DOM

Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę… Raz, drugi trzeci… Całował czule i słodko i gorąco. I śmiało! Całował całym Sobą! Cały był słodyczą. I ja całowałam mojego ślicznego Jezusa! Całowałam delikatnie, z czułością… Całowałam śmiało. Całą sobą! Zamknęłam oczy. Jezus całował… A ja ujrzałam przed sobą przepiękną monstrancję! Ze złota, wysadzaną drogimi kamieniami. W jej wnętrzu znajdowała się wielka Hostia!
“Pewnie Ci zimno i ciasno w tym złocie, kochany mój Jezu! Chodź do mnie! Proszę! We mnie jest ciepło i miejsca dużo…”
Nie zdążyłam skończyć, gdy Hostia wyszła z monstrancji i weszła do serca mojego…
Jezus wciąż całował. Jego SERCE szeptało:
“Jak dobrze Mi u ciebie kochana Monisiu! Jak dobrze! Jak ciepło i obszernie! U ciebie Mój dom. Jesteś Moim domem!”
“I wzajemnie, mój Jezu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus jakby nie słuchał, ale mówił dalej:
“Gdy chodziłem po świecie byłem jak bezdomny. Nie miałem gdzie głowy złożyć i odpocząć choć trochę… W tobie mogę, maleńka! W tobie Mój dom!”
“A mój Dom w Tobie, mój Jezu kochany!”
Mój maleńki całował mnie słodko i ja Jego całowałam. Tonęliśmy w pocałunkach…

Leave a Reply

Facebook login by WP-FB-AutoConnect