WŁASNOŚĆ

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Położyłam głowę na Jego SERCU umiłowanym i szeptałam z miłością:
“Moje SERDUSZKO Najdroższe! Jestem z CIEBIE bardzo dumna! Kochane moje! Śliczne moje! Maleńka jest dumna z CIEBIE, z mojej Własności!”
Ucałowałam JE serdecznie! I nagle głupio mi się zrobiło… Że powiedziałam ‘mojej Własności’. Przecież…
“Przepra…” – zaczęłam nieśmiało. Ale urwałam! SERCE Najdroższe uśmiechało się do mnie promiennie! Nie wiem jak SERCE może się uśmiechać, ale się uśmiechało…
Jezus patrzył we mnie tak samo uśmiechnięty jak SERCE!
“Nie uraziłam SERDUSZKA Twojego?” – wyszeptałam prawie bezgłośnie.
“Uraziłaś?! Skąd! Ucieszyłaś, uradowałaś baaardzo!”
“Ale przecież…”
“Wybrałaś JE sobie. Jest więc twoją Własnością! Twoje serce jest Moją własnością, a Mo…”
“Tak! Moje serce jest Twoją własnością! Ale to nie to samo!” – szepnęłam z mocą.
“Ależ tak! Poza tym Moje SERCE jest Własnością każdego kto łączy się z Nim w cierpieniu i miłości. I kto Moją wolę przyjmuje jako swoją.”
Nie wiedziałam co powiedzieć… Jezus promieniał cały zachwytem. Jego SERCE uśmiechało się do mnie cudownie.

TAŃCZYMY!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną poruszony niezmiernie… Położył głowę na moim ramieniu. A ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu… Tańczylismy, a nasze serca rozmawiały:
“Jezuniu najsłodszy mój! Kochany mój! Najdroższy mój!”
A SERCE Najdroższe odpowiadało:
“Maleństwo Moje kochane! Moje słodkie! Najmilsze Moje!”
Tańczylismy tak. Mój umiłowany Jezus i ja. Wciąż tańczymy… W Miłości!

OTWARTA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach rozpromieniona!
“Jestem dumna z mojego Oblubieńca, Boga i Pana!!!” – szepnęłam z mocą. I dodałam:
“Wczorajszy dzień cały był wypełniony radością! Od rana do wieczora!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! A ja szeptałam dalej:
“Wiesz mój Jezu kochany? Mam takie wrażenie, że im bardziej tańczę dla Ciebie tym bardziej mi błogosławisz, dajesz!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z lubością.
“Nie tylko dlatego, że tańczysz dla Mnie, maleńka. Im bardziej jesteś otwarta na Mnie, na Moją łaskę, tym więcej ci mogę dać!” – wyszeptał z ogniem. Umilkł na chwilę. A potem dodał:
“Zobacz jak bardzo jesteś na Mnie otwarta, że tyle ci daję.”
“Taaak…” – szepnęłam zamyślona.
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z uwielbieniem…
“Nie wiem co powiedzieć na to wszystko… Dziękuję!!!”
Jezus patrzył we mnie zakochany i rozkochany. I rozkochiwał mnie w Sobie jeszcze bardziej…

DUMNA!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Jestem z ciebie dumny, Monisiu kochana!”
“Dumny? Ze mnie? To ja jestem z Ciebie bardzo dumna, kochany mój Jezu!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“Ty, maleńka Moja? Dumna? Ze Mnie?!” – wyszeptał mój umiłowany ze zdumieniem.
“A co? Nie mogę być z Ciebie dumna?!”
“Możesz! Oczywiście!”
“Jestem z Ciebie dumna, że zechciałeś zejść na ziemię! Że uczyniłeś Wolę TATY za Swoją! Jestem z Ciebie bardzo dumna! Że oddałeś za mnie Swoje życie! Że otworzyłeś dla mnie SERCE! Że cierpiałeś za mnie! Że się zgodziłeś na tak straszną i okrutną Mękę! Że jesteś ze mną… Jestem z Ciebie bardzo dumna, mój śliczny Jezuniu! Służyć Tobie to dla mnie zaszczyt! Kochać Ciebie to dla mnie zaszczyt! Uwielbiać Ciebie to dla mnie zaszczyt!”
Jezus patrzył we mnie wzruszony i poruszony wielce!
“Oprócz TATY nikt tak jeszcze do Mnie nie powiedział! A Ja tak bardzo…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
“Będę Ci to powtarzać częściej jeśli tego potrzeee…”
Jezus zamknął mi usta pocałunkiem! Czułym, słodkim i gorącym…
“Nie potrzebuję, Monisiu… Ja pragnę!”
“Tym bardziej będę Ci to powtarzać, mój śliczny! Tym bardziej będę!” – szepnęłam z mocą.
Ucałowałam Jezusa siarczystym pocałunkiem!

WSPÓŁUDZIAŁ

“Dziś boli mnie trochę mniej, mój Jezu. Wczoraj bolało bardzo, szczególnie popołudniu i wieczorem. Ale nic to! Tańcowałam za moje kochane Duchowe Dzieci!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z czułością.
“Dałem ci wczoraj poznać owoce twego tańca!” – wyszeptał ogniście.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego promiennie!
“Rano pomogłam jednemu z moich Duchowych Synów, a popołudniu Ty pomogłeś mojej Córeczce! Nie wiedziałam co jej radzić, jak pomóc… W dodatku pisać mi było ciężko. Pomyślałam, że ja tańczę a Ty jej pomożesz. I jakiś czas później napisała, że pomogłeś!”
“To był też owoc twojego tańca, Monisiu!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Tak przemknęło mi przez myśl. Próbowałam ją odsunąć, myśląc, że to pycha. Ale się nie dała!” – zaśmiałam się perliscie.
“Bo to myśl ode Mnie!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem. I dodał:
“Działamy wspólnie, ty i Ja. Razem. Ja w tobie i przez ciebie, maleńka Moja! Ty cała zanurzona we Mnie, sama nic nie musisz robić. Ja działam przez ciebie. Masz współudział w Moim cierpieniu i ofiarowaniu. Masz i w Moim działaniu! A kiedy pójdziesz do MNIE na rączki, będziesz miała współudział w chwale Mojej!”
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z miłością i uwielbieniem. On nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

ADORACJA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach. Bez sił prawie.
“Kocham Cię Jezu! Kocham Cię, mój słodziutki!” – szeptało moje.
“Wiem maleńka Moja, że cierpisz i zmęczona jesteś ogromnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Z trudem ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam Ranę. Potem położyłam głowę na SERCU umiłowanym i też JE ucałowałam.
Moje serce szeptało:
“Uwielbiam Ciebie, Jezu! Uwielbiam Ciebie!”
Jezus patrzył we poruszony niezmiernie. Oczy Mu płonęły!
“Mimo bólu i zmęczenia adorujesz Mnie?!”
“Uwielbiam Ciebie mój śliczny!” – szepnęło moje serce.
“Mimo bólu i zmęczenia adorujesz Mnie! Mimo bólu i zmęczenia… Mój Skarbie! Mój kochany SKARBIE!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Ognisty i poruszony cały…

WTULONA W MIŁOSIERNEGO

Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie z lubością. Usmiechalam się do ślicznego Jezusa radośnie! Uszczęśliwiona!
“Dziś Twe Święto! Święto Twojego Miłosierdzia!”-szepnęłam z mocą i dodałam:
“Zanurz moje Duchowe Dzieci w Oceanie Miłosierdzia!”
“Zanurzam Je codziennie, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Wiem! Ale dzisiaj zanurz szczególnie. Proszę!”
“Oczywiście, zanurzę!” – wyszeptał Jezus z dobrocią.
“Dziękuję mój kochany! Dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
Objęłam mojego umiłowanego za szyję i przytuliłam się do Niego. Wtuliłam się w Jezusa…
“Nie poprosiłaś, abym ciebie zanurzył?
Trwałam wtulona w Miłosiernego. A moje serce szeptało:
“Jezu, ufam Tobie… Jezu, ufam Tobie… Jezu, ufam Tobie…”

WSZYSTKO!!!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Także kochany masz w Swoich dłoniach Unikat! Obchodź się z nim ostrożnie, bo cenny jest!” – zażartowałam śmiejąc się wesoło.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie! Ale od razu spoważniał. Patrzył we mnie poruszony niezmiernie. Oczy Mu się zaszkliły…
“Co mój śliczny?! Ja tylko żartowałam…” – szepnęłam z mocą, zdumiona bardzo.
“Ale JA nie żartuję! Mój kochany Unikat jest bezcenny! Najcenniejszy! Drogocenny!”
“Kochany mój Jezu!!!” – szepnęłam poruszona cała.
Jezus patrzył we mnie płonący cały!
“Ja wszystko dla Mojego Unikatu! Wszystko!”
“I Unikat dla Ciebie wszystko! Wszystko!”
“Wiem, Mój śliczny Unikacie!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem płonący…

UNIKAT

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i całował mnie… Obsypywał pocałunkami! Umiłowany mój całował, a moje serce szeptało:
“Tyle od Ciebie dostaję, kochany mój Jezu! Wczoraj jeden z moich Duchowych Synów pytał mnie o radę! Mnie! Wyobrażasz Sobie?! Chodziło o innego Duchowego Syna. Pytał co zrobić. Doradziłam. A on mnie posłuchał! Zrobił tak jak radziłam! Kiedy dziękowałam, że zapytał, odpowiedział: “Jesteś jego matką duchową, nie mogłem nie spytać. Poza tym Twoja opinia jest dla mnie ważna”. Potem pokazał mi statystyki mojego bloga. W lutym 1977, a w marcu 1898 unikalnych gości było. “Unikalnych” To znaczy takich, którzy pierwszy raz odwiedzili bloga. “Unikalni”! Bardzo duuuużo ludzi odwiedza blog!!!”- szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
“Bo ty, Monisiu, jesteś uniklalna! Dlatego proszą cię o radę, słuchają twoich rad i odwiedzają twojego bloga. Unikalna jesteś. Unikat!”
Zaśmiałam się perliscie!
“Unikaty to są w muzeum!”-szepnęłam.
Jezus zaśmiał się głośno!
“Unikaty chodzą po ziemi. Są pokorni i cisi. I robią swoje – Moją Wolę. Jesteś Unikatem, maleńka!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem… A On obsypywał mnie pocałunkami…

NAJWIĘKSZY DAR!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
“Zatańczymy, kochany?” – spytałam z uśmiechem.
“Mam dla ciebie niespodziankę, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z tajemniczym uśmiechem.
Patrzyłam w mojego Jezusa zdziwiona. I nagle… znaleźliśmy się na łące! Łąka stokrotek i lili! Cudna!!!
“Dla ciebie, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z lubością.
“Dziękuję, mój śliczny!”
Zobaczyłam, że mam na sobie przepiękną suknię balową i biżuterię!
“Dla ciebie, maleńka Moja” – Jezus promieniał cały zachwytem.
“Dziękuję mój śliczny!” – szepnęłam onieśmielona.
Zaczęliśmy tańczyć na łące wśród lilii i stokrotek…
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
“Piękne to wszystko. Dziękuję! Ale wybacz, kochany… Ja bardziej niż darów wolę Darczyńcę, bardziej niż prezentów, wolę Tego, który daje! Ciebie wolę! Ciebie pragnę! Ciebie, mój Jezu! Ty Sam jesteś dla mnie największym Darem!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! Uniósł się wielką radością! Wziął mnie na ręce i podniósł wysoko! Wysoko!
Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja!

OD UŚMIECHU

“Wczoraj serce mnie bolało, kochany!”-szepnęłam ze smutkiem.
“Wiem, maleńka Moja. Cierpiałem z tobą!”
“Już mi przeszło!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w objęciach umiłowanego mojego. Rozmyślałam:
“Jak wyglądało Zmartwychwstanie Jezusa? Nikt tego nie wie. Ale ja wyobrażam sobie, że… Bóg Ojciec pocałował Ciało Synka z niewysłowioną miłością i czułością. Syn gdy tylko poczuł pocałunek i Obecność TATY, uśmiechnął się! Tak! Uśmiechnął! Zmartwychwstanie zaczęło się od uśmiechu na twarzy Jezusa! Potem z SERCA wyszły promienie światła! Oświetliły ciemności grobu… I Jezus wstał! Powstał z martwych. Tak to sobie wyobrażam… Zmartwychwstanie zaczęło się od uśmiechu!
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem…
“U ciebie będzie podobnie, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem, rozpromieniony cały.
“No, często mówisz, że jestem do Ciebie podobna! To i podobnie zmartwychwstanę! Tylko… pragnę… Ty mój Jezu mnie pocałujesz, prawda?”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie. Nie odpowiedział. Ale dla mnie ten uśmiech był odpowiedzią…

DUMNY ZE MNIE…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
“Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu!” – wyszeptał ogniście.
“Dumny? Ja będę może z siebie dumna później.”
“No widzisz, a JA jestem już teraz!”
Tańczylismy, a nasze serca rozmawiały, bez słów. Szeptały czułości. Miłość. Nie wiem jak można szeptać bez słów, ale my szeptaliśmy…
“To Król nasz pełen chwały,, śpiewajmy Jemu pieśń! Jezus Chrystus zmartwychwstały, oddajmy Jemu cześć!”
“Zmartwychwstały Jezus jest bardzo dumny ze Swojej maleńkiej!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały. Patrzyłam w mojego ślicznego z uwielbieniem…

W NIEBIE!

“Kocham Cię, Jezu! Z Tobą mi jak w Niebie!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Mój śliczny tulił mnie do Siebie i patrzył we mnie rozpromieniony cały!
“I Mnie z tobą jak w Niebie, maleńka!” – wyszeptał z czułością.
“Naprawdę?!”
“Tak!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“To ja już jestem w Niebie!”-szepnęłam i po chwili dodałam:
“Nie muszę umierać, żeby do Nieba iść! Już w Nim jestem…!”
“Tak maleńka!”
Jezus patrzył we mnie z lubością…

CZEKAŁ, TĘSKNIŁ, PRAGNĄŁ…

“Nareszcie! Długo na TO czekałam!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus patrzył we mnie płonący i poruszony cały.
“A pomyśl, Monisiu kochana, jak długo JA, na TO czekałem!”
“Taaak! Ty na TO czekałeś nieporównywalnie dłużej…”
Spuściłam głowę strapiona…
Jezus delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył mi w oczy głęboko… Z wielką Miłością!
“Czekałem… Tęskniłem… Pragnąłem… Całe wieki! Aż w końcu TATA powiedział: “Już czas, Synku! Idź!” I poszedłem! Bardzo pragnąłem zbawić wszystkich ludzi, zbawić Moją Monisię!”
Bardzo mi podobało, że mówi do mnie osobiście… Wprost z SERCA do serca! Mówi tak do serca każdego człowieka.
“Dziękuję mój Jezu kochany za Twoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie Twoje! Baaaaaardzo dziękuję!”
“Bardzo pragnąłem zbawić Moją Monisię!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! A ja patrzyłam w Niego jak w Obrazek…

TAK BĘDZIE!

Jezus tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! I ja tylko w Niego, w ślicznego mojego Jezusa i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
” Kochany mój! Uwielbiam Ciebie! Mój śliczny! Mój umiłowany! Słońce moje! Niebo moje! Uwielbiam Ciebie! Ty nawet w grobie nie możesz spokojnie poleżeć! Odpocząć po okrutnej męce! Nie! Schodzisz do Otchłani i wyprowadzasz do Życia Wszystkich ludzi Starego Przymierza! Od Adama i Ewy począwszy! Na pewno wszyscy w szoku byli! Myśleli, że całą wieczność będą trwali w śmierci i ciemności. A tu nagle przychodzisz do nich, obdarzasz prawdziwym Życiem i Światłem! Szaleli pewnie ze szczęścia. Wychwalali Ciebie!
I ja gdy pójdę do Ciebie na rączki, nie będę odpoczywać w grobie! Będę rozdawała Twoją miłość! Rozsiewała Ją z Nieba na ziemię. Jak ziarno! Jak deszcz! Deszcz Twojej Łaski! Będę dla Ciebie tańczyć! Szaleć dla Ciebie! W Szczęściu i Miłości Twojej!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!
“Tak będzie, maleńka Moja! Tak będzie!” – wyszeptał ogniście.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!

MIŁOŚĆ I PRAGNIENIE

Jezus objął mnie całą. Objął i przytulił całym Sobą. Przylgnął do mnie. Położył głowę na moim ramieniu… Ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Rozmyślałam…
Gdy patrzę na Krzyż, na Ukrzyżowanego, widzę przede wszystkim MIŁOŚĆ. Miłość szaloną, bezgraniczną… Nie dającą się wypowiedzieć ludzkimi słowami. Oto Bóg, Syn Boży wisi na Krzyżu rozpostarty jak Sokół na Niebie. Przygwożdżony za moje grzechy! Cóż TO za MIŁOŚĆ! Cóż TO za PRAGNIENIE!
Zapatrzyć się w Tę Miłość i w To Pragnienie. I odpowiedzieć podobnym pragnieniem i podobną miłością – pragnę!!!

EUCHARYSTIA I KAPŁAŃSTWO

Dzisiaj mój Pan, Mistrz i Oblubieniec dał mi Siebie za Pokarm. Oddał mi się całkowicie, bez reszty. Pragnął, abym spożywając Jego Ciało i pijąc Jego Krew miała Jego Życie w sobie. Życie wieczne. Abym mogła Żyć Pełnią Życia! Gdy spożywam Jego Ciało, On Jezus Chrystus żyje we mnie! Miłość sama we mnie żyje! Przemienia mnie w Siebie. Chrystus stał się Chlebem, aby nakarmić mój głód. Mogę Go jeść… Po prostu. To takie proste… delikatne, pokorne, ciche i kruche. Mój Bóg i Pan przychodzi do mego serca ukryty w białym opłatku… To jednocześnie wielka Tajemnica. Jedna z największych i najpiękniejszych TAJEMNIC… Jak delikatny, pokorny i cichy jest mój Jezus… Niepojęte…
Dzisiaj Chrystus oprócz Sakramentu Eucharystii ustanowił Sakrament Kapłaństwa. W sakramencie tym udzielona zostaje duchowa władza i dana łaska do sprawowania Eucharystii oraz innych posług kościelnych.

Dzisiaj szczególnie Jezusowi dziękuję za moich Duchowych Synów, kapłanów i za Jego Kapłaństwo, którym ich obdarował!

CHCĘ CIEBIE!

Jezus tulił mnie do SERCA. Zimny, przenikliwy wiatr wiał coraz bardziej i bardziej… Już nic nie czułam. Trzęsłam się cała. Umiłowany mój Jezus dygotał cały… Trwaliśmy razem, SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
“Jakiż Ty tu samotny mój Jezu… Jakiż opuszczony… Odrzucony! I zmarznięty…” – szepnęłam z bólem.
“Przyszedłem na świat, aby wyrwać Moje dzieci ze szponów zła! Aby wyzwolić, uwolnić je z pod mocy grzechu. Przyszedłem pokorny i cichy. Moje dzieci nie chciały takiego Mesjasza! Chciały, żeby przybył z wojskiem, z armią i uwolnił je z pod okupacji. Ja pragnąłem uwolnić je od czegoś znacznie poważniejszego i ważniejszego. Nie chciały Mnie, nie przyjęły!”
” Ale wielu Cię przyjęło! Chciało! I wciąż Ciebie chcą! Ogromna większość moich Duchowych Dzieci Cię chce! Pragnie! Ja Ciebie chcę!”-szepnęłam z mocą.
“Chcesz Mnie…?”
“Oczywiście! Chcę Ciebie! Chcę!”
I dodałam:
“Czy gdybym Cię nie chciała, byłabym z Tobą tutaj??!”
Jezus jakby się obudził.
“Nie, nie byłabyś!”
“Właśnie!”
Trwaliśmy razem, SERCE przy sercu. Moje serce szeptało:
“Chcę Cię! Chcę… Pragnę Ciebie, mój Miły!”
Wiatr jakby ucichł…

NA DNIE MĘKI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Zarzuciłam Mu ręce na szyję i przytuliłam się do Niego całą sobą.
“Zaczął się Wielki Tydzień. Pragnę się teraz skupić tylko na Tobie, mój Jezu kochany! Tylko na Tobie!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. I… nagle znaleźliśmy się w czymś ciemnym i pustym i zimnym. Czułam jakby skądś wiał ziiimny, przenikliwy wiatr… A ja nagle poczułam się opuszczona, odrzucona i samotna niewypowiedzianie.
“Jesteśmy na Dnie Męki Mojej, maleńka. Będziesz tu ze Mną i będziesz Mi towarzyszyć! Niewielu tu ze Mną było. Bardzo niewielu…”
“Dziękuję, że mogę być Tu z Tobą, kochany! Dziękuję!”
Wiatr stawał się coraz silniejszy. Jezus tulił mnie mocno do Siebie…

MIŁOŚĆ UCZY MIŁOŚCI

“To Duchowe Dziecko nie nauczyło cię, maleńka, okazywać miłości?” – spytał Jezus łagodnie.
“Kochało mnie, wiem. Troszczyło się o mnie. Karmiło, ubierało, po różnych lekarzach ze mną jeździło. Ale z okazywaniem miłości…”
“Ale kochałaś Je. Kochałaś swoje Dziecko. I teraz kochasz swe Duchowe Dzieci i miłość im okazujesz!”
“Oczywiście. Kocham moje Duchowe Dzieci! Kocham wszystkie razem i każde z osobna. Kocham i staram się okazywać im miłość. Mam nadzieję, że Dzieci wiedzą i widzą moją miłość do nich. Że doświadczają mojej miłości.”
“A kto cię, maleńka, nauczył okazywać miłość?” – spytał Jezus tak jakby nie wiedział.
“W dzieciństwie Babcia. Pamiętam jak siedziałyśmy obie przytulone do siebie… Babcia całowała mnie często i mówiła z czułością:
-Moja kochana Monisiu!
A teraz…”
“Tak?”
“Oczywiście moje Duchowe Dzieci. Okazują mi miłość! Ale przede wszystkim okazywania miłości uczę się od Ciebie! Ty jesteś Miłością i uczysz mnie miłość okazywać! Miłość uczy miłości!”
Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Trwaliśmy SERCE przy sercu… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

PODOBNA DO JEZUSA

“Płakałaś Monisiu gdy o tym pisałaś…” – wyszeptał Jezus z czułością.
“Oj tam, od razu płakałam! Dwie łezki to nie płacz. Ale gdy pisałam to nagle zrobiło mi bardzo smutno i przykro…”
“A dlaczego?!” – dopytywał z ogromną troską Jezus.
“Bo w jednej chwili przypomniałam sobie siebie. Małą, samotną, wołającą, proszącą o miłość. I to moje wołanie, prośba pozostała praktycznie bez odzewu…”
Jezus patrzył we mnie. W Jego oczach widziałam miłość i całkowite zrozumienie.
“To tak jak Ja, złożony w żłobie wśród zwierzęcych odchodów. To tak jak Ja niezrozumiały przez rodziców w świątyni jerozolimskiej. To tak jak Ja wyrzucony z synagogi w Nazarecie…”
Jezus mówił, a moje serce szeptało: “No, coś w tym jest”.
“To tak jak Ja wystawiany na próbę i nierozumiany przez faryzeuszy. To tak jak Ja cierpiący samotnie w Ogrójcu. To tak jak Ja wiszący na krzyżu i patrzący na moich prześladowców.”
Za każdym razem moje serce szeptało:
“No, coś w tym jest!”
Gdy mój słodki Jezus mówił, przed moim sercem i oczami przesuwały się obrazy… Widziałam umiłowanego mojego Jezusa złożonego w żłobie, wyrzuconego z synagogi w Nazarecie, wystawianego na próbę i nierozumianego przez faryzeuszy. Widziałam umiłowanego cierpiącego samotnie w Ogrójcu i wiszącego na krzyżu i patrzącego na prześladowców… I uderzyło mnie to, że Jezus miał twarz podobną do mojej. A raczej ja miałam twarz Jezusa!
“Całe życie byłaś podobna do Mnie, Monisiu! Byłaś i jesteś!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa poruszona…

KOCHAM CIĘ!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem.
“Kocham Cię!” – szepnęłam z mocą. Objęłam mojego umiłowanego za szyję i przytuliłam się do Niego całą sobą.
Jezus obejmował mnie delikatnie. Jednocześnie całym Sobą.
“Kocham cię Monisiu!” – wyszeptał z tkliwością.
“Nie musisz mój Jezu mówić mi, że mnie kochasz. Widzę TO! Widzę każdego dnia, każdej godziny, minuty, sekundy! Widzę Twoją miłość do mnie!”
“Ale Ja pragnę ci mówić, że cię kocham, maleńka!”
“A ja pragnę słuchać…”
“Ty też, Monisiu, nie musisz Mi mówić, że Mnie kochasz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Aż się odchyliłam zdumiona!
“Nie muszę?!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko…
“Widzę ją w twoich oczach, widzę w twoim uśmiechu, widzę ją w twoich słowach i czynach. Widzę twoją miłość do Mnie!”
“Ale ja pragnę Ci mówić, że Cię kocham!” – szepnęłam z mocą.
“A Ja pragnę słuchać!”
Wtuliłam się w Jezusa jeszcze bardziej, a On objął mnie jeszcze bardziej i mocniej. Rozmyślałam…
Gdy byłam dzieckiem, miałam może 6, 7 lat bardzo potrzebowałam usłyszeć, że ktoś mnie kocha. Baaaaaardzo… I któregoś dnia moje Duchowe Dziecko, które jeszcze wtedy nie było moim Dzieckiem stało w kuchni przy zlewie i myło naczynia.
Ja czymś się bawiłam. I nagle nie wiem czemu z głębi serca wyrwało mi się:
– Nikt mnie nie kocha!!!
Dużo mnie kosztowało, że to powiedzieć…
Dziecko spojrzało na mnie zdumione, uśmiechnęło się jakby nerwowo i nie przerywając mycia naczyń powiedziało:
– Ja cię kocham.
Odwróciło głowę i dalej myło naczynia.
Było mi bardzo smutno i przykro. Słowa Dziecka wydały mi się wymuszone moim wyznaniem. Potrzebowałam, żeby podeszło do mnie, przytuliło, ucałowało mnie i powiedziało z czułością:
– Kocham cię Monisiu!
Nie dostałam tego czego potrzebowałam. Natomiast wiele razy dostawałam coś zupełnie odmiennego…
Jezus wciąż obejmował mnie z tkliwością.
“Kocham cię Monisiu!”
“Kocham Cię Jezu!”
Trwaliśmy w przytuleniu…

DLA PRZYJEMNOŚCI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Już całkiem dobrze się czuję. Dzisiaj zaczynam układa…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
“Spokojnie, zaczekaj, Monisiu! Od poniedziałku zaczniemy!”
“Od poniedziałku?! Czas ucieka!”
“Ja panuję nad czasem, prawda?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Prawda!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I dodałam:
“Wiesz mój Jezu, mam ułożyć trzydzieści rozważań, ułożyłam jedenaście. Niedługo będzie połowa, a potem z górki. I czuję się jakbym złapała zadyszkę przed tą połową!”
“Jaką zadyszkę?! Krótką przerwę tylko. A nawet jeśli jest mała zadyszka to trza odpocząć, aby minęła!” – Jezus promieniał cały.
“Posłucham Ciebie, Jezu kochany. Od poniedziałku zaczniemy. Ale mogę sobie posłuchać dla o błogosławieństwach? Dla przyjemności?”
“Dla przyjemności możesz, maleńka Moja!”
“Lubię o Tobie słuchać. Dla przyjemności!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Umiłowany patrzył we mnie jak w obrazek…

O PRZEŻYCIACH

Leżałam w objęciach Jezusa zmęczona ogromnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością. On, umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały. Wziął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ranki i siniaki po ukłuciach igły. Raz, drugi, trzeci… Potem ujął drugą dłoń i znów ucałował ranki i siniaki. Raz, drugi, trzeci, czwarty… Całował z czułością niezwykłą. Patrzyłam w umiłowanego, a moje serce opowiadało o przeżyciach. Opowiadało o siostrach, pielęgniarkach, Superbabkach. Pomocnych, troskliwych i gotowych przybiec na każde zawołanie. Najpierw zwracały się do mnie ‘pani’, a potem ‘Monia! Słońce ty nasze!’. Opowiedziało jak na sali operacyjnej anestezjolog nie mógł wbić mi się w żyłę. Sześć razy kłuł, aż w końcu się udało. Opowiadalo o zabiegu i o tym, że wykryto przy okazji coś jeszcze. Opowiadało o podpisach, które które musiałam składać na różnych dokumentach. Wszyscy w szoku byli, że ‘tak ładnie się podpisuję ustami. W końcu postanowiłam powiedzieć, że ja ustami maluję. Jedna z pielęgniarek powiedziała: ‘Wiemy, że jest takie wydawnictwo Amun, że są tam artyści, którzy malują ustami i nogami. Kupujemy od nich kartki i kalendarze!’
‘Ja do Amunu należę’- powiedziałam nieśmiało. ‘Pani należy do Amunu??!’ ‘tak’. ‘Niesamowite! I dopiero teraz pani nam o tym mówi?!’ Zawołała do drugiej pielęgniarki: ‘Kasiu! Monika jest z Amunu!’. Cieszyły się obie!
“I tak… Cieszę się, że już po…” – szepnęłam do umiłowanego z trudem.
“Odpoczywaj teraz maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Przytulił mnie mocno do Siebie. Z SERCA Jego wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus tulił mnie w objęciach. A ja odpoczywałam w słodkim moim… Wciąż odpoczywam.

ZATONĘLIŚMY…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam i patrzyłam w oczy umiłowanemu mojemu. Przede mną być trudne dni. Mogłabym zapytać Jezusa o to co przyniosą. Ufam, że by mi odpowiedział. Jednak zbytnio się nie martwiłam, a raczej martwiłam się coraz mniej. Teraz obchodził mnie tylko On, mój śliczny, umiłowany Jezus. Patrzył we mnie jak w obrazek…
“Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany”-szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“Ja Jestem zakochany!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie ogniście.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
“W kim?”
Jezus zaśmiał się perliscie!
“Domyśl się, maleńka Moja!” – wyszeptał całując mnie słodko.
Po chwili dodał:
“I zazdrosny jestem!”
“Nie masz chyba powodów do zazdrości?”
“Nie mam. Mówię jaki jestem.”
“Aha! “- szepnęłam ze zrozumieniem. Czytałam, że Bóg jest Bogiem zazdrosnym. Umiłowany moj Jezus mówił dalej:
“A z miłości i zazdrości wypływa, rodzi się pragnienie…”
Jezus urwał na moment. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
“Pragnę cię, Moja Monisiu!”
“I ja Cię pragnę, mój Jezu…”
Zatonęliśmy w sobie nawzajem. Ja w umiłowanym, a On we mnie…

OCZYWISTE!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca i bardzo zmęczona. Rozmyślałam… Umiłowany moj Umiłowany mój znał moje myśli. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie.
“Cokolwiek się zdarzy, Jestem z tobą, maleńka Moja! Jestem z tobą.”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa z trudem.
“Wiem, że jesteś, wiem kochany. To oczywiste, że jesteś ze mną.”
I znów uśmiechnęłam się do Jezusa. On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i obsypywał mnie pocałunkami jak deszczem…

MAM SWÓJ STYL

“Obraz ‘Anioł Stróż” skończony, mój Jezu! Jest piękny! Cudnie go namalowałeś! Dziękuję Ci!”-szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“To ty go namalowałaś, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Ale Ty mi pomogłeś. Prosiłam, żebyś mi pomógł namalować. I mi pomogłeś. Dziękuję, mój śliczny!”
Uśmiechałam się do umiłowanego radośnie!
“Dla ciebie wszystko, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z czułością.
“Pokazałam zdjęcie obrazu pani, która go zamówiła. Napisała, że powstało coś wyjątkowego i pięknego, i że jest wzruszona! A gdy go zobaczył Mikołaj to powiedział, że bardzo mu się podoba. I że od razu widać, że jest mój, że ja go namalowałam!”
“Masz swój styl, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z dumą.
“I bardzo dobrze. Malarz powinien mieć swój styl. Cieszę się, że nie jestem mdła, nijaka i bezbarwna!” – zaśmiałam się perliście.
“Ty mdła, nijaka i bezbarwna?! Monisiu, jesteś wyrazista, charrrakterna, sugestywna i bardzo kolorową Damą Mego SERCA!”
“I dobrze!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Z lubością patrzył…

NIETKNIĘTA

“Wiesz mój Jezu, wczoraj uświadomiono mi, że już nie będę… Lekarz mówił, że będą ostrożni i delikatni. A tu okazuje, że nie. I już nie będę… Całe życie byłam dla Ciebie, nietknięta. A tu już nie będę…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały!
“Dla Mnie byłaś, jesteś i będziesz maleńka Moja! Piękna, czysta i nietknięta!” – wyszeptał wzruszony. A po chwili dodał:
“Będziesz, Moja śliczna!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem… Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie zachwycony cały…

SPOKOJNIE.

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały. SERCE szeptało słowa czułości, które nie sposób po ludzku wyrazić…
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Zakochana cała…
“Zmęczona jestem, kochany mój Jezu i boli wszystko. Nie mam głowy, żeby układać…”
“Spokojnie maleńka Moja. Mamy czas, ułożymy. Nie martw się.”
“Nie martwię się. Tylko Ci mówię, mój śliczny!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
Mój śliczny pochylił się i ucałował mnie w czoło. Najczulej…
“Potrzebuję jeszcze poczytać, pomyśleć…”
“Spokojnie, maleńka. Odpocznij. Mamy czas. Teraz będziesz zajęta czym innym. Spokojnie…”
Patrzyłam w mojego Jezusa z lubością…