JEZUS WE MNIE

We wczorajszej notce napisałam, że bardzo się ucieszylam. To było przedpołudniem. A wieczorem… Ucieszyłam się jeszcze bardziej! Ucieszyłam…?! Nie! Nie wiem jak określić moje odczucia… Zaskoczenie? Zdumienie? Poruszenie? Miękkość w sercu? Wszystko to naraz. Co mnie tak zdumiało i poruszyło?! Słowa mojego Duchowego Syna – mojego taty. Zadzwoniła ciocia zza oceanu. I tata opowiadał jej co u nas słychać. Opowiadał między innymi o  moich problemach ze zdrowiem. I usłyszalam słowa o mnie: ‘A ona taka święta i taka cierpliwa…’ Tata rozmawiał przez telefon z ciocią w drugim pokoju. Myślał, że nie słyszę. Ale ja słyszałam.
Zdumiało mnie, że tak o mnie myśli…
Patrzyłam w mojego Jezusa głęboko. Tylko w Niego patrzyłam. Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Słodko…
“I on, tata, to we mnie widzi??!! Ja tego w sobie nie widzę, a on widzi??!”
“Wielu to widzi, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“Wielu??!”
“Tak. Wielu widzi Mnie w tobie, maleńka Moja!”
“Ciebie we mnie?”
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechał. Usmiechalam się do mojego ślicznego Jezusa od ucha do ucha! A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.