KAJA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego ramionach wtulona w Miłość i opowiadałam:
“Kotka Kaja pojawiła się u nas po wakacjach, zeszłego roku. Kulała bardzo na przednią łapkę. Wszystkich się bała, drapała, gryzła. Moja siostra pojechała z kotką do weterynarza, który powiedział, że łapka została bardzo przetrącona i że wygląda na to że ktoś musiał ją bardzo mocno kopnąć butem. Weterynarz dał jej zastrzyk przeciwbólowy i przepisał antybiotyk. Kotka dostała miejsce kotłowni. Miała swoje legowisko, ciepło i wygodnie. Łapka goiła się bardzo wolno. Powoli też kotka łagodniała i odzyskiwala zaufanie do nas. Dzieci ją głaskały, tata brał ją na ręce. Mnie się jednak bała, bała się wózka. Postanowiłam, że to będzie moja kotka, dałam jej na imię Kaja, kupowalam karmę i żwirek do kuwety. Powoli Kaja oswajała się ze mną i z wózkiem. Upodobała sobie moje łóżko, często na nim się kładła i się wylegiwała, spala i chrapała nawet. Do mnie na kolana jednak długo nie przychodziła. Postanowiłam, że nie będę brać jej na siłę. Będzie chciała to sama do mnie przyjdzie. Długo czekałam. Aż wczoraj… Przyszła do mnie na kolana! Pierwszy raz. Przyszła sama z siebie! Zaczęła się do mnie przytulać i nadstawiała się, żebym ją głaskala. Głaskalam z radością i delikatnie, żeby jej nie spłoszyć. A ona takie figury robiła, że myślałam, że spadnie mi z kolan. Ale gdzie tam! Przytuliła główkę do mojej twarzy. A potem ułożyła się na kolanach i zaczęła lizać moją dłoń. Potem chapsnęła, ale delikatnie, nie żeby ugryźć. Raczej to było spoufalenie się. Chapsnęła i znów lizała moją rękę. Głaskalam ją po główce. Potem wstała i zeskoczyła z moich kolan. Nie zatrzymywałam jej. Po jakimś czasie przyszła do mnie znowu i znów chciała, żebym ją głaskała!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Widać, że spodobało się Kai u mnie, że przyszła drugi raz!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
“Jej zachowanie jest obrazem ciebie, maleńka Moja!”
“Obrazem mnie?” – spytałam zaciekawiona.
“Obrazem twojego zbliżania się do mnie. Stopniowego, ale konsekwentnego. Obrazem nabierania coraz większego zaufania. Oswajania się. Coraz większej bliskości.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa i wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej. Pomyślałam, że zrobiłam tak jak Kaja wczoraj wobec mnie.
“Masz rację mój Jezu kochany! Masz rację!”
Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…