DUCHOWA RODZINA

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Serce jeszcze mnie boli, ale już ze mną jest lepiej! Dużo lepiej! Nie ciąży mi już to wszystko, nie przygniata. Bardzo pomaga mi moja Duchowa rodzina!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Poważny i uroczysty wielce.
„Rodzina Duchowa ma silniejsze więzy niż rodzina z ciała! Rodzina z DUCHA więcej znaczy niż rodzina z krwi!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
A ja pomyślałam, że rodzina z ciała jest też moją rodziną Duchową, np mój tata jest też moim Duchowym Synem. Tak samo siostra i brat. Jezus mówił dalej:
„Przez cierpienie i modlitwę rodzisz ich dla Mnie, Moniko! Rodzisz ich do Życia! Do Życia wiecznego. Rodzisz Ich dla Mnie i rodzisz Mnie w Nich!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i zachwyem…
„To wielki zaszczyt i odpowiedzialność wielka!” – szepnęłam z mocą. Umilklam, a po chwili szepnęłam znowu:
„Moje Dzieci nazywają mnie duchową mamą. Ale wiem, że wszyscy mamy inną, najlepszą MAMĘ! Twoją Mamę, Maryję! Ona jest naszą Mamą. A my wszyscy Jej dziećmi jesteśmy!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i uśmiechnięty od ucha do ucha!
„Piękną masz Rodzinę, Moniko!”
„Piękną, bo Twoją!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! A On uśmiechał się do mnie… Cudownie!

ODPOCZYNEK W BLISKOŚCI…

Leżałam w ramionach Jezusa. Obolała bardzo i bardzo zmęczona… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną… poruszony i rozczulony… Patrzył w Swoją jedyną. I ja patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa. Oczy mi się zamykały…
„Odpocznij, maleńka… Potrzebujesz dużo odpoczynku…”- wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Mój Duchowy Syn wczoraj powiedział mi dokładnie to samo… Bardzo się cieszę, że mówisz nie tylko przeze mnie, ale i przez moje Dzieci!!! Bardzo się cieszę!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
„A jakże! Mówię przez każdego kto jest na Mnie otwarty!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Niektóre moje Duchowe Dzieci nie są… Ale właśnie dlatego Je adoptowałam, modlę się i tańczę za Nie, żeby się na Ciebie otworzyły! A raczej, żebyś Ty pomógł się na Siebie otworzyć!”
„Baaaardzo pięknie, Moniko!”
„One nic nie wiedzą wiedzą, że modlę się i tańczę za Nie!”
„I bardzo dobrze! Dowiedzą się w swoim czasie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Przytaknęłam z uśmiechem!
„Odpocznij teraz, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
Patrzyłam w Niego… Patrzyłam… I zapragnęłam!!!
„Chodź do mnie mój śliczny!!! Bliżej…”
I wyciągnęłam do Jezusa ręce… On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco i czule… Potem przytulił policzek do mego policzka… Trwaliśmy razem. Serce przy SERCU. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Nasze serca objęły się serdecznie i ucałowały… I trwały we wzajemnej miłości i bliskości…

MOJE TERAZ

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Patrzyłam tylko w Niego… w mojego ślicznego Jezusa tylko patrzyłam. A On patrzył tylko we mnie… Głęboko. Z miłością… Dotykał dłonią mój policzek i głaskal go z czułością niezwykłą. Uśmiechałam się do Jezusa promiennie… I On do mnie się uśmiechał! Cudownie!
„Wiesz mój Jezu? Mam takie zdjęcie na którym moja Prababcia Michalina, Babcia Jadzia, Mama, moja siostra Lucyna i ja! Cztery pokolenia na jednym zdjęciu! Piękne, prawda?” – spytałam z uśmiechem.
„Baaaardzo piękne, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„A Prababcię pamiętam. Co prawda już coraz bardziej jak przez mgłę… Ale pamiętam!”
„I ta pamięć, Moniko, jest najważniejsza!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie z naciskiem.
„A Ty Jezu jako Człowiek też miałeś przodków!” – szepnęłam rozpromieniona.
Zamysliłam się…
„Wszyscy pochodzicie ode Mnie!” – słowa Jezusa wyrwały mnie z zamyślenia.
„No, tak…”
„Pochodzisz ode Mnie, jedyna Moja” – wyszeptał Jezus promiennie, patrząc we mnie głęboko.
„Pochodzę od Ciebie, żyję dla Ciebie, w Tobie. I do Ciebie idę! Jesteś moją Przeszłością, Teraźniejszością i moją Przyszłością!” – szepnęłam z ogniem.
„Pięknie powiedziane!” – wyszeptał Jezus. Widziałam w Jego oczach miłość, zachwyt i dumę.
„Ale przecież u Ciebie nie ma ani przyszłości, ani przeszłości. Tylko teraz!“- szepnęłam zdziwiona zachwytem Jezusa. Mówię źle, a On jeszcze mnie chwali?!!
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Tak, kochanie. U Mnie przeszłość i przyszłość łączy się w Teraz. W wiecznym Teraz!”
„Jesteś moim Teraz!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Rozpromieniony i zachwycony cały!
„Daj mi pić, proszę…!”- szepnęłam poruszona bardzo.
Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam ile chciałam. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

O PRABABCI MICHALINIE…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj znalazłam swój pamiętnik. Z trzeciej klasy podstawówki! Jest tam wiele wpisów bardzo dla mnie cennych. Ale jeden jest bezcenny! Jest to podpis napisany niewprawną ręką… Podpis mojej Prababci Michaliny… Była kobietą nieuczoną, ledwo podpisać się umiała… Ale była bardzo mądrą Osobą!”
Spojrzałam w mojego Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Opowiedzieć Ci o Niej, mój Jezu?” – spytałam lekko.
„Opowiedz! Opowiedz Mi, kochana!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
„Ale od razu mówię, że może być chaotycznie… I obrazki z Jej życia raczej!”
„Nic nie szkodzi, Moniko! Opowiedz Mi, proszę!”
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Tata Prababci tuż przed wybuchem I wojny światowej zbudował nowy dom. Dla swojej rodziny, żony, Anastazji i siedmiorga dzieci. Bardzo się z tego cieszył i był bardzo dumny, że mógł zbudować dom. Niewielu gospodarzy w tamtych czasach mogło sobie na to pozwolić. Prapradziadek mógł. I gdy wybuchła I wojna, zaczęły się bombardowania wsi. Prapradziadkowie mieszkali za Bugiem w Nowej Wsi, koło Berezy Kartuskiej. I gdy zaczęły się bombardowania prapradziadek z żoną i siedmiorgiem dzieci ukryli się w ziemiance, dużym, głębokim dole w ziemi, przykrytym z góry. I tam przeczekali bombardowanie. Gdy ucichło, prapradziadek wyszedł na zewnątrz, na ziemię sprawdzić. I zobaczyl, że dom, który dopiero co zbudowal, jest całkowicie, doszczętnie zniszczony… Padł na ziemię. I umarł na miejscu… Zawał serca pewnie. Praprababcia Anastazja w jednej sekundzie została sama z siedmiorgiem dzieci. Bez męża, bez domu. Bez niczego. Siedzieli wszyscy w zimnej i ciemnej ziemiance. W dodatku moja prababcia Michalina, która była wtedy małą dziewczynką bardzo ciężko zachorowala. Chorowała wiele dni, miała bardzo wysoką gorączkę i zimne poty… Praprababcia myślała, że jej córka umrze. Ale w którymś prababci się polepszylo. I poprosila jeść. „Ja myślałam, że umrze, a ona jeść wola!” – usłyszała pełen goryczy głos swojej matki. Gdy była już staruszka i o tym nam odpowiadała, miała w oczach łzy… Nie wiem jak oni ten bardzo ciężki okres przeżyli. Wiem że Prababcia Michalina chodziła na służbę, u jakichś bogatych państwa służyć. Dorosła. Spotkała Józefa, pokochali się i wzięli ślub. Mieli piątkę dzieci. Dwoje dzieci zmarło, we wczesnym dzieciństwie… Resztę znam z opowiadań mojej babci, Jadzi. Nie opowiadala mi o II Wojnie Światowej. Opowiadała za to, że po wojnie Praprababcia Anastazja, Prababcia Michalina z mężem i dziećmi przyjechali zza Buga na zachód, na Ziemie Odzyskane. Babcia Jadzia mówiła, że jechali w wagonach dla bydła, bez oknien. Poupychani. Jechali nawet kilka miesięcy. Jak np. lokomotywa, albo coś w wagonie się zepsuło, potrafili stać w szczerym polu tygodniami. W końcu przyjechali. Pradziadek Józef zajął gospodarstwo blisko torów. Postarał się o pracę dróżnika. Oprócz tego bardzo ciężko pracował w gospodarstwie. Pradziadkowie mieli konie, krowy, świnie, kaczki, gęsi kury… Mieli też pole. Cały tydzień, od rana do nocy ciężko pracowali. W niedzielę szli wystrojeni do kościoła, na Mszę św. I w poniedziałek rano od nowa do pracy.
Prababcia Michalina nigdy nie widziała morza. A bardzo chciała zobaczyć… I moi rodzice wzięli Prababcię i jej siostrę i zawieźli do Kołobrzegu na kilka dni. Prababcia ubrana od stóp do głów, na czarno, w chustce na głowie i z torebką w ręku pierwszy raz w życiu stanęła na brzegu Bałtyku… Długo stała w milczeniu i patrzyła w morze… Chyba czuła się bardzo zagubiona i bardzo maleńka… „A tam, za morzem to już Ameryka…?!” – spytała oszołomiona. Takie miała wyobrażenie o świecie… Nikt wcześniej jej nie wytłumaczył, nie powiedział. Dopiero tata zaczął Jej tłumaczyć, że nie, że Ameryka jest jeszcze dalej, za oceanem. Prababcia nie mogła sobie tego wszystkiego wyobrazić. Chciała się przepłynąć statkiem! Rodzice, a jakże, zabrali ją i jej siostrę na rejs statkiem. Bardzo jej się podobało! Jej siostrze, Ewie, nie za bardzo… Prababcia przynosiła mi brzoskwinie ze swego ogrodu. Pamiętam, że już ledwo chodzila, o laseczce, ale brzoskwinki prawnusi przynosiła. Do tej pory pamiętam ich smak… Słodkie, soczyste. Smak dzieciństwa. I winko z brzoskwiń robiła! Pyszne! Zrobiła, schowala i wyjmowała tylko na specjalne okazje. Wino miało kolor ciemnobrązowy i było bardzo mocne. Wystarczył lyczek i już byłeś sieknięty! 😁 A Pradziadek Józef nie pił alkoholu. W dzieciństwie slubowal Madonnie, że do końca życia nie weźmie alkoholu do ust. I śluby wypełnił. Pradziadkowie nigdy się nie nie kłócili, nie krzyczeli na siebie nawzajem. Pradziadek nawet jeśli miał jakieś pretensje do żony, nic jej o tym nie mówił. Ale jak wychodził na pole i nikt go nie słyszał wtedy wyładowywał emocje. Ponad 50 lat razem przeżyli. Prababcia najpierw pochowała męża, potem córkę, Babcię Jadzię… A potem zmarła sama… Zmarła tak jak żyła. Cichutko. We śnie.”
Skonczylam opowieść. Umilklam. Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko… Patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Oj! Na wspominki mi się zebrało!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Pięknie opowiadasz, Moniko! Aż chce się słuchać!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„A, dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
Tańczyliśmy bardzo, w intymności i bliskości wielkiej. Mój Jezus i ja!

SKUPIĆ SIĘ NA JEZUSIE

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzył tylko we mnie. I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam…
„Baaaardzo mi pomogły Twoje słowa, mój Jezu… I poprzez rozmowę z moją Córeczką… I Synkiem… (I gdy piszę tę notkę bardzo mi pomaga… Nie spodziewałam się… Koi ból mego serca…). Bardzo Wam dziękuję, mój Jezu…!!! Choć jeszcze boli, odczuwam pustkę, żal i tęsknotę. To jednak jest mi troszeńkę lżej. Mniej przygniata moje serce. I oskarżenia oddaliły się, gdzieś uciekły. Jeszcze pewnie wrócą, nie raz. Ale gdy wrócą, będę już wiedziała co z nimi zrobić!”- szepnęłam z mocą. Zamilkłam i spojrzałam w oczy Jezusowi…
„I wiesz? Cieszę się że moja Mama jest u Ciebie na rączkach! Bardzo się cieszę! A wiem, że jest u Ciebie na rączkach, bo Jej to ‚załatwiłam’! Zyskałam dla Niej odpust Porciumkuli!”
I uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!!! Od ucha do ucha!!! A On rozpromienił się bardzo nade mną!!! Rozświetlił się cały…! I patrzył we mnie bardzo piękny!
Wyciągnęłam rękę i dotknęłam policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Wiesz, Jezu Ty i wczoraj moja Córeczka również radziliście mi, żebym pomyślała teraz też o sobie. W pierwszej chwili myślałam, że to dobra rada. Teraz myślę, że nie za bardzo. Nie będę skupiała się na sobie, ale na Tobie! Nie będę patrzyła na siebie, ale będę wpatrywala się w Ciebie! Nie będę myślała o sobie, ale o Tobie! Bo tylko myśląc o Tobie, we właściwy sposób będę mogła myśleć o sobie!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… poruszony bardzo…
„Kocham Cię mój Jezu…”- szepnęłam z mocą.
Kocham Cię, Moniko… Nawet nie wiesz jak bardzo!!!”- wyszeptał Jezus z ogniem. I położył głowę na sercu moim… Objęłam Go cala… Z miłością! I pomyślałam, że kocha mnie tak bardzo, że gotów był zapomnieć o Sobie, żeby tylko mi ulżyć…

DAĆ SOBIE CZAS…

Leżałam w ramionach Jezusa. Tańczyliśmy bardzo! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy, policzek przy policzku…
„Dziękuję, że mogę Ci opowiadać… Że chcesz słuchać moich opowieści o mojej Córce. To bardzo mi pomaga…”- urwałam na chwilę i po chwili szepnęłam z bólem:
„Tęsknię za Nią… Tak zwyczajnie, normalnie, po ludzku… Tęsknię!”
Znów przerwałam na chwilę. W moich oczach pojawiły się łzy… Jezus otarł je z wielką delikatnością i patrzył we mnie głęboko… W Jego oczach widziałam miłość i bezgraniczne zrozumienie. To osmieliło mnie bardzo! Szeptałam więc dalej:
„Wszyscy martwią się o mojego Duchowego Syna. Pytają jak się trzyma, jak daje sobie radę, jak to wytrzymuje… A mnie nikt o to nie spyta… A ja też mam ciężko, trudno. Może nawet trudniej niż mój Syn. Ale ok. Nie czas się teraz licytować kto z nas ma tru…”
Jezus przerwał mi gwałtownie! Zamknął moje usta czułym i słodkim pocałunkiem… Potem wyszeptał z ogniem:
„Nie! Właśnie trzeba to powiedzieć. Raz, ale jasno i wyraźnie! To Ty masz trudniej, kochana Moja! Zdecydowanie trudniej! A wiesz dlaczego?”
„Nie…”- szepnęłam zdziwiona nkręcąc przecząco głową.
„Twój Syn zna życie bez Twojej Córki. Zna życie bez Niej! Może z łatwością sobie przypomnieć jak to było zanim Ją poznał. Ty nie znasz życia bez Niej! Była z Tobą od początku! Od zawsze. Była w każdym momencie Twojego życia! I teraz nagle znikła! Nie ma Jej! I to, że Ci Jej brakuje, że po prostu za Nią tęsknisz to naturalne!”- wyszeptał Jezus łagodnie.
„Taaak…”
„Byłoby dziwne, gdyby było inaczej! Bardzo byłoby dziwne… – szeptał dalej Jezus – Daj sobie czas, Moniko. Daj sobie czas… Nie ponaglaj siebie, nie popędzaj… Daj sobie czas. To naturalne, że tęsknisz, że czujesz ból, pustkę i żal… Pozwól sobie na to. Daj sobie czas…”
„Dziękuję Ci bardzo za te słowa… Bardzo potrzebowałam je usłyszeć!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z czułością bezgraniczną… I ja w Niego patrzyłam.
„Naszły mnie także myśli, oskarżenia, że to przeze mnie… bo to przecież ja…” – nie dokończyłam. Jezus znów zamknął mi usta czułym i słodkim pocałunkiem.
Potem ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie z miłością…
„Wiesz, Moniko, że te oskarżenia są nieprawdziwe, że nie pochodzą ode mnie? Że Ja Ciebie nigdy nie oskarzam? Przeciwnie! Usprawiedliwiam Ciebie!”
„Tak!” – szepnęłam z przekonaniem.
„Następnym razem jak przyjdą takie myśli, wołaj swoje wilki! Każdego Każdego po imieniu wołaj!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się delikatnie.
„Dobrze!” – szepnęłam z uśmiechem.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

ŻAŁOBA, NADZIEJA I CZYSTE SERCE

Leżałam na SERCU Jezusa… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie jak w obrazek… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Wczoraj pożegnaliśmy na cmentarzu moją Mamę. Na pogrzeb Mamy przyszło bardzo dużo ludzi. Ja jednak pożegnałam się z Nią, a raczej to Ona pożegnała się ze mną wcześniej. Było to pożegnanie bardzo osobiste i przejmujące bardzo… Opowiedzieć Ci o nim, kochany?”
„Opowiedz, Moja śliczna! Opowiedz mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„We wtorek moja Mama już bardzo źle się czuła. Leżała z zamkniętymi oczami. Nie wiadomo było czy jest przytomna, czy nie… Chcialam przy Niej posiedzieć, poprosilam więc Tatę, żeby mnie do Niej zawiózł. I Tata zawiózł. Siedzialam przy łóżku Mamy, a Ona leżała z przymkniętymi oczami. W pewnym momencie je otworzyła i spojrzała na mnie. I bardzo niewyraźnie, z trudem wielkim wyszeptała:
– Mo-ni-ka… Mo-ni-ka…
– Tak, kochanie, to ja jestem! – szepnęłam poruszona bardzo, siląc się na uśmiech.
– Mo-ni-ka…
– Tak, mamusiu, to ja…
Mama spojrzała na mnie i zamknęła oczy. Więcej Jej z otwartymi oczami nie widziałam…
Jezus patrzył we mnie głęboko… Poważny i poruszony niezmiernie…
„A opowiedzieć Ci jak czuwa nade mną?” – spytałam uśmiechając się delikatnie.
„Opowiedz, kochana Moja, opowiedz Mi!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Na pogrzeb Mamy nie chciałam ubierać się całkowicie na czarno. Wymyśliłam więc, że nałożę tę ciemnozieloną sukienkę, którą kupiłam na I Komunię chrzesniaczki. Do niej potrzebowałam czarny żakiet lub wdzianko. Jednak nic takiego nie miałam… Bratowa Ania przyniosła mi swój czarny żakiet. Ledwo mi go nałożyli! Był ciasny i gruby, a teraz gorąco. Od razu bym była cała spocona. Potrzebowałam coś takiego cienkiego i przewiewnego i czarnego oczywiście. Poprosiłam moją siostrę Lucynkę, żeby jak będzie mogła coś takiego popatrzyła dla mnie w mieście.
– Gdzie ja ci teraz czarne wdzianko znajdę… Tak na poczekaniu trudno bardzo będzie… – powiedziała zmartwiona Lucyna. Ale obiecała popatrzeć.
Pojechała do miasta. Po jakimś czasie wraca, przychodzi do mnie i mówi:
– Patrz co mam! Weszłam do pierwszego lepszego sklepu i od razu było! Jakby czekało na mnie!
I mi pokazuje… czarne, cienkie, przewiewne wdzianko!!! Takie jak chciałam!!
– Idealne! – zawołałam z radością.
Lucyna opowiadała dalej:
-Wchodzę do pierwszego sklepu a sprzedawczyni od razu do mnie: ‚w czym może pomóc?’ Więc ja do niej, że szukam czegoś czarnego i przewiewnego. A ona pyta: ‚na pogrzeb? Dla zmarłego czy dla kogoś?’ Tak jakby zmarły już nie był kimś… Ale mniejsza o to. Mówię, że dla kogoś. A ona pokazuje mi to…. Aż w szoku byłam!”
Przerwałam na chwilę, a potem dodałam:
„Także byłam ubrana na zielono i czarno. Czarny to kolor żałoby, a zielony, kolor nadziei…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!!
„Pięknie wyglądałaś w kolorach żałoby, nadziei i z czystym sercem!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Tak! Byłam wczoraj u spowiedzi, bo wcześniej z powodu wirusa nie miałam możliwości. Dziękuję, że mi wybaczyłeś i że mogłam przyjąć Komunię za Mamę!!! Dziękuję, mój Jezu!!!”
Leżałam na SERCU Jezusa. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

ODPOCZYNEK I CZUŁOŚĆ…

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył tylko we mnie… I ja tylko w mojego Jezusa patrzyłam… Tańczyliśmy w miłości i bliskości wielkiej.
„Potrzebowałam bardzo ciszy… Jednak ta cisza, która jest teraz, jest nieznośna…!!! Nie do wytrzymania! W uszach dzwoni! Serce rani… Ale przynajmniej w nocy trochę pośpię, odpocznę. Bo wcześniej, niedawno jeszcze często przez kilka nocy z rzędu nie spałam. Nie było mi dane… Przepraszam…!!! Myślę tylko o sobie!”- szepnęłam z goryczą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Czasem trzeba pomyśleć i o sobie, Moniko!” – wyszeptał z czułością i mnie pocałował. Słodko i gorąco…
„Odpocznij, kochana Moja! Należy Ci się odpoczynek…” – wyszeptał Jezus.
A ja przerwałam Mu gwałtownie!!!
„Nic mi się nie należy!!! Wszystko jest Darem od Ciebie!!!”
„Właśnie dlatego, że tak uważasz, należy Ci się!” – wyszeptał Jezus łagodnie i jednocześnie stanowczo.
Leżałam więc dłuższą chwilę w milczeniu i odpoczywałam
„Wiesz mój Jezu… Okazujemy sobie wzajemnie czułość… Mój Duchowy Syn i ja… Wcześniej rzadko sobie okazywaliśmy. Teraz często… Obejmujemy się wzajemnie, ja glaskam Syna po policzku… Nauczyłeś mnie tego… I cierpimy razem. Nie każde osobno. Ale razem. I tak jest łatwiej…”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco bardzo…

ODNAJDYWAĆ SIĘ…

Leżałam w ramionach Jezusa. Serce przy SERCU… Twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo!
„Wiesz mój Jezu… Martwię się o mojego Duchowe Dziecko, Syna i o siebie też… Wczoraj pomyślałam, że najgorsze już za nami. Ale teraz zaczynam myśleć, że…”- urwałam. A Jezus dokonczyl:
„Że najgorsze dopiero przed Wami…”
Kiwnęłam głową potakująco. I szeptałam dalej:
„Prawie całe Jego, Syna, życie kręciło się wokół mojej Córki i jej choroby. Córeczka bardzo skupiała uwagę na sobie i chorobie. Absorbowała sobą. Syn prawie cały dzień Nią się zajmował. A ja… zajmowałam się… sobą!!!” – szepnęłam z goryczą.
Jezus spojrzał we mnie z tkliwością… I zaczął dotykać mój policzek i głaskal go z czułością niezwykłą…
„Nie mów tak, Moniko, bo to nie jest prawda! Bardzo dobrze, że znajdowałaś sobie zajęcia…”
„Nie chciałam przeszkadzać sobą… Zylam w cieniu Córeczki… „- urwałam na chwilę i po chwili szepnęłam:
„Teraz będziemy musieli nauczyć się żyć jakby od nowa. Odnaleźć się w nowej, nieznanej trudnej rzeczywistości…”
„Nie odnaleźć, Moniko. To będzie proces, powolny i żmudny. Będziecie musieli odnajdywać się, codziennie, każdego dnia, od nowa.”- wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Taaak. Powoli, spokojnie. Niczego nie przyspieszać, nie ponaglać, ale i nie zatrzymywać się, nie spowalniać. Będę musiała przeorganizować swoje życie. Bardziej skupić się na Synu, ale też nie zapominać o sobie. I Syn tak samo. Musi nie zapominać o sobie. A tak wygląda jakby zapomniał o sobie. Skupiał się na żonie i córce, a o sobie zapomniał. Teraz musi o sobie przypomnieć.”
„Ty, Moniko musisz mu w tym pomóc!” – wyszeptał Jezus z czułością.
„A mnie Ty, Jezu, pomożesz?!” – szepnęłam poruszona.
„Jasne!!! I przecież macie jeszcze matkę i żonę!!! Ona się Wami zaopiekuje!!!” –
„No przecież!!! To, że jest u Ciebie, nie znaczy, że nie ma obowiązków wobec nas! Nie znaczy, że nie ma, że nie może nam pomagać, zaopiekować się nami! Prawda?!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. Ja uśmiechnęłam się do Niego promiennie!
„Macie siebie nawzajem, kochacie się. Będzie dobrze!”
„Będzie dobrze przede wszystkim dlatego, że mamy Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozpromienił się cały nade mną! Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Mocno i czule…

WESZŁA W ŻYCIE!

Dziś rano odeszła do Pana moja kochana Mama. Jezus wziął moje Duchowe Dziecko na rączki <3
Ufam, że będzie Tam na mnie czekać. Ufam, że nie umarła, ale odeszła w ŻYCIE. Jezus to ŻYCIE! Mama przekroczyła próg śmierci i weszła w Życie.

Potrzebowałam ciszy… Ta cisza, która jest teraz, aż w uszach dzwoni… Głowa bardzo boli. Ale moje serce jest spokojne. Zanurzone w Jezusie…

TYLKO DZIĘKI JEZUSOWI

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Umilowany mój patrzył we mnie głęboko… Poważny i uroczysty wielce. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
Patrzyłam w mojego Jezusa poważnie. Z ufnością.
„Przygotowywałeś mnie na tę chwilę, na ten moment mojego życia, prawda, mój Jezu? Przygowywałeś mnie?” – spytałam z powaga i ufnością.
Jezus przytaknął.
„Czy jestem gotowa, nie wiem… Raczej nie. Chyba żaden człowiek nie jest gotowy na odejście, na odchodzenie bliskiej, kochanej osoby. Ale jest mi łatwiej. Jest mi łatwiej, bo wiem że mam Ciebie, moje Duchowe Dzieci i… moje wilki… Dziękuję, że mnie przygotowywałeś na ten moment!”-szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie poruszony.
„Pamiętasz, Moniko jak Twoje Dziecko mówiło, że Ono,, Twoi bliscy są Twoimi rękami i nogami, a Ty jesteś ich głową?” – spytał Jezus z ogniem.
„Tak, wiele razy tak mówiło!”
„Wczoraj to potwierdziłaś! Zachowałaś zimną krew, przejęłaś kontrolę nad trudną sytuacją!”
„Staralam się…”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko..
„Wiesz mój Jezu, kilka dni temu powiedziałam mojemu Synowi, że bardzo potrzebuję ciszy, że żyję w nieustannym krzyku i potrzebuję ciszy… I wczorajszy dzień i noc, pierwszy raz od kilku lat cisza… Aż dziwnie mi… Dziwne uczucie…”
„Jesteś bardzo dzielną kobietą, dzielną niewiastą, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie z czułością, uwielbieniem i dumą.
„Ja tej dzielności w sobie nie widzę, ale jeśli jestem to tylko dzięki Tobie, mój Jezu!!!”
Wtuliłam się w mojego ślicznego Jezusa całkowicie…

ZENUŚ…

Leżałam w ramionach Jezusa… Tańczyliśmy bardzo!!! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy, policzek przy policzku… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie jak w obrazek…
„Kilka dni temu zmarł mój Duchowy Syn… Gdy się dowiedzialam o Jego śmierci to z jednej strony poczułam smutek, a z drugiej wielką radość! Smutek, że już Go na ziemi nie zobaczę, a radość, bo wiem, że jest już u Ciebie na rączkach! Wiem, że jest! To był… to jest, bo żyje, żyje w Tobie, święty Człowiek!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem!
„Kardynał Zenon… Zenuś! Lubię zdrabniać imiona moich Dzieci, więc i Jego zdrabniam… Pamiętasz w jaki sposób stał się moim Duchowym Synem, prawda?” – spytałam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Pamiętam! Przypomnij Mi, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Po abdykacji Papieża Benedykta, zebrało się konklawe, żeby wybrać nowego Papieża. W internecie zorganizowano wtedy akcję ‚adoptuj kardynała!’ Wzięłam w niej udział… Było losowanie. I ja wylosowałam kardynała Zenona!!! Bardzo się ucieszyłam, że wylosowałam akurat Jego!!! Od tamtej pory modliłam się za Niego, tańczyłam… Chciałabym, żeby wiedział, że ma duchową mamę, która jest z Niego dumna!!!”
„Teraz wie!” – wyszeptał Jezus poruszony bardzo.
„Tak… teraz już wie!”
„Wie, że ma duchową Mamę, która bardzo go kocha! I jest szczęśliwy baaardzo!!!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„Taaa…” – urwałam bo zaniemówiłam…
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko… I zobaczylam w nich… mojego Syna! Zenusia… Rozpromieniony był niezmiernie… Uśmiechnął się do mnie i mnie pobłogosławił… a ja ujęłam Jego dłoń i ucałowałam serdecznie… I znikł.
Znów patrzyłam w mojego Jezusa…
„Do tej pory Ty się opiekowałaś Nim, teraz On się będzie Tobą opiekował. Razem z Twoimi wilkami!” – wyszeptał Jezus promiennie.
„Dziękuję! A możesz Go poprosić, żeby opiekował się także Swoim Duchowym Rodzeństwem?!” – szepnęłam szybko.
„To oczywiste!”
„Dla mnie oczywiste!!!” – szepnęłam z mocą.
„Dla Niego tym bardziej!” – wyszeptał Jezus z ogniem i rozpromieniony cały.
Uśmiechnęłam się do Jezusa uszczęśliwiona!!! Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja!

ROZPŁYWA SIĘ..

Jezus siedział na ławeczce, obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Patrzyłam z uwielbieniem w mojego ślicznego umiłowanego!
„To mówisz, Jezu, że mówisz przeze mnie?!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem!
„Wiesz, moje Duchowe Dziecko, Córeczka, po przeczytaniu wczorajszej notki powiedziała: ‚Moze wreszcie do Ciebie dotrze ze On przez ciebie mowi Nieustannie’. I że Tobą świecę. To znaczy że ona widzi, że mówisz przeze mnie! Bo ja szczerze mówiąc… nie… Chociaż z drugiej strony sama z siebie nigdy bym nie zastanawiala się nad sformułowaniem ‚wierzę w Boga’! Bo i po co…?! Nie przyszłoby mi do to do głowy… Czyli wynika z tego, że nie tylko mówisz przeze mnie, ale i myśli mi podsuwasz…! Tak, mój Jezu?! Czy tak..?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Posłuchaj Moniko… Skoro cala do Mnie należysz, skoro jesteś cała Moja, cała dla Mnie i cała we Mnie to Ja w Tobie działam! I Tobą się posługuję! Otworzyłaś Mi Swe serce to działam w nim! Buszuję, jak to kiedyś powiedziałaś! Buszuję na całego!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Płonący był cały!!!
„Buszuj, mój Jezu!!! Buszuj do woli!!! Cieszę się Baaaardzo, że chcesz!!!” – szepnęłam rozpromieniona cała i cała szczęśliwa!
„Ja cieszę się niezmiernie, że mogę!!! Cieszę się niezmiernie!!!! Moja kochana… Moja śliczna!!!” – wyszeptał Jezus…
Zbliżył Swoją twarz do mego serca i zaczął je piescić i całować! Jak Oblubieniec pieści i całuje serce Swej Oblubienicy… Czule i słodko i gorąco…. Całował, pieścił i szeptał:
„Jedyna Moja… słodka Moja… rozkoszy Moja…”
Serce moje rozpływalo się w umilowanym moim Jezusie… Wciąż się rozpływa …

W SYMBIOZIE

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Jego SERCE i rozmyslalam:
„Z Tobą to ja mam dobrze!!! Życie jak w Madrycie! Czego się nie dotknę, wychodzi mi! Modlitwy wiernych układają mi się same! W nocy szczególnie mi się układają! A w dzień je tylko spisuję. Mój Duchowy Syn, któremu je potem pokazuję, mówi: ‚Dla mnie super!’ Kwiaty mi same rosną, odpowiednio dobrane do warunków w moim pokoju. Ale musiałam się o to postarać. Zadbać! Układając modlitwy często korzystam ze słownika wyrazów bliskoznacznych, gdy mi słów brakuje. Żeby mieć w pokoju piękne rośliny musiałam spytać o radę eksperta.”
Przerwałam na moment i spojrzałam w oczy Jezusowi… Patrzył we mnie głęboko, z ogniem miłości…
„Wiesz? Ostatnio tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że sformułowanie ‚wierzę w Boga’ jest niezbyt fortunne! Szczególnie w kontekście słów jednego lekarza i polityka oskarżanego o branie łapówek. Powiedział on w jednym z wywiadów takie słowa: ‚Wierzę w swoją uczciwość!’ Oburzyłam się na te słowa! ‚Wierzy?! Albo jest uczciwy, albo nie!!! Wiara tu nie ma nic wspólnego!’
BÓG jest! Istnieje! Bez względu na to czy w Niego wierzymy, czy nie! My ludzie mamy taką przypadłość, takie przekonanie, że jeśli w coś lub w Kogoś nie wierzymy to automatycznie tego nie ma! Tymczasem Bóg istnieje! Czy w Niego wierzymy, czy nie. Nasza wiara czy niewiara nie ma wpływu na Jego istnienie! BÓG JEST! I tylko od nas zależy czy my to Jego bycie i działanie przyjmiemy, czy nie. Czy będziemy żyć z Nim w zgodzie, przyjaźni. W symbiozie! Czy też Go odrzucimy! Ale gdy Go odrzucimy, ON i tak JEST!
Owszem, można twierdzić, że w Boga się nie wierzy, a obchodzić np ‚Gwiazdkę’, albo ‚imprezę zimową’ i jeszcze mówić, że to tradycja. Można też twierdzić że się w Boga wierzy, a żyć tak jakby Go nie było. W obu przypadkach żyje się w kłamstwie. Okłamuje się przede wszystkim samych siebie!”
Przerwałam na znowu moment i znów spojrzałam w oczy Jezusowi. Patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Ja staram się żyć z Tobą nie tylko w przyjaźni, ale i w w symbiozie… I mam jak mam… Życie jak w Madrycie!!!”
Zaśmiałam się głośno i perliście! Jezus patrzył we mnie rozpromieniony miłością i dumą…
„Ale teraz Ty powiedz coś, mój Jezu! Bo cały czas tylko ja gadam, nawijam i nawijam. A Ty milczysz!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko i gorąco!
„Mylisz się, Moniko! Ja nie milczę! Ja mówię przez Ciebie!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmiela i uszczęśliwiona zarazem… A On głaskał mój policzek z tkliwością…

NIE PRZESADZA!

Tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja! SERCE przy sercu, twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości wielkiej…
„Uwielbiam Ciebie, mój śliczny!!! Uwielbiam Ciebie moja Lilio czerwona!!! Uwielbiam Ciebie!!!” – szepnęłam ze czcią i uwielbieniem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Uwielbiam Ciebie Moja Stokrotko!!! Uwielbiam Ciebie Moja słodka!!! Uwielbiam Ciebie, Moniko!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!!!
„Opowiem Ci jeszcze o moich kwiatkach, chcesz, mój Jezu?” – spytałam.
„Oj tak!!! Opowiedz Mi, kochana! Uwielbiam Twoje opowieści!!!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i zaczęłam opowiadać:
„Bo ja najpierw tę kalateę zaobserwowałam a potem o niej wyczytałam…”
Urwałam na chwilę i uśmiechnęłam się do Jezusa.
„Może jednak od początku zacznę!”
Jezus przytaknął z uśmiechem.
Zaczęłam jeszcze raz:
„Okna mojego pokoju wychodzą na zachód. I pokój jest bardzo zacieniony. Tak, że gdyby nie lampy, w pokoju byłoby bardzo ciemno! I prawie wszystkie kwiaty, które stały na parapecie nie chciały mi rosnąć, marniały z powodu braku światła… Do czasu… gdy postanowiłam coś z tym zrobić! Postanowiłam zapytać kogoś kto się na roślinach zna! Zaczęłam z grubej rury! Napisałam do Ogrodu Boganicznego w Powsinie! Na Fb, z messengera. Opisałam swój problem i poprosilam o radę jakie rośliny moglbyby u mnie rosnąć i miałyby u mnie dobrze. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ktoś mi odpisze, a przynajmniej nie szybko. Zaczynala się pandemia (było to na początku marca) i myślałam, że Ogród Botaniczny w Powsinie jest nieczynny. Myliłam się! Na drugi dzień otrzymalam odpowiedź! ‚Witamy serdecznie Pani Moniko i dziękujemy za kontakt. Każde okno daje szansę kwiatom 🙂 Czy jest możliwość, aby kwiaty stały na parapecie przy oknie, czy będą z dala od niego?’
Odpowiedzialam, że na parapecie. Pan Ekspert uprzejmie poprosił, żebym dała mu trochę czasu, a on przygotuje dla mnie listę roślin, które będą u mnie w pokoju miały dobrze i będą rosły. Poczekałam i za jakiś czas miałam listę! Ja bym powiedziała, że to raczej był elaborat!!! Zresztą sami zobaczcie:
‚Pani Moniko, w niezbyt intensywnym świetle spokojnie da radę Zamiokulkas zamiolistny (Zamioculcas zamiifolia). To bardzo popularne rośliny doniczkowe, które nie potrzebują dużo światła dziennego. Stąd mogą stać nawet obok parapetu a nie na nim.

Sansewieria | to kwiat doniczkowy, który lubi cień, jedna z najbardziej wytrzymałych roślin doniczkowych. Znoszą klimatyzację, suche powietrze, mała ilość światła oraz nieregularne podlewanie.

Kalatea | Cechuje się pięknymi, wielokolorowymi liścmi. Nie przepada za dużą ilością świata. Jego nadmiar może wręcz spowodować, że zaniknie jej efektowne umaszczenie.

Filodendron cordatum | Charakteryzują ją liście w kształcie serca. Poradzi sobie w ciemnych pomieszczeniach, ale wymaga podcinania szybko rosnących pędów. Dzięki temu będzie się ładnie rozgałęziać.

Zielistka | to jedna z najłatwiejszych w uprawie roślin domowych. Potrafi się dostosować nawet do bardzo skromnych warunków. Najlepiej czuje się w warunkach rozproszonego światła.

Sansewiera gwinejska | Znana pod nazwą wężownica. To sukulent łatwy w utrzymaniu. Przetrwa brak regularnego podlewania, niewielką ilość światła oraz spore różnice temperatur. W warunkach ograniczonego oświetlenia będzie po prostu rósł powoli.

Z kwitnących Skrzydłokwiat | Dobrze czuje się w zacienionych miejscach i nie wymaga też zbyt częstego podlewania. Ziemia w doniczce musi całkowicie wyschnąć przed ponownym podlewaniem.

Idealnie sprawdzą się także: Cissus rombolistny paprocie i bluszcze.’

Tak… 😄😄W szoku byłam jak tę listę zobaczylam!!! Podziękowałam pięknie Panu Jarosławowi!!!
Sansewerię miałam już u siebie i rzeczywiście jako jedyna rosła bardzo dobrze! Postanowiłam wypróbować inne rośliny z listy. Kupiłam skrzydłokwiat. I jak tylko go kupilam… zaczął rosnąć u mnie jak najęty!!! I zakwitł nawet! Zdumiona byłam!!! Jest teraz ze cztery razy większy niż wtedy jak go kupilam! Bratowa mówi, że też miała skrzydłokwiata, ale jej zmarniał. A mój rośnie i pięknie kwitnie!
A kalateę dostałam od siostry i szwagra na urodziny. Urodziny miałam na początku lipca, teraz jest koniec a kalatea jest już dwa razy większa! Zaczęłam ją obserwować i zauważylam, że gdy zbliża się wieczór, ona liście ustawia na baczność! Do pionu! Zaciekawiło mnie to i zaczęłam czytać o niej. I wyczytałam, że ona ma w liściach specjalne receptory, jakby zegar biologiczny i reaguje na dzień i noc. Wieczorem ustawia liście do pionu. Jak dłonie w modlitwie. I jest nazywana modlącą się rośliną!”
Spojrzałam w Jezusa. Słuchał z… namaszczeniem… Z zachwytem słuchał…
„Bardzo interesujące, prawda?” – spytałam lekko.
„Baaaardzo!!! A Ty, Moniko opowiadasz tak ciekawie jakbyś botanikiem była!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Eeee… przesada!” – szepnęłam śmiejąc się perliście.
„Moniko, Ja nigdy nie przesadzam! Chyba, że kwiaty!!!”
Śmialiśmy się głośno i radośnie!!! Mój Jezus i ja!!! A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

O KWIETNIKU, NIEBIE I BŁOGOŚCI

Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam i opowiadalam umiłowanemu mojemu:
„Wiesz, mój Jezu? Kwietnik sobie do pokoju kupiłam. Incognito! Nikomu nie powiedziałam, że kupuję. Tylko Mikołaj wiedział. Miarkę mi nawet przynosił i pokazywał ile to jest 123 cm, żebym mogła się na oko zorientować jaki ten kwietnik jest wysoki. I tak pokazał za nisko, bo ten kwietnik na żywo wyższy jest! 😃Ale nic to! Kurier go wczoraj przywiózł. Mikołaj go rozpakował i kwiatki mi pięknie na nim poustawiał! Tak, że gdy rodzice weszli do pokoju dziwili się skąd ten kwietnik się wziął! Tata go nawet w pierwszej chwili nie zauważył! Także wesoło było!!! 😊😊 Ale mówili, że ładny wybrałam. Prosty i elegancki. Do wyboru były jeszcze ze wzorami, ornamentami. A ja wybrałam bez wzorów. Delikatny. Do tej pory moje kwiaty na podłodze stały. Teraz będą na kwietniku. Wyeksponowane troszkę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z miłością!
„Lubisz kwiaty, prawda?”
„Lubię?! Uwielbiam!!!” – szepnęłam rozpromieniona.
Ułożyłam się wygodnie na SERCU Jezusa i szeptałam dalej:
„Wiesz…?! Wyobrażam sobie, że Niebo jest pełne kwiatów!!! Pięknych i bujnych!!! Że TATA jest wielką, piękną monsterą! Z wielkimi, dziurawymi liśćmi, pod którymi można schronić się przed słońcem i odpocząć… DUCH jest skrzydłokwiatem, którego liście unoszą się i opadają. TY jesteś piękna piękną czerwoną lilią. MAMA też jest lilią, tylko białą. A na przykład św Faustyna jest też białą lilią, ale z kropkami, taką bardziej tygrysią. A św Tereska jest fiołkiem. Św Łukasz makiem polnym, Jan jest kosaćcem. A św Piotr jest kalateą! Wiesz?! Kalatea to taka oryginalna roślina, która reaguje na dzień i noc! Nie przez światło i ciemność. Ale ma w liściach jakby zegar biologiczny. I kiedy nadchodzi noc, ona ustawia liście w pionie! Jak dłonie do modlitwy! I jest nazywana ‚modlącą się rośliną! Tak, św Piotr to kalatea modląca się za Kościół!!!”
Jezus słuchał mojej opowieści z zachwytem!
„A jakim Ty jesteś kwiatem, Moniko?” – spytał z cudnym uśmiechem.
„Ja?! Przecież wiesz, mój Jezu! Oczywiście, że stokrotką!”
„Całe niebo czeka na swoją Stokrotkę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Będzie rosła w cieniu pięknej monstery i skrzydłokwiata, obok czerwonej i białej lilii. Tuż za lilią tygrysią, fiołkiem, makiem polnym, kosaćcem i modlącą się kalateą…!” – szepnęłam uradowana.
„Całe niebo czeka na swoją Stokrotkę!!!” – powtórzył Jezus ogniście.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej.
„Kiedy w dzień przypominam sobie nasze rozmowy, kiedy przypominam o moich wilkach, Atosie, Portosie, Aramisie i D’Artagnanie, albo, że Ty jesteś ‚Monikowy’, gęba mi się śmieje od ucha do ucha, a w  sercu błogość i szczęście!” – szepnęłam z uwielbieniem.

Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie jak w obrazek.
„I o to chodzi, Moja Miła! O to chodzi!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.

MONIKOWY

Leżałam w ramionach Jezusa. Serce przy SERCU, twarz przy twarzy… Tańczyliśmy bardzo… W intymności wielkiej… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem dotykał mego policzka i głaskal go z czułością.
„Opowiedz Mi o swoich pragnieniach, Moniko…” – wyszeptał z tkliwością.
Uśmiechnęłam się do mojego Jezusa promiennie.
„Pragnę Ci się podobać, mój śliczny! Pragnę żyć na Twoją chwałę! I pragnę być tylko Twoja!” – szepnęłam rozpromieniona.
„Masz juz to wszystko, Moniko!!! I jesteś Moja! Cala Moja, cała dla Mnie i cała we Mnie!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jezusowa jestem! A Ty Ty jesteś mój! Cały mój!”
„Cały Twój, cały dla Ciebie i cały w Tobie!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwyem.
„Taaak!!!” – uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
„Monikowy jestem!” -wyszeptał Jezus z ogniem.
„Monikowy?!” – zdziwiłam się.
„Jak Ty Jezusowa to Ja Monikowy!!!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Rozczuliłam się bardzo… Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i głaskałam go z czułością…
„Monikowy… Monikowy…” – szeptało moje serce. Tańczyliśmy bardzo… W bliskości i intymności…

ATOS, PORTOS, ARAMIS I D’ARTAGNAN!

Siedzieliśmy na ławeczce obok studni. Mój umiłowany Jezus i ja. Wokół nas leżały moje wilki. Warowały.
Wczoraj wieczorem leżąc w łóżku, chciało mi się płakać. Płakać nad sobą, nad swoją biedą, bezsilnością, bezradnością, słabością, nad niezrozumieniem przez najbliższych… itd, itp… Ale zamiast płakać, oddałam to wszystko Jezusowi. Oddałam Mu swoją biedę, bezsilność, bezradność, słabość, niezrozumienie przez najbliższych. Oddałam wszystko mojemu Jezusowi! I już nie chciało mi się płakać. Ulżyło mi.
Siedzieliśmy więc teraz na ławeczce. Jezus patrzył we mnie głęboko… Z bezgraniczną miłością…
„Nie jesteś sama w tym wszystkim, Moniko! Ja jestem z Tobą! I będę nosił to co Mi oddałaś. Będziemy nosić razem!”- wyszeptał Jezus z ogniem. Urwał na chwilę. Spojrzał we mnie jeszcze głębiej i wyszeptał z czułością niezwykłą:
„I chcę, żebyś o tym pamiętala. Ja Ciebie nie oskarżam ani nie potępiam! Więcej! Nie ma w tym wszystkim Twojej winy!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!!! A ja uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!!! Radośnie! Promiennie! Po raz pierwszy od kilku dni!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wskazując dłonią na wilki, powiedział z uśmiechem:
„No dobrze! A teraz one czekają na imona! Jak je nazwiesz?”
Otworzyłam usta ze zdumienia i uświadomiłam sobie, że rzeczywiście moje wilki nie mają jeszcze imion!
Popatrzyłam na wilki… Patrzyły na mnie piękne, dumne i dostojne. Uśmiechnęłam się do nich. I przyszły mi do głowy cztery imiona, które do nich bardzo pasowały.
„Atos, Portos, Aramis i d’Artagnan!” – powiedziałam wskazując na każdego wilka, nadając każdemu imię. Wilki ucieszyly się i okazywaly radość merdając ogonami!
„Podobają im się imiona!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
„A Tobie, mój Jezu?” – spytalam z prostotą.
„Podobają Mi się bardzo! Pasują do nich!” – Jezus uśmiechał się do mnie cudownie.
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Po raz pierwszy od kilku dni…

WILKI MNIE STRZEGĄ

Staliśmy przy studni. Jezus i ja. Jezus obejmował mnie, a ja obejmowałam Jego. Z miłością. Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie płonący cały. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco!
„Całuj mnie mój Królu!” – szepnęłam z ogniem.
„Z rozkoszą!” – wyszeptał umiłowany moj płonący cały.
I całował… Słodko… I pocałunkami pieścił moje serce… Całował całym Sobą! Z Miłością i uwielbieniem! Całował…
„Mam dla Ciebie niespodziankę, Moniko!” – wyszeptał nie przestając mnie całować.
„Niespodziankę?!” – szepnęłam uszczęśliwiona Jego pocalunkami.
Jezus całował… A ja usłyszalam ciche skomlenie i piski radości! Jezus przerwał pocalunki… A ja zobaczylam wokół siebie cztery wilki!!! Moje kochane wilki!!! Jak one się cieszyły, że mnie widzą!!! Skakały, merdaly ogonami, łasiły się! Przykucnęłam i głaskalam je i tarmosiłam z wielką radością!!! Jezus przykucnął i też je głaskał.
„Oswoiłaś je i pokochałaś, Moniko! Teraz one będą Cię strzegły!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Strzegły?!” – spytałam zaskoczona.
Jezus ujął mnie pod rękę i zaprowadził do ławeczki. I usiedliśmy na niej oboje. Wilki ułożyły się wokół nas półkolem.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością…
„Jeden będzie strzegł Twego ciała, drugi duszy, trzeci serca, a czwarty Twojej psychiki!” – wyszeptał Jezus uroczyście.
„A jak…?” – spytalam bezgłośnie prawie.
„Zobaczysz! Już dzisiaj!” – wyszeptał Jezus tajemniczo.
„Dziękuję mój Jezu kochany!!!” – poruszona byłam bardzo.
Umiłowany zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i znów mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Gorąco i słodko!

A moje wilki mnie strzegą! Nie pozwolily mnie skrzywdzić!!!

BĘDZIE DOBRZE

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością, cały był mój i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i bólem… Zaczęłam opowiadać:
„Wczoraj nie mogłam już dłużej wytrzymać nieustannego doręczenia i powiedziałam mojemu Duchowemu Dziecku co o tym myślę! Wprost! Bez owijania w bawełnę! Powiedziałam, że jeśli się będzie dłużej tak zachowywać to wszyscy troje, ono, moje drugie Dziecko i ja wylądujemy… (tu wymieniłam nazwę miejscowości, w której znajduje się szpital dla psychicznie i nerwowo chorych)!!! Mówiłam też coś takiego mi się robi, że chce mi się krzyczeć! „Aaaaa!!!!” Mówiłam w wielkim bólu i smutku. Nie patrzyłam na moje Dziecko, nie chciałam je oskarżać spojrzeniem. Patrzyłam w dal. Pełna bólu i zmęczenia… Dziecko patrzyło na mnie tak jakby zobaczyło mnie pierwszy raz w życiu! Wzburzone i poruszone niezmiernie! Wstrząsnięte tym co powiedzialam!
-Co ty wygadujesz, Moniko??!!! Straszne rzeczy wygadujesz!!!
-Tak, to jest straszne co się u nas dzieje! – powiedziałam bardzo poważnie.
Dziecko patrzyło na mnie wstrząśniete! Zawołało drugie Dziecko i mowi:
-Ty wiesz co Monika wygaduje??!! Straszne rzeczy!!! Że wszyscy wylądujemy w Ciborzu!!!
Pewnie się spodziewalo, że Dziecko jakoś zaprzeczy, że powie że nie. Że nawet może na mnie zacznie krzyczeć, żebym w ten sposób nie mówiła. A tymczasem Dziecko spojrzało drugiemu Dziecku w oczy i powiedzialo:
-No, nie ma co się dziwić, że Monika tak mówi! Twoje zachowanie tylko do tego prowadzi!
I wyszło.
-Moje zachowanie! Moje zachowanie! – oburzało się Dziecko.
Milczałam. Patrzyłam w dal, pełna bólu i smutku. Dziecko patrzyło na mnie. Umilko i patrzylo na mnie… Po dłuższej chwili szepnęło:
-Wybaczysz mi?! Wybaczysz??
Spojrzałam Dziecku w oczy i szepnęłam:
-A jak myślisz, kochanie?
-Nooo… myślę że tak!
-Dobrze myślisz!
I Dziecko uśmiechnęło się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Po raz pierwszy od miesięcy! I ja uśmiechnęłam się do Dziecka, delikatnie.
Siedziałam u Jezusa na kolanach i patrzyłam Mu w oczy głęboko. I On patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
„Bardzo dobrze powiedziałaś, Moniko! Dobitnie, ale z miłością!”
„Musiałam… Tu jeszcze mi wszystko buzuje… – szepnęłam wskazując dłonią na serce – I uśmiechać się nie mam ani siły, ani ochoty…”
Jezus patrzył we mnie z czułością.
„Rozumiem Cię, jedyna Moja! Rozumiem! Odpocznij we Mnie! A uśmiechać się jeszcze będziesz mogła i chciała… Będzie dobrze, zobaczysz!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mocno do Siebie! Do SERCA!
Odpoczywałam w Umiłowanym moim!

UCZĘ SIĘ

Siedziałam na ławeczce obok studni. Siedziałam i trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach!!! Jezus leżał w moich ramionach oddany mi całkowicie. Uśmiechał się do mnie cudownie!!! Przepięknie!!! I promiennie!!! I ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Szczęśliwa cała!!!
Nagle… w jednej chwili wszystko się zmienilo… Jezus się zmienił… a On jest dla mnie wszystkim!!! Zmienił się… Leżał teraz w moich ramionach cierpiący niezmiernie… z krwawiącym SERCEM… Patrzyłam w mojego umiłowanego Jezusa niema z bólu… Nie wiedziałam co powiedzieć, ani co zrobić… Nic nie wiedziałam…
„Nie pękaj maleńki… Zaraz coś poradzimy!” – wyrwało mi się z głębi serca.
I moje serce wyszło z ciała… objęło SERCE Jezusa i przytuliło JE mocno do siebie… ‚Mój maleńki zaśnij już! Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już!’ Moje serce śpiewało… I cierpiało razem z SERCEM Jezusa.
I po chwili znów wszystko się zmienilo!!! Jezus znów leżał w moich ramionach uśmiechnięty i rozpromieniony cały!
„Jesteś bardzo podobna do Mojej Mamy, Moniko!” – wyszeptał z ogniem i dumny bardzo.
„Uczę się od Ciebie i od Niej!” – szepnęłam z mocą i radością.
Nasze serca przytulały się do siebie nawzajem. Z miłością! Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… I ja w Niego patrzyłam zakochana na zabój!

JAK DWIE KROPLE WODY

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Wtulona w mojego Jezusa siedziałam. Wtulona w Miłość całkowicie. Wtulona w SERCE… Siedziałam z sercem ciężkim… Przygniecionym codziennymi zmartwieniami, troskami… Obolałym i zmęczonym sercem.
Jezus wyciągnął Swoją dłoń i zaczął dotykać i pieścić moje serce. Pieścił delikatnie, jakby z obawą, że sprawi mi jeszcze większy ból. Pieścił z namaszczeniem i czcią…z nabożeństwem… Potrzebowalam tej Jego pieszczoty, pragnęłam!!! Jak kania dżdżu!!! Jak płuca tlenu!!! Potrzebowałam i pragnęłam! I umiłowany moj Jezus dawał mi to! W milczeniu pieścił moje serce… Ale ja nie potrzebowałam słów, potrzebowałam pieszczoty. Pragnęłam… I Jezus pieścił… Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać SERCE Jezusa… I zaczęłam Je pieścić. Pieściłam delikatnie, z czułością, czcią i namaszczeniem pieściłam…
“Ty też nie miałeś lekko w życiu, mój Jezu! A mimo to szedłeś Drogą Krzyżową. Do zwycięstwa! I ja tak chcę! Chcę jak Ty! Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubieńca!!!”- szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Jesteś do Mnie podobną! Bardzo podobną, Moniko! Jak dwie krople wody!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Jezusowi.
„Naprawdę jestem do Ciebie aż tak bardzo podobną?” – spytalam niepewnie.
„Jak dwie krople wody!” – wyszeptał Jezus z naciskiem i przekonaniem.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i wciąż pieścił moje serce… A ja pieściłam Jego SERCE. Tańczylismy bardzo w bliskości bez granic!

PROSTO Z SERCA!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i… Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy w Światłości wielkiej, bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do SERCA… Patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa patrzyłam! Płonąca Jego miłością…
„Uwielbiam Twoją modlitwę, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Różańce dla Ciebie i MAMY układam!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Różańce też, oczywiście! Uwielbiam patrzeć jak jeździsz na podwórku na wózku i śpiewasz dla MAMY i dla Mnie! Ale jedna Twoja modlitwa ujęła Mnie najbardziej!”
Spojrzałam w Jezusa pytająco…
„Która?” – spytalam z prostotą.
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! I zaczął mi przypominać:
„Rano leżałaś w łóżku, już po odmówieniu porannych różańców. I czekałaś na tatę. W pewnej chwili spojrzałaś na figurę przedstawiającą Mnie i Me Serce, uśmiechnęłaś się do mnie przepięknie i wyszeptałaś z czułością: ‚Bardzo bym już chciała być u Ciebie na rączkach! Bardzo, mój Jezu kochany! Ale jeśli jeszcze masz jakieś plany tu, na ziemi względem mnie to nie ma sprawy! Spoko! Zaczekam! Twoja wola, mój kochany! Twoja wola!’ I posłałaś Mi gorącego i słodkiego buziaka!!!”
„Tak było. To prawda!” – szepnęłam zarumieniona i uszczęśliwiona baaaaaardzo.
„Uwielbiam takie modlitwy. Proste i szczere. Prosto z serca!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Tak. To było prosto z serca!” – potwierdzilam znów.
„Uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
I… porwał mnie do tańca! Jeszcze szybszego, piękniejszego i intymnieszego!!! Tańczylismy w Miłosci niewypowiedzianej! Mój Jezus i ja!

NIE PĘKAJ MALEŃKA…

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… słodko! Jak w skarb najdroższy!!! Cały był Miłością i czułością! Cały był mój i cały był dla mnie!!! Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem!
„Jaki Ty łagodny i cierpliwy dla mnie jesteś! Jaki wyrozumiały i wręcz pobłażliwy! Kiedy przychodzę do Ciebie zawiedziona i zniechęcona sobą, swoimi upadkami, podknięciami, słabościami, Ty bierzesz mnie z miłością na ręce i szepczesz łagodnie: „Nie pękaj maleńka… Zaraz coś poradzimy!” I tulisz z tkliwością do SERCA. A ja odzyskuję zdrowie i pokój i szczęście…”-szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy głęboko.
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie.
„Coś Ci opowiem, Moniko!” – wyszeptał bezgłośnie prawie.
„Słucham mój Jezu kochany?!” – szepnęłam zaciekawiona.
„Kiedy byłem dzieckiem bardzo lubiłem bawić się z kolegami. Chodziliśmy, jak to dzieci, po drzewach, biegaliśmy po kamieniach, skałach, bawiliśmy się w berka i w chowanego. I często wracałem do do domu posiniaczony i pokaleczony. Mama nie karciła Mnie za to że za szybko ganiam. Ale brała Mnie z tkliwością w ramiona i szepala łagodnie: „Nie pękaj maleńki… Zaraz coś poradzimy!” I tuliła z miłością do serca. A kiedy szedłem na Golgotę przygnieciony ciężarem krzyża, poraniony i posiniaczony cały, przypomniałem sobie słowa Mamy: „Nie pękaj maleńki… Zaraz coś poradzimy!” Słowa te dodawaly Mi otuchy… A gdy wycięczony śmiertelnie, wisiałem przygwożdżony do krzyża, Mama niema z bólu stała przy Mnie, a Serce Jej w boleści szeptało: „Nie pękaj maleńki… Zaraz coś poradzimy! I cierpiało ze Mną!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko… Ja byłam poruszona do głębi serca Jego opowieścią… Milczeliśmy. Ale jakiekolwiek słowa były niepotrzebne. Zbyteczne.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic… Mój słodki Jezus i ja!

SENS I PRAGNIENIE!

Jezus siedział na ławeczce obok studni. Siedział i trzymał mnie w objęciach Swoich. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Tylko we mnie patrzył!!! I ja tylko w Niego, w mojego Jezusa patrzyłam! Tylko w Niego! Patrzyłam zakochana na zabój!!!
„Bez Ciebie nie ma życia, mój Jezu!!! Ty jesteś ŻYCIEM! Moim Życiem! Bez Ciebie żyć nie potrafię! I nie chcę! Bo bez Ciebie życie nie ma sensu! Więcej! Ty jesteś Sensem mojego życia!” – szeptałam z mocą i entuzjazmem.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„Pamiętasz Moniko jak mówiłaś że bycie ze Mną jest spijaniem śmietany?” – spytał Jezus z ogniem.
„Tak, jasne, że pamiętam! I teraz mogę powiedzieć to samo!!!”
„I Ja mogę powiedzieć, że dla Mnie bycie z Tobą, Moniko, jest jak spijanie śmietany! Gęstej, kremowej, wybornej śmietany!!!” – wyszeptał Jezus. Przerwał na chwilę. A ja pomyślałam że jest pyszna i aż oblizałam usta ze smakiem. Jezus mówił dalej:
„I zbieram owoce Twojego życia! Tak! Już je zbieram! Są dojrzałe, jędrne i soczyste! Słodki sok aż z nich spływa!!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa oszołomiona Jego słowami i oniemiała ze szczęścia!!! Patrzyłam z uwielbieniem i oddaniem… A Jezus patrzył we mnie… W Jego oczach widziałam pragnienie…
„Tak! Pragnę Cię, Moniko!!! Pragnę Cię, Damo Mego SERCA!!!” – Jezus promieniał cały!
„Pragnę Ciebie mój Królu!!! Pragnę Ciebie!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uniósł się do góry! I wielką radością się uniósł!!! I trzymając mnie w ramionach tańczył! Tańczył! I cieszył się mną! Niezmiernie!!!

„SERCE MOJE TĘSKNIŁO!!!”

Staliśmy przy studni. Jezus i ja. Jezus wciąż całował… Całował mnie całym Sobą… Całował! Ale inaczej niż wczoraj. Wczoraj całował bardziej jak lekarz. Dziś całował bardziej jak Oblubieniec. Całował słodko… Zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłosci…
Ogarnęła mnie wdzięczność i niewypowiedziana radość!!! Runęłam do nóg Jezusa!!! I zaczęłam całować Jego stopy!!! Całowałam i dziękowałam!!! Dziękowałam za to że jest!!! Za to że mnie kocha i pragnie mnie!!! Że mnie wywyższa! Aż tak bardzo wywyższa!!! Kim ja jestem, żeby mnie tak wywyższać???!! NIKIM!!! A On mnie tak wywyższa!!! Coraz bardziej i bardziej!
Całowałam i dziękowałam…
W pewnej chwili usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa:
„Dziecię Moje…”
Zerwalam się na równe nogi!! Stałam przed umiłowanym moim Jezusem… On patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„Dziecię Moje… Serce Moje tęskni! Pragnie Cię tulić…!” – wyszeptał z ogniem.
Rzuciłam się na szyję Jezusowi!!! Szczęśliwa cala!!! A Jezus wziąl mnie na ręce i usiadł na ławeczce. Patrzyłam w mojego ślicznego rozpromieniona Jego Miłością…
„Serce Moje tęsknilo…” – wyszeptał rozczulony.
„Ale już nie tęskni…?!” – szepnęłam jednym tchem.
„Nie, już nie tęskni!!!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Położyłam głowę na SERCU Jezusa. A ONO rozpływalo mnie w Sobie… Zatapialo w Sobie… Tonęłam w moim umiłowanym Jezusie! W Jego SERCU tonęłam!

CAŁUJE…

Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością i czułością niezwykłą. Cały był mój i cały był dla mnie! Wtuliłam się w Jezusa całkowicie…
„Zmęczona jestem… bardzo!” – szepnęłam z trudem.
„Tańcem…?” – spytał Jezus, ale pytanie brzmiało raczej jak stwierdzenie faktu.
„Taaak!”
„Nic dziwnego, Moniko! Tańczysz bardzo!” – wyszeptał Jezus płonący i poruszony cały.
„Tak!”
„Bardzo, bardzo, bardzo tańczysz!” – wyszeptał Jezus z ogniem wielkim.
Popatrzyłam w mojego ślicznego z czułością. I pomyślałam że moje cierpienia w porównaniu z Jego cierpieniami są niczym. Pikuś po prostu Ale jednak zmęczona jestem.
Jezus który znał moje myśli, spojrzał we mnie z czułością i wyszeptał:
„Nie porównuj tak tego, kochana Moja!”
„Masz rację mój Jezu! Nie powinnam tak… Przepra…!”
Jezus nie pozwolił mi dokończyć! Zamknął mi usta pocałunkiem… Czułym, słodkim i gorącym pocałunkiem!
„Nie przepraszaj, Moniko. Nie masz za co. Moje cierpienia są wielkie i Twoje też są wielkie!”
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko… poruszona cała!
„Masz rację, kochany mój! Ale proszę, nie mówmy już o tym! Usmiechnij się do Swojej jedynej! Usmiechnij się do Swej księżniczki!!! Ona uwielbia Twój uśmiech!!!” – szepnęłam. I choć z trudem, ale uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Rozświetlił się cały nade mną!!!
„Uwielbiam Twój uśmiech, Moniko! Szczególnie taki! Uśmiech w cierpieniu!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Poruszony cały miłością i zachwytem!
„Uwielbiam Ciebie, Jezu mój! Uwielbiam Ciebie!” – szeptało moje serce.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem całował moje obolałe i zmęczone ciało… Całował całym Sobą… Całował ze czcią i namaszczeniem wielkim… Całował jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…

Wciąż całuje…

JA JESTEM!

Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. A najbardziej bolało podbrzusze.
Tańcząca bardzo leżałam. Z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. W pewnej chwili poczułam oddech na moim policzku, poczułam dotyk. I czuły i słodki i gorący pocałunek.
„Mój kochany! Mój słodki Jezu!!!” – szepnęło moje serce.
„Moniko! Kochana Moja! Piękna Moja! Jedyna Moja!!!” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa.
„Przyjdź do mnie, do mojego serca, mój Jezu kochany! Przyjdź i odpocznij we mnie!” – szepnęło moje serce.
I zobaczyłam dwa serca. SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Ja Jestem!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości!
Przytulił Swój policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo w Miłosci i intymności bez granic! Mój Jezus i ja.

I wciąż tańczymy bardzo! ❤️ ❤️ SERCE przy sercu!

NASZ WSPÓLNY CUD!

Jezus siedział na wielkim pięknym złotym tronie. A ja siedziałam u Niego na kolankach! Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!!! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem!
„Wiesz mój Jezu? Wszyscy, którzy oglądają zdjęcia z chrzestnymi Pierwszej Komunii Świętej mojej chrześniaczki Olci, zachwycają się nimi! Zachwycają się też mną! Mówią, że pięknie wyglądam! Że jestem piękna!!! I wiesz?! Dawniej zaprzeczalabym, że nie. Że inni to są piękni, a nie ja!!! Ja?! Jedno wielkie NIC! Protestowałabym! Oburzałabym się! A teraz sama wiem, że pięknie wyglądam, wiem, że jestem piękna! Widzę!!! I widzę, że jestem dzielna i odważna! I silna! Twoją siłą! I potrafię śmiać się sama z siebie! Żartować z siebie! ‚szczerzą mi się zęby przednie!’ A sukienki i spódnice noszę długie, dlatego, żeby przykryć ‚chude szkity!’ ‚Chude szkity seniority!’ 😄😄
Umiem się śmiać z siebie! I wiem, że jestem piękna Twoim pięknem! Wiem! Widzę! To Twój cud, mój Jezu!!! To Twój cud!!!”
„To nie tylko Mój cud, Moniko!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony od ucha do ucha.
„Nie tylko Twój?! Jak to??!! A niby czyj jeszcze?!” – spytałam zdumiona do głębi.
„Twój!!!”
„Mój???!!!”
Jezus przytaknął z entuzjazmem!!!
„Jak to?! Wytłumacz mi proszę, mój Jezu! Bo nie rozumiem…!!!”
„Widzisz kochana Moja: żebym mógł uczynić ten cud, potrzebowałem Twojej współpracy ze Mną. Potrzebowałem Twojego oddania, otwarcia serca. Potrzebowalem Twojej wiary i zaufania. I Ty Mi się oddałaś, otworzyłaś Mi swe serce, uwierzyłaś Mi i zaufałaś, że pragnę Twego dobra, szczęścia i wolności! I wtedy Ja mogłem uczynić cud! To nasz wspólny cud, Moniko!!! To nasz wspólny cud!!!”
Jezus mówił, a ja rozmyślałam: „To prawda. Oddałam się Jezusowi, otworzyłam Mu serce, uwierzyłam Mu i zaufałam, że pragnie mojego dobra, szczęścia i wolności! To prawda! To prawda!!!”
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko…
„Masz rację mój Jezu! To nasz wspólny cud!!! Nasz wspólny cud!!!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!!! I patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!!! Jak w obrazek patrzył…

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com