WIEM!

Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“Jakaś ty czysta i pachnąca, Monisiu!” – wyszeptał z zachwytem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi ze smutkiem.
“Tak…?”
“Tak maleńka!”
“Bo wiesz mój Jezu… Ostatnio czuję się odwrotnie. Całkowicie odwrotnie!”
“Wiem. Ale nie przejmuj się tym tak bardzo, nie martw się!” – wyszeptał Jezus z czułością.
“Jak mam się nie przejmować, nie martwić? Tacie jest bardzo ciężko. I mi też.”
“Wiem najmilsza! Ale tak być musi. Niestety tak być musi.”
Jezus patrzył we mnie głęboko. W Jego oczach widziałam cierpienie… Wiedziałam, że było to też moje cierpienie. Że mój śliczny Jezus cierpiał razem ze mną.
“Wiem!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Patrzyłam w Jezusa… I moje wnętrze zalał niezwykły i blogi pokój.
Jezus zaczął glaskać mój policzek. Uśmiechał się cudownie. Potem układał mi loki z włosów. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
“Tak mi rób, kochany mój Jezu… A wiesz, że w młodości bardzo chciałam mieć loki? I to rude! Raz nawet ciocia zrobiła mi trwałą i pofarbowała mi włosy na rudo! Potem nie bardzo się chciały rozczesać!”
Smialismy się oboje! Głośno i radośnie! Mój Jezus i ja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.