MGŁA…

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie mocno. I delikatnie zarazem. Z miłością i czułością tulił.
“Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
“Ja Jestem niczym mgła…” – wyszeptał z ogniem.
“Niczym mgła?!” – szepnęłam zdziwiona i zaciekawiona jednocześnie.
“Tak. Gdy wchodzę do duszy otulam jej serce niczym mgła.”
“To prawda!” – szepnęłam zachwycona.
Sama doświadczam tego! Tego otulenia… Doświadczam! Tylko do tej pory nie umiałam wyrazić tego stanu. Mgła…
“Ale w tej mgle nic nie widać!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. A ja szeptałam dalej:
“Ale wiesz, mój Jezu? Ja nie potrzebuję widzieć gdzie idę. Ty mnie prowadzisz. Ty wiesz dokąd, znasz cel. Ja nie muszę. Idę tam dokąd mnie prowadzisz. Prosto przed siebie…” – szepnęłam z uśmiechem.
“To jest właśnie miłość!”
“Miłość?” – spytałam niepewnie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… I przypomniałam sobie, że niedawno słyszałam, że takie słowa: ‘Zażyłość z Bogiem to stopnie: wiara, nadzieja i miłość. Wiara to znaczy, że wierzysz w Boga. Nadzieja, że ufasz Mu. A miłość to już nie tyle wierzysz, już nie tyle ufasz, ale kochasz. Już nie potrzebujesz wierzyć, nie potrzebujesz ufać. Tylko kochasz. Kochasz ponad wszystko inne.'”
“Właśnie tak, Monisiu. Właśnie tak!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie jak w obrazek… I ja patrzyłam w mojego umiłowanego. Jego Miłość otulała moje serce niczym mgła…