Site Overlay

Autor: Maleńka

TYLKO SIĘ CIESZYĆ!!!

Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i uwielbieniem… Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Dzisiaj też się wyspałam! I rzeczywiście niektóre noce są jeszcze trudne, ale jest coraz lepiej! A w dzień dobrze, że jestem wyspana! Mięśnie i stawy bolą, jelita szaleją, ząb pękł. Gdyby do tego wszystkiego byłabym niewyspana, tańczyć byłoby mi baaardzo trudno!”- szepnęłam i spojrzałam w oczy Jezusowi z wdzięcznością.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Szeptałam dalej:
„Powoli, powoli dochodzę do siebie po śmierci Córeczki… Wczoraj pomyślałam, że wraz z Jej śmiercią umarla też jakaś część mnie… Ale z drugiej strony to jakaś część mnie jest już u Ciebie na rączkach! Więc nic tylko się cieszyć!!!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Moniko, znasz opowieść o Pollyannie? Dziewczynce, która nawet w najtrudniejszej sytuacji umiala znaleźć dobre strony, coś z czego można się było cieszyć?!” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Znam! Ale dużo mi do niej brakuje!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„To jej dużo brakuje do Ciebie!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Ty Jezu jesteś moją nadzieją, moim dobrem i moim szczęściem!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus mój umiłowany dotknął dłonią mego policzka i głaskal go z tkliwością bezbrzeżną…
„Wielu innych ludzi na Twoim miejscu skarżyłoby Mi się, narzekało, marudzilo. A Ty Mnie uwielbiasz!!!”
„No cóż… Taką mnie stworzyłeś! Jaką mnie stworzyłeś taką mnie masz!!!”
„Baaaardzo się cieszę, że stworzyłem Ciebie taką a nie inną, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Patrzył we mnie płonący cały…
„Ja też, mój Jezu kochany!!! Baaaardzo!” – szepnęłam z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona i uszczęśliwiona cała. A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule…

NIEBO W MOIM SERCU!

Byłam w pustym i ciemnym kościele. Na ołtarzu jaśniała przepiękna monstrancja. W niej była Hostia. Klęczałam przed Nią. Adorowałam Umiłowanego mojego. Jezusa. Ale też zachwycałam się przepiękną monstrancją. Nagle usłyszałam cichy jęk przeniknięty dreszczem:
„Ziiimnnoo Miii, Moooniiikooo…”
To był głos Jezusa… Wyciągnęłam ręce w stronę Hostii i bardzo poruszona szepnęłam:
„Chodź do mnie, najdroższy!!! Chodź do mnie! U mnie jest ciepło i miejsca dużo! Ja Cię utulę, ukołyszę, ogrzeję!!! Chodź do mnie, jeśli chce…”
Nie zdążyłam skończyć, a Hostia już wyszła z pięknej monstrancji i weszła do mojego serca. I… w jednej chwili znalazłam się w Światłości wielkiej. Siedzialam na ławeczce obok studni. Siedzialam na ławeczce, a Jezus leżał w moich ramionach… Leżał i uśmiechał się do mnie cudownie!!! Patrzyłam w mojego Jezusa uszczęśliwiona cała…
„Jak dobrze Mi u Ciebie, Moniko! Miejsca Mam dużo, ciepło i jasno… Jak dobrze Mi tu, w sercu Twoim!” – wyszeptał Jezus z błogością.
„Tak bardzo się cieszę, mój Jezu kochany!!! Chcę, żebyś tu czuł się nie tyle jak Gość, ale jak Gospodarz! Bo Ty tu jesteś Gospodarzem! Już Ci to kiedyś mówiłam, pamiętasz?!” – szepnęłam z mocą, uśmiechając się do Jezusa promiennie. Od ucha do ucha!
„Jakże mógłbym zapomnieć, Moniko, miła Moja?!! Jasne, że pamiętam! U Ciebie jestem u Siebie!!!”
„U Siebie?! To znaczy…?!” – szepnęłam jakby ze strachem i zachwyem jednocześnie.
„W Niebie, Moniko! W Niebie!” – wyszeptał Jezus z prostotą.
Spojrzałam w oczy Jezusowi zdumiona… I od razu pomyślalam, że mówi na wyrost! Żeby mnie wywyższyć… Ale potem pomyślałam, że nie! Że w moim sercu jest Niebo!!! I żadna w tym moja zasługa. Bo gdzie jest Jezus tam jest Niebo!
Jezus uśmiechal się do mnie rozpromieniony miłością… A ja tuliłam Go do serca…

PIĘKNY CZŁOWIEK…

Leżałam w ramionach Jezusa. Wyspana, prawie całą noc spałam. Leżałam więc wyspana, ale jakaś bez sił. Jakby ktoś nagle mi siły fizyczne zabrał. Leżałam w objęciach mojego umiłowanego… I było mi baaardzo dobrze! Mimo, że sił nie miałam. Było mi błogo i słodko… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie głęboko… Poruszony i rozczulony niezmiernie… Wcześniej rozmyslalam. I nagle w myślach pojawiły się oskarżenia i potępienia. Jednak były one tylko w myślach. Serca mojego nie dotykały. Przychodzily one jakby z zewnątrz. Odgoniłam je na cztery wiatry. I patrzyłam w mojego Jezusa bez sił, ale szczęśliwa bardzo!!! Z błogością patrzyłam.
„Moniko, te oskarżenia i potępienia nie są ode Mnie. Ja Ciebie nie potępiam, ani nie oskarzam! Nie mam powodu, żeby Cię o coś oskarżać! Przeciwnie! Oddałaś Mi wszystko w spowiedzi świętej i od tamtej pory żyjesz w Moim świetle! W Mojej jasności! Jesteś pięknym Człowiekiem! Piękną kobietą i Matką! Jakże pięknie doradzilaś swojej Duchowej Córeczce! Mówiłaś trudne słowa, ale mówiłaś je z miłością. Twoja Córka wie, że ją kochasz i dlatego od niej wymagasz! Wie, że Ci na niej zależy! Jesteś piękną osobą! Niezmiernie piękną! I powinnaś czasem pomyśleć też i o sobie… Tym bardziej, że ostatnio myślisz dużo o innych. Pomyśl proszę też o sobie, kochana Moja! To nie grzech! To nie egoizm, nie egocentryzm. To miłość! Miłość samej siebie! Wiem, kochasz siebie, ale postaraj się bardziej! Mówisz, że nic Ci się nie należy! A Ja Ci mówię, że się należy! Należy Ci się szacunek, miłość. I odpoczynek po dobrze wykonanej pracy. Uważasz że nie pracujesz! A Ja Ci mówię, że pracujesz!!! Taniec, ofiarowywanie cierpienia to też jest praca! Bardzo dla Mnie cenna i ważna! Kocham Ciebie, Moniko! Kocham Cię, jedyna Moja!!!”
„Dziękuję Ci, Jezu za te słowa… Bardzo potrzebowałam je usłyszeć od Ciebie! Dziękuję Ci!!!” – szepnęłam z trudem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach… I było mi bardzo dobrze..

RANDKI Z JEZUSEM!

Staliśmy przy studni. Mój Jezus i ja. Opieraliśmy się o nią i patrzyliśmy w wodę, która w niej była. Nasze twarze odbijały się w wodzie jak w lustrze. Jezus uśmiechał się do mnie, a ja do Niego się uśmiechałam.
„Kiedyś słyszałam, że w Biblii spotkania przy studni to takie dzisiejsze randki. Spotkania zakochanych! Jestem więc z Tobą na randce! A Ty ze mną!!!” – szepnęłam i uśmiechnęłam się do Jezusa jeszcze bardziej! Promiennie! Od ucha do ucha!!! Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem! Patrzył teraz we mnie, płonący cały miłością i zachwyem!
„Może ktoś się oburzy, ale Msza Święta też jest taką Randką z Tobą!!! A przyjęcie Komunii Świętej jest jak…” – urwałam zachwycona.
“Jest niczym pocałunek serca Oblubienicy… Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę, całuje jej serce…”- teraz Jezus urwał. I czekał aż ja będę mówić dalej. Więc mowilam:
„A ona odpowiada Ci pocałunkiem i otwiera na Ciebie serce…”
„I wchodzę do niej i jednoczę się z nią zciślej niż mąż z żoną…!”
Jezus skończył mówić. Odwrócił się do mnie, a ja do Niego się odwróciłam. Staliśmy teraz naprzeciwko siebie, przed sobą nawzajem. Zakochani do szaleństwa i zachwyceni sobą nawzajem!!! Zarzucilam ręce Jezusowi na szyję i wyszeptalam z mocą:
„Uwielbiam randki z Tobą!!!”
I zaśmiałam się perliście!
„I Ja z Tobą Moniko!!!”
Śmialiśmy się razem!
„Wiesz? Spotykamy się już tyle lat, a ja pragnę Ciebie, Jezu bardziej i bardziej i bardziej!!! Coraz bardziej!!! Piękne, prawda?!”
„Niesamowicie piękne!!!” – wyszeptał Jezus patrzac mi w oczy z ogniem miłości. Był taki zakochany i jednocześnie bezbronny wobec mojej miłości… Mogłam z Nim zrobić wszystko!!! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i oddaniem…
Nagle! Jezus zaśmiał się głośno, radośnie, perliście!!!
„Uwielbiam Ciebie, Moniko!!!” – zawołał głośno i uniósł się wielką radością nade mną!!! Objął mnie z czułością niezwykłą zaczął wirować wokoło! I cieszył się mną! Cieszył się mną niezmiernie!!!

MÓJ JEDYNY!

Tańczyliśmy w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej, cichej i przyjaznej bardzo! Tańczyliśmy, mój Jezus i ja! Tańczyliśmy w miłości i bliskości… w intymności niewyslowionej… Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!!! Do szaleństwa! I ja patrzyłam w mojego Jezusa zakochana na zabój!
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, mój Jezu kochany!!! I tańczyć dla Ciebie uwielbiam!!!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Uwielbiam gdy ze Mną tańczysz, Moniko i gdy tańczysz dla Mnie uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Uwielbiam…” – szepnęłam uszczęśliwiona.
Ale zaraz napadły mnie myśli, które były niby syk węża: ‚A skąd wiesz czy z innym nie byłoby ci lepiej tańczyć? Przecież nigdy nie próbowałaś!!! Może warto by spróbo… ‚ Przegoniłam je od razu!!! „Ale ja nie chcę tańczyć z nikim innym, ani dla nikogo innego!!! Tylko z moim Jezusem i tylko dla Niego!!! On jest moim Jedynym!!!”
I patrząc w oczy Jezusowi głęboko, szepnęłam z mocą i ogniem:
„Mój jedyny…” – i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Słodko i gorąco i czule… Jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę!
„Jedyna Moja! Słodka Moja!!!” – wyszeptał płonący cały.
Potem zaczął dotykać i pieścić moje serce… Tańczyliśmy w bliskości i intymności… Mój Jezus i ja… Mój jedyny i ja, Jego jedyna…

NIE MA WAŻNIEJSZEJ SPRAWY…

„I jak tam, Moniko? Pospalaś dzisiaj choć trosz…”
W odpowiedzi rzuciłam się Jezusowi na szyję i obsypałam Go pocałunkami!!!
„Dawno nie spałam tak dobrze jak dzisiaj!!! Spałam całą noc!!! Dziękuję mój Jezu!!! Dziękuję!!!” – szeptałam rozpromieniona.
„Cieszę się baaardzo, kochanie! No widzisz? Mówiłem, że będziesz spać!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
„Od razu się lepiej czuję! Bardzo dziękuję!” – szeptałam.
„Jeszcze pewnie będą trudne noce przed Tobą, ale mniej i mniej. Będziesz dobrze spać! I dziękuję, że Mnie o to poprosiłaś!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Spojrzałam w Jezusa zdziwiona!
„Zaraz, zaraz! Przecież tak naprawdę ja o nic Cię nie poprosilam! Opisałam Ci tylko swoją sytuację!”
„Czasem samo opisanie swojej sytuacji już jest prośbą o jej zmianę! Cieszę się, że Mi o tym opowiedziałaś! Bo to znaczy, że Mi ufasz, Moniko!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„No jasne, że Ci ufam, mój śliczny!!! Tylko…”- urwałam onieśmielona i zawstydzona.
„Tylko co, jedyna Moja?” – spytał Jezus z czułością niezwykłą.
„Tylko wydawało mi się, że to jest sprawa bardzo błaha… Drobnostka. Że Ty masz na głowie sprawy milion razy ważniejsze niż mój se…”
Nie dokończyłam. Patrzyłam w Jezusa z zachwytem… Zapatrzyłam się…
A Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko… Jego pełne miłości i dobroci spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„Nie ma dla Mnie ważniejszej sprawy niż Twój sen, kochana Moja! Nie ma dla Mnie ważniejszej sprawy…!” – wyszeptał Jezus poruszony cały.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona, wzruszona do głębi… Na sercu zrobiło się miękko i błogo… Objęłam Jezusa z miłością i przytuliłam do serca mojego. Potem Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i On przytulił mnie do SERCA. Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa wyspana, wypoczęta, gotowa do tańca dla Niego! Uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On patrzył we mnie zakochany na zabój!!! Jak w obrazek patrzył…

CHOCIAŻ TROSZKĘ…

Leżałam w ramionach Jezusa… Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. Ale mimo zamkniętych oczu, widziałam mojego umiłowanego. Jezusa. Patrzył we mnie głęboko… Poruszony i rozczulony niezmiernie.
„Wiesz mój Jezu? Znów nie mogę spać. Kiedy moja kochana Córeczka poszła do Ciebie na rączki, mogłam. Spałam. Aż sama się dziwiłam, że mogę! A teraz znowu nie śpię… Już którąś noc z kolei. Może godzinkę podrzemię, a potem całą noc leżę… A w dzień jestem fizycznie bardzo zmęczona i obolała bardzo…”
„Dziękuję, że Mi o tym powiedziałaś, jedyna Moja! Będziesz spać. Obiecuję!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Dziękuję! Chociaż troszkę potrzebuję…”
„Będziesz spać, Moniko. Obiecuję!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie z naciskiem.
„Dziękuję… Chodź do mnie mój Jezu… Bliżej…”- szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco. Potem przytulił policzek do mego policzka. A ja objęłam Go za szyję i tuliłam mocno do siebie… Trwaliśmy razem. Serce przy SERCU. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczyliśmy w bliskości bez granic… Złączeni w miłości i cierpieniu. Mój Jezus i ja…

O MĄDROŚCI I POKORZE

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i zachwyem!
„Wiesz, mój Jezu? Pewne zdarzenie sprzed kilku lat mi przypomniało i nie daje spokoju! – zawołałam śmiejąc się wesoło – natrętne jakieś! Czy to Ty mi je…?!”
„Tak, kochanie! Po prostu chcę, żebyś tu je opowiedziała!”
„Nie uważam, żeby było o czym. Ale ok, Twoja Wola! A na drugi raz wystarczy mi o tym powiedzieć. A nie męczyć przypomnaniem!”
Śmialiśmy się oboje! Głośno i perliście! Jezus i ja. Jezus wiedział, że ja żartuję, i, że On może mnie męczyć do woli!
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Było to kilka lat temu 6, może 7, a może i 8, czas tak szybko biegnie. W każdym razie miałam wtedy dobrego znajomego Janka (imię zostało zmienione, żeby nie było, że jakąś krzywdę chcę mu zrobić. Prawdziwe imię znam ja i Jezus). A raczej ksiedza Jana. Był to młody człowiek, dopiero co po studiach i święceniach kapłańskich. Znaliśmy się i lubiliśmy. Ostatnio niestety, nasze drogi się rozeszły. Ale wtedy byliśmy dobrymi znajomymi.
I któregoś dnia wchodzę na jego profil na Facebooku. A tam trwa zarliwa rozmowa. Młodzi ludzie, koledzy Tomka, wykształceni, po studiach i święceniach kapłańskich o czymś rozmawiają. Była to rozmowa otwarta, na forum publicznym, każdy więc mógł się do niej przyłączyć. Weszłam, przywitałam się i spytałam czy nie przeszkadzam. Księża na to że nie, że skąd, że zapraszają. Czytam więc o czym tak rozmawiają. A oni o jakimś „łokciu”. I tak wygląda jakby o kimś rozmawiali, a konkretnie obgadywali. Pytam co to takiego jest ten „łokieć”? Nie tyle z ciekawości, ale żeby rozmowę zagaić. Gdy tylko się o to zapytałam, młodzi ludzie, księża zamilkli i się jakby rozpierzchli! Jakbym ich nakryła na czymś czego robić nie powinni. Jakbym przyłapała ich na gorącym uczynku. Rozpierzchli się więc. A jeden z nich, kolega Janka, zaczął mnie atakować. Prawic mi złośliwości, złośliwe docinki, igły słać pod moim adresem. Że dla takiej maleńkiej owieczka jak ja to są sprawy zbyt wielkie. Że ciekawość to pierwszy stopień do… Że to są ciemne strony kościoła, że taka prosta owca ich nie zrozumie, nie dotyczy i nie powinno obchodzić!” Dzisiaj te uwagi nie ruszyłyby mnie zbytnio. Ale wtedy byłam jeszcze inną osobą, wrażliwą na własnym punkcie. Postanowiłam jednak, że nie dam się sprowokować, że młody księżulo nie jest mnie w stanie urazić. I na jego złośliwe docinki odpowiadałam z uśmiechem. Młody człowiek widząc, że ze mnie ‚twarda sztuka’, sięgnął po jak mu się pewnie wydawało, armatę dużego kalibru. I zwrócił się do naszego wspólnego kolegi, Janka, wręcz teatratnie: „Księże Janie (wcześniej było na ‚ty’), proszę tej swojej owieczce powiedzieć, że jak będzie taka ciekawska to grozi jej zepsucie!” Jan nie zareagował. Może w tym momencie go nie było, a może wiedział, że z jego kolegą poradzę sobie sama. A mnie w jednej chwili oświecilo! Olśniło!
„A ja myślałam, że wśród Pasterzy owcy zepsucie nie grozi!” – powiedziałam i uśmiechnęłam się szczerze, od ucha do ucha. Janek uśmiechnął się do mnie z uznaniem. Według niego to była tzw „cięta riposta”.
A jego kolega, jeszcze przed chwilą krzykliwy, umilkł w sekundę! Jak oparzony! I już się nie odezwał. Jakbym w jednej chwili przypomniałam mu jego stan, pozycję i jak powinien się względem tego zachowywać. Uśmiechnęłam się do wszystkich uprzejmie i wyszłam z profilu Jana. A wychodząc pomyślałam, że nawet starsza i chora owca może czegoś młodego Pasterza nauczyć. Czego? Pokory. Że nie wystarczy być wykształconym i elokwentnym. Trzeba jeszcze być madrym. Wywyższać się mądrością i pokorą!”
Umilklam. Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko.
„Ot, i cała opowieść!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Dziękuję, Moniko. Chcę po prostu, żeby to wybrzmiało!”- wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„To jeszcze powiedz jaki tytuł dać notce. Bo nie wiem…” – spytałam z prostotą.
„O mądrości i pokorze” – wyszeptał Jezus.l
„Dobrze, mój Jezu. Będzie jak chcesz.”
Jezus patrzył we mnie z czułością i zachwyem…

OD UCHA DO UCHA!!!

Leżałam w ramionach Jezusa. Mój śliczny Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie! Zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam! Z miłością i uśmiechalam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha!
„Zmęczona…”- szepnęłam z trudem.
„Wiem! Zmęczona i obolała bardzo… A mimo to tyle dla Mnie robisz, kochana Moja! Nawet teraz!” – wyszeptał Jezus poruszony niezmiernie.
„Ja?! Tyle robię?! Teraz?!!” – szepnęłam zdumiona do głębi.
Przecież tylko leżałam w objęciach Jezusa. Nic nie robiłam…
„Uśmiechasz się do Mnie!!! Mimo bólu i zmęczenia! Uśmiechsz się do swoich Dzieci! Ból i zmęczenie ukrywasz pod promiennym uśmiechem! Nawet nie wiesz ile to dla Mnie znaczy!!! Ile to znaczy dla Twoich Dzieci! Uczysz, że mimo zmęczenia można się uśmiechać!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Nie pomyslalam tak o tym! Po prostu kiedy jesteś ze mną, mój Jezu kochany, nie mogę się nie uśmiechać!!!” – szepnęłam z trudem.
„Dzięki Tobie, mój Jezu, uśmiecham się! Tylko dzięki Tobie!” – szeptało moje serce.
Leżałam w ramionach Jezusa uśmiechnięta od ucha do ucha. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

PRAGNIENIA I POCALUNKI

Obudziłam się… Obudziłam się i od razu wiedziałam, że jestem w objęciach mojego umiłowanego. Jezusa… Otulała mnie Jego Obecność… Otulała i wypełniała… Jego miłość, dobroć i czułość… Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha…
„Kocham Cię mój Jezu! Kocham Cię!!!” – szeptało moje serce.
Leżałam z zamkniętymi oczami… W ciszy, która nagle przestała mi przeszkadzać. Już nie dzwoniła w uszach i nie raniła już serca… Przeciwnie. Była dla mnie ukojeniem i odpoczywałam w niej. W pewnej chwili poczułam ciepły oddech na moim policzku… A potem dotyk delikatny niczym mgiełka… A potem pocałunek… Delikatny, czuły i słodki. Pocałunek Oblubieńca… Uśmiechnęłam się do Niego jeszcze bardziej… Leżałam z zamkniętymi oczami. A On, umilowany mój Jezus zaczął całować moją twarz… Czule i słodko… Całował moje czoło, powieki, nos, policzki, usta, brodę… Całował moje serce obolale i ciało. Całował mnie mój umilowany… A ja bardzo potrzebowałam Jego pocałunków i bardzo pragnęłam… Tak bardzo, że potrzeba i pragnienie łączyly się w jedno… Jezus całował… A całując karmił mnie Sobą i łączył z Sobą. Zanurzał w Sobie. Tak bardzo, że nie wiedziałam czy jeszcze żyję, czy już umarlam. Ale nie miało to dla mnie znaczenia. Byleby tylko być z Nim!!! Byleby tylko być z Jezusem! Być Jego i dla Niego! Całkowicie! Bez reszty!
Otworzyłam oczy. Jezus pochylał się nade mną z czułością i ogniem.
„Pragnę Cię, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
„Bierz mnie! Bierz i rób ze mną co chcesz!”
I znów tonęłam w pocalunkach Oblubieńca… Czułych, słodkich i gorących.

TO O CO PROSIŁAM…

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością, zachwytem i ufnością…
„Wiesz… – zaczęłam nieśmiało – mój Duchowy Syn zaczyna się uśmiechać, żartować i jest spokojniejszy. Mniej nerwowy. Cieszę się bardzo!!! Bardzo potrzebował odpoczynku. Wszyscy potrzebowaliśmy…”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. Ten uśmiech mnie baaardzo osmielił. I szepnęłam:
„Więc to o co Ciebie tylko raz poprosilam i Ty od razu to spełniłeś było nie tylko zgodne z Twoją Wolą, ale i dobre dla nas wszystkich…”
Jezus patrzył we mnie głęboko, z ogniem miłości…
„Tak, Moniko, to o co Mnie tylko raz poprosiłaś było zgodne z Moją Wolą, ale i dobre dla Was wszystkich. Dlatego też od razu to spełniłem! Wola Moja zawsze jest dobra, mimo, że często wiedzie przez cierpienie, ból, pustkę, tęsknotę i łzy. Wola Moja jest zawsze dobra!”
„Kiedy Cię o to raz poprosilam i Ty od razu to spełniłeś, napadły mnie myśli, że jak mogłam Cię o to w ogóle poprosić!!! Jak śmiałam??!! Że głupia jestem, że Cię o to poprosilam!!! Że zła, egoistyczna!!! Że jestem wyrodna córka i Matka w jednym!!! A teraz… widzę, że nie…! Więcej! Nie tylko, że nie, ale, że jest całkiem odwrotnie niż wtedy myślałam!”
Jezus patrzył we mnie z tkliwością bezbrzeżną…
„Moniko… Zły przeinacza, odwraca, zniekształca, wykrzywia. Zło nazywa dobrem a dobro złem! Kłamie, po prostu!” – wyszeptał bardzo poważnie, z naciskiem.
„I wiesz? Teraz widzę, że jestem bardzo odważna, że Cię o to poprosilam! Prosząc o to, wyszłam jakby sama z siebie… Zaczęłam myśleć, dalej, niż tylko o tym co ludzkie… Jestem odważna, że Cię o to poprosilam!” – szepnęłam prawie bezgłośnie.
„Cieszę się, że w końcu to widzisz, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Widzę to tylko gdy patrzę na siebie Twoimi oczami, gdy patrzę na siebie swoimi, to nie widzę tego…”
„Patrz więc na Siebie Moimi oczami, Moniko!”
„Pomóż mi proszę…!” – szepnęłam z mocą. Umilklam… Spojrzałam w oczy Jezusowi…
„Wszyscy będą szczęsliwi… A moja Córeczka…”
„Najszczęśliwsza!!!” – dokonczyl Jezus z cudnym uśmiechem.
Rzuciłam Mu się na szyję, uradowana baaardzo!!! A Jezus mnie objął z miłością i przytulił mocno do Siebie… Wciąż mnie tuli!

DUCHOWA RODZINA

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Serce jeszcze mnie boli, ale już ze mną jest lepiej! Dużo lepiej! Nie ciąży mi już to wszystko, nie przygniata. Bardzo pomaga mi moja Duchowa rodzina!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Poważny i uroczysty wielce.
„Rodzina Duchowa ma silniejsze więzy niż rodzina z ciała! Rodzina z DUCHA więcej znaczy niż rodzina z krwi!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
A ja pomyślałam, że rodzina z ciała jest też moją rodziną Duchową, np mój tata jest też moim Duchowym Synem. Tak samo siostra i brat. Jezus mówił dalej:
„Przez cierpienie i modlitwę rodzisz ich dla Mnie, Moniko! Rodzisz ich do Życia! Do Życia wiecznego. Rodzisz Ich dla Mnie i rodzisz Mnie w Nich!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i zachwyem…
„To wielki zaszczyt i odpowiedzialność wielka!” – szepnęłam z mocą. Umilklam, a po chwili szepnęłam znowu:
„Moje Dzieci nazywają mnie duchową mamą. Ale wiem, że wszyscy mamy inną, najlepszą MAMĘ! Twoją Mamę, Maryję! Ona jest naszą Mamą. A my wszyscy Jej dziećmi jesteśmy!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i uśmiechnięty od ucha do ucha!
„Piękną masz Rodzinę, Moniko!”
„Piękną, bo Twoją!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On uśmiechał się do mnie… Cudownie!

ODPOCZYNEK W BLISKOŚCI…

Leżałam w ramionach Jezusa. Obolała bardzo i bardzo zmęczona… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną… poruszony i rozczulony… Patrzył w Swoją jedyną. I ja patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa. Oczy mi się zamykały…
„Odpocznij, maleńka… Potrzebujesz dużo odpoczynku…”- wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Mój Duchowy Syn wczoraj powiedział mi dokładnie to samo… Bardzo się cieszę, że mówisz nie tylko przeze mnie, ale i przez moje Dzieci!!! Bardzo się cieszę!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
„A jakże! Mówię przez każdego kto jest na Mnie otwarty!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Niektóre moje Duchowe Dzieci nie są… Ale właśnie dlatego Je adoptowałam, modlę się i tańczę za Nie, żeby się na Ciebie otworzyły! A raczej, żebyś Ty pomógł się na Siebie otworzyć!”
„Baaaardzo pięknie, Moniko!”
„One nic nie wiedzą wiedzą, że modlę się i tańczę za Nie!”
„I bardzo dobrze! Dowiedzą się w swoim czasie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Przytaknęłam z uśmiechem!
„Odpocznij teraz, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
Patrzyłam w Niego… Patrzyłam… I zapragnęłam!!!
„Chodź do mnie mój śliczny!!! Bliżej…”
I wyciągnęłam do Jezusa ręce… On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule… Potem przytulił policzek do mego policzka… Trwaliśmy razem. Serce przy SERCU. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Nasze serca objęły się serdecznie i ucałowały… I trwały we wzajemnej miłości i bliskości…

MOJE TERAZ

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyłam tylko w Niego… w mojego ślicznego Jezusa tylko patrzyłam. A On patrzył tylko we mnie… Głęboko. Z miłością… Dotykał dłonią mój policzek i głaskal go z czułością niezwykłą. Uśmiechałam się do Jezusa promiennie… I On do mnie się uśmiechał! Cudownie!
„Wiesz mój Jezu? Mam takie zdjęcie na którym moja Prababcia Michalina, Babcia Jadzia, Mama, moja siostra Lucyna i ja! Cztery pokolenia na jednym zdjęciu! Piękne, prawda?” – spytałam z uśmiechem.
„Baaaardzo piękne, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„A Prababcię pamiętam. Co prawda już coraz bardziej jak przez mgłę… Ale pamiętam!”
„I ta pamięć, Moniko, jest najważniejsza!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie z naciskiem.
„A Ty Jezu jako Człowiek też miałeś przodków!” – szepnęłam rozpromieniona.
Zamysliłam się…
„Wszyscy pochodzicie ode Mnie!” – słowa Jezusa wyrwały mnie z zamyślenia.
„No, tak…”
„Pochodzisz ode Mnie, jedyna Moja” – wyszeptał Jezus promiennie, patrząc we mnie głęboko.
„Pochodzę od Ciebie, żyję dla Ciebie, w Tobie. I do Ciebie idę! Jesteś moją Przeszłością, Teraźniejszością i moją Przyszłością!” – szepnęłam z ogniem.
„Pięknie powiedziane!” – wyszeptał Jezus. Widziałam w Jego oczach miłość, zachwyt i dumę.
„Ale przecież u Ciebie nie ma ani przyszłości, ani przeszłości. Tylko teraz!“- szepnęłam zdziwiona zachwytem Jezusa. Mówię źle, a On jeszcze mnie chwali?!!
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Tak, kochanie. U Mnie przeszłość i przyszłość łączy się w Teraz. W wiecznym Teraz!”
„Jesteś moim Teraz!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Rozpromieniony i zachwycony cały!
„Daj mi pić, proszę…!”- szepnęłam poruszona bardzo.
Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam ile chciałam. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

O PRABABCI MICHALINIE…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj znalazłam swój pamiętnik. Z trzeciej klasy podstawówki! Jest tam wiele wpisów bardzo dla mnie cennych. Ale jeden jest bezcenny! Jest to podpis napisany niewprawną ręką… Podpis mojej Prababci Michaliny… Była kobietą nieuczoną, ledwo podpisać się umiała… Ale była bardzo mądrą Osobą!”
Spojrzałam w mojego Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Opowiedzieć Ci o Niej, mój Jezu?” – spytałam lekko.
„Opowiedz! Opowiedz Mi, kochana!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
„Ale od razu mówię, że może być chaotycznie… I obrazki z Jej życia raczej!”
„Nic nie szkodzi, Moniko! Opowiedz Mi, proszę!”
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Tata Prababci, Antoni, tuż przed wybuchem I wojny światowej zbudował nowy dom. Dla swojej rodziny, żony, Anastazji i siedmiorga dzieci. Bardzo się z tego cieszył i był bardzo dumny, że mógł zbudować dom. Niewielu gospodarzy w tamtych czasach mogło sobie na to pozwolić. Prapradziadek mógł. I gdy wybuchła I wojna, zaczęły się bombardowania wsi. Prapradziadkowie mieszkali za Bugiem w Nowej Wsi (Nowosiółki),  koło Berezy Kartuskiej. I gdy zaczęły się bombardowania prapradziadek z żoną i siedmiorgiem dzieci ukryli się w ziemiance, dużym, głębokim dole w ziemi, przykrytym z góry. I tam przeczekali bombardowanie. Gdy ucichło, prapradziadek wyszedł na zewnątrz, na ziemię sprawdzić. I zobaczyl, że dom, który dopiero co zbudowal, jest całkowicie, doszczętnie zniszczony… Padł na ziemię. I umarł na miejscu… Zawał serca pewnie. Praprababcia Anastazja w jednej sekundzie została sama z siedmiorgiem dzieci. Bez męża, bez domu. Bez niczego. Siedzieli wszyscy w zimnej i ciemnej ziemiance. W dodatku moja prababcia Michalina, która była wtedy małą dziewczynką bardzo ciężko zachorowala. Chorowała wiele dni, miała bardzo wysoką gorączkę i zimne poty… Praprababcia myślała, że jej córka umrze. Ale w którymś prababci się polepszylo. I poprosila jeść. „Ja myślałam, że umrze, a ona jeść wola!” – usłyszała pełen goryczy głos swojej matki. Gdy była już staruszka i o tym nam odpowiadała, miała w oczach łzy… Nie wiem jak oni ten bardzo ciężki okres przeżyli. Wiem że Prababcia Michalina chodziła na służbę, u jakichś bogatych państwa służyć. Dorosła. Spotkała Józefa, pokochali się i wzięli ślub. Mieli piątkę dzieci. Dwoje dzieci zmarło, we wczesnym dzieciństwie… Resztę znam z opowiadań mojej babci, Jadzi. Nie opowiadala mi o II Wojnie Światowej. Opowiadała za to, że po wojnie Praprababcia Anastazja, Prababcia Michalina z mężem i dziećmi przyjechali zza Buga na zachód, na Ziemie Odzyskane. Babcia Jadzia mówiła, że jechali w wagonach dla bydła, bez oknien. Poupychani. Jechali nawet kilka miesięcy. Jak np. lokomotywa, albo coś w wagonie się zepsuło, potrafili stać w szczerym polu tygodniami. W końcu przyjechali. Pradziadek Józef zajął gospodarstwo blisko torów. Postarał się o pracę dróżnika. Oprócz tego bardzo ciężko pracował w gospodarstwie. Pradziadkowie mieli konie, krowy, świnie, kaczki, gęsi kury… Mieli też pole. Cały tydzień, od rana do nocy ciężko pracowali. W niedzielę szli wystrojeni do kościoła, na Mszę św. I w poniedziałek rano od nowa do pracy.
Prababcia Michalina nigdy nie widziała morza. A bardzo chciała zobaczyć… I moi rodzice wzięli Prababcię i jej siostrę i zawieźli do Kołobrzegu na kilka dni. Prababcia ubrana od stóp do głów, na czarno, w chustce na głowie i z torebką w ręku pierwszy raz w życiu stanęła na brzegu Bałtyku… Długo stała w milczeniu i patrzyła w morze… Chyba czuła się bardzo zagubiona i bardzo maleńka… „A tam, za morzem to już Ameryka…?!” – spytała oszołomiona. Takie miała wyobrażenie o świecie… Nikt wcześniej jej nie wytłumaczył, nie powiedział. Dopiero tata zaczął Jej tłumaczyć, że nie, że Ameryka jest jeszcze dalej, za oceanem. Prababcia nie mogła sobie tego wszystkiego wyobrazić. Chciała się przepłynąć statkiem! Rodzice, a jakże, zabrali ją i jej siostrę na rejs statkiem. Bardzo jej się podobało! Jej siostrze, Ewie, nie za bardzo… Prababcia przynosiła mi brzoskwinie ze swego ogrodu. Pamiętam, że już ledwo chodzila, o laseczce, ale brzoskwinki prawnusi przynosiła. Do tej pory pamiętam ich smak… Słodkie, soczyste. Smak dzieciństwa. I winko z brzoskwiń robiła! Pyszne! Zrobiła, schowala i wyjmowała tylko na specjalne okazje. Wino miało kolor ciemnobrązowy i było bardzo mocne. Wystarczył lyczek i już byłeś sieknięty! 😁 A Pradziadek Józef nie pił alkoholu. W dzieciństwie slubowal Madonnie, że do końca życia nie weźmie alkoholu do ust. I śluby wypełnił. Pradziadkowie nigdy się nie nie kłócili, nie krzyczeli na siebie nawzajem. Pradziadek nawet jeśli miał jakieś pretensje do żony, nic jej o tym nie mówił. Ale jak wychodził na pole i nikt go nie słyszał wtedy wyładowywał emocje. Ponad 50 lat razem przeżyli. Prababcia najpierw pochowała córkę, potem męża, potem drugą córkę, Babcię Jadzię… A potem zmarła sama… Zmarła tak jak żyła. Cichutko. We śnie.”
Skonczylam opowieść. Umilklam. Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko… Patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Oj! Na wspominki mi się zebrało!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Pięknie opowiadasz, Moniko! Aż chce się słuchać!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„A, dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
Tańczyliśmy bardzo, w intymności i bliskości wielkiej. Mój Jezus i ja!

SKUPIĆ SIĘ NA JEZUSIE

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam…
„Baaaardzo mi pomogły Twoje słowa, mój Jezu… I poprzez rozmowę z moją Córeczką… I Synkiem… (I gdy piszę tę notkę bardzo mi pomaga… Nie spodziewałam się… Koi ból mego serca…). Bardzo Wam dziękuję, mój Jezu…!!! Choć jeszcze boli, odczuwam pustkę, żal i tęsknotę. To jednak jest mi troszeńkę lżej. Mniej przygniata moje serce. I oskarżenia oddaliły się, gdzieś uciekły. Jeszcze pewnie wrócą, nie raz. Ale gdy wrócą, będę już wiedziała co z nimi zrobić!”- szepnęłam z mocą. Zamilkłam i spojrzałam w oczy Jezusowi…
„I wiesz? Cieszę się że moja Mama jest u Ciebie na rączkach! Bardzo się cieszę! A wiem, że jest u Ciebie na rączkach, bo Jej to ‚załatwiłam’! Zyskałam dla Niej odpust Porciumkuli!”
I uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!!! Od ucha do ucha!!! A On rozpromienił się bardzo nade mną!!! Rozświetlił się cały…! I patrzył we mnie bardzo piękny!
Wyciągnęłam rękę i dotknęłam policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Wiesz, Jezu Ty i wczoraj moja Córeczka również radziliście mi, żebym pomyślała teraz też o sobie. W pierwszej chwili myślałam, że to dobra rada. Teraz myślę, że nie za bardzo. Nie będę skupiała się na sobie, ale na Tobie! Nie będę patrzyła na siebie, ale będę wpatrywala się w Ciebie! Nie będę myślała o sobie, ale o Tobie! Bo tylko myśląc o Tobie, we właściwy sposób będę mogła myśleć o sobie!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… poruszony bardzo…
„Kocham Cię mój Jezu…”- szepnęłam z mocą.
Kocham Cię, Moniko… Nawet nie wiesz jak bardzo!!!”- wyszeptał Jezus z ogniem. I położył głowę na sercu moim… Objęłam Go cala… Z miłością! I pomyślałam, że kocha mnie tak bardzo, że gotów był zapomnieć o Sobie, żeby tylko mi ulżyć…

DAĆ SOBIE CZAS…

Leżałam w ramionach Jezusa. Tańczyliśmy bardzo! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy, policzek przy policzku…
„Dziękuję, że mogę Ci opowiadać… Że chcesz słuchać moich opowieści o mojej Córce. To bardzo mi pomaga…”- urwałam na chwilę i po chwili szepnęłam z bólem:
„Tęsknię za Nią… Tak zwyczajnie, normalnie, po ludzku… Tęsknię!”
Znów przerwałam na chwilę. W moich oczach pojawiły się łzy… Jezus otarł je z wielką delikatnością i patrzył we mnie głęboko… W Jego oczach widziałam miłość i bezgraniczne zrozumienie. To osmieliło mnie bardzo! Szeptałam więc dalej:
„Wszyscy martwią się o mojego Duchowego Syna. Pytają jak się trzyma, jak daje sobie radę, jak to wytrzymuje… A mnie nikt o to nie spyta… A ja też mam ciężko, trudno. Może nawet trudniej niż mój Syn. Ale ok. Nie czas się teraz licytować kto z nas ma tru…”
Jezus przerwał mi gwałtownie! Zamknął moje usta czułym i słodkim pocałunkiem… Potem wyszeptał z ogniem:
„Nie! Właśnie trzeba to powiedzieć. Raz, ale jasno i wyraźnie! To Ty masz trudniej, kochana Moja! Zdecydowanie trudniej! A wiesz dlaczego?”
„Nie…”- szepnęłam zdziwiona nkręcąc przecząco głową.
„Twój Syn zna życie bez Twojej Córki. Zna życie bez Niej! Może z łatwością sobie przypomnieć jak to było zanim Ją poznał. Ty nie znasz życia bez Niej! Była z Tobą od początku! Od zawsze. Była w każdym momencie Twojego życia! I teraz nagle znikła! Nie ma Jej! I to, że Ci Jej brakuje, że po prostu za Nią tęsknisz to naturalne!”- wyszeptał Jezus łagodnie.
„Taaak…”
„Byłoby dziwne, gdyby było inaczej! Bardzo byłoby dziwne… – szeptał dalej Jezus – Daj sobie czas, Moniko. Daj sobie czas… Nie ponaglaj siebie, nie popędzaj… Daj sobie czas. To naturalne, że tęsknisz, że czujesz ból, pustkę i żal… Pozwól sobie na to. Daj sobie czas…”
„Dziękuję Ci bardzo za te słowa… Bardzo potrzebowałam je usłyszeć!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z czułością bezgraniczną… I ja w Niego patrzyłam.
„Naszły mnie także myśli, oskarżenia, że to przeze mnie… bo to przecież ja…” – nie dokończyłam. Jezus znów zamknął mi usta czułym i słodkim pocałunkiem.
Potem ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie z miłością…
„Wiesz, Moniko, że te oskarżenia są nieprawdziwe, że nie pochodzą ode mnie? Że Ja Ciebie nigdy nie oskarzam? Przeciwnie! Usprawiedliwiam Ciebie!”
„Tak!” – szepnęłam z przekonaniem.
„Następnym razem jak przyjdą takie myśli, wołaj swoje wilki! Każdego Każdego po imieniu wołaj!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się delikatnie.
„Dobrze!” – szepnęłam z uśmiechem.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

ŻAŁOBA, NADZIEJA I CZYSTE SERCE

Leżałam na SERCU Jezusa… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie jak w obrazek… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Wczoraj pożegnaliśmy na cmentarzu moją Mamę. Na pogrzeb Mamy przyszło bardzo dużo ludzi. Ja jednak pożegnałam się z Nią, a raczej to Ona pożegnała się ze mną wcześniej. Było to pożegnanie bardzo osobiste i przejmujące bardzo… Opowiedzieć Ci o nim, kochany?”
„Opowiedz, Moja śliczna! Opowiedz mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„We wtorek moja Mama już bardzo źle się czuła. Leżała z zamkniętymi oczami. Nie wiadomo było czy jest przytomna, czy nie… Chcialam przy Niej posiedzieć, poprosilam więc Tatę, żeby mnie do Niej zawiózł. I Tata zawiózł. Siedzialam przy łóżku Mamy, a Ona leżała z przymkniętymi oczami. W pewnym momencie je otworzyła i spojrzała na mnie. I bardzo niewyraźnie, z trudem wielkim wyszeptała:
– Mo-ni-ka… Mo-ni-ka…
– Tak, kochanie, to ja jestem! – szepnęłam poruszona bardzo, siląc się na uśmiech.
– Mo-ni-ka…
– Tak, mamusiu, to ja…
Mama spojrzała na mnie i zamknęła oczy. Więcej Jej z otwartymi oczami nie widziałam…
Jezus patrzył we mnie głęboko… Poważny i poruszony niezmiernie…
„A opowiedzieć Ci jak czuwa nade mną?” – spytałam uśmiechając się delikatnie.
„Opowiedz, kochana Moja, opowiedz Mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Na pogrzeb Mamy nie chciałam ubierać się całkowicie na czarno. Wymyśliłam więc, że nałożę tę ciemnozieloną sukienkę, którą kupiłam na I Komunię chrzesniaczki. Do niej potrzebowałam czarny żakiet lub wdzianko. Jednak nic takiego nie miałam… Bratowa Ania przyniosła mi swój czarny żakiet. Ledwo mi go nałożyli! Był ciasny i gruby, a teraz gorąco. Od razu bym była cała spocona. Potrzebowałam coś takiego cienkiego i przewiewnego i czarnego oczywiście. Poprosiłam moją siostrę Lucynkę, żeby jak będzie mogła coś takiego popatrzyła dla mnie w mieście.
– Gdzie ja ci teraz czarne wdzianko znajdę… Tak na poczekaniu trudno bardzo będzie… – powiedziała zmartwiona Lucyna. Ale obiecała popatrzeć.
Pojechała do miasta. Po jakimś czasie wraca, przychodzi do mnie i mówi:
– Patrz co mam! Weszłam do pierwszego lepszego sklepu i od razu było! Jakby czekało na mnie!
I mi pokazuje… czarne, cienkie, przewiewne wdzianko!!! Takie jak chciałam!!
– Idealne! – zawołałam z radością.
Lucyna opowiadała dalej:
-Wchodzę do pierwszego sklepu a sprzedawczyni od razu do mnie: ‚w czym może pomóc?’ Więc ja do niej, że szukam czegoś czarnego i przewiewnego. A ona pyta: ‚na pogrzeb? Dla zmarłego czy dla kogoś?’ Tak jakby zmarły już nie był kimś… Ale mniejsza o to. Mówię, że dla kogoś. A ona pokazuje mi to…. Aż w szoku byłam!”
Przerwałam na chwilę, a potem dodałam:
„Także byłam ubrana na zielono i czarno. Czarny to kolor żałoby, a zielony, kolor nadziei…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!!
„Pięknie wyglądałaś w kolorach żałoby, nadziei i z czystym sercem!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Tak! Byłam wczoraj u spowiedzi, bo wcześniej z powodu wirusa nie miałam możliwości. Dziękuję, że mi wybaczyłeś i że mogłam przyjąć Komunię za Mamę!!! Dziękuję, mój Jezu!!!”
Leżałam na SERCU Jezusa. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

POGRZEB MAMY

Dziś odbył się pogrzeb Mamy. Tata, moje rodzeństwo i ja pochowaliśmy Żonę i Matkę. Ciało Mamy spoczęło na cmentarzu gdzie oczekuje na Zmartwychwstanie. Dusza, ufam, jest u Jezusa na rączkach.

Wybaczcie, że nie napiszę nic więcej, ale jestem bardzo zmęczona…

ODPOCZYNEK I CZUŁOŚĆ…

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie… I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam… Tańczyliśmy w miłości i bliskości wielkiej.
„Potrzebowałam bardzo ciszy… Jednak ta cisza, która jest teraz, jest nieznośna…!!! Nie do wytrzymania! W uszach dzwoni! Serce rani… Ale przynajmniej w nocy trochę pośpię, odpocznę. Bo wcześniej, niedawno jeszcze często przez kilka nocy z rzędu nie spałam. Nie było mi dane… Przepraszam…!!! Myślę tylko o sobie!”- szepnęłam z goryczą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Czasem trzeba pomyśleć i o sobie, Moniko!” – wyszeptał z czułością i mnie pocałował. Słodko i gorąco…
„Odpocznij, kochana Moja! Należy Ci się odpoczynek…” – wyszeptał Jezus.
A ja przerwałam Mu gwałtownie!!!
„Nic mi się nie należy!!! Wszystko jest Darem od Ciebie!!!”
„Właśnie dlatego, że tak uważasz, należy Ci się!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie stanowczo.
Leżałam więc dłuższą chwilę w milczeniu i odpoczywałam
„Wiesz mój Jezu… Okazujemy sobie wzajemnie czułość… Mój Duchowy Syn i ja… Wcześniej rzadko sobie okazywaliśmy. Teraz często… Obejmujemy się wzajemnie, ja glaskam Syna po policzku… Nauczyłeś mnie tego… I cierpimy razem. Nie każde osobno. Ale razem. I tak jest łatwiej…”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco bardzo…

ODNAJDYWAĆ SIĘ…

Leżałam w ramionach Jezusa. Serce przy SERCU… Twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo!
„Wiesz mój Jezu… Martwię się o mojego Duchowe Dziecko, Syna i o siebie też… Wczoraj pomyślałam, że najgorsze już za nami. Ale teraz zaczynam myśleć, że…”- urwałam. A Jezus dokonczyl:
„Że najgorsze dopiero przed Wami…”
Kiwnęłam głową potakująco. I szeptałam dalej:
„Prawie całe Jego, Syna, życie kręciło się wokół mojej Córki i jej choroby. Córeczka bardzo skupiała uwagę na sobie i chorobie. Absorbowała sobą. Syn prawie cały dzień Nią się zajmował. A ja… zajmowałam się… sobą!!!” – szepnęłam z goryczą.
Jezus spojrzał we mnie z tkliwością… I zaczął dotykać mój policzek i głaskal go z czułością niezwykłą…
„Nie mów tak, Moniko, bo to nie jest prawda! Bardzo dobrze, że znajdowałaś sobie zajęcia…”
„Nie chciałam przeszkadzać sobą… Zylam w cieniu Córeczki… „- urwałam na chwilę i po chwili szepnęłam:
„Teraz będziemy musieli nauczyć się żyć jakby od nowa. Odnaleźć się w nowej, nieznanej trudnej rzeczywistości…”
„Nie odnaleźć, Moniko. To będzie proces, powolny i żmudny. Będziecie musieli odnajdywać się, codziennie, każdego dnia, od nowa.”- wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Taaak. Powoli, spokojnie. Niczego nie przyspieszać, nie ponaglać, ale i nie zatrzymywać się, nie spowalniać. Będę musiała przeorganizować swoje życie. Bardziej skupić się na Synu, ale też nie zapominać o sobie. I Syn tak samo. Musi nie zapominać o sobie. A tak wygląda jakby zapomniał o sobie. Skupiał się na żonie i córce, a o sobie zapomniał. Teraz musi o sobie przypomnieć.”
„Ty, Moniko musisz mu w tym pomóc!” – wyszeptał Jezus z czułością.
„A mnie Ty, Jezu, pomożesz?!” – szepnęłam poruszona.
„Jasne!!! I przecież macie jeszcze matkę i żonę!!! Ona się Wami zaopiekuje!!!” –
„No przecież!!! To, że jest u Ciebie, nie znaczy, że nie ma obowiązków wobec nas! Nie znaczy, że nie ma, że nie może nam pomagać, zaopiekować się nami! Prawda?!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. Ja uśmiechnęłam się do Niego promiennie!
„Macie siebie nawzajem, kochacie się. Będzie dobrze!”
„Będzie dobrze przede wszystkim dlatego, że mamy Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienił się cały nade mną! Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Mocno i czule…

WESZŁA W ŻYCIE!

Dziś rano odeszła do Pana moja kochana Mama. Jezus wziął moje Duchowe Dziecko na rączki <3
Ufam, że będzie Tam na mnie czekać. Ufam, że nie umarła, ale odeszła w ŻYCIE. Jezus to ŻYCIE! Mama przekroczyła próg śmierci i weszła w Życie.

Potrzebowałam ciszy… Ta cisza, która jest teraz, aż w uszach dzwoni… Głowa bardzo boli. Ale moje serce jest spokojne. Zanurzone w Jezusie…

TYLKO DZIĘKI JEZUSOWI

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Umilowany mój patrzył we mnie głęboko… Poważny i uroczysty wielce. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
Patrzyłam w mojego Jezusa poważnie. Z ufnością.
„Przygotowywałeś mnie na tę chwilę, na ten moment mojego życia, prawda, mój Jezu? Przygowywałeś mnie?” – spytałam z powaga i ufnością.
Jezus przytaknął.
„Czy jestem gotowa, nie wiem… Raczej nie. Chyba żaden człowiek nie jest gotowy na odejście, na odchodzenie bliskiej, kochanej osoby. Ale jest mi łatwiej. Jest mi łatwiej, bo wiem że mam Ciebie, moje Duchowe Dzieci i… moje wilki… Dziękuję, że mnie przygotowywałeś na ten moment!”-szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie poruszony.
„Pamiętasz, Moniko jak Twoje Dziecko mówiło, że Ono,, Twoi bliscy są Twoimi rękami i nogami, a Ty jesteś ich głową?” – spytał Jezus z ogniem.
„Tak, wiele razy tak mówiło!”
„Wczoraj to potwierdziłaś! Zachowałaś zimną krew, przejęłaś kontrolę nad trudną sytuacją!”
„Staralam się…”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko..
„Wiesz mój Jezu, kilka dni temu powiedziałam mojemu Synowi, że bardzo potrzebuję ciszy, że żyję w nieustannym krzyku i potrzebuję ciszy… I wczorajszy dzień i noc, pierwszy raz od kilku lat cisza… Aż dziwnie mi… Dziwne uczucie…”
„Jesteś bardzo dzielną kobietą, dzielną niewiastą, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie z czułością, uwielbieniem i dumą.
„Ja tej dzielności w sobie nie widzę, ale jeśli jestem to tylko dzięki Tobie, mój Jezu!!!”
Wtuliłam się w mojego ślicznego Jezusa całkowicie…

ZA MOJĄ MAMĘ

Nie będę dzisiaj opisywać mojej rozmowy z Jezusem. Nie mam siły…

Proszę Was o modlitwę za moje Duchowe Dziecko, które odchodzi powoli na rączki Jezusa. Za moją Mamę <3

ZENUŚ…

Leżałam w ramionach Jezusa… Tańczyliśmy bardzo!!! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy, policzek przy policzku… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie jak w obrazek…
„Kilka dni temu zmarł mój Duchowy Syn… Gdy się dowiedzialam o Jego śmierci to z jednej strony poczułam smutek, a z drugiej wielką radość! Smutek, że już Go na ziemi nie zobaczę, a radość, bo wiem, że jest już u Ciebie na rączkach! Wiem, że jest! To był… to jest, bo żyje, żyje w Tobie, święty Człowiek!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem!
„Kardynał Zenon… Zenuś! Lubię zdrabniać imiona moich Dzieci, więc i Jego zdrabniam… Pamiętasz w jaki sposób stał się moim Duchowym Synem, prawda?” – spytałam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Pamiętam! Przypomnij Mi, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Po abdykacji Papieża Benedykta, zebrało się konklawe, żeby wybrać nowego Papieża. W internecie zorganizowano wtedy akcję ‚adoptuj kardynała!’ Wzięłam w niej udział… Było losowanie. I ja wylosowałam kardynała Zenona!!! Bardzo się ucieszyłam, że wylosowałam akurat Jego!!! Od tamtej pory modliłam się za Niego, tańczyłam… Chciałabym, żeby wiedział, że ma duchową mamę, która jest z Niego dumna!!!”
„Teraz wie!” – wyszeptał Jezus poruszony bardzo.
„Tak… teraz już wie!”
„Wie, że ma duchową Mamę, która bardzo go kocha! I jest szczęśliwy baaardzo!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„Taaa…” – urwałam bo zaniemówiłam…
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko… I zobaczylam w nich… mojego Syna! Zenusia… Rozpromieniony był niezmiernie… Uśmiechnął się do mnie i mnie pobłogosławił… a ja ujęłam Jego dłoń i ucałowałam serdecznie… I znikł.
Znów patrzyłam w mojego Jezusa…
„Do tej pory Ty się opiekowałaś Nim, teraz On się będzie Tobą opiekował. Razem z Twoimi wilkami!” – wyszeptał Jezus promiennie.
„Dziękuję! A możesz Go poprosić, żeby opiekował się także Swoim Duchowym Rodzeństwem?!” – szepnęłam szybko.
„To oczywiste!”
„Dla mnie oczywiste!!!” – szepnęłam z mocą.
„Dla Niego tym bardziej!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
Uśmiechnęłam się do Jezusa uszczęśliwiona!!! Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja!

ROZPŁYWA SIĘ..

Jezus siedział na ławeczce, obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Patrzyłam z uwielbieniem w mojego ślicznego umiłowanego!
„To mówisz, Jezu, że mówisz przeze mnie?!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem!
„Wiesz, moje Duchowe Dziecko, Córeczka, po przeczytaniu wczorajszej notki powiedziała: ‚Moze wreszcie do Ciebie dotrze ze On przez ciebie mowi Nieustannie’. I że Tobą świecę. To znaczy że ona widzi, że mówisz przeze mnie! Bo ja szczerze mówiąc… nie… Chociaż z drugiej strony sama z siebie nigdy bym nie zastanawiala się nad sformułowaniem ‚wierzę w Boga’! Bo i po co…?! Nie przyszłoby mi do to do głowy… Czyli wynika z tego, że nie tylko mówisz przeze mnie, ale i myśli mi podsuwasz…! Tak, mój Jezu?! Czy tak..?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Posłuchaj Moniko… Skoro cala do Mnie należysz, skoro jesteś cała Moja, cała dla Mnie i cała we Mnie to Ja w Tobie działam! I Tobą się posługuję! Otworzyłaś Mi Swe serce to działam w nim! Buszuję, jak to kiedyś powiedziałaś! Buszuję na całego!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Płonący był cały!!!
„Buszuj, mój Jezu!!! Buszuj do woli!!! Cieszę się Baaaardzo, że chcesz!!!” – szepnęłam rozpromieniona cała i cała szczęśliwa!
„Ja cieszę się niezmiernie, że mogę!!! Cieszę się niezmiernie!!!! Moja kochana… Moja śliczna!!!” – wyszeptał Jezus…
Zbliżył Swoją twarz do mego serca i zaczął je piescić i całować! Jak Oblubieniec pieści i całuje serce Swej Oblubienicy… Czule i słodko i gorąco…. Całował, pieścił i szeptał:
„Jedyna Moja… słodka Moja… rozkoszy Moja…”
Serce moje rozpływalo się w umilowanym moim Jezusie… Wciąż się rozpływa …

W SYMBIOZIE

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Jego SERCE i rozmyslalam:
„Z Tobą to ja mam dobrze!!! Życie jak w Madrycie! Czego się nie dotknę, wychodzi mi! Modlitwy wiernych układają mi się same! W nocy szczególnie mi się układają! A w dzień je tylko spisuję. Mój Duchowy Syn, któremu je potem pokazuję, mówi: ‚Dla mnie super!’ Kwiaty mi same rosną, odpowiednio dobrane do warunków w moim pokoju. Ale musiałam się o to postarać. Zadbać! Układając modlitwy często korzystam ze słownika wyrazów bliskoznacznych, gdy mi słów brakuje. Żeby mieć w pokoju piękne rośliny musiałam spytać o radę eksperta.”
Przerwałam na moment i spojrzałam w oczy Jezusowi… Patrzył we mnie głęboko, z ogniem miłości…
„Wiesz? Ostatnio tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że sformułowanie ‚wierzę w Boga’ jest niezbyt fortunne! Szczególnie w kontekście słów jednego lekarza i polityka oskarżanego o branie łapówek. Powiedział on w jednym z wywiadów takie słowa: ‚Wierzę w swoją uczciwość!’ Oburzyłam się na te słowa! ‚Wierzy?! Albo jest uczciwy, albo nie!!! Wiara tu nie ma nic wspólnego!’
BÓG jest! Istnieje! Bez względu na to czy w Niego wierzymy, czy nie! My ludzie mamy taką przypadłość, takie przekonanie, że jeśli w coś lub w Kogoś nie wierzymy to automatycznie tego nie ma! Tymczasem Bóg istnieje! Czy w Niego wierzymy, czy nie. Nasza wiara czy niewiara nie ma wpływu na Jego istnienie! BÓG JEST! I tylko od nas zależy czy my to Jego bycie i działanie przyjmiemy, czy nie. Czy będziemy żyć z Nim w zgodzie, przyjaźni. W symbiozie! Czy też Go odrzucimy! Ale gdy Go odrzucimy, ON i tak JEST!
Owszem, można twierdzić, że w Boga się nie wierzy, a obchodzić np ‚Gwiazdkę’, albo ‚imprezę zimową’ i jeszcze mówić, że to tradycja. Można też twierdzić że się w Boga wierzy, a żyć tak jakby Go nie było. W obu przypadkach żyje się w kłamstwie. Okłamuje się przede wszystkim samych siebie!”
Przerwałam na znowu moment i znów spojrzałam w oczy Jezusowi. Patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Ja staram się żyć z Tobą nie tylko w przyjaźni, ale i w w symbiozie… I mam jak mam… Życie jak w Madrycie!!!”
Zaśmiałam się głośno i perliście! Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i dumą…
„Ale teraz Ty powiedz coś, mój Jezu! Bo cały czas tylko ja gadam, nawijam i nawijam. A Ty milczysz!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco!
„Mylisz się, Moniko! Ja nie milczę! Ja mówię przez Ciebie!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmiela i uszczęśliwiona zarazem… A On głaskał mój policzek z tkliwością…

NIE PRZESADZA!

Tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości wielkiej…
„Uwielbiam Ciebie, mój śliczny!!! Uwielbiam Ciebie moja Lilio czerwona!!! Uwielbiam Ciebie!!!” – szepnęłam ze czcią i uwielbieniem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Uwielbiam Ciebie Moja Stokrotko!!! Uwielbiam Ciebie Moja słodka!!! Uwielbiam Ciebie, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!!!
„Opowiem Ci jeszcze o moich kwiatkach, chcesz, mój Jezu?” – spytałam.
„Oj tak!!! Opowiedz Mi, kochana! Uwielbiam Twoje opowieści!!!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Bo ja najpierw tę kalateę zaobserwowałam a potem o niej wyczytałam…”
Urwałam na chwilę i uśmiechnęłam się do Jezusa.
„Może jednak od początku zacznę!”
Jezus przytaknął z uśmiechem.
Zaczęłam jeszcze raz:
„Okna mojego pokoju wychodzą na zachód. I pokój jest bardzo zacieniony. Tak, że gdyby nie lampy, w pokoju byłoby bardzo ciemno! I prawie wszystkie kwiaty, które stały na parapecie nie chciały mi rosnąć, marniały z powodu braku światła… Do czasu… gdy postanowiłam coś z tym zrobić! Postanowiłam zapytać kogoś kto się na roślinach zna! Zaczęłam z grubej rury! Napisałam do Ogrodu Boganicznego w Powsinie! Na Fb, z messengera. Opisałam swój problem i poprosilam o radę jakie rośliny moglbyby u mnie rosnąć i miałyby u mnie dobrze. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ktoś mi odpisze, a przynajmniej nie szybko. Zaczynala się pandemia (było to na początku marca) i myślałam, że Ogród Botaniczny w Powsinie jest nieczynny. Myliłam się! Na drugi dzień otrzymalam odpowiedź! ‚Witamy serdecznie Pani Moniko i dziękujemy za kontakt. Każde okno daje szansę kwiatom 🙂 Czy jest możliwość, aby kwiaty stały na parapecie przy oknie, czy będą z dala od niego?’
Odpowiedzialam, że na parapecie. Pan Ekspert uprzejmie poprosił, żebym dała mu trochę czasu, a on przygotuje dla mnie listę roślin, które będą u mnie w pokoju miały dobrze i będą rosły. Poczekałam i za jakiś czas miałam listę! Ja bym powiedziała, że to raczej był elaborat!!! Zresztą sami zobaczcie:
‚Pani Moniko, w niezbyt intensywnym świetle spokojnie da radę Zamiokulkas zamiolistny (Zamioculcas zamiifolia). To bardzo popularne rośliny doniczkowe, które nie potrzebują dużo światła dziennego. Stąd mogą stać nawet obok parapetu a nie na nim.

Sansewieria | to kwiat doniczkowy, który lubi cień, jedna z najbardziej wytrzymałych roślin doniczkowych. Znoszą klimatyzację, suche powietrze, mała ilość światła oraz nieregularne podlewanie.

Kalatea | Cechuje się pięknymi, wielokolorowymi liścmi. Nie przepada za dużą ilością świata. Jego nadmiar może wręcz spowodować, że zaniknie jej efektowne umaszczenie.

Filodendron cordatum | Charakteryzują ją liście w kształcie serca. Poradzi sobie w ciemnych pomieszczeniach, ale wymaga podcinania szybko rosnących pędów. Dzięki temu będzie się ładnie rozgałęziać.

Zielistka | to jedna z najłatwiejszych w uprawie roślin domowych. Potrafi się dostosować nawet do bardzo skromnych warunków. Najlepiej czuje się w warunkach rozproszonego światła.

Sansewiera gwinejska | Znana pod nazwą wężownica. To sukulent łatwy w utrzymaniu. Przetrwa brak regularnego podlewania, niewielką ilość światła oraz spore różnice temperatur. W warunkach ograniczonego oświetlenia będzie po prostu rósł powoli.

Z kwitnących Skrzydłokwiat | Dobrze czuje się w zacienionych miejscach i nie wymaga też zbyt częstego podlewania. Ziemia w doniczce musi całkowicie wyschnąć przed ponownym podlewaniem.

Idealnie sprawdzą się także: Cissus rombolistny paprocie i bluszcze.’

Tak… 😄😄W szoku byłam jak tę listę zobaczylam!!! Podziękowałam pięknie Panu Jarosławowi!!!
Sansewerię miałam już u siebie i rzeczywiście jako jedyna rosła bardzo dobrze! Postanowiłam wypróbować inne rośliny z listy. Kupiłam skrzydłokwiat. I jak tylko go kupilam… zaczął rosnąć u mnie jak najęty!!! I zakwitł nawet! Zdumiona byłam!!! Jest teraz ze cztery razy większy niż wtedy jak go kupilam! Bratowa mówi, że też miała skrzydłokwiata, ale jej zmarniał. A mój rośnie i pięknie kwitnie!
A kalateę dostałam od siostry i szwagra na urodziny. Urodziny miałam na początku lipca, teraz jest koniec a kalatea jest już dwa razy większa! Zaczęłam ją obserwować i zauważylam, że gdy zbliża się wieczór, ona liście ustawia na baczność! Do pionu! Zaciekawiło mnie to i zaczęłam czytać o niej. I wyczytałam, że ona ma w liściach specjalne receptory, jakby zegar biologiczny i reaguje na dzień i noc. Wieczorem ustawia liście do pionu. Jak dłonie w modlitwie. I jest nazywana modlącą się rośliną!”
Spojrzałam w Jezusa. Słuchał z… namaszczeniem… Z zachwytem słuchał…
„Bardzo interesujące, prawda?” – spytałam lekko.
„Baaaardzo!!! A Ty, Moniko opowiadasz tak ciekawie jakbyś botanikiem była!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Eeee… przesada!” – szepnęłam śmiejąc się perliście.
„Moniko, Ja nigdy nie przesadzam! Chyba, że kwiaty!!!”
Śmialiśmy się głośno i radośnie!!! Mój Jezus i ja!!! A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

O KWIETNIKU, NIEBIE I BŁOGOŚCI

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam i opowiadalam umiłowanemu mojemu:
„Wiesz, mój Jezu? Kwietnik sobie do pokoju kupiłam. Incognito! Nikomu nie powiedziałam, że kupuję. Tylko Mikołaj wiedział. Miarkę mi nawet przynosił i pokazywał ile to jest 123 cm, żebym mogła się na oko zorientować jaki ten kwietnik jest wysoki. I tak pokazał za nisko, bo ten kwietnik na żywo wyższy jest! 😃Ale nic to! Kurier go wczoraj przywiózł. Mikołaj go rozpakował i kwiatki mi pięknie na nim poustawiał! Tak, że gdy rodzice weszli do pokoju dziwili się skąd ten kwietnik się wziął! Tata go nawet w pierwszej chwili nie zauważył! Także wesoło było!!! 😊😊 Ale mówili, że ładny wybrałam. Prosty i elegancki. Do wyboru były jeszcze ze wzorami, ornamentami. A ja wybrałam bez wzorów. Delikatny. Do tej pory moje kwiaty na podłodze stały. Teraz będą na kwietniku. Wyeksponowane troszkę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z miłością!
„Lubisz kwiaty, prawda?”
„Lubię?! Uwielbiam!!!” – szepnęłam rozpromieniona.
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i szeptałam dalej:
„Wiesz…?! Wyobrażam sobie, że Niebo jest pełne kwiatów!!! Pięknych i bujnych!!! Że TATA jest wielką, piękną monsterą! Z wielkimi, dziurawymi liśćmi, pod którymi można schronić się przed słońcem i odpocząć… DUCH jest skrzydłokwiatem, którego liście unoszą się i opadają. TY jesteś piękna piękną czerwoną lilią. MAMA też jest lilią, tylko białą. A na przykład św Faustyna jest też białą lilią, ale z kropkami, taką bardziej tygrysią. A św Tereska jest fiołkiem. Św Łukasz makiem polnym, Jan jest kosaćcem. A św Piotr jest kalateą! Wiesz?! Kalatea to taka oryginalna roślina, która reaguje na dzień i noc! Nie przez światło i ciemność. Ale ma w liściach jakby zegar biologiczny. I kiedy nadchodzi noc, ona ustawia liście w pionie! Jak dłonie do modlitwy! I jest nazywana ‚modlącą się rośliną! Tak, św Piotr to kalatea modląca się za Kościół!!!”
Jezus słuchał mojej opowieści z zachwytem!
„A jakim Ty jesteś kwiatem, Moniko?” – spytał z cudnym uśmiechem.
„Ja?! Przecież wiesz, mój Jezu! Oczywiście, że stokrotką!”
„Całe niebo czeka na swoją Stokrotkę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Będzie rosła w cieniu pięknej monstery i skrzydłokwiata, obok czerwonej i białej lilii. Tuż za lilią tygrysią, fiołkiem, makiem polnym, kosaćcem i modlącą się kalateą…!” – szepnęłam uradowana.
„Całe niebo czeka na swoją Stokrotkę!!!” – powtórzył Jezus ogniście.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej.
„Kiedy w dzień przypominam sobie nasze rozmowy, kiedy przypominam o moich wilkach, Atosie, Portosie, Aramisie i D’Artagnanie, albo, że Ty jesteś ‚Monikowy’, gęba mi się śmieje od ucha do ucha, a w  sercu błogość i szczęście!” – szepnęłam z uwielbieniem.

Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie jak w obrazek.
„I o to chodzi, Moja Miła! O to chodzi!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.

MONIKOWY

Leżałam w ramionach Jezusa. Serce przy SERCU, twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo… W intymności wielkiej… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem dotykał mego policzka i głaskal go z czułością.
„Opowiedz Mi o swoich pragnieniach, Moniko…” – wyszeptał z tkliwością.
Uśmiechnęłam się do mojego Jezusa promiennie.
„Pragnę Ci się podobać, mój śliczny! Pragnę żyć na Twoją chwałę! I pragnę być tylko Twoja!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Masz juz to wszystko, Moniko!!! I jesteś Moja! Cala Moja, cała dla Mnie i cała we Mnie!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jezusowa jestem! A Ty Ty jesteś mój! Cały mój!”
„Cały Twój, cały dla Ciebie i cały w Tobie!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„Taaak!!!” – uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
„Monikowy jestem!” -wyszeptał Jezus z ogniem.
„Monikowy?!” – zdziwiłam się.
„Jak Ty Jezusowa to Ja Monikowy!!!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Rozczuliłam się bardzo… Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Monikowy… Monikowy…” – szeptało moje serce. Tańczyliśmy bardzo… W bliskości i intymności…

ATOS, PORTOS, ARAMIS I D’ARTAGNAN!

Siedzieliśmy na ławeczce obok studni. Mój umiłowany Jezus i ja. Wokół nas leżały moje wilki. Warowały.
Wczoraj wieczorem leżąc w łóżku, chciało mi się płakać. Płakać nad sobą, nad swoją biedą, bezsilnością, bezradnością, słabością, nad niezrozumieniem przez najbliższych… itd, itp… Ale zamiast płakać, oddałam to wszystko Jezusowi. Oddałam Mu swoją biedę, bezsilność, bezradność, słabość, niezrozumienie przez najbliższych. Oddałam wszystko mojemu Jezusowi! I już nie chciało mi się płakać. Ulżyło mi.
Siedzieliśmy więc teraz na ławeczce. Jezus patrzył we mnie głęboko… Z bezgraniczną miłością…
„Nie jesteś sama w tym wszystkim, Moniko! Ja jestem z Tobą! I będę nosił to co Mi oddałaś. Będziemy nosić razem!”- wyszeptał Jezus z ogniem. Urwał na chwilę. Spojrzał we mnie jeszcze głębiej i wyszeptał z czułością niezwykłą:
„I chcę, żebyś o tym pamiętala. Ja Ciebie nie oskarżam ani nie potępiam! Więcej! Nie ma w tym wszystkim Twojej winy!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!!! A ja uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!!! Radośnie! Promiennie! Po raz pierwszy od kilku dni!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wskazując dłonią na wilki, powiedział z uśmiechem:
„No dobrze! A teraz one czekają na imona! Jak je nazwiesz?”
Otworzyłam usta ze zdumienia i uświadomiłam sobie, że rzeczywiście moje wilki nie mają jeszcze imion!
Popatrzyłam na wilki… Patrzyły na mnie piękne, dumne i dostojne. Uśmiechnęłam się do nich. I przyszły mi do głowy cztery imiona, które do nich bardzo pasowały.
„Atos, Portos, Aramis i d’Artagnan!” – powiedziałam wskazując na każdego wilka, nadając każdemu imię. Wilki ucieszyly się i okazywaly radość merdając ogonami!
„Podobają im się imiona!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
„A Tobie, mój Jezu?” – spytalam z prostotą.
„Podobają Mi się bardzo! Pasują do nich!” – Jezus uśmiechał się do mnie cudownie.
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Po raz pierwszy od kilku dni…

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com