BAJKA O ZASMUCONYM SMUTKU

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka, Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
– Kim jesteś?
Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
– Ja? … Nazywają mnie smutkiem.
– Ach! Smutek! – zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. – Znasz mnie?- zapytał smutek niedowierzająco.
– Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
– Tak sądzisz … – zdziwił się smutek, – to dlaczego nie uciekasz przede mną. Nie boisz się?
– A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?
– Ja … jestem smutny. – odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
– Smutny jesteś … – powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. – A co Cię tak bardzo zasmuciło?
Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.
– Ach, … wiesz … – zaczął powoli i z namysłem – najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.
I znowu westchnął.
– Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.
– Masz rację, – potwierdziła staruszka – ja też często widuję takich ludzi.
Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
– Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.
Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
– Płacz, płacz smutku. – wyszeptała czule. – Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.
Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
– Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?
– Ja? – zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko.
– A JA JESTEM  NADZIEJA hahaha 

MOJE ŻYCIE cz.1

Urodziłam się 34 lata temu. W lipcu. Całkowicie ZDROWA. Kiedy miałam 2 tygodnie zachorowałam na zapalenie ucha. Potem zapalenie płuc…. Było ze mną bardzo źle…zabrano mnie do szpitala. Lekarka, która się mną zajmowała radziła rodzicom mnie ochrzcić…bo nie wiadomo było czy wyżyję….Ochrzciła mnie babcia wodą…….

W szpitalu dwa razy przeszłam śmierć kliniczną….niedotlenienie mózgu…..Mama opowiadała, że byłam cała sina. Opowiadała też, że niektórzy lekarze mówili :” Jest pani młoda, zdrowa,urodzi pani sobie drugie.”  A ona modliła się tylko o to, żebym żyła….

                                                                                           /   cdn…/

” MÓJ MISTRZU”

 On szedł w spiekocie dnia i szarym pyle dróg, 
A idąc uczył kochać i przebaczać.
On z celnikami jadł, On nie znał, kto to wróg,
Pochylał się nad tymi, którzy płaczą.

Ref.: Mój Mistrzu, przede mną droga,
Którą przebyć muszę tak, jak Ty.
Mój Mistrzu, wokoło ludzie,

Których kochać trzeba, tak jak Ty.
Mój Mistrzu, niełatwo cudzy ciężar
Wziąć w ramiona, tak jak Ty.
Mój Mistrzu, poniosę wszystko,
Jeśli będziesz ze mną zawsze Ty.

2. On przyjął wdowi grosz i Magdaleny łzy,
Bo wiedział, co to kochać i przebaczać.
I późną nocą On do Nikodema rzekł:
Że prawdy trzeba pragnąć, trzeba szukać.

3. Idziemy w skwarze dnia i w szarym pyle dróg,
A On nas uczy kochać i przebaczać.
I z celnikami siąść, zapomnieć, kto to wróg,
Pochylać się nad tymi, którzy płaczą.

————————

Mój Mistrzu, naucz mnie nieść swój krzyż z pokorą i radością….

Brak tytułu

Środa Popielcowa – dzień, który rozpoczyna w Kościele katolickim okres Wielkiego Postu czyli czterdziestodniowej pokuty – przypada w tym roku 25 lutego. Ten dzień ma pobudzić katolików do podjęcia zdecydowanej drogi osobistej odnowy i nawrócenia. Wielki Post zakończy się w Wielki Czwartek 9 kwietnia, kiedy to katolicy rozpoczną obchody Triduum Paschalnego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Niedziela Wielkanocna przypada w tym roku 12 kwietnia.

W Środę Popielcową katolicy rozpoczynają czterdziestodniowy post. Liczba 40 stanowi w Piśmie Świętym wyraz pewnej dłuższej całości, czasu przeznaczonego na jakieś konkretne zadanie człowieka lub zbawcze działanie Boga. W Wielkim Poście Kościół odczytuje i przeżywa nie tylko czterdzieści dni spędzonych przez Jezusa na pustyni na modlitwie i poście przed rozpoczęciem Jego publicznej misji, ale i trzy inne wielkie wydarzenia biblijne: czterdzieści dni powszechnego potopu, po których Bóg zawarł przymierze z Noem; czterdzieści lat pielgrzymowania Izraela po pustyni ku ziemi obiecanej; czterdzieści dni przebywania Mojżesza na Górze Synaj, gdzie otrzymał on od Jahwe Tablice Prawa.

Okresy i dni pokuty są w Kościele katolickim specjalnym czasem ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi, m.in. poprzez inicjowanie dzieł charytatywnych i misyjnych. Z liturgii znika radosne „Alleluja” i „Chwała na wysokości Bogu”, a kolorem szat liturgicznych staje się fiolet. Istotą pozostaje przygotowanie wspólnoty wiernych do największego święta chrześcijan, jakim jest Wielkanoc.

Wielki Post jest także okresem przygotowania katechumenów do chrztu. Każda niedziela wprowadzała w kolejne tajemnice wiary, a na Wielkanoc podczas Wigilii Paschalnej udzielany jest sam chrzest.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przygotowanie do świąt Zmartwychwstania trwało tylko czterdzieści godzin. W późniejszym czasie przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie ok. V w. czas ten wydłużył się. Po raz pierwszy o poście trwającym czterdzieści dni wspomina św. Atanazy z Aleksandrii w liście pasterskim z okazji Wielkanocy z 334 r.

Tradycyjnemu obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą w Środę Popielcową słowa: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz” albo „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Sam zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach. Znajdujemy go zarówno w starożytnym Egipcie i Grecji, jak i u plemion indiańskich oraz oczywiście na kartach Biblii, np. w Księdze Jonasza czy Joela.

Liturgiczna adaptacja tego zwyczaju pojawia się jednak dopiero w VIII w. Pierwsze świadectwa o święceniu popiołu pochodzą z X w. W następnym wieku papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele. Z tego też czasu pochodzi zwyczaj, że popiół do posypywania głów wiernych pochodził z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedzającego roku.

———————————-

Wczoraj zaczął się WIELKI POST.

Modlitwa o pogodę ducha

        Bożeużycz mi pogody ducha,abym godził się z tym,czego nie mogę zmienić.Odwagi, abym zmieniał to,co mogę zmienić.I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.Pozwól mi co dzieńŻyć tylko jednym dniemi czerpać radość z chwili, która trwa;i w trudnych doświadczeniach losu ujrzećdrogę wiodącą do spokoju;i przyjąć – jak Ty to uczyniłeś– ten grzeszny świat takim,Jakim on naprawdę jest,a nie takim jak ja chciałbym go widzieć;i ufać, że jeśli posłusznie poddam się Twojej woli,to wszystko będzie jak należy.Tak bym w tym życiu osiągnął umiarkowane szczęście,a w życiu przyszłym, u twego boku, na wieki posiadłszczęśliwość nieskończoną.                    / Marek  Aureliusz /

NA ZAKUPACH…

  Kiedyś byłam z mamą na zakupach w mieście (nie ważne jakim- to mogło wydarzyć się wszędzie). Ja siedziałam na moim wózku a mama mnie pchała.Szłyśmy sobie, rozmawiałyśmy, oglądałyśmy wystawy sklepowe.

– Mama, a ciemu ta pani siedzi na wózecku? – słyszę cieniutki głosik za nami- taka duzia…

Właśnie mijała nas mała dziewczynka.Jej mamy nie widziałam bo szła z tyłu.Usłyszałam tylko podniesiony głos kobiety:

– Nie patrz się tam, chodź,chodź szybko, nie patrz się!

Kobieta podbiegła do dziewczynki chwyciła za rękę i szybko odeszła ciągnąc za sobą córeczkę.

Mama i ja popatrzyłyśmy na siebie, mama wzruszyła ramionami i poszłyśmy dalej. 

—————————————————————————-

Wystarczyło jej powiedzieć, że ”pani ma chore nóżki”. Dziecku to wystarczy…

Wiem jedno, ta dziewczynka, jak urośnie będzie bać się osób chorych…uciekać……….

Szkoda…………

Koncert

Otwieram oczy,
A rano w zimie
To rzecz niełatwa.

Dźwigam się z nocy,
Stąpam po linie,
Byle do światła.

Podnoszę rękę,
Odgarniam chmury
Jak przywidzenia.

Wkładam sukienkę,
Przenoszę góry,
Bieg zdarzeń zmieniam.

Zmieniam bieg zdarzeń,
Kiedy śnieg strącam z gałęzi świerku,
Gdy konfitury wieczorem smażę,
Kocham bez lęku.

Wiele się zdarzy,
Bo będą świty do obudzenia,
Bo ciągle czytać chcę w twojej twarzy,
– pełna zdziwienia.

Otwieram okno
I nagle Ziemia
Rusza do słońca.

Więc się przedzieram
Z nią przez gąszcz cienia.
Deszcz, śnieg roztrącam.

Zrzucam pancerze
Dziwnego kroju
– świt już nie rani.

Teraz w to wierzę,
Bo w mym pokoju
Pachnie jabłkami.

Pachnie jabłkami.
Wstaję i idę w piękne nieznane.
Rzeźbię, maluję świat spojrzeniami,
Wierzę w przemianę

– z kropli jest rzeka,
Z okruchu ciepła – drzewo i owoc,
A z moich pragnień – droga daleka.
Więc idę. Idę. Masz moje słowo.

—————–

W piątek byłam na wspaniałym recitalu.

Recitalu Ewy Błaczszyk. Było bardzo kameralnie.

Ona i trzy osoby orkiestry. Pod koniec koncertu przyszła jeszcze jej córka Marysia.

Pani Ewa śpiewała piosenki A. Osieckiej, Wysockiego, D. Czubkiewicz i innych.

Ewa Błaszczyk śpiewała pieknie, całą sobą.

To była prawdziwa uczta dla ducha.

ELUANA …I JA

        Pytania o Eluanę Englaro

Eluana, 38-letnia Włoszka, po wypadku motocyklowym sprzed 17lat pogrążona w śpiączce, zmarła. W sobotę, na prośbę rodziny, zaprzestano jej sztucznego odżywiania, skazując ją tym samym na śmierć głodową.

Margherita Coletta jest wdową. Jej mąż zginął w 2003 r. w Iraku, gdzie niósł pomoc dzieciom – ofiarom wojny. Robił to przez pamięć o synku, który 6 lat wcześniej zmarł na białaczkę. Kiedy lekarze powiedzieli, że dalsza chemioterapia nie przyniesie rezultatu, rodzice, by oszczędzić mu cierpień, zadecydowali o jej przerwaniu. 

Margherita w listopadzie 2008 r. przeczytała o Eluanie Englaro i wiedziała, że musi ją zobaczyć. Opowiedziała, kim jest. Pan Beppino,ojciec Eluany, zgodził się na spotkanie. W Lecco natychmiast spytał:„Margherita, po której jesteś stronie?”. Odpowiedziała: „Po żadnej.Przyjechałam odwiedzić Eluanę, tak jak się odwiedza bliskich w szpitalu”.

Teraz o tych odwiedzinach Margherita opowiedziała dziennikarzowi „L’Avvenire”. O panu Beppino, który, według niej, w staraniach o przerwanie odżywiania córki zaszedł tak daleko, że nie potrafi się wycofać. O swoim spotkaniu z Eluaną: „To jest kobieta. Ma cykl menstruacyjny,jak każda z nas. W ciągu dnia ma otwarte oczy, zamknięte w nocy. Bez problemów,spokojnie i samodzielnie oddycha. Jej serce bije rytmicznie i mocno. Są momenty, w których chyba się uśmiecha. Ale ilu ludzi wie, że Eluana nie jest podłączona do żadnych aparatów? Ilu wie, że w jej pokoju nie ma żadnych medycznych urządzeń, tylko dwa pluszowe misie na łóżku? Że nie ma odleżyn? Że wciągu 17 lat nie przyjmowała żadnych antybiotyków?”. Opiekujące się Eluaną zakonnice traktowały ją jak królową: perfumowały, wywoziły na spacer,troszczyły się nawet o depilację jej nóg.

3 lutego Eluana została przewieziona do Udine, do kliniki „LaQuiete” (spokój). Ekipa złożona z 15 wolontariuszy, lekarzy i pielęgniarek miała doprowadzić do jej śmierci.

Personel kliniki był głęboko poruszony. Jego kodeks deontologiczny mówi: „Pielęgniarka nie może wykonywać ani uczestniczyć w interwencji, której celem jest spowodowanie śmierci, nawet jeśli wykonuje się to na życzenie pacjenta”. W wywiadzie dla lokalnej telewizji szef ekipy  zapewniał: „[Eluana] nie będzie cierpiała, bo umarła już 17 lat temu”, i zachęcał, by się nie zastanawiać nad tym, co ona może odczuwać, lecz raczej pomyśleć, czy się jest gotowym, by pozostawać w stanie wegetatywnym tyle lat co ona.

Włochy są podzielone. Rząd przyjął dekret: „Zabrania się przerwania odżywiania i pojenia pacjentów w stanie wegetatywnym”. Dekretu nie podpisał prezydent Napolitano: uważa, że kraj potrzebuje dobrze przemyślanej  ustawy o końcu życia.

Dotychczas pustkę legislacyjną wypełniały wyroki trybunałów.Różne, jak w przypadku Eluany. Kolejne składy odmawiały zgody na jej uśmiercenie, aż w 2007 r. Sąd Najwyższy zakwestionował poprzednie wyroki i takie prawo ojcu kobiety przyznał.

Rozważane są trzy propozycje. Pierwsza to wprowadzenie„testamentu biologicznego”, czyli wcześniejszych dyspozycji co do własnej śmierci. Druga opowiada się za rozstrzyganiem trudnych przypadków przez trybunały. Trzecia, złożona przez prezydium skupiające osoby wierzące i niewierzące Stowarzyszenia Scienza & Vita, zakłada, że życie stanowi dobro,którym nie można dowolnie dysponować. Prawo powinno gwarantować opiekę dla osób w stanie terminalnym, m.in. przez rozbudowanie sieci hospicjów. Scienza &Vita ostrzega przed pozostawianiem delikatnej decyzji nielicznej grupie osób(sędziów). I podkreśla, że niektóre propozycje legislacyjne to kroki ku uprawomocnieniu eutanazji.

Są także pytania, na które nie ma odpowiedzi. Jeśli Eluana jest martwa od 17 lat, to czemu dążono do jej prawdziwego uśmiercenia? Dlaczego nie mogła zostać pod opieką sióstr miłosierdzia? Jeśli umierając z głodu i pragnienia jakoby nie cierpiała, to skąd decyzja o zastosowaniu środków znieczulających, wskazująca, że być możenie była tak zupełnie martwa? Mówi sekretarz włoskiego Episkopatu bp Mariano Crociata: „To niepojęta sprzeczność: pozbawić pokarmu i napoju i podawać środki znieczulające oraz inne leki, by łagodzić efekt pozbawienia tego, co podtrzymuje życie. Prawdziwe miłosierdzie polega na towarzyszeniu cierpieniu i na integrowaniu go – podobnie jak i śmierci – w nasze życie.                    

  /Tygodnik Powszechny /

——————————————————————————

Czym różnię się od Eluany? -myślałam, kiedy jeszcze żyła – Niczym…Obydwie jesteśmy całkowicie uzależnione od innych osób…

Obydwie potrzebujemy pomocy w najprostszych czynnościach…Obydwie mamy uszkodzony mózg…Ja widzę , słyszę , czuję…. A ona nie….(?)Czytałam, że jej mózg uszkodzony jest nieodwracalnie…Mózg (umysł) człowieka nie został jeszcze całkowicie zbadany. Były przypadki obudzenia się  po kilkunastu latach bycia w śpiączce. A po za tym  Eluana ma jeszcze DUSZĘ , która nie umiera nigdy…

Co by było – myślałam – gdyby  ona teraz się obudziła…co zrobiłby jej ojciec……… czy  mógł by spokojnie spojrzeć córce  w  oczy….?

” JAK CI DZIĘKOWAĆ ”

1. Jak Ci dziękować – żeś mi dał tak wiele,
 Iż jestem w życiu jak ów gość przygodny, –
 Co zaproszony został na wesele
 Niespodziewanie i nie odszedł głodny.

 

2. Duszą spokojną wstecz się nie oglądam
Za przeszłym życiem, które już nie wróci.
I w swej radości niczego nie żądam,
Tylko dziwuję się, że radość smuci.

 

3. Jesień ma złotą pogodą się głosi,
O pełnym ciszy, łagodnym wieczorze.
I rozczulone serce moje wznosi
Okrzyk zachwytu – „Dziękuję Ci Boże”.

—————————–

Panie Jezu Ty jesteś wciąż  przy mnie…

Czuję Twoją opiekę…

Podnosisz mnie gdy upadam.

Przebaczasz…….

Bez Ciebie moje życie, choroba a nawet  moje malowanie nie

miało by sensu…………

Dziękuję Ci Jezu…….za  wszystko…

        

DOWCIP ;-)

Masztalski z żoną wracali z pogrzebu teściowej. Nagle z budowy obok nich Masztalkiemu spadła na nogę cegła. Skrzywił się chłopina i powiedział:– No patrz, kochanie… Mamusia już w niebie… haha 

” ŚLADY………..”

Pewnej nocy człowiek miał sen. Śniło mu się, że szedł wzdłuż plaży z Panem. Po niebie przesuwały się sceny z jego życia. Człowiek zauważył, że przy każdej scenie na piasku pojawiają się dwa ślady stóp, jeden należący do niego a drugi do Pana.
      Kiedy ostatnia scena z jego życia przesunęła się przed nim, popatrzył do tyłu na ślady stóp na piasku. Zauważył, że wiele razy wzdłuż scieżki jego życia był tylko jeden ślad stóp. Zauważył również, że zdarzało się to w najgorszych i najsmutniejszych okresach jego życia.
Bardzo go to zaniepokoiło i odezwał się do Pana:
      – Panie, powiedziałeś, że jeśli raz zdecyduję się pojść za Tobą, będziesz szedł ze mną cały czas. Zauważyłem jednak, że podczas najtrudniejszych okresów mego życia na piasku jest tylko jeden ślad stóp. Nie rozumiem, dlaczego zostawiałeś mnie własnie wtedy, gdy najbardziej Cię potrzebowałem.
Pan odpowiedział:
      – Moj synu, moje drogie dziecko, kocham Cię i nigdy bym Cię nie zostawił. Podczas Twoich okresów próby i cierpnienia, wtedy gdy widzisz tylko jeden ślad stóp, ja niosłem Cię w swoich ramionach.

——————————————————–

Kiedy jest mi bardzo ciężko i źle – przypominam sobie tę  opowieść………

Brak tytułu

Długo nie pisałam…. a winny temu był (jest i będzie) , mój  kręgosłup. 

  

Tak wygląda w przybliżeniu.

Moje skrzywienie jest jeszcze większe…

Z tego powodu, że dużo siedzę i mam bardzo słabe mięśnie, skrzywienie się  pogłębia…

Najgorsze jest to, że  bardzo boli………..

SUPLIKACJE

”Boże, po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty-
Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną-
kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom-
teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami-

dzisiaj, gdy mi smutno i duszno, i ciemno-
uśmiechnij się nade mną”

              

                / ks. Jan Twardowski/

MOJE MALOWANIE

  Bardzo lubię malować. Mogę powiedzieć, że jest ono moją pasją. Malarstwo jest moim środkiem wyrażania tego co czuję. Kiedy maluję zapominam o wszystkim…tworzę swój własny świat..Maluję kwiaty, portrety oraz sceny religijne. Ostatnio próbuję martwe natury i pejzaże.  Inspirują mnie zdjęcia, a także własna wyobraźnia. Moje prace są radosne i kolorowe, bo i ja taka jestem.

” JA”

Nie jestem piękny, a przyciągam wzrok,Cieszy mnie wstręt w tworzących mnie spojrzeniach;Sprytu nauczył mnie ułomny krok,Co krok normalny w powód wstydu zmienia.Wiem, że nawiedzam przyzwoite sny;Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia;Dlatego wpełzam w dostojne zgromadzenia,Gdzie racją bytu jest bezkarne – my!

A ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja.

W karczmie tak siadam, by mnie widzieć mógł
Każdy obżartuch najzdrowszy i pijak;
To, co mi Bóg dał zamiast zwykłych nóg
Wokół półmiska bezwstydnie owijam.
Tym, co mam w miejsce rąk, odpędzam psy
Węszące łatwy łup w chromego strawie
I traci nastrój biesiadników gawiedź,
Co śpiewa przy mnie swoje śmieszne – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja.

Mam pod Ratuszem stałe miejsce, gdzie
Swój tors niezwykły wystawiam na pokaz:
Pomnik wyjątku, drżę z rozkoszy, że
Żadnego z radnych nie przepuszczę oka.
Gdy się dębowe już zatrzasną drzwi,
By przebieg obrad skryć przed losem plebsu
Wiem, że zdołałem trochę nastrój zepsuć
Tym, co tak godnie mówią, myśląc – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja.

W farze na najświetlistszą włażę z ław,
Gdzie przed ołtarzem tęcza lśni z witraży,
By, kiedy wierni proszą – Boże zbaw! –
Móc Mu pokazać, co z mej zrobił twarzy.
Więc patrzą na mnie, chociaż kapłan grzmi
Żeśmy jedynie niepoprawnym stadem,
Bom namacalnym przecież jest przykładem,
Że jest nieprawdą ich chóralne – my!

Bo ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja.

Nie jestem sam. Odmiennych nas jest w bród!
Wciąż otorbionych wstrętem i respektem.
Bóg dał z kalectwem pokusę nam – i głód,
By się związać w pokręconych sektę.
Partia Potworków! Rząd zatrutej krwi!
Ach, cóż za ulga – unormalnić skazy!
Nakaz szacunku, a nie gest odrazy,
Wystarczy – ja! ja! ja! – zmienić w – my!!

Nie, nie chcę wpływać i należeć!
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja! ja! ja!

                      / J. Kaczmarski/

————————————————– Kiedyś bardzo podobała mi się  ta pieśń. Bardzo się z nią identyfikowałam……….

ŚWIĘTO TRZECH KRÓLI

  „Oto mędrcy ze Wschodu przybyli”
„Mędrcy” – dosłownie magowie, należeli do stanu kapłańskiego. Z powodu swej tajemnej wiedzy byli w wysokim poważaniu na Wschodzie.
Trzej Królowie to w tradycji chrześcijańskiej trzej Mędrcy ze Wschodu (magiwie, kapłani religii zaratusztriańskiej, astrologowie), którzy udali się do Betlejem, aby oddać pokłon narodzonemu Jezusowi. Biblia nie wymienia ich imion; w zachodnim chrześcijaństwie popularny jest pogląd, iż ich imiona to Kacper, Melchior i Baltazar. Ale czy rzeczywiście tak było?

Opis pokłonu Trzech Króli znajduje się w Ewangelii św. Mateusza (Mt 2, 1-12), po pierwsze nie odnajdujemy w nim liczby ów mędrców ani tym bardziej ich imion! Po przeczytaniu tego fragmentu możemy się zasugerować, że było ich trzech – z powodu trzech złożonych darów: złota, mirry, kadzidła (które to dary mają swoja symbolikę, ale o tym później). Co jednak jest swego rodzaju nadinterpretacją tekstu. Ostatecznie Ewangelia nie odkrywa przed nami imion i liczby magów. Opis ma swoją symbolikę: jest pokłonem świata pogan, i ludzi w ogóle, przed Bogiem Wcielonym. Wśród takiej rodziny ludzkiej narodził się Chrystus ze swą zbawczą misją, a ona w swych przedstawicielach przybyła z różnych stron, aby złożyć mu hołd. Dlatego w tradycji chrześcijańskiej jeden z magów jest Murzynem. Uniwersalność zbawienia, ponad wszelkimi podziałami, zaakcentowana jest poprzez samą nazwę święta i jego wysoką rangę w kościele.

Ewangeliczna historia Trzech Króli opowiada o trzech cudzoziemcach, którzy, wiedzeni gwiazdą, wyruszyli w drogę do Betlejem, którą wyznaczyli jako miejsce narodzin na podstawie proroctwa w Księdze Micheasza (Mi 5, 1), aby złożyć pokłon narodzonemu Bogu. Pod pojęciem „gwiazda” ewangelista ma na myśli jakieś nadzwyczajne zjawisko, dlatego daremne są wszelkie próby naturalnego wytłumaczenia (chociaż ówcześnie mówi się, że rzeczywiście była to kometa, która pojawia się regularnie co ok. 720 lat, a po obliczeniach astronomów okazało się, że takie zjawisko miało miejsce w czasach narodzin Jezusa). Po drodze wstąpili na dwór Heroda. Ten, usłyszawszy nowinę, w narodzonym upatrywał rywala. Mędrcy, odnalazłszy stajenkę betlejemską, ofiarowali Dzieciątku swoje dary, które należały wówczas do najcenniejszych: mirrę, złoto i kadzidło (kadzidło i mirra była wówczas w cenie złota, tę aromatyczną żywicę z rzadkich drzew palili w swoich pałacach jedynie najzamożniejsi); złoto oznaczało oddanie czci królewskiej, kadzidła używano do kultów religijnych w świątyniach, a mirrą nacierano ciało zmarłego, co miało być zapowiedzią męczeńskiej śmierci Jezusa. Królowie otrzymawszy podczas snu wskazówkę, aby nie wracali do Heroda, wyruszyli z powrotem do swych krajów inną drogą. Możemy to przełożyć na swoiste nawrócenie – już nie prowadzi ich gwiazda – coś magicznego, ale wiara.

Pamiątką tej historii jest liturgiczna uroczystość Objawienia Pańskiego, w Polsce nazywana też świętem Trzech Króli. Obchodzona jest 6 stycznia, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wyznaczała początek roku liturgicznego. W niektórych regionach Polski czas pomiędzy Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli był uważany za tak bardzo święty, że powstrzymywano się w tym czasie od ciężkich prac.

Zwyczajowo w święto Trzech Króli na drzwiach wejściowych w wielu domach katolickich pisano litery: K+M+B oraz datę bieżącego roku. Zwyczaj ten, znany również w czasach obecnych, jest błędną interpretacją łacińskiej inskrypcji CMB Christus Mansionem Benedicat (Niech Chrystus błogosławi temu domowi), choć święty Augustyn tłumaczy je jako Christus Multorum Benefactor (Chrystus dobroczyńcą wielu). Legenda o „trzech królach” pojawiła się w średniowieczu, stąd dzisiejsze błędne odczytywanie tych liter jako imion Mędrców. Doroczna wizyta księdza katolickiego (zwana popularnie kolędą) nawiązuje do odwiedzin Trzech Króli i powinna odbywać się właśnie w tym dniu, co ze względów praktycznych nie jest możliwe.

 

KOLĘDA DLA PIOTRA

W słodkim Jeruzalem – nocka już zapada
Śpiące stada bydła – przeżuwają dzień.
Zamyślona gwiazda – kapelusz zakłada.
Niesie nad Betlejem: ciepło, światło, cień.

Gdzie taki – malutki.
Najzłociej – złociutki.
Najczulej – wybrany.
Mały chłopiec – śpi.
Najcieplej – cieplutka.
Najciemniej – ciemniutka.
Najdłużej – czekana.
Noc w Betlejem… Dziś.

W słodkim Jeruzalem – mijają godziny.
W małej stajeneczce – sennie kwili czas.
Wtulony w kąt nocy – tuż obok dzieciny,
Czuwa święty Józef. Czuwa każdy z nas.

Gdzie taki – malutki.
Najzłociej – złociutki.
Najczulej – wybrany.
Mały chłopiec – śpi.
Najcieplej – cieplutka.
Najciemniej – ciemniutka.
Najdłużej – czekana.
Noc w Betlejem… Dziś!

Jezu miłosierny – ofiarujesz siebie.
Jak trudno to zrozumieć. Czy to nasza wina?
Odpowiedz po prostu: czy zawsze tam w Niebie,
Gdy stary zasypia – budzi się dziecina?

Dlaczego – malutki.
Najzłociej – złociutki.
Najczulej – kochany
Duży chłopiec śpi?
Kto zimnem – zimniutkim.
Kto mrokiem – ciemniutkim.
Sypnął w oczy śniegiem.
Pusto w Vis – á – Vis?

——————————————————-

Długo szukałam tej kolędy i  w końcu znalazłam 🙂

PRZEPIĘKNA…..

MARZENIA

” Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.
Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.
Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”
Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze.”

Paulo Coelho (ur. 1947)
Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam…

  Paulo Coelho  ————————————– Marzenia…….. Każdy powinien mieć marzenia… i dążyć do ich spełnienia. Bez nich świat byłby bez sensu… O czym ja marzę? … O podróżach… Chciałabym zobaczeć wszystkie  te miejsca, o których uczyłam się na historii  sztuki. Piramidy w Egipcie, wielki mur chiński, a przede wszystkim obrazy….Van Gogha, Rembrandta, Vermera… Wiem, że nigdy mi się to nie spełni…Ale warto marzyć…….

ŻYCZENIA NOWOROCZNE

Niech Cię Pan błogosławi i strzeże.
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą.
Niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie swoje oblicze
i niech cię obdarzy pokojem.


Tego Wam życzę

sylwester……..

  Za kilka dni sylwester. Spędzę go w domu z rodziną.Razem powitamy Nowy Rok. Ja jednak chciałabym opisać zdarzenie, które miało miejsce 8 ,może 10 lat temu.Dotyczyło ono pewnego balu sylwestrowego.

Otóż u taty w pracy organizowany był bal sylwestrowy. Mama i tato chcieli na niego iść. Chcieli też wziąć na

niego mnie. Bardzo się ucieszyłam, nigdy przedtem nie byłam na żadnym balu. Zastanawałam się jak się ubiorę.

Aby pójść na tą imprezę trzeba było zapisać się i wpłacić pieniążki. Tato miał to zrobić któregoś dnia po pracy.Często pytałam podekscytowana czy już to zrobił. Mówił, że miejsc jest dużo i jeszcze zdąży.

Któregoś dnia przyszedł z pracy jakiś poddenerwowany i smutny. Kiedy spytałam znowu o bal , powiedział, że nie ma miejsc…

– Jak to?- spytałam – mówiłeś przecież ,że miejsc jest dużo….?

Nie odpowiedział.

Długo nie dawało mi to spokoju…już się przecież nastawiłam….. a tu takie rozczarowanie….

Podświadomie czułam, że tu nie chodzi  wcale miejsca tylko o coś innego…..

Spytałam mamy.Długo patrzyła na mnie smutno.. 

– Naprawdę chcesz wiedzieć ? -spytała

– Tak- odpowiedziałam. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć.

Mama zaczęła opowiadać :

”Kiedy tato poszedł zapisać się na bal, powiedział, że będą trzy osoby: on, żona i córka.

– Córka na wózku?- spytał człowiek, który zapisywał na bal.

– Tak -odpowiedział trochę zdziwiony tato.

– Nie je sama?

– Nie. Trzeba ją karmić- tato dziwił się jeszcze bardziej- ale co to ma do rzeczy?

– Wie pan- facet patrzył tacie prosto w oczy- Widok pana córki może psuć apetyt innym gościom balu.

Tato nie wiedział jak zareagować. Odwrócił się napięcie i wyszedł z pokoju.”

Gdy to usłyszałam -poczułam się tak jakby ktoś dał mi w twarz……

W jednej chwili odechciało mi się wszystkiego……..balu…….sukni……wszystkiego.

————————————————

Tamtego sylwestra spędziłam z rodziną i  przyjaciółmi. Było bardzo wesoło.

I  nikomu apetytu nie zepsułam……..

 

 

 

KOLĘDA PŁYNIE Z WYSOKOŚCI…

Osioł pewny siebie
Wół zarozumiały
Bóg się nie wstydzi
Bóg się nie wstydzi
Nie wstydzi, że jest taki mały

Herod postraszył
Stajnia uboga
Ludzkie kłopoty
Ludzkie kłopoty
Kłopoty małego Boga

Kolęda płynie z wysokości
Kolęda płynie z wysokości
Śpiewa na całego z wysokości
Śpiewa na całego

Kolęda płynie z wysokości
Kolęda płynie z wysokości
Śpiewa na całego z wysokości
Śpiewa na całego
I uczy miłości

Nawet trzech mędrców
Na nic się nie przyda
Bo Bóg tak mały
Bo Bóg tak mały
Tak mały, że Go nie widać

Kolęda płynie…

Daj nam, Boże, wiarę
Wiarę zawsze żywą
Zdrowie na święta
Zdrowie wciąż na święta
Dla bliskich cierpliwość

Kolęda płynie…

—————————————

Bardzo ładna kolęda….

konkurs

    Jak już zauważyliście postanowiłam wziąć udział w konkursie na Blog Roku. I choć szanse mam małe a właściwie żadne – spróbować nie zaszkodzi.

Dlaczego się zdecydowałam? Sama nie wiem……..

Chcę pokazać, że życie na wózku inwalidzkim nie musi być bezczynne,  pozbawione sensu i radości.

Takie życie inne, ale nie gorsze ( według mnie).

Można się dużo nauczyć……

                     cierpliwości……….

                      pokory…..

                        radości z rzeczy małych………

   a przede wszystkim uczy miłości do innych i

           do…………… siebie.

Uczy zaakceptować swoją chorobę, swoją niemoc………..

i uczy cieszyć się z tego co się ma…..

Kiedy się to wszystko zaakceptuje to można nawet być szczęśliwym…………

 

Proszę, głosujcie na mój blog 😉

http://www.blogroku.pl/moniquami321,gvwjg,blog.html

ŻYCZENIA

 

JUTRO WIGILIA… URODZINY JEZUSA….

Wszystkim, którzy odwiedzają i czytają mój blog , życzę aby te

dni Bożego Narodzenia upłynęły w zdrowiu i radości.

Życzę dużo szczęścia i pokoju w sercu.

                                                 – Monika

”PUSTE KRZESŁO”

Pewien stary człowiek poważnie zachorował. Jego proboszcz przyszedł go odwiedzić. Kiedy tylko wszedł do pokoju chorego, od razu postrzegł puste krzesło, ustawione obok łóżka chorego. Ksiądz zapytał, dlaczego stoi właśnie tutaj.
Stary mężczyzna odpowiedział z uśmiechem:
– Wyobrażałem sobie, że na tym krześle siedzi Jezus i zanim ksiądz przyszedł, rozmawiałem z Nim… Przez długie lata uważałem modlitwę za coś bardzo trudnego, aż pewien mój przyjaciel powiedział, że modlitwa to rozmowa z Jezusem. I teraz wyobrażam sobie Jezusa siedzącego naprzeciw mnie na krześle, mówię do Niego i słucham, co On mi odpowiada. Nie mam już żadnych trudności z modlitwą.

Kilka dni później córka chorego przyszła do proboszcza z wiadomością, że jej ojciec umarł.
Powiedziała:
– Zostawiłam go samego tylko na dwie godziny.
Kiedy po powrocie weszłam do pokoju, znalazłam go martwego. Głowę miał opartą o puste krzesło, które zawsze kazał ustawiać obok swego łóżka.

————————————

Opowiastkę tę słyszałam dawno temu na rekolekcjach . Bardzo mnie ona poruszyła…

Pamiętam ją do tej pory………

ZAGADKA

 Mój tato kiedyś zadał mi taką zagadkę :
   
  W sali balowej zrobiło się na chwilę ciemno. Gdy zapaliło się światło, okazało się, że jednej z pań ukradziono drogocenny naszyjnik. W wyniku dochodzenia wyłoniono czterech podejrzanych. Oto co powiedzieli prowadzącemu śledztwo komisorzowi:

     – W chwili gdy zrobiło się ciemno, akurat stałem na drugim końcu sali i rozmawiałem z mecenasem Olszewskim o moich rodzinnych problemach. Mecenas może to potwierdzić – zeznał pan A.

     – Przyznaję, że kiedy to się stało, akurat tańczyłem z poszkodowaną. Ale to naprawdę nie ja ukradłem ten naszyjnik! – zapierał się pan B.

     – Kiedy zgasło światło, byłem zajęty podkładaniem papierka pod jedną z trzech nóg stolika, przy którym siedziałem, bo strasznie się kiwał. Państwo Wróblewscy, którzy ze mną siedzieli, mogą to potwierdzić. – ze spokojem odparł pan C.

     – W tym momencie nie pamiętam, co wtedy robiłem. Prawdopodobnie rozmawiałem z takim grubym jegomościem w zielonej marynarce. Nie znam jego nazwiska, ale myślę, że gdyby go odszukać, potwierdziłby moje alibi – tłumaczył pan D.

     Pytanie: Komisarz już wie, kto z tej czwórki jest najbardziej podejrzany. A ty?

 

Pomyśl  my i odpowiedz   haha 

”PUSTE KRZESŁO”

Pewien stary człowiek poważnie zachorował. Jego proboszcz przyszedł go odwiedzić. Kiedy tylko wszedł do pokoju chorego, od razu postrzegł puste krzesło, ustawione obok łóżka chorego. Ksiądz zapytał, dlaczego stoi właśnie tutaj.
Stary mężczyzna odpowiedział z uśmiechem:
– Wyobrażałem sobie, że na tym krześle siedzi Jezus i zanim ksiądz przyszedł, rozmawiałem z Nim… Przez długie lata uważałem modlitwę za coś bardzo trudnego, aż pewien mój przyjaciel powiedział, że modlitwa to rozmowa z Jezusem. I teraz wyobrażam sobie Jezusa siedzącego naprzeciw mnie na krześle, mówię do Niego i słucham, co On mi odpowiada. Nie mam już żadnych trudności z modlitwą.

Kilka dni później córka chorego przyszła do proboszcza z wiadomością, że jej ojciec umarł.
Powiedziała:
– Zostawiłam go samego tylko na dwie godziny.
Kiedy po powrocie weszłam do pokoju, znalazłam go martwego. Głowę miał opartą o puste krzesło, które zawsze kazał ustawiać obok swego łóżka.

————————————

Opowiastkę tę słyszałam dawno temu na rekolekcjach . Bardzo mnie ona poruszyła…

Pamiętam ją do tej pory………

ŚWIĘTY MIKOŁAJ

  Święty Mikołaj Cudotwórca z Miry (ur. ok. 270 w Patarze, zm. ok. 345 lub 352) – biskup Miry w dzisiejszej Turcji. Jeden z najbardziej czczonych przez Kościoły Prawosławne świętych (nazywany zawsze św. Mikołajem Cudotwórcą), a także uznawany za świętego przez Kościół katolicki.

Zasłynął jako cudotwórca, ratował żeglarzy i uratował miasto od głodu. Odwagą i sprawiedliwością wykazał się ratując od śmierci niesłusznie skazanych urzędników cesarskich.

Według podań po bogatych rodzicach otrzymał w spadku znaczny majątek, którym chętnie dzielił się z ubogimi. Wyróżniał się pobożnością i miłosierdziem. Mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa. Po życiu gorliwym i pełnym dobrych czynów, zmarł w połowie IV w., spontanicznie czczony przez wiernych. Gdy Mirę opanowali Arabowie, kupcom włoskim udało się zabrać jego relikwie i przewieźć do Bari w południowych Włoszech. Znana jest historia o trzech niesprawiedliwie uwięzionych oficerach uwolnionych za jego wstawiennictwem; opowieść o trzech ubogich pannach wydanych za mąż dzięki posagom, których Święty dyskretnie im dostarczył; o trzech młodzieńcach uratowanych przez niego od wyroku śmierci; o żeglarzach wybawionych z katastrofy morskiej. Jeden z utopców statku wiozącego świętego na pielgrzymkę do Jerozolimy miał podobno zostać przez niego wskrzeszonym. Święty Mikołaj wskrzesił też trzech młodzieńców zabitych za nieuregulowanie rachunku za nocleg w gospodzie. Święty Mikołaj brał udział w soborze w Nicei, gdzie miał spoliczkować heretyka Ariusza.

Atrybutami Mikołaja są szaty biskupie, trzy złote kule na księdze, troje dzieci w cebrzyku, kotwica, okręt i pastorał.

 

NIM ŚWIT……….

Nim świt obudzi noc dotykiem ciepłych mgieł,
Nim dzień ożywi świat,

                                            Panie, przyjdź, wołam: przyjdź.

Uciesz mój wzrok spokojem jasnych barw.
Nim mnie zachwyci kwiat,

                                                   Ty przyjdź.

Choć chcę wciąż dalej iść, niewiele mogę sam,
Więc znów podnoszę głos,

                                                       Panie, przyjdź!

Wołam przyjdź i ogrzej mą oblaną lękiem twarz,
Nim znów postawię krok,

                                               Ty przyjdź!

I tak poprowadź mnie przez piętra trudnych lat,
Bądź w dzień radością dnia, w nocy snem,

Pomóż mi, o Panie mój, rysować życia kształt,
Bym mógł wciąż naprzód iść,

                                                    bym trwał.

—————————————————————————————————— Bardzo lubię tę  pieśń…