JEZU, UFAM TOBIE!!!

WYCHWALAM!!!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko…
“Ułożyłam! Najpierw pisałam w smartfonie, w dokumentach Google. A kiedy weszłam na komputer i wyświetliłam ile jest znaków ze spacjami… Zdumiałam się!!! Rozważanie było za długie!! Duuuużo za długie. I trzy przykłady Prostaczków niestety musiałam usunąć… Mam nadzieję,, że Franciszek, Mała Tereska i Maksymilian nie mają do mnie urazy, że ich usunęłam… “
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
“Monisiu kochana Moja! Oni się baaardzo radują, że tak pięknie układasz dla Mnie! A może jeszcze kiedyś i o nich napiszesz!!!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!!
“Tak! Oczywiście, że tak!” – szepnęłam z mocą.
Objęłam mojego ślicznego Jezusa za szyję i przytuliłam się do Niego cała…
“Nigdy nie myślałam, że będę układać rozważania… Że będę pisać o Tobie… Ja taka prosta i nieuczona… A tak we mnie działasz! Nie mogę się nadziwić!!! Jak ci  Prostaczkowie, o których pisałam, normalnie! Nie mogę się nadziwić…”
“Tak, Monisiu! Jesteś Moim Prostaczkiem.”
Wtuliłam się w Jezusa jeszcze bardziej!
“Nic tylko Ci dziękować, uwielbiać Cię i wychwalać… Moje serce Ciebie wychwala, kochany mój Jezu!!! Wychwala!”
“Wychwalasz Mnie też swoimi tekstami, maleńka!!!”
“Piszę, żeby Ciebie wychwalać, mój śliczny!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
A mi się znów wyrwało z głębi serca:
“Nie mogę się nadziwić… To wszystko dzięki Tobie! Dzięki Tobie!!! Dzięki Tobie, mój Jezu kochany!!!”

W ODPOWIEDZI…

Byliśmy w SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus i ja. Siedziałam u Niego na kolankach a On obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie głęboko…
“Wczoraj układałam już rozważanie. Pisałam, pisałam… już prawie kończyłam. Kiedy nagle doszłam do wniosku, że to nie tak. Przerwałam i poszłam na kolację. Dziś będę pisać jeszcze raz. Od nowa, inaczej!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“Moja maleńka pszczółka. Nawet niepowodzeniem się nie przejmuje!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zaśmiałam się perliscie!
“Jakie to niepowodzenie?! Już mam ułożone tutaj! – szepnęłam wskazując na serce -przy kolacji mi się ułożyło! Samo! Jeden impuls i już wiedziałam, że to jest TO. Teraz tylko napisać.”
“Napisać też ci ciężko…”
“Iiiii tam! Spoko, z Tobą dam radę! Bo przecież pomożesz mi, prawda?!”
W odpowiedzi dostałam od Jezusa słodki i gorący pocałunek!
Potem patrzyliśmy w siebie nawzajem. Z lubością!

MIODEK MIŁOŚCI

Byliśmy w SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus i ja! Siedziałam u Niego na kolankach i patrzyłam Mu w oczy z zachwytem. Śliczny mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! Z lubością…
“Teraz będę pisać rozważanie o SERCU Twoim i o prostaczku! Tylko muszę jeszcze poczytać czytania. Czytałam już kilka razy, ale jeszcze nie ‘usiadly’ we mnie. Muszą we mnie usiąść. Jak ja siedzę u Ciebie na kolankach! – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha – muszą usiąść, osiąść w sercu. Muszę je przetrawić, przemielić. I dopiero wtedy pisać.”
“Mój ty maleńki Pracusiu! Jak bardzo się starasz, krzątasz się wokół Mnie i Moich spraw! Zabiegasz o nie! Ma rację twój duchowy Syn nazywając cię Pszczółką!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i promiennym uśmiechem.
“A może jestem maleńką mrówką robotnicą? Choć pszczoła 🐝 brzmi ładnie!” – zaśmiałam się wesoło. I dodałam:
“Pszczółka robi pyszny, słodki miodek!”
“Miodek miłości na Moje SERCE!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Ogniście!
“Czytałam o NIM! Baaaaaardzo spodobało mi się stwierdzenie, że TY jesteś objawionym Sercem Boga! ‘Jezus – objawione SERCE Boga!’ Piękne… Może użyję tego w rozważaniu!”
Jezus patrzył we mnie z czułością i zachwytem…
“Moja śliczna maleńka Pszczółka! Robi pyszny, słodki miodek miłości na Moje Serce…”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… Z lubością.

JEŚLI SIĘ ZGODZĘ…

Byliśmy w SERCU Najdroższym. W Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo. Umiłowany moj Jezus i ja. Siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa… Zapatrzyłam się w Niego… Rozmyślałam o pewnej sprawie, która wczoraj wyskoczyła nagle i niespodziewanie… “Jak grom z jasnego nieba”!
“Szczerze mówiąc pierwszej chwili chciałam odmówić, napisać, że to mnie przerasta. Ale w sekundę przemknęła mi przez głowę i serce myśl, że może to pytanie i prośba od Ciebie. A Tobie, mój Jezu kochany odmówić nie mogę! Kiedyś powiedziałam, że niczego Ci nie odmówię. I tego się trzymam! Napisałam więc, że zaskoczona jestem i muszę tę sprawę przemodlić, przemyśleć, zastanowić się. I jak podejmę decyzję to dam znać.”
Jezus patrzył we mnie z czułością… Dotknął dlomojego serca.
“Tu, w głębi wiesz czy to pytanie, prośba jest ode Mnie czy nie…”
“Domyślam się, ale na sto procent nie wiem… Jeszcze nie podjęłam decyzji.” – szepnęłam niepewnie.
“Spokojnie, maleńka Moja! Masz czas na decyzję do połowy czerwca!”
“Taaak…”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie! I ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Patrzyliśmy w siebie nawzajem chwilę w milczeniu…. W końcu umiłowany mój przerwał milczenie.
“Mówisz, Monisiu, że nie jesteś pewna, że nie podjęłaś decyzji. A wszystko robisz, a działasz tak jakbyś już się zgodziła!”
“A… tak jakoś!” – szepnęłam.
Zaśmialiśmy się oboje! Mój Jezus i ja! Zaśmialiśmy się perliscie! I patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Z miłością!
A ja pomyślałam że jeśli się zgodzę to napiszę głębokie i poruszające świadectwo.

PRAWDZIWE KOMPLEMENTY

Leżeliśmy w SERCU Najdroższym, w Światłości wielkiej! Mój Jezus i ja. Leżeliśmy obok siebie. Jezus oparł się na łokciu i patrzył we mnie głęboko… Zakochany i zachwycony cały! I ja patrzyłam w mojego ślicznego zakochana i zachwycona!
“Jak mi TU w Serduszku Twoim dobrze! Ciepło, cicho i… Jasno! Właśnie! Dlaczego jasno?!”
“Oczka ci się przyzwyczaiły, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z lubością.
“Jak mi TU dobrze! Czuję się u siebie! Tak, jestem u siebie!”
“To twoje Serce, Monisiu! Baaaaaardzo się Ono raduje gdy na ciebie patrzy! Baaaaaardzo się raduje! Piękności Moja!”
“A Ty mój Jezu komplementy mi prawisz!”
“Uważasz, że mówię żeby ci Monisiu sprawić przyjemność? Żebyś się cieszyła?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Eee… nieee…” – szepnęłam zawstydzona.
“Uważasz że komplementy nie mogą być prawdziwe?”
“Mogą…”
“Ja mówię prawdę! A jeśli to dla twojej duszy…”
“Prawdziwy komplement!” – szepnęłam szybko.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
“To już lepiej! A jeśli powiedziałbym, że twoje serce jest coraz piękniejsze i coraz bardziej podobne do SERCA Mego. Co byś powiedziała?” – spytał Jezus łagodnie.
“Że kto z kim przestaje, takim się staje!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
“Nic dodać, nic ująć! W punkt! I komplement prawdziwy!”
“A co! Uczę się od Ciebie! Od Najlepszego!”-szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

DZIEŃ MAMY

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem siedziałam u Niego na kolankach. Siedziałam i rozmyślałam…
“Dziś Dzień Matki. Myślę o Maryi! Ona była i jest najlepszą Mamą… Prawda?!.”
“Najlepszą! Najczulszą, kochającą, delikaną, najpiękniejszą!” – wyszeptał Jezus z ogniem i czułością niezwykłą.
“Ona jest wzorem dla mnie… Czy kocham moje Duchowe Dzieci? Czy się za Nie modlę? Czy się opiekuję? Czy jestem dla Nich przykładem, wzorem do naśladowania? A może te pytania trzeba zadać inaczej: jak kocham moje Duchowe Dzieci? Jak się za Nie modlę? Jak się opiekuję? Jakim jestem dla Nich przykładem, wzorem do naśladowania?”
Jezus patrzył we mnie… Znał odpowiedzi na wszystkie te pytania. I patrzył we mnie z zachwytem…

I ja dzisiaj rano dostałam odpowiedź ❤️
“Moja kochana duchowa Mamo, Pszczółko niestrudzona, wychwalam Pana Boga za Ciebie!” – napisał mój Duchowy Synek i przysłał mi takie zdjęcie:

RADOŚĆ BYCIA DLA

Byliśmy w SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus i ja. Byliśmy w Światłości wielkiej. Cichej i ciepłej i przyjaznej bardzo! Jezus trzymał mnie w objęciach. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
“A miałeś jakieś zabawki w dzieciństwie?” – spytalam zaciekawiona.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
“Oczywiście! Józef rzeźbił mi ptaszki z drewna, osiołka, a nawet owieczkę i pasterza! Bawiłem się nimi z radością!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
“A jak czytał Ci Pismo to czytał Ci Jezu też o Tobie? O Mesjaszu? Jak się wtedy zachowywał?”
“Oczy mu błyszczały! Czytał z wielkim entuzjazmem i radością! Ale nigdy nie powiedział Mi, że to o Mnie. Że to Mnie dotyczy. Może chciał, żebym Ja sam to odkrył. Nie musiał Mi mówić, Ja wiedziałem…”
Jezus urwał i dodał z czułościa:
“Nasze życie było zwyczane, proste, ubogie. Ale pełne miłości. Wypełnione modlitwą i pracą. I radością!”
Muszę powiedzieć, że w Światłości było słychać jakby dzwoneczki… jakby nie… Czasem wydawało mi się, że słyszę śmiech Kobiety, Mężczyźny i Dziecka… A czasem jakby muzykę…
“Słyszysz, Monisiu?”
“Tak!!! Co to??!”
“To nasza radość! Radość bycia razem i bycia dla siebie nawzajem!”
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie! I patrzył we mnie płonący cały… Jak w obrazek patrzył.

WYWYŻSZANIE I SŁUŻBA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Siedziałam u Niego na kolankach a On opowiadał:
“Kiedy dziecko, syn przestaje pić mleko mamy, odstawia się je od piersi. Przechodzi pod opiekę ojca. Ojciec wychowuje syna, uczy go Prawa, Przykazań, Tory…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
“To Józef uczył Cię Tory? Nie Maryja? Przecież Ona wychowywała się w…”
“W Świątyni! Tak, Miriam umiała Torę nie gorzej niż Józef. Ale jak On Mnie uczyl, Ona stała w cieniu, z boku. Nie tylko dlatego, że była cicha i pokorna. Inny był status żony w Izraelu niż teraz. W Izraelu panował patriarchat. Kobiety były w cieniu mężczyzn. Choć w naszej rodzinie Józef traktował Maryję wyżej od siebie”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
“Wywyższali się wzajemnie!”
“Tak! I służyli sobie nawzajem!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!

DZIECIŃSTWO JEZUSA

Byliśmy w SERCU Najdroższym! W Światłości wielkiej. Cichej i ciepłej i przyjaznej bardzo! Jezus trzymał mnie na rękach i uśmiechał się do mnie promiennie! Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! Czułam się w tym Miejscu szczęśliwa i radosna! Bo Miejsce było przepełnione szczęściem, radością i bezpieczeństwem.
“Gdzie jesteśmy, mój Jezu?” – spytalam zaciekawiona.
“Tak wyglądało Moje dzieciństwo. Odkąd pamiętam jako Człowiek” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“A ile miałeś wtedy lat, kiedy to pamiętasz?”
“Cztery, może pięć lat!”
“To już mieszkaliście w Nazarecie?”
“Tak. Jakiś czas wcześniej przybyliśmy z Egiptu i osiedliliśmy się w Nazarecie.”
“I jak wyglądało Wasze życie?”
“W domu było bardzo biednie i skromnie. Mama zajmowała się domem i wychowaniem Synka. A Mój ziemski Tata pracował. Był cieślą. Robił meble, ale i pługi, wozy. Czasem pomagał budować konstrukcje domów, bogatszym klientom. Kiedy wracał z pracy do domu, Mama zawsze go wyczekiwała. On zawsze całował Ją w czoło, Ona Go w policzek. A Ja przerwałem zabawę, biegłem i wskakiwałem wprost w ramiona Taty! Józef śmiał się perliscie, łaskotał Mnie z czułością i pytał: ‘Czy mój Synek, Jeszua był grzeczny?! Czy słuchał się Mamy?! Był grzeczny mój Jeszua?!’
‘Tak, Abba! Tak!” – odpowiedziałem tuląc policzek do Jego policzka. Potem siadaliśmy przy stole i jedliśmy posiłek przygotowany przez Mamę. Ale zanim zaczęliśmy jeść, mój ziemski Tata rozpoczynał modlitwę. Dziękował za życie, za to, że mamy co jeść i gdzie mieszkać, za pracę. Szczególnie dziękował za Żonę i Syna! Patrzyłem rozczulony jak Tata dziękuje TACIE…!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Piękne! Dziękuję Ci Jezu, że przyprowadziłeś mnie Tu, pokazałeś i opowiedziałeś!”
Jezus dał mi siarczystego buziaka!
“Czy chcesz Tu zostać, maleńka?”
“Jakiś czas, jeśli pozwolisz, tak!”
Patrzyłam w mojego ślicznego rozpromieniona. A On patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Jak w obrazek patrzył…

JAK SOBIE ŻYCZĘ!

Byliśmy w SERCU Najdroższym… W Otchłani zdrady. Mój umiłowany Jezus i ja. Siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością i cały był dla mnie! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…. Podsunął dłoń pod mój podbródek i delikatnie podniósł moją głowę do góry. Patrzył mi w oczy głęboko. Ogniście…
“Kocham ciebie, jedyna Moja!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
Jezus mówił dalej:
“No, dobrze! Wystarczy tego cierpienia i smutku. Idziemy w radość!”
“Ale wrócimy Tu jeszcze?!”
“Kiedyś wrócicimy!”
“Bo ja nie chciałabym stąd odchodzić… Jeśli pozwolisz, kochany!”
“A dlaczego?!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Bo mi Tu dobrze!”
“Kiedyś powiedziałaś, że ze Mną wszędzie ci dobrze! Ejże! Jaki jest prawdziwy powód?!”
“Nie chcę zostawiać SERCA samego w boleści!” – szepnęłam z mocą.
Umiłowany mój rozczulił się niezmiernie!
Kochane maleństwo… Ty nigdy nie zostawiasz SERCA samego. Jesteś w Nim zawsze, i w radości i w boleści!”
“Jednak wolałabym… jeśli pozwolisz…”
“No dobrze! Jeszcze dzisiaj Tu zostaniemy. Ale jutro pójdziemy w radość!”
Zarzuciłam ręce na szyję Jezusowi i ucałowałam Go serdecznie!
“Jak sobie życzysz, mój Jezu kochany! Jak sobie życzysz!”
“Raczej jak ty sobie życzysz, maleńka Moja!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.

NIE MA TEGO ZŁEGO…

Byłam w SERCU Najdroższym. W Otchłani zdrady. Mój umiłowany Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
“Opowiedz mi Jezu kochany, jak to wyglądało z Twojej perspektywy. Jak na patrzyłeś,? Jak przeżywałeś?” – spytalam poruszona.
“Moje kochane dziecko, umiłowany syn knuje za Moimi plecami… Sprzedaje Swego Mistrza za 30 srebrników! Jak niewolnika! I wydaje pocałunkiem! Pocałunek, który jest znakiem miłości, bliskości i zaufania staje się znakiem zdrady…”
“Rozumiem…”
“Tak, Monisiu. Ty wiesz jak to jest…”
Od razu wiedziałam co Jezus ma na myśli.
“Ale to nie to samo…”
“Ale podobnie… Bardzo podobnie! Przez wiele lat zamiast pocałunków w policzki dostawałaś razy. Wiesz jak to jest!”
“Wiem…” – szepnęłam z mocą. I dodałam:
“Pocałunek zdrady i razy nie tyle ranią policzek co serce… Po jednym i drugim serce bardzo boli. Pęka z bólu!”
Jezus spojrzał mi w oczy głęboko….
“Wiesz jak to jest to maleńka. Dlatego tu jesteś!”
Objął mnie mój śliczny i przytulił mocno do Siebie. Wtulił w Siebie… A ja pomyślałam że dobrze, że doświadczylam tych razów, bo dzięki nim mogę być teraz z umiłowanym moim. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!

W OTCHŁANI ZDRADY

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Siedziałam u Niego na kolankach i patrzyłam Mu w oczy z miłością i oddaniem. Dotykałam dłonią policzek ślicznego mojego Jezusa i głaskalam go z czułością.
“Mój kochany… mój maleńki… mój słodki…”- szeptałam z czułością.
“Jakaś ty piękna! I przeźroczysta!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“Przeźroczysta?!” – aż podskoczyłam z radości. Zawsze pragnęłam być przeźroczysta! Niewidzialna! Żeby nie było widać mnie tylko JEGO! Zawsze pragnęłam!
Głaskalam policzek Jezusa zakochana cała!
“Mój kochany… mój maleńki… mój słodki…”- szeptałam z czułością.
Jezus patrzył we mnie poruszony cały… Jakoś dziwnie patrzył.
“Jak dobrze, że cię TU przyprowadziłem, maleńka Moja! Jak dobrze…”
Jezus urwał na chwilę. Potem zapytał:
“A wiesz gdzie jestesmy?”
“Nie. I nie interesuje mnie to!”
“Nie interesuje cię?!” – umiłowany wydawał się być zaskoczony niezmiernie.
“Nie interesuje mnie w tym sensie, że jeśli nie chcesz, możesz mi nie mówić. Wszędzie za Tobą pójdę. Do piekła, do nieba. Jak w dym! Byle z Tobą!”
Jezus patrzył we mnie rozczulony i rozbrojony.
“Jesteśmy w Otchłani zdrady, najmilsza!” – wyszeptał bezgłośnie prawie.
“W Otchłani zdrady??!!!”
“Tu Judasz Mnie pocałował pocałunkiem zdradliwym… Jego pocałunek bolał niezmiernie. Palił. Piekł jak żarzące się węgle. Ranił jak nóż, jak sztylet. Jak strzał!”
“Mój kochany!!!” – szepnęłam z bólem.
Zaczęłam delikatnie całować policzki Jezusa… Delikatnie, ostrożnie, z czułością. A jednocześnie całą sobą. Całowałam…
“Jak dobrze, że cię tu przyprowadziłem! Jakże inne są twoje pocałunki od pocałunku Judasza! Jakże inne…”
“Najmilszy… ale moja miłość to nie tylko pocalunki…”
“Wiem! To czułość, wspoczucie, ufność… I oddanie życia za swego maleńkiego!”
“Tak! Skąd wiedziałeś?!” – spytałam z uśmiechem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie!
“Ty sprawiłaś, że nawet w Otchłani zdrady mogę się uśmiechnąć! Jak dobrze, że cię tu przyprowadziłem!”
Głaskalam policzek Jezusa i głaskalam… A umiłowany moj Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. I uśmiechał się do mnie promiennie!

JEDNO Z MALEŃKIM

Byłam w SERCU Najdroższym. Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Ułożył się obok mnie. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały…
“Ale takiego gniewu jak wczoraj, nie widziałem nigdy wcześniej u ciebie, Monisiu kochana!” – wyszeptał z ogniem.
Zaśmiałam się perliscie!
“Nooo! Ostro było! Ale wielka miłość to i gniew wielki!”
“Czasem gniew pokazuje jak wielka jest miłość! Tu pokazał!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Ufam Ci, pamiętaj kochany mój!”
“Obiecałem ci najmilsza!”
“Wiem! I co jeszcze mi obiecujesz, mój Jezu?”
“Że cię nie zawiodę, nie odrzucę, nie podepczę! Że będę cię chronił i strzegł jak oka w głowie!”
“I ja Ci obiecuję to samo!”-szepnęłam z mocą. Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i dodałam:
“A może byśmy odnowili nasz ślub?!”
“Chcesz kochana?! Ja pragnę!!!”-wyszeptał Jezus ogniście.
Pokiwałam głową twierdząco rozpromieniona! Umiłowany mój wstał, pomógł wstać mi. Objął mnie całą i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptał:
“Cały twój, tylko twój, na zawsze twój!”
“Cała Twoja, tylko Twoja, na zawsze Twoja!” – szepnęłam z mocą.
Patrzyliśmy sobie nawzajem w oczy szczęśliwi! Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…
“Wiesz Moja jedyna, że moja miłość to nie tylko pocałunki?”
“Wiem! Zanurz mnie w Sobie, po prostu… Głęboko!”
Nie zdążyłam wypowiedzieć do końca… Wokół nas zajaśniało!!!! Zajaśniało tak bardzo, że oczy bolały! Szybko je zamknęłam! Za sekundę znów otworzyłam oczy… Było ciemno… Jeszcze ciemniej niż wcześniej!!! Choć było bardzo ciemno, umiłowanego widziałam bardzo wyraźnie,
“I znowu ciemno!” – zaśmiałam się perliscie.
“Tu nie…”
“Tak, wiem. Oczy muszą mi się przyzwyczaić. Słuchaj, mój Jezu kochany! Czy ja się do Ciebie nie zwracam zbytnio poufale?”
“Uwielbiam poufałość! Im większa poufałość tym większa bliskość!”
“Raczej dla mnie odwrotnie. Im większa bliskość tym większa poufałość. Ale raczej źle się wyraziłam… Czy nie zwracam się do Ciebie bez szacunku, czci?”
“Skąd ci to przyszło do głowy, maleńka Moja?!”
“Nie wiem. Może powinnam się do Ciebie zwracać: `Mój Panie, Królu wieków, wielki i potężny!’ Ale ja wolę powiedzieć:’ mój słodki, kochany maleńki Jezuniu, przytul mnie ‘”
“Jak myślisz, maleńka Moja, który zwrot bardziej pasuje do naszej relacji?”
“To oczywiste!”
“Przytulam cię Monisiu kochana!”
Jezus otulał mnie Sobą, zatapial w Miłosci i czynił z Sobą jedno…

JAK HIOB

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój umiłowany śliczny Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził… Tańczylismy! Aż nagle usłyszalam głos piskliwy i skrzeczący! Wydawało mi się, że wychodził z ust umiłowanego mojego!
“Jak dobrze było cię tyle lat zwodzić, oszukiwać, kłamać, żeby mieć cię teraz całą dla siebie!”
“Znowu!!!” – krzyknęłam zdenerwowana.
“Co się dzieje, maleńka Moja?!” – wyszeptał Jezus swoim ciepłym i łagodnym głosem.
“Podszywa się pod Ciebie!!!”
“Kto?!”
“On!!!”
“Jak dobrze było cię tyle lat zwodzić, kotku…”
Przerwałam taniec i wybuchnełam gniewem:
“‘Kotku’??!! Nie jesteś moim panem! A jeśli jesteś, to ja stąd idę!!!” – krzyknęłam oburzona.
“A kto jest twoim Panem?!” – zachichotał głos złośliwie.
“Jezus Chrystus, Boga Syn, Zbawiciel!!!” – wyrwało mi się z głębi duszy.
Głos umilkł! Zniknął! Jezus i ja zaczęliśmy znów tańczyć… Umiłowany mój patrzył we mnie płonący cały miłością i dumą…
“Przegoniłaś go! Znowu!”
“Słyszałeś go?!”
Jezus skinął głową twierdząco i szepnął:
“To Ja pozwoliłem mu mówić!”
“Pozwoliłeś mu mówić?! Zwodzić mnie??! Dlaczego???!!” – krzyknęłam i znów zapłonęlam gniewem.
“Bo chciałem, żebyś mogła wybrać!”
Przerwałam taniec! Cierpiąca i rozgniewana!
“Już raz wybralam! Na wieczność! I nie mam zamiaru zmieniać decyzji! A może chcesz, żebym zmieniła??!”
“Masz rację, maleńka! Przepraszam!!!”
“Wybrałam, dlatego Tu z Tobą jestem! Co Ty robisz, kochany?! Bawisz się mną?! Z nim?! Czuję się jak Hiob!!!”
“Przepraszam! Przepraszam, jedyna Moja!” – szeptał Jezus rozpalony i poruszony cały.
Nagle z bólu i zdecydowania straciłam wszystkie siły. Opadłam w ramiona Jezusa…
Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Umiłowany moj Jezus klęczał przy mnie… Pochylony nade mną cały… Delikatnie dotykał mojego policzka i głaskał go z czułością niezwykłą…
“Najbardziej mnie boli, że podszywał się pod Ciebie! I że Ty mu pozwalałeś…”
“Przepraszam! Więcej nie będzie. Obiecuję!”
“Krzyczałam na Ciebie…”
“Zasłużyłem!”
“Przepra…”
“Przestań w końcu!”
Jezus spojrzał we mnie pytająco.
“Przestań mnie ciągłe przepraszać! Pocałuj mnie!”
Umiłowanemu oczy błysnęły ogniem! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zastygł w pocałunku… Słodkim, czułym i ognistym….
A ja pomyślałam, że Hiob zwyciężył i ja podobnie jak on zwyciężyłam! I tego, którego imienia wymieniać tu nie będę. I umiłowanego mojego zwyciężyłam! Jak Hiob… Pokorną, ognistą miłością.

WSZYSTKIM!

Byłam w SERCU Najdroższym… Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu! Tańcząca bardzo leżałam! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną poruszony cały…
“Jesteś, Monisiu kochana! Jesteś! Dobrze, że jesteś!”
“Jestem niczym. Nikim. Nie żyję. Nie istnieję!” – szepnęłam z trudem.
“To prawda. Beze Mnie jesteś nikim. We Mnie jesteś wszystkim! Beze Mnie nie żyjesz, nie istniejesz! We Mnie żyjesz, rozwijasz się! Kwitniesz! Ja cię kocham, maleńka, karmię, poję! Ożywiam, upiększam! Żyjesz Moim życiem! Jesteś piękna moim pięknem! Olśniewasz Moim uśmiechem! Kochasz Moją miłością! Beze Mnie jesteś niczym, we Mnie jesteś wszystkim! I możesz wszystko!”
Umiłowany moj Jezus umilkl… Patrzył we mnie płonący cały miłością! Ognisty! Jak w obrazek patrzył we mnie…
“Dla Mnie jesteś wszystkim, jedyna Moja!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam jak w Obrazek w mojego ślicznego Jezusa! Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…

ZA WSZYSTKO!

Jezus leżał na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Ja klęczalam przy Nim… Pochylona nad umiłowanym. Zakochana i zachwycona cała! Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Jezusowi w oczy głęboko. Z ogniem!
“Dziękuję mój kochany! Dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
“A za co?!”
“Za wszystko!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
“Za to, że jesteś!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Ucałowałam Go serdecznie!
Jezus mój śliczny objął mnie za szyję i przyciągnął do Siebie…
“Dziękuję, Monisiu kochana, za to, że jesteś!” – wyszeptał płonący cały.
“Stworzyłeś mnie, więc jestem… Sobie dziękuj!”
“Dziękuję, że jesteś, ze Mną! Tutaj!”
“Przyprowadziłeś mnie TU, więc jestem!”
Jezus przyciągnął mnie jeszcze bliżej do Siebie. Przytulił policzek do mego policzka… SERCE do mego serca…
“Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję za maleńka Moja!”
“A za co??!!”
“Za wszystko!!!”
Jezus mój umiłowany całował mnie, a ja Jego całowałam…

JESZCZE SIĘ DZIWI…

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
Rozmawialiśmy:
“Wiesz mój kochany? Jak skonczylam wczoraj pisać notkę, pomyślałam, że jest jeszcze więcej radości moich w Twoim SERCU! Nie zdołam ich wszystkich tu opisać! Ot, na przykład kiedy w pierwszej klasie podstawówki dostałam dwójkę!”
Smialismy się oboje, Jezus i ja! Smialismy się głośno i radośnie!
“Naprawdę się wtedy cieszyłam! Same piątki a tu nagle dwója! W końcu jakaś odmiana! Cieszyłam się. Naprawdę!”
“Wiem! Widziałem! Pamiętam!” – szepnął Jezus śmiejąc się perliscie.
“Taaak… Pierwsza i jedyna dwója w mojej, że tak powiem karierze szkolnej…”
Urwałam na moment. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I dodałam:
“Więcej w moim życiu jest radości niż cierpienia. A i cierpienie jest radością!”
“Cierpienie radością?!” – Jezus wydawał się być zaskoczony.
“Tak! Bo nie cierpię bez sensu! Ale dla Ciebie! To wielka radość!”
Jezus promieniał cały miłością i zachwytem wielkim… A ja znowu szepnęłam:
“Pytałeś co wiem o SERCU Twoim, Jezu…”
“Tak, maleńka Moja?” – umiłowany moj Jezus cały był słuchaniem.
“SERCE Twoje płonie ogniem miłości w moim cierpieniu i mojej radości.”
“Znasz SERCE Moje, Monisiu!”
“Pozwalasz mi poznawać i jeszcze się dziwisz?” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i ogniście!

RADOŚĆ!!!

Byłam w SERCU Najdroższym. Umiłowany moj Jezus leżał na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. A ja klęczalam przy Nim. Usmiechalismy się do siebie nawzajem promiennie! Z miłością! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptał:
“Powiedz Mi, maleńka, co już wiesz o SERCU Moim!”
“Jest w Nim ciemno!” – zaśmiałam się perliscie.
“Tłumaczylem ci, że nie jest ciemno, tylko oczy 👀 muszą ci się przyzwyczaić do jasności, która jest TU! – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem – No dobrze, co jeszcze?”
“Jest wielkie! Nie ma początku, ani końca! Jest nieskończenie! Jest w Nim Ocean miłosierdzia. Są góry, doliny, głębiny! Jest nasz wspólny Ogród Różańcowy! Jest Skabiec! Są wszystkie moje cierpienia i smutki. Zaraz, zaraz… a czy są jakieś radości?!”
“Oczywiście!”
“A na przykład jakie?”
Jezus patrzył we mnie płonący… A ja zobaczyłam siebie… Miałam 11 lat i byłam po operacji nóg. Leżałam zagipsowana od pasa w dół! 6 tygodni bite. Lekarze ociągali się ze zdjęciem gipsu ponieważ obawiali się jak na zdjęcie zareagują nogi. W końcu jednak gips został zdjęty. Postawili mnie w specjalnym chodziku… Pierwszy raz w życiu stałam na własnych nogach! Po chwili zrobiłam swój pierwszy w życiu krok! Byłam taka szczęśliwa! Podekscytowana!
“A radość kiedy przyjęłam Cię Jezu pierwszy raz do serca?!”
“Jest! A jakże!”
“A radość kiedy zdobyłam wyróżnienie w konkursie plastycznym dla dzieci?”
“Jest!”
“A radość kiedy zostałam przyjęta do liceum plastycznego?!”
“Jest!”
“A radość kiedy zdałam maturę i dyplom?”
“Jest!”
“A radość kiedy zostałam matką chrzestną? Kiedy trzymałam moje chrześniaczki do chrztu, a lat później byłam na uroczystościach I Komunii św, najpierw u jednej, a potem u drugiej?”
“No jasne, że jest!”
“A jak namalowałam mój pierwszy obraz olejny?”
“Jest!”
“A jak założyłam bloga?”
“Jest!”
“A jak zostałam duchową mamą?!”
“Jakże mogłoby tej radości nie być?! Pewnie, że jest!”
“A radość, że mogę za moje Duchowe Dzieci się modlić, cieszyć się nimi i z nimi rozmawiać?”
“Jest!”
” A radość, że mogę TU z Tobą być?!”-uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus promieniał cały miłością i zachwytem wielkim!
“Jest!”
“Wiem!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Zakochani…

NAJPIĘKNIEJSZA MODLITWA

Byłam w SERCU Najdroższym… Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu! Cała obolała i zmęczona cała… Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego Jezusa… Mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie głęboko…
“Mój najsłodszy, chodź do mnie… Chodź do mnie. U mnie będzie Ci dobrze, kochany. Chodź do mnie…” – szeptałam z trudem wielkim.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Przytulił policzek do mego policzka i szeptał mi słodko:
“Jestem przy tobie, maleńka! Jestem w tobie! Jestem. Jak dobrze Mi z tobą, jedyna Moja! Jak dobrze Mi w tobie!”
“Nie mam siły się modlić, mój Jezu! Ale trwam sercem przy SERCU Twoim!”
“To najpiękniejsza modlitwa, maleńka Moja! Najpiękniejsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Tańczylismy bardzo…

WIELKI DAR

Byłam w SERCU Najdroższym… Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu! Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany moj Jezus klęczał przy mnie. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we poruszony cały. Dotykał dłonią delikatnie mój policzek i głaskał go z czułością.
“Wiesz mój Jezu, ciągle nie mogę się nadziwić… że aż tyle mam do powiedzenia! Piszę bloga już prawie 13 lat i wciąż mam tyle do powiedzenia! Aż tyle… Nie mogę się nadziwić…”
Urwałam na moment, a po chwili dodałam:
“I wiesz…? Mam takie poczucie, przekonanie, że nie mówię od siebie…”
“Dlatego masz tyle do powiedzenia!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Nie rozumiem…”
“Dlatego, że nie mówisz od siebie, aż tyle masz do powiedzenia, maleńka Moja!”
Tym razem Jezus przerwał na chwilę, a potem dodal:
“Ja mówię przez Ciebie, Monisiu.”
“Zawsze?!” – szepnęłam zdumiona.
“Od kiedy Mi się oddałaś całkowicie, zawsze!”
“Niesamowite… To wielki Dar!”
“Dla Mnie to też wielki Dar od ciebie, najmilsza!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Głaskał z czułością mój policzek i patrzył we mnie jak w obrazek… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości SERCA Najdroższego.

O CZŁOWIECZEŃSTWIE

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja pieściłam SERCE Najdroższe. Pieściłam i rozmyślałam…
“U mnie wszystko zaczęło się od spojrzenia. Ot, usiadłam przed wizerunkiem Jezusa miłosiernego. Wpatrywalam się w Niego… On patrzył we mnie z miłością. Patrzyłam, a w sercu usłyszalam cichy głos: ‘Jesteś piękna w Moich oczach!’Nikt jeszcze tak na mnie nie patrzył ani w ten sposób nie mówił! Poszłam za tym spojrzeniem i glosem.
I doszłam aż Tutaj! Jezus odkrywał przede mną Swoją miłość i pokazywał mi moje piękno!
U św Mateusza także wszystko zaczęło się od spojrzenia! Ludzie widzieli w nim celnika, widzieli w nim zdrajcę i oszusta współpracującego z rzymskim okupantem. Jezus widział w Mateuszu człowieka. Spojrzał na niego tak, jak nikt inny nigdy na niego nie patrzył. Swoim spojrzeniem pokazał Mateuszowi jego człowieczeństwo! Mateusz wstał i poszedł za Jezusem! Przy Mistrzu odkrywał swoje człowieczeństwo. Uczył się patrzeć na siebie oczami Jezusa. Piękno bycia człowiekiem!
Na początku Bóg stworzył człowieka. Adama. Nie rolnika, nie męża Ewy, nie ojca Kaina, Abla i Seta. Człowieka! Dla Boga jesteśmy najpierw ludźmi! Ludźmi obdarowanymi przez Niego w rozum, wolną wolę, a przede wszystkim w kochające serce! Te dary sprawiają, że jesteśmy ludźmi. Mówią o naszym człowieczeństwie! Mamy żyć godnie. Nie wy-godnie, nie do-godnie. Godnie! Na miarę człowieczeństwa! Staram się żyć, że gdy stanę po śmierci przed Oblicze Boga i On prześwietli mnie spojrzenieniem, nie spuścić ze wstydem głowy. By móc spojrzeć Mu prosto w oczy!
Bóg stworzył nas ludźmi! I Sam stał się Człowiekiem! By przywrócić nam nasze pierwotnie piękno. Piękno z Raju!

NIE MA ODWROTU!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój miły i ja! Tańczylismy w intymności i bliskości… Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził.
“Pragniesz odkrywać, poznawać SERCE Moje?” – spytał Jezus z ogniem.
“Bardzo, kochany mój! Ale postanowiłam zostawić decyzję Tobie! Nie ponaglać, nie przyśpieszać. Ty masz mnie TU pociągnąłeś, Ty mnie przyprowadziłeś. Ty decydujesz co, kiedy i jak. Ty mnie prowadzisz, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko…
“Można wiele o Mnie wiedzieć, a Mnie nie znać. Można czytać słuchać, studiować o Mnie a Mnie nie spotkać! Mogę pozostać tylko odleglą teorią, szablonem, sztampą!”
Umiłowany umilkl. Zaczął dotykać dłonią mojego serca… Dotykał i głaskał. I mówił dalej:
“Pozna Mnie tylko serce proste, jasne i czyste. Ufne i oddane. Takie serce Mnie pozna. Takiemu sercu pozwolę się poznać!”
I wyjął Jezus serce moje z ciała! I uniósł wysoko, wysoko! Patrzył w nie zachwycony cały!
“Tak! Tylko takiemu sercu pozwolę!” – wyszeptał znowu Jezus z ogniem.
I ucałował serce moje z czułością i namaszczeniem. I włożył je z powrotem do ciała.
“Ty Jezu takim uczyniłeś moje serce!” – szepnęłam poruszona.
“Jesteś wolna, Monisiu! Mogłaś Mi nie pozwolić! Mogłaś w każdej chwili powiedzieć ‘nie’! A teraz już nie ma odwrotu!”
“Nie ma odwrotu?! Dlaczego tak mówisz, kochany?! Ja nie mam zamiaru się nigdzie odwracać! Idę za Tobą! I koniec!”
“Tylko takiemu sercu pozwolę się poznać, odkryć! Nie ma odwirotu! Jestem w twojej niewoli, maleńka! Uczyniłaś Mnie swoim jeńcem! Nie ma już odwrotu!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zachwytem.
“Nie ma odwrotu!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości SERCA Najdroższego! Mój Jezus i ja!

ROZMOWA O NIESKOŃCZONOŚCI

“Bardzo cię boli, maleństwo Moje…”
“A Ciebie przez to boli mniej, najmilszy?”
“Mniej!”
“To niech mnie boli jeszcze bardziej, żeby tylko Ciebie mniej, kochany! Żeby tylko Ciebie mniej…!”
Jezus przytulił policzek do mego policzka. Tańczylismy, policzek przy policzku, SERCE przy sercu. Nasze serca rozmawiały:
“Mam pytanie, kochany!”
“Słucham, Monisiu!”
“Mój Duchowy Syn życzył mi, abym była coraz głębiej w SERCU Twoim. Czy można być głębiej?”
“Zawsze można głębiej, kochana Moja!”
“To SERCE ma warstwy?!”
“Raczej stopnie. Stopnie, które prowadzą w głębiny Mej miłości! Teraz jesteś na powierzchni. A SERCE ma centrum, głębię, w której jest cała Pełnia Bóstwa!”
“I ja mogę tam dojść?”
“Każdy może. Ty też!”
“To chcę! Pragnę!”
“SERCE Moje jest nieskończone. Bo JA Jestem nieskonczony… Nie mam początku, ani końca!”
Nie rozumiałam tego. Jezus tłumaczył cierpliwie:
“Spojrz wstecz, Monisiu! Ile za tobą wydarzeń ile doświadczeń, ile spraw. A teraz spójrz przed siebie! Przed tobą nieskończoność!”
“Wybacz kochany, ale to co za mną, dla mnie to też nieskończoność! Może dla Ciebie to chwila, sekunda. Dla mnie to nieskończoność!”
“Dla Mnie też, maleńka!” – uśmiechnęło się SERCE.
“Też?!”
“Ja Jestem Nieskończonością. A ty żyjesz we Mnie!”
“A jak to jest być Nieskończonością, nie mieć początku, ani końca?”
“To można tylko doświadczyć! Nie da się opisać ludzkim językiem! Ludzki język jest za mały, płytki i skończony. Nie da się opisać Nieskończoności czymś co jest skończone…”
“A ja mogę tego doświadczyć?!”
“Jasne! Przecież żyjesz we Mnie!”

PSTRYK!

Byłam w SERCU Najdroższym! Jezus siedział w powietrzu a ja siedziałam u Niego na kolankach. Siedziałam i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Ja patrzyłam w Jezusa rozpromieniona, zakłopotana, zaskoczona i zachwycona jednocześnie…
“Wybacz kochany, nie mam siły tego wszystkiego opisywać!”
“Spoko! Nie musisz, maleńka!” – zaśmiał się Jezus perliscie i dał mi siarczystego buziaka!
Zaśmiałam się radośnie! Pomyślałam, że umiłowany moj zachowuje się podobnie jak ja! Widać przysłowie ‘kto z kim przestaje, takim się staje’ działa w obie strony!
“To co wczoraj zrobiłeś odebrałam jako psikus, żarcik, figiel z Twojej strony!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
“Bardzo dobrze to odebrałaś, Monisiu!”
“Jakbyś mi mówił: ‘oddałaś Mi tę sprawę, zaufałaś to proszę! Masz! Nie martw się więcej!’ Załatwiłeś sprawę szybciej niż w sekundę! Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różczki! O, tak, pstryk! I już!”
“Ta różczka to twoje oddanie i ufność, Monisiu kochana! To dzięki nim mogę robić ‘ pstryk’!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z miłością i wdzięcznością! A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek!

WIELKA MIŁOŚĆ PRZY MALEŃKIEJ!

Byłam w SERCU Najdroższym! Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu… W powietrzu. Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony wielce.
“Tańczysz bardzo, maleńka Moja…”
“Tak!”
“Dziś piątek, więc dzielisz ze Mną Mękę Moją!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“A to już piątek! Zapomniałam! Czas tak szybko leci, że dni mi się mylą! Dziękuję że mi przypomniałeś, kochany mój! Baaaaaardzo dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Czule i słodko i ogniście! Potem patrzył we mnie głęboko…
” Kochany, najdroższy, najsłodszy mój, uwielbiam Ciebie!!! Uwielbiam!”
“I Ja ciebie uwielbiam, maleńka! I Ja ciebie!”
Jezus umilkl na chwilę, a potem dodał:
“Bardzo Mi pomagasz swym tańcem, Monisiu! Jest on Mi ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Moim! Niezmiernie się cieszę, że TU ze Mną jesteś, kochana Moja! Ogromnie się cieszę!!!” – Jezus patrzył we mnie poruszony cały.
“To Ty sam mnie TU pociągnąłeś! To Ty sam!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… I przytulił policzek do mego policzka! I tak tańczyliśmy… policzek przy policzku, SERCE przy sercu… Wielka Miłość przy Swojej maleńkiej miłości. Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic!

KAŻDY JEST DAREM I SKARBEM!

Byłam w SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja opowiadałam Mu o dzieciach mojego rodzeństwa:
“Wiesz mój Jezu? Adaś wczoraj chciał mi coś pokazać w swoim pokoju. A oni mieszkają na piętrze. I Adaś patrząc ze smutkiem na schody, powiedział:
-Zamiast tych schodów powinna być winda, ciociu! Wtedy byś mogła wchodzić do nas bez przeszkód! Kiedy byś chciała! Tak, powinna być winda!
Roztrzepany brzdąc, ale jak coś powie to aż serce rośnie!
A Mikołaj uwielbia rośliny! Interesuje się, czyta. Ukorzenia, przesadza, rozsadza! Mikstury robi, od chorób. I moje rośliny podlewa, przesadza, pryska! Przychodzi do mnie i gadamy, śmiejemy się na planujemy zakupy, czy przesadzanie. A Minia z Olą przychodzą i patrzą, obserwują jak maluję!
-Ale ładnie!!! A co to, ciociu?! – Ola.
-Nie wiesz co to, a mówisz, że ładne! – Minia.
-Bo ładne! – Ola.
-Nooo! Ładne!!! A co to, ciociu?! – Minia.
-Aniołek! – ja.
-Aaaale ładny! – Minia i Ola
Tak sobie rozmawiamy śmiejąc się i drocząc!
A Zuzia ma talent po mnie! Wszyscy w domu mówią, że po mnie! Rysuje, maluje, wycina, przykleja! Pięknie! Ostatnio narysowała ptaszka, jaskółkę. Potem wycięła i złożyła na pół. Namalowała ptaszkowi duże oczęta z długimi rzęsami, dokleiła mu nóżki… I jaskółka latała, jak samolot!”
Urwałam na moment, uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!” Te dzieciaki to Dar od Ciebie, Jezu dla mnie! Wiem!”
“I ty, Monisiu jesteś Moim Darem dla nich! Taka ciocia to Skarb!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Każdy człowiek jest Darem i Skarbem dla innych! Trzeba tylko to zobaczyć!”-szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. A ja uśmiechałam się do Niego promiennie…

O MIŁOŚCI

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Leżałam i rozmyślałam…
“‘Bóg jest miłością’ – pisze św Jan. Bóg jest miłością! Cokolwiek czyni, czyni z miłości! Cokolwiek czyni?! On Jest z miłości! Zyje, istnieje z miłości! Jego tchnienie to Miłość. Jego istota! Jego cnota to Miłość. Żyje bo kocha! Gdyby nie kochał, nie istniałby. Nie byłby Bogiem, nie byłby Sobą!
Jakaż to nauka dla nas! Dla mnie! Jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo! Możemy kochać! Miłość to życie! Jeśli kochamy, żyjemy i rozkwitamy! Należymy do Boga, ale jesteśmy wolnymi! On – Miłość nas wolnymi czyni. Jeśli nie kochmy, oddajemy się w niewolę, Tego, który jest ojcem kłamstwa i nienawiści. Możemy żyć, oddychać… ale nasze wnętrza są martwe. Można powiedzieć, że jesteśmy żywymi trupami.
Bóg jest Miłością! A Miłość to życie! Pragniemy umrzeć i zmartwychwstać w Chrystusie. Ale żeby w Nim umrzeć i zmartwychwstać trzeba najpierw w Nim żyć! Żyć w Jezusie. Już tu, na ziemi. Żyjmy więc!”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa od ucha do ucha! Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością

DLA SIEBIE…

Byłam w SERCU Najdroższym! Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu… W powietrzu! Umiłowany mój Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie! Zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego ślicznego Jezusa!
“Mój najsłodszy! Mój kochany! Mój słodki Jezu!” – szeptałam głaszcząc Jezusa po policzku.
“Dziś twe święto, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z ogniem
“Tak…”
“Jaki chcesz dostać ode Mnie prezent dla siebie?”-spytał mój śliczny.
“Łaski dla moich Dzieci!”
“Ale dla siebie?!”
“No toż mówię! Łaski dla moich Duchowych Dzieci! Dużo! Deszcz łask!”
“Dostaniesz!” – wyszeptał Jezus płonący cały! Ognisty!
“Dziękuję! A dla siebie…”
“Tak?! – przerwał mi Jezus gwałtownie.
“Widzę, że zmęczony jesteś mój Jezu… Odpocznij na moim sercu. Proszę!”
“I to ma być prezent dla ciebie?!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce.
“Tak. To wielki prezent! Proszę…”
Jezus spojrzał we mnie głęboko… I położył głowę na moim sercu.
“Jak Mi dobrze TU…” – usłyszalam szept mojego umiłowanego, ciepły i pełen miłości.
Jezus odpoczywal na sercu moim. A ja głaskalam Jego włosy…

ZAMIESZKAŁAM W MIŁOŚCI!

Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w intymności i bliskości… W SERCU Najdroższym! Tańczylismy, a nasze serca rozmawiały:
“Jak mi dobrze TU u Ciebie, Jezu kochany! Jak w domu… a nawet o wiele lepiej! Nie potrafię wyrazić… W każdym razie nie wyobrażam sobie, żebym mogła żyć gdzieś indziej… Nie wyobrażam sobie życia poza Tobą! Tylko w Tobie, mój Jezu!”
“A wiesz dlaczego? Wiesz dlaczego tak jest, Moja Monisiu?”
“Dlaczego? Powiedz mi,, proszę!”
“Zamieszkałaś we Mnie! W SERCU Moim! W Miłosci! Zakorzeniłaś się! Zapuściłaś korzenie! W Miłości Mojej! Czerpiesz ze Mnie soki… I kwitniesz! Rozkwitasz coraz bardziej i bardziej! We Mnie znalazłaś coś więcej niż schronienie! Dom swój znalazłaś!”
“A gdzie indziej miałam zamieszkać?!”
“Dałem Ci wolną wolę! Mogłaś wybrać gdzie chcesz zamieszkać!”
“Tylko w Tobie, mój Jezu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A moje serce szepnęło jeszcze:
“Dla mnie to oczywista oczywistość!”
“Dlatego jest ci TU jak w domu!”
Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził…

JEZUSEM PROMIENIEJĄCA!

Byłam w SERCU Najdroższym! Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu! Tańcząca bardzo leżałam. Jezus klęczał przy mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie… Delikatnie dotykał mojego ciała….
“Bardzo cię boli, maleństwo Moje…!”
“Bardzo!” – szepnęłam. Wyciągnęłam ręce, objęłam Jezusa za szyję i przyciągnęłam do siebie! I dodałam z ogniem:
“Ale to nie ważne! Kocham Cię Jezu! To jest ważne!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie! Od ucha do ucha!
“Tak pięknie się do mnie uśmiechasz! A wiesz, mój Jezu?! Ostatnio znalazłam w internecie obrazek Mamy! Uśmiechała się na nim uroczo! Prze prze przecudnie! Umieściłam go na moim profilu na Fb. Szukałam też Ciebie uśmiechniętego, to znaczy Twojego wizerunku. Ale nie znalazlam! Malują Ciebie albo cierpiącego, smutnego, albo zamyślonego, poważnego… A uśmiechniętego nie! Tymczasem Ty cudownie się uśmiechasz! Cudownie!!! Ja kilka lat temu malowalam Ciebie uśmiechniętego – Zmartwychwstalego! Uśmiechniętego od ucha do ucha! I reakcje moich Duchowych Dzieci były skrajne! Jedno było wręcz oburzone! Jakbym jakąś profanację popełniłła! ‘Jak można namalować Jezusa AŻ TAK uśmiechniętego!’ A inne Dziecko powiedziało, że jeszcze za mało uśmiechniętego Ciebie namalowałam! Bo jesteś uśmiechem i radością samą! Też tak myślę! Czy Ktoś kto stworzył uśmiech może być smutny?! Nie może! Czy Ktoś kto stworzył żyrafę, kameleona, czy ślimaka może się nie uśmiechać?! Nie może!”
“Nie może, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus cudnie uśmiechniety.
“Albo czy Ktoś kto stworzył… mnie?! Może się nie uśmiechać?!” – szepnęłam z mocą.
“Nie może!!!!” – Jezus promieniał cały.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“A w ogóle uważam, że uśmiech mam po Tobie, mój Jezu kochany!”
“A jakże! No jasne, że po Mnie!”
Umiłowany moj Jezus promieniał cały uśmiechniety! A ja w Nim promieniałam tańcząca! Tańcząca promieniejąca! Jezusem!

UCZĘ SIĘ I DĄŻĘ!

Byłam w SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Leżałam w Jego ramionach obolała bardzo i bardzo zmęczona. Tańcząca bardzo leżałam! Uśmiechałam się do Jezusa promiennie i rozmyślałam… Rozmyślałam o moich Duchowych Dzieciach…. O tym jak są kochane i dobre i że zawsze mogę na nie liczyć….
“Bardzo dobrze wychowujesz swoje Dzieci, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Nawzajem się wychowujemy! One mnie, a ja Je!”
“Bardzo dobrze Je wychowujesz! Nie powiem, że idealnie, że doskonale bo od razu zaprzeczysz. Więc mówię, że baaaaaardzo dobrze!”
“Staram się… jakoś….”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“A Ideał jest tu! Od Niego się uczę i do Niego dążę!”-zaśmiałam się wesoło i dałam Jezusowi pstryczka w nos.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie z tkliwością…

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com