UWIELBIENIE…

Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego.
“Mój piękny…” – szepnęłam z mocą. Głaskalam policzek Jezusa z czułością… Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
“Masz rację, maleńka! Wszystko co w tobie, uwielbiam!” – wyszeptał ogniście.
Zawstydzona spuściłam głowę. Ale zaraz potem podniosłam. Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego z uwielbieniem! Nie mogłam się w Niego napatrzeć!
“Uwielbiam Ciebie całego, Jezuniu kochany! Uwielbiam Twoją Miłość! Uwielbiam Twoje SERCE, zranione. Otwarte dla mnie, abym przychodziła do NIEGO i piła ze Źródła zbawienia. Uwielbiam Twoje oczy, Twe spojrzenie. Pokorne i łagodne, a jednocześnie przenikające na wskroś! Uwielbiam Twoje słowa, trafiające wprost do mego serca. Ostre jak miecz obosieczny! Uwielbiam Twoje Rany… Uwielbiam ręce i nogi Twoje!”- wyrwało mi się z głębi serca.
Spojrzałam w Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
“I włoski Twoje uwielbiam! Bo mogę z nich loczki robić!”
Jezus patrzył we mnie z uwielbieniem…

TAK PO PROSTU…

Jezus wisiał na Krzyżu rozpostarty jak Sokół na Niebie. A jednocześnie trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej.
– Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?” – spytałam z trudem.
“Uśmiechnij się do Mnie, Monisiu! Uwielbiam twój uśmiech!” – wyszeptał Jezus ogniście.
“Ty wszystko we mnie uwielbiasz!” – szepnęłam oburzona. Chciałam usłużyć umiłowanemu czymś więcej niż tylko uśmiechem!
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
“Masz rację, maleńka. Wszystko w tobie uwielbiam!”
Potem zbliżył Swą twarz do mojego serca.
A najbardziej uwielbiam twe serce! Takie proste, jasne, czyste i niewinne.”-wyszeptał umiłowany żarliwie.
I ucałował moje serce. Sięgnął dłonią do Rany SERCOWEJ, wyjął z Niej Hostię i włożył JĄ wprost do serca mego. Tak po prostu! Potem położył głowę na nim… Byłam oszołomiona! Zdumiona! Oniemiała!
“To można… tak po prostu włożyć…??!!”
“W tych, którzy Mi pozwolą mogę wszystko. W najbliższych, największych i najbardziej zaufanych!”
“Aaaa…”
Gdy wyszłam troszkę ze zdumienia spytałam umiłowanego:
“To jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?”
“Uśmiechnij się do Mnie, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On, mój śliczny Jezus, całował mój uśmiech…

PASJA MIŁOŚCI

Spałam… To znaczy nie wiedziałam, że śpię, potem się dowiedziałam. Byłam w katedrze wawelskiej. Siedziałam na wózku pod figurą Czarnego Chrystusa wiszącego na krzyżu. Wpatrywalam się w Jego Oblicze… Oczy miał zamknięte… ale nie wyglądał, że cierpi. Wyglądał jakby spał. Patrzyłam w Niego z tkliwością. W pewnej chwili Jezus otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie cudownie… I ja uśmiechałam się do mojego ślicznego… I tak trwaliśmy razem we wzajemnym zapatrzeniu i uśmiechu… Patrzyłam, patrzyłam… I nagle mnie olśniło! To jest mój Jezus! To mój Jezus! Gdy sobie to uświadomiłam, uniosłam się w górę i znalazłam się blisko twarzy Chrystusa. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością….
“To Ty! To Ty wypatrujesz się we mnie! Ciągle się wpatrujesz!”
“To Moja pasja, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z lubością.
“Pasja?!” – szepnęłam zdumiona i zachwycona jednocześnie.
“Pasja Miłości!” – Jezus patrzył we mnie ogniście.
“Pragnę by była i moją pasją!”
“A może już jest, maleńka! Może już jest!”
Patrzyłam w umiłowanego mojego. Karmił mnie Swoim Ciałem i wpatrywał się we mnie z pasją…

O ŻYCZLIWOŚCI, KOPALNI I DUCHU

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach. Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
Jezus patrzył zakochany na zabój i rozpromieniony cały!
“Wiesz mój Jezu? Patrząc na wydarzenie, które wczoraj opisałam z dystansu to kabaret jest. Tragifarsa. Domyślam się, że nie byłam pierwszą niepełnosprawną, którą w ten sposób potraktowano…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
“Niestety, Monisiu. Nie pierwszą i nie ostatnią”-wyszeptał Jezus ze smutkiem.
“Taaak…”
Zamyśliłam się… Chwilę później spojrzałam w Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
“Nie wszyscy tak mnie traktują. Większość ludzi traktuje mnie normalnie, zwyczajnie, po ludzku. Z życzliwością i empatią. Na przykład pan przewodnik z kopalni w Bochni. Codziennie o godz 16.00 organizowane są wycieczki po kopalni dla osób niepełnosprawnych. Kupiłam bilety wcześniej przez internet. W kasie tylko je skasowano. Pan przewodnik przyszedł, przywitał się i zaczął z nami rozmawiać jak z dobrymi znajomymi. Byłam z tatą i kuzynem szwagra. Zjechaliśmy windą górniczą do kopalni. Pan przewodnik opowiadał bardzo ciekawie, interesująco. W pewnej chwili zwrócił się do mnie z uśmiechem:
– Teraz będzie ciemno i głośno. Nie wystraszy się pani?
– Nie. A dlaczego miałabym się wystraszyć? – zaśmiałam się wesoło.
– Duch będzie! – pan przewodnik także się śmiał.
– Eeee tam, ja się duchów nie boję! – śmiałam się.
– No, niektórzy się boją, dlatego uprzedzam.
– Ja się nie boję.
– To dobrze! – uśmiechnął się do mnie przewodnik.
I rzeczywiście za chwilę w kopalni zgasło światło, zrobiło się głośno. I na ścianie kopalni pojawił się duch! Duch czeskiego zakonnika, który opowiadał o powstaniu kopalni i jej początkach. Potem pan przewodnik bite dwie i pół godziny oprowadzał mnie po zakamarkach kopalni. Baaardzo mi się podobało! Tylko muszę przyznać, że mimo, że miałam na sobie ciepły sweter, zmarzłam! A tacie ból gardła przeszedł, jak ręką odjął!”
Jezus patrzył we mnie uśmiechniety cały. I ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha.

O WRZASKACH, PLATFORMIE I TELEPORTACJI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Co ci maleńka Moja się nie podobało na wyjeździe?” – spytał takim tonem, że wiedziałam, że Jemu też coś się nie podobało.
“Wszystko mi się podobało!” – szepnęłam bez zastanowienia.
Jezus spojrzał we mnie głęboko…
“A jednak jest coś co ci się nie podobało!” – wyszeptał z naciskiem.
“Aaa! To! Rzeczywiście mi się to nie podobało. Ale to ludzka wpadka…”
“Opowiedz proszę o tym!”
Kiwnęłam głową, że dobrze i zaczęłam opowiadać:
“W Krakowie byłam już kilka razy. I zawsze kiedy musiałam skorzystać z toalety, chodziliśmy do Sukiennic. Tam była toaleta na parterze, co prawda niezbyt przystosowana dla osób niepełnosprawnych, ale duża i wygodna. Ostatnio jak byłam osiem lat temu, tam trwał remont. I teraz byłam pierwszy raz po remoncie. Przychodzimy, tata otworzył drzwi… A tam schody w podziemia! Duuuużo schodów. Ale widzimy, że jest też złożona platforma dla wózków. To znaczy, że mogę zjechać na dół.
– Poczekaj, pójdę zobaczyć – powiedział tata. Zostawił mnie przy drzwiach, a sam poszedł na dół, w podziemia. Długo go nie było. Potem mi opowiadał, że pani, która brała opłaty za skorzystanie z toalety, nie chciała pomóc mi zjechać platformą. Kazała iść na ul. Staszica, 1,5 km dalej, potem tłumaczyła, że ma w kasie dużo pieniędzy i musi ich pilnować. A kiedy tata nie dawał za wygraną, widząc, że się go nie pozbędzie, łaskawie zaczęła rozkładać platformę. Kiedy ją rozłożyła, okazało się, że platforma zajmuje całą szerokość schodów. I kiedy będę zjeżdżać na dół i wjeżdżać na górę, nikt inny nie będzie mógł skorzystać z toalety.
– Uwaga! Uwaga! Proszę wszyscy zejść ze schodów! Pani na wózku inwalidzkim chce skorzystać z toalety! Schody zablokowane! Proszę nie wchodzić na schody! – wrzeszczała pani na cały Kraków. Niektórzy ludzie uciekali w popłochu. Inni nie słuchali tych wrzasków. Pani wrzeszczala jeszcze glosniej:
– Ile razy mam powtarzać!!! Nie wchodzić na schody! Pani na wózku zjeżdża!!!
Tak wrzeszczała na cały Kraków. A ja ustawiona na platformie zjeżdżałam sobie jak królowa… Jak królowa?! Nie! Cała byłam w strachu. Platforma się trzęsła, najgorzej było na zakrętach! Nie wiem już z tego wszystkiego ile było tych zakrętów, jeden czy dwa. Pani sztorcowała ludzi co chwilę! W końcu zjechałam szczęśliwie na dół. Skorzystałam z toalety. I znowu pani obsługująca platformę zaczęła krzyczeć:
– Wszyscy pod ścianę! Będę rozkładać platformę!
Ludzie posłusznie aż przytulili się do ściany.
– Aaaa… To pani na wózku będzie wjeżdżać windą… – dziwił się młody człowiek.
– A co myślałeś? Że teleportuje się, czy jak? – spytał będąca z nim dziewczyna.
Rozbawiły mnie jej słowa, zaczęłam się śmiać! Dziewczyna śmiała się również. Wśród krzyków pani “Wszyscy ze schodów! Niepełnosprawna wjeżdża na górę!!!” i wstrząsów platformy na zakrętach dotarłam na górę. Odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że skorzystałam z tej toalety pierwszy i ostatni raz. Nie chciałam innym blokować schodów. Nie chciałam też, żeby cały Kraków wiedział, że muszę skorzystać z toalety! Cały ten pomysł architektoniczny z platformą i toaletą dla niepełnosprawnych w podziemiach to jedna wielka porażka.”
Patrzyłam w Jezusa…
“Ja to lubię po cichu, po cichutko… Normalnie, wiesz mój Jezu, prawda?” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“Wolałabyś się stamtąd teleportować? – zaśmiał się Jezus perliscie.
“A wiesz, że tak!”
Smialismy się głośno i dźwięcznie. Mój słodki Jezus i ja.

W SPOJRZENIU JEZUSA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i miłością…
“Dziękuję, dziękuję, mój Jezu kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa z trudem. Zmęczona byłam bardzo, ale i bardzo zadowolona.
“Dla ciebie wszystko, maleńka Moja…” – wyszeptał Jezus rozpromieniony Miłością.
“Byłeś ze mną! Ciągłe. Na każdym kroku!”
“Byłem, jestem, będę!”
“Gdy byliśmy w Katedrze na Wawelu, tata postawił mnie pod rzeźbą Czarnego Chrystusa wiszącego na krzyżu. Spojrzałam Jezusowi w oczy i zaniemówiłam, oniemiałam… Tak, w taki sposób patrzysz we mnie, mój Jezu! Patrzyłam Ci w oczy… Ile mogłam! Drugi raz podobnie miałam pod krzyżem w bazylice mariackiej. Wiele razy się lapałam na tym, że widzę Cię Jezu wpatrującego się we mnie rozpromienionego i zachwyconego baaardzo!”
“Uwielbiam się w ciebie wpatrywać Monisiu kochana!”
“A dlaczego?”
“Bo cię kocham! Bo jesteś piękna, dzielna, cierpliwa, wytrwała…”
“I wykończona!”
“Odpocznij, odpocznij maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Odpoczywałam w spojrzeniu mojego ślicznego, słodkiego Jezusa…

Nie wiem czy jutro napiszę notke. Pociesza mnie fakt, że już nic nie muszę, a wszystko mogę. Mogę odpocząć i mogę napisać. Zobaczę co pozwoli mi umiłowany. Czy pozwoli odpocząć, czy pozwoli napisać. Wszystko w spojrzeniu Jezusa…

WYJAZD DO KRAKOWA

Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie zakochany i zachwycony! Wpatrywalam się w umiłowanego uśmiechnięta od ucha do ucha.
“Czekałam, czekałam i się doczekałam!” – szepnęłam radośnie.
“Oboje czekaliśmy i się doczekaliśmy!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Najpierw wydawało się, że to daleko, pół roku. Potem coraz bliżej i bliżej. I już jutro!”
“Czas ucieka…”-wyszeptał umiłowany z nostalgią.
“Wieczność czeka!” – szepnęłam wesoło.
Smialismy się oboje głośno, mój Jezus i ja! Głośno i radośnie!
O czym rozmawialiśmy? Jutro wyjeżdżam z rodziną na tydzień do Krakowa.
“Tylko, żebyśmy dali radę… Ale skoro pozwoliłeś polecieć Córeczce do Ziemi Świętej i pomagałeś jej na każdym kroku, ufam, że i mnie pomożesz!” – szepnęłam z mocą. A po chwili dodałam:
“Tylko podobno upały mają być…”
“A, to już ode Mnie nie zależy.” – wyszeptał Jezus.
“A od Kogo? Od czego?” – spytałam zdziwiona.
Od pogody!”
Oboje parsknęliśmy dźwięcznym, perlistym i głośnym śmiechem. Mój umiłowany Jezus i ja. Potem długo wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. Z miłością.

W nadchodzącym tygodniu notek nie będzie.

O OBECNOŚCI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Dotykałam dłonią policzki umiłowanego, głaskalam je i szeptałam z czułością:
“Mój kochany, mój malutki. Mój wspaniały, mój słodziutki!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Widzisz, mój Jezu? Nawet się rymuje!” – szepnęłam radośnie.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały Miłością i zachwytem wielkim.
“Bardzo pięknie się rymuje, maleńka Moja. Bardzo pięknie…” – wyszeptał ogniście.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. W milczeniu. Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem promiennie… Było mi bardzo dobrze i błogo. Pomyślałam że coraz częściej nie potrzebuję z Jezusem rozmawiać…. Wpatrywalam się w umiłowanego w miłością…
“Miłość nie potrzebuje słów, maleńka!”
“Masz rację mój Jezu! Miłość nie potrzebuje słów. Miłość potrzebuje obecności, bycia dla. Miłość karmi się obecnością. Nie ma prawdziwej miłości bez obecności. I vice versa.”
“Pięknie powiedziane, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie rozpromieniony cały. I ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy w miłosnym milczeniu. Mój Jezus i ja.

WSPANIAŁOMYŚLNY!

Obudziłam się. I od razu poczułam bardzo silny ból głowy. Nie do wytrzymania!
“Oj głowa boli, baaardzo, mój Jezu!” – szepnęłam sycząc z bólu. I szybko dodałam:
“Ale to nic… nic, kochany mój. Tańczę dla Ciebie, kochany!”
“Zaraz troszkę przejdzie, maleńka Moja!”
I rzeczywiście po chwili głowa bolała mniej, tak, że mogłam wytrzymać.
“Dziękuję mój Jezu. Przepraszam, że Ci marudzę!”
“Mówisz, że bardzo boli, a nie marudzisz, Monisiu. To co innego”- wyszeptał Jezus z tkliwością. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Zobaczyłaś wczoraj swoje wpływy niebieskie, prawda, maleńka?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Taaak… Dziękuję mój Jezu kochany!” – szepnęłam z wdzięcznością.
“I nie tylko niebieskie, ale i ziemskie, prawda?”
Kiwnęłam głową twierdząco, że tak.
“Widzisz jaka jesteś wpływowa?”
Zaśmiałam się radośnie! Ujęłam twarz Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją siarczyście!
“Oj mój Jezu! Po prostu kochasz mnie i moje Duchowe Dzieci! I jesteś wobec nas wspaniałomyślny!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. A ja uwielbiałam Go tańcem.

DO SKUTKU

Obudziłam się… Obudziłam się i leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Jezusa promiennie. Poczułam Jego oddech na moim policzku i zaraz potem słodki pocałunek. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że umiłowany mój ma zamknięte oczy i uśmiecha się do mnie cudownie! Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i zaczęłam całować… Całowałam czoło, powieki, nos, usta i policzki Jezusa. Całowałam z czułością i namaszczeniem. Jezus otworzył oczy i patrzył we mnie płonący cały! Miłość sama. Nakarmił mnie Swoim Ciałem.
“Odpoczywam w tobie, maleńka Moja!
“Odpoczywaj kochany. Dziękuję, że chcesz we mnie odpocząć.”
“Jesteś utuleniem i ukojeniem dla SERCA Mego, Monisiu!”
Cieszę się! Mam do Ciebie sprawę, kochany mój Jezu…”
“Wiem maleńka. Mówisz Mi o niej co chwilę!”
“A nie przeszkadza Ci to w odpoczynku, utuleniu i ukojeniu SERCA?” – spytałam z niepokojem.
“Nie, wręcz przeciwnie, maleńka” – wyszeptał Jezus z lubością.
“To dobrze, bo mam zamiar Ci o tym mówić do skutku!”
“Dziś zobaczysz swoje wpływy niebieskie, Monisiu!”
“Zobaczę, czy nie zobaczę, będę Cię prosić do skutku!”
Spojrzałam w oczy Jezusowi zdumiona, bo dopiero teraz usłyszalam co powiedział.
“Już dziś??!”
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie… Z czułością.
“Będę Cię prosić do skutku! I dla mnie, żeby miejsce też się znalazło, oczywiście też jadę. Wprawdzie duchowo, ale miejsce musi być!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! On uśmiechał się do mnie cudownie…

Z MIŁOŚCI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. I uśmiechałam się do ślicznego Jezusa od ucha do ucha!
“Cała jestem obcałowana! Ależ mnie obcałowałeś, kochany!” – szepnęłam zachwycona cała.
“A ty Mnie, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
“A co?! Należało Ci się!” – zaśmiałam się perliscie.
“Tobie maleńka Moja też się należało!” – wyszeptał Jezus ogniście.
“Mi?! A niby za co?!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
“Z miłości!” – Jezus promieniał cały.
“Z miłości!” – szepnęłam zachwycona.
Zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością. Potem dotykałam Jego brody i robiłam loki. Potem pieściłam SERCE Najdroższe.
“To także z miłości, mój Jezu! Wszystko z miłości!” – szepnęłam z mocą.
“Z MIŁOŚCI!” – powtórzył umiłowany mój.
Tańcząc trwaliśmy razem w miłosnym milczeniu. Zapatrzeni w siebie nawzajem… Mój słodki Jezus i ja.

PÓŁSŁÓWKA I POCAŁUNKI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
“To…” – zaczęłam, ale nie zdążyłam dokończyć. Jezus zamknął mi usta słodkim pocałunkiem. Patrzył we mnie rozpromieniony cały!
“Ok! Zrozumiałam!” – zaśmiałam się dźwięcznie.
“Uwierzyłaś, przyjęłaś. I dostałaś, maleńka Mo…!” – wyszeptał Jezus ogniście. Dałam Mu siarczystego buziaka.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Dziękuję mój Je…!”- znów pocałunek zamknął mi usta.
“To Ja ci dzięki…” – tym razem ja zamknęłam usta umiłowanemu czułym pocałunkiem.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Głęboko i ogniście. Rozmawialiśmy półsłówkami, ale rozumieliśmy się doskonale.
Trwaliśmy w miłosnym milczeniu i w pocałunkach…
“Wiesz mój Jezu?” – szepnęłam nagle.
“Hmmm?” – spytał Jezus nie przestając obsypywać mnie pocałunkami.
“Myślałam o tym tańcu w kościele i o ludziach, którzy… Przed Tobą żyjącym we mnie klęczeć pozwolę!”
“Dzięku…” – Jezus nie dokończył. Zasypałam Go buziakami i czułościami.

WIEM!

Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“Jakaś ty czysta i pachnąca, Monisiu!” – wyszeptał z zachwytem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi ze smutkiem.
“Tak…?”
“Tak maleńka!”
“Bo wiesz mój Jezu… Ostatnio czuję się odwrotnie. Całkowicie odwrotnie!”
“Wiem. Ale nie przejmuj się tym tak bardzo, nie martw się!” – wyszeptał Jezus z czułością.
“Jak mam się nie przejmować, nie martwić? Tacie jest bardzo ciężko. I mi też.”
“Wiem najmilsza! Ale tak być musi. Niestety tak być musi.”
Jezus patrzył we mnie głęboko. W Jego oczach widziałam cierpienie… Wiedziałam, że było to też moje cierpienie. Że mój śliczny Jezus cierpiał razem ze mną.
“Wiem!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Patrzyłam w Jezusa… I moje wnętrze zalał niezwykły i blogi pokój.
Jezus zaczął glaskać mój policzek. Uśmiechał się cudownie. Potem układał mi loki z włosów. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
“Tak mi rób, kochany mój Jezu… A wiesz, że w młodości bardzo chciałam mieć loki? I to rude! Raz nawet ciocia zrobiła mi trwałą i pofarbowała mi włosy na rudo! Potem nie bardzo się chciały rozczesać!”
Smialismy się oboje! Głośno i radośnie! Mój Jezus i ja.

WIDAĆ!

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością… Patrzyłam w Niego, patrzyłam. I się zapatrzyłam…
“Mój kochany… Mój kochany…” – szeptałam z miłością.
Jezus patrzył mi w oczy głęboko… Nagle znalazłam się w kościele. Klęczalam przed ołtarzem gdzie stała piękna monstrancja. Była w niej Hostia. Klęczalam przed umiłowanym moim. Gdy w pewnej chwili usłyszalam łagodny, cichy, znajomy glos:
“Zatańcz dla Mnie, Monisiu!”
“Tu mam tańczyć? W kościele?? Przed ołtarzem??” – wyszeptałam zdumiona do głębi.
“Tak!”
Wstałam więc i zaczęłam tańczyć. Na początku niepewnie, nieśmiało. Po chwili już tańczyłam na całego! Dla umiłowanego mojego! Tańczyłam i nawet się nie zorientowałam kiedy Hostia wyszła z monstrancji i tańczyła ze mną! Wirowała w powietrzu, oddalała się i przybliżała! W końcu przylgęła do mojego serca i do niego weszła! Tańczyłam dalej, uwielbiając mojego Jezusa… Zamknęłam oczy i tańczyłam… Długo tańczyłam z zamkniętymi oczami. Kiedy je otworzyłam… zobaczyłam tłumy ludzi, którzy klęczeli przede mną! Oburzyłam się ogromnie!!! Uklękłam przed ołtarzem.
“Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś klęczał przede mną!!! Nigdy!” – szepnęłam z mocą.
Nagle wszystko zniknęło a ja znów leżałam w objęciach Jezusa.
“Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś klęczał przede mną!” – powtórzyłam zdecydowanie.
“A przede MNĄ żyjącym w tobie, maleńka?!” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“To inni widzą Ciebie we mnie?! Widać Cię, mój śliczny?!”
“Widać. Widać, Monisiu kochana! Nawet nie wiesz jak bardzo widać!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zachwytem.
Uśmiechałam się do Niego nieśmiało. Bardzo byłam uszczęśliwiona!!!

WPATRYWAĆ SIĘ

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach i uśmiechałam się do Niego radośnie. Wpatrywalam się w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem…
“Twoje spojrzenie jest takie jasne i czyste, maleńka Moja…” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Spuściłam głowę onieśmielona i zawstydzona. Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył we mnie uśmiechnięty cały.
“Twoje spojrzenie jest takie jasne i czyste, maleńka Moja…” – powtórzył z ogniem.
“Ty mój Jezu oczyszczasz i rozjaśniasz moje serce i moje spojrzenie!” – szepnęłam z mocą.
Za chwilę wyrwało mi się z głębi serca:
“Uwielbiam się w Ciebie wpatrywać, kochany mój Jezu!”
“Uwielbiam się w ciebie wpatrywać, Monisiu kochana!”
Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. W miłosnym milczeniu. Mój umiłowany Jezus i ja…

DZIĘKI TOBIE I DLA CIEBIE

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony cały. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko, ogniście i śmiało.
“Jakaś ty piękna w tańcu, maleńka Moja!”
“Dzięki Tobie i dla Ciebie kochany!”-szepnęło moje serce.
Zmieniłam temat.
“Wiesz mój Jezu? Wczoraj Kajunia wskoczyła do mnie na kolana. Sama! I nadstawiała się, żebym ją głaskała, pieściła, tuliła… Głaskalam ją z czułością. A ona mnie lizała. Czułam na dłoni jej szorstki, cieplutki języczek. Długo siedziała u mnie na kolankach.”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Głęboko patrzył we mnie…
“Jakaś ty dzielna i mężna, Monisiu kochana!” – wyszeptał ogniście.
“Dzięki Tobie i dla Ciebie, Jezu!” – szepnęło moje serce.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.

U – WIEL – BIAM CIE – BIE!

Jezus mój śliczny nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“Ostatnio cierpisz bardzo, Monisiu!”
Kiwnęłam głową twierdząco, że tak. Patrzyłam w oczy głęboko umiłowanemu.
“To Ja cierpię w tobie, maleńka! Pozwalasz MI więc cierpię!” – wyszeptał Jezus z powagą.
“Cierp do woli, mój Jezu!” – szepnęłam bez zastanowienia i szybko dodałam:
“To znaczy oczywiście nie chcę, żebyś cierpiał! Ale skoro chcesz, skoro musisz…” – szepnęłam. Głupio mi się zrobiło. Słowa te nie były adekwatne do tego co chciałam wyrazić… Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i ogniście!
“Potrzebuję, Monisiu kochana. Wiele dusz nie pozwala Mi w sobie cier…”
Teraz ja ucałowałam mojego umiłowanego! Nie chciałam, nie potrzebowałam, żeby mi się tłumaczył, a tak to wyglądało.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
“Pomagasz Mi bardzo, bardzo, bardzo Monisiu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa! Patrzyłam milcząca. I Jezus milczał. Rozumieliśmy się bez słów. A nasze serca biły w jednym rytmie:
“U – wiel – biam cię – BIE! U – wiel – biam cię – bie!”

JAK URZECZONA!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany mój patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
Jesteś Moim Skarbem, moim Klejnocikiem! Perełką Moją najdroższą, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniście. Płonący był cały! Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zakochana cała! I pomyślałam, że mnie tak bardzo wywyższa i rozpieszcza… Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością i wyszeptał:
“Jak mam cię nie wywyższać, jak nie rozpieszczać, Monisiu kochana? Kiedy patrzę w twoje oczy, widzę Siebie. Kiedy patrzę w twoje serce, widzę Siebie. Kiedy patrzę na twe tańczące ciało, widzę Siebie… Jak mam cię rozpieszczać, Monisiu?”
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… Patrzyłam w mojego ślicznego oszołomiona i szczęśliwa!
Jezus zapytał:
“Jak Mnie przywitałaś na Mszy, po przyjęciu Komunii?”
“Jezuniu kochany! Bądź pozdrowiony, bądź utulony, bądź rozpieszczany w sercu moim małym!”
“I jeszcze się dziwisz, Monisiu?” – spytał umiłowany mój z cudnym uśmiechem.
Patrzyłam w Niego jak urzeczona!

URODZINY

Jezus mój śliczny tulił mnie w objęciach Swoich… Patrzył we mnie z lubością, zachwytem i uwielbieniem wręcz!
“Wymarzyłem, wyśniłem, wytęskniłem Sobie ciebie taką jaką jesteś, Monisiu kochana!” – wyszeptał ogniście.
“Twoje słowa to najpiękniejszy prezent urodzinowy dla mnie! Dziękuję!”-szepnęłam uszczęśliwiona cała.
I po chwili dodałam:
“Zaraz, zaraz! Ale to tak wygląda, że nie spałeś, nie jadłeś, nie piłeś, tylko o mnie śniłeś, marzyłeś i tęskniłeś…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
“Właśnie tak, Monisiu! Nie jadłem, nie piłem, tylko o tobie śniłem i marzyłem. I wymarzyłem!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i ogniście!
“Czego sobie życzysz na urodziny, miła Moja?” – spytał z tkliwością.
“Czego sobie życzę?! Nie czego, tylko KOGO! Ciebie sobie życzę! I nie tylko na urodziny, ale zawsze!”
“Masz Mnie!”
“Wiem. Ale życzę sobie Ciebie bardziej, głębiej i więcej, kochany mój Jezu!”
“Czego sobie życzysz, dostaniesz!”
“KOGO, mój Jezu kochany! Kogo!”
Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Mój umiłowany Jezus i ja. W uśmiechu i szczęściu trwaliśmy. A Jezus mój słodki patrzył we mnie z miłością i uwielbieniem…

NAJPIĘKNIEJSZA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Głaskalam mojego ślicznego umiłowanego po policzku.
“Mój słodki… Mój piękny…” – szeptałam z miłością i czułością.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony cały!
“Moja najpiękniejsza!” – wyszeptał ogniście.
Spojrzałam w Jezusa zdumiona. Onieśmielona i zawstydzona…
“Ja…?! Najpię…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i siarczystym! Ucałował moje onieśmielenie i zawstydzenie. Zaśmiałam się radośnie!
“To Ty jesteś najpiękniejszy, a nie ja…”
“Ty, maleńka jesteś podobna do Mnie. Jesteś najpiękniejsza!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. Uszczęśliwiona cała. Brakowało mi argumentów i bardzo się z tego powodu cieszyłam.
“I jaki chcesz, kochany mój Jezu, żeby notka miała tytuł…?” – spytałam niepewnie.
“Najpiękniejsza!”
“To jakoś będę musiała się przemóc i napiszę. Jeśli tego sobie życzysz, kochany?”
“Właśnie. Tego sobie życzę, maleńka Moja!
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie. Ja do Niego też!

NAJTRUDNIEJSZE I NAJWAŻNIEJSZE

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Patrzyłam w oczy umiłowanemu mojemu głęboko.
“Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?” – spytałam z trudem. Po chwili wyrwało mi się z głębi serca:
“O, Jezu… jaka jestem zmęczona…”
Jezus wtulił mnie w Siebie jeszcze bardziej i patrzył we mnie w miłosnym milczeniu.
Pomyślałam, ze smutkiem, że u mnie duch ochoczy, ale ciało słabe…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…
“Jesteś cała we Mnie i cała dla Mnie, Monisiu. To wystarczy.”-wyszeptał z ogniem. Potem przez chwilę milczał.
“Jesteś cała dla Mnie, żyjesz cała dla Mnie. Każdego dnia i nocy jesteś dla MNIE. To najtrudniejsze i najważniejsze!”- wyszeptał Jezus z ogniem.
Wtulił mnie w Siebie. W Miłość…