NIE AKCEPTUJĘ

  Im dłużej żyję na tym  świecie, coraz częściej myślę że do niego nie pasuję. Nie nadaję się, że go nie rozumiem. Nie akceptuję niektórych ludzkich czynów, poglądów,
zachowań .
Bo jak można zaakceptować takie coś:
” 22-letnia mieszkanka Indii urodziła dziecko w toalecie na pokładzie samolotu i usiłowała pozbyć się go spuszczając je w sedesie. Noworodka znaleziono zaklinowanego w sedesie, gdy samolot lecący ze stolicy Turkmenistanu wylądował w mieście Amritsar w północno-zachodnich Indiach, w stanie Pendżab, w pobliżu granicy z Pakistanem. Natychmiast zabrano go do szpitala – wciąż w misce klozetowej.
Lekarz ze szpitala Escorts Hospital w pobliżu lotniska powiedział, że zespół chirurgów użył piły, by uwolnić dziecko.
22-letnia matka opuściła pokład samolotu, ale później odnaleziono ją i aresztowano, gdy załoga samolotu linii Türkmenistan Howaýollary znalazła noworodka.
Lekarze mówią, że dziecko jest w stanie krytycznym.
Kobieta jest niezamężną absolwentką medycyny, która wracała do domu po zakończeniu studiów za granicą.”
tvp.info.
Włos się na głowie jeży kiedy się czyta taką informację. Brakuje słów, żeby skomentować ten czyn.Bestialstwo, skrajne okrucieństwo, barbarzyństwo….to jeszcze za mało.
Nie akceptuję  tzw. ” Parad Miłości ” uważam, że promują różnorakie dewiacje i zboczenia. Takie dewiacje są teraz ” na topie ” a przyznawanie się to tego, że się jest gejem uchodzi za coś modnego.
Nie akceptuję też tzw. „małżeństw homoseksualnych”. Małżeństwo to kobieta i mężczyzna a nie dwóch  panów lub dwie panie.
Nie akceptuję  „aborcji ” – zabójstwo
Nie akceptuję ” eutanazji ” – też zabójstwo.
NIE AKCEPTUJĘ .
I chyba jestem w mniejszości….
 

Read more

ZATRZYMAJ SIĘ

Człowiek jest tak skonstruowany, że łatwo się przyzwyczaja. Szczególnie do czegoś dobrego. Łatwo się przyzwyczajamy.
Przyzwyczailiśmy się, że słońce świeci, deszcz pada. Że po dniu następuje noc. Że ptak śpiewa. Traktujemy to jako normalność. Tak jest i już.
Zdziwilibyśmy się dopiero wtedy gdyby nagle nam tego zabrakło.
Jak to, tak miało być.
Czy na pewno?  Nie.
Żyjemy w biegu, praca, dom, dzieci. I tak w kółko. Zabiegani, zapracowani. W kołowrotku.
O Bogu też zapominamy. Przypominamy sobie o Nim tylko wtedy kiedy coś od Niego potrzebujemy. Traktujemy jak maszynę do spełniania próśb.
” Jak trwoga to do Boga”.
Dziwimy się , że nas nie wysłuchuje, jesteśmy na Niego źli. Obrażamy się.
Tymczasem On widzi w nas partnerów i sam też chce być tak traktowany. Jak przyjaciel.
W tych dobrych chwilach naszego życia a także w tych trudniejszych.
 Chce być obecny.
Trzeba umieć cieszyć się każdym  dniem, każdą chwilą. Cieszyć się, że słońce świeci a deszcz pada, że jest noc i dzień. Że ptak śpiewa.
Trzeba pamiętać, że na tym świecie jesteśmy tylko chwilę…
Nie oczekiwać za wiele. Cieszyć się z najmniejszych nawet rzeczy
Wiem z doświadczenia, że im mniej się oczekuje tym więcej można otrzymać.
Na przykład, wiele lat temu, idąc do Liceum Plastycznego  chciałam tylko nauczyć się  malować. Tylko tyle. Dla mnie ” aż ” tyle. To było moje marzenie.
Kończąc ” plastyk” nie tylko umiałam malować.
Dzięki pomocy – dopingowi – rodziców i nauczycieli udało mi się zdać  maturę , zrobić i obronić dyplom. Zdobyć zawód.
Patrząc z perspektywy czasu, można powiedzieć,że nie było mi to potrzebne.
Jednak wtedy było potrzebne bardzo. Choćby dlatego, żeby udowodnić ( przede wszystkim sobie), że ” ja też potrafię”.
Zaczynałam liceum pełna kompleksów i obaw ” czy dam radę, czy podołam”.
Kończyłam z maturą i dyplomem „technika plastyka” w kieszeni.
A chciałam tylko nauczyć się malować…

W życiu – w pracy, w domu, w rodzinie  też Ktoś nas dopinguje. Trzyma za nas kciuki.
Wierzy w nas.Zawsze. Podtrzymuje w trudnych chwilach. Tęskni za nami.
Tylko czy my wierzymy w Niego? Czy wierzymy Jemu?
Czy my chcemy Go dostrzec?
Zatęsknić za Nim? Ucieszyć z każdej chwil jaką nam daje?
Zadziwić się tym, że słonko jeszcze świeci.
Dla nas.  

Read more

OD NOWA

  
 
Wróciłam kilka dni temu, odpoczęłam po podróży i piszę :).
Gdzie byłam ? W Kołobrzegu, z rodzicami. Chciało się choć na trochę uciec od codzienności…odpocząć. Codzienność też męczy…
I odpoczęłam , bardzo ….
Potrzeba było mi takiego odpoczynku, relaksu, nic nierobienia . Ranne spacery brzegiem morza, szum fal, śpiew mew i  rybitw. Karmiliśmy łabędzie. Kołobrzeg też piękny, bardzo piękny cały w zieleni.Co chwila jest jakiś skwer albo park, fontanna, ławeczki. Można sobie posiedzieć, odpocząć.
To były cudne dni, chwile. Nie wiem kiedy znowu przeżyję coś takiego…. Może dopiero za rok.
Jednak po takim wypoczynku, „naładowaniu akumulatorów”  mogę od nowa wrócić do codzienności.
Zacząć jakby od nowa.

Read more

WIARA – WYZNANIE

Czym jest wiara? Kim jest człowiek wierzący?

Aby wyjaśnić  te terminy, najpierw posłużyłam się słownikiem języka polskiego: 

  Wiara –przekonanie, pewność, że coś jest prawdziwe; wierzenie

  1. ufność, zaufanie
  2. przekonanie o istnieniu istoty nadprzyrodzonej – Boga, i uznawanie za prawdziwe objawień boskich
  3. wierność, stałość; dochowanie wiary
  4. grupa ludzi zżytych ze sobą; paczka

II rz. ż Ia religia, wyznanie, obrządek

Wierzący –wyznawca jakiejś religii; wierny

Lakonicznie, pomyślałam.Szukałam czegoś innego. Zajrzałam do Katechizmu Kościoła Katolickiego. –przeczytałam tam : „Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który mu się objawia i udziela, przynosząc równocześnie obfite światło człowiekowi poszukującemu ostatecznego sensu swego życia”. Już lepie jale też krótko i lakonicznie. Zaczęłam się zastanawiać jak ja rozumiem wiarę i czym ona jest dla mnie. Według mnie wiara polega na przyjęciu istnienia czegoś co w  żaden sposób nie można potwierdzić rozumowo.Przekonanie o czymś. Czym jest wiara w Boga? Wiara w Boga to coś więcej niż teoretyczne wierzenie w Niego. Mieć wiarę w Boga to ufać Mu, być Go pewnym i być gotowym do działania w oparciu o wiarę w Niego. Zawsze  wzruszają i jednocześnie zadziwiają  mnie historie biblijne  mówiące o  wierze człowieka. Porusza  mnie opowieść  o Noem, Abrahamie… W Nowym Testamencie robi na mnie wrażenie opowieść o kobiecie  kananejskiej, której  wystarczyły „okruszki  ze stołu ‘’,Setniku,  który uwierzył, że wystarczy  tylko Słowo  Jezusa a „ będzie uzdrowiony  sługa    mój’’, o Jairze i żebraku Bartymeuszu  a także o wielu, wielu  innych.Pomyślałam,  że im było  łatwiej uwierzyć, że Jezus  jest  kimś więcej niż  tylko człowiekiem  ponieważ Go widzieli, widzieli  Jego cuda.Co więcej, doświadczali ich na  sobie i  swoich najbliższych.Tymczasem Jezus mówi : ” Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”.

Dla mnie Jezus nie jest tylko postacią historyczną, która żyła w określonym czasie i miejscu, która umarła śmiercią złoczyńcy.On jest Bogiem, który przyszedł na świat. Jest moim Zbawicielem, Przyjacielem. Tak bardzo mnie kocha, że nie zawahał się aby cierpieć i oddać Swoje życie. Za mnie. Abym mogła żyć, z Nim.Co więcej, On Żyje. Zmartwychwstał. Jest obecny w moim życiu, w mojej chorobie. Tu i teraz. Zawsze mogę się do Niego zwrócić kiedy jest mi trudno. Wiem, że On zawsze mnie zrozumie. On także przeżywał samotność, niezrozumienie, odrzucenie. On także cierpiał.

Dlatego zrozumie.

On mnie nigdy nie zawiódł. Ludzie tak, On nigdy. Zawsze mogę na Niego liczyć.

Jednak wiara w Boga to przede wszystkim Radość przez duże” R”. Radość z faktu, że Chrystus Zmartwychwstał i ja też kiedyś zmartwychwstanę. Będę żyć razem z Nim. Radość jest darem Pana Boga. Pozwala przechodzić w życiu przez to co trudne. Ponad tym co trudne.Radość kojarzona jest z taką postawą: „uśmiechu od ucha do ucha”,wesołkowatości. Chodzi mi o prawdziwą radość tą pochodzącą od Ducha Świętego,ta autentyczna radość jest czymś głębszym i polega na nie załamywaniu się kiedy  jest ciężko.

Często się śmieję.Ktoś kiedyś zapytał mnie z czego tak się cieszę. Odpowiedziałam, że”cieszę się, że żyję”. Wtedy w oczach tego człowieka zobaczyłam zdumienie.„Nie chodzisz, nic sama nie zrobisz, musisz liczyć na innych. Z czego tu się  cieszyć?” – zdawały się pytać jego oczy.

To wszystko prawda ale ja w swojej chorobie widzę  głębszy sens. Wychodzę  z założenia, wierzę, że Pan Bóg tak chciał, że miał taki plan. A On wie co robi. Zawsze. Wierzę, że ta moja choroba jest „po coś ‘’. U Niego wszystko  ma sens.Chrystus też cierpiał „ po coś”.

To właśnie wiara w Boga nie pozwala mi się poddać. To  Jezus mi nie pozwala. W Nim widzę sens mojego życia. Dlatego optymistycznie patrzę w przyszłość. Wiem, że nie zawsze będzie tak jak jest. Jednak chcę przejść przez wszystko co  Pan Bóg dla mnie przygotował. Nieważne czy będzie lepiej czy gorzej, najważniejsze aby przejść przez to z Jezusem.

Wierzę. Przymnóż mi wiary.

To miał być inny post. Teoretyczny. Powstało wyznanie. I dobrze, już dawno chciałam o tym napisać. Podzielić się.

 

Read more

WIELKA WODA

Wielka woda… Gdzie nie spojrzeć woda… Potopione wsie i miasta. Domy pozalewane po strych. Ludzie siedzą  na dachach oczekując pomocy. Lamentujące kobiety, płaczące dzieci, potopione zwierzęta.

Bezradne spoglądanie w niebo…kiedy deszcz przestanie padać.

W telewizji komunikaty jak z wojny. Obrazy walki  z żywiołem.Tu przyjechał premier, słucha skarg bezradnych, bezdomnych powodzian, obiecuje pomoc, tam kandydat na prezydenta, też słucha,obiecuje.

Czy zawsze musi tak być? Czy znowu Polak musi być mądry po szkodzie? W  1997 roku „przerabialiśmy”to samo. Czy nic nas nie nauczyła tamta powódź? Wtedy obiecywano odbudowę wałów,  budowę nowych zbiorników retencyjnych, poszerzanie i pogłębianie rzek. Obiecywano. Teraz też się  obiecuje.

I co ? I nic. Ktoś powiedział, że zainteresowanie powodzią trwa tak długo jak trwa powódź…

Mam nadzieję, że ta „wielka woda” czegoś nas jednak  nauczy, że zaczniemy remontować wały przeciwpowodziowe, budować zbiorniki retencyjne. Że przy następnej powodzi nie będzie tak samo.

I nie po raz kolejny nie sprawdzi się przysłowie, że Polaki  przed szkodą i po szkodzie

głupi.    

Read more

WNIEBOWSTĄPIENIE

Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma,  i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie,  w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka». Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich.  A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.

Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, <wielbiąc i> błogosławiąc Boga.

                                  / zakończenie ew. św. Łukasza /

——————————————————————————–

  Dzisiejsza ewangelia opowiada o wniebowstąpieniu Jezusa. Mówi, że uczniowie gdy Jezus ich opuścił „z wielką radością” wrócili do Jerozolimy.

W pierwszej chwili ich zachowanie wydaje się dziwne. Kiedy ktoś bliski opuszcza nas, np. wyjeżdża, żegnamy go ze smutkiem. Tęsknimy.                                                    Gdy ktoś umiera, boli nas serce, dusza, boli nas całe ciało. Trudno jest nam z tym pogodzić…

Jezus opuszcza swoich uczniów, przyjaciół, a oni zamiast się smucić są radośni.  Dlaczego?                                                                                                                 

Po pierwsze, są pewni, że Jezus rzeczywiście zmartwychwstał. Są pewni, że to On  jest obiecanym Mesjaszem. Powiedział, że idzie przygotować dla nich miejsce. W niebie.

Po drugie obiecał im, że ześle im „Moc z wysoka” , „obietnicę Ojca”. Ducha Świętego.

Pocieszyciela.

Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym». Zapytywali Go zebrani: «Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?» Odpowiedział im: «Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą,  ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi». /Dz.Ap.1,5-9/
 Po trzecie Jezus zapewnił swoich uczniów, że mimo to, iż ich opuszcza, zostaje z nimi. Jest z nimi, przez wszystkie dni. Aż do skończenia świata.

Dlatego byli radośni.      


Read more

KONICZYNA

  
Lubię wiosnę, słońce, ciepło. Mogę wtedy wyjść na podwórku i pojeździć na moim wózku elektrycznym.
Dzisiaj, choć za ciepło nie było też sobie trochę pojeździłam. Bardzo lubię obserwować przyrodę, patrzeć na kwitnące kwiaty, przyglądać się motylom i ptakom. Kilka dni temu udało mi się zobaczyć dudka z pięknym rozłożonym czubem.
Dziś pośród trawy znalazłam dwie czterolistne koniczynki.
„Chyba jakieś mutanty” – pomyślałam.
Każdy wierzy, że czterolistna koniczynka przynosi szczęście i bardzo trudno znaleźć jedną, która by miała cztery listki, a co dopiero znaleźć dwie, i to w jednym miejscu. To prawie niemożliwe.
Teraz każdy może sobie kupić i wyhodować czterolistną koniczynkę. To jakby kupić sobie szczęście. A przecież szczęścia nie można kupić, za żadne pieniądze.
Ludziom, którzy kupują nasionka czterolistnej koniczyny może się wydawać, że kupują szczęście, a przynajmniej jego namiastkę.
Ja zamiast kupować czterolistną koniczynę wolę ja znaleźć. Nie dlatego, że ponoć przynosi ona szczęście. Może i przynosi.

Popatrzyłam na roślinkę i za chwilę pojechałam do domu bo zrobiło się zimno.
Pomyślałam, że najważniejsze jest to,  żeby być szczęśliwym i mieć  wiosnę w sercu.
Ja szczęśliwa jestem i wiosnę w sercu mam.

Szczęścia nie można kupić. Na szczęście.

— Phil Bosmans
 

Read more

ZAPRASZANIE WIOSNY

 
Najbardziej z czterech pór roku lubię wiosnę. Wtedy wszystko budzi się do życia, wstaje z martwych. Spod zmarzniętej jeszcze ziemi wychodzą pierwsze kiełki traw i kwiaty.Pierwsze wiosenne kwiatki jeszcze wątłe i blade ale odważnie wspinają się do słońca. Ptaki budują gniazda. Pojawiają się pierwsze motyle…
Jednak w tym roku wiosna jest wyjątkowo nieśmiała. Jakoś nie chce zagościć na stałe, pokazać się w pełni.
Chciałabym, żeby już przyszła na dłużej.
Kiedy patrzy się jak robi się kolorowo na świecie, jak kwitną jabłonie, tulipany, hiacynty, kiedy słyszy się radosny świergot ptaków to chce się żyć. Zaczynać wszystko od nowa.      

Read more

………WOKÓŁ TRAGEDII…

Dlaczego doszło do takiej tragedii...? Jak się o niej
dowiedziałam byłam w szoku... nie mogłam w to uwierzyć do tej pory jakoś
nie mogę.
Można powiedzieć, że znałam tych ludzi. Widywałam ich codziennie w
tv.Denerwowały mnie ich spory, kłótnie. Niektórych lubiłam bardziej, innych
mniej.
Wydaje mi się, że przez takie katastrofy Bóg przemawia do
nas i wzywa do nawrócenia, do przemiany. Obserwując

reakcję ludzi widzę zmianę ale czy to potrwa dłużej...? Wątpię. Podobne
reakcje widziałam po śmierci Jana Pawła II. Także były tłumy na ulicach,
zapalali znicze, płakali. Mówiono także wtedy o pojednaniu, zgodzie,
przemianie. I co z tego zostało...? Nic. Obawiam się, że teraz będzie
podobnie. Bardzo chciałabym się mylić. Jednak widzę to pesymistycznie.

Dlaczego tak jest, że kiedy człowiek żyje wyśmiewa się z niego (np. z

jego miłości do matki, brata), kpi, a gdy umrze wychwala się go pod
niebiosa? Chodzi mi o L. Kaczyńskiego uważam, że wszystko zależy od mediów, od
stworzonego
przez nie wizerunku człowieka.
Na przykład jego tzw. wady (według mediów) teraz ukazane są jako zalety,
wręcz cnoty. Jego " nacjonalizm" teraz pokazany jest jako wielki
patriotyzm, przedtem pokazywano go jako niezaradnego,
zależnego od matki i brata.

Teraz mówi się, że to bardzo dobry, ciepły, rodzinny człowiek. To takie
dwulicowe, fałszywe. Ja rozumiem, że o zmarłych nie wypada mówić źle,
jednak to nie znaczy, że o żywych nie można mówić dobrze a przynajmniej
obiektywnie.

Read more

ŚMIERĆ

Śmierć… Tylko to jedno w naszym życiu jest pewne. Jednocześnie bardzo tajemnicze.
 Dzisiaj śmierć widzimy na każdym kroku, w telewizji, prasie, internecie. W grach komputerowych. Jesteśmy z nią oswojeni. Zewsząd się nią epatuje.
Nie robi na nas wrażenia. Wręcz jest nam obojętna.
W telewizji zgon przydarza się innym – nie nam.
Media eksponują specyficzny aspekt śmierci: spektakularność, wizualną atrakcyjność, często odrażającą w swej dosłowności. Wszechobecność brutalnej, krwawej, nienaturalnej śmierci w mediach nie oswaja jej ani nie przybliża.Czyni nią nierealną, odległą. Taka śmierć nas osobiście nie dotyczy. Przecież każdy z nas, gdzieś tam w głębi duszy jest przekonany, że on nie zginie w katastrofie, nie stanie ofiarą krwawego mordu. My co najwyżej zachorujemy, ale wtedy wystarczy pójść do lekarza, który nas wyleczy… Nasza śmierć jest tematem tabu.
   Dopiero kiedy sami stajemy w obliczu śmierci, albo umrze nam ktoś bardzo bliski jesteśmy w szoku. Stwierdzamy ze zdumieniem, że ona dotyczy także i nas, że jest tak blisko…może nadejść w chwili, w której najmniej się jej spodziewamy.

Śmierć Jezusa z Nazaretu także nie była fikcją. Ona zdarzyła się naprawdę.
Śmierć na krzyżu. Czym ona jest dla nas?Kim jest Ten, kto wisi na krzyżu?  Nic nie znaczy, jeśli śmierć Chrystusa to krzyż wiszący sobie ładnie na ścianie, oswojony, niegroźny, miły dla oka.
To nie była zwykła śmierć, śmierć zwykłego człowieka, choć też zrobiono z niej widowisko.
To była śmierć Boga, który ofiarował swoje Życie za zbawienie wszystkich.
Za MOJE zbawienie.
Życiodajna Śmierć.
Czy w ogóle można to zrozumieć?? Przejść nad tym do porządku dziennego??
                       NIE MOŻNA.

Read more

OSIOŁ

Kiedy zbliżali się do Jerozolimy, od strony Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, wysłał dwóch swoich uczniów, mówiąc im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, Jak tylko wejdziecie do niej, znajdziecie tam uwiązanego osiołka, którego nikt z ludzi jeszcze nie dosiadał. Odwiążcie go i przyprowadźcie. Jeśli ktoś was go zapyta, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje, lecz zaraz go odeśle z powrotem.” Poszli i znaleźli osiołka przywiązanego u drzwi na zewnątrz przy drodze i odwiązali go. Niektórzy ze stojących tam pytali: „Co to ma znaczyć? Dlaczego odwiązujecie osiołka?”. Oni odpowiedzieli, jak im Jezus polecił. I pozwolili im.
Przyprowadzili osiołka do Jezusa i zarzucili na niego swoje płaszcza, a On go dosiadł. Wielu słało swoje płaszcze na drodze, a inni zielone gałązki ścięte na polach. Ci zaś, którzy szli przed za Nim i za Nim, wołali: „Hosanna! Chwała Temu, który przychodzi w imię Pana. Błogosławione nadchodzące królestwo naszego ojca Dawida”.   .    

 Ewangelia wg Św. Marka 11, 1-10  

Osioł jest symbolem trzeźwości, zdrowego rozsądku, obrony, cierpliwości, pokory, niewolnictwa, umiarkowania, czujności, sprytu, pracowitości, uczciwości; proroctwa, wieszczby, pokoju, zbawienia.
Jest równocześnie zarozumiałości, egoizmu; uporu, niewiedzy, naiwności, głupoty, gadulstwa.
Dlaczego Jezus wybiera  go na środek lokomocji? Każe sobie przyprowadzić osiołka i na jego grzbiecie przekracza bramę miasta, stając się żywą ilustracją nie tylko zapowiedzi proroka Zachariasza:” Powiedzcie Córze Syjońskiej: oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy„.
To było proroctwo. Żydzi musieli je znać. Wydawałoby się, że je odczytali. Przecież obwołali Go Królem  (Łk.19,38) .
Jednak nie minęło kilka dni a skazali Go na śmierć. Śmierć w wielkich cierpieniach.
Dlaczego?
“Choć oczy macie, nie widzicie, i choć uszy macie, nie słyszycie?”’
Jezus i dzisiaj potrzebuje kogoś by nieść Jego i Jego Słowo, Jego miłość do innych ludzi. On mnie potrzebuje.
         Czy zechcę być Jego osiołkiem?

Read more

” I Ja ciebie nie potępiam….”

(1) Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, (2) ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. (3) Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: (4) Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. (5) W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? (6) Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. (7) A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. (8) I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. (9) Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. (10) Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? (11)A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.
                                             /
J 8,1-11 /

——————————————————

Faryzeuszom wcale nie chodziło o tę kobietę. Jej los był im całkowicie obojętny. Przyprowadzając ją do Jezusa to Jego chcieli wystawić na próbę, ośmieszyć Go. Jeśli ją  uniewinni  wówczas mogą Go oskarżyć o naruszenie Prawa, które nakazuje kamienowanie kobiet dopuszczających się małżeńskiej zdrady, jeśli skaże ją na śmierć, a tym samym straci względy ludu. Ludzie przecież kochają Jego hojność, dobroć, miłosierdzie.„Lecz Jezus, nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi”. Teolodzy usiłowali dociec, co Jezus mógł pisać na ziemi. Może wypisywał grzechy faryzeuszów. Milczał. Nie dyskutował. Wiedział, że dyskusja z faryzeuszami donikąd   nie doprowadzi.
”Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.
Nastąpiło milczenie. W tej ciszy faryzeusze uświadomili sobie, że oni także nie są bez grzechu, każdy z nich miał coś na sumieniu.
Zaczęli odchodzić. Wkrótce na placu został tylko Jezus i kobieta.
Jezus miał wszelkie prawo potępić ją i jej grzech.
Był Bogiem. Bez grzechu.
Na przeciwko siebie stanęli Czystość i brud, Miłosierdzie i nędza.  
„Nikt cię nie potępił?” „Nikt, Panie”. „ I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.        
Ta kobieta nie jest już cudzołożnicą. Od tej ona jest nowym człowiekiem.
Zaczyna nowe życie.

Read more

DLACZEGO….?

 
           Dzisiaj chciałam poruszyć ważny i jednocześnie

bulwersujący mnie temat. A mianowicie temat eutanazji.
Śledziłam z uwagą i przerażeniem tzw.” przypadek Eluany Englaro”.Było
to zabójstwo w świetle prawa, za jego przyzwoleniem.Na oczach całego
świata. Dziwiła mnie postawa ojca kobiety, który w imię miłości do córki kazał ją po prostu zabić… walczył o to przed sądem.
Swoją „decyzję argumentował tym, że córka żyje jak roślinka,wegetuje
i nie jest zdolna do życia. Sąd wydał wyrok- kobietę zagłodzono….
Wiele o tym czytałam, czytałam, że jej mózg uszkodzony jest
nieodwracalnie.
Skąd można mieć taką pewność? Przecież mózg (umysł) człowieka nie
został jeszcze całkowicie zbadany. Były przypadki obudzenia się po
kilkunastu latach bycia w śpiączce.Ostatnio było bardzo głośno o człowieku, który obudził się po kilkunastu latach śpiączki. Właściwie to on nigdy  nie był w śpiączce, cały czas słyszał, myślał, czuł… tylko
późno to odkryto…Co by było gdyby jemu też ktoś chciał”ulżyć w
cierpieniu” w taki sposób jak „ulżono” Eluanie…?
Najgorsze, że to wszystko odbywa się w majestacie prawa. To gorsze niż
wojna.
Jak można decydować o odbieraniu komuś życia? Życie daje Pan Bóg i
tylko On decyduje o jego zakończeniu.
W Polsce głośno było o sparaliżowanym Januszu Świtoniu, ktory prosił o
śmierć.Jak się później okazało, wystarczyło trochę mu pomóc,
pochylić się nad nim i Janusz już nie myśli o śmierci.Chce żyć.
Piszę o tych ludziach, bo ja także jak oni wymagam ciągłej pomocy.
Prawie nic nie mogę zrobić sama. Można powiedzieć, że jestem uzależniona od innych, zdrowych ludzi. W opinii, niektórych mogę być uważana jako bezużyteczna.
Jednak moja rodzina nigdy nie dawała mi tego odczuć, nie dawano mi
powodów do takiego myślenia.Przeciwnie, jestem traktowana normalnie, zwyczajnie.
Mama często powtarza, że oni są moimi rekami i nogami a ja ich głową.
Siostra często przychodzi do mnie po radę,słucha moich rad.
A po za tym wszystkim mam swoją pasję (malarstwo) i żadne głupie myśli nie przychodzą mi do głowy.
Dlaczego jedni robią wszystko, żeby człowiek chory czuł
się pełnowartościowym człowiekiem a inni potrafią zabić go w
majestacie prawa. Decydują o czyimś życiu lub śmierci? Wcielają się w rolę Pana Boga…
To chyba pytania retoryczne…

Read more

KATOLICY ALE…

GUS podaje, że w Polsce jest 33,7 mln katolików co stanowi 95,8% ogółu społeczeństwa polskiego.
Dużo , pomyślałam. Jednak ilu z nich jest katolików wierzących i praktykujących? Tego nie wiadomo. Dużo jest tzw. „katolików, ale”.
„Wierzę w Boga, ale do kościoła nie chodzę, ale żyję na kocią łapę, albo w konkubinacie, żyję bez ślubu jeśli im tak wygodnie, zawsze łatwiej się rozejść
ALE moje dzieci chrzczę tylko dlatego, żeby nie miały problemów, żeby inne dzieci nie wytykały ich palcami. Dla formalności.
Do I komunii dziecko poślę, a potem zobaczymy….Mój dzieciak już jest prawie dorosły, sam niech wybiera czy chce być bierzmowany czy nie, może mu się to kiedyś przydać. A w ogóle to religia to opium dla ludu,
ALE W BOGA WIERZĘ! ”

U mnie w parafii w kościele są pustki. Na Msze przychodzą ludzie starsi. Jest ich coraz mniej…. umierają.
Młodzież przychodzi niechętnie, jakby z przymusu. Niedługo może być tak, że kościół w czasie Mszy będzie całkiem pusty…Tylko ksiądz i Jezus…..
Krzyż wiszący w szkołach, szpitalach i urzędach stał się problemem. Przeszkadza.
Takimi jesteśmy katolikami.
Tymczasem Bóg mówi :Wiem, że nie jesteś zimny
ani gorący. Obyś wreszcie był
zimny albo gorący.
Ponieważ jesteś letni,
pocznę cię wypluwać
z ust moich (por. Ap 3, 15-17)

Dla Boga liczy się jakość, nie ilość.                                  

Read more

PUSTYNIA

Czym jest dla mnie  Wielki  Post ?  Jak go przeżywam?

Bardzo  pragnęłabym by był dla mnie czasem wyciszenia, uspokojenia. Tego zewnętrznego i  przede wszystkim tego wewnętrznego.
Wokół mnie wszystko krzyczy, cały ten zwariowany świat. Sensacje, plotki, pomówienia…
W mojej głowie jest tak samo. Natłok myśli… nie zawsze dobrych. Kłębią się w moim umyśle jak węże. Otaczają mnie ze wszystkich stron…
Bardzo potrzebuję ciszy.
Chciałabym wyjść  na pustynię. Jak Jezus. Czy bym wytrzymała tam czterdzieści dni? Pewnie nie, ale chciałabym spróbować
Tylko ja, pustynia i… Pan Bóg.
Ja i Bóg.
… stworzenie i Stwórca.
Chciałabym jeszcze raz sobie przemyśleć…..poukładać wszystko na nowo.
Jakie są moje relacje z Bogiem? Jaka jest moja modlitwa?
Czy w ogóle jest modlitwą ? Dialogiem? Rozmową?
Chciałabym usłyszeć głos Boga…
A Jego głos najlepiej słyszalny jest w ciszy.
Na pustyni własnego serca.
Pragnęłabym bardzo Go usłyszeć…
 

Read more

MAMA I….. BLOG

Byłotopóźnąjesienią. Byłyśmy akuratzmamąwmieście. Spotkałyśmyznajomą, która poprzywitaniuzwróciłasiędomnie :

– Monikojakity masz pięknyblog.

Podziękowałam, alewduchu pomyślałam – „oho,zarazsięwszystkowyda”.

Panikontynuowała:

– Czytamgo regularnieiczęstosię wzruszam…. Naprawdęmądry blog ,dobrze, żegopiszesz.

Mamabardzozdziwionapowiedziała

– AleMonika nie piszeżadnegobloga!

Teraz zdziwiłasięznajoma.

-Tokto go pisze?!

Musiałam odkryć„karty” 

-To japiszę  tegobloga , odponadroku.Tobyłamojatajemnica.

Pojechałyśmydodomu. Mamaprzezcałyczas siędomnienie odzywała.Była namnie zła, że jejniepowiedziałam, żepiszę bloga….Było jejprzykro….Kiedypróbowałamwytłumaczyć jejdlaczego nie powiedziałam, westchnęła

– Myślałam,żejesteśmy przyjaciółkami….

– Jesteśmy – potwierdziłam- ale zrozum,ja chciałammieć coś co jesttylkomoje, własne,osobiste….Izależytylkoode mnie…

Nadalbyłanamniezła .

Całazłośćiżalzniknęłykiedypokazałamjejbloga.

– Towszystkozrobiłaśsama ?– spytałabardzozdziwiona.

– Tak,wszystkosama – odpowiedziałam.

Potem mama zaczęła czytać. Czytała iczytała i czytała iczytała….Iczytała…

Kiedyskończyła,wyszeptałanibydosiebie,nibydomnie:

– Wiedziałam,żejesteśmądraale niesądziłam,żeażtak……

Zrobiłomisięgłupio.

Wieczoremspytałammamyczyjeszczesięnamnie gniewaoto,że jejtyleczasuniepowiedziałamotym,żepiszębloga.

– NiegniewamsięMoniko….. rozumiemcię

Read more

OSWAJANIE ZŁEGO

Może niektórzy z moich  czytelników  dziwią się  dlaczego  ja tak otwarcie piszę  o  swojej chorobie, cierpieniu, niemocy i bezradności?
Robię  to z dwóch  powodów.

Po  pierwsze uważam,że nie  mam  powodów, żeby  cokolwiek  ukrywać albo się  czegoś wstydzić. Jestem normalną kobietą tylko że  chorą. Żyję, myślę,  czuję , jak każdy. Mam  swoje radości  i smutki, swoje marzenia. Tak  naprawdę od innych, zdrowych  odróżnia  mnie tylko to, że siedzę  na wózku  inwalidzkim. To dużo i  mało. Dużo, bo wózek  mnie jakby wyróżnia, wyodrębnia  od innych. Ludzie  najpierw  widzą  wózek  a  dopiero potem    mnie. A  mało , bo dla mnie to  normalność. Nie  znam innego  życia. Nauczyłam  się  żyć z  chorobą.

Po drugie… robię to specjalnie.

Dziś  najlepiej  być młodym, zdrowym  i  bogatym. Starych i  chorych traktuje się  jako ludzi  drugiej kategorii. Jak  kulę u nogi. Najlepiej jakby  ich  w ogóle nie było.

Psują tylko ogólny widok.

Ludzie boją się chorych, niepełnosprawnych. Nie wiedzą  czy  i jak do  nas podejść. Boją się  swoich reakcji. Boją  się  nas urazić.

Tymczasem może przyjść taki  dzień, że  sami  będą  potrzebować pomocy innych.

Pisząc o   swojej  chorobie, niepełnosprawności,bezradności  próbuję  jakby oswoić z nią  zdrowych.Chciałabym, żeby  mój  blog był dowodem  na to,  że z  chorobą  można żyć, i to  żyć  w miarę  możliwości, normalnie.     

Read more

NIENORMALNA NORMALNOŚĆ

„Zabili w prezencie urodzinowym’’.” Naga  modelka z krucyfiksem  na piersiach broni praw zwierząt”.

Dzisiejszy świat  jest  pełen wynaturzeń i dziwactw. To jest teraz modne. Im większa dewiacja, zboczenie oraz  im większy szok  z tym związany tym  lepiej.

Środki masowego przekazu lansują i promują takie  zachowania. Filmy są  pełne przemocy, seksu, morderstw i gwałtu. W reklamach to samo.

To jest teraz postrzegane jako „normalność”.

A gdzie  jest  prawdziwa normalność? Czy jeszcze w ogóle takie‘’coś ‘’ istnieje?

Istnieje , ale powiedziałabym, że jest traktowane jako coś nienormalnego.

„Nienormalna normalność’’…

Ktoś oddał pieniądze  znalezione na ulicy.Ktoś  inny uratował  chorą kobietę z płonącego domu.

Bardzo dobrze.

 O takich zachowaniach trzeba mówić, i to jak najwięcej. Tylko nie wolno traktować  ich jako czegoś dziwnego, jako anomalię.

To właśnie jest NORMALNE, ZWYCZAJNE, LUDZKIE.

Tak więc należy to traktować !

Read more

ZIMA I SYLWESTER

  

U mnie  za  oknem prawdziwa zima.  Przez  noc nasypało  bardzo  dużo śniegu. Krajobraz  jest  piękny…Drzewa,  drogi , dachy domów – wszystko    pokryte  białą pierzynką  śniegu.

Dobrze  jest  siedzieć w  ciepłym  domku z  nosem  przy oknie  i  podziwiać widoki.  Nagle  zrobiło się  jakoś  czysto i  uroczo.

Pomyślałam ,  że  to stary  rok  wystroił się  na  przyjęcie Nowego  Roczku.

Przecież  dzisiaj  Sylwester.

Z  tej  okazji życzę  Wam  szampańskiej zabawy
I  szczęśliwego  Nowego Roku .

Read more

BIEGNĘ…

kiedy  cierpienie  bardzo mi  ciąży ,

kiedy   jest  mi smutno  i źle…

kiedy  nikt  mnie nie  rozumie…

kiedy  czuję  się  bezradna

i bardzo  samotna…

         Wtedy 

biegnę

do  Ciebie  o Panie.

 żeby  się  schronić w cieniu  Twoich  skrzydeł

wtulić  się w  Nie, wyżalić,  wypłakać…

Ty  mnie  zawsze zrozumiesz ,  pocieszysz

Otrzesz  moje łzy.

sprawisz,  że w  mojej  duszy

Znów  zaświeci

Słońce           

                    

Read more

ŻYCZENIA

Dziś  Wigilia. Za  chwilę zasiądziemy do stołu. Będziemy łamać się opłatkiem, składać sobie życzenia…
Ja także, tą  drogą chcę  przełamać się opłatkiem ze Wszystkimi, którzy odwiedzają mój blog. Chcę  życzyć Wam Błogosławionych Świąt  Bożego  Narodzenia.
  

Read more

ON TEŻ CZEKA…

Żydzi od  lat,  od wieków oczekiwali na  obiecanego  Mesjasza. Wiedzieli, że  kiedyś  przyjdzie. Bóg  im to obiecał. Czekali na Niego niecierpliwie.Myśleli, że przyjdzie w blasku chwały  i majestatu. Oczekiwali, że gdy  już  przyjdzie, uwolni  ich od rzymskiego okupanta. Stworzy wielkie i wspaniałe państwo Izraelskie i stanie  na jego czele jako  pan i  władca.

Jezus  natomiast przychodzi na świat w ubogiej stajence, dorasta w zwykłej biednej rodzinie. Mówi  żeby kochać swoich  nieprzyjaciół, uczy służyć innym,sam służy ubogim, chorym  i odrzuconym przez społeczeństwo. Czyni cuda, uzdrawia, wskrzesza.

W  końcu umiera na krzyżu w ogromnych cierpieniach, wyszydzony i  opuszczony  przez wszystkich . Jak  ostatni łotr…

Żydzi  nie chcieli takiego Mesjasza…

Jednak  On  przyszedł. Mówił  o miłości i przebaczeniu. Przyszedł do wszystkich  ludzi i  narodów. Przychodzi do  nas. Do Ciebie i do mnie.

Przychodzi delikatnie, nie narzuca niczego, czeka  czy Go przyjemy. Czy uznamy w  Nim Mesjasza, Króla , Pana…

I Przyjaciela…  

Read more

ROZMYŚLANIA O ZWIASTOWANIU

 ‘’W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret,  do Dziewicy poślubionej mężowi,imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.  Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona,  pełna łaski, Pan z Tobą, ».
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.  Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się,Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.  Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca,Dawida.  Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».  Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię.Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną.  Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!» Wtedy odszedł od Niej anioł. „

                                                 /Łk 1, 26 -38/

———————————————–

Pan  Bóg zawsze szanował zdanie człowieka, liczył się z nim. W Piśmie Świętym jest wiele takich przykładów, np. rozmowa  Abraham z  Bogiem pod  dębami Mamre. Bóg  ulega prośbie, kiedy Abraham chce, aby On  oszczędził Sodomę, jeśli znajdzie się tam choć dziesięciu sprawiedliwych.

Teraz  także, niczego nie narzuca. Nie  stawia  Maryji przed faktem dokonanym. Nie nakazuje : „ Będziesz matką Mojego Syna! ‘’

Anioł  odpowiada napytania dziewczyny i cierpliwie czeka  na Jej odpowiedź.

Można powiedzieć, że dalsze losy świata, ludzi,  zbawienia Bóg powierzył  Maryji. Wszystko  jest teraz w  jej rękach.

Ziemia, Niebo, cały kosmos zamierają w oczekiwaniu…

Czy Maryja  mogła Bogu  powiedzieć  „ NIE’’? 

Tak,  mogła. Jednak  tego nie zrobiła. Na pewno  czytała Torę, Stary Testament. Na pewno jak wszyscy w Izraelu, oczekiwała na obiecanego Mesjasza, przepowiednie o Jego męce. Wiedziała, że sama także będzie  cierpieć.

Jednak teraz  kiedy Anioł czeka na jej odpowiedź , nie waha się ani chwili. Z  pokorą mówi ‘’Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!’’

Tymi słowami pieczętuje swoją  przyszłość.

Anioł  odchodzi a  ona zostaje sama.

Jednak teraz już nigdy sama nie będzie. Bóg  zawsze będzie przy Niej.

Read more

JESTEŚMY GOTOWI ?

Człowiek jako istota myśląca – homo sapiens, wszystko  chce wiedzieć lepiej, chce i umie ( albo wydaje  mu  się, że  umie ) przewidywać  prognozę pogody, spadki  i  wzrosty na giełdzie, początek i koniec kryzysu.

Ostatnio  modne  stało się przewidywanie  końca  świata. Od zamierzchłych czasów wielu proroków jak i naukowców przygotowywało kilkakrotnie świat (i nas ludzi) na jego zakończenie.

Taką  apokaliptyczną wizję roztaczano w  roku 1000,  2000 a ostatnio  przewiduje  się ją  na  12 grudnia 2012 r.

Koniec świata nieodmiennie jest dla ludzi tematem intrygującym. Wszystko, co miało swój początek, musi mieć i koniec. Ale jednocześnie koniec świata jest czymś trudnym do pojęcia, budzi grozę, strach,zaciekawienie, a także sensacje.
Minął  rok 1000…minął rok  2000… i nic się  nie stało. Świat  istnieje jak istniał. Niektórzy  byli  zawiedzeni,  inni  odetchnęli z ulgą.

Ja   nie  wierzę  w    takie   przepowiednie.  Po pierwsze    dla   tego  wyznaczenie  konkretnej  daty tak   nieprzewidywalnego  wydarzenia uważam    niemożliwe ,nierealne   wręcz   irracjonalne.

Po  drugie   jako osoba   wierząca ,  swoją  wiedzę  (wiarę)  na ten  temat  czerpię  z  Biblii,   z  Nowego  Testamentu.                                      

W Nowym Testamencie te określenia zostały podtrzymane i dokładniej wyjaśnione przez Jezusa, apotem przez apostołów, którzy przekazywali to, co od Niego na ten temat usłyszeli. „A gdy siedział na Górze Oliwnej, przystąpili do niego uczniowie na osobności, mówiąc: Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?” (Mat. 24:3) Jezus oglądając ze swoimi uczniami           zabudowania świątyni, przepowiedział jej zniszczenie: „nie pozostanie tutaj kamień na kamieniu”. Słowa te bardzo zdziwiły Jego uczniów. Zapytali kiedy się to stanie i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?

Jezus  im odpowiedział : „Czuwajcie więc, bonie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.”
 „Czuwajcie  więc, bo nie znacie dnia ani godziny.”

Nikt nie wie kiedy nastąpi  koniec nawet  Syn…

‘’Leczo dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w nie­bie, ani Syn, tylko Ojciec.’’

Koniec świata… może  nastąpić w każdej chwili… Więc  zamiast kłócić się i  ‘’ prorokować’’  o to kiedy i  jak ma wyglądać, żyjmy  tak jakby  miałoby to stać  się jutro,  dziś…za  godzinę… minutę.  Czy jesteśmy  gotowi  na powtórne  przyjście  Jezusa?

Czy  ja  jestem gotowa…?
                

Read more

Myśli o życiu i śmierci

  

„Świętość nie jest przywilejem wybranych, lecz obowiązkiem każdego człowieka wierzącego”

                           / Matka Teresa z Kalkuty /

W związku  z moimi  ostatnimi    przeżyciami i z  nadchodzącymi   dniami Wszystkich  Świętych  i  Zaduszkami  pomyślałam,  że    coraz  więcej rodziny,   przyjaciół,   znajomych odeszło.  Wierzę,  że   w  niebie…   Nie tylko  moich  zresztą    nas  wszystkich.   Niektórzy odeszli  już  dawno , niektórzy     kilka   dni temu…

Tęsknimy  za  nimi ,  nieprawda ? 

   Musimy  zrobić  wszystko  aby    móc  się   z  nimi  spotkać.  Po   drugiej   stronie   ŻYCIA…….                     

Read more

MOJA WALKA

Myliłby  się   ten kto by myślał,  że   skoro pogodziłam    się   z chorobą,   nie  będę  robić  nic ,  że  się    poddam.

   „ Jaką   mnie  Panie   Boże  stworzyłeś, taką  mnie   masz ‘’.

   NIE ! 

Bardzo się   staram,  żeby moje   życie   było  choć   trochę    zbliżone  do  życia   ludzi zdrowych ,  choć  trochę zbliżone   do  ‘’normalności.   Jednak jest  to   bardzo  trudne.  Codziennie   muszę pokonywać   własną   niemoc. Muszę   walczyć .  Walczyć sama  ze  sobą , z   bólem , z  napięciem  spastycznym,  z   niesprawnością.  Walczę co dzień ,   można   powiedzieć , że  pokonuję  samą   siebie.

Człowiek  zdrowy   pewne   rzeczy ,  czynności  wykonuje automatycznie . Może  nawet  nie   zdaje    sobie sprawy, że   je  robi , wydaje mu  się   to naturalne.

Dla  mnie  wykonanie prostej   nawet  bamalnej  rzeczy  jest bardzo  trudne.  Takie  na  przykład   czytanie książki… niby  nic    takiego, ale  ile  ja  muszę   się namęczyć , żeby   przewrócić   kartkę…… to trwa  czasem  długo. Bardzo  mnie  to  denerwuje,    tym  bardziej jeśli   bardzo   chcę wiedzieć  co  jest dalej   napisane.

Walczę,  ale  nie  zamierzam  się   poddawać . Będę   walczyć  do końca .                                                                     

Read more

BLOG

Zaczynając  pisać   ten   blog, zaczynając   w ogóle  go tworzyć,   byłam    pełna zapału   i   energii.  Potem ,  gdy  zobaczyłam jak   trudno  mi  to   wszystko    wychodzi   mój zapał  ostygł.  Posty pisałam   ( i  piszę ) powoli ,  nie   nadążałam  odpowiadać  na   komentarze . Ludzie,  którzy  komentowali,  mojego  bloga,   niecierpliwili   się,  a   nawet  obrażali. Było   ich  coraz   mniej… A   ja  po   prostu   nie  dawałam   rady.  Kilka  razy  myślałam,   żeby go  (blog )  skasować.

Tak   było  do momentu   kiedy   ‘’wzięłam  sobie   na   luz ‘’. Pomyślałam ,   że   przecież  piszę   go   przede  wszystkim   dla    siebie..

Pisanie   bloga   ma  swoje   plusy.  

Dzięki  niemu   mam  szansę   się   „wypowiedzieć’’.   Zwykle  mało  mówię ,  nie z  powodu  , żebym  nie   lubiła   mówić . Lubię.

Jednak  z   powodu trudności  jakie  mam z  mówieniem (  deprymuje  mnie  to ) , wolę   milczeć.

Tu  mogę   wyrazić  swoje   zdanie.

Pisanie   bloga  pomogło   mi    się    otworzyć.  Otwarcie    piszę    o  sobie ,  swojej  chorobie.   O   tym    co  czuję   i   w   co   wierzę.. Uważam,  że   nie  mam   czego   ukrywać   ani   wstydzić.  Nigdy  nie   byłam     ‘’zamknięta ‘’,  ale teraz  otworzyłam  się   jeszcze   bardziej  ( nie wiem  czy   nie   za    bardzo ).

W    domu  nikt   nie   wie ,  że   piszę   bloga .   To   taka   moja    tajemnica.  Uważam  , że    każdy  ma  prawo  do   tajemnicy.  Ja   też .  Nie  mam   ich   za  dużo  ( właściwie   tylko       jedną).  Swoją drogą   dziwi   mnie, że   tak   długo  udało  mi   się utrzymać , to,   że   piszę  w   tajemnicy                                                                                 

 Ile  myśli   o   tym  zwykłym   i    prostym  blogu…………..       

                                                              

Read more

LEPIEJ…

  

Zazwyczaj  jestem  optymistycznie  nastawiona  do świata  i  ludzi.

Zamiast marudzić i narzekać na swój los , staram się iść ( a raczej jechać 😉 ) przez życie z pogodą w sercu.
Jednak  bywają  takie  (chyba  każdy   je  ma )  dni kiedy  jest   mi  smutno  i  źle… Kiedy  czuję   swoją  bezradność  i  słabość…  Bardziej  mi  ciąży  moje  uzależnienie      od  innych…….

Wszystko   mnie  boli…. Z    resztą  ból  towarzyszy  mi  zawsze  – mniejszy  czy  większy ,  ale    jest  zawsze…

I  gdy  czuję   się  naprawdę   bardzo,  bardzo    źle……..  wtedy  ogarnia   mnie  jakieś   wewnętrzne  przeświadczenie ,  wiara , przekonanie    ( nie   wiem jak   to nazwać)……pewność,  że  jutro  będzie   lepiej.

Możecie   mi  wierzy lub  nie  , ale  przeważnie   JEST  lepiej.

Przychodzi  nowy  dzień  przynosi  nowe  radości , doświadczenia ,   nową  siłę … I  jakoś  tak  jest  dobrze……..   

                          

Read more

” MY” I ” ONI ” ( ?)

 

Do  napisania  tego  postu  skłonił  komentarz  Moniś , która pisze między innymi  ‘’ … wszyscy czytelnicy tego bloga nie dzielcie ludzi na my (zdrowi) oni (chorzy) przecież wszyscy jesteśmy MY – ludzie ‘’.

Musze  przyznać , że  już  wcześniej  też  o  tym  myślałam.           

No  właśnie dlaczego mówimy  ‘’my (zdrowi)  i  oni   (chorzy ) i  odwrotnie.  Wiele  razy  słyszałam  w  stosunku  do  siebie  zwrot  ‘’ wy,  ludzie  chorzy’’. Czułam  w  głosie  r ozmówcy  wyższość.

Co  z  tego,  że  jestem  chora? Czy to , że  jestem  w  jakiś  sposób  ułomna  mam  być  traktowana  lekceważąco, niegrzecznie,  upokarzająco ?   NIE ! 

W  dzisiejszym  świecie  bardzo  promuje  się  (piękne)  ciało. Można powiedzieć , że  jest  ‘’kult  ciała’’. telewizja  bombarduje  nas  reklamami  różnego  rodzaju  artykułami  mającymi  przedłużyć młodość  i  urodę.

Wydaje   mi się,  że  problem  leży  jeszcze  gdzie  indziej.Swiat  jest  pełen  stereotypów : ’’ My wykształceni. Oni bez wykształcenia.  My zamożni. Oni biedni  , bezdomni.  My zdrowi. Oni chorzy.I tak dalej…

  Wśród  tzw. ‘’ zdrowych ‘’ ludzi  rozpowszechniony  jest  stereotyp ,  że  kaleka , człowiek  ułomny to  biedak,  żebrak  wyciągający  nachalnie  rękę  po  pomoc . Też  często  widuję  ludzi  chorych żebrzących  na  ulicy…

Nie  wiedzą  – zdrowi- ( mi też  niestety zdarza się ‘’dzielić’’ ludzi……) albo też  nie  chcą  wiedzieć ,  że  chory może  także  im   coś  dać.

Wiele  razy słyszałam  od  innych : „ dużo się  od  ciebie  nauczyłem’’. Tymczasem  ja  nie  czuję  żebym  kogoś  ‘’uczyła ‘’. Jestem  sobą  i  już..

Wniosek  : starajmy się   nie  dzielić  na  zdrowych  i  chorych ……………

Jesteśmy  po   prostu  LUDŻMI  !   

Read more

ROZMYŚLANIA

Jaki był największy cud Pana Jezusa?  Uzdrowienia? Wskrzeszenie córeczki Jaira  czy Swojego przyjaciela  Łazarza? Cudowne rozmożenie chleba? Owszem nie podlega wątpliwości to były wielkie cuda. Potwierdzały Jego Boskość. Miłość do człowieka.

Jednak według mnie największym cudem  Jezusa było Jego ukrzyżowanie i śmierć na  Krzyżu.  Dlaczego?

On Wszechmogący Bóg :

” Nie miał On wdzięku ani też blasku,
aby na Niego popatrzeć,
ani wyglądu, by się nam podobał.
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa3,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści4,
a myśmy Go za skazańca4uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie5.
Wszyscyśmy pobłądzili jak owce,
każdy z nas się obrócił ku własnej drodze6,
a Pan zwalił na Niego
winy nas wszystkich.
7 Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,
nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony,
jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich.
Po udręce i sądzie zostałusunięty9;
a kto się przejmuje Jego losem?10
Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących;
za grzechy mego ludu11został zbity na śmierć.
Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi,
i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem12,
chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy
i w Jego ustach kłamstwo nie postało.
10 Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem.
Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy,
                                               Iz 53

Kiedyś słyszałam takie  określenie,  że „Bóg oszalał z miłości do nas”  To prawda – pomyślałam– bo czy to  nie szaleństwo  dać się ukrzyżować z miłości do Swojego stworzenia, Swoich dzieci? Dzieci krnąbrnych nieposłusznych , wiedzących wszystko lepiej, grzeszników którzy tyle razy zdradzili Swego Stwórcę? Jezus nazywa nas Swoimi przyjaciółmi…. Ciebie i mnie…

Na krzyżu  mógł powiedzieć tylko jedno słowo ” NIE”!  Oprawcy oczekiwali, że coś się stanie  (może na przykład zejdzie  z krzyża) czekali na jakiś cud. Tymczasem byli świadkami największego cudu.  Bóg umiera  za człowieka!!! Z   miłości do nas… NIESAMOWITE !!!

Jezus na krzyżu   powiedział „ PRAGNĘ „ . I był   największy CUD!

Read more

Cierpienie – kara Boża ?

Jan Paweł II o cierpieniu :

 

” Kiedy więc ktokolwiek z nas, drodzy bracia i siostry, gdziekolwiek na tej polskiej ziemi, jest wezwany ludzkim cierpieniem, niech mu stanie przed oczyma to wydarzenie z Ewangelii (Mt 8,5-13). I Chrystus, który mówi do setnika: „Przyjdę i uzdrowię go”. Nieraz onieśmiela nas to, że nie możemy „uzdrowić”, że nie możemy nic pomóc. Przezwyciężajmy to onieśmielenie. Ważne jest, żeby przyjść. Żeby być przy człowieku cierpiącym. Może nawet bardziej jeszcze niż uzdrowienia, potrzebuje on człowieka, ludzkiego serca, ludzkiej solidarności.”

 

(…)” Myślę w tej chwili o wszystkich ludziach chorych, gdziekolwiek przebywają. Cierpienie jest tajemnicą szczególnie nieprzeniknioną i dlatego jakże często trudną do zrozumienia, do przyjęcia przez człowieka. Człowiek dotknięty chorobą, dotknięty jakimkolwiek cierpieniem, często pyta siebie samego: dlaczego ja muszę znosić ból? I prawie natychmiast stawia sobie inne pytanie: po co, jaki jest sens tego cierpienia, które mnie dotknęło? A gdy nie znajduje odpowiedzi, często się załamuje, bo cierpienie staje się silniejsze od niego.

Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. „Cierpienie zostało związane z miłością – tak napisałem w liście apostolskim Salvifici doloris – z tą miłością, o jakiej mówił Chrystus Nikodemowi, z tą miłością, która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła, wyprowadzając poprzez cierpienie, tak jak najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa i stale z niego bierze swój początek (…). W nim też musimy postawić na nowo pytanie o sens cierpienia i odczytać do końca odpowiedź na to pytanie” (n. 18).

W chorobie czy w jakimkolwiek cierpieniu trzeba zawierzyć Bożej miłości, jak dziecko, które zawierza wszystko, co ma najdroższego, tym, którzy je miłują, zwłaszcza swoim rodzicom. Potrzeba nam więc tej dziecięcej zdolności zawierzenia siebie Temu, który jest Miłością (por. 1 J 4,8). Jakże głębokiej wartości i znaczenia nabierają słowa św. Pawła: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).”

 

Czego uczą nas chorzy? W czym nam pomagają?

 

– czynienie dobra

– solidarności międzyludzkiej

– cierpliwość, wytrwałości

– dostrzeganie niewystarczalności świata materialnego

– docenianie wartości duchowych

– radość, pogoda ducha (np. Matka Teresa z Kalkuty)

– pokora

– optymizm

– pogłębienie wiary, umocnienie nadziei

– zaufanie Bogu

 

Czy cierpienie jest karą Bożą? Odpowiedź brzmi: nie. Bóg jest przy nas w naszym cierpieniu. Współczuje nam. Bo nas miłuje — kocha — nawet bardziej niż własna matka. Kocha każdego doskonale, co oznacza, że nie brzydzi się nami, nawet wtedy, gdy inni brzydzą nami i traktują jak gorszych od siebie, niepotrzebnych, bezużytecznych Bóg miłuje nawet tego, kogo ludzie odrzucają, jako niegodnego miłości Boskiej i ludzkiej. Bóg kocha człowieka i współczuje człowiekowi. Jezus wie doskonale jak to jest, on cierpiał, był opuszczony przez przyjaciół, samotny, niezrozumiany przez innych…W perspektywie Jego cierpienia ludzkie cierpienie, którego nie można uniknąć, ani oddalić, które trzeba znosić i dźwigać nabiera wartości i sensu. Tajemniczy stan szczęścia, jako owoc cierpienia przeżywanego z Bogiem, chrześcijaństwo łączy ze zmartwychwstaniem Chrystusa. W zmartwychwstaniu ukazuje się moc i dobroć Boga, który przezwycięża to, co niszczy człowieka. W zmartwychwstaniu bowiem Bóg ocala i obdarowuje na nowo pełnym życiem.

Co Bóg mówi do mnie w moim cierpieniu? Kiedyś zadałam to pytanie znajomemu księdzu. Odpowiedział, że Bóg mówi „jeżeli Mnie kochasz, to wytrzymasz”. Te słowa nie przyniosły mi wówczas natychmiastowej ulgi. Wyryły się jednak w mojej pamięci. Wiele zastanawiałam się nad nimi. Z czasem uświadomiły mi wyraźnie — i było to jakby nowe odkrycie, choć od dawna o tym słyszałam, że Bóg mnie kocha — chce bowiem, abym „dla Niego” wytrzymała, chociaż wydawało mi się, że nie jest to możliwe. „Coś” mogę Mu dać, „coś” całkiem mojego — czego On — jakby nie ma, mając wszystko. W tym „czymś” mogę dać Mu siebie. Dalsza refleksja: Bóg mnie potrzebuje, bo zależy Mu na moim wytrwaniu, On liczy na mnie. On chce, abym Go kochała — pomimo wszystko, pomimo to, że nie ochronił mnie przed cierpieniem, pomimo moich grzechów, za które powinien był się obrazić. W przeżywanym cierpieniu wielu mogłoby się zdawać, że Bóg  mnie opuścił, zostawił, odwrócił się ode mnie, a tu okazuje się, że przy okazji mojego cierpienia dał mi odczuć swoją bliskość, jakiej nigdy wcześniej nie zaznałam.

Wielu uważa, że skoro jestem chora i całe życie siedzę na wózku inwalidzkim, powinnam pogniewać się na Pana Boga, być wciąż smutna i na wszystko narzekać. Kiedy widzą, że jest inaczej, kiedy widzą , że jestem radosna, uśmiechnięta , dziwią się. Kiedy widzą, że  umiem się cieszyć z tego co mam, z najmniejszej nawet rzeczy, denerwują się. Kiedy mówię, że czuję się szczęśliwa – patrzą na mnie tak, jakbym  miała w głowie nie po kolei…

Spróbuję jeszcze raz odpowiedzieć na pytanie „czy cierpienie jest karą Bożą?”. Cierpienie nie jest karą Bożą. Ośmielam się nawet powiedzieć, że jest darem, w którym Bóg pomaga człowiekowi zbliżyć się do siebie. Zaś bliskość Boga umożliwia człowiekowi dojrzewanie osobowe oraz wzrastanie w wierze.

Read more