WIEM!

Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“Jakaś ty czysta i pachnąca, Monisiu!” – wyszeptał z zachwytem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi ze smutkiem.
“Tak…?”
“Tak maleńka!”
“Bo wiesz mój Jezu… Ostatnio czuję się odwrotnie. Całkowicie odwrotnie!”
“Wiem. Ale nie przejmuj się tym tak bardzo, nie martw się!” – wyszeptał Jezus z czułością.
“Jak mam się nie przejmować, nie martwić? Tacie jest bardzo ciężko. I mi też.”
“Wiem najmilsza! Ale tak być musi. Niestety tak być musi.”
Jezus patrzył we mnie głęboko. W Jego oczach widziałam cierpienie… Wiedziałam, że było to też moje cierpienie. Że mój śliczny Jezus cierpiał razem ze mną.
“Wiem!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Patrzyłam w Jezusa… I moje wnętrze zalał niezwykły i blogi pokój.
Jezus zaczął glaskać mój policzek. Uśmiechał się cudownie. Potem układał mi loki z włosów. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
“Tak mi rób, kochany mój Jezu… A wiesz, że w młodości bardzo chciałam mieć loki? I to rude! Raz nawet ciocia zrobiła mi trwałą i pofarbowała mi włosy na rudo! Potem nie bardzo się chciały rozczesać!”
Smialismy się oboje! Głośno i radośnie! Mój Jezus i ja.

WIDAĆ!

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością… Patrzyłam w Niego, patrzyłam. I się zapatrzyłam…
“Mój kochany… Mój kochany…” – szeptałam z miłością.
Jezus patrzył mi w oczy głęboko… Nagle znalazłam się w kościele. Klęczalam przed ołtarzem gdzie stała piękna monstrancja. Była w niej Hostia. Klęczalam przed umiłowanym moim. Gdy w pewnej chwili usłyszalam łagodny, cichy, znajomy glos:
“Zatańcz dla Mnie, Monisiu!”
“Tu mam tańczyć? W kościele?? Przed ołtarzem??” – wyszeptałam zdumiona do głębi.
“Tak!”
Wstałam więc i zaczęłam tańczyć. Na początku niepewnie, nieśmiało. Po chwili już tańczyłam na całego! Dla umiłowanego mojego! Tańczyłam i nawet się nie zorientowałam kiedy Hostia wyszła z monstrancji i tańczyła ze mną! Wirowała w powietrzu, oddalała się i przybliżała! W końcu przylgęła do mojego serca i do niego weszła! Tańczyłam dalej, uwielbiając mojego Jezusa… Zamknęłam oczy i tańczyłam… Długo tańczyłam z zamkniętymi oczami. Kiedy je otworzyłam… zobaczyłam tłumy ludzi, którzy klęczeli przede mną! Oburzyłam się ogromnie!!! Uklękłam przed ołtarzem.
“Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś klęczał przede mną!!! Nigdy!” – szepnęłam z mocą.
Nagle wszystko zniknęło a ja znów leżałam w objęciach Jezusa.
“Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś klęczał przede mną!” – powtórzyłam zdecydowanie.
“A przede MNĄ żyjącym w tobie, maleńka?!” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“To inni widzą Ciebie we mnie?! Widać Cię, mój śliczny?!”
“Widać. Widać, Monisiu kochana! Nawet nie wiesz jak bardzo widać!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zachwytem.
Uśmiechałam się do Niego nieśmiało. Bardzo byłam uszczęśliwiona!!!

WPATRYWAĆ SIĘ

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach i uśmiechałam się do Niego radośnie. Wpatrywalam się w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem…
“Twoje spojrzenie jest takie jasne i czyste, maleńka Moja…” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Spuściłam głowę onieśmielona i zawstydzona. Jezus natychmiast podsunął Swoją dłoń pod mój podbródek i delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył we mnie uśmiechnięty cały.
“Twoje spojrzenie jest takie jasne i czyste, maleńka Moja…” – powtórzył z ogniem.
“Ty mój Jezu oczyszczasz i rozjaśniasz moje serce i moje spojrzenie!” – szepnęłam z mocą.
Za chwilę wyrwało mi się z głębi serca:
“Uwielbiam się w Ciebie wpatrywać, kochany mój Jezu!”
“Uwielbiam się w ciebie wpatrywać, Monisiu kochana!”
Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. W miłosnym milczeniu. Mój umiłowany Jezus i ja…

DZIĘKI TOBIE I DLA CIEBIE

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony cały. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko, ogniście i śmiało.
“Jakaś ty piękna w tańcu, maleńka Moja!”
“Dzięki Tobie i dla Ciebie kochany!”-szepnęło moje serce.
Zmieniłam temat.
“Wiesz mój Jezu? Wczoraj Kajunia wskoczyła do mnie na kolana. Sama! I nadstawiała się, żebym ją głaskała, pieściła, tuliła… Głaskalam ją z czułością. A ona mnie lizała. Czułam na dłoni jej szorstki, cieplutki języczek. Długo siedziała u mnie na kolankach.”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Głęboko patrzył we mnie…
“Jakaś ty dzielna i mężna, Monisiu kochana!” – wyszeptał ogniście.
“Dzięki Tobie i dla Ciebie, Jezu!” – szepnęło moje serce.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.

U – WIEL – BIAM CIE – BIE!

Jezus mój śliczny nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“Ostatnio cierpisz bardzo, Monisiu!”
Kiwnęłam głową twierdząco, że tak. Patrzyłam w oczy głęboko umiłowanemu.
“To Ja cierpię w tobie, maleńka! Pozwalasz MI więc cierpię!” – wyszeptał Jezus z powagą.
“Cierp do woli, mój Jezu!” – szepnęłam bez zastanowienia i szybko dodałam:
“To znaczy oczywiście nie chcę, żebyś cierpiał! Ale skoro chcesz, skoro musisz…” – szepnęłam. Głupio mi się zrobiło. Słowa te nie były adekwatne do tego co chciałam wyrazić… Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i ogniście!
“Potrzebuję, Monisiu kochana. Wiele dusz nie pozwala Mi w sobie cier…”
Teraz ja ucałowałam mojego umiłowanego! Nie chciałam, nie potrzebowałam, żeby mi się tłumaczył, a tak to wyglądało.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
“Pomagasz Mi bardzo, bardzo, bardzo Monisiu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa! Patrzyłam milcząca. I Jezus milczał. Rozumieliśmy się bez słów. A nasze serca biły w jednym rytmie:
“U – wiel – biam cię – BIE! U – wiel – biam cię – bie!”

JAK URZECZONA!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany mój patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
Jesteś Moim Skarbem, moim Klejnocikiem! Perełką Moją najdroższą, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniście. Płonący był cały! Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zakochana cała! I pomyślałam, że mnie tak bardzo wywyższa i rozpieszcza… Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością i wyszeptał:
“Jak mam cię nie wywyższać, jak nie rozpieszczać, Monisiu kochana? Kiedy patrzę w twoje oczy, widzę Siebie. Kiedy patrzę w twoje serce, widzę Siebie. Kiedy patrzę na twe tańczące ciało, widzę Siebie… Jak mam cię rozpieszczać, Monisiu?”
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… Patrzyłam w mojego ślicznego oszołomiona i szczęśliwa!
Jezus zapytał:
“Jak Mnie przywitałaś na Mszy, po przyjęciu Komunii?”
“Jezuniu kochany! Bądź pozdrowiony, bądź utulony, bądź rozpieszczany w sercu moim małym!”
“I jeszcze się dziwisz, Monisiu?” – spytał umiłowany mój z cudnym uśmiechem.
Patrzyłam w Niego jak urzeczona!

URODZINY

Jezus mój śliczny tulił mnie w objęciach Swoich… Patrzył we mnie z lubością, zachwytem i uwielbieniem wręcz!
“Wymarzyłem, wyśniłem, wytęskniłem Sobie ciebie taką jaką jesteś, Monisiu kochana!” – wyszeptał ogniście.
“Twoje słowa to najpiękniejszy prezent urodzinowy dla mnie! Dziękuję!”-szepnęłam uszczęśliwiona cała.
I po chwili dodałam:
“Zaraz, zaraz! Ale to tak wygląda, że nie spałeś, nie jadłeś, nie piłeś, tylko o mnie śniłeś, marzyłeś i tęskniłeś…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
“Właśnie tak, Monisiu! Nie jadłem, nie piłem, tylko o tobie śniłem i marzyłem. I wymarzyłem!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i ogniście!
“Czego sobie życzysz na urodziny, miła Moja?” – spytał z tkliwością.
“Czego sobie życzę?! Nie czego, tylko KOGO! Ciebie sobie życzę! I nie tylko na urodziny, ale zawsze!”
“Masz Mnie!”
“Wiem. Ale życzę sobie Ciebie bardziej, głębiej i więcej, kochany mój Jezu!”
“Czego sobie życzysz, dostaniesz!”
“KOGO, mój Jezu kochany! Kogo!”
Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Mój umiłowany Jezus i ja. W uśmiechu i szczęściu trwaliśmy. A Jezus mój słodki patrzył we mnie z miłością i uwielbieniem…

NAJPIĘKNIEJSZA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Głaskalam mojego ślicznego umiłowanego po policzku.
“Mój słodki… Mój piękny…” – szeptałam z miłością i czułością.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony cały!
“Moja najpiękniejsza!” – wyszeptał ogniście.
Spojrzałam w Jezusa zdumiona. Onieśmielona i zawstydzona…
“Ja…?! Najpię…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i siarczystym! Ucałował moje onieśmielenie i zawstydzenie. Zaśmiałam się radośnie!
“To Ty jesteś najpiękniejszy, a nie ja…”
“Ty, maleńka jesteś podobna do Mnie. Jesteś najpiękniejsza!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. Uszczęśliwiona cała. Brakowało mi argumentów i bardzo się z tego powodu cieszyłam.
“I jaki chcesz, kochany mój Jezu, żeby notka miała tytuł…?” – spytałam niepewnie.
“Najpiękniejsza!”
“To jakoś będę musiała się przemóc i napiszę. Jeśli tego sobie życzysz, kochany?”
“Właśnie. Tego sobie życzę, maleńka Moja!
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie. Ja do Niego też!

NAJTRUDNIEJSZE I NAJWAŻNIEJSZE

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Patrzyłam w oczy umiłowanemu mojemu głęboko.
“Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?” – spytałam z trudem. Po chwili wyrwało mi się z głębi serca:
“O, Jezu… jaka jestem zmęczona…”
Jezus wtulił mnie w Siebie jeszcze bardziej i patrzył we mnie w miłosnym milczeniu.
Pomyślałam, ze smutkiem, że u mnie duch ochoczy, ale ciało słabe…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…
“Jesteś cała we Mnie i cała dla Mnie, Monisiu. To wystarczy.”-wyszeptał z ogniem. Potem przez chwilę milczał.
“Jesteś cała dla Mnie, żyjesz cała dla Mnie. Każdego dnia i nocy jesteś dla MNIE. To najtrudniejsze i najważniejsze!”- wyszeptał Jezus z ogniem.
Wtulił mnie w Siebie. W Miłość…

UWIELBIA!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Uśmiechałam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“Uwielbiam się w ciebie wpatrywać, Monisiu!”
“We mnie??!” – zdumiałam się bardzo.
“W twój piękny uśmiech, pod którym ukrywasz cierpienie.
“Dziś boli mnie trochę mniej. Więc nie za bardzo mam co ukrywać!” – zaśmiałam się perliście.
“Ale gdy boli bardziej, też się do Mnie uśmiechasz!”
“Taka moja natura. Lubię się uśmiechać. Kiedyś dużo płakałam, kiedy bolało mnie serce. Teraz nie płaczę, ale staram się uśmiechać.”
Zahartowałaś się, maleńka Moja!”
“Można tak powiedzieć. Poza tym gdy patrzę na Krzyż, na Twoje cierpienia to moje przy nich są niczym. To pikuś.”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
“Uwielbiam się w ciebie wpatrywać, Moja śliczna!” – wyszeptał z lubością.
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha.

SŁONECZKO MOJE!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem wielkim…
“Uwielbiam się w Ciebie wpatrywać! Kochany mój… Słońce moje! Jesteś moim Słońcem! Słoneczkiem moim kochanym! Promienie Twojej miłości rozpromieni ają moje życie. Zalewają moje serce! Miłość szczęście, pokój, radość! Słońce moje!” – szepnęłam z mocą. Głaskalam Jezusa po policzku i szeptałam z czułością:
“Słoneczko moje… Kochane moje…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
“Ty także jesteś Moim Słońcem, Monisiu kochana!”
“Ja…? Twoim słońcem…?!”
“Jesteś Moim, Słońcem! Słoneczkiem Moim maleńkim. I także radujesz i rozpromieniasz Me SERCE!”
Uśmiechnęłam się mojego Ślicznego Jezusa od ucha do ucha. A On patrzył we mnie z lubością.

PO BOŻEMU

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach i szeptałam wprost do SERCA Najdroższego:
“Wiesz mój Jezu kochany? Życie ciężkie. Mój krzyż coraz bardziej i bardziej przygniata mnie do ziemi. A w moim sercu pokój, szczęście i radość! I gdy ktoś mnie pyta co u mnie, jak żyję, odpowiadam, że dobrze. I mówię prawdę, nie kłamię!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
“Mówisz prawdę, bo nie myślisz po swojemu, ale po Mojemu. Po Bożemu.”
“Należę do Ciebie, Jezu kochany to i myślę po Twojemu!” – szepnęłam rozradowana.
“Masz rację, Monisiu! Boży Człowiek myśli zawsze po Bożemu.”
Leżałam w ramionach Jezusa i głaskalam go z czułością po policzku. Potem układałam loczki z Jego brody. A mój umiłowany uśmiechał się do mnie cudownie! Tańczylismy bardzo, bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.

JAWA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Jezus patrzył we mnie z lubością.
“Odpoczęłaś choć troszkę, Monisiu?” – spytał Jezus z czułością.
“Tak! Dziękuję mój Jezu! Ostatnio dwie noce pod rząd…”
“Wiem, maleńka Moja… Wiem! Odpocznij sobie jeszcze.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie. I choć już nie byłam tak bardzo zmęczona, odpoczywam w Jego objęciach. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Uśmiechnął się zagadkowo i zapytał:
“Pamiętasz sen, Monisiu?”
Ja jakbym się dopiero teraz obudziła!
“Taaak! Pamiętam!”
Śniło mi się, że Jezus trzymał mnie w swych dłoniach. Uniósł mnie wysoko, wysoko… Zaczął wirować w slońcu! Kręcić piruety! I cieszył się mną! Cieszył się mną niezmiernie! Ogromnie! Ja śmiałam się radośnie, uszczęśliwiona cała!
“Sen…” – szepnęłam rozmarzona.
“To nie tylko sen, maleńka. To jawa.”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony i rozkochany cały… A ja uśmiechałam się do Niego onieśmielona, ale szczęśliwa cala!

POD ŚCIANĄ

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i wdzięcznością… Jezus uśmiechał się do mnie cudownie.
“Siedziałam nad czytaniami długo. Ale jakoś nie mogłam ułożyć rozważania… W piątek popołudniu spojrzałam na obraz z wizerunkiem Jezusa.
-Pomóż mi ułożyć, kochany mój Jezu. Proszę! Bez Ciebie nie dam rady, a z Tobą mogę wszystko! – wyrwało mi się z głębi serca. Wczoraj rano napisałam notkę. Potem ni stąd ni z owąd weszłam w dokumenty Google, tam gdzie piszę rozważania. I po prostu zaczęłam pisać. Nawet nie za bardzo wiedziałam o czym! Po prostu pisałam, a rozważanie układało się samo!”
Przerwałam na chwilę i szepnęłam z mocą:
“Dziękuję Ci mój Jezu, że mnie wysłuchałeś! Że wysłuchałeś mojej prośby!”
“Wiesz maleńka Moja jak wyglądała ona z Mojej strony? Jak Ja ją widziałem?” – spytał Jezus rozpromieniony cały.
Kiwnęłam głową, że nie.
“Byłaś taka bezradna, a jednocześnie pełna ufności i wiary, że ci pomogę, że musiałem cię wysłuchać! Nie mogłem ci się oprzeć. Postawiłaś Mnie pod ścianą!”
“Pod… ścianą?!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno.
“Tak, maleńka! Postawiłaś mnie pod ścianą!”
“To będę częściej Cię stawiać pod ścianą, kochany!”
“Stawiaj, stawiaj. Uwielbiam gdy ktoś Mnie tak stawia!”
Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem. Zakochani i szczęśliwi niezmiernie. Mój umiłowany Jezus i ja.

Z RADOŚCIĄ!

Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo, bardzo zmęczona. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego! Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony wielce.
“Kochany mój Jezu…” – szepnęłam z trudem wielkim.
“Ciii… najmilsza Moja. Ciii… Wisisz wraz ze Mną na Krzyżu i dzielisz ze Mną Mękę Moją” – wyszeptał Jezus bezgłośnie prawie.
“Taaak!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i ogniście. I śmiało!
Potem całował moje obolałe i zmęczone ciało. Całował każdy nerw, mięsień, kosteczkę. Całował całym Sobą. Wciąż mnie całuje. A ja tańcuję dla mojego ślicznego Jezusa. Z radością!

OKO W SERCU

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
“Monisiu Moja kochana! Jak bardzo ty zabiegasz o Mnie i Moje sprawy! Jak bardzo się krzątasz wokół Mnie! Jak bardzo się o Mnie troszczysz!” – wyszeptał z lubością.
Patrzył we mnie poruszony cały!
“Jakże mam nie zabiegać, nie krzątać, nie troszczyć o Ciebie, mój słodki?! Jesteś moim oczkiem w głowie! Zależy mi na Tobie!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I dodałam:
“Raczej nie oczkiem w głowie, ale Okiem w sercu moim jesteś!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście…
“Twoje Oko w sercu niezmiernie raduje się tobą, maleńka! Ogromnie się raduje!”
Patrzyłam w Jezusa onieśmielona… A jednocześnie uszczęśliwiona cała!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Wciąż tańczymy. Mój Jezus i ja.
Pozdrawiam

BEZ OKAZJI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach. Patrzyłam mojemu Jezusowi w oczy. Pochyliłam się i dałam umiłowanemu siarczystego buziaka!
“A z jakiej to okazji?!” – zapytał Jezus śmiejąc się cudownie.
“Z jakiej okazji?! Czy musi być od razu jakaś okazja, żeby Ci dać buziaka? Bez okazji! Z okazji takiej, że Cię kocham!”
Smialismy się radośnie, mój Jezus i ja!
“Nie potrafię wyrazić słowami jak bardzo Cię kocham… Słów mi brakuje, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą i dodałam:
“Tańczę dla Ciebie też bez okazji! Bo Cię kocham!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
“I właśnie Tańcem – ofiarą cierpienia najpełniej pokazujesz Mi jak bardzo Mnie kochasz!”
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
“Monisiu Moja kochana, najtrudniej jest kochać bez okazji. Codziennie zmagać się z samym sobą, z cierpieniem, z własnymi słabościami i słabościami innych. I kochać, kochać mimo wszystko!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował.
“Też bez okazji!”-zaśmiał się cudnie.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością. Mój słodki Jezus i ja.

KAJA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego ramionach wtulona w Miłość i opowiadałam:
“Kotka Kaja pojawiła się u nas po wakacjach, zeszłego roku. Kulała bardzo na przednią łapkę. Wszystkich się bała, drapała, gryzła. Moja siostra pojechała z kotką do weterynarza, który powiedział, że łapka została bardzo przetrącona i że wygląda na to że ktoś musiał ją bardzo mocno kopnąć butem. Weterynarz dał jej zastrzyk przeciwbólowy i przepisał antybiotyk. Kotka dostała miejsce kotłowni. Miała swoje legowisko, ciepło i wygodnie. Łapka goiła się bardzo wolno. Powoli też kotka łagodniała i odzyskiwala zaufanie do nas. Dzieci ją głaskały, tata brał ją na ręce. Mnie się jednak bała, bała się wózka. Postanowiłam, że to będzie moja kotka, dałam jej na imię Kaja, kupowalam karmę i żwirek do kuwety. Powoli Kaja oswajała się ze mną i z wózkiem. Upodobała sobie moje łóżko, często na nim się kładła i się wylegiwała, spala i chrapała nawet. Do mnie na kolana jednak długo nie przychodziła. Postanowiłam, że nie będę brać jej na siłę. Będzie chciała to sama do mnie przyjdzie. Długo czekałam. Aż wczoraj… Przyszła do mnie na kolana! Pierwszy raz. Przyszła sama z siebie! Zaczęła się do mnie przytulać i nadstawiała się, żebym ją głaskala. Głaskalam z radością i delikatnie, żeby jej nie spłoszyć. A ona takie figury robiła, że myślałam, że spadnie mi z kolan. Ale gdzie tam! Przytuliła główkę do mojej twarzy. A potem ułożyła się na kolanach i zaczęła lizać moją dłoń. Potem chapsnęła, ale delikatnie, nie żeby ugryźć. Raczej to było spoufalenie się. Chapsnęła i znów lizała moją rękę. Głaskalam ją po główce. Potem wstała i zeskoczyła z moich kolan. Nie zatrzymywałam jej. Po jakimś czasie przyszła do mnie znowu i znów chciała, żebym ją głaskała!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Widać, że spodobało się Kai u mnie, że przyszła drugi raz!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
“Jej zachowanie jest obrazem ciebie, maleńka Moja!”
“Obrazem mnie?” – spytałam zaciekawiona.
“Obrazem twojego zbliżania się do mnie. Stopniowego, ale konsekwentnego. Obrazem nabierania coraz większego zaufania. Oswajania się. Coraz większej bliskości.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa i wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej. Pomyślałam, że zrobiłam tak jak Kaja wczoraj wobec mnie.
“Masz rację mój Jezu kochany! Masz rację!”
Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…

NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŚĆ

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Usmiechalam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“Uwielbiam wpatrywać się w Ciebie, kochany mój Jezu. Uwielbiam z Tobą rozmawiać. I milczeć z Tobą uwielbiam. Być z Tobą uwielbiam. Po prostu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z lubością…
“Być z tobą uwielbiam, Monisiu kochana Moja!”
Rozpromieniłam się cała!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
“A najważniejsza w prawdziwym byciu ze Mną, Monisiu jest miłość. To miłość czyni spojrzenie czystym, rozmowę pełną, a milczenie obfitym. Czystość, pełnia i obfitość zależy od miłości!”
Jezus mówił a ja słuchałam Go zachwycona…

CZYŻ MOŻNA WIĘCEJ?

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Co mogę dla Ciebie zrobić, kochany mój Jezu?”
“Uśmiechnij się do Mnie maleńka!”
“Tylko tyle?” – spytałam.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Umiłowany mój ucałował mój uśmiech słodko i siarczyście! A ja pomyślałam, że chciałabym zrobić dla Jezusa coś więcej…
“A może to co robisz, maleńka, Mi wystarczy? Może nie trzeba więcej?” – spytał Jezus łagodnie.
“Zawsze można więcej!”
“Oj Monisiu, Monisiu… ty nawet nie wiesz ile dla Mnie robisz! Gdybyś wiedziała to byś tak nie mówiła!”
“A ja często mam wrażenie, że nic nie robię. Tylko siedzę i cierpię i nic więcej!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
“Jesteś razem ze Mną ukrzyżowana. Przybita do krzyża!”
“Taaak!”
“Czyż można więcej?” – spytał Jezus poważnie.
Zaniemówiłam. To było pytanie retoryczne.
Patrzyłam w Jezusa ogniście!

CZUŁOŚCI…

Leżałam w ramionach umiłowanego mojego. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś… Delikatnie, z czułością zaczął glaskać mój policzek. Byłam obezwładniona Jego Miłością…
“Zatańczymy maleńka Moja?”
“Jestem przekonana, że tańczę z Tobą, mój Miły ciągle. Ale oczywiście, z Tobą zawsze! Z radością!”-szepnęłam z mocą.
Weszłam w Jezusa. Ucałowałam SERCE Najdroższe i położyłam na NIM głowę.
“Właśnie tak, jedyna Moja! Uwielbiam tak tańczyć z tobą!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“I ja! I ja! Uwielbiam!” – szepnęłam z radością.
Jezus zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Znów zaczął glaskać mnie po policzku. Nasze serca szeptały:
“Jedyna Moja! Najlepsza, najsłodsza Moja! Księżniczko maleńka Moja!”
“Mój kochany! Najsłodszy Pięknisiu!”
“Pięknotko ty Moja!”
Serca szeptały. Słowa stawały się coraz bardziej ciche.. niewypowiedziane, aż w końcu przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Jezus patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy w milczeniu. Umiłowany mój głaskał mój policzek. A ja patrzyłam w Niego z zachwytem i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. Jezus zanurzał mnie w Sobie jeszcze głębiej…

DO WOLI!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w objęciach umiłowanego i układałam loczki z Jego brody. Usmiechalam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Uciekła!” – szepnęłam z mocą.
“Przegoniłaś ją, maleńka Moja!”
Wczoraj wieczorem gdy już leżałam w łóżku znów naszła mnie myśl, że to wszystko kłamstwo. Perfidne i złośliwe! I zaraz potem naszła mnie inna myśl. Taka, że pewnie znowu zwyciężyłeś mój Jezu z pomocą mojego tańca. Zły przegrał, jest wściekły, mści się i mnie kusi. I pierwsza myśl od razu uciekła!
“Zdemaskowałaś działanie Złego, Monisiu. Rozszyfrowałaś Go!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“To Ty Go rozszyfrowałeś, kochany mój Jezu!”
“Rozszyfrowałaś Go!” – umiłowany jakby nie słyszał moich słów.
“Przegrał, jest wściekły i mnie kusi!” – szepnęłam i dodałam po chwili:
“Jeśli Ty zwyciężasz mój Jezu to on może mnie kusić do woli!”
Jezus mój śliczny patrzył we mnie zachwycony cały. A ja robiłam loki z Jego brody i uśmiechałam się do Niego radośnie.

WCIĄŻ!

Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego. Jezus pochylił się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie poruszony cały. Zaczął dotykać i całować moje obolałe serce i ciało. Całował całym Sobą, z miłością i czułością. Z delikatnością niezwykłą… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całował, a Jego SERCE szeptało:
“Dziękuję, dziękuję, dziękuję ci maleńka Moja!”
“A za co mi dziękujesz, kochany mój Jezu? Bo nie wiem.”
“Za to, że cierpisz dla Mnie bez słowa skargi, Monisiu!”
“Mojemu Panu?! Oczywiście, że bez skargi!” – szepnęło moje serce.
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A Jezus całował. Wciąż mnie całuje…

BOŻE CIAŁO

“Mój Jezu słodki… Mój śliczny Jezuniu…” – szeptało moje serce. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i tulił do SERCA Swego.
“Ciii maleńka Moja… Odpocznij. Wiem, że zmęczona byłaś”-wyszeptał z ogniem miłości.
“Byłam zmęczona, ale odpoczęłam. I już nie jestem! Dzisiaj idę na Mszę i procesję Bożego Ciała. Bardzo się cieszę, że mogę iść! Osiem lat nie byłam. Nie było jak… Baaaaaardzo się cieszę, że mogę iść!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
Rozmyślałam…
“A Ty mój Jezu niesamowity Jesteś! Do Ciebie można się nie tylko przytulić, ale się Tobą karmić, nasycić! Oddałeś mi Bóstwo, duszę, Serce i Ciało! Mogę Cię spożywać! Jeść po prostu! I dzięki temu upodabniać się do Ciebie! To niesamowita Tajemnica!”
Byłam zachwycona i uszczęśliwiona cała!
Jezus patrzył we mnie z lubością…
“Dla ciebie wszystko, maleńka Moja! Dla ciebie wszystko!”
Trwaliśmy w miłosnym milczeniu… Mój słodki Jezus i ja.

MÓJ KLEJNOT

Wczoraj podjechaliśmy pod tylne drzwi kościoła. Akurat szli: ksiądz proboszcz i misjonarze o Piotr i o Wojciech. Zaczekali aż tata wyjmie mnie z auta i posadzi na wózku.
– Szczęść Boże! – przywitali się.
– Szczęść Boże! – odpowiedzieliśmy ja i tata.
– No, kochana, ty pierwsza! Ty jesteś szczególną naszą parafianką! – powiedział ksiądz proboszcz z uśmiechem i gestem dłoni zaprosił mnie do kościoła.
– Ja? Szczególną?! A to niby dlaczego? – zaśmiałam się wesoło.
– A, wiesz… – proboszcz uśmiechnął się do mnie jeszcze bardziej, tajemniczo jakoś.
– Kobiety przodem! – zaśmiał się o Piotr, a Wojciech cudnie się do mnie uśmiechał.
Zaśmiałam się perliscie i tata wwiózł mnie do kościoła. Za mną gęsiego szli księża. Tak wyglądało jakbym ich prowadziła.
Potem poszłam do spowiedzi. Ojciec Wojciech mnie spokojnie wysłuchał, udzielił rozgrzeszenia. Powiedział, że wszystkie moje krzyże, które dźwigam, wszystkie cierpienia i bóle będą kiedyś w Niebie pięknymi klejnotami.

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo.
“Dużo tych klejnotów będzie, kochany mój Jezu!”
“Dużo?! Baaaaaardzo dużo, maleńka Moja! Baaaaaardzo dużo!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzyłam mojemu umiłowanemu w oczy głęboko.
“A mogłabym te wszystkie klejnoty zamienić na jeden WIEEEEEEELKI?” – spytałam z uśmiechem.
“Na jaki?”
“Na Ciebie, Jezu! Ty jesteś moim KLEJNOTEM!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego umiłowanego od ucha do ucha!

MÓJ PAN!

Leżałam w objęciach Jezusa. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem… A On uśmiechał się do mnie cudownie!
“Mój Panie… Mój słodki Panie jezu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z lubością i głaskał mnie po policzku.
“Opowiedz proszę, maleńka Moja! Niech się wszyscy się dowiedzą!” – wyszeptał ogniście.
“Dobrze, mój Panie!”
Wczoraj w kościele, przed ołtarzem zostały ustawione dwa stoliki. Były przykryte białymi obrusami. Na każdym z nich leżało Pismo Święte, krzyż i stała świeca.
W pewnej chwili tata szepnął do mnie:
– Położę jedną rękę na Biblii a drugą wezmę ciebie za rękę.
“Po co takie wygibasy. Tata podwiezie mnie do stolika, położę rękę na Biblii i sama powiem to co chcę powiedzieć!”
– Ja sama chcę! – szepnęłam do taty z uśmiechem.
– Sama?!
– Tak, sama!
Tata podwiózł mnie do stolika. Musiałam się bardzo nachylić, żeby sięgnąć Pisma Świętego. Nie było łatwo, ale dałam radę. Położyłam rękę na Biblii. I najgłośniej i najbardziej wyraźnie jak potrafiłam, powiedziałam:
– Jezus jest moim Panem!
Słyszałam chlipnięcie taty, był poruszony, wzruszony niezmiernie. A ja poczułam wieeeeelką radość i szczęście!
Patrzyłam mojemu słodkiemu Jezusowi w oczy głęboko…
“Jesteś moim Panem, mój śliczny Jezuniu!”
“Jesteś Moją panią, Damą Mego Serca, Monisiu kochana!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… w Miłości…

SMAKUJE MI

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Policzek przytuliłam do policzka umiłowanego.
“Wczoraj byłam na Mszy odpustowej. Powiem Ci jak powiedziałam mojej Córeczce: ‘Było bardzo ładnie i baaardzo długo. Mamy 2 misjonarzy, dziś kazanie mówil drugi. Wczoraj było lepsze.’ Wczorajsze kazanie też było mądre i ładne, ale bardziej poruszyło moje serce kazanie przedwczorajsze. Wrócę jeszcze do niego. Bardzo poruszyły mnie słowa, że grzech może’ ‘smakować! Poruszyło moje serce i wyobraźnie! Grzechem, pychą, niepohamowaniem, pożądaniem, kłamstwem można się karmić! Jak raz się go spróbuje i zasmakuje to potem nie można się oprzeć! Pojawia się przyzwyczajenie, uzależnienie, obsesja. Niewola!”
Przerwałam. Umilkłam. Patrzyłam mojemu ślicznemu Jezusowi w oczy głęboko…
“Odkąd mój Jezu, karmisz mnie Swoim Ciałem, karmisz mnie Sobą, prawie nie grzeszę… Karmisz mnie Sobą. Smakujesz mi! Odkąd zasmakowałam w Tobie, nie pragnę niczego innego!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
“Smakujesz mi Jezu!”- szepnęłam z mocą.
Patrzyłam w umiłowanego mojego z uwielbieniem…

O MIĘKKIM SERCU I TRÓJCY ŚWIĘTEJ

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Promiennie!
“Wiesz, mój śliczny? Wczoraj misjonarz mówił o Twojej ogromnej miłości! Porównał Twoją miłość do miłości mamy lub taty do niemowlęcia. Do przytulenia do policzka… Że tak kochasz ludzi. Tulisz ich do Swego policzka jak mama niemowlę. Mówił, że jesteś Czułością i Delikatnością samą. Samą Bliskością… Doświadczam tego od dawna. A on wczoraj o tym mówił!”
“Widzisz, maleńka! Jesteś szybsza od misjonarza!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
“To Ty jesteś szybszy, mój Jezu kochany!”
Patrzyłam w Jezusa rozpromieniona cała! I dodałam:
“I wiesz? Od razu widać, że ten misjonarz Ciebie zna, że jest blisko Ciebie. Mówił prosto, zwyczajnie a jego słowa trafiały do głębi serca! Łzy po policzkach płynęły mi ciurkiem… Dawno już tak nie miałam. Myślałam, że może serce mi stwardniało. Ale widać, nie.”
“Serce ci Monisiu zmężniało, nie stwardniało. To jest coś innego. Serce twoje jest miękkie. Mięknie jeszcze bardziej. Rozmiękczam je!” – wyszeptał mój umiłowany z lubością.
“A dziś w mojej parafii jest odpust. Przenajświętszej Trójcy. Misje połączone z odpustem! Cudnie będzie!”
Uśmiechnęłam się do mojego słodkiego radośnie! Rozmyślałam…
“Bóg w Trójcy Świętej na pewno jest baaaaaardzo kolorowy! Przecież od Niego pochodzą wszystkie kolory wszechświata! To ON je stworzył. Bóg w Trójcy Świętej cały jest Uśmiechem. To On go stworzył. Bóg w Trójcy Świętej kocha Całym Sobą. On jest Miłością!”

JAKO DUCHOWA MATKA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Wiesz mój Jezu? Martwię się o moją kochaną Duchową Córeczkę… Nie broniła się, a teraz gdy zaczęła się bronić, atakuje. Obawiam się, że popadła z skrajności w skrajność… Nie chce chyba, żeby jej nie lubiano, bano się jej? To baaaaaardzo dobre Dziecko… Martwię się o nią! Chodzi zestresowana, zmęczona, robi aferę z rzeczy wg mnie mało ważnej. Nie śpi po nocach… Nie poznaję jej! Do mnie też odnosi się inaczej niż wcześniej. Zmieniła się, nie koniecznie na korzyść. I wczoraj…”
“Dobrze, że zawczasu zwróciłaś jej uwagę, Monisiu!”
“Dobrze?! Nie chciałam jej nic mówić, ale doszłam do wniosku, że jako duchowa mama muszę…”
“Bardzo dobrze, że zwróciłaś Córeczce uwagę. I dobrze, że powiedziałaś, że błogosławić to znaczy też dobrze mówić. Nie tylko o kimś, ale przede wszystkim do kogoś. Błogo – sławić – dobrze mówić. Błogosławić można nie tylko słowami, ale uśmiechem, dobrocią, cichością i łagodnością. Także można w ten sposób się bronić. Miłością!”
“A czy nie jest tak, że prawdziwie błogosławi, uszczęśliwia tylko człowiek szczęśliwy? Nieszczęśliwy nawet choćby i bardzo pragnął…”
“Błogosławieństwo, szczęście tylko Ja mogę dać. Trzeba tylko do Mnie się przytulić i zapragnąć…”
“Taaak…” – szepnęłam z nostalgią i dodałam:
“Adoptowałam jak prosiła jej siostry. Oczywiście, będę za Nie tańczyć, ale błogosławić musi sama…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały czułością i łagodnością.
“Będę więcej i bardziej tańczyć za moją Córeczkę! Tylko… wczoraj na koniec powiedziałam coś takiego, że gotowa się na mnie obrazić…”
“Czasem trzeba wstrząsnąć, aby obudzić, maleńka.”
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…

W MYŚLACH

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo.
“Mój kochany! Bądź pozdrowiony! Bądź pochwalony! Bądź wysławiony! Bądź uwielbiony!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus ucałował mnie w czoło i wyszeptał serdecznie:
“Ciiii, maleńka Moja! Odpocznij teraz. Wiem, że bardzo potrzebujesz odpoczynku…”
“Taaak…” – szepnęłam z trudem.
Przytuliłam policzek do policzka umiłowanego. Odpoczywałam i rozmyślałam… A rozmyślając co chwilę uśmiechałam się do Jezusa promiennie… Jezus znał moje myśli. Serce moje było otwarte całkowicie na Niego. Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
“W myślach twoich nie ma złości, zawiści, gniewu. W myślach twych jest miłość, dobroć, czułość, delikatność, maleńka Moja…”
“Bo Ty w nich jesteś kochany!”
Trwaliśmy razem SERCE przy sercu, policzek przy policzku… Mój słodki Jezus i ja.

ZE SZCZĘŚCIA…

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Przytuliłam policzek do policzka umiłowanego. I tak trwaliśmy razem wtuleni w siebie nawzajem… W pewnym momencie poczułam coś mokrego na policzku… Szybko odsunęłam twarz i zobaczyłam… Łzy na policzkach mojego Jezusa!
“Co Ci mój śliczny?!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!
“Nic, maleńka. Nic. Odpocznij…”
“Ale Ty płaczesz!!!”
“To nic…” – wyszeptał Jezus, ale widząc, że Mu nie odpuszę, dodał:
“To ze szczęścia, Monisiu kochana! Ze szczęścia!”
“Ze szczęścia?! Na pewno?” – pytałam uparcie.
“Ze szczęścia!”
Śliczny mój patrzył we mnie uśmiechnięty cały! Ucałowałam Jego łzy i znów przytuliłam policzek do Jego policzka. Leżałam zamyślona… I wtedy coś mi się przypomniało! Coś o czym zapomniałam!
“Taaak! Muszę o tym powiedzieć Córeczce! Dziękuję, że mi przypomniałeś, kochany mój Jezu! A wiesz? Nawet kiedy mówię ‘nie wiem’, ona się tym nie zraża i dalej opowiada mi swoje przeżycia!”
“Bo tylko mądry człowiek umie się przyznać, że czegoś nie wie, maleńka Moja.”
Znów zamyśliłam się… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.