KO – CHAM – CIE – BIE!

Obudziłam się… Obudziłam się i już chciałam otwierać oczy kiedy poczułam na policzku delikatny i czuły pocałunek…
“Nie! Zaśnij jeszcze maleńka Moja… odpocznij…”
Poddałam się więc umiłowanemu mojemu. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha. I szybko zasnęłam. Spałam długo. Obudziłam się znowu. Już zaczęłam otwierać oczy… Chciałam poprawić się na posłaniu. Nogi miałam podrętwiałe i kości bolały. Chciałam się poprawić…
“Jeszcze nie, Monisiu… Odpocznij jeszcze”-usłyszalam ciepły głos Jezusa.
Przestałam otwierać oczy. Zamknęłam je i leżałam. Jezus przytulił policzek do mego policzka i szeptał słodko:
“Moja kochana… Moja kochana…”
Serce moje biło:
“Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – cie – bie!”
Jezus zanurzał mnie w Sobie… A mi jakby nogi przestały drętwieć i kości boleć przestały.
Leżałam cała w Jezusie. Cała w umiłowanym moim! Leżałam z zamkniętymi oczami. Odpoczywałam. Było mi dobrze i błogo i słodko… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Moje serce zabiło mocniej!
“KO – CHAM – CIE – BIE! KO – CHAM – CIE – BIE!”
Czułam na policzku i nie tylko na policzku, na całym ciele deszcz pocałunków! I było mi obojętne czy nogi drętwieją i czy kości bolą. Byłam w moim Jezusie. Wciąż jestem. I to jest najważniejsze!

Facebook login by WP-FB-AutoConnect