………WOKÓŁ TRAGEDII…

Dlaczego doszło do takiej tragedii...? Jak się o niej
dowiedziałam byłam w szoku... nie mogłam w to uwierzyć do tej pory jakoś
nie mogę.
Można powiedzieć, że znałam tych ludzi. Widywałam ich codziennie w
tv.Denerwowały mnie ich spory, kłótnie. Niektórych lubiłam bardziej, innych
mniej.
Wydaje mi się, że przez takie katastrofy Bóg przemawia do
nas i wzywa do nawrócenia, do przemiany. Obserwując

reakcję ludzi widzę zmianę ale czy to potrwa dłużej...? Wątpię. Podobne
reakcje widziałam po śmierci Jana Pawła II. Także były tłumy na ulicach,
zapalali znicze, płakali. Mówiono także wtedy o pojednaniu, zgodzie,
przemianie. I co z tego zostało...? Nic. Obawiam się, że teraz będzie
podobnie. Bardzo chciałabym się mylić. Jednak widzę to pesymistycznie.

Dlaczego tak jest, że kiedy człowiek żyje wyśmiewa się z niego (np. z

jego miłości do matki, brata), kpi, a gdy umrze wychwala się go pod
niebiosa? Chodzi mi o L. Kaczyńskiego uważam, że wszystko zależy od mediów, od
stworzonego
przez nie wizerunku człowieka.
Na przykład jego tzw. wady (według mediów) teraz ukazane są jako zalety,
wręcz cnoty. Jego " nacjonalizm" teraz pokazany jest jako wielki
patriotyzm, przedtem pokazywano go jako niezaradnego,
zależnego od matki i brata.

Teraz mówi się, że to bardzo dobry, ciepły, rodzinny człowiek. To takie
dwulicowe, fałszywe. Ja rozumiem, że o zmarłych nie wypada mówić źle,
jednak to nie znaczy, że o żywych nie można mówić dobrze a przynajmniej
obiektywnie.

Read more

ŚMIERĆ

Śmierć… Tylko to jedno w naszym życiu jest pewne. Jednocześnie bardzo tajemnicze.
 Dzisiaj śmierć widzimy na każdym kroku, w telewizji, prasie, internecie. W grach komputerowych. Jesteśmy z nią oswojeni. Zewsząd się nią epatuje.
Nie robi na nas wrażenia. Wręcz jest nam obojętna.
W telewizji zgon przydarza się innym – nie nam.
Media eksponują specyficzny aspekt śmierci: spektakularność, wizualną atrakcyjność, często odrażającą w swej dosłowności. Wszechobecność brutalnej, krwawej, nienaturalnej śmierci w mediach nie oswaja jej ani nie przybliża.Czyni nią nierealną, odległą. Taka śmierć nas osobiście nie dotyczy. Przecież każdy z nas, gdzieś tam w głębi duszy jest przekonany, że on nie zginie w katastrofie, nie stanie ofiarą krwawego mordu. My co najwyżej zachorujemy, ale wtedy wystarczy pójść do lekarza, który nas wyleczy… Nasza śmierć jest tematem tabu.
   Dopiero kiedy sami stajemy w obliczu śmierci, albo umrze nam ktoś bardzo bliski jesteśmy w szoku. Stwierdzamy ze zdumieniem, że ona dotyczy także i nas, że jest tak blisko…może nadejść w chwili, w której najmniej się jej spodziewamy.

Śmierć Jezusa z Nazaretu także nie była fikcją. Ona zdarzyła się naprawdę.
Śmierć na krzyżu. Czym ona jest dla nas?Kim jest Ten, kto wisi na krzyżu?  Nic nie znaczy, jeśli śmierć Chrystusa to krzyż wiszący sobie ładnie na ścianie, oswojony, niegroźny, miły dla oka.
To nie była zwykła śmierć, śmierć zwykłego człowieka, choć też zrobiono z niej widowisko.
To była śmierć Boga, który ofiarował swoje Życie za zbawienie wszystkich.
Za MOJE zbawienie.
Życiodajna Śmierć.
Czy w ogóle można to zrozumieć?? Przejść nad tym do porządku dziennego??
                       NIE MOŻNA.

Read more

OSIOŁ

Kiedy zbliżali się do Jerozolimy, od strony Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, wysłał dwóch swoich uczniów, mówiąc im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, Jak tylko wejdziecie do niej, znajdziecie tam uwiązanego osiołka, którego nikt z ludzi jeszcze nie dosiadał. Odwiążcie go i przyprowadźcie. Jeśli ktoś was go zapyta, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje, lecz zaraz go odeśle z powrotem.” Poszli i znaleźli osiołka przywiązanego u drzwi na zewnątrz przy drodze i odwiązali go. Niektórzy ze stojących tam pytali: „Co to ma znaczyć? Dlaczego odwiązujecie osiołka?”. Oni odpowiedzieli, jak im Jezus polecił. I pozwolili im.
Przyprowadzili osiołka do Jezusa i zarzucili na niego swoje płaszcza, a On go dosiadł. Wielu słało swoje płaszcze na drodze, a inni zielone gałązki ścięte na polach. Ci zaś, którzy szli przed za Nim i za Nim, wołali: „Hosanna! Chwała Temu, który przychodzi w imię Pana. Błogosławione nadchodzące królestwo naszego ojca Dawida”.   .    

 Ewangelia wg Św. Marka 11, 1-10  

Osioł jest symbolem trzeźwości, zdrowego rozsądku, obrony, cierpliwości, pokory, niewolnictwa, umiarkowania, czujności, sprytu, pracowitości, uczciwości; proroctwa, wieszczby, pokoju, zbawienia.
Jest równocześnie zarozumiałości, egoizmu; uporu, niewiedzy, naiwności, głupoty, gadulstwa.
Dlaczego Jezus wybiera  go na środek lokomocji? Każe sobie przyprowadzić osiołka i na jego grzbiecie przekracza bramę miasta, stając się żywą ilustracją nie tylko zapowiedzi proroka Zachariasza:” Powiedzcie Córze Syjońskiej: oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy„.
To było proroctwo. Żydzi musieli je znać. Wydawałoby się, że je odczytali. Przecież obwołali Go Królem  (Łk.19,38) .
Jednak nie minęło kilka dni a skazali Go na śmierć. Śmierć w wielkich cierpieniach.
Dlaczego?
“Choć oczy macie, nie widzicie, i choć uszy macie, nie słyszycie?”’
Jezus i dzisiaj potrzebuje kogoś by nieść Jego i Jego Słowo, Jego miłość do innych ludzi. On mnie potrzebuje.
         Czy zechcę być Jego osiołkiem?

Read more

” I Ja ciebie nie potępiam….”

(1) Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, (2) ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. (3) Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: (4) Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. (5) W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? (6) Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. (7) A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. (8) I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. (9) Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. (10) Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? (11)A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.
                                             /
J 8,1-11 /

——————————————————

Faryzeuszom wcale nie chodziło o tę kobietę. Jej los był im całkowicie obojętny. Przyprowadzając ją do Jezusa to Jego chcieli wystawić na próbę, ośmieszyć Go. Jeśli ją  uniewinni  wówczas mogą Go oskarżyć o naruszenie Prawa, które nakazuje kamienowanie kobiet dopuszczających się małżeńskiej zdrady, jeśli skaże ją na śmierć, a tym samym straci względy ludu. Ludzie przecież kochają Jego hojność, dobroć, miłosierdzie.„Lecz Jezus, nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi”. Teolodzy usiłowali dociec, co Jezus mógł pisać na ziemi. Może wypisywał grzechy faryzeuszów. Milczał. Nie dyskutował. Wiedział, że dyskusja z faryzeuszami donikąd   nie doprowadzi.
”Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.
Nastąpiło milczenie. W tej ciszy faryzeusze uświadomili sobie, że oni także nie są bez grzechu, każdy z nich miał coś na sumieniu.
Zaczęli odchodzić. Wkrótce na placu został tylko Jezus i kobieta.
Jezus miał wszelkie prawo potępić ją i jej grzech.
Był Bogiem. Bez grzechu.
Na przeciwko siebie stanęli Czystość i brud, Miłosierdzie i nędza.  
„Nikt cię nie potępił?” „Nikt, Panie”. „ I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.        
Ta kobieta nie jest już cudzołożnicą. Od tej ona jest nowym człowiekiem.
Zaczyna nowe życie.

Read more

DLACZEGO….?

 
           Dzisiaj chciałam poruszyć ważny i jednocześnie

bulwersujący mnie temat. A mianowicie temat eutanazji.
Śledziłam z uwagą i przerażeniem tzw.” przypadek Eluany Englaro”.Było
to zabójstwo w świetle prawa, za jego przyzwoleniem.Na oczach całego
świata. Dziwiła mnie postawa ojca kobiety, który w imię miłości do córki kazał ją po prostu zabić… walczył o to przed sądem.
Swoją „decyzję argumentował tym, że córka żyje jak roślinka,wegetuje
i nie jest zdolna do życia. Sąd wydał wyrok- kobietę zagłodzono….
Wiele o tym czytałam, czytałam, że jej mózg uszkodzony jest
nieodwracalnie.
Skąd można mieć taką pewność? Przecież mózg (umysł) człowieka nie
został jeszcze całkowicie zbadany. Były przypadki obudzenia się po
kilkunastu latach bycia w śpiączce.Ostatnio było bardzo głośno o człowieku, który obudził się po kilkunastu latach śpiączki. Właściwie to on nigdy  nie był w śpiączce, cały czas słyszał, myślał, czuł… tylko
późno to odkryto…Co by było gdyby jemu też ktoś chciał”ulżyć w
cierpieniu” w taki sposób jak „ulżono” Eluanie…?
Najgorsze, że to wszystko odbywa się w majestacie prawa. To gorsze niż
wojna.
Jak można decydować o odbieraniu komuś życia? Życie daje Pan Bóg i
tylko On decyduje o jego zakończeniu.
W Polsce głośno było o sparaliżowanym Januszu Świtoniu, ktory prosił o
śmierć.Jak się później okazało, wystarczyło trochę mu pomóc,
pochylić się nad nim i Janusz już nie myśli o śmierci.Chce żyć.
Piszę o tych ludziach, bo ja także jak oni wymagam ciągłej pomocy.
Prawie nic nie mogę zrobić sama. Można powiedzieć, że jestem uzależniona od innych, zdrowych ludzi. W opinii, niektórych mogę być uważana jako bezużyteczna.
Jednak moja rodzina nigdy nie dawała mi tego odczuć, nie dawano mi
powodów do takiego myślenia.Przeciwnie, jestem traktowana normalnie, zwyczajnie.
Mama często powtarza, że oni są moimi rekami i nogami a ja ich głową.
Siostra często przychodzi do mnie po radę,słucha moich rad.
A po za tym wszystkim mam swoją pasję (malarstwo) i żadne głupie myśli nie przychodzą mi do głowy.
Dlaczego jedni robią wszystko, żeby człowiek chory czuł
się pełnowartościowym człowiekiem a inni potrafią zabić go w
majestacie prawa. Decydują o czyimś życiu lub śmierci? Wcielają się w rolę Pana Boga…
To chyba pytania retoryczne…

Read more

KATOLICY ALE…

GUS podaje, że w Polsce jest 33,7 mln katolików co stanowi 95,8% ogółu społeczeństwa polskiego.
Dużo , pomyślałam. Jednak ilu z nich jest katolików wierzących i praktykujących? Tego nie wiadomo. Dużo jest tzw. „katolików, ale”.
„Wierzę w Boga, ale do kościoła nie chodzę, ale żyję na kocią łapę, albo w konkubinacie, żyję bez ślubu jeśli im tak wygodnie, zawsze łatwiej się rozejść
ALE moje dzieci chrzczę tylko dlatego, żeby nie miały problemów, żeby inne dzieci nie wytykały ich palcami. Dla formalności.
Do I komunii dziecko poślę, a potem zobaczymy….Mój dzieciak już jest prawie dorosły, sam niech wybiera czy chce być bierzmowany czy nie, może mu się to kiedyś przydać. A w ogóle to religia to opium dla ludu,
ALE W BOGA WIERZĘ! ”

U mnie w parafii w kościele są pustki. Na Msze przychodzą ludzie starsi. Jest ich coraz mniej…. umierają.
Młodzież przychodzi niechętnie, jakby z przymusu. Niedługo może być tak, że kościół w czasie Mszy będzie całkiem pusty…Tylko ksiądz i Jezus…..
Krzyż wiszący w szkołach, szpitalach i urzędach stał się problemem. Przeszkadza.
Takimi jesteśmy katolikami.
Tymczasem Bóg mówi :Wiem, że nie jesteś zimny
ani gorący. Obyś wreszcie był
zimny albo gorący.
Ponieważ jesteś letni,
pocznę cię wypluwać
z ust moich (por. Ap 3, 15-17)

Dla Boga liczy się jakość, nie ilość.                                  

Read more

PUSTYNIA

Czym jest dla mnie  Wielki  Post ?  Jak go przeżywam?

Bardzo  pragnęłabym by był dla mnie czasem wyciszenia, uspokojenia. Tego zewnętrznego i  przede wszystkim tego wewnętrznego.
Wokół mnie wszystko krzyczy, cały ten zwariowany świat. Sensacje, plotki, pomówienia…
W mojej głowie jest tak samo. Natłok myśli… nie zawsze dobrych. Kłębią się w moim umyśle jak węże. Otaczają mnie ze wszystkich stron…
Bardzo potrzebuję ciszy.
Chciałabym wyjść  na pustynię. Jak Jezus. Czy bym wytrzymała tam czterdzieści dni? Pewnie nie, ale chciałabym spróbować
Tylko ja, pustynia i… Pan Bóg.
Ja i Bóg.
… stworzenie i Stwórca.
Chciałabym jeszcze raz sobie przemyśleć…..poukładać wszystko na nowo.
Jakie są moje relacje z Bogiem? Jaka jest moja modlitwa?
Czy w ogóle jest modlitwą ? Dialogiem? Rozmową?
Chciałabym usłyszeć głos Boga…
A Jego głos najlepiej słyszalny jest w ciszy.
Na pustyni własnego serca.
Pragnęłabym bardzo Go usłyszeć…
 

Read more

MAMA I….. BLOG

Byłotopóźnąjesienią. Byłyśmy akuratzmamąwmieście. Spotkałyśmyznajomą, która poprzywitaniuzwróciłasiędomnie :

– Monikojakity masz pięknyblog.

Podziękowałam, alewduchu pomyślałam – „oho,zarazsięwszystkowyda”.

Panikontynuowała:

– Czytamgo regularnieiczęstosię wzruszam…. Naprawdęmądry blog ,dobrze, żegopiszesz.

Mamabardzozdziwionapowiedziała

– AleMonika nie piszeżadnegobloga!

Teraz zdziwiłasięznajoma.

-Tokto go pisze?!

Musiałam odkryć„karty” 

-To japiszę  tegobloga , odponadroku.Tobyłamojatajemnica.

Pojechałyśmydodomu. Mamaprzezcałyczas siędomnienie odzywała.Była namnie zła, że jejniepowiedziałam, żepiszę bloga….Było jejprzykro….Kiedypróbowałamwytłumaczyć jejdlaczego nie powiedziałam, westchnęła

– Myślałam,żejesteśmy przyjaciółkami….

– Jesteśmy – potwierdziłam- ale zrozum,ja chciałammieć coś co jesttylkomoje, własne,osobiste….Izależytylkoode mnie…

Nadalbyłanamniezła .

Całazłośćiżalzniknęłykiedypokazałamjejbloga.

– Towszystkozrobiłaśsama ?– spytałabardzozdziwiona.

– Tak,wszystkosama – odpowiedziałam.

Potem mama zaczęła czytać. Czytała iczytała i czytała iczytała….Iczytała…

Kiedyskończyła,wyszeptałanibydosiebie,nibydomnie:

– Wiedziałam,żejesteśmądraale niesądziłam,żeażtak……

Zrobiłomisięgłupio.

Wieczoremspytałammamyczyjeszczesięnamnie gniewaoto,że jejtyleczasuniepowiedziałamotym,żepiszębloga.

– NiegniewamsięMoniko….. rozumiemcię

Read more

OSWAJANIE ZŁEGO

Może niektórzy z moich  czytelników  dziwią się  dlaczego  ja tak otwarcie piszę  o  swojej chorobie, cierpieniu, niemocy i bezradności?
Robię  to z dwóch  powodów.

Po  pierwsze uważam,że nie  mam  powodów, żeby  cokolwiek  ukrywać albo się  czegoś wstydzić. Jestem normalną kobietą tylko że  chorą. Żyję, myślę,  czuję , jak każdy. Mam  swoje radości  i smutki, swoje marzenia. Tak  naprawdę od innych, zdrowych  odróżnia  mnie tylko to, że siedzę  na wózku  inwalidzkim. To dużo i  mało. Dużo, bo wózek  mnie jakby wyróżnia, wyodrębnia  od innych. Ludzie  najpierw  widzą  wózek  a  dopiero potem    mnie. A  mało , bo dla mnie to  normalność. Nie  znam innego  życia. Nauczyłam  się  żyć z  chorobą.

Po drugie… robię to specjalnie.

Dziś  najlepiej  być młodym, zdrowym  i  bogatym. Starych i  chorych traktuje się  jako ludzi  drugiej kategorii. Jak  kulę u nogi. Najlepiej jakby  ich  w ogóle nie było.

Psują tylko ogólny widok.

Ludzie boją się chorych, niepełnosprawnych. Nie wiedzą  czy  i jak do  nas podejść. Boją się  swoich reakcji. Boją  się  nas urazić.

Tymczasem może przyjść taki  dzień, że  sami  będą  potrzebować pomocy innych.

Pisząc o   swojej  chorobie, niepełnosprawności,bezradności  próbuję  jakby oswoić z nią  zdrowych.Chciałabym, żeby  mój  blog był dowodem  na to,  że z  chorobą  można żyć, i to  żyć  w miarę  możliwości, normalnie.     

Read more

NIENORMALNA NORMALNOŚĆ

„Zabili w prezencie urodzinowym’’.” Naga  modelka z krucyfiksem  na piersiach broni praw zwierząt”.

Dzisiejszy świat  jest  pełen wynaturzeń i dziwactw. To jest teraz modne. Im większa dewiacja, zboczenie oraz  im większy szok  z tym związany tym  lepiej.

Środki masowego przekazu lansują i promują takie  zachowania. Filmy są  pełne przemocy, seksu, morderstw i gwałtu. W reklamach to samo.

To jest teraz postrzegane jako „normalność”.

A gdzie  jest  prawdziwa normalność? Czy jeszcze w ogóle takie‘’coś ‘’ istnieje?

Istnieje , ale powiedziałabym, że jest traktowane jako coś nienormalnego.

„Nienormalna normalność’’…

Ktoś oddał pieniądze  znalezione na ulicy.Ktoś  inny uratował  chorą kobietę z płonącego domu.

Bardzo dobrze.

 O takich zachowaniach trzeba mówić, i to jak najwięcej. Tylko nie wolno traktować  ich jako czegoś dziwnego, jako anomalię.

To właśnie jest NORMALNE, ZWYCZAJNE, LUDZKIE.

Tak więc należy to traktować !

Read more

ZIMA I SYLWESTER

  

U mnie  za  oknem prawdziwa zima.  Przez  noc nasypało  bardzo  dużo śniegu. Krajobraz  jest  piękny…Drzewa,  drogi , dachy domów – wszystko    pokryte  białą pierzynką  śniegu.

Dobrze  jest  siedzieć w  ciepłym  domku z  nosem  przy oknie  i  podziwiać widoki.  Nagle  zrobiło się  jakoś  czysto i  uroczo.

Pomyślałam ,  że  to stary  rok  wystroił się  na  przyjęcie Nowego  Roczku.

Przecież  dzisiaj  Sylwester.

Z  tej  okazji życzę  Wam  szampańskiej zabawy
I  szczęśliwego  Nowego Roku .

Read more

BIEGNĘ…

kiedy  cierpienie  bardzo mi  ciąży ,

kiedy   jest  mi smutno  i źle…

kiedy  nikt  mnie nie  rozumie…

kiedy  czuję  się  bezradna

i bardzo  samotna…

         Wtedy 

biegnę

do  Ciebie  o Panie.

 żeby  się  schronić w cieniu  Twoich  skrzydeł

wtulić  się w  Nie, wyżalić,  wypłakać…

Ty  mnie  zawsze zrozumiesz ,  pocieszysz

Otrzesz  moje łzy.

sprawisz,  że w  mojej  duszy

Znów  zaświeci

Słońce           

                    

Read more

ŻYCZENIA

Dziś  Wigilia. Za  chwilę zasiądziemy do stołu. Będziemy łamać się opłatkiem, składać sobie życzenia…
Ja także, tą  drogą chcę  przełamać się opłatkiem ze Wszystkimi, którzy odwiedzają mój blog. Chcę  życzyć Wam Błogosławionych Świąt  Bożego  Narodzenia.
  

Read more

ON TEŻ CZEKA…

Żydzi od  lat,  od wieków oczekiwali na  obiecanego  Mesjasza. Wiedzieli, że  kiedyś  przyjdzie. Bóg  im to obiecał. Czekali na Niego niecierpliwie.Myśleli, że przyjdzie w blasku chwały  i majestatu. Oczekiwali, że gdy  już  przyjdzie, uwolni  ich od rzymskiego okupanta. Stworzy wielkie i wspaniałe państwo Izraelskie i stanie  na jego czele jako  pan i  władca.

Jezus  natomiast przychodzi na świat w ubogiej stajence, dorasta w zwykłej biednej rodzinie. Mówi  żeby kochać swoich  nieprzyjaciół, uczy służyć innym,sam służy ubogim, chorym  i odrzuconym przez społeczeństwo. Czyni cuda, uzdrawia, wskrzesza.

W  końcu umiera na krzyżu w ogromnych cierpieniach, wyszydzony i  opuszczony  przez wszystkich . Jak  ostatni łotr…

Żydzi  nie chcieli takiego Mesjasza…

Jednak  On  przyszedł. Mówił  o miłości i przebaczeniu. Przyszedł do wszystkich  ludzi i  narodów. Przychodzi do  nas. Do Ciebie i do mnie.

Przychodzi delikatnie, nie narzuca niczego, czeka  czy Go przyjemy. Czy uznamy w  Nim Mesjasza, Króla , Pana…

I Przyjaciela…  

Read more

ROZMYŚLANIA O ZWIASTOWANIU

 ‘’W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret,  do Dziewicy poślubionej mężowi,imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.  Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona,  pełna łaski, Pan z Tobą, ».
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.  Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się,Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.  Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca,Dawida.  Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».  Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię.Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną.  Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!» Wtedy odszedł od Niej anioł. „

                                                 /Łk 1, 26 -38/

———————————————–

Pan  Bóg zawsze szanował zdanie człowieka, liczył się z nim. W Piśmie Świętym jest wiele takich przykładów, np. rozmowa  Abraham z  Bogiem pod  dębami Mamre. Bóg  ulega prośbie, kiedy Abraham chce, aby On  oszczędził Sodomę, jeśli znajdzie się tam choć dziesięciu sprawiedliwych.

Teraz  także, niczego nie narzuca. Nie  stawia  Maryji przed faktem dokonanym. Nie nakazuje : „ Będziesz matką Mojego Syna! ‘’

Anioł  odpowiada napytania dziewczyny i cierpliwie czeka  na Jej odpowiedź.

Można powiedzieć, że dalsze losy świata, ludzi,  zbawienia Bóg powierzył  Maryji. Wszystko  jest teraz w  jej rękach.

Ziemia, Niebo, cały kosmos zamierają w oczekiwaniu…

Czy Maryja  mogła Bogu  powiedzieć  „ NIE’’? 

Tak,  mogła. Jednak  tego nie zrobiła. Na pewno  czytała Torę, Stary Testament. Na pewno jak wszyscy w Izraelu, oczekiwała na obiecanego Mesjasza, przepowiednie o Jego męce. Wiedziała, że sama także będzie  cierpieć.

Jednak teraz  kiedy Anioł czeka na jej odpowiedź , nie waha się ani chwili. Z  pokorą mówi ‘’Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!’’

Tymi słowami pieczętuje swoją  przyszłość.

Anioł  odchodzi a  ona zostaje sama.

Jednak teraz już nigdy sama nie będzie. Bóg  zawsze będzie przy Niej.

Read more

JESTEŚMY GOTOWI ?

Człowiek jako istota myśląca – homo sapiens, wszystko  chce wiedzieć lepiej, chce i umie ( albo wydaje  mu  się, że  umie ) przewidywać  prognozę pogody, spadki  i  wzrosty na giełdzie, początek i koniec kryzysu.

Ostatnio  modne  stało się przewidywanie  końca  świata. Od zamierzchłych czasów wielu proroków jak i naukowców przygotowywało kilkakrotnie świat (i nas ludzi) na jego zakończenie.

Taką  apokaliptyczną wizję roztaczano w  roku 1000,  2000 a ostatnio  przewiduje  się ją  na  12 grudnia 2012 r.

Koniec świata nieodmiennie jest dla ludzi tematem intrygującym. Wszystko, co miało swój początek, musi mieć i koniec. Ale jednocześnie koniec świata jest czymś trudnym do pojęcia, budzi grozę, strach,zaciekawienie, a także sensacje.
Minął  rok 1000…minął rok  2000… i nic się  nie stało. Świat  istnieje jak istniał. Niektórzy  byli  zawiedzeni,  inni  odetchnęli z ulgą.

Ja   nie  wierzę  w    takie   przepowiednie.  Po pierwsze    dla   tego  wyznaczenie  konkretnej  daty tak   nieprzewidywalnego  wydarzenia uważam    niemożliwe ,nierealne   wręcz   irracjonalne.

Po  drugie   jako osoba   wierząca ,  swoją  wiedzę  (wiarę)  na ten  temat  czerpię  z  Biblii,   z  Nowego  Testamentu.                                      

W Nowym Testamencie te określenia zostały podtrzymane i dokładniej wyjaśnione przez Jezusa, apotem przez apostołów, którzy przekazywali to, co od Niego na ten temat usłyszeli. „A gdy siedział na Górze Oliwnej, przystąpili do niego uczniowie na osobności, mówiąc: Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?” (Mat. 24:3) Jezus oglądając ze swoimi uczniami           zabudowania świątyni, przepowiedział jej zniszczenie: „nie pozostanie tutaj kamień na kamieniu”. Słowa te bardzo zdziwiły Jego uczniów. Zapytali kiedy się to stanie i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?

Jezus  im odpowiedział : „Czuwajcie więc, bonie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.”
 „Czuwajcie  więc, bo nie znacie dnia ani godziny.”

Nikt nie wie kiedy nastąpi  koniec nawet  Syn…

‘’Leczo dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w nie­bie, ani Syn, tylko Ojciec.’’

Koniec świata… może  nastąpić w każdej chwili… Więc  zamiast kłócić się i  ‘’ prorokować’’  o to kiedy i  jak ma wyglądać, żyjmy  tak jakby  miałoby to stać  się jutro,  dziś…za  godzinę… minutę.  Czy jesteśmy  gotowi  na powtórne  przyjście  Jezusa?

Czy  ja  jestem gotowa…?
                

Read more

Myśli o życiu i śmierci

  

„Świętość nie jest przywilejem wybranych, lecz obowiązkiem każdego człowieka wierzącego”

                           / Matka Teresa z Kalkuty /

W związku  z moimi  ostatnimi    przeżyciami i z  nadchodzącymi   dniami Wszystkich  Świętych  i  Zaduszkami  pomyślałam,  że    coraz  więcej rodziny,   przyjaciół,   znajomych odeszło.  Wierzę,  że   w  niebie…   Nie tylko  moich  zresztą    nas  wszystkich.   Niektórzy odeszli  już  dawno , niektórzy     kilka   dni temu…

Tęsknimy  za  nimi ,  nieprawda ? 

   Musimy  zrobić  wszystko  aby    móc  się   z  nimi  spotkać.  Po   drugiej   stronie   ŻYCIA…….                     

Read more

MOJA WALKA

Myliłby  się   ten kto by myślał,  że   skoro pogodziłam    się   z chorobą,   nie  będę  robić  nic ,  że  się    poddam.

   „ Jaką   mnie  Panie   Boże  stworzyłeś, taką  mnie   masz ‘’.

   NIE ! 

Bardzo się   staram,  żeby moje   życie   było  choć   trochę    zbliżone  do  życia   ludzi zdrowych ,  choć  trochę zbliżone   do  ‘’normalności.   Jednak jest  to   bardzo  trudne.  Codziennie   muszę pokonywać   własną   niemoc. Muszę   walczyć .  Walczyć sama  ze  sobą , z   bólem , z  napięciem  spastycznym,  z   niesprawnością.  Walczę co dzień ,   można   powiedzieć , że  pokonuję  samą   siebie.

Człowiek  zdrowy   pewne   rzeczy ,  czynności  wykonuje automatycznie . Może  nawet  nie   zdaje    sobie sprawy, że   je  robi , wydaje mu  się   to naturalne.

Dla  mnie  wykonanie prostej   nawet  bamalnej  rzeczy  jest bardzo  trudne.  Takie  na  przykład   czytanie książki… niby  nic    takiego, ale  ile  ja  muszę   się namęczyć , żeby   przewrócić   kartkę…… to trwa  czasem  długo. Bardzo  mnie  to  denerwuje,    tym  bardziej jeśli   bardzo   chcę wiedzieć  co  jest dalej   napisane.

Walczę,  ale  nie  zamierzam  się   poddawać . Będę   walczyć  do końca .                                                                     

Read more

BLOG

Zaczynając  pisać   ten   blog, zaczynając   w ogóle  go tworzyć,   byłam    pełna zapału   i   energii.  Potem ,  gdy  zobaczyłam jak   trudno  mi  to   wszystko    wychodzi   mój zapał  ostygł.  Posty pisałam   ( i  piszę ) powoli ,  nie   nadążałam  odpowiadać  na   komentarze . Ludzie,  którzy  komentowali,  mojego  bloga,   niecierpliwili   się,  a   nawet  obrażali. Było   ich  coraz   mniej… A   ja  po   prostu   nie  dawałam   rady.  Kilka  razy  myślałam,   żeby go  (blog )  skasować.

Tak   było  do momentu   kiedy   ‘’wzięłam  sobie   na   luz ‘’. Pomyślałam ,   że   przecież  piszę   go   przede  wszystkim   dla    siebie..

Pisanie   bloga   ma  swoje   plusy.  

Dzięki  niemu   mam  szansę   się   „wypowiedzieć’’.   Zwykle  mało  mówię ,  nie z  powodu  , żebym  nie   lubiła   mówić . Lubię.

Jednak  z   powodu trudności  jakie  mam z  mówieniem (  deprymuje  mnie  to ) , wolę   milczeć.

Tu  mogę   wyrazić  swoje   zdanie.

Pisanie   bloga  pomogło   mi    się    otworzyć.  Otwarcie    piszę    o  sobie ,  swojej  chorobie.   O   tym    co  czuję   i   w   co   wierzę.. Uważam,  że   nie  mam   czego   ukrywać   ani   wstydzić.  Nigdy  nie   byłam     ‘’zamknięta ‘’,  ale teraz  otworzyłam  się   jeszcze   bardziej  ( nie wiem  czy   nie   za    bardzo ).

W    domu  nikt   nie   wie ,  że   piszę   bloga .   To   taka   moja    tajemnica.  Uważam  , że    każdy  ma  prawo  do   tajemnicy.  Ja   też .  Nie  mam   ich   za  dużo  ( właściwie   tylko       jedną).  Swoją drogą   dziwi   mnie, że   tak   długo  udało  mi   się utrzymać , to,   że   piszę  w   tajemnicy                                                                                 

 Ile  myśli   o   tym  zwykłym   i    prostym  blogu…………..       

                                                              

Read more

LEPIEJ…

  

Zazwyczaj  jestem  optymistycznie  nastawiona  do świata  i  ludzi.

Zamiast marudzić i narzekać na swój los , staram się iść ( a raczej jechać 😉 ) przez życie z pogodą w sercu.
Jednak  bywają  takie  (chyba  każdy   je  ma )  dni kiedy  jest   mi  smutno  i  źle… Kiedy  czuję   swoją  bezradność  i  słabość…  Bardziej  mi  ciąży  moje  uzależnienie      od  innych…….

Wszystko   mnie  boli…. Z    resztą  ból  towarzyszy  mi  zawsze  – mniejszy  czy  większy ,  ale    jest  zawsze…

I  gdy  czuję   się  naprawdę   bardzo,  bardzo    źle……..  wtedy  ogarnia   mnie  jakieś   wewnętrzne  przeświadczenie ,  wiara , przekonanie    ( nie   wiem jak   to nazwać)……pewność,  że  jutro  będzie   lepiej.

Możecie   mi  wierzy lub  nie  , ale  przeważnie   JEST  lepiej.

Przychodzi  nowy  dzień  przynosi  nowe  radości , doświadczenia ,   nową  siłę … I  jakoś  tak  jest  dobrze……..   

                          

Read more

” MY” I ” ONI ” ( ?)

 

Do  napisania  tego  postu  skłonił  komentarz  Moniś , która pisze między innymi  ‘’ … wszyscy czytelnicy tego bloga nie dzielcie ludzi na my (zdrowi) oni (chorzy) przecież wszyscy jesteśmy MY – ludzie ‘’.

Musze  przyznać , że  już  wcześniej  też  o  tym  myślałam.           

No  właśnie dlaczego mówimy  ‘’my (zdrowi)  i  oni   (chorzy ) i  odwrotnie.  Wiele  razy  słyszałam  w  stosunku  do  siebie  zwrot  ‘’ wy,  ludzie  chorzy’’. Czułam  w  głosie  r ozmówcy  wyższość.

Co  z  tego,  że  jestem  chora? Czy to , że  jestem  w  jakiś  sposób  ułomna  mam  być  traktowana  lekceważąco, niegrzecznie,  upokarzająco ?   NIE ! 

W  dzisiejszym  świecie  bardzo  promuje  się  (piękne)  ciało. Można powiedzieć , że  jest  ‘’kult  ciała’’. telewizja  bombarduje  nas  reklamami  różnego  rodzaju  artykułami  mającymi  przedłużyć młodość  i  urodę.

Wydaje   mi się,  że  problem  leży  jeszcze  gdzie  indziej.Swiat  jest  pełen  stereotypów : ’’ My wykształceni. Oni bez wykształcenia.  My zamożni. Oni biedni  , bezdomni.  My zdrowi. Oni chorzy.I tak dalej…

  Wśród  tzw. ‘’ zdrowych ‘’ ludzi  rozpowszechniony  jest  stereotyp ,  że  kaleka , człowiek  ułomny to  biedak,  żebrak  wyciągający  nachalnie  rękę  po  pomoc . Też  często  widuję  ludzi  chorych żebrzących  na  ulicy…

Nie  wiedzą  – zdrowi- ( mi też  niestety zdarza się ‘’dzielić’’ ludzi……) albo też  nie  chcą  wiedzieć ,  że  chory może  także  im   coś  dać.

Wiele  razy słyszałam  od  innych : „ dużo się  od  ciebie  nauczyłem’’. Tymczasem  ja  nie  czuję  żebym  kogoś  ‘’uczyła ‘’. Jestem  sobą  i  już..

Wniosek  : starajmy się   nie  dzielić  na  zdrowych  i  chorych ……………

Jesteśmy  po   prostu  LUDŻMI  !   

Read more

ROZMYŚLANIA

Jaki był największy cud Pana Jezusa?  Uzdrowienia? Wskrzeszenie córeczki Jaira  czy Swojego przyjaciela  Łazarza? Cudowne rozmożenie chleba? Owszem nie podlega wątpliwości to były wielkie cuda. Potwierdzały Jego Boskość. Miłość do człowieka.

Jednak według mnie największym cudem  Jezusa było Jego ukrzyżowanie i śmierć na  Krzyżu.  Dlaczego?

On Wszechmogący Bóg :

” Nie miał On wdzięku ani też blasku,
aby na Niego popatrzeć,
ani wyglądu, by się nam podobał.
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa3,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści4,
a myśmy Go za skazańca4uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie5.
Wszyscyśmy pobłądzili jak owce,
każdy z nas się obrócił ku własnej drodze6,
a Pan zwalił na Niego
winy nas wszystkich.
7 Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,
nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony,
jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich.
Po udręce i sądzie zostałusunięty9;
a kto się przejmuje Jego losem?10
Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących;
za grzechy mego ludu11został zbity na śmierć.
Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi,
i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem12,
chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy
i w Jego ustach kłamstwo nie postało.
10 Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem.
Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy,
                                               Iz 53

Kiedyś słyszałam takie  określenie,  że „Bóg oszalał z miłości do nas”  To prawda – pomyślałam– bo czy to  nie szaleństwo  dać się ukrzyżować z miłości do Swojego stworzenia, Swoich dzieci? Dzieci krnąbrnych nieposłusznych , wiedzących wszystko lepiej, grzeszników którzy tyle razy zdradzili Swego Stwórcę? Jezus nazywa nas Swoimi przyjaciółmi…. Ciebie i mnie…

Na krzyżu  mógł powiedzieć tylko jedno słowo ” NIE”!  Oprawcy oczekiwali, że coś się stanie  (może na przykład zejdzie  z krzyża) czekali na jakiś cud. Tymczasem byli świadkami największego cudu.  Bóg umiera  za człowieka!!! Z   miłości do nas… NIESAMOWITE !!!

Jezus na krzyżu   powiedział „ PRAGNĘ „ . I był   największy CUD!

Read more

Cierpienie – kara Boża ?

Jan Paweł II o cierpieniu :

 

” Kiedy więc ktokolwiek z nas, drodzy bracia i siostry, gdziekolwiek na tej polskiej ziemi, jest wezwany ludzkim cierpieniem, niech mu stanie przed oczyma to wydarzenie z Ewangelii (Mt 8,5-13). I Chrystus, który mówi do setnika: „Przyjdę i uzdrowię go”. Nieraz onieśmiela nas to, że nie możemy „uzdrowić”, że nie możemy nic pomóc. Przezwyciężajmy to onieśmielenie. Ważne jest, żeby przyjść. Żeby być przy człowieku cierpiącym. Może nawet bardziej jeszcze niż uzdrowienia, potrzebuje on człowieka, ludzkiego serca, ludzkiej solidarności.”

 

(…)” Myślę w tej chwili o wszystkich ludziach chorych, gdziekolwiek przebywają. Cierpienie jest tajemnicą szczególnie nieprzeniknioną i dlatego jakże często trudną do zrozumienia, do przyjęcia przez człowieka. Człowiek dotknięty chorobą, dotknięty jakimkolwiek cierpieniem, często pyta siebie samego: dlaczego ja muszę znosić ból? I prawie natychmiast stawia sobie inne pytanie: po co, jaki jest sens tego cierpienia, które mnie dotknęło? A gdy nie znajduje odpowiedzi, często się załamuje, bo cierpienie staje się silniejsze od niego.

Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. „Cierpienie zostało związane z miłością – tak napisałem w liście apostolskim Salvifici doloris – z tą miłością, o jakiej mówił Chrystus Nikodemowi, z tą miłością, która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła, wyprowadzając poprzez cierpienie, tak jak najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa i stale z niego bierze swój początek (…). W nim też musimy postawić na nowo pytanie o sens cierpienia i odczytać do końca odpowiedź na to pytanie” (n. 18).

W chorobie czy w jakimkolwiek cierpieniu trzeba zawierzyć Bożej miłości, jak dziecko, które zawierza wszystko, co ma najdroższego, tym, którzy je miłują, zwłaszcza swoim rodzicom. Potrzeba nam więc tej dziecięcej zdolności zawierzenia siebie Temu, który jest Miłością (por. 1 J 4,8). Jakże głębokiej wartości i znaczenia nabierają słowa św. Pawła: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).”

 

Czego uczą nas chorzy? W czym nam pomagają?

 

– czynienie dobra

– solidarności międzyludzkiej

– cierpliwość, wytrwałości

– dostrzeganie niewystarczalności świata materialnego

– docenianie wartości duchowych

– radość, pogoda ducha (np. Matka Teresa z Kalkuty)

– pokora

– optymizm

– pogłębienie wiary, umocnienie nadziei

– zaufanie Bogu

 

Czy cierpienie jest karą Bożą? Odpowiedź brzmi: nie. Bóg jest przy nas w naszym cierpieniu. Współczuje nam. Bo nas miłuje — kocha — nawet bardziej niż własna matka. Kocha każdego doskonale, co oznacza, że nie brzydzi się nami, nawet wtedy, gdy inni brzydzą nami i traktują jak gorszych od siebie, niepotrzebnych, bezużytecznych Bóg miłuje nawet tego, kogo ludzie odrzucają, jako niegodnego miłości Boskiej i ludzkiej. Bóg kocha człowieka i współczuje człowiekowi. Jezus wie doskonale jak to jest, on cierpiał, był opuszczony przez przyjaciół, samotny, niezrozumiany przez innych…W perspektywie Jego cierpienia ludzkie cierpienie, którego nie można uniknąć, ani oddalić, które trzeba znosić i dźwigać nabiera wartości i sensu. Tajemniczy stan szczęścia, jako owoc cierpienia przeżywanego z Bogiem, chrześcijaństwo łączy ze zmartwychwstaniem Chrystusa. W zmartwychwstaniu ukazuje się moc i dobroć Boga, który przezwycięża to, co niszczy człowieka. W zmartwychwstaniu bowiem Bóg ocala i obdarowuje na nowo pełnym życiem.

Co Bóg mówi do mnie w moim cierpieniu? Kiedyś zadałam to pytanie znajomemu księdzu. Odpowiedział, że Bóg mówi „jeżeli Mnie kochasz, to wytrzymasz”. Te słowa nie przyniosły mi wówczas natychmiastowej ulgi. Wyryły się jednak w mojej pamięci. Wiele zastanawiałam się nad nimi. Z czasem uświadomiły mi wyraźnie — i było to jakby nowe odkrycie, choć od dawna o tym słyszałam, że Bóg mnie kocha — chce bowiem, abym „dla Niego” wytrzymała, chociaż wydawało mi się, że nie jest to możliwe. „Coś” mogę Mu dać, „coś” całkiem mojego — czego On — jakby nie ma, mając wszystko. W tym „czymś” mogę dać Mu siebie. Dalsza refleksja: Bóg mnie potrzebuje, bo zależy Mu na moim wytrwaniu, On liczy na mnie. On chce, abym Go kochała — pomimo wszystko, pomimo to, że nie ochronił mnie przed cierpieniem, pomimo moich grzechów, za które powinien był się obrazić. W przeżywanym cierpieniu wielu mogłoby się zdawać, że Bóg  mnie opuścił, zostawił, odwrócił się ode mnie, a tu okazuje się, że przy okazji mojego cierpienia dał mi odczuć swoją bliskość, jakiej nigdy wcześniej nie zaznałam.

Wielu uważa, że skoro jestem chora i całe życie siedzę na wózku inwalidzkim, powinnam pogniewać się na Pana Boga, być wciąż smutna i na wszystko narzekać. Kiedy widzą, że jest inaczej, kiedy widzą , że jestem radosna, uśmiechnięta , dziwią się. Kiedy widzą, że  umiem się cieszyć z tego co mam, z najmniejszej nawet rzeczy, denerwują się. Kiedy mówię, że czuję się szczęśliwa – patrzą na mnie tak, jakbym  miała w głowie nie po kolei…

Spróbuję jeszcze raz odpowiedzieć na pytanie „czy cierpienie jest karą Bożą?”. Cierpienie nie jest karą Bożą. Ośmielam się nawet powiedzieć, że jest darem, w którym Bóg pomaga człowiekowi zbliżyć się do siebie. Zaś bliskość Boga umożliwia człowiekowi dojrzewanie osobowe oraz wzrastanie w wierze.

Read more

ZGODA

Kiedyś  zastanawiałam się nad  tym czy chciałabym być zdrowa .Czy chciałabym chodzić ? Odpowiedź wydawała się tak oczywista i bezdyskusyjna,że TAK. Jednak kiedy zaczęłam rozmyślać, głębiej analizować swoje życie,odpowiedź już nie była tak jednoznaczna i prosta.

Nie znam innego życia niż z perspektywy wózka.Dlatego, że zachorowałam zaraz po urodzeniu. Może gdybym zachorowałabym w późniejszym wieku, jakbym była starsza na pewno myślałabym inaczej…buntowałabym się pewnie.

Dzięki temu, że choruję ” od zawsze” widzę swój stan trochę inaczej.

Mam kochających rodziców, rodzeństwo, bratową i szwagra a od dwóch lat bratanka. Wszyscy mi pomagają i nie dają mi poznać, że jestem dla nich ciężarem . Przeciwnie, mama mówi, że ona jest moimi rękami i nogami a ja jestem jej głową.

A po za tym wszystkim mogę i chyba umiem malować. Pan Bóg podarował mi tę umiejętność, talent. Bez tego byłoby mi trudniej…W   „plastyku” poznałam wspaniałych ludzi, nauczycieli, który bardzo dużo mnie nauczyli, pomogli.

Pokazali , że mimo choroby jestem  wartościowym człowiekiem.

Podsumowując moje rozmyślania, doszłam do wniosku, że skoro Pan Bóg „postawił” mnie tu i teraz, w takiej a nie innej sytuacji to wiedział  co robi.

Obdarzył mnie takim krzyżem jaki mogę unieść .Pomaga mi go  dźwigać……. Czuję to…….

Niech więc będzie tak jak jest.

Read more

IDZIESZ….

  Idziesz…

 Królu bez korony, berła, bez tronu…

Na głowę wciśnięto Ci koronę z cierni,

i od razu na Twej twarzy  pojawił się grymas cierpienia,

Na ramionach dźwigasz belkę  ogromnego krzyża,

na którym masz zawisnąć…

A wokół Ciebie ludzie, dużo ludzi…

na ich twarzach nie ma współczucia

tylko złość, nienawiść i gniew.


Jedni uważają  Cię  za przestępcę, który chce zawładnąć ich światem

Inni za  niegroźnego wariata, który pragnie być nazwany Mesjaszem……

Jeszcze kilka dni temu sami chcieli obwołać Cię królem

a teraz chcą zabić…

Nie pamiętają  już , albo nie chcą  pamiętać,

jak uzdrawiałeś ich dzieci,matki, mężów i ojców…

jak ich pocieszałeś…wlewałeś w ich serca pokój, radość i nadzieję….

Biją  Cię  i każą  iść szybciej!

Więc idziesz…..


Krzyż ciąży  Ci coraz mocniej

 

Nagle potykasz się i upadasz pod jego ciężarem…

Oprawców to złości jeszcze  bardziej

jeszcze bardziej się pastwią nad Tobą

wszędzie widać ich twarze wykrzywione w nienawiści.

Ty podnosisz się  i idziesz dalej…

Wtem wśród ogólnego harmidru i  krzyków,

Spośród otaczającego Cię złowrogiego tłumu,

wybiega kobieta….

Nie zważa na innych , podbiega do Ciebie

i chustą  wyciera Ci twarz

z potu , kurzu i  krwi…

Dziękujesz jej wymuszonym lekkim uśmiechem.

Oprawcy odpychają od Ciebie kobietę

A Tobie każą iść dalej…

Więc idziesz…….

 

Kobieta została już  w tyle

Na pamiątkę zostawiłeś jej odbite na chuście

Swoje Oblicze.

Nie chciałeś , żeby odeszła bez nagrody….

Nawet w takiej chwili nie  myślisz o sobie……..

Tłum krzyczy i każe Ci iść,

 

Więc  idziesz…..

Idziesz

by u kresu Swej drogi

być wywyższonym

Królować  nad Ziemią,

przybity do Krzyża………

 

Read more

ELUANA …I JA

        Pytania o Eluanę Englaro

Eluana, 38-letnia Włoszka, po wypadku motocyklowym sprzed 17lat pogrążona w śpiączce, zmarła. W sobotę, na prośbę rodziny, zaprzestano jej sztucznego odżywiania, skazując ją tym samym na śmierć głodową.

Margherita Coletta jest wdową. Jej mąż zginął w 2003 r. w Iraku, gdzie niósł pomoc dzieciom – ofiarom wojny. Robił to przez pamięć o synku, który 6 lat wcześniej zmarł na białaczkę. Kiedy lekarze powiedzieli, że dalsza chemioterapia nie przyniesie rezultatu, rodzice, by oszczędzić mu cierpień, zadecydowali o jej przerwaniu. 

Margherita w listopadzie 2008 r. przeczytała o Eluanie Englaro i wiedziała, że musi ją zobaczyć. Opowiedziała, kim jest. Pan Beppino,ojciec Eluany, zgodził się na spotkanie. W Lecco natychmiast spytał:„Margherita, po której jesteś stronie?”. Odpowiedziała: „Po żadnej.Przyjechałam odwiedzić Eluanę, tak jak się odwiedza bliskich w szpitalu”.

Teraz o tych odwiedzinach Margherita opowiedziała dziennikarzowi „L’Avvenire”. O panu Beppino, który, według niej, w staraniach o przerwanie odżywiania córki zaszedł tak daleko, że nie potrafi się wycofać. O swoim spotkaniu z Eluaną: „To jest kobieta. Ma cykl menstruacyjny,jak każda z nas. W ciągu dnia ma otwarte oczy, zamknięte w nocy. Bez problemów,spokojnie i samodzielnie oddycha. Jej serce bije rytmicznie i mocno. Są momenty, w których chyba się uśmiecha. Ale ilu ludzi wie, że Eluana nie jest podłączona do żadnych aparatów? Ilu wie, że w jej pokoju nie ma żadnych medycznych urządzeń, tylko dwa pluszowe misie na łóżku? Że nie ma odleżyn? Że wciągu 17 lat nie przyjmowała żadnych antybiotyków?”. Opiekujące się Eluaną zakonnice traktowały ją jak królową: perfumowały, wywoziły na spacer,troszczyły się nawet o depilację jej nóg.

3 lutego Eluana została przewieziona do Udine, do kliniki „LaQuiete” (spokój). Ekipa złożona z 15 wolontariuszy, lekarzy i pielęgniarek miała doprowadzić do jej śmierci.

Personel kliniki był głęboko poruszony. Jego kodeks deontologiczny mówi: „Pielęgniarka nie może wykonywać ani uczestniczyć w interwencji, której celem jest spowodowanie śmierci, nawet jeśli wykonuje się to na życzenie pacjenta”. W wywiadzie dla lokalnej telewizji szef ekipy  zapewniał: „[Eluana] nie będzie cierpiała, bo umarła już 17 lat temu”, i zachęcał, by się nie zastanawiać nad tym, co ona może odczuwać, lecz raczej pomyśleć, czy się jest gotowym, by pozostawać w stanie wegetatywnym tyle lat co ona.

Włochy są podzielone. Rząd przyjął dekret: „Zabrania się przerwania odżywiania i pojenia pacjentów w stanie wegetatywnym”. Dekretu nie podpisał prezydent Napolitano: uważa, że kraj potrzebuje dobrze przemyślanej  ustawy o końcu życia.

Dotychczas pustkę legislacyjną wypełniały wyroki trybunałów.Różne, jak w przypadku Eluany. Kolejne składy odmawiały zgody na jej uśmiercenie, aż w 2007 r. Sąd Najwyższy zakwestionował poprzednie wyroki i takie prawo ojcu kobiety przyznał.

Rozważane są trzy propozycje. Pierwsza to wprowadzenie„testamentu biologicznego”, czyli wcześniejszych dyspozycji co do własnej śmierci. Druga opowiada się za rozstrzyganiem trudnych przypadków przez trybunały. Trzecia, złożona przez prezydium skupiające osoby wierzące i niewierzące Stowarzyszenia Scienza & Vita, zakłada, że życie stanowi dobro,którym nie można dowolnie dysponować. Prawo powinno gwarantować opiekę dla osób w stanie terminalnym, m.in. przez rozbudowanie sieci hospicjów. Scienza &Vita ostrzega przed pozostawianiem delikatnej decyzji nielicznej grupie osób(sędziów). I podkreśla, że niektóre propozycje legislacyjne to kroki ku uprawomocnieniu eutanazji.

Są także pytania, na które nie ma odpowiedzi. Jeśli Eluana jest martwa od 17 lat, to czemu dążono do jej prawdziwego uśmiercenia? Dlaczego nie mogła zostać pod opieką sióstr miłosierdzia? Jeśli umierając z głodu i pragnienia jakoby nie cierpiała, to skąd decyzja o zastosowaniu środków znieczulających, wskazująca, że być możenie była tak zupełnie martwa? Mówi sekretarz włoskiego Episkopatu bp Mariano Crociata: „To niepojęta sprzeczność: pozbawić pokarmu i napoju i podawać środki znieczulające oraz inne leki, by łagodzić efekt pozbawienia tego, co podtrzymuje życie. Prawdziwe miłosierdzie polega na towarzyszeniu cierpieniu i na integrowaniu go – podobnie jak i śmierci – w nasze życie.                    

  /Tygodnik Powszechny /

——————————————————————————

Czym różnię się od Eluany? -myślałam, kiedy jeszcze żyła – Niczym…Obydwie jesteśmy całkowicie uzależnione od innych osób…

Obydwie potrzebujemy pomocy w najprostszych czynnościach…Obydwie mamy uszkodzony mózg…Ja widzę , słyszę , czuję…. A ona nie….(?)Czytałam, że jej mózg uszkodzony jest nieodwracalnie…Mózg (umysł) człowieka nie został jeszcze całkowicie zbadany. Były przypadki obudzenia się  po kilkunastu latach bycia w śpiączce. A po za tym  Eluana ma jeszcze DUSZĘ , która nie umiera nigdy…

Co by było – myślałam – gdyby  ona teraz się obudziła…co zrobiłby jej ojciec……… czy  mógł by spokojnie spojrzeć córce  w  oczy….?

Read more

MOJE MALOWANIE

  Bardzo lubię malować. Mogę powiedzieć, że jest ono moją pasją. Malarstwo jest moim środkiem wyrażania tego co czuję. Kiedy maluję zapominam o wszystkim…tworzę swój własny świat..Maluję kwiaty, portrety oraz sceny religijne. Ostatnio próbuję martwe natury i pejzaże.  Inspirują mnie zdjęcia, a także własna wyobraźnia. Moje prace są radosne i kolorowe, bo i ja taka jestem.

Read more

INNA……….

 ” Jeśli ktoś jest odmienny,

            to jest skazany na samotność.”
 

                        / Aldous Huxley — Nowy wspaniały świat /

 Od zawsze czułam, że jestem inna…

Kiedy byłam mała inne dzieci pokazywały mnie palcami…wystawiały język…

Gdy poszłam do szkoły podstawowej było trochę lepiej,

miałam nawet kilka koleżanek.

Potem nasze drogi się rozeszły……Każdy poszedł do innej szkoły, znajomości się po urywały…..

W ”plastyku” koledzy z mojej klasy starali się mnie odwiedzać, ale to nie bardzo wychodziło….

Kiedy przyjeżdżali i ja i oni czuliśmy się dziwnie,sztywno….

————————

A dziś? Dziś czuję się bardzo samotna……   

Read more

NOCNE ROZMYŚLANIA…

 w nocy kiedy nie mogę spać ……..dużo rozmyślam…….

 

 

……Po swym Zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Maryji jako pierwszej.
Jestem tego pewna, choć na ten temat milczą Ewangelie.
Ona Go urodziła, wychowała, ona Go kochała…..
Ona razem z Nim szła na kalwarię, razem   z Nim cierpiała.
Była  przy Nim,  kiedy  umierał  na  krzyżu…..
Opłakiwała Go…
Teraz pierwsza  zobaczyła   że  jej   Syn   żyje!
Jej szczęście nie miało granic……..

 

Read more

DAR

Jestem chora… Mam  chore ręce, chore nogi…

Jednak Pan  Bóg obdarzył mnie  szczególnym darem.

Nie każdy zdrowy człowiek go posiada.

Umiem malować. Maluję ustami.

Maluję obrazy – tempery,

gwasze i oleje.

Moje obrazy są radosne i kolorowe

Takie jak ja.

” Kiedy Pan Bóg drzwi zamyka

to otwiera okno”

Read more

***

 

Cierpienie uczy pokory…

Cierpienie uczy cierpliwości…

uczy radości z najmniejszej nawet rzeczy,

pokonywania słabości.

W cierpieniu można spotkać Boga….

 

Read more