JEZU, UFAM TOBIE!!!

CAŁA NA CHWAŁĘ!

“Żyjesz w Moim świetle, Monisiu. W moim blasku. W blasku mojej miłości! – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Tak!”
“Wszystko co robisz, robisz dla Mnie! Stworzyłem cię i karmię cię Moim Ciałem, żebyś żyła dla Mnie!”
“Tak! Na Twoją chwałę!”
“Na Moją chwałę. A czy żyjesz? Czy żyjesz na Moją chwałę? Jak myślisz, maleńka?”
“Myślę, że tak… Staram się. Bardzo…”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący!
“Żyjesz! Żyjesz na moją chwałę!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem!
“Pragnę być cała na Twoją chwałę! Cała!” – szepnęłam z mocą.
“Jesteś! Cała na chwałę!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie z lubością…

CHCIAŁ

“Przysnęłaś wczoraj na Mszy, maleńka Moja” – wyszeptał Jezus łagodnie. W Jego głosie nie było ani wyrzutu, ani oskarżenia. Było stwierdzenie faktu.
“Taaak…” – szepnęłam z prostotą. Umiłowany mój Jezus uśmiechnął się do mnie i ja się do Niego uśmiechnęłam.
Na Mszy nagle ogarnęło mnie wielkie zmęczenie. Zamknęłam oczy i… nie wiem kiedy przysnęłam. Ostatnio mam coraz mniej siły. Nie mogę utrzymać się na nogach, gdy tata mnie trzyma.
“Przepra…”
“Nie przepraszaj, najmilsza. Chciałem tego.”
“Chciałeś?! Dlaczego?”
“‘A gdy będziem zasypiali, niech Cię nawet sen nasz chwali’. Pamiętasz?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Ale to chodzi o sen w nocy!”
“Tu chodzi o każdy sen! Opowiedz Monisiu co się stało gdy otworzyłaś oczy.”
Spojrzałam Jezusowi w oczy głęboko…
“Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam Ciebie pochylonego nade mną z tkliwością… Uśmiechałeś się do mnie tak cudownie, że i ja też się do Ciebie uśmiechnęłam!”
Jezus był poruszony cały…
“Siedziałaś na wózku i wpatrywalaś się we Mnie uśmiechnięta promiennie! Wielu zdrowych przychodzi do Mnie… zapatrzeni w siebie, w swoje problemy, zmartwienia, smutnych. Ze smutnymi sercami. A ty zmęczona i obolała uśmiechałaś się do Mnie cudownie!”
“A to, że przysnęłam…?”
“Chciałem, żebyś odpoczęła we Mnie!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem… Trwaliśmy w uśmiechu. Mój umiłowany Jezus i ja.

TYLKO MALEŃSTWO…

“Wszystko mi wychodzi, kochany mój Jezu! To dzięki Tobie! Dzięki Tobie, mój śliczny! Tylko dzięki Tobie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Z wdzięcznością!
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie!
“To dzięki twojej ufności, Monisiu. Jak ufasz, tak masz!” – wyszeptał Jezus z lubością.
“Czego się nie tknę to mi się udaje. To tylko dzięki Tobie, mój Jezu!”
“Jak ufasz, tak masz, maleńka Moja!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy, a ja zbliżyłam swą twarz do twarzy umiłowanego. I zaczęliśmy wzajemnie obsypywać się pocałunkami! Jezus całował mnie, a ja Jego. Całowaliśmy się jak Oblubieniec z Oblubienicą. Czule i słodko i gorąco.. I z delikatnością wielką. Całowaliśmy się. A nasze serca objęły się, przytuliły do siebie nawzajem. I tańczyły niezmiernie radosne i szczęśliwe! A tańcząc SERCE Najdroższe szeptało do mojego serca:
“Jesteś maleńka, prawda?”
“Tak!”
“Tylko maleństwo może przejść przez ucho igielne. Tylko maleństwo przeciśnie się przez ciasne drzwi. Tylko maleństwo tak ufa, że wszystko mu wychodzi. Tylko maleństwo jest wielkie w Moim Królestwie!”
Byliśmy razem, Jezus i ja. Bliziutko, baaaaaardzo bliziutko. W intymności bez końca…

WŁAŚNIE TAK!

“Adoptowałaś kolejne Duchowe Dziecko, Monisiu!”
Siedziałam u Jezusa na kolankach a On obejmował mnie z czułością i tulił do SERCA.
“Taaak! Córeczkę, moją imienniczkę!”
“To ile masz już Duchowych Dzieci?!” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“A, nie wiem! Duuuużo! Ty wiesz ile!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“A dlaczego ją adoptowałaś?
“Bo tego potrzebuje!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością…
“Pomóż jej, proszę!!! Zresztą wiem, że pomożesz! Masz ją w Swoich rękach!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie.
“Ja wszystko mam w Swoich rękach, maleńka Moja!”
“Wiem! Ale moje Dzieci masz w Swoich bardziej… bardziej niż wszystko! Wierzę w to głęboko! Wiem to!” – szepnęłam z mocą.
Umiłowany mój, słodki Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący…
“Tak, maleńka Moja! Właśnie tak!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Promiennie!
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Byliśmy razem, w bliskości i intymności… Mój umiłowany Jezus i ja!

JAK MI ZAGRA!

Leżałam w objęciach Jezusa… Tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i mocno tulił do SERCA. Patrzył we mnie z tkliwością niesamowitą… Poruszony cały.
“Zmęczona….”
“Odpocznij, maleńka. Odpocznij…”
Zamknęłam oczy. I leżałam. Jakoś nie chciało mi się spać. Chciałam tańczyć! Leżałam wciąż z zamkniętymi oczami… I usłyszalam dziwny, jakby pusty glos:
“Zatańcz dla mnie, maleńka!”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam… Pustkę… Jedną, wielką, ziejącą niczym PUSTKĘ! Nie potrafię inaczej określić tego co widziałam. Pustka! Zamknęłam szybko znów oczy. I pomyślałam że, dla pustki ja tańczyć nie będę! Leżałam… I nagle napadły mnie głosy! Jazgotliwe, skrzeczące…
“Zatańcz dla nas, maleńka! Zatańcz dla nas!”
Ich dźwięk ściskał mi głowę. Miażdzył, przygniatał! Ale mojego serca nie dotykał. Serce pozostawało spokojne i wolne.
“Będę tańczyć tylko dla Jezusa! On moim Panem i Królem! Tylko dla Niego tańczyć będę! I tylko jak On mi zagra! On moim Panem!” – szepnęłam z mocą.
Głosy natychmiast ucichły. Otworzyłam oczy. Jezus pochylał się nade mną z Miłością i uwielbieniem…
“On umiłowanym moim… On moim maleńkim!” – szepnęłam poruszona.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i pocałował mnie w czoło.
Potem przytulił policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo w intymności…

ZBYT CENNY

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
“Złapałeś mnie…” – szepnęłam z lubością.
“Zawsze cię złapię! Jesteś dla Mnie zbyt cenna, żebym mógł cię upuścić! Jesteś dla zbyt cenna, Monisiu! Najcenniejsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“I Ty Jezu jesteś dla mnie cenny! Zbyt cenny, żebym Cię miała opuścić, odrzucić… Zbyt cenny!”
Umilkłam na chwilę. Potem zaczęłam szeptać:
“Ja niczego nie mam. A jeśli mam to tylko od Ciebie i dzięki Tobie! Nie mam niczego i nikogo, oprócz Ciebie! Ty jesteś dla mnie Wszystkim i dajesz mi wszystko!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… A ja znowu szepnęłam:
“Tak! Jesteś dla mnie Najcenniejszy! Mój Skarbie!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i przytulił policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…

DLA CIEBIE, MALEŃKI!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały!
“Zatańcz dla Mnie, Monisiu!” – wyszeptał z ogniem i uśmiechem od ucha do ucha.
“Z radością!!!” – szepnęłam uradowana.
Zeskoczyłam z ramion umiłowanego, odeszłam troszkę dalej. Spojrzałam w Jezusa. Stał uśmiechając się do mnie cudownie! Pomyślałam, że dobrze by było gdyby mój słodki Jezus sobie usiadł. Byłoby Mu wygodnie. Nie zdążyłam dokończyć myśli, a zobaczyłam, że Jezus usiadł, i że jest Mu wygodnie! Uśmiechnęłam się do Niego promiennie i zaczęłam tańczyć. Zaczęłam powoli, jakby nieśmiało… nieśpiesznie. Lekko i zwiewnie… Po chwili wyskoczyłam w górę! Jak torpeda! Jak wiatr! Pływałam w Głębinach SERCA Najdroższego! Fruwałam! Czułam się jak ryba w wodzie! Jak ptaszek! Maleńki koliberek! Kręciłam piruety… skakałam! Nagle zabrakło mi sił! Całkiem z sił opadłam! Leciałam w dół… bezwolnie… Przemknęła mi przez myśl, że już po mnie! Ale umiłowany mój mnie złapał!!! Otworzył Swe ramiona, a ja w nie wpadłam! I było mi dobrze, wygodnie bardzo! I w ogóle nie czułam już zmęczenia!
“Nie miałam już siły… i leciałam!”
Jezus spojrzał we mnie głęboko.
“Ale cię złapałem, maleńka! Zawsze cię złapię!”- wyszeptał z czułością i dodał:
“Przepięknie tańczysz, Monisiu!”
“Dla Ciebie, maleńki!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… Z miłością.

O SERCE

Obudziłam się… Obudziłam się i leżałam z zamkniętymi oczami. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! Nie widziałam Maleńkiego mojego, ale czułam! Czułam Jego Obecność, Jego Miłość, Jego bliskość…
W pewnym momencie… Ktoś mnie dotknął… Poczułam delikatny dotyk, jakby muśnięcie… Pocałunek!
“Kocham cię maleńka Moja!!” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept… Nie, nie był to szept. Nie był to głos ani kobiecy, ani męski. Był to jakby słodki świergot ptaków. Ale nie były to ptaszki. Był to jakby dźwięk dzwoneczków, ale nie były to dzwoneczki… Otworzyłam oczy! Zobaczyłam Jezusa, pochylonego nade mną, który uśmiechał się do mnie cudownie!
“Co to było?! Kto to był?!” – spytałam szybko, zaciekawiona niezmiernie.
Jezus nie odpowiedział. Tylko się do mnie promiennie uśmiechał.
“Nie widziałam…” – szepnęłam ze smutkiem.
“Widzialaś, widziałaś, Monisiu! Kto widzi Mnie, widzi i JEGO!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“TATA!!!”
“TATA! On jest nieskończony!”
“A co to znaczy, że jest nieskończony?”
“To znaczy, że był, jest i będzie! Zawsze!”
“I Ty także!”
“I Ja.”
Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
“Musisz być bardzo podobny do Niego, skoro kto Ciebie widzi, widzi i Jego!”
Jezus uśmiechnął się do mnie łagodnie.
“Nie chodzi o wygląd zewnętrzny, ale o SERCE!”
“Przecież wiem!”
“Wiem, Moja jedyna, że wiesz. Ale chciałem, żebyś to powiedziała!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

TYLKO DZIECKO

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Leżałam w Jego objęciach, a On tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim.
Podniosłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
“Mój kochany, mój śliczny, mój słodki Jezu! Uwielbiam Cię! Uwielbiam!” – szepnęłam z mocą.
“Jak dobrze Mi z tobą, maleńka Moja! Jak dobrze Mi w tobie! Jak bardzo Mi dobrze!” – wyszeptał Jezus płonący cały. Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i całował mnie… Całował całym Sobą! Całował moje czoło, oczy, policzki… Całował całym mnie całą! Całował… A Jego SERCE szeptało:
“Jaka jest różnica między sługą Moim, Moim przyjacielem i dzieckiem Moim?”
“Powiedz mi, proszę!”
“Człowiek uważający się za Mego sługę, siedzi u Moich i jest gotowy na każdy Mój rozkaz. Prośby Moje uważa za rozkazy. Może jednak być rozgoryczony jak starszy syn w przypowieści o synu marnotrawnym. Przyjaciel siedzi u Mnie na kolanach, ufa Mi i pragnie żyć ze Mną w przyjaźni. Dziecko leży bezradne i bezbronne u Mnie na rączkach! Zależy tylko ode Mnie i należy tylko do Mnie. Jest ode Mnie całkowicie uzależnione niczym niemowlę od swej mamy. Takiemu dziecku Ja na wszystko pozwalam! Może zrobić ze Mną co chce i wleźć gdzie chce. Jest maleńkie więc wszędzie się zmieści! Może nawet wejść do SERCA Mego, w JEGO Głębiny! Cierpi ze Mną i ze Mną się raduje. Kim jesteś dla Mnie Monisiu?”
“Wszystkim na raz! Sługą, przyjacielem i dzieckiem!”
Jezus patrzył we mnie zaciekawiony i uśmiechał się do mnie cudownie!
“Wydaje mi się, że tylko gdy jest się dzieckiem, można być naprawdę sługą i przyjacielem!”-szepnęłam z bezczelną ufnoscią.
“Nic dodać nic ująć, maleńka!”
Umiłowany całował mnie wciąż. A ja tonęłam w pocałunkach…

NIEMOŻLIWA – MOŻLIWA

Siedziałam u Jezusa na kolankach. On patrzył we mnie z lubością i cały był dla mnie.
“Wiesz mój śliczny? Tak się czasem zastanawiam gdybym pisała ręką to czy mój charakter pisma był podobny do tego teraz, czy inny! – zaśmiałam się perliscie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Milczał. Ale ja nie oczekiwałam od Niego odpowiedzi. Po prostu dzieliłam się z umiłowanym moimi myślami.
“Dawniej pisało mi się trudno. A teraz piszę już automatycznie, jak ręką. Tylko szczęką!”
Znów się zaśmiałam!
Jezus uśmiechał się do mnie promiennie.
“Jesteś niesamowita! I jesteś niemożliwa, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“Niemożliwa?! Przecież dla Ciebie i u Ciebie nie ma nic niemożliwego!”
“Dlatego też jesteś niemożliwa i możliwa zarazem! Niemożliwa dla ludzi, ale możliwa dla Mnie!”
“Niemożliwa i możliwa, mówisz..?”- szepnęłam z mocą.
“Niemożliwa – możliwa!”
Mój słodki Jezus patrzył we mnie z dumą i lubością…

OD SPOJRZENIA

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością.
“Daj mi pić, proszę kochany!” – szepnęłam z trudem.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością. Przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… I pomyślałam o naszej wczorajszej rozmowie.
“Nie patrzyłam na to w ten sposób…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
“Punkt widzenia, zależy od spojrzenia. Od tego w jaki sposób spojrzysz na dane wydarzenia, sprawy, pismo…”
I patrząc mi w oczy przypomniał mi wydarzenie sprzed wielu lat…
Miałam wtedy lat naście, może trzynaście, może czternaście.
Moja mama pracowała w bibliotece wiejskiej. Była bibliotekarką. Chodziła do pracy na pół etatu. Czasem brała mnie ze sobą. Siedziałam na wózku przy stoliku obok mamy. Czytałam książki, oglądałam albumy, rozwiązywałam krzyżówki w czasopismach. Trzymałam długopis w ustach i wpisywałam literki w kratki krzyżówek. I kilka dni po tym jak byłam z mamą w bibliotece, ona opowiedziała mi pewną sytuację: Do biblioteki przyszła pani, znajoma mamy. Wzięła z półki plik czasopism i zaczęła przeglądać.
– O! Proszę spojrzeć jak nabazgrane! Wszystkie krzyżówki pogryzmolili! I tu i tu i tu! Dzieciaki pewnie!
Mama spojrzała przez ramię znajomej. I roześmiała się.
– A, to moja Monika krzyżówki rozwiązywała jak siedziała ze mną! – powiedziała lekko.
Znajoma zaniemówiła. Zatkało ją! Zamurowało.
– To… to pisała Monika??! Naprawdę?!! Tak pisze Monika??? Ustami??!!
Mama przytaknęła. Znajoma wiedziała, że piszę ustami, ale nigdy wcześniej nie widziała mojego pisma.
– Niesamowite… Jak ładnie! Baaaaaardzo ładnie! Nie wyobrażam sobie, że można pisać ustami… Niesamowite! I wszystkie krzyżówki rozwiązała! Niesamowite…
Pani urwała na moment i dodała:
– Proszę wybaczyć, że tak wcześniej zareagowałam… Nie wiedziałam, że to Monika ustami. Ustami!!!
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie. Słodko…
“Punkt widzenia zależy od spojrzenia, Monisiu!”
“Tak! Ucz mnie Twojego spojrzenia, mój Jezu kochany!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem…

PO SWOJEMU!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie płonący cały miłością… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
“W tobie jest więcej miłości niż grzechu, maleńka!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Te słowa mnie zdumiały! Nie wiedziałam co odpowiedzieć…
“Dużo więcej miłości!” – powtórzył mój śliczny z naciskiem. I zapytał:
“Co kochasz bardziej, odpowiedz sama sobie: MNIE, czy grzech?”
Odpowiedź była dla mnie oczywista!
“No przecież oczywiście, że Ciebie!!! Ciebie, mój Jezu!!!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej i patrzył we mnie… A moje myśli nagle skierowały się na czasopismo Oremus. Akurat wczoraj dostałam redakcji egzemplarze autorskie.
“Zobacz Monisiu jak jesteś blisko Mnie: twoje słowa są zaraz po Moich Słowach. Zaraz za Moimi Słowami są twoje!”
“Rzeczywiście! – szepnęłam zdumiona – nigdy w ten sposób nie patrzyłam!”
“Nie zaprzeczysz, prawda?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Potręciłam przecząco głową… Nie mogłam zaprzeczyć!
“Nigdy nie patrzyłam w ten sposób…” – szepnęłam onieśmielona.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie! I ja się do Niego uśmiechałam… najpierw delikatnie, nieśmiało. A potem na całego!
Pomyliłam, że umiłowany mój uczy mnie patrzeć po Swojemu!

NIE WYOBRAŻAM SOBIE…

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie w objęciach Swoich i patrzył we mnie… Tylko we mnie patrzył! Patrzył tak, że czułam się Jego jedyna i najważniejsza…
“Zadziwiasz mnie kochany!” – szepnęłam z mocą.
“Czym, najmilsza Moja?”-spytał Jezus słodko.
“Tym, że znasz mnie, wiesz jaka jestem. A mnie chcesz! I chcesz, żebym z Tobą była… coraz bardziej i bardziej i bardziej. I bliżej! Zadziwiasz mnie!”
Jezus mój śliczny zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący…
“Nie wyobrażam Sobie, żeby miało cię przy Mnie nie być! Nie wyobrażam Sobie, żebyś nie była przy Moim SERCU!”
W Jego oczach pojawiły się łzy…
“Nie wyobrażam Sobie, że nie było ciebie, Monisiu kochana w moim Królestwie! ‘Nie ma Mojej maleńkiej… Miejsce, które dla niej przygotowałem jest puste!’ – mówiłoby Me SERCE. Tęskniło by niepojęcie!!!”
“Pragnę Ciebie, Jezu! Chcę być coraz bardziej piękniejsza dla Ciebie! I coraz bardziej Twoja!!!”
Wtuliłam się w Jezusa jeszcze bardziej. A On zanurzał mnie w Sobie…

WPATRYWAĆ SIĘ…

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością! Leżałam u Niego na rączkach tańcząca bardzo. Wpatrywalam się w umiłowanego mojego z lubością. Myślałam o wczorajszej rozmowie…
“Widzisz, maleńka Moja, jeśli ktoś nadmiernie wpatruje się w siebie, w swoje wady, słabości, grzechy, nadmiernie skupiać się na sobie i swej niedoskonałości, z czasem jest nimi przytłoczony. Zniechęcony sobą. Ugięty pod ciężarem swoim i swych słabości!”
“Wiem to po sobie, kochany! Gdy za bardzo skupiam się na sobie i swoich wadach, przygniata mnie… Ale gdy zaczynam wpatrywać się w Ciebie, Jezu, to wszystko inne staje się nieważne, małe, a nawet znika! Giną w Twojej miłosiernej miłości! Uwielbiam się wpatrywać w Ciebie. I wiem, że kochaszv mnie taką jaką jestem. I, że dla Ciebie jestem najważniejsza!”
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął!
“Zabiłaś ćwieka swojej Córeczce! Nie wiedziała co ci odpowiedzieć.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
“I bardzo dobrze! Chciałam ją zachęcić do zastanowienia się nad swoim myśleniem o sobie. Że Ty myślisz o niej inaczej. Z miłością i zachwytem…. Ona troszczy się o innych, modli się za nich, pomaga. Nie widzi swojej miłości i dobroci, tylko wady. I takie rzeczy opowiada… Martwię się o moją kochany Córkę i pragnę żeby więcej, bardziej wpatrywała się w Ciebie. Wtedy będzie szczęśliwa i wolna!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z tkliwością… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…

DUŻO MUSZĘ SIĘ NAUCZYĆ!

“Wszystko się odmieniło!!! W sekundę!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Siedziałam u Niego na kolankach, otulona Miłością. Umiłowany mój obejmował mnie czule i uśmiechał się do mnie słodko.
“Jak mówiłem!” – wyszeptał z ogniem.
“W ogóle nie czekałam! Telefon zadzwonił o 7.30! Zaskoczona byłam, że tak szybko! I baaardzo zaskoczona byłam nastawieniem. Pozytywnie zaskoczona! Bo już zaczynałam wątpić. Nie w Ciebie. W tę grupę ludzi…”
Jezus patrzył we mnie głęboko, z czułością niezwykłą…
“A Ty byś nie zwatpił, na moim miejscu?! – wyrwało mi się z głębi serca – Szczególnie po tym co mnie wcześniej spotkało? Nie zwątpił byś?!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi ze smutkiem. On zbliżył Sbwą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście!
“Ja nigdy nie wątpię w człowieka, Monisiu!” – wyszeptał z naciskiem.
Zrobiło mi się głupio i wstyd… Spuściłam głowę.
“No widzisz… A ja zaczynałam wątpić. Muszę się jeszcze dużo od Ciebie kochany nauczyć!”
Jezus delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry.
“Baaaaaardzo się cieszę, maleńka Moja, że to widzisz! Bardzo się cieszę!” – wyszeptał z ogniem. I uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! I ja uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa radośnie!
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…

DZIAŁAJ!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie z miłością i poruszeniem. Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“Wiem jak bardzo tańczysz, Monisiu kochana! A tak pięknie się do Mnie uśmiechasz…”
“Kocham Cię Jezu.”
“Cierpisz bardzo!”
Kiwnęłam głową, że tak.
“Pozwól Mi działać, maleńka!” – wyszeptał Jezus z ogniem w oczach.
“Działaj, mój Jezu! Działaj!”
Umiłowany mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący.
“Dziś wszystko się odmieni, zobaczysz najmilsza. Dziś wszystko się odmieni!”
Leżałam w objęciach Jezusa, a On podsunął moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Tańczylismy bardzo w intymności bez granic! Mój Jezus i ja.

JEST SZCZĘŚLIWA!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała.
“A Ty, mój Jezu, po Wniebowstąpieniu, jako syn i Człowiek tęskniłeś na pewno za MAMĄ?” – spytalam z uśmiechem.
Jezus rozpromienil się bardzo!
“Tęskniłem, Monisiu! Jako Człowiek i Syn tęskniłem niezmiernie! A jako Bóg wziąłem MAMĘ do Nieba!”
“Taaak!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“Ona była bardzo piękna! Jej pokora i to, że zawsze pełniła tylko Bożą wolę czyniły JĄ piękną! Niczego nie robiła po Swojemu, wszystko po Bożemu. Piękno Jej wnętrza odbijało się na zewnątrz. Nie chciałem, żeby to piękno uległo zniszczeniu. Dlatego wziąlem Ją do Siebie, z duszą i ciałem!”
“Na pewno była bardzo szczęśliwa, że może być z Tobą, przy Tobie i w Tobie!”
I zaraz się poprawiłam:
“Nie była! Jest! Jest szczęśliwa!”
Jezus uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha!
“Jest szczęśliwa, Monisiu!”
Trwaliśmy w uśmiechu i szczęściu bez granic! Mój Jezus i ja.

WIELKA PERŁA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem.
“Jakaś ty piękna, maleńka Moja! Jakaś ty piękna!” – szeptał umiłowany mój z ogniem.
“No, w końcu podobna do Ciebie, kochany!” – zaśmiałam się perliscie.
“Chodź! Coś ci pokażę!”
Jezus chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy śmiejąc się radośnie! Biegliśmy chwilkę!
I stanęliśmy przed wielką, ogromną perłą! Wielką jak góra! Do perły przymocowany był łańcuszek. A raczej łańcuch! Także ogromny!
Na ten widok od razu przestałam się śmiać! I stałam z rozdziawioną gębusią! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
“Pamiętasz Monisiu tę maleńką perłę, którą dałem tobie w w jeziorze o zachodzie słońca? I którą potem Mi oddałaś na przechowanie?”
“Pamiętam! A jakże!” – szepnęłam zdumiona.
“Oto ona! Ukryłem ją w SERCU, a ona rosła wraz z twoim pięknem!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością, rozpromieniony cały.
A ja patrzyłam na tę ogromną perłę… Zagubiona byłam. Przytłoczona wielkością. I pomyślałam że nawet jej teraz nie nałożę, gdybym chciała.
“Nałożysz! Nałożysz bez problemu, Monisiu kochana!” – zaśmiał się Jezus lekko.
“A niby jak? Ona taka wielka, ogromna, a ja maleńka. Nawet jej nie uniosę. Nigdy!”
“Nigdy nie mów ‘nigdy’!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…
“W Moim Królestwie mały jest wielki! Maleńka jest największa! Uniesiesz i nałożysz!”- wyszeptał mój śliczny. Spojrzał we mnie głęboko…
“Jak piękna jest Moja Perla! Jak piękna!” – wyszeptał Jezus ogniście.

OTWARTA NA CIERPIENIE

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój wisiał na Krzyżu. Cierpiący był bardzo…
“Cierpisz bardzo, mój Jezu…” – szepnęłam z bólem.
“Bardzo, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z trudem.
“Daj mi trochę Twojego cierpienia! Podziel się ze mną, proszę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą.
“Już i tak cierpisz bardzo i sprawiasz Mi ulgę i radość. Ale gdybym dał ci trochę Mego cierpienia, zaraz przyjdzie nowe.”
“Podziel się ze mną… Proooszę!” – szepnęłam błagalnie.
“Dostaniesz, jeśli chcesz!”
Jezus spojrzał we mnie głęboko i dodał:
“Kochasz, Monisiu!”
“Kocham!”
“Więc musisz być gotowa na cierpienie. Nie ma miłości bez cierpienia!”
Kiwnęłam głową twierdząco, a Jezus wyszeptał:
“Musisz być otwarta na cierpienia, maleńka Moja!”
“Jak TY!”
“Jak Ja.”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Z miłością i czułością. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.

BO KOCHAM

“‘Nie wiem czy to cos zmienia ale odnosnie notki ja tez cie potrzebuje… Nikt inny by sie nie znalazl bo ja nie chce nikogo innego i kropka.’ – Tak napisała wczoraj moja Duchowa Córeczka. Bardzo mnie to wzruszyło… Ja też jej potrzebuję! Bardzo! I Córeczki i Synka… Potrzebuję. Potrzebuję wszystkich moich Duchowych Dzieci! I tych, które sprawiają mi ból. Wszystkie Dzieci są dla mnie ważne i nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich nie być!”
Siedziałam u Jezusa na kolankach. A On słuchał mnie z wielką uwagą. Cały był słuchaniem…
“Kochasz swe Dzieci, Monisiu!”
“Kocham! I dlatego tak mnie boli, gdy mnie ranią… Gdybym nie kochała to by mnie nie bolało.”
Jezus spojrzał we mnie z czułością i zachwytem wielkim!
“To masz podobnie jak JA.”
“Taaak…”
Jakaś ty podobna do Mnie! Jakaś podobna!”
W oczach umiłowanego mojego widziałam zachwyt… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej…

JEDNO CIAŁO I JEDNA DUSZA

Byłam przy Krzyżu Jezusa. Umiłowany mój wisiał na nim rozpostarty jak Sokół na Niebie… Cierpiący był bardzo! Mój Jezus kochany! I ja cierpiałam bardzo. Objęłam mojego ślicznego, z miłością i uwielbieniem. Delikatnie, a jednocześnie mocno bardzo. Przylgnęłam do Niego całą sobą. I Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Trwaliśmy razem policzek przy policzku, Ciało przy ciele, SERCE przy sercu. Nie wiadomo było gdzie się kończy Jezus, a zaczynam ja. Byliśmy jednym Ciałem, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Byliśmy jednym Ciałem i jedną duszą… Mój słodki wiedział co mnie boli.
“Jesteś Mi potrzebna, Monisiu! Potrzebuję cię!”
Nie odpowiedziałam.
“Gdyby nie ty, kto by otulał i ogrzewał Moje obolałe Ciało?”
“Znalazłby się ktoś inny…”
“Czy oprócz nas widzisz tu jeszcze kogoś?” – spytał Jezus ze smutkiem.
“Nie. Ale to, że nie widzę, nie znaczy że tu nikogo nieee…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
“Potrzebuję ciebie, maleńka! Potrzebuję! A jeszcze bardziej pragnę! Pragnę cię! Pragnę!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. Patrzył we mnie. Oczy Mu płonęły!
“I ja Ciebie pragnę! Bardzo! Pragnę Cię Jezu, mój piękny! Pragnę!”
Jezus patrzył we mnie słodko… Z Jego SERCA wyszła Hostia i weszła do mojego serca.
Trwaliśmy razem. Jedno Ciało i jedna dusza…

PROSTE I OCZYWISTE

“Mówisz, że nie rozumiesz, maleńka Moja. A to przecież bardzo proste. Ja wydaję plon w tobie, a ty wydajesz plon w innych ludziach!” – wyszeptał Jezus z czułością.
Siedziałam u Niego na kolankach a On obejmował mnie z wielką Miłością.
“No… jak teraz tak mówisz, kochany, to rzeczywiście jest proste!” – szepnęłam z mocą.
“Bardzo proste, Monisiu!”
“Po Twojemu, po Bożemu to proste. A po ludzku to trudne. Bo my, ludzie lubimy wszystko komplikować, utrudniać…”
“Skoro ktoś pozwala Mi w swym sercu wydawać plon to i wydaje go w sercach innych ludzi.”
Jezus, umiłowany mój spojrzał we mnie głęboko….
“W tobie, maleńka, nie ma już nic twojego. Wszystko w tobie jest Moim!”
“To dla mnie oczywiste!”-szepnęłam.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
“I wszystko we Mnie jest twoim, Monisiu!”
“I to także jest dla mnie oczywiste!” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy z bezczelną ufnością.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i ogniście…

ZIARNO

Byłam cała w Jezusie. W Głębinach Jego SERCA… Umiłowany mój trzymał mnie w objęciach. Na rączkach… leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością.
“Zasiewam ziarno w sercach ludzkich, Monisiu!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
Kiwnęłam głową, że tak. I przypomniałam sobie przypowieść o ziarnie.
“Ty jesteś Moim ziarnem, maleńka. Ziarnem Miłości, który zasiewam w sercach twoich Duchowych Dzieci! I juz wydaje Ono plon!”- wyszeptał Jezus z ogniem w oczach.
“Ziarnem Miłości…?! Wydaje plon?! Ale przecież ziarno musi najpierw obumrzeć, żeby wydać plon!” – szepnęłam zdumiona.
Jezus patrzył we mnie głęboko. Płonący cały!
“Obumarłaś i plon wydajesz. Obfity!”
“A co to za plon?”
“Wiara, Nadzieja i Miłość, maleńka Moja!”
Patrzyłam w mojego Jezusa zdezorientowana, zaskoczona i zdumiona do głębi!
“Nic z tego nie rozumiem! Nic nie rozumiem…” – szepnęłam bezradna.
Jezus uśmiechał się do mnie promiennie! I patrzył z tak wielkim przekonaniem, że…
“Nic z tego nie rozumiem, mój Jezu! Ale skoro Ty tak mówisz – przyjmuję!”
Jezus otulał mnie Sobą… A ja czułam się taka bezradna, bezbronna… wobec Miłości. I w Miłość zanurzona.

TONĘŁAM…

Byłam przy Krzyżu. Przy Krzyżu, który wczoraj widziałam. Wisiał na nim Jezus… Rozpostarty jak ptak. Jak Sokół na Niebie! Otwarty dla wszystkich! Spojrzałam na Jego twarz… Umiłowany Jezus uśmiechał się do mnie cudownie. Rozpromieniony był cały i cały szczęśliwy! Najszczęśliwszy! I ja rozpromieniłam się cała… choć cierpiałam bardzo.
“Pójdź do Mnie, miła Moja! Pójdź do Mnie, Moja radości!” – wyszeptał Jezus z ogniem i czułością niezwykłą.
Objęłam mojego ślicznego Jezusa z miłością. Objęłam Je go całego. I Krzyż objęłam. Objęłam Jezusa, a On zanurzał mnie w Sobie… Bardziej i bardziej i bardziej. I bardziej.
“Pójdź do Mnie, Monisiu kochana!” – szeptał z ogniem.
Tonęłam w umiłowanym moim.
“Uwielbiam Ciebie, mój śliczny! Uwielbiam Cię mój najsłodszy! Uwielbiam Cię!” – szeptało moje serce.

ZANURZENI W MIŁOŚCI

Byliśmy razem. Mój umiłowany Jezus i ja! Byłam w Nim. I nie interesowało, nie obchodziło mnie nic więcej. Nie obchodziło mnie w tym sensie, że wiedziałam, że jestem w Nim, w Jego SERCU, w Głębinach. I to mi wystarczyło. Nie potrzebowałam niczego więcej. Tylko Jego, mojego umiłowanego ślicznego Jezusa. Tylko Jego potrzebowałam. Tylko Jego pragnęłam. Nie potrzebowałam ani słów, ani obrazów…
Położyłam głowę na SERCU Jezusa. A Jezus położył Swą głowę na moim ramieniu… Trwaliśmy w bliskości, bez słów.
Nagle zobaczyłam obraz: Jezus wisiał na Krzyżu! Rozpostarty na nim jak sokół na niebie… Spojrzałam na Jego twarz! Była uśmiechnięta! Jezus był rozpromieniony cały! I cały szczęśliwy! Patrzyłam zaskoczona i zachwycona cała!
“Dzięki tobie, Monisiu, nie cierpię! Sprawiasz Mi ulgę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Jaaa…?” – szepnęłam zdumiona do głębi.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. I obraz zniknął!!
Odpoczywałam na SERCU umiłowanym. Mój śliczny, umiłowany Jezus spoczywał na moim ramieniu. Jak Pieczęć!
Z SERCA Najdroższego wyszła Hostia i weszła do serca mego.
Trwaliśmy zanurzeni w Miłości!

W MIŁOŚCI BEZ GRANIC!

Trwaliśmy w bliskości i intymności… Mój słodki, umiłowany Jezus i ja. Jezus obejmował mnie całą i tulił mocno do Siebie… I ja obejmowałam mojego ślicznego. Położyłam głowę na SERCU umiłowanym.
“Bądź uwielbiony! Bądź pozdrowiony! Bądź pochwalony! Bądź wywyższony! Mój umiłowany… mój słodki, mój śliczny, mój maleńki Jezu!” – szeptałam z miłością.
“Bądź uwielbiona, Monisiu kochana!” – szeptał Jezus z ogniem.
Nasze serca objęły się i przytuliły do siebie nawzajem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do mojego biednego, małego serca…
Tańczylismy bardzo w miłości bez granic!

NORMALNE

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“Bardzo Mnie wzruszyłaś i pocieszyłaś i ucieszyłaś, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Ja?! Kiedy??!” – zdziwiłam się bardzo.
Umiłowany mój spojrzał we mnie głęboko… I od razu sobie przypomniałam.
“Wczoraj oglądałam film. Nieważne teraz jaki, może kiedyś o nim opowiem, teraz nie mam siły. Więc oglądałam film. Był w nim pokazany przez chwilę mały krzyż. Krzyż był czarny, a na nim wisiała alabastrowa figura Chrystus sa. I gdy zobaczyłam mojego ślicznego, umiłowanego Jezusa z rozpiętymi szeroko ramionami… Serce mi zadrżało, z oczu popłynęły łzy.
‘Aż tak mnie kochasz! Aż tak!!!’ “
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim.
“I to nie pierwszy raz! Nie pierwszy raz gdy porusza cię Moja miłość, maleńka!”
“Gdy pomyślę jak bardzo mnie kochasz, albo po przyjęciu Komunii świętej, albo gdy przeczytam, lub usłyszę jakieś słowa o Tobie, które mnie dotkną… Porusza się, podskakuje ze szczęścia moje serce a z oczu płyną łzy.”
Jezus patrzył we mnie z tkliwością…
“Czy to… normalne?” – spytalam niepewnie.
“Jeśli się bardzo, bardzo kocha to normalne!” – wyszeptał Jezus.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę… Czule, słodko i ogniście…

PUZZLE

“Układasz mi w sercu, na nowo!” – szepnęłam z mocą.
“Jak puzzle układam!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
Posmutniałam…
“Ejże! Moje serce to nie zabawka!”
Jezus dotknął z czułością mego policzka, a potem zaczął dotykać i pieścić moje serce…
“Żartowałem, Monisiu! Jest bardzo czułe i delikatne… Żartowałem…” – Jezus patrzył we mnie przepraszająco. A co ja pomyślałam, że znów robię się nadwrażliwa na swoim punkcie. I postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
“To mówisz, kochany, że puzzle układasz?” – spytalam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus rozpromienił się bardzo nade mną!
“Luuuubię!!!” – wyszeptał z ogniem.
“Pewnie trudno układać takie puzzle… Moja siostra jak miała naście lat układała ‘Mona Lisę’ Leonarda. Miała 2000 elementów! Siedziała nad puzzlami tygodniami. I prawie ułożyła… Mówię ‘prawie’, bo ułożyła cały obraz, bez jednego puzzelka. Jeden puzzel jej został. Nie pasował! I była ‘Mona Lisa’ z dziurką w środku. W obrazie było dużo czerni i wystarczyło tylko raz gdzieś się pomylić, żeby jeden puzzel na końcu został.
A ja też układałam puzzle! Wodospad. 500 elementów. Dla mnie to było jak 2000! Też siedziałam tygodniami i układałam. Układałam powoli, bo takimi rękami było mi ciężko. Ale ułożyłam! I wszystkie elementy były na swoim miejscu. A mama powiedziała, że naklei na tekturę i powiesi jako obraz!”
Umilkłam na moment i zaraz dodałam:
“A Tobie, mój Jezu, ciężko, trudno układać puzzle mojego serca?”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
“A jak myślisz, maleńka?”
“Myślę, że trudno. Uparte takie…”
Jezus zaśmiał się perliscie!
“Teraz nie trudno. Z początku było troszkę trudno. Teraz już nie!”
Uśmiechnęłam się radośnie.
“Cieszę się, mój śliczny!”
Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Trwaliśmy w miłości i intymności…

ZWYCIĘŻYŁ!

“Bardzo mi wczoraj pomogłeś, przez moją Duchową Córeczkę…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z czułością. Szeptałam dalej:
“Już myślałam, że jestem zła, nie kochającą, wyrodna, mściwa… Męczyło mnie bardzo. Tłukło do głowy i serca. Z drugiej strony coś mi szeptało, że to nie prawda. Że to nie jest moja wina. I wczoraj ta druga… Opcja wygrała. Zwyciężyła!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
“Ja zwyciężyłem! Ja zwyciężyłem w tobie, Monisiu!” – wyszeptał z ogniem.
“Ty! Dziękuję Tobie, mój Jezu! I dziękuję mojej Córeczce!”
Umiłowany mój Jezus wciąż patrzył we mnie głęboko…
“Coś jeszcze chcę ci Monisiu powiedzieć.”
“Tak? Słucham, kochany?”
“Powiedziałaś, że gdy czujesz ulgę i niepamięć to bardzo cię to boli…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!!!
“Tak! Bardzo boli! Bardzo! Bardzo…” – szepnęłam spuszczając głowę.
“Gdybyś nie kochała, ta ulga i niepamięć w ogóle by cię nie obchodziły. Nie przejmowałabys się nimi. A ciebie boli!”

“Bardzo!”

“I właśnie ten ból ukazuje jak wielka jest twoja miłość! Ten ból jest odbiciem twojej miłości!”
Szybko podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Jezusowi.
“Taaak…??”
“Tak!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
Czułam się tak jakby znów Jezus we mnie zwyciężył! Wszystkie wątpliwości w sekundę uciekły!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja patrzyłam tylko w Niego. Z zachwytem i uwielbieniem…

O MIŁOŚCI I CIERPIENIU

“Dziękuję mój Jezu za ostatnie trudności. Za trudności, które pojawiły się wczoraj wieczorem też!”
Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością. Poruszony był cały…
“Będziesz wiele cierpieć, najmilsza Moja…” – wyszeptał łagodnie.
“Będę, kochany! Jednak prosiłam, żebyś nie mówił mi o cierpieniu, ale o Twojej miłości…”
Jezus uśmiechnął się do mnie smutno.
“Kiedy miłość Moją objawiłem przez cierpienie, maleńka.”
“To prawda!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach i szeptałam:
“Pamiętasz, mój Jezu, jak mówiłam Ci, że patrząc na Krzyż, widzę przede wszystkim Twoją miłość? Cierpienie oczywiście, też widzę. Ale miłość przede wszystkim!”
Jezus skinął głową twierdząco. A ja szeptałam dalej:
“Teraz świat odrzuca cierpienie. W telewizji co chwilę reklamują leki przeciwbólowe. Ludzie często boją się cierpienia, nie chcą go przyjąć. A gdy już na nich spadnie, buntują się przeciw Bogu. Mają do Niego pretensje, żal. Tymczasem Ty, Bóg – Człowiek przyjąłeś na Siebie nasze cierpienia. Umarłeś na Krzyżu, a po Zmartwychwstaniu zostawiłeś Rany na Ciele. Zostawiłeś Je, aby każdy kto cierpi mógł się do Nich przytulić… By wiedział, że nie jest sam!”
” Właśnie tak, Monisiu! Właśnie tak!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Oczy Mu błyszczały! I mnie oczy błyszczały Jego Miłością…

PIĘKNI

“Wiesz mój Jezu kochany, wczoraj była pielgrzymka Apostolatu Maryjnego do Mamy na Jasną Górę. I mój Duchowy Syn też tam pojechał. Ja byłam z nim duchowo. Włączyłam YouTube i zobaczyłam, że jest transmisja z pielgrzymki na żywo. Oglądałam. I w pewnym momencie zobaczyłam swojego Synka! Księdza Radka! Chodził z aparatem fotograficznym i zdjęcia robił. To świetny fotograf, piękne zdjęcia robi! A pod koniec Mszy świętej zobaczyłam przepiękny widok: Obraz Madonny z Synem, a przy nim klęczał mój Syn!”
Jezus patrzył we mnie z czułością i cudnie się do mnie uśmiechał…
“Wiedziałem jak się ucieszyłaś, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Aż mi serce podskoczyło do góry, z radości!”
“I co wtedy pomyślałaś?” – spytał Jezus rozpromieniony cały.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
“Pomyślałam, że to piękny Człowiek! Bardzo piękny…”
“Piękny Syn pięknej duchowej Mamy!”
“Klęczał przy najpiękniejszej MAMIE i Jej przecudnym SYNU…”
Urwałam na moment i dodałam nieśmiało:
“Piękni powinni się trzymać razem, prawda?”
“Piękni trzymają się razem, Monisiu!” – wyszeptał Jezus ogniście.
“Taaak!” – szepnęłam z mocą.
Trwaliśmy w bliskości i intymności… Mój słodki Jezus i ja.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com