę…”
“Ja miałbym się złościć na ciebie?! Czy ojciec gdy jego dziecko się myli, ale od razu gdy tę pomyłkę dostrzega, poprawia się może się na nie złościć?! Czy raczej nie jest dumny ze swego dziecka?!”
Jezus uśmiechał się do mnie z czułością niezwykłą i tulił do Siebie mocno… Ośmieliło mnie to bardzo.
“Kochany mój chciałabym Cię o coś zapytać…”
“O co tylko chcesz, maleńka Moja!”
“Czy gdy przychodzisz do mnie to przychodzisz jako Syn, druga Osoba Boska? Czy przychodzi do mnie cała Trojca Święta? Że tak powiem cały Bóg?”
Jezus zaśmiał się cudnie!
“Jak to sobie wyobrażasz, Monisiu kochana?! Że przychodzi tylko Syn, a reszta czeka za drzwiami?!”
Zaśmiałam się! I Jezus się śmiał!
“Ja Jestem jeden, niepodzielny! I kiedy rozmawiam z tobą, rozmawia z tobą cała Trojca święta! Przychodzę cały z całą Swoją miłością, czułością, dobrocią! Z wszystkimi łaskami, darami! I oddaję się cały! I pragnę ciebie cały! We Mnie nie ma podziału czy rozdwojenia! Jestem jeden choć w Trzech Osobach!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Z wdzięcznością!
“Pytam bo…”
“Tak, maleńka Moja?” – Jezus cały był miłością i zasłuchniem.
“Bo zrodził się we mnie niepokój i wyrzuty… Że gdy się modlę na przykład do OJCA to omijam i zaniedbuję SYNA i DUCHA ŚWIĘTEGO. A gdy się modlę do SYNA ze omijam i zaniedbuję OJCA i DUCHA ŚWIĘTEGO. A gdy się modlę do DUCHA ŚWIĘTEGO, że omijam i zaniedbuję OJCA I SYNA! A ja nie chcę nikogo omijać i zaniedbywać!”
“Tak mówisz jakby nas było trzech. Ja Jestem jeden. I gdy się modlisz do Ojca radujesz i uszczęśliwiasz całą Trójcę. Tak samo gdy się modlisz do Syna i Ducha Świętego! Radujesz i uszczęśliwiasz całą Trójcę!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem…
“Tak mi wszystko cierpliwie wyjaśniasz, tłumaczysz. Odkrywasz przede mną!”
“Odkrywam przed tobą stopniowo. To co teraz jesteś w stanie zrozumieć. A odkrywając wychowuję ciebie!” – Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i mówił dalej:
“Sama powiedz gdybym na samym początku gdy pierwszy raz zobaczyłaś wilki, dzikie i złe, powiedziałbym, że wyszły z SERCA Mego, czy chciałoby ci się je oswajać?”
“Szczerze mówiąc nie! – zaśmiałam się – powiedziałabym: sam se je oswajaj!”
Jezus śmiał się perliscie! Głośno i dźwięcznie!
“Właśnie! A oswajając je, odkrywalaś własną odwagę, zdobywałaś pewność siebie! I teraz wilczki są twoje!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptał mi wprost do serca:
“Uwielbiam te nasze pelne intymności rozmowy, jedyna Moja!”
“Ja też, mój Jezu! Ja tez!”

Z SERCA WYSZŁY…

“Pamiętasz swoje wilki, Monisiu?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“No pewnie, że pamiętam!”
“Możesz je zawołać, jeśli chcesz!”
“A jak one tu trafią, do SERCA…” – zamyśliłam się.
“Trafią! Z SERCA wyszły to i do SERCA wrócą!”
Już miałam zamiar wołać moje wilki kiedy nagle pewna myśl przemknęła przez moją głowę i serce jak błyskawica!
“Powiedziałeś, że one z SERCA wyszły?!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem.
“Takie złe i dzikie?! Wyszły z SERCA?!”
“A co jak ci powiem, że one na początku nie były złe, ani dzikie, ale takimi uczyniły je późniejsze okoliczności, wydarzenia? A ty oswajając je, okazując miłość, przywróciłaś je do pierwotnego stanu?!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“A co z pewnymi, niedobrymi, złymi wydarzeniami w moim życiu? Też pochodzą od Ciebie?!” – spytałam zdumiona.
“Nie. To nie tak, kochana! Takie wydarzenia nie są ode Mnie. Ale je dopuszczam, aby wydobyć, wyprowadzić z nich dobro. Zobacz: tu i tu i tu i tu… – Jezus zaczął wyliczać wszystkie wydarzenia z mojego życia, które były złe – ile dobra z nich wyprowadziłem. Zobacz, jesteś chora. I twoja choroba sama w sobie jest złem a ile dobra z niej wyniklo już możesz zobaczyć! Wszystko zobaczysz u Mnie na…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
“To ja już nic nie rozumiem!!! Jak jeszcze mi powiesz, że Zły pochodzi od Ciebie, to nie wiem!!!” – palnęłam w ogóle nie zastanawiając się nad tym co mówię.
Jezus nie odpowiedział. Patrzył we mnie jakby z politowaniem… Patrzył… A Jego spojrzenie mówiło:”zastanów się nad tym co powiedzialaś, Monisiu!”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!!!
“Zły pochodzi od Ciebie?!” – teraz dopiero usłyszalam swoje słowa. I zaczęłam śmiać się z własnej tępoty i zaćmienia umysłu!
“On na początku nie był zły! Przeciwnie! Był Aniołem! Niosącym światło! Dopiero gdy się zbuntował…”
Jezus uśmiechnął się do mnie przepięknie!
“Teraz rozumiesz, najmilsza Moja?”
“Tak, mój Jezu kochany!”
“To wołaj swoje wilczki, bo już nie mogą się doczekać, żeby się z tobą przywitać!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
“Atos, Portos, Aramis, d’Artagnan!”
Natychmiast wilki pojawiły się przy mnie! Zaczęły się cieszyć na mój widok! Skakać, skamleć z radości! Powaliły mnie! Lizały! Lizały mnie wszystkie! Ja śmiałam się zachwycona i rozradowana! Głaskalam je! I Jezus ukląkł i głaskał wilki z radością!!!

NOWY ŚWIAT!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do Siebie. Ja pieściłam SERCE Najdroższe. I zwierzałam, dzieliłam się z Nim moimi doświadczeniami i spostrzeżeniami:
“Wiesz mój Jezu kochany?! Zły jest perfidny, że podszywa się pod Ciebie!!! Myśli, że się nie zorientuję?! Od razu się zorientowałam i go przegoniłam na cztery wiatry! Ale nie o to chodzi! Boli mnie, że podszywa się pod Ciebie!!! Jak on może?! Jak śmie?! Jak ma odwagę podszywać się pod Najwyższe Dobro??! To niedopuszczalne!!! Skandaliczne Skandaliczne!!! Może mnie kusić do woli, ale, żeby podszywać się pod Ciebie??!! Nie do pojęcia!!! Serce mnie boli, gdy sobie o tym pomyślę!!! Jak on śmie!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie… Oczy Mu się zaszkliły…
“Zły wie, coraz trudniej mu cię będzie skusić. Więc ima się różnych sposobów! Nawet tak perfidnych i podłych!” – wyszeptał głaszcząc mnie uspokajająco.
“Dwa razy go przegoniłam!”
“Pięknie sobie z nim radzisz, maleńka! Jestem z Ciebie bardzo dumny!”
“To Ty Sobie z nim radzisz! Mój Jezu słodki! To Ty radzisz Sobie we mnie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
“Pozwalasz Mi więc Sobie radzę! Działam w tobie, sliczna Moja!”
Jezus patrzył we mnie zachwycony cały! Po czym uśmiechnął się do mnie cudownie i tulił do Siebie… Wiedział, że tego przytulenia pragnę i bardzo potrzebuję. To SERCE Najdroższe było tak wielkie, potężne i nieogarnione… Czułam się się w NIM dziwnie… Nie źle, czy obco! Nie! Czułam się dobrze i u siebie! Ale przerastało mnie ONO… Czułam się zagubiona w NIM… Było tak wielkie i tajemnicze… I zniewalające miłością! Potrzebowałam się wtulić w TEGO, KTÓREGO troszkę znałam i ufafam bezgranicznie! Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ufałam JEGO SERCU! Ufałam!!! Wiedziałam, że odkrywa się przede mną Nowy Świat!!! I baaaaaardzo pragnę GO odkrywać!!! Z umiłowanym moim Jezusem! Pragnę GO odkrywać! Bo On i Jego SERCE to przecież Jedno!

JAK KROPELKA W OCEANIE…

Jezus ułożył mnie wygodnie na powietrznym posłaniu. Ułożył bardzo delikatnie z czułością i namaszczeniem wielkim. Sam ukląkł przy mnie i zaczął glaskać mój policzek…
“Jakaś ty piękna! Jak piękna!”
“Mój słodki Jezu… taka jestem zmęczona!”
“Odpocznij więc kochana Moja!”
“Ale Ty odpocznij ze mną! Niech Twoje SERCE odpocznie przy moim!”
Jezus położył się przy mnie… Uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! I znów dotykał i głaskał mój policzek i włosy i czoło…. i ramię i serce moje…
Jakaś ty piękna! Jak piękna! Przeźroczysta prawie!” – szeptał z ogniem.
“Czuję się taka maleńka… Maleńka…”
“Jak kropelka w bezbrzeżnym Oceanie Miłości!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Kropelka się rozpłynie w tym Oceanie!”
“Kropelka pozostanie kropelką. Ocean składa się z kropelek… Gdyby nie było kropelek nie byłoby Oceanu. Życie ludzkie, twoje życie składa się z lat, miesięcy, tygodni, dni, godzin, sekund… Wielkie dzieła składają się z małych gestów, spojrzeń, poruszeń…. “-wyszeptał Jezus z tkliwością i ogniem.
“Dlaczego mi o tym mówisz, kochany?”
Jezus spojrzał mi w oczy głęboko.
“Ty Monisiu, twoje życie jest Moim dziełem! Wielkim i pięknym… A pamiętasz od czego się ono zaczęło? Od spojrzenia…”
“Wcześniej znałam Twoje słowa…”
“Znałaś słowa. Ale w spojrzeniu zobaczyłaś Osobę. Zapragnęłaś Ją poznać… A teraz jesteś TU, w SERCU Moim….”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Zakochany na zabój! I ja uśmiechałam się do Niego promiennie!
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i odpoczywalismy… Odpoczywały nasze serca. Przytulone do siebie nawzajem…

PO JEZUSOWEMU!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem ukłonił się szarmancko, ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco!
“Czy mogę Damę Mego SERCA i Moją Panią, prosić do tańca?!” – wyszeptał płonący cały.
“O! Tak! Z radością!!!” – szepnęłam uśmiechając się do mojego ślicznego promiennie. I pomyślałam, że bardzo dawno nie tańczylismy.
“Jak to dawno?! Przed sekundą, Moja jedyna!”
Zdziwiłam się! Ale Jezus nie patrzył na moje zdziwienie! Porwał mnie do tańca!!! Szalonego, szybkiego… I bardzo bliskiego! Tańczylismy w bliskości i intymności wielkiej! Większej niż do tej pory! Umiłowany mój Jezus robił ze mną co chciał!!! Co chciał! Mógł ze mną zrobić wszystko! A ja pozwalałam Mu na to z radością!!! Owinął mnie Sobie wokół małego paluszka! A za chwilę to ja się robiłam z moim umiłowanym co chciałam!!! Co chciałam! Mogłam z Nim zrobić wszystko! A Jezus pozwalał mi na to z radością!!! Owinęłam Go sobie wokół małego paluszka! Tańczylismy!
“Jakie to SERCE wielkie!!! Wydaje się, że nie ma końca…” – pomyślałam zdumiona.
“To prawda, Monisiu!”
“Co takiego?!”
“SERCE Moje nie ma końca!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I znów pomyślałam:
“Jego Miłość nie ma początku ani końca! Jak On!!!”
“To prawda, Monisiu!!!”
“Boża Miłość jest jak powietrze!!! Jak tlen!!!” – pomyślałam znowu.
“To prawda, Monisiu! Bez Mojej milosiernej miłości udusiłabyś się w sobie i swoich słabościach!” – wyszeptał Jezus. I dodał:
“Nigdy cię nie przestanę kochać! Gdybym przestał, nie byłbym Sobą!”
“Powiedziałam to mojej Córeczce!”
“To nie ty powiedziałaś, Monisiu! To JA powiedziałem przez ciebie!”
“A wiesz, że tak przemknęło mi przez myśl! Sama bym tego nie wymyśliła! I to na poczekaniu!”
“Do twojego Synka też mówię przez ciebie!”
“Też??!! A to się zdziwi!”
“Nie zdziwi się. On o tym wie!
“Wie?!”
Jezus skinął głową twierdząco i znów owinął mnie Sobie wokół paluszka!
“To niesamowite, mój Jezu kochany, co ze mną robisz… co robisz we mnie i przeze mnie… Niesamowite!!!”
“Gdybym nie robił, nie byłbym Sobą!”
Tańczylismy w intymności… I teraz to ja owijałam sobie Jezusa wokół paluszka!
Dziwnie to brzmi, wiem… Ale tu wszystko jest dziwne! Po ludzku, oczywiście! Bo nie po Bożemu! I baaaaaardzo dobrze! Pragnę, żeby było po Bożemu! Po Jezusowemu!

NASZ SKARBIEC

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek umiłowanego mojego… Głaskalam go z czułością. I patrzyłam Jezusowi w oczy głęboko… Z miłością i uwielbieniem… Jezus patrzył we mnie płonący cały… Głaskalam Jego policzek… Nagle coś mnie tknęło…
“Zaraz, zaraz… Powiedziałeś, że te wydarzenia z mojego życia to dla Ciebie skarby?!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
“Tak, kochana Moja! To skarby Mego SERCA!”
“To dla mnie baaaaaardzo trudne przeżycia, najtrudniejsze!!! Był czas gdy chciałam o tych wydarzeniach zapomnieć… Wymazać, szczególnie to pierwsze, żeby go nie było! A dla Ciebie to skarby??!” – szepnęłam zdumiona do głębi.
“Skarby! Im trudniejsze tym cenniejsze! A te są baaaaaardzo cenne! Bo wyszłaś z nich zwycięsko!”
“I gdzie schowałeś te skarby?” – spytalam. I pomyślałam że Jezus zaraz pewnie powie, że w jakichś górach, czy w głębinach, czy jeszcze gdzie indziej.
A Jezus mój patrzył we mnie głęboko, z czułością niezwykłą…
“Te skarby złożone są w…”
Przerwałam Mu gwałtownie!
“Gdzie?!”
Jezus patrzył mi w oczy z tkliwością…
“Monisiu, skoro to skarby i skarby baaaaaardzo cenne to oczywiste jest, że złożone są w Skarbcu! W Skarbcu Mego SERCA!”
“W SKARBCU?!”
Jezus skinął głową twierdząco. Zamyśliłam się…
“Wiesz… Dopóki Ci tego wszystkiego nie oddałam, rozważałam, rozpamiętywałam, rozdrapywałam każdy szczegół. Te słowa mojego Dziecka tkwiły w moim sercu jak grot strzały, który trzeba było wyjąć, żeby rana zaczęła się goić. Jak Tobie to wszystko oddałam, zaczęłam zapominać. A kiedy wybaczyłam, to już w ogóle! Jak reką odjął. Sam widziałeś, że te dwa pierwsze firmy obejrzałam bez mrugnięcia serca i oka!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
“Dziękuję mój Jezu, że to są dla Ciebie skarby i że są złożone w Twoim SKARBCU!”
“To już nasz Skarbiec! Twój, maleńka i Mój! To nasz Skarbiec!”
“Taaak…”
Głaskalam policzek mojego ślicznego Jezusa z miłością. Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Z lubością…

ZAPISANE NA WIECZNOŚĆ…

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wyszeptał z ogniem:
“Chodź ze Mną, Monisiu. Chcę ci coś pokazać!”
Uśmiechnęłam się do umiłowanego mojego od ucha do ucha! Jezus wziął mnie pod rękę i szliśmy. Szliśmy w dół, w głąb. Niżej i niżej. A wokół nas robiło się ciemniej i ciemniej… Szliśmy w milczeniu. Długo. W końcu stanęliśmy przed wielkim ekranem. Jakby w kinie. I obejrzałam trzy filmy, kadry z mojego życia.
Pierwszy film:
Miałam 10 lat. Siedziałam na kanapie cała we łzach. A moje Duchowe Dziecko, które jeszcze wtedy nie było moim Dzieckiem stało nade mną i wrzeszczalo wściekłe: ‘Nienawidzę ciebie!!!! Zniszczylaś mi życie!!!’ Tak do mnie wrzeszczalo. Krzyczało mi w twarz. Potem zaczęło mnie bić. Po twarzy i wszędzie gdzie się da. Skuliłam się. Te słowa raniły moje serce bardziej niż mieczem. Bardziej niż uderzenia ręką.
Film drugi:
Noc. Wszyscy w domu spali. A ja leżałam w łóżku i płakałam. W poduszkę. Czułam się bardzo nieszczęśliwa. Szeptałam: ‘nikt mnie nie kocha… Nikt mnie nie kocha. Pomóż mi Jezu! Pomóż mi!’ Takich nocy było wiele.
Trzeci film:
Wiele lat później. Moje Duchowe Dziecko już było moim Dzieckiem. Nad ranem. Leżałam w łóżku. A w sercu usłyszalam ciepły i pełen miłości szept: ‘Wybacz Mu! Wybacz!’ I wtedy wyrwało mi się z głębi serca: ‘Wybaczam ci!!! Wybaczam ci kochanie!!! Wybaczam!!!’
Dwa pierwsze filmy obejrzałam bez poruszeń serca i jakichś wzruszeń. Jak widz w kinie. Natomiast przy ostatnim filmie… Serce wyrwało się do góry! Z radości!!! I uświadomiłam sobie, że to, że wybaczyłam mojemu Duchowemu Dziecku jest we mnie wciąż żywe! I cieszę się tym moim przebaczeniem!!! Ogromnie!
“I to wszystko jest w Twoim SERCU, Jezu?! Niesamowite…”
“Jest! Zapisane na wieczność, Monisiu!” – wyszeptał Jezus płonący cały. I dodał:
“Ale nie tylko to. Całe twoje życie, każdy szczegół! Zapisany w Mym SERCU na wieczność!”
Jezus ujął mnie pod rękę i szliśmy. Szliśmy w górę. Wyżej i wyżej…
“Dziękuję mój Jezu, że mi to pokazałeś! Dziękuję Ci!”
“To skarby Mego SERCA! Tysiące, miliardy miliardów! Pokażę ci je wszystkie! Teraz i w wieczności! Będziemy się nimi cieszyć! Razem!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Dziękuję Ci Jezu! Dziękuję Ci!!!”
Szliśmy razem, pod rękę! Mój Jezus i ja. A wokół nas było coraz jaśniej i jaśniej i jaśniej…

CIEKAWOŚĆ SERCA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wyszeptał z ogniem:
“Jak bardzo uradowałaś Serce Moje! Jak bardzo JE ucieszyłaś! Uszczęśliwiłaś… Przyjęłaś zaproszenie… Żebyś wiedziała jak wiele dusz ONO zaprasza! I jak wiele dusz odmawia! Nie przyjmuje zaproszenia! Odrzuca! Boi się, albo nie ufa…. Ty maleńka przyjęłaś zaproszenie! Od razu! Bez wahania! Jak bardzo uradowałaś Serce Moje, Monisiu!”
SERCE Najdroższe zabiło mocniej jakby na potwierdzenie słów Jezusa.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I patrzyłam na Ocean…
“Kochany mój Jezu, czy tu jest tylko Ocean? ‘Tylko’ znaczy, że nie ma nic więcej?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
“W Moim Sercu jest wszystko! Wszystko! Cokolwiek możesz sobie wyobrazić! A jeszcze więcej czego wyobrazić sobie nie potrafisz!”
“Wszystko znaczy co na przykład?!”
“Góry Miłości, Wyżyny Szczęścia, Głębiny smutku i bólu, Błyskawice śmiechu!”
“Wszystko takie wydaje się wielkie, potężne… A czy jest TU coś małego? Maleńkiego…?”
Jezus znów uśmiechnął się do mnie cudownie.
“Jest maleńka Moja!” – wyszeptał głaszcząc mój policzek z tkliwością.
“Nic więcej? Tylko ja…?”
“Dowiesz się w swoim czasie! Za dużo chciałabyś wiedzieć! Nie bądź taka ciekawa, Monisiu kochana!” – zaśmiał się Jezus perliscie i dał mi delikatnego pstryczka w nos. Śmiał się cudownie! Głośno i dźwięcznie! A ja zdziwiłam się, że nie ma echa. Gdyby było, to by znaczyło, że SERCE jest puste! Ale nie! Ono było PEŁNE! Pełne czego…?
Zaśmiałam się radośnie!
“Taką mnie stworzyłeś! Ciekawą! Gdybym nie była ciekawa to bym TU nie weszła! Okazuje się, że ciekawość to nie tylko pierwszy stopień do piekła! Ale też jeden ze stopni do SERCA!”

Wiedziałam, że pierwszy i najważniejszy stopień to jest MIŁOŚĆ! Miłość mnie tu pociągnęła! Popchnęła!
Teraz smialismy się oboje! Mój Jezus i ja! Smialismy się głośno i radośnie! A nasz śmiech był jak dzwoneczki! I znowu nie było echa…
“A ciekawość może też być dobra. Gdy się chce czegoś więcej dowiedzieć, zrozumieć. Może być ciekawość świata, a może być też ciekawość SERCA! Prawda?”
“Prawda! Pięknie powiedziane, Monisiu!”
“No!” – szepnęłam zawadiacko i dałam Jezusowi pstryczka w nosek.
Jezus znów zaśmiał się z zachwytem!
“Uszczęśliwiasz bardzo Serce Moje, Monisiu maleńka!”
“A jak teraz mam JE pocieszać… Pieścić, całować…? Pragnę bardzo!!! I ONO też pewnie pragnie…”
SERCE Najdroższe zaczęło bić mocniej…
“Wyciągnij rękę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Wzdrygnęłam trochę, ale nie mogłam dalej! COŚ dotknęłam! Dotykałam dłonią delikatnie, badawczo… Znałam TO! TO było CIAŁO! SERCE Najdroższe! Zaczęłam pieścić, głaskać, całować! Zachwycona cała! SERCE biło radośnie! Szczęśliwe!
“TU masz SERCE Moje na wyciągnięcie ręki! Na bliskość pocałunku, oddechu!”
“Dziękuję mój Jezu!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Ognisty! Piękny niezwykle!
A ja pieściłam SERCE kochane…

CORAZ JAŚNIEJ…

Byłam w SERCU Jezusa! W ciemności wielkiej!!! Nieprzeniknionej! Niczego wokół siebie nie widziałam! Nawet Jezusa… Czułam jednak Jego! Czułam Jego Obecność, Jego Miłość… Czułam Jego ramiona… Jezus położył mnie na czymś mięciutkim i wygodnym bardzo!!!
“Odpocznij teraz maleńka! Juto powinnaś już COŚ widzieć.”
“Dlaczego TU jest tak ciemno?!”
“Tu nie jest ciemno, Monisiu. To co dla ciebie jest ciemnością, jest Światłością! Muszą ci się oczka przyzwyczaić! Jutro coś zobaczysz!”
“Ciemność jest Światłością?!”
“Tak! Odpocznij teraz! Wygodnie ci maleńka?” – spytał Jezus z czułością i troską.
“Taaak!!! Baaaaaardzo wygodnie! Bardzo!!!”
Zamknęłam oczy i szybko zasnęłam…

Obudziłam się. Otworzyłam szybko oczy!!! I rzeczywiście było jakby jaśniej!!! Troszkę, ale COŚ widziałam! Usiadłam na moim mięciutkim posłaniu… I jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że siedzę jakby w powietrzu!!! W powietrzu! I spałam też w powietrzu!!! A było tak mięciutko i wygodnie…!!! Byłam jakby w powietrzu. A pode mną była jakby woda… Dużo wody. Morze…? Jezus stał przy mnie Czuwający cały!
“Umiłowany mój…” – szepnęło moje serce.
Jezus pochylił się nade mną z tkliwością. Był jakiś inny… Potężniejszy, piękniejszy…? Inny! Od razu wziąl mnie na ręce i przytulił mocno do Siebie…
“Jakiś Ty piękny! Przepiękny!” – szepnęłam z zachwytem.
“Odpoczęłaś choć troszkę, Monisiu?”
“Tak! Bardzo! Spałam w powietrzu…? Dziwne! I co to za woda…?”
“Jesteś w SERCU Moim, Monisiu kochana! A To co teraz widzisz to Ocean. Ocean Miłosierdzia Mojego. Jesteś w Nim zanurzona.”
“Zanurzona? Spałam w powietrzu! Dlaczego… dlaczego?!”
W moim sercu było tyle pytań! Zadawałam je Jezusowi. A On nie odpowiadał. Ale ja nie oczekiwałam, nie potrzebowałam odpowiedzi. Dziwiłam się i pytałam. Po prostu. Po ludzku. A dziwiąc się i pytając oswajałam się z tym wszystkim co widzę i doświadczam. Jezus, umiłowany mój, wiedział o tym. I pozwalał mi się dziwić, pytać i oswajać…
Leżałam w objęciach Jezusa i odmawiałem Koronkę do Bożego Miłosierdzia…
“Dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata… Dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata… Dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata…”
Odmawiałam. A wokół robiło się coraz jaśniej…

W SERCU NAJDROŻSZYM…

Nie wiem jak to opisać… Opiszę po prostu, jak widziałam.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
A potem staliśmy przed wielkim SERCEM! Albo raczej SERCE stało przed nami. SERCE Najdroższe! Potężne i wielkie… Z Raną… Biło miarowo… W pewnym momencie Rana się otworzyła… A SERCE Najdroższe zaczęło bić mocniej!
“SERCE Moje pragnie ciebie, maleńka! Zaprasza cię do Siebie!” – wyszeptał Jezus z ogniem niezmiernym.
“Za… za… zaprasza?! Do Siebie?!! Mnie???!” – wymamrotałam zdumiona do głębi.
Jezus skinął głową twierdząco.
“Zgodzisz się wejść? Wejdziesz, Monisiu?” – spytał Jezus.
“Tak! Ale tylko z Tobą!!! Sama się boję!”
“Oczywiście, że ze Mną! Wejdziesz?!”
“Z Tobą tak!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały… Oczy Mu się zaszkliły… Postawił mnie w powietrzu i wyszeptał z żarem:
“Idź, maleńka!”
“A Ty mój Jezu?!”
“Ja pójdę za tobą! SERCE Moje pragnie ciebie widzieć pierwszą!”
Ruszyłam więc… Niepewnie… W powietrzu! Szłam…. Podeszłam do SERCA! Dotknęłam JE dłonią delikatnie… Zaczęło bić mocniej, szybciej! Weszłam w Ranę… Zrobiłem krok do przodu…. I… ogarnęła mnie ciemność! Ciemność! Wystraszyłam się i krzyknęłam:
“Aaaa!!!”
Od razu poczułam, że ktoś mnie podnosi i przytula do siebie. Wiedziałam, że to Jezus. Znałem już Jego ramiona, Jego przytulenie.
“Ciii maleńka…” – wyszeptał z tkliwością.
“Dlaczego tu jest tak ciemno??!!”
“Jesteś w SERCU Moim. Trzeba, żeby ci się oczka przyzwyczaiły do jasności, która TU jest… Ciii, maleńka Moja. Nie bój się… Jesteś w SERCU Moim. Bezpieczna jak nigdzie indziej….”

“Muszą mi się oczka przyzwyczaić? Dziwne…” – szepnęłam nieśmiało
Jezus nic nie odpowiedział. Tulił mnie do Siebie… Jak matka niemowlę… Głaskał mnie po plecach… Z czułością niezwykłą… Czułam się maleńka jak nigdy wcześniej!
A SERCE Najdroższe biło z radością!!!

ŻYĆ!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylił się cały nade mną….
“Teraz już mogę! Chcę!!! Pragnę!!!” – wyszeptał z ogniem miłości.
“Co takiego?!”
“Całować cię, Mój szkrabie!”
“A dlaczego ‘teraz’? Wcześniej nie mogłeś?!”
“Chciałem ci najpierw powiedzieć, to co powiedziałem!”
I mój słodki, umiłowany Jezus zaczął mnie całować! Całować.. Całował całym Sobą! Z Miłością, ogniem! Płonący cały! Całował głęboko, gorliwie! Zapamiętale! Jednocześnie delikatnie niezwykle… Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice!
“Całuję cię całą, Moja słodka! Całuję cię całą! Wraz z twymi wadami i słabościami! Całuję cię calą!  – szeptał Jezus z ogniem.
“Tęskniłam za Twymi pocałunkami! Tęskniłam! Pragnęłam! Niedawno mnie calowaleś, a czekałam na nie jakby wieczność całą!” – szepnęło moje serce poruszone miłością i pocałunkami Jezusa.
“Wieczność całą pragnę cię całować! Całą wieczność!”
“Całą wieczność?! Nie będzie Ci nudno?!”
“Całować cię?! Nudno?!! Skąd!!!”
Jezus całował… Słodko… Ogniście… Z tkliwością… I coraz bardziej mnie w Sobie zanurzał! Zatapial w Miłosci…
A moje serce szeptało:
“Wiesz mój kochany… Doświadczam tego od początku, ale szczególnie ostatnio! Wielu widzi w Tobie tylko surowego Sędziego, który tylko patrzy, żeby oskarżyć! A Ty jesteś Obrońcą! Bronisz mnie! Bronisz przed mną samą! Ja się oskarżam, a Ty mnie bronisz! Usprawiedliwiasz mnie!”
“Po to zmartwychwstałem! Zmartwychwstałem, aby cię usprawiedliwić, jedyna Moja! Jesteś zbawiona przez Moją Mękę i śmierć Moją! A usprawiedliwiona przez Zmartwychwstanie Moje!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Ciągle mnie całował! Obsypywał pocałunkami! Jak deszczem! Byłam cała zanurzona w Jezusie! Wolna i szczęśliwa!
I pomyślałam, że teraz już nic nie muszę! Tylko żyć! Jak najpełniej! Jak najpiękniej! Żyć! Dla Jezusa!

MIMO SŁABOŚCI!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie. Tulił mnie z miłością i czułością niezwykłą… Serce moje pieściło SERCE Najdroższe. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
“Jesteś dla mnie taki dobry… Taki DOBRY! Lepszy niż ja sama dla siebie…” – szepnęłam z uwielbieniem.
“Ucz więc się ode Mnie, maleńka Moja! I bądź dla siebie lepsza! Bądź dla siebie dobra!”
“Tak wielu mówi, że trzeba od siebie wymagać…”
“A czy Ja mówię, że nie trzeba?! Trzeba! Trzeba od siebie wymagać! Ale z miłością! Akceptować siebie, ze słabościami i wadami! Zaprzyjaźnić się z nimi. I przyjąć, że niektórymi z nich będziesz musiała walczyć i znosić je do końca życia!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco i słodko… I mówił dalej:
“Ja kocham ciebie całą! Z twoimi słabościami i wadami! Kocham ciebie całą, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Przerwał na chwilę. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko.
“I jeszcze jedno. To twoje słabości i wady sprawiają, że Mnie potrzebujesz, Monisiu! Gdybyś ich nie miała, gdybyś była doskonała i idealna nie potrzebowałabyś Mnie! Byłabyś samowystarczalna. To słabości sprawiają, że do Mnie przychodzisz!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi… I tu odważyłam się zaprzeczyć!
“To prawda, ale nie do końca! Przychodzę do Ciebie nie ze względu w na moje słabości. Ale dlatego, że Cię kocham! Mimo słabości. Kocham Cię Jezu…. i pragnę z Tobą być! Kocham Cię! Zresztą Ty wiesz…”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie…
“Wiem, Moja jedyna! I to chciałem od ciebie usłyszeć!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha… A On patrzył we mnie jak w obrazek!

BEZRADNY, UROCZY SZKRAB!

“Monisiu Moja kochana, chcę ci coś opowiedzieć!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie jak w obrazek.
“Co takiego? Słucham, mój śliczny!” – szepnęłam z mocą.
“Wyobraź sobie, że masz dziecko. Maleńke, słabe, kochane, urocze! Taki bezbronny, bezradny słodki szkrab! I to twoje kochane dzieciątko uczy się chodzić! I idzie do ciebie… Potyka się, przewraca, idzie bardzo nieporadnie, niezdarnie. Ale podnosi się i idzie dalej! Do przodu. Do ciebie! Stara się, wysila. Idzie uparcie i wytrwale. Z miłością i ufnoscią! Czy widząc miłość, ufność, starania i wysiłki swojego szkraba, nie będziesz się nim cieszyć, dopingować, chwalić je, zachwycać się nim, i wywyższać?”
“Jasne, że będę! Widząc jego miłość, starania i wysiłki, będę! To oczywiste!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
“Względem twojego dziecka to dla ciebie oczywiste! A dziwisz się, że Ja tak czynię wobec ciebie?!”
Zaniemówiłam przez chwilę…
“Wobec… mnie??!!” – wymamrotałam.
Jezus promieniał cały dumą i zachwytem! Oczy Mu błyszczały! Płonęły!
“Ty Monisiu jesteś takim maleńkim, bezradnym, kochanym, uroczym szkrabem! I gdy potykasz się i upadasz, Ja od razu jestem przy tobie! Jestem, ale nie po to, by cię oskarżyc, zganić, czy gniewać się na ciebie! Jestem, żeby cię podnieść, przytulić, ukochać, opatrzyć, uleczyć! Abyś mogła iść do Mnie dalej!”
“Bezradny, kochany, uroczy szkrab…” – szepnęłam nieśmiało.
“Tak! Popatrz na siebie w ten sposób! Z miłością, Monisiu!”
Zamyśliłam się… I wyobraziłam siebie taką. Szkraba takiego… I uśmiechnęłam się od ucha do ucha!
“Gdy w ten sposób o sobie pomyślę, gębusia mi się od razu śmieje!” – szepnęłam z mocą.
“Mnie też! Śmieję się cały!”
Jezus patrzył we mnie z czułością i uwielbieniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja pieściłam SERCE Najdroższe…

EKSPERT OD JEZUSA

“Poziom ekspercki!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Patrzył we mnie z dumą i lubością.
“A co! Życie umiłowanego trza znać! Znam! I ekspertem jestem!” – zaśmiałam się perliscie.
O czym rozmawialiśmy? O quizie! Wczoraj na jednym z portali zobaczyłam: ‘Sprawdź czy znasz życie Jezusa!’ Weszłam, quiz zrobiłam i w podsumowaniu wyskoczyło: ‘osiągnęłaś poziom ekspercki! Jesteś ekspertem w tej dziedzinie!’
Spojrzałam w Jezusa…
“Oj… żartuję mój Jezu! Wiesz przecież, że poległam na dwóch pytaniacb i ekspert ze mnie żaden! Choć tak wyskoczyło… Żartuję!”
Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach.
“Ale Ja nie żartuję, Monisiu! I wcale nie chodzi Mi o jakiś quiz!”
“Nie?! A o co?!!” – szepnęłam zdumiona.
“O ciebie i twoje życie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Posmutnialam…
“W życiu to ja jestem ekspertem od słabości, grzechów i pokus…”
“Moc w słabości się doskonali! Grzechy Ja w tobie zwyciężam! A pokusy przy twojej pomocy obracam ku dobremu.! Jak przedwczoraj! Pamiętasz, maleńka?”
“Tak! Kusiło mnie, żeby zrobić coś złego. Szeptało, że to nic takiego, że nikt nie patrzy, że nikt nie widzi, że nikt się nie dowie, że nikomu to nie zaszkodzi! Pomyślałam, że przecież Ty patrzysz, Ty widzisz, i że Ciebie to bardzo zrani. I definitywnie pokusę przegoniłam! I tak się jakoś dziwnie ułożyło, że… Że dosłownie za kilka sekund słuchałam o Tobie i SERCU Twoim! Słowa, które powiedziałed do św. Małgorzaty Marii Alacoque. Mówiłeś między innymi, że najbardziej ranią SERCE Twoje, grzechy popełniane skrycie. Ludzie myślą, że nikt nie patrzy, nikt nie widzi, nikt o nich nie wie i nikomu nie szkodzą. Takie grzechy ranią Cię najbardziej! Zatkało mnie, szczerze mówiąc! Mówiłeś te słowa do mnie! Odebrałam je, że cieszysz się bardzo, że tę pokusę przegoniłam!”
“Bardzo się cieszę, Mój ekspercie kochany!!! Bardzo!” – wyszeptał Jezus poruszony cały.
Potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał mi wprost do ucha jaki chce, żeby miała tytuł ta notka…
“Skoro chcesz… dobrze. Ale to nie o mnie!”
“Cieszę się, że tak myślisz, Monisiu. Ale zrobisz jak proszę?!”
“Jasne!”
“Dziękuję mój maleńki ekspercie!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja pieściłam SERCE Najdroższe…

UFASZ, WIĘC MASZ!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus trzymał mnie w objęciach Swoich. A wokół nas było jasno i ciepło i cicho…
“Dziękuję mój Jezu, że opiekujesz się moimi Dziećmi! A teraz szczególnie moim Synkiem!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z czułością…
“Twoje Duchowe Dzieci są Moimi, Monisiu!”
“Raczej Twoje moimi!”
“Czy to nie wszystko jedno? – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem – Wszystko Moje jest twoim!”
“A moje Twoim!”
“No właśnie. Sama widzisz!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I zaczęłam rozmyślać o Jego cudach w moim życiu… Jest ich tyle, że nie zdołam wszystkich opisać! Maleńkie cuda codzienności… Powiem tylko, że mój tata śmieje się i baaaaaardzo się dziwi, że tak mi wszystko wychodzi! Że mam wszystko na zawołanie! Że umiem załatwić od razu, od ręki! Często tak wygląda jakby mi nawet zazdrości, że jemu, który jest zdrowy nie wychodzi, a mi, która po ludzku sama nic nie mogę, wychodzi od razu! Po pierwsze, to Jezus mój śliczny mi to wszystko ‘załatwia’, a… “
Jezus przerwał mi gwałtownie!
“A po drugie, trzecie i czwarte jak ufasz tak masz! Albo jeszcze inaczej: ufasz, więc masz!”
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmielona… Wczoraj podobne słowa usłyszalam od mojej Córeczki…
“To były Moje słowa!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Córeczka się ucieszy!”
“A powiedz dlaczego ci to powiedziała? Ostatnie zdanie przed jej słowami.”
Uśmiechnęłam się zawstydzona.
“A to… ‘Czego się nie robi dla ukochanego!”
“I masz odpowiedź dlaczego ci tak wychodzi, kochana Moja!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Ognisty! Zakochany na zabój! A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!

ŚWIATŁO, SZCZĘŚCIE I MUZYKA!

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Nagle zabłysło w Nim wielkie Światło! Jasne, ciepłe i przyjazne! W ogóle mnie nie raziło! Choć było bardzo jasne!
“Oooo…! A ja chciałam pytać…”
“Dlaczego był mrok? Żeby cię nie raziło, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Ale przecież teraz też mnie nie razi…”
Jezus uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
Patrzył we mnie płonący cały! Dostojny, uroczysty i piękny niezwykle! W tej chwili obojętne dla mnie było dlaczego światło mnie nie razi. Objęłam Jezusa za szyję i przytuliłam się do Niego… Z czułością. I zaczęłam Go całować… I On mnie całował…
“Gratuluję! Mój słodki Jezu! Gratuluję!” – szeptało moje serce.
“Zmartwychwstania?! To nie Moja zasługa! TATY!”
“I Twoja!”
“Może i masz rację, Monisiu kochana Moja…”
“Nie bądź taki skromny!!!” – szepnęło moje serce.
Jezus spojrzał we mnie zdumiony i… Wybuchnął śmiechem! Jasnym, perlistym i głośnym! Dźwięcznym jakby dzwoneczki! Głośnym aż dudniło! Ale Jego śmiech był szczęściem dla mego serca i muzyką dla uszu!
“Czy zauważyłaś, maleńka? Czy w twym sercu jest jeszcze pustka i samotność?” – spytało SERCE Najdroższe.
Zamarłam na chwilę… Zajrzałam w serce…
“Nie ma!!! Dziwne, ale nie ma! Nie wiem kiedy znikło!”
“Gratuluję! Moja miła, gratuluję!”
“To nie moja zasluga…”
“I twoja!”
“Może i masz rację, mój Jezu kochany!”
“Nie bądź taka skromna, Monisiu!”
Smialismy się oboje! Mój Jezus i ja! Głośno, radośnie i perliscie! A nasz śmiech był szczęściem i muzyką… W Światłości wielkiej!

ŻEBYM MOGŁA POWSTAĆ!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie z czułością… Ja pieściłam SERCE Najdroższe… Serce moje wtuliło się w SERCE umiłowane… Głaskalam, całowałam, dotykałam dłonią. Delikatnie…
Nagle w mojej głowie i sercu zrodziła się myśl! Coś, KTOŚ ponaglał mnie, żeby tę myśl wypowiedzieć na głos! Prosił… Błagał wręcz! Wypowiedziałam tę myśl bez wahania:
“Tyle miałam zranień w przeszłości! W dzieciństwie i w latach pozniejszych! Byłam pokaleczona, cała obolała na sercu! Ty uleczyłeś wszystko!!! Uzdrowiłeś! Miłością, czułością, delikatnością…. Byłam nieszczęśliwa, zakompleksiona, schowana w sobie, niepewna, zahukana, zagubiona…
Ty pomogłeś mi się podnieść! Sprawiłeś, że teraz mogę patrzeć w przeszłość z podniesioną głową! Z uśmiechem na twarzy i w sercu! Tak! Z uśmiechem! Jestem wolna! I szczęśliwa! Stoję wyprostowana! Prosta jak struna! Na obu nogach, można powiedzieć!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i mówilam dalej:
“Stoję prosto, bo Ty mnie podtrzymujesz! Trzymasz! Na Tobie się opieram! Ty jesteś moją Opoką!”
Znów umilkłam. I patrzyłam w oczy Jezusowi! A Jezus mój śliczny patrzył w oczy moje!
“Ciągle nie rozumiem dlaczego musiałam to powiedzieć akurat dzisiaj…” – szepnęłam nieśmiało.
Jezus patrzył we mnie poruszony cały…
“Pozwoliłem owinąć się prześcieradłami i złożyć martwy do grobu, abyś ty Moja kochana Monisiu mogła powstać!” – wyszeptał umiłowany mój wprost do serca.
Spojrzałam w Jezusa olśniona! Uradowana! Niezmiernie! Uszczęśliwiona cała! W jednej chwili wszystko stało się jasne! I proste! Choć jednocześnie tajemnicze i zakryte. I ciche jak grób… Jezus i ja patrzyliśmy w siebie nawzajem w milczeniu. W ciszy. A była to cisza pełna miłości i uwielbienia…

WIELKA RADOŚĆ W WIELKI PIĄTEK!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie. Pieściłam SERCE Najdroższe… Dotykałam dłonią, delikatnie pieściłam, żeby nie skrzywdzić, nie zranić… Głaskalam, całowałam… Szeptałam:
“Moje kochane! Moje słodkie! Moje śliczne!”
Jezus patrzył we mnie płonący… Poruszony i uroczysty bardzo!
“Dziś umarłem za ciebie, Monisiu kochana na Krzyżu!”
“Tak…”
“Umarłem za ciebie, Monisiu. Żeby mieć cię dla Siebie! Żebyś żyła dla Mnie i we Mnie! I żyjesz!”
“Tak!”
“Warto było! Żeby mieć cię tutaj! Warto było! Ciesz się tym życiem, maleńka Moja!”
Jezus patrzył we z zachwytem i uniesieniem!
“Cieszę się, mój Jezu kochany!!! Cieszę się baaaaaardzo! A w Tobie wiszącym na Krzyżu widzę rozkwit Życia i Miłości!” – szepnęłam z mocą.
“Wielu widzi tylko Mękę i śmierć Moją… Ty widzisz rozkwit Życia i Miłości!”
“Tak! Tak widzę, Jezu!” – szepnęłam z prostotą.
“Dobrze widzisz, śliczna Moja! Dobrze widzisz!”
I mój umiłowany, słodki Jezus uniósł się wielką radością! Wielką radością się uniósł… nad Swoim maleństwem! Wielka radość w Wielki Piątek..!

WYPEŁNIJ!

Leżałam w objęciach Jezusa i pieściłam SERCE Najdroższe. Pieściłam długo… A w moim sercu panowała samotność i pustka… Pieściłam SERCE kochane…
“Spojrz we Mnie, jedyna Moja!” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa.
Spojrzałam w Jezusa… I zobaczyłam… Jezus mój śliczny siedział przy stole. Ja naprzeciwka Niego. Umiłowany mój w dłoniach trzymał chleb. Podniósł go do góry. Wysoko, wysoko! Dziękował TACIE! Potem ułamał kawałek i podał mi.
“Jedz, jedyna Moja!” – wyszeptał płonący cały.
Zjadłam…
Jezus teraz trzymał w dłoniach kielich. Podniósł go do góry. Wysoko, wysoko! Dziękował TACIE. Potem podał mi.
“Pij, jedyna Moja!” – wyszeptał płonący cały.
Skosztowałam…
Wszystko zniknęło. Tylko Jezus umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany… Poruszony cały!
“Wiem maleńka, że w Twym sercu jest pustka i samotność. Jeśli pozwolisz, wypełnię je…”
“Wypełnij mój słodki Jezu! Wypełnij!”
“Wypełnię niebawem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Pieściłam SERCE Najdroższe…