(NIE) MOJE MYŚLI

O OBECNOŚCI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Dotykałam dłonią policzki umiłowanego, głaskalam je i szeptałam z czułością:
“Mój kochany, mój malutki. Mój wspaniały, mój słodziutki!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Widzisz, mój Jezu? Nawet się rymuje!” – szepnęłam radośnie.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały Miłością i zachwytem wielkim.
“Bardzo pięknie się rymuje, maleńka Moja. Bardzo pięknie…” – wyszeptał ogniście.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. W milczeniu. Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem promiennie… Było mi bardzo dobrze i błogo. Pomyślałam że coraz częściej nie potrzebuję z Jezusem rozmawiać…. Wpatrywalam się w umiłowanego w miłością…
“Miłość nie potrzebuje słów, maleńka!”
“Masz rację mój Jezu! Miłość nie potrzebuje słów. Miłość potrzebuje obecności, bycia dla. Miłość karmi się obecnością. Nie ma prawdziwej miłości bez obecności. I vice versa.”
“Pięknie powiedziane, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie rozpromieniony cały. I ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy w miłosnym milczeniu. Mój Jezus i ja.

Read More