JESZCZE GŁĘBSZE…

“Dotknij mnie Jezu kochany.
Przytul do SERCA Rany.
Oczyść mnie z grzechu mojego.
Udziel miłosierdzia Swego.
Ciebie o miłosierdzie proszę.
Żarliwe modły zanoszę.
Zanoszę, przepraszam, uwielbieniam, dziękuję.
A moje serce z miłości choruje!
Pragnę tylko dla Ciebie być w Twoim SERCU.
Jak panna młoda na ślubnym kobiercu!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
“Prowadzę cię, maleńka Moja! Prowadzę cię w jeszcze głębsze Głębiny Mego SERCA! Gdzie będziesz tylko dla Mnie!”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
“Już jestem tylko dla Ciebie, kochany!”
“Jeszcze bardziej będziesz! Będziesz działać tylko we Mnie, przeze Mnie i dla Mnie!”
“Już tak jest, kochany mój!”
“Będzie jeszcze bardziej! Będziesz jak panna młoda na ślubnym kobiercu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
“Pragnę! Bardzo!” – szepnęłam z mocą.
Umiłowany mój Jezus patrzył we mnie uroczysty i dostojny bardzo! Tak bardzo, że się Go wystraszyłam! Ale On pochylił się nade mną z tkliwością, wyciągnął do mnie Swe ręce i wyszeptał łagodnie:
“Nie bój się maleństwo Moje kochane! To JA JESTEM, twój maleńki! Twój maleńki Piękniś… Nie bój się swego Pięknisia…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i wskoczyłam do Niego na rączki!
“Piękna Moja! Słodka Moja…” – wyszeptał Jezus z czułością.
Zanurzał mnie w Sobie jeszcze bardziej… W jeszcze głębszych Głębinach SERCA Swego…

W MOIM JEZUSIE!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Obsypywał pocałunkami… Słodkimi, czułymi i gorącymi…
“Całuj mnie umiłowany! Uwielbiam Twoje pocałunki… Choć gdybyś dopuścił na mnie bicze to także bym przyjęła! A gdy spoglądam wstecz w moje życie, myślę, że bicze już były…”
Jezus nie przestawał mnie całować, a Jego SERCE szeptało:
“Najmilsza Moja… jest czas smutku i czas radości. Jest czas cierpień i czas szczęścia…”
“Wiem, mój Jezu… A nie mam wątpliwości, że czas cierpień jeszcze nie raz na mnie przyjdzie. Przyjmę je bez skargi. Bo wiem, że dopuścisz je dla mojego dobra. Wszystko przyjmę od Ciebie, Jezu mój kochany! I z Tobą zniosę wszystko. Nawet najgorsze cierpienia. Z Tobą mogę wszystko! W Tobie wszystko mogę. Znosić bicze i być szczęśliwa. Tańczyć z bólu i z radości. Być smutną i radosną. ‘Cierpieć biedę i obfitować. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia’! Wszystko mogę w moim Jezusie!!!”
Jezus wciąż obsypywał mnie pocałunkami…

DARCZYŃCĘ KOCHAM!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptał z ogniem:
“Chcę coś ci pokazać, maleńka Moja!”
Nie zdążył dokończyć, a… znaleźliśmy się w kwiatach!!! Wszędzie rosły kwiaty! Cudne! Bujne! Pachnące! Lilie, róże, storczyki, irysy, maki stokrotki i słoneczniki! Fruwały owady. Pszczółki, motyle… Maleńkie i większe. Kolorowe bardzo! Nie wiedziałam gdzie jestem, ale od razu poczułam się u siebie! Wolna i szczęśliwa cala!
“Jak tu pięknie! Cudownie! A gdzie jesteśmy, mój Jezu kochany?”
“To ogród twego serca, Monisiu!”
“Ogród mojego serca??!!”
“Piękny, prawda?”
“Baaaaaardzo! Ale nic dziwnego, skoro opiekuje się nim TAKI Ogrodnik! Nic dziwnego!”
“To wszystko, te wszystkie kwiaty, pszczółki, motyle to…”-zaczął Jezus.
Przerwałam Mu  gwałtownie!
“Łaski, Dary od Ciebie, kochany!”
“Tak! Zobacz jakie piękne!”
“Baaaaaardzo piękne!” – szepnęłam z mocą, wpatrzona w umiłowanego mojego.
“Ale zobacz, Monisiu! Tu i tu! I tam! I tu!”-szeptał Jezus wskazując dłonią na Swoje Dary.
Ja jednak patrzyłam w mojego Jezusa. Tylko w Niego patrzyłam!
“Nie patrzysz? Nie podobają ci się, Monisiu?” – spytał Jezus patrząc we mnie badawczo.
“Baaaaaardzo mi się podobają! A nie kocham Darów i Łask. Kocham TEGO, Który mi to wszystko podarował! Darczyńcę kocham!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Zakochany na zabój!!! I ja patrzyłam w mojego Jezusa! Tylko w Niego patrzyłam!
“Ciebie kocham, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
Wtedy wszystko zniknęło. A ja leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. A mój umiłowany obsypywał mnie pocałunkami…

BARDZO WAŻNE

“Świadectwo zostało przyjęte do publikacji!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
“Wiem. Gratuluję!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały. Patrzyłam w mojego Jezusa z wdzięcznością…
“Nigdy bym nie przypuszczała, że opisane w nim sytuacje mogą się komuś przydać!”
“Przydać?! To świadectwo jest ważne. Bardzo ważne, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego umiłowanego zaskoczona, pytająco. Jezus odpowiedział na moje pytanie:
“Dlaczego? A dlatego, że pokazuje miłość lub jej brak moich Sług. Uczy ich jak mają kochać! Wyzwala miłość!”
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie przenikliwie…
“A co równie ważne, osoby chore, niepełnosprawne, jak ty, często w świecie uważane są za niepotrzebne, nieważne. Tymczasem osoby takie jak ty są bardzo ważne i bardzo potrzebne!”
Umiłowany moj przerwał znów na moment. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
“Jesteś bardzo potrzebna i wazna, Monisiu kochana! Dla Mnie, dla Moich Sług i dla całego Kościoła. To pokazuje to świadectwo!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z uwielbieniem… Jak w obrazek patrzyłam…

CIESZĘ SIĘ!!!

Leżałam w objęciach Jezusa bardzo obolała bardzo i bardzo zmęczona. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie…
“Tańczę bardzo, bardzo!”
“Wybacz Monisiu, ale sama chciał…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
“Kochany mój! Ty myślisz, że ja się skarżę?!”
“A nie?” – spytał Jezus niepewnie.
“Nie!!!”
Ujęłam twarz Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie!
“Nie!!! Cieszę się mój kochany! Bardzo się cieszę się że mogę z Tobą dzielić cierpienie! Baaaaaardzo się cieszę!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością, poruszony cały!
Wtulił mnie w Siebie… Bliskość niezmierna… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.

PODZIELI SIĘ!

Patrzyłam w mojego Jezusa i rozmyślałam o pewnej sprawie… Umiłowany moj Jezus patrzył we mnie głęboko, a Jego spojrzenie mówiło: “Nie myśl już o tym, maleńka Moja!”
“Masz rację mój Jezu! Nie będę o tym myśleć! Będę myśleć o Tobie!!!”
Zarzuciłam ręce na szyję Jezusowi i szepnęłam znowu:
“Potrzebuję Ciebie! Kocham Ciebie! Pragnę Ciebie! Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, Jezu mój kochany!”
Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie…
“Moja słodka!” – wyszeptał z ogniem miłości.
“Opowiedz mi proszę o SERCU Twoim!”
“Moje SERCE bardzo dziś cierpi…”
No, tak. Dziś piątek…
“Podziel się ze mną Swoim cierpieniem, mój maleńki. Proszę!”
Jezus spojrzał we mnie poruszony.
“Wielu prosi Mnie, żebym podzielił się z nimi Moją radościa. Ty prosisz, żebym podzielił się cierpieniem?!”
“Proszę!!!” – szepnęłam błagalnie.
“Podzielę się z tobą!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzył we mnie przenikliwie bardzo… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Umiłowany moj wtulił się mnie w Siebie jeszcze bardziej. Zanurzał mnie w Sobie zatapial w Miłości. I czynił z Sobą jedno.

TEMPO

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój umiłowany Jezus i ja!
“Oj, zapomniałam poprawić ten link… Ale wczoraj nagle wypadła mi bardzo ważna sprawa. Zajęłam się nią. I zapomniałam!”
Przerwałam i zaśmiałam się wesoło.
“Tak jakby grom z jasnego nieba. Tylko mniejszego kalibru! Gromek!”
Jezus zaśmiał się cudnie!
“Ale już sytuacja opanowana? Pod kontrolą?” – spytał jakby nie wiedział.
“Tak. Dzięki Tobie!”
“A możesz, Monisiu mówić jaśniej i nie być taka tajemnicza?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Oj, no! Okazało się, że brakuje drugiego kompletu modlitwy wiernych. W jednym dniu potrzebne były dwa komplety. A ja o tym nie wiedziałam. Pani redaktor dała mi czas na ułożenie do niedzieli. Ale ja ułożyłam od razu. Rano przyszedł mail, że brakuje kompletu, a popołudniu już miałam ułożone!”
“Ale masz tempo, Monisiu kochana!”
“Dzięki Tobie, mój Jezu! A link poprawię!”
“Spokojnie, maleńka, nikt cię nie goni!”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa od ucha do ucha! A On patrzył we mnie płonący cały! Jak w obrazek patrzył we mnie… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…

PRZYTULIŁ, UKRYŁ, WYSŁUCHAŁ…

“Sprawiłeś mi wieeeeelką niespodziankę!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
“Widziałem!” – Jezus promieniał cały.
“Gdy wczoraj ‘przypadkowo’ zobaczylam ten link, pomyślałam: ‘o! Dawno tego nie słuchałam!’ Włączyłam… i gdy zaczęłam słuchać… Gębusia mi się uśmiechnęła od ucha do ucha! Zdumienie, zaskoczenie i entuzjazm! Kilka lat temu wiele razy modliłam się tą pieśnią… Ale nie sądziłam, nie spodziewałam się, że aż tak mnie wysłuchasz…”
“Modliłaś się Monisiu tą pieśnią wiele razy, ale Mnie ogromnie poruszył raz. Pamiętasz który?”
Kiwnęłam głową, że tak.
“Ty opowiedz kochany!”
“Oczy zalane łzami, obolałe serce, a ty śpiewasz!”
“Odeszłam od tej modlitwy bardzo umocniona! Z przekonaniem, że mnie wysluchałeś… Ale nigdy by mi do głowy nie przyszło, że wysłuchasz mnie tak dosłownie! Dobitnie!! Tak fizycznie niemal!”
“Ja nigdy nie wysłuchuje połowicznie! Zawsze całościowo! Na całego!”
“I wysluchałeś mnie na całego! Przytuliłeś i ukryłeś!”
“Na całego!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości, poruszony cały.
“Dziękuję!”
Wtuliłam się w Jezusa jeszcze bardziej… Otulona Jego Miłością i szczęśliwa cala! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego…
O czym rozmawialiśmy? Posłuchajcie, a od razu będziecie wiedzieli o co chodzi.

NIE WYPUŚCI!

“Jak pięknie patrzysz we mnie, mój Jezu! Z jaką miłością, czułością i troską… Jak pięknie we mnie patrzysz!” – szepnęłam z zachwytem. Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością. On ujął moją dłoń w Swe dłonie, zbliżył do ust i ucałował ją gorąco… Potem przytulił do Swego policzka.
“Jak piękne jest Moje dzieciąteczko! Cudowne!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“Ty Jezu je takim stworzyłeś!” – szepnęłam uśmiechając się do umiłowanego mojego od ucha do ucha.
“Ja je takim stworzyłem. Ale różne okoliczności to piękno i cudowność w nim zatarły… Pozwoliło jednak, żebym wziął je na rączki, ukrył w SERCU i to piękno mógł w nim odsłaniać i pokazywać jemu i innym!”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
“Wziąłeś mnie na rączki, ukryłeś w SERCU Najdroższym… Nie wypuszczaj mnie z NIEGO, proszę… Nie wypuszczaj bo nie wiem co będzie! Nie potrafię żyć inaczej i nie chcę!”
“Nie wypuszczę!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce.
“Dziękuję mój Jezu! Dziękuję!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!

POWER JEZUSOWY

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. “Zauważyłeś kochany mój Jezu, że od kilku dni nie piszę gdzie jestem? Doszłam do wniosku, że nie będę pisać codziennie tego samego. Jestem w Głębinach Twego SERCA. A jak będę gdzie indziej to wtedy napiszę. W sensie w innym miejscu Twego SERCA!”
“Dziś jesteś w Głębinach, a jutro możesz być na przykład na wyżynach!” – Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
“To wtedy napiszę!”
“Bardzo dobrze, maleńka! Bardzo dobrze!”
Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
“A w ogóle kilka razy chciałam zmienić motyw na blogu, ale nie miałam siły…”
“Jak będzie trzeba to zmienisz!”
“Też tak pomyślałam. Jak będziesz chciał, żebym zmieniła to dasz mi siły. Jak chcesz, żebym coś zrobiła to dajesz mi siły, że hej!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
“Powera mi dajesz!”
“Tak! Mojego Powera!” – śmiał się Jezus cudownie! I ja się śmiałam!
“Power Jezusowy!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Z miłością.

ON WIE

“To mówisz, że mówię ludziom o Twojej Miłosci?”
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechał.
“Ale, żeby mówić o Twojej Miłosci musiałam najpierw jej doświadczyć!”
“Wystarczy tylko otworzyć się na Mnie.”
“Tak, po prostu?”
“U Mnie wszystko jest proste, to ludzie wszystko komplikują…”
“Tak, my wszystko komplikujemy…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
“Proste serca nie komplikują. Proste serca są pokorne i ciche. Jak SERCE Moje.”
“To Twoje SERCE jest… proste…?”
Jezus skinął głową twierdząco i patrzył we mnie głęboko.
“Chciałabym, żeby moje serce było podobne do SERCA Twojego!”
“A skąd wiesz, że już nie jest, maleńka?” – spytał Jezus i patrzył we mnie z takim zachwytem, że aż się zawstydziłam. Spuściłam głowę… Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie podniósł moją głowę do góry.
“Skąd wiesz, że już nie jest?”
“Nie wiem. Ty wiesz, kochany mój Jezu!”
“Ja wiem!” – wyszeptał Jezus.
Patrzył we mnie płonący cały… Dotykał dłonią mojego serca i pieścił je z czułością.

KROPELKA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja wtulona w SERCE Najdroższe i rozmyślałam…
“Kochasz wszystkich ludzi! Każdego bez wyjątku. Kochasz! Jesteś z każdym, pochylasz się gdy upadnie. Nie po to, aby go oskarżyć, osądzić i potępić. Ale by go podnieść i przytulić do SERCA. Gdyby ludzie wiedzieli jak bardzo ich kochasz, może zaczęliby żyć inaczej. Przestaliby gonić za dobrami tego świata, a zapragnęliby Dobra wiecznego. Przestaliby gonić za ułudą i namiastkami miłości, a zapragnęliby Miłości prawdziwej. Miłości, która pokornie stoi i puka do ich serc. Miłości, która żebrze o miłość. Jak im o tym powiedzieć…?”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie.
“Mówisz im o tym, Monisiu!”
“Mówię?! Jak?!”
“A na przykład pisząc tego bloga.”
“A tam… To jest jak kropelka…”
“Kropelka, która tworzy ocean. Ocean składa się z kropelek. Gdyby nie było kropelek, nie byłoby oceanu!”
“No, niby tak…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!

SERCE BOLAŁO BARDZIEJ…

Ujęłam głowę umiłowanego mojego,,zbliżyłam do siebie. I całowałam. Całowałam czoło niegdyś pokłute, podziurawione cierniami… Całowałam oczy kiedyś zalane łzami, przekrwione, opuchnięte… Całowałam policzki kiedyś poranione ciosami, piekące z bólu… Całowałam usta niegdyś zakrwawionie, rozcięte, opuchnięte…
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie, zbliżył do ust i całował. Całował, a Jego SERCE szeptało:
“Całuję czoło, obolałe… Całuję oczy niegdyś zalane łzami, przekrwione, zmęczone… Całuję policzki kiedyś bolące, piekące z bólu z powodu razow… Całuję usta niegdyś zranione i opuchnięte…”
Jezus mój słodki patrzył we mnie głęboko… Przenikliwie.
“Tak, tak kiedyś było. Dziś jestem już innym człowiekiem i nie pozwoliłabym na to. A jeśli bym pozwoliła to tylko ze względu na Ciebie, Jezu!”-szepnęłam z mocą. A po chwili dodałam:
“Zresztą serce bolało mnie bardziej niż twarz.”
“Jakaś ty podobna do Mnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Ja? Dlaczego?”
“Mnie Serce też bolało bardziej niż twarz!”
“Kochany mój Jezu!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.

POD KONTROLĄ JEZUSA

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego Jezusa… Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie. Poruszony cały…
“Zmęczo…”
“Wiem, odpocznij kochana Moja! Pracujesz dla Mnie bardzo to i nic dziwnego, że zmęczona jesteś…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Pracuję bardzo?! A ja mam wrażenie, że nic nie robię…”
“Rozpieszczasz SERCE Moje! Cierpisz, tańczysz, piszesz, malujesz! Dla Mnie! Żyjesz dla Mnie!”
“Ja widzę tylko moje słabości i grzechy!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
“One były z tobą od początku. Nie są ani większe ani mniejsze niż ostatnio. Bardziej ci przeszkadzają bo jesteś blisko Mnie. Bliżej niż kiedykolwiek. Dlatego tak ci przeszkadzaja, maleńka Moja!”
“Jestem blisko Ciebie?!”
Jezus skinął głową twierdząco.
“Tak baaaaaardzo się cieszę, kochany! Tak baaaaaardzo się cieszę!”
“Ja cieszę się niezmiernie! Nawet nie wiesz jak bardzo!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Spojrzał we mnie głęboko…
“A grzechami zajmiemy się razem. Jeśli pozwolisz, najmilsza…”
“Oczywiście! Sama nie dam rady!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego…
“Jak dobrze Mi u ciebie Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie jak w obrazek…
A ja się już w tym wszystkim pogubiłam… Zagubiłam się. I było mi z tym baaaaaardzo dobrze! Niesamowite, ale tak było! I jest! Wszystko jest pod kontrolą Jezusa. I to mi wystarczy.

BARDZIEJ I BARDZIEJ I BARDZIEJ…

Byłam w pustym kościele. Klęczalam przed Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie. Adorowałam mojego umiłowanego. Najświętszy Sakrament umieszczony był w bardzo pięknej, złotej i bogato zdobionej Monstrancji.
Wyciągnęłam ręce do umiłowanego mojego…
“Pewnie Ci zimno i smutno w tym złocie, kochany… Chodź do mnie! U mnie jest ciepło… U mnie będzie Ci dobrze! Chodź mój śliczny!” – szepnęłam z mocą.
Hostia natychmiast wyszła z Monstrancji i weszła do serca mego…
Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus mój śliczny był przy mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem wielkim.
“Pragnę Ciebie…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
“Masz Mnie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Pragnę Ciebie kochać… Coraz bardziej i bardziej…” – szepnęłam nieśmiało.
Jezus patrzył we mnie płonący cały i cały poruszony!
“Piękna Moja… jedyna… Słodka Moja…” – wyszeptał z tkliwością.
Rozpływalam się w umiłowanym moim…
Gubiłam się. Ginęłam!
“Kocham Cię Jezu ponad wszystko na świecie… I pragnę bardziej i bardziej i bardziej…” – szeptało moje serce.

ZAMIENIA

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego. Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus mój śliczny patrzył we mnie głęboko… Ja patrzyłam w Niego smutna, zawiedziona sobą…
“Pokazałeś mi moją nędzę i biedę. Moją nicość. Pokazałeś, że nie mogę na sobie polegać, że nie mogę na siebie liczyć. Jedynie mogę liczyć na Ciebie i na Tobie polegać. Jestem jak stęchły, popękany, pusty dzban…” – szepnęłam z goryczą.
A Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
“A ty myślisz, Monisiu, że jakie były stągwie na weselu w Kanię? Podobne. A ja mętną wodę zamieniłem w wyborne wino!”
“I mnie też tak możesz?!”
“Jasne!”
“To zamień, proszę!”
“Zamieniam!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z wdzięcznością. A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie ogniście…

UCZY MNIE KOCHAĆ!

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego. Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Był przy mnie. Bliżej niż kiedykolwiek…
“Aż tak mnie kochasz… Jestem dla Ciebie ważna? Aż tak…?”
“Aż tak, kochana Moja! Za ciebie umarłem na Krzyżu. Za ciebie Monisiu!”
“Tak!”
Oczywiście wiedziałam, że umiłowany moj Jezus umarł za mnie na Krzyżu. Umarł za wszystkicb ludzi i za każdego z osobna. Za mnie umarł! Wiedziałam to. Ale teraz ten fakt odkrywałam jakby od nowa. Gdy myślałam o tym ze za mnie poszedł na Krzyż otwierało się moje serce i ginęło w Jezusie… Rozdzierało się całe moje jestestwo…. Że aż tak mnie kocha… Pragnęłam odpowiedzieć na tę Miłość. Odpowiedzią na TAKĄ Miłość jest podobna miłość. Odpowiedzią na Miłość doskonałą jest miłość doskonała. A ja wiedziałam, że nie potrafię aż tak kochać… doskonale. Jestem grzeszna, słaba i pełna wad…
Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą.
“Mylisz się maleńka Moja! Możesz tak kochać! Miłość, która jest w tobie jest doskonała, ponieważ pochodzi ode Mnie. Ja jestem doskonały i jestem Miłością!”
“I mogę kochać podobnie jak Ty?!”
“Jasne! Miłość, która jest w tobie pochodzi ode Mnie i jest doskonała!”
“Naucz mnie tak kochać, mój słodki Jezu!”
“Uczę!” – Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! A ja patrzyłam w Niego jak w Obrazek!

NAJCENNIEJSZA…

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego. U Jezusa na rączkach! Leżałam tańcząca bardzo, bardzo…
“Mój słodki Jezu… Mój słodki…” – szeptało moje serce.
“Mój Skarbie! Ukryłem Sobie ciebie w Głębinach SERCA mego. I mam cię tylko dla Siebie… Tu chowam Swoje najcenniejsze skarby!”
“Niesamowite… Niepojęte! To znaczy, że jestem dla Ciebie cenna…”
“Najcenniejsza!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“Ty Jezu jesteś najcenniejszy dla mnie! A ja…”
“Dla Mnie najcenniejsza!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Płonący cały Miłością! Oczy Mu błyszczały!
“Niesamowite…” – szepnęło moje serce.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona niezmiernie…

PROŚBA

Wjechałam wczoraj wózkiem do kościoła. I od razu szepnęłam:
“Dziś Uroczystość mojego SKARBU! SERCA Najdroższego!”
“Dla ciebie, Monisiu kochana Uroczystość ta jest codziennie, prawda?” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa.
“A żebyś wiedział, mój śliczny! Jest!”
“Wiem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego! Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z czułością …
Wyciągnęłam do Niego ręce!
“Na rączki… proszę! Pliiisss!!!” – szepnęłam z mocą, uszczęśliwiona cała.
Jezus wzruszył się ogromnie… Pochylił się cały nade mną i delikatnie wziął mnie na rączki… Przytulił mnie mocno do Siebie.
“Tańczysz baaardzo, maleńka Moja!”
“Tak! Dla Serduszka Twego tańczę!”
“Więcej nawet! SERCE Moje tańczy razem z twoim sercem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
“Całuj… proszę! Pliiisss…”
Jezus spojrzał we mnie z ogniem w oczach. Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Czule, słodko i ogniście! A ja pomyślałam, że mój słodki Jezus spełnia moje prośby na poczekaniu!
“Twoja prośba jest dla Mnie rozkazem i rozkoszą, miła Moja! Słodka Moja! Piękna Moja! – szeptał Jezus z ogniem.
Ciągle mnie całował! Obsypywał pocałunkami jak deszczem! Tonęłam w umiłowanym moim…

POŻERACZKA WYRAZÓW

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego… Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z czułością i patrzył we mnie głęboko… Zapatrzyłam się w mojego umiłowanego…
“To co się ostatnio dzieje to tylko dzięki Tobie, mój Jezu!!! Tylko dzięki Tobie!” – szepnęłam z mocą, wdzięcznością i uwielbieniem.
“To dzięki twojej pokorze, ufnosci, mądrości, a przede wszystkim dzięki wielkiej miłości!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Ja jednak nie słuchałam tego co mówił.
“Tylko dzięki Tobie, mój Jezu kochany!”
Patrzyłam w mojego Jezusa, On patrzył we mnie… Długo. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości… W końcu ja przerwałam ciszę.
“A ja “zjadam” wyrazy! Łapię się na tym! Pożeram wyrazy!”-zaśmiałam się głośno i dodalam:
“Zastanawiałam się dlaczego… I doszłam do wniosku, że ręka wolno, powoli pisze, a rozum jest  szybszy od ręki… Chociaż gdyby to był rozum to by współgrał z ręką. W każdym razie ręka nie nadąża i gubi wyrazy. Najgorsze, że jak piszę to tego nie widzę! Potem też często nie zauważam… Na szczęście moje Duchowe Dzieci mi pomagają! Czytają i gdy widzą błąd, mówią mi o nim. Zawsze mogę na Nie liczyć! Zawsze!”
“One mogą liczyć na ciebie, a ty na Nie!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!

BUKIET JEZUSA

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego… Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus mój śliczny nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył zachwycony cały!
“Zrobilaś to dla Mnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Oczywiście. Dla Ciebie wszystko!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus chwycił mnie na ręce i uniósł się wielką radością!!!
“Zapuściłaś we Mnie korzenie! Jesteś Moją Lilią! Skromną, a jednocześnie bardzo piękną i dostojną.”
“A ja lubię kosaśce!! Irysy. Są takie delikatne i zwiewne…”
“Jesteś więc także Moim Iryskiem! Moją Lilią polną!”
“Lubię też słoneczniki!”
“Jesteś też Moim Słonecznikiem, co serce i głowę ma skierowaną na Mnie!”
“I stokrotki!”
“Jesteś także Moją maleńką Stokrotką!”
“I Konwalią!”
“I Konwalią!”
Zaśmiałam się perliscie uszczęśliwiona cała!
“Bukiet można by ułożyć!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“A jakże! Jesteś Moim cudnym Bukietem! Bujnym i pięknie pachnącym!”
Jezus położył Swą głowę na sercu moim i wyszeptał:
“Nic tylko upajać się tobą, Moja słodka!”

JEDNAKOWE PRAGNIENIE

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego… Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały.
“Jezuniu najsłodszy mój, daj mi pić… proszę!” – szepnęłam z mocą.
“Oczywiście! Z wielką radością, maleńka!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Wziąl mnie na ręce, przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ. I dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam ile chciałam… Pijąc patrzyłam w oczy Jezusowi i rozmyślałam…
“Jak mi TU u Ciebie dobrze! Najlepiej! Jaki jesteś kochający, dobry, delikatny i czuły! I bliski! Bliższy niż kiedykolwiek… Zawsze kiedy wydaje mi się, że bliżej już nie można, Ty zbliżasz się! I jesteś bliżej niż wcześniej! A teraz to… nie potrafię wyrazić słowami… Bliskość bliskości… Pragnę tylko z Tobą być. Nic więcej. Tylko być! Ty karmisz i poisz mnie Sobą! Wlewasz we mnie Swoje Życie! Niczego więcej nie pragnę tylko z Tobą być, kochany mój Jezu!”
“Niezmiernie radujesz Me SERCE, jedyna Moja! To także i moje pragnienie!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Z miłością i uwielbieniem…

CIESZ SIĘ ZE MNĄ!

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego… W zupełnej ciemności. Leżałam na puszystym, mięciutkim i wygodnym posłaniu. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył się obok mnie. Oparł się na łokciu i patrzył we mnie płonący…
“Rozkosz…”
“Dla Mnie też, rozkosz… A co jest rozkoszą dla ciebie, Monisiu?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“To, że jesteś, mój Jezu kochany! A dla Ciebie?”
“To, że jesteś, maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! I pomyślałam, że doszłam do takiego momentu, że kocham Go dlatego, że jest!
“U Mnie tak było od zawsze, Monisiu!”
“U mnie niestety nie…” – szepnęłam prawie bezgłośnie, oskarżając sama siebie.
Jezus uśmiechnął się do mnie łagodnie i dotknął z czułością mego policzka.
“Tak, u ciebie to była droga, Monisiu! Ale trzeba się cieszyć, że o tym wiesz, i że doszłaś aż tutaj! Ja się baaaaaardzo cieszę! Baaardzo!!! Ciesz się i ty ze Mną!”
“Cieszę się!!! Baaaaaardzo się cieszę!!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zachwycona i zakochana cała!
“Chodź do mnie, mój Jezu maleńki!” – szepnęłam z mocą.
Jezus położył Swą głowę na sercu moim. A ja objęłam Go cała…

ROZPIESZCZONE SERCE

Byłam w Głębinach SERCA Najdroższego… Leżałam w zupełnej ciemności. Na czymś mięciutkim i puszystym, wygodnym bardzo! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek…
“Odpocznij przy mnie, mój słodki!” – szepnęłam wskazując miejsce obok siebie. Jezus tulił uśmiechnął się do mnie cudownie! I położył się obok mnie. Oparł się na łokciu i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
“Jakże się cieszę, że tutaj cię mam, maleńka Moja! Że jesteś przy Mnie! To rozkosz dla Mnie to, że tu jesteś!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Zawadiacko!
“Przyniosłeś mnie tu, więc jestem!”
Smialismy się oboje! Mój umiłowany śliczny Jezus i ja! Smialismy się głośno i radośnie! Perliscie i dźwięcznie! Nasz śmiech brzmiał jakby dzwoneczki!
“Wiesz mój Jezu? Ułożyłam te cztery próbki rozważań. A teraz najtrudniejsze przede mną:  świadectwo!”
Urwałam na moment, a po chwili dodałam:
“Choć te rozważania też na początku wydawały mi się bardzo trudne. A jak zaczęłam układać poszło mi łatwo i szybko. Może tu też tak będzie…”
Znów przerwałam i znów po chwili wyrwało mi się z głębi serca:
“O mój Jezu… jaka jestem zmęczona…”
“Tak! Odpocznij maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus całując mnie w czoło.
“Ale przecież mam pieścić SERCE Najdroższe…”
“Zapewniam cię, jedyna Moja, że pieścisz JE wciąż! Nieustannie. Moje SERCE jest przez ciebie rozpieszczone!” – wyszeptał Jezus z ogniem i cudnym uśmiechem.
“Taaak!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko. A ja w Niego głęboko patrzyłam… Odpoczywałam w Głębinach SERCA Najdroższego. A umiłowany moj Jezus odpoczywal przy mnie…

TYLKO DLA SIEBIE!

Leżałam w zupełnej ciemności. Ale mimo niej, widziałam umiłowanego mojego Jezusa. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! Zakochana na zabój!
“To mówisz, mój Jezu, że jestem w Głębinach…?” – spytalam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
“Tak, maleńka Moja. Tu chowam Swoje najcenniejsze skarby!”
Ucieszyłam się, bo pomyślałam że umiłowany mój mi je pokaże. Że pokaże mi swoje skarby. Że dlatego mnie tu przyniósł!
“Nie, maleńka Moja! Nie przyniosłem cię tu, żeby ci pokazywać Moje skarby. Przynoslem cię, żeby cię wśród nich ukryć! Schować!”
Patrzyłam w Jezusa zdumiona! Nie rozumiejąc niczego…
Jezus patrzył we mnie płonący!
“Mój maleńki Skarbie! Tak bardzo pracujesz dla Mnie. Tu będziesz mogła odpocząć! Przyniosłem cię tu, żeby mieć cię tylko dla Siebie! Zrobiłem to dla Siebie!”
Patrzyłam w mojego Jezusa rozczulona Jego Miłością i dobrocią…. Poruszona niezmiernie…
“Mój kochany… mój kochany…” – szeptałam z czułością.
Patrzyliśmy tylko w Siebie nawzajem głęboko…. W miłości…

GŁĘBINY

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój umiłowany Jezus i ja! Jezus patrzył we mnie płonący! Zakochany i zachwycony cały!
“Jestem z Ciebie bardzo dumny, Monisiu!” – wyszeptał poruszony.
Chciałam Mu coś odpowiedzieć, ale nie mogłam… Nagle opadłam z sił całkowicie. Osunęłam się… Jezus złapał mnie wprawnym ruchem. Wziąl mnie na ręce i gdzieś niósł…
“Jesteś bardzo zmęczona. Musisz odpocząć, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus idąc.
Szedł długo, a wokół nas robiło się ciemniej i ciemniej. Aż całkiem pociemniało.
Jezus stanął i położył mnie na czymś puszystym i mięciutkim.
“Wygodnie ci maleńka?” – spytał z troską.
“Bardzo!”
“Jeszcze pod główkę… O, taaak…”
I pod głową poczułam jakby poduszkę.
“Gdzie jesteśmy?” – spytalam z trudem.
“W Głębinach. Odpocznij kochana Moja!”
“W Głębinach?”
“Nieważne, odpocznij teraz!”
“Nieważne?! Dla mnie ważne!”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
“Monisiu, Moja kochana, powiem ci wszystko co będziesz chciała wiedzieć. Ale teraz odpocznij… proszę!” – wyszeptał Jezus niemal błagalnie.
Umilkłam. I uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha. A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował . Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…

POMYŁKA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tańczylismy bardzo! Umiłowany mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Patrzyłam w mojego Jezusa zakłopotana, ale uśmiechnięta od ucha do ucha.
“Pomyliłam czytania… No, co teraz poradzić?”-szepnęłam z uśmiechem.
“A nie masz Monisiu do Mnie o to żalu?” – spytał Jezus jakby nieśmiało.
Zaśmiałam się perliscie!
“A o co ja niby mam mieć do Ciebie żal? O to, że ja tępa, roztrzepana, czy że mało bystra?”
Jezus śmiał się głośno! Dźwięcznie!
“No, co? Taka prawda! Ułożyłam rozważanie do innego czytania niż trzeba było. Nic to! Poprawimy, trochę zmienimy i będzie dobrze. A tamto rozważanie zachowam, może się kiedyś przydać!”
“Wklej je tu, kochana!”
“A mogę! Dlaczego nie?!”
“To wklej!”
Kiwnęłam głową, że dobrze!
“Dziś wraz z Elżbietą i Zachariaszem świętujemy narodziny ich syna, Jana. Bóg okazał łaskę staruszkom i w martwym łonie Elżbiety poczyna życie. Wcześniej w Świątyni za pośrednictwem Anioła zwiastuje radosną nowinę Zachariaszowi. Opowiada wielkie rzeczy o jego synu. Nadaje mu imię, mające odbicie w Jego istocie. “Bóg jest łaskawy” . Stary kapłan jednak nie daje wiary Bożym słowom. Zdaje się “wiedzieć lepiej” co jest możliwe, a co nie. Nie wierzy, że w starości jeszcze może mieć syna. A tym samym nie wierzy w Bożą łaskawość. Bóg jednak działa mimo niewiary starca, konsekwentnie realizuje Swój plan. Plan zbawienia ludzkości. Zachariaszowi każe zamilknąć do czasu narodzin dziecka. A sam wypowiada słowo. Słowo, które w życiu Elżbiety i Zachariasza stanie się ciałem. W pustym, zwiędłym łonie staruszki poczyna się glos. Jakby na pustyni. Poczyna się dziecko. Bóg, czuły Ojciec jest z nim od początku. Zna je po imieniu. I tka w tajemniczej bliskości. Tka jego nerki i serce. I powołuje. Wyznacza misję. Jan zanurzony w Bogu kiedyś sam będzie zanurzał ludzi w wodach Jordanu. Zachariasz milczy, widzi, że jego żona jest przy nadziei, ale nie może wykrzyczeć radości. Dziecko przychodzi na świat, a po ośmiu dniach odbywa się obrzezanie i uroczyste nadanie imienia. Elżbieta  mówi, że będzie Jan. Sąsiedzi są zdumieni, bo zawsze syn dostawał imię po ojcu, pytają Zachariasza. “Jan mu będzie na imię”- pisze. A tym samym uznaje i potwierdza Bożą łaskawość. Wyśpiewuje ją w przepięknym hymnie na cześć Jahwe.
Jan Chrzciciel jest łaską nie tylko dla swoich rodziców. Przede wszystkim jest łaską dla całego Izraela. Głosi chrzest nawrócenia, zapowiada Mesjasza. Gdy Chrystus przychodzi, Jan wskazuje Go, sam usuwa się w cień. A kiedy trzeba oddaje życie za prawdę. “

MONSTRANCJA

Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego ślicznego umiłowanego Jezusa patrzyłam…
“Mam ci coś do powiedzenia, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Słucham mój Miły?”
“Jesteś Moją Monstrancją! Prostą, skromną i piękną bardzo! Świecącą Moim światłem i Moją miłością! Jesteś Monstrancją, w której przebywam z lubością! W której jest Mi bardzo dobrze. Czuję się w niej u siebie!”
“Naprawdę?! – szepnęłam z mocą uradowana cała.
“Naprawdę, najmilsza!”
Cieszyliśmy się tym niezmiernie! Jezus i ja!
“To Ty Jezu czujesz się u mnie tak jak ja u Ciebie!”
Objęłam mojego umiłowanego całą sobą. A On wtulił mnie w Siebie jeszcze bardziej…

OGIEŃ

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i trzymał mnie w objęciach. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego ślicznego Jezusa!
“Nie za ostro ja tak wczoraj do Ciebie, kochany?”
“Lubię ostro!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Lubisz? Dlaczego?”
“Jest ogień, jest życie! W relacji Bóg – dusza powinien być ogień!”
“Też lubię ostro! Nie cierpię marazmu, obojętności!”
“Ogień rodzi bliskość! Coraz większą i większą!”
“Mogę powiedzieć że znam Ciebie, Jezu!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
“Jeszcze niedawno broniłaś się, Monisiu kiedy mówiłem ci, że Mnie znasz!”
“Znam!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja…

GŁĘBIEJ!

“Prezenciki dla moich Duchowych Dzieci zrobione! Mogę odpocząć!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA!
“Bardzo cię boli, maleństwo Moje?” – spytał Jezus, a w Jego oczach widziałam troszkę bezbrzeżną…
“Dziękuję, dziś trochę mniej. Ale wczoraj skolioza, lordoza i kifoza dawały bardzo popalić. Nie mogłam wytrzymać.”
Jezus patrzył we mnie ze współczuciem.
“Ale nic to. Tańcujemy,, prawda?”
“Pięknie tańcujesz, Monisiu!”
“Dla Ciebie, kochany!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Pragnę utonąć w Tobie!” – szepnęłam z mocą po chwili.
“Toniesz przecież!”-wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“Pragnę głębiej!”
“I co Ja mam z tobą zrobić, śliczności Moja?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Mam Ci powiedzieć, kochany?!” – zaśmiałam się perliscie.
“No, powiedz!”
“Wysłuchać! Masz mnie wysłuchać!” – uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
“To jeszcze powiedz jak!”
“Jak?! – oburzyłam się – nie wiem jak! Nie jestem bogiem! Ty jesteś Bogiem! Ty wiesz jak! Ja Ci nie będę mówić jak masz mnie wysłuchać! Jak?! Po Swojemu!”
Jezus patrzył we mnie płonący! Oczy Mu błyszczały!
“Ja naprawdę chciałem, żebyś mi powiedziała!”
“Naprawdę?! Już myślałam, że to znowu jakaś pokusa!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. Ogniście!
“Przecież ci obiecałem, maleńka Moja! Obiecałem ci!”
“Dlatego też nic nie rozumiem!”
“Chciałem, żebyś powiedziała jak mam cię wysłuchać, bo cię kocham!”
“A ja Ci nie powiem, bo Cię kocham!”
Jezus patrzył mi w oczy i ja Jemu w oczy patrzyłam…
“Niesamowite…” – wyszeptalismy jednocześnie mój Jezus i ja.
A potem tańczylismy baaaaaardzo w intymności i bliskości. A umiłowany mój zanurzał mnie w Sobie. Głębiej…