ŻYJĘ!!!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptał ogniście:
“Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu. I bardzo ci dziękuję!”
“A za co?” – zaśmiałam się perliscie. Domyślałam się!
“Dowiesz się później od swojej córeczki!”- Jezus promieniał cały uśmiechem.
“Ok!”
Umiłowany mój patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
“Żyjesz w świetle Mego spojrzenia…” – wyszeptał gładząc mój policzek.
“I w Twoim uśmiechu!”
“W uśmiechu też, oczywiście!” – Jezus wyglądał na bardzo uradowanego, że to powiedziałam.
Położyłam dłoń na SERCU umiłowanym.
“Żyję w biciu Twego SERCA…”
Potem położyłam dłoń na ustach Oblubieńca.
“Żyję w mocy Twego Słowa…”
Potem zaśmiałam się wesoło!
“I żyję w czuprynie Twoich włosów!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! A ja ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie!
“Żyję w Twoich dłoniach, po prostu!”
Umilkłam. Jezus pochylił się nade mną. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący!
“Żyję w blasku twego spojrzenia… Żyję w twoim uśmiechu… Żyję w biciu twojego serca… Żyję w twoich słowach… Żyję w tobie całej, maleństwo Moje!”
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona i wzruszona cała… Umiłowany wyszeptał:
“JA żyję w tobie, a ty we MNIE żyjesz, Monisiu kochana!”
“Żyję, bo Ty we mnie żyjesz! Gdybyś we mnie nie żył, pewnie bym żyła, ale co to by było za życie… Nie życie!”
“Gdybyś we MNIE nie żyła, JA nie żył bym w tobie…”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością, zachwytem i uwielbieniem… Mój słodki Jezus i ja.

Gdy piszę te słowa wiem, że ta cała rozmowa była jednym wielkim podziękowaniem umiłowanego… I szczęśliwa jestem, że Go sobą nie zasloniłam!