SERCE NA DŁONI

Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego
Serce Jezusa, w łonie Matki Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone
Serce Jezusa, ze Słowem Bożym istotowo zjednoczone 

Serce Jezusa, nieskończonego majestatu 
Serce Jezusa, świątynio Boga 
Serce Jezusa, przybytku Najwyższego 
Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios 
Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości 
Serce Jezusa, sprawiedliwości i miłości skarbnico 
Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne 
Serce Jezusa, cnót wszelkich bezdenna głębino 
Serce Jezusa, wszelkiej chwały najgodniejsze 
Serce Jezusa, królu i zjednoczenie serc wszystkich 
Serce Jezusa, w którym są wszystkie skarby mądrości i umiejętności 
Serce Jezusa, w którym mieszka cała pełnia Bóstwa 
Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał 
Serce Jezusa, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali 
Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata 
Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia 
Serce Jezusa, hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają 
Serce Jezusa, źródło życia i świętości 
Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze 
Serce Jezusa, zelżywością napełnione 
Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte 
Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne 
Serce Jezusa, włócznią przebite 
Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy 
Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze 
Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze 
Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników 
Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie 
Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających 
Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych
Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie                                                                                                                                                               Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających                                                                                                                                                       Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych

12426488-naja--wia--tsze-serce-jezusa-na-pergaminie--3d-render-i-cyfrowy-obraz

Najświętsze Serce Jezusa! Serce Boga! Serce mojego Umiłowanego! Opasane wieńcem z cierni, zranione dla mnie, i za mnie… Jezu, tak bardzo mnie kochasz, jesteś we mnie zakochany! I ciągle dajesz mi dowody swojej Miłości. Jakby tego było mało, że umarłeś na krzyżu, że zmartwychwstałeś! To jeszcze pokazujesz mi  swoje Serce. Odsłaniasz się przede mną całkowicie! Odkrywasz się! Bezbronny i ogołocony ze wszystkiego! Zakochany Szaleniec!
Nieśmiało stoisz z Sercem na dłoni i jakbyś pytał: ” Zechcesz Mnie…?
Tak! Chcę Ciebie!
Uwielbiam Cię, uwielbiam Twoje Serce!
Zmiłuj się nade mną…

W TWOICH RĘKACH

Ukochany… wszystko jest w Twoich rękach. Trzy życia, istnienia. Trzy maleńkie istotki… W Twoich dłoniach. Ty wiesz, co dla  nich najlepsze. Są pod Twoją, najlepszą Opieką.
Niech się dzieje wola Twoja względem nich.
Ufam,  że będziesz je dalej chronił, leczył, kształtował. Że Twoje Oblicze rozpromienia się nad nimi.
Są w Twoich ramionach, kochający Ojcze…

ufność

TYLKO SŁOWO

Gdy Jezus dokończył swoich mów do ludu, który się przysłuchiwał, wszedł do Kafarnaum. Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę. Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: „Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył, mówili, kocha bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę”. Jezus przeto wybrał się z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół z prośbą: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: »Idź« – a idzie; drugiemu: »Chodź« – a przychodzi; a mojemu słudze: »Zrób to« – a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: „Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu”. A gdy wysłani wrócili do domu, zastali sługę zdrowego. (Łk 7,1-10) „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł pod dach mój (…) ale powiedz słowo…” I kto to mówi? Wierzący, pobożny Żyd? Nie. Okupant, rzymski żołnierz, poganin. Nie znał Jezusa osobiście. Jest napisane, że tylko o Nim słyszał. Może słyszał o cudach, które Jezus działał, uzdrowieniach. Nie wiadomo. W każdym razie to, co o Nim słyszał, pozwoliło setnikowi uwierzyć. Wierzyć, że Jezus jest kimś wyjątkowym, niezwykłym. I kiedy choruje jego najbliższy sługa, prosi Jezusa o słowo. O rozkaz. Wierzy, że to słowo ma moc. Zwraca się do Niego ‚Panie’, uniża się, upokarza. Mówi, że nie jest godny… I prosi o słowo. Słowa… Jesteśmy nimi otaczani, tyle ich wypowiadamy. Często bezużytecznych, kłamliwych, oszczerczych. Plotek, pomówień. Tymczasem jest takie Słowo, które uzdrawia, oczyszcza, wyzwala. Słowo Prawdy, Nadziei, Miłości. Czy w Nie wierzymy? Czy wierzymy Słowu? Czy pragniemy Je usłyszeć? Czy może jest już dla nas mitem, nic nie znaczącym sloganem? Na każdej Mszy św. powtarzamy te słowa setnika. Mnie osobiście uczą one pokory i wiary. Uznaję, że nie jestem godna, żeby Jezus przyszedł do mnie. Ale jednocześnie wierzę, że może powiedzieć Słowo, które uzdrowi moją duszę. Tylko Słowo. Jezus zadziwił się wiarą poganina. Czy może zadziwić się też moją wiarą…? 31-73_Veronese-ChristAndTheCenturion_front

ZA MOJE DZIECI

Boże, Ojcze kochany, dziś zwracam się do Ciebie z dziękczynieniem i prośbą. Dziękuję za moje duchowe dzieciątko, które jutro skończy czwarty miesiąc życia. Proszę, niech spokojnie i bezpiecznie rozwija się pod sercem swej mamy. Niech będzie oczekiwane z miłością. Dziękuję Ci także za moje duchowe Dzieci, kapłanów i siostry zakonne. Twoje sługi i służebnice. Noszę ich wszystkich w sercu i ofiaruję Tobie. Błogosław im, proszę, i strzeż od złego! Uśmiechnij się nad nimi! Amen.

UKOCHANY

Ukochany… wiesz, że ludzie nazywają mnie różnie. ‚Boży Słonecznik, żywy GPS, Boży Halogen’. Wiesz też, że takie określenia mnie zawstydzają, onieśmielają, deprymują… Często też ludzie dziękują mi, że jestem, ‚dobrze, jesteś’ – mówią. Tymczasem to Tobie należy się podziękowanie, dziękczynienie za to, że jestem i jaka jestem. TOBIE, nie mi. A czy Tobie ktoś dziękuje za to, że Jesteś…? Czy ktoś okazuje Ci miłość, tak sam z siebie? Bez przygotowanej wcześniej litanii próśb lub roszczeń? Ty oczekujesz miłości, pragniesz jej, jak Ojciec od dziecka. Jak Pan Młody od oblubienicy. Niektórzy dziwią się, że nazywam Cię Jezu, moim Ukochanym. Mówią, że to zbyt poufale, że powinnam mieć dystans do Stwórcy. Dystans do Ojca, do Oblubieńca? Nie! Nazywam Cię Ukochanym, bo Nim naprawdę jesteś. Okazujesz mi tyle miłości, zaufania, czułości! Bez granic! Nie mam innego ukochanego. Nie chcę mieć! Ty jesteś moim życiem! Moim szczęściem! Moją Miłością! Pragnę Cię obsypywać pocałunkami modlitwy!
I dziękować za to, że jesteś, mój Ukochany!

jezu_ufam_tobie2

BOŻE CIAŁO

Ukochany… dziś Ty wychodzisz na ulice wiosek i miast, by ‚zobaczyć jak się dzieciom Twoim powodzi’. Dziś uroczystość Twojego Najświętszego Ciała i Krwi. Przypomina ona, dajesz nam siebie jako Pokarm. Że jesteś obecny, żywy i prawdziwy w okruchu białego Chleba. Eucharystii. To niesamowite, że Stwórca całego wszechswiała, wielki i wszechmocny Bóg ukrył się w delikatnym i kruchym Opłatku! Że tak się poniżył i zbliżył do człowieka! Że jest dobry jak chleb! Niesamowite! Dziś uczestniczyłam w uroczystej Mszy świętej, a po niej wyruszliśmy w procesji na ulice mojej miejscowości. Do czterech ołtarzy. Na początku procesji szedł ministrant, niósł krzyż, potem przedstawiciele parafii nieśli sztandary, chorągwie, obrazy. Potem dziewczynki sypiące kwiaty, potem ministrant niósł kadzielnicę. A za nim, pod baldachimem, ksiądz niósł w monstrancji Najświętszy Sakrament. Ciebie. Ukrytego w białej Hostii. Potem szła orkiestra dęta. A za orkiestrą, czasem obok, a czasem w jej środku, jechałam na wózku ja. Obok mnie szli inni parafianie. Zatrzymywaliśmy się przed każdym z czterech ołtarzy. Ksiądz czytał Ewangelie o Chlebie Żywym, błogosławiłeś mam. A my śpiewaliśmy Suplikacje i pieśni eucharystyczne. To była piękna uroczystość. Dziękuję Ci za nią Ukochany! Dziękuję Ci za Eucharystię! Za to, że mogę przyjmować Cię do serca kiedy tylko pragnę. Że nie gardzisz moim sercem. Ale je kształtujesz, leczysz, uzdrawiasz. Jesteś żywym Pokarmem mojej duszy i ciała. I dziękuję Ci za kapłanów, którzy Ci służą. I rozdają Cię ludowi.
31

PO TWOJEMU

Ukochany… rozważając ostatnie Ewangelie widać, że Twoja nauka jest, patrząc po ludzku, nielogiczna. Że Twoje Królestwo opiera się często na przeciwnych wartościach, niż królestwo ludzi.
U Ciebie i dla Ciebie ubóstwo jest bogactwem, słabość siłą, małość wielkością. Ostatni jest pierwszym, pan jest  sługą. Strata zyskiem, cierpienie prowadzi do chwały . A śmierć do życia.
Prawda, że po ludzku nielogiczne? Tak, ale tylko po ludzku… Boże myślenie jest inne.
U Ciebie przyczyną i powodem wszelkiego działania, ba życia, jest Miłość. A Miłość jest nielogiczna, wymykającą się ludzkim ”zasadom”.
„Kochaj i rób co chcesz” –  napisał św. Augustyn. Jeśli się naprawdę kocha to nie można zrobić nikomu nic złego.
Jeśli się kocha to nawet największa strata może być zyskiem. A oddalanie od tego co ludzkie, zbliżaniem do Ciebie.
Tak…
Maluję coraz mniej, coraz wolniej. Coraz wolniej piszę. Robię błędy (literówki). Wycofuję się powoli, bardzo powoli, ale jednak. Ty mnie wycofujesz, z życia. A pociągasz ku sobie. Coraz intensywniej. Od Ciebie otrzymałam wszystko co mam. I Tobie już dawno oddałam. Twoje jest. Ja jestem Twoja. I przez to powolne wycofywanie uczysz mnie Twojego, Bożego myślenia. Uczysz wychodzenia z moich przywiązań i egoizmu. I uczysz myślenia ” po Twojemu”. Kocham Cię i pragnę cokolwiek robię, robić dla Ciebie. Na Twoją chwałę. I pragnę, kiedy już nie będę mogła czegoś zrobić, np. malować, żeby to też było dla Ciebie. Na Twoją chwałę. Czy można nie móc zrobić nic jednocześnie robić coś wielkiego? Tak. Wystarczy popatrzeć na krzyż…
Tego mnie uczysz.
Znajoma właśnie  w tej chwili opublikowała na mojej tablicy, na FB wiersz ks. Twardowskiego:

Boże spraw żebym nie zasłaniał sobą Ciebie
nie zawracał Ci głowy kiedy ustawiasz pasjanse gwiazd
nie tłumaczył stale cierpienia – niech zostanie jak skała ciszy
nie spacerował po Biblii jak paw
nie liczył grzechów lżejszych od śniegu
nie załamywał rąk nad Okiem Opatrzności
żeby serce moje nie toczyło się jak krzywe koło
żebym nie tupał na tych co stanęli w połowie drogi między niewiarą a
ciepłem

a zawsze wiedział że nawet największego świętego

niesie jak lichą słomkę – mrówka wiary

 

DZIECKO

Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego.  A Jezus widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je. 
Mk 10,13-16

Dziecko. Małe, słabe, bezbronne… bezradne. Wymagające opieki dorosłych. Ufne, radosne, kochające bezinteresownie często rozbrajające swoimi wypowiedziami „tocham cię ciociu” i okazujące to „tochanie” siarczystym buziakiem w policzek. Szczere, prawdziwe. Zdziwione światem.
Takie są dzieci. I je dziś Jezus stawia nam za przykład. Przyjąć królestwo Boże jak dziecko, ufnie rzucające w ramiona Ojca.
Ktoś kiedyś powiedział, że w oczach dziecka odbija się Niebo. To prawda, widziałam to Niebo wiele razy. W oczach bratanka, chrześniaczek, bratanicy. I ten perlisty, nieskrępowany niczym śmiech…
Może to dziwne, a może nie, ale ja też czuję się jak dziecko. Nie tylko dlatego, że jestem słaba, bezradna, że muszę liczyć na pomoc innych. Ale przede wszystkim dlatego, że mam w sobie radość i ufność. Dostałam ją od Ukochanego. Wiem to.
Najlepiej dogaduję się właśnie z dziećmi. Bawimy się razem. Przedwczoraj bawiłam się z Minią w ciuchcię. Wózek był lokomotywą, ja motorniczym a Minia wagonikiem i pasażerem w jednym. Śmiechu było co niemiara kiedy udawałam odgłosy lokomotywy „ciuch, ciuch, ciuch, tuuuu” a Minia wołała: „ybciej, ciociu, ybciej!”

Być jak dziecko, zaakceptować, pokochać dziecko w sobie. Bezradne, naiwne, ufne i radosne. I takim przychodzić do Jezusa. On je przytuli, obejmie, pobłogosławi… Do dzieci należy królestwo Boże.

JEZUSOWI KAPŁANOWI

Dziś po raz pierwszy obchodzimy święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Z tej okazji przyjmij Ukochany tę pieśń ode mnie. Tobie chwała! I cześć! I uwielbienie!

MIŁOSIERDZIE

Jestem grzesznikiem. To oczywiste. Często upadam, nie potrafię oprzeć się pokusom. Błądzę. Słaba jestem…
I wiem, że za to wszystko będę musiała odpokutować. Wiem o tym.
Wiem też, że Ty Jezu nikogo nie potępiasz, nie oskarżasz. Nie upokarzasz… Przeciwnie. Przebaczasz… nawet wielkiemu grzesznikowi, jeśli żałuje. I… przytulasz go do Serca.
Okazujesz Miłosierdzie.
Ukochany… Ty najlepiej wiesz co się we mnie dzieje, znasz moje serce.  Moje grzechy i słabości. I wiesz, że żałuję za nie. Bardzo… I wiesz, że Cię kocham… pragnę kochać. Pragnę doświadczać Twojej Obecności. Twojego dotyku, Uśmiechu. Rozmowy z Tobą.
Doświadczam tego. Jednak pragnę doświadczać jeszcze intensywniej, głębiej.
Pragnę bardziej otworzyć się na Ciebie, na Twoją Miłość.
Otwórz mnie, Panie!
I okaż mi Miłosierdzie. Proszę…

"CZUB''

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił sie tymi słowami: Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. (J 17,11b-19)

„… aby moją radość mieli w sobie w całej pełni.” Boża radość. Radość nie z tego świata. Radość. Nie wesołkowatość, nawet nie uśmiech. Radość. Radość Jezusa.
To mieć ufność w Bogu mimo przeciwności. Mieć przekonanie. że cokolwiek się dzieje Bóg nad tym czuwa. Być szczęśliwym po prostu. Mieć w sobie pokój. Czy można być smutnym a jednocześnie być szczęśliwym? Można. Smutek to uczucie, które przychodzi i odchodzi. Jest ulotne. A szczęście to stan, doświadczenie, które trwa.
Mieć w sobie Bożą Radość to ufać Mu mimo wszystko. Nawet wbrew nadziei. Jak na przykład Maryja. Maryja nawet pod krzyżem ufała. Widziała mękę Syna, Jego śmierć… ale nie zakłóciło to Jej wiary, ufności. Stała pod krzyżem jak na posterunku. Cierpiała, ale stała. I Jej smutek zmienił się w Radość.
Przyczyna naszej Radości.

PRZEJŚCIE

Umiłowany mój Jezu, wczoraj odbył się pogrzeb babci. Nie był on smutny. Przeciwnie. Pogodny, a nawet radosny. Ufam, że babcia jest z Tobą, że ogląda Twoje Oblicze. Ksiądz, który przepięknie celebrował Mszę pogrzebową, a który znał babcię, mówił, że głęboko w to wierzy. Mówił, że przychodził do niej z Sakramentami św., kiedy ona już sama nie była w stanie chodzić do kościoła. Że przyjmowała Ciebie. A teraz Ty przyjąłeś ją do siebie. Do Nieba. To chyba musi być uroczyste i podniosłe wydarzenie kiedy orszak Anielski prowadzi duszę przed Twój Tron. Ukochany… babci droga do Ciebie dobiegła już końca, moja jeszcze trwa. Pragnę żyć tak, aby kiedy powołasz mnie do siebie, być zawsze gotową.

SKAŁA

Kalejdoskop. Jedno wydarzenie goni drugie. Życie przeplata się ze śmiercią, radość ze smutkiem, śmiech ze łzami. Spokój z zaskoczeniem. Nie zawsze pozytywnym. Ciągle coś się zmienia. Wiruje jak kolorowe szkiełka w kalejdoskopie. Jednak cokolwiek się dzieje, staram się trwać. Jak dom na skale w Twojej przypowieści, Umiłowany. Wśród burz, przeciwnych wiatrów i powodzi. Staram się trwać, bo zaufałam Skale. TOBIE. Ty jesteś moją Skalą. Moją Opoką. Ty podtrzymujesz moje życie. Duszę. I serce. Czuwasz nade mną. Jestem Ci droga. Pokazujesz mi to na każdym kroku. Ty, moja Skała. I mój Ukochany.

WIECZNY ODPOCZYNEK…

Ukochany… moja babcia już jest z Tobą… U Ciebie. Wierzę w to głęboko. Że jej dusza jest w Tobie zanurzona. Że spoczywa w Bogu. W Tobie. Zmarła opatrzona Sakramentami świętymi. Więc wierzę, że w Swoim Miłosierdziu przyjąłeś ją do Siebie. Smutno mi… tak po ludzku i w oczach mam łzy… Ale jednocześnie w sercu mam pokój i ufność. Ufam Tobie. Ty też płakałeś po śmierci Twojego przyjaciela Łazarza. Kochałes go. Ja także kochałam babcię. Lubiłam jej przedwojenne i wojenne opowieści. Tragiczne, ale jednocześnie pełne nadziei. Będzie mi brakować babci. Ale równocześnie wierzę, że będzie, że jest ze mną. Może głębiej i bardziej niż do tej pory…

NOWE

Nowe miejsce… 🙂 Janusz, dziękuję za pomoc, życzliwość i gościnę. Powoli rozgryzam wszystko, miejsce, opcje. Niby znajome a jednak nowe. Przyzwyczaję się, z Bożą pomocą, nauczę. I zadomowię.

ROZMOWA

 Czy już Ci mówiłam, że lubię z Tobą rozmawiać?  haha
Lubię. Bardzo. Uwielbiam.
Właściwie lubię Ciebie słuchać. W ciszy…
Często przychodzę do Ciebie przytłoczona problemami, bezsilnością, bólem.
Przychodzę i Ci o tym mówię, często wyrzucam to z siebie. Potok myśli, niewypowiedzianych słów. Wyrzucam z siebie.
Przerzucam na Ciebie. Oddaję Ci.
Kiedy powiem wszystko co mi leży na sercu, czekam na Twoją odpowiedź.
Siedzę i czekam. W milczeniu. W skupieniu.
Niby nic się nie dzieje. A jednak DZIEJE SIĘ.
Problemy przestają być ważne a moje wnętrze napełniasz
Pokojem i radością.
Jakbyś mówił ” Nie martw się. Panuję nad wszystkim. Zaufaj Mi.
Ty jesteś NAJWAŻNIEJSZY. Moje zmartwienia przestają istnieć.
Chce mi się śpiewać i tańczyć.
Naprawdę. Przecież wiesz.  hehe 
I chociaż ani śpiewać ani tańczyć nie mogę to jednak tańczy moje serce. Dla Ciebie.
Czasem nieudolnie zaśpiewam : „Jezus Chrystus moim Panem jest. Alleluja”.
 

OD NIEGO

Jesień… Zimno, deszczowo, smutno… Na dworze.
A moim sercu radość, szczęście. Poczucie, że mogę wszystko.
Choć tak naprawdę nie mogę prawie nic.
W NIM mogę wszystko.
Maluję łąkę. Kolorową. Maki, słonecznik, różne odcienie zieleni.
Motyl.
Czasem gwar dzieci. Czasem cisza. Czasem włączę sobie
” Akatyst ku czci Bogurodzicy”. Słucham, kontempluję…
Czasem zanucęWitaj, Oblubienico Dziewicza…”.
 Nucę i maluję. Często mam wrażenie, że maluje się „samo”. haha
Kilka dni temu na czacie na katolik.pl znowu ktoś mnie pytał czy jestem szczęśliwa. Odpowiedziałam, że tak. Nie zdziwił się. ” A skąd bierzesz siłę?” – spytał.
„Od Niego” – napisałam.
 Wszystko mam od Niego.


O MIŁOŚCI, KRZYŻU I….

Często rozmyślam o Twojej Miłości. O Tobie. Bo Ty jesteś  Miłością. Im dłużej o Niej myślę, tym bardziej nie mogę Jej zrozumieć. Pojąć. Patrzę na krzyż stojący na komodzie,myślę: „aż TAK mnie kochasz! „. Kiedy jest pochmurno mój krzyż jest stalowy, zimny, ciężki. A nawet odpychający. Lecz kiedy przez okno wpadnie choćby jeden promień słońca, jego ciężar znika, a krzyż mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Jest wtedy piękny i radosny. Tak… Krzyż może być radosny. Ale tylko wtedy kiedy niesie go i umiera na nim Miłość. Czyli Ty. Twój krzyż piękny nie był… Przeciwnie. Umierałeś na drzewie hańby i odrzucenia. Jak złoczyńca. Nikt nie chciał na Ciebie patrzeć. Odwracali głowy z obrzydzenia…. I teraz też często odwracają. Wyśmiewają. Szydzą. Ci, za których Ty umarłeś. Z Miłości. Do nich. Do nas. Do każdego. Na tym polega Twoja szalona wręcz Miłość. Nikogo nie odrzucasz.
 Panie… zechciałeś podzielić się ze mną swoim krzyżem. Swoim cierpieniem. Swoim bólem. Swoją Miłością. Zaufałeś mi. Słabej i bezradnej.  Dziękuję Ci za to. Uwielbiam Cię za to. Moja Miłości. Mój Ukochany.
Dziękuję Ci za mój krzyż. To prawda, jest ciężki, ale ile dobrych rzeczy dzięki niemu pozwoliłeś mi zrobić. Ile dobrych ludzi dzięki niemu ciągle stawiasz na  mojej drodze….
Dziękuję.

DZIECIĄTKO

  

Zobaczcie 🙂 To moje dzieciątko. Tak mniej więcej wygląda. Ma ponad 2 miesiące. Widać już  główkę,kręgosłup …  Żyje. Rozwija się. Jest bezpieczne Ma dobrego opiekuna i Obrońcę. Najlepszego. Boga Ojca. Troszczy się o nie. Strzeże. Chroni. Pieści je. Kocha. Bardziej niż matka i ojciec.Rozpromienia się na widok dzieciątka. Kształtuje je. Stwarza. Proszę Go o to.Dziękuję Mu za nie. Nieustannie. Moje dzieciątko…  Żyje dzięki Bożej Miłości i Miłosierdziu.

Cudne, prawda?

TY WIESZ

Właściwie nie wiem o czym pisać…. Trudno mi pisać. Zresztą TY wiesz jak jest. Ja wiem, że TY wiesz.
Wiesz,  że jest coraz gorzej, trudniej.
Jesteś ze mną, wiem to. Cierpisz ze mną.
Cierpimy razem. Wspólnie.
Cierpienie zbliża nas do siebie. Mnie do CIEBIE. I CIEBIE do mnie.
Razem…
Czę­sto ogar­nia zwąt­pie­nie.Że już nic nie wiem.
Mimo wszystko jedno wiem napewno. Chcę ten krzyż nieść razem z TOBĄ. TY jesteś moją siłą. Tylko TY. Bez CIEBIE bym się poddała. Zdaję się całkowicie na Ciebie. Sobie ufać nie mogę. Słaba jestem. Podtrzymuj mnie.
Proszę.

Ty wiesz…

Bądź uwielbiony Boże.

NERGAL

 Najpierw fakty:
              KONCERT
              WYROK SĄDOWY

 „Swoista forma sztuki” Tak….Tak orzekł sąd. Niezawisły i bezstronny. Według mnie jednostronny. Gdyby to co zrobił z Biblią, zrobił z Koranem, w kraju muzułmańskim byłby zlinczowany. A tu jest uniewinniony.  Jego wypowiedź zgodną z „metalową poetyką grupy Behemoth” oraz kierowaną do”określonej i hermetycznej publiczności”. Tak uznał sąd. Czy sąd widział to co ja – i każdy katolik, każdy człowiek wierzący i normalny? Czy raczej zobaczył to co chciał  zobaczyć?  Adam Darski od dawna w swoich utworach znieważa  katolików i Chrystusa :

 Lucyfer

I’m Not Jesus

W normalnym katolickim kraju, Nergal zostałby skazany za obrazę uczuć religijnych. Jego działalność zostałaby napiętnowana. Byłby odsunięty z przestrzeni  publicznej.

Tak powinno być w kraju. Czy Polska jest jeszcze krajem katolickim? Widać nie bo p. Nergal jest bezkarny. W mediach mówi się o nim jak o bohaterze…. autorytecie. TVP zatrudniła go  w roli jurora w programie „The Voice of Poland”. ‘’ Pierwszy satanista Rzeczpospolitej, znany z romansu z Dodą i podarcia Biblii, został przez szefów telewidzów rozgrzeszony. Uznano, że Nergal  nadaje się do niesienia misji telewizji publicznej. Nergal zasiądzie w jury,które uczestników będzie oceniało tylko na podstawie ich głosu – w trakcie przesłuchania jurorzy będą siedzieli tyłem do uczestników. ‘’

Po wyroku sądu Darski powiedział:  „(…) jestem pewien,że kroczę właściwą ścieżką do niczym nie skrępowanej wolności!Bitwa wygrana, ale wojna jeszcze się nie skończyła. Heil Satan!”. Co myśleć o dorosłym człowieku, którego pozdrowieniem jest „Heil Satan!” i który robi sobie zdjęcie, przebrany za papieża, pokazując gest szatana?  

Zaskoczyła mnie wypowiedź w tej szokującej sprawie księdza Adama Bonieckiego:

http://www.tvn24.pl/-1,1717750,0,1,ks-boniecki-reakcja-kosciola-ws-nergala-za-mocna,wiadomosc.html

Ja nie wiem czy uprawiający”swoistą formę sztuki” polegającą na darciu i znieważaniu Biblii Nergal, jest w TVP „delikatny i kulturalny”, bo nie oglądam tego show.  Wiem jedno : w tej sprawie  Kościół Katolicki musi mówić jednym głosem.Jednoznacznie. Dla wierzącego, praktykującego katolika ( w tym dla mnie) Darski to satanista a to co zrobił z Pismem Świętym to bluźnierstwo.  Tak naprawdę każdy to wie. Dlaczego tak mało katolików reaguje? Dlaczego ci co reagują , są traktowani jak margines? W imię‘’tolerancji’’ ? Wolności słowa?
Są takie sytuacje kiedy trzeba się opowiedzieć. Jednoznacznie. Jasno.Konkretnie.
Nie możemy siedzieć potulnie i nie reagować. Może jesteśmy w mniejszości ale nie możemy pozwolić, żeby zło, satanizm i anty kultura były promowane.

  Uważam też, że musimy modlić za p. Adama Darskiego – Nergala, bo przecież w gruncie rzeczy, to człowiek chory, który cierpi, który zagubił sie w życiu, a niebawem stanie przed obliczem Ojca Niebieskiego… i modlitwa i Dobro są mu chyba bardzo potrzebne. Nawrócenie czyli zmiana – przemiana – myślenia to coś czego  możemy być świadkami, gdy tylko o to poprosimy. Więc proponuję modlitwę  błagalną o nawrócenie Adama Darskiego. O to, by poznał Prawdę, Drogę i Życie w zetknieciu z Miłością Miłosierną.

 

 

 

Komentarz na katolik,pl

Mój komentarz na 18-09-2011

Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami.(…)
Bo jak niebiosa górują nad ziemią
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi

Iz 55,8-9
 
Logika Boga jest inna niż logika człowieka. Bóg nie zastanawia się „co ja z tego będę miał’’. Nie kalkuluje, nie zastanawia się. Daje To co ma najlepszego. Od razu. Miłość. Szuka człowieka. Rano. W południe. Wieczorem. Każdy jest Mu tak samo drogi. Bezcenny. Kochany. Każdego obdarza sprawiedliwie Swoimi darami. A my? Często oburzamy się na Niego, że innym daje więcej niż nam. Choć, według nas, wcale na to nie zasłużyli. Logika Boga. Logika Miłości.

                               Katolik.pl

GŁOS

 Wczoraj w sejmie odbyła się najpierw debata a potem głosowanie. Posłowie opowiedzieli się za zabijaniem

dzieci nienarodzonych.Chorych. Niepełnosprawnych. Nieważne- ludzi – po prostu. Według większości posłów nie mają one prawa żyć. Można je zabijać dalej. W świetle polskiego prawa.
Zdecydowali o tym między innymi minister zdrowia. E. Kopacz. Minister zdrowia,lekarka, której naczelnym obowiązkiem, powołaniem, jest troska o zdrowie i życie człowieka.Pacjenta. Szczególnie tego najmniejszego, najbardziej potrzebującego pomocy,opieki i troski.
Głosowała za zabijaniem.
Za mordowaniem człowieka w białych rękawiczkach, głosował także J. Gowin.Katolicki intelektualista. Przynajmniej tak o sobie mówił do tej pory. Pisał artykuły w ” Gościu Niedzielnym. Komentował Ewangelię. Czytałam te komentarze…
Głosował ” za”.
Tak głosowało wielu innych posłów i posłanek. Katolików.

Oddali swój głos,  wci­ska­jąc guzik “ za“ lub “prze­ciw“. Albo wstrzymali się od głosu. W tym wypadku brak odpowiedzi to też odpowiedź. Bardzo jasna.

„Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi.’’ –rzekł Bóg do Kaina, gdy ten zabił brata.
Krew zabijanych dzieci też woła do Boga. Głośno woła, swoim niemym krzykiem.

Usłyszmy ją. Bądźmy Głosem tych dzieci. Póki nie jest za późno.

Jeśli nie jest za późno…

       GŁOS księdza Tomasza – Wojna  

Żeby nie być gołosłowną – wyniki głosowania.

……………

  
   Pigułki z abortowanych dzieci.

Od kiedy przeczytałam, że z ciał zabijanych dzieci wytwarza się afrodyzjaki a w restauracjach serwuje się zupę z płodu nie mogę dojść do siebie. Nie mogę myśleć o niczym innym…. Mój umysł tego nie ogarnia, nie przyjmuje. Nie potrafię tego zrozumieć. I nie chcę. Szok. Gniew. I jednocześnie rozpacz, że nic nie można na to poradzić, że nie można tego zatrzymać. Ciarki przechodzą po plecach… Do czego jeszcze może posunąć się człowiek? Co jeszcze może wymyślić? Strach się bać….

Prosimy o modlitwę.

JESTEŚ

Noc, cisza…Nic nie widzę.Kształty przedmiotów zatarte. Widać tylko czarny zarys krzyża stojącego na komodzie… I ciemność w sercu Ból i samotność. Bezradność i niemoc. Wołam Cię. Proszę, żebyś był zemną. Niby nic się nie zmienia na zewnątrz. Nadal ciemno i cicho. Jednak moje wnętrze zaczyna napełniać wielka radość i pokójPrzychodzisz nienamacalnie i  Jesteś. Jesteś ze mną.Trwasz. Słuchasz. Z Tobą ciemna noc staje się Światłem. Ból ofiarowaniem.Słabość siłą. Ty jesteś w tym. Jesteś. To nic, że boli. Ty cierpisz ze mną, nie jestem sama. Pocieszasz mnie. Najważniejsze, że Jesteś. Doświadczam Ciebie,Twojej obecności bliskości miłości każdej bezsennej nocy.  W Tobie mogę schronić, wyżalić. Tobie ofiarować. Jesteś. To najważniejsze. Więcej nic się nie liczy. Nic i nikt.Tylko Ty. Dziękuję, że Jesteś. Jezu. Moja miłości.

Komentarz na KATOLIK.PL

 http://www.katolik.pl/
Mój 1- szy (i mam nadzieję, że nie ostatni) komentarz do niedzielnej Ewangelii. Można go przeczytać, dziś, sobotę, klikając na link
„komentarz na jutro”, albo bezpośrednio w niedzielę, wtedy będzie widoczny na głównej
stronie.Dla tych co nie zdążą :

 „Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił,wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami,bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich,krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc,że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich:”Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Na to odezwał się Piotr: ”Panie, jeśli to Ty jesteś,każ mi przyjść do siebie po wodzie!” A On rzekł: ”Przyjdź!”Piotr wyszedł z  łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: ”Panie, ratuj mnie!” Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: ”Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś,którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: ‚Prawdziwie jesteś Synem Bożym'”

„Wierzyć to  znaczy chodzić po wodzie…’’ – mówią słowa oazowej piosenki. Dzisiejsza Ewangelia przytacza obraz Jezusa kroczącego po jeziorze. To z punktu widzenia człowieka nie logiczne wręcz nierealne. Nie można przecież  chodzić po wodzie… Tak myśleli uczniowie widząc Jezusa. Przestraszyli się. Myśleli, że to zjawa. Jezus ich uspokaja:”Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się’’. Wtedy Piotr chce przyjść do Niego. Po jeziorze.Jezus mu pozwala. Piotr idzie. Jest pełen wiary, entuzjazmu i zachwytu. Ta wiara, zachwyt i uwielbienie dla Jezusa niosą go jakby po wodzie. Jest  pewien, że z Nim może zrobić wszystko. Nawet dokonywać rzeczy po ludzku niemożliwych. Gdy był w pewnej odległości od łodzi zdał sobie sprawę z tego, co robi. Szybko ocenił całą sytuację. Logicznie,rozumowo, praktycznie. Był przecież rybakiem i wiedział, chodzenie że po wodzie to rzecz niemożliwa… Zaczyna tonąć. Ostatkiem sił woła: ‘’Panie ratuj mnie!’’.Jezus natychmiast podaje mu rękę i wyciąga z wody. Ratuje go.

Każdy z nas w swoim życiu doświadcza tego, co Piotr.Wielokrotnie pod wpływem łaski danej z Nieba, czujemy się silni, mocni, wydaje się nam, że wiara nasza jest niezachwiana, ufność wielka. Uważamy, że nic nie odłączy od miłości Jezusa. Czynimy zapewnienia, podejmujemy postanowienia. Często emocje biorą górę. Łatwo wtedy zapominamy, od kogo pochodzi ta moc i zamiast zachwycić się Bożym działaniem- przypisujemy to sobie. Przestajemy wpatrywać się w Boga a zaczynamy w siebie. Często upadamy, gdyż nie widzimy Jezusa.Często wydaje On się nam zamgloną zjawą. Tracimy punkt odniesienia i ‘’grunt’’pod nogami.

Kiedy jednak zaczynamy sobie uświadamiać, że sami z siebie nic zrobić nie możemy. Że tylko z Bogiem możemy zrobić wszystko. Że sami jesteśmy słabi i grzeszni. Trzeba ukorzenia się przed Bogiem i stwierdzenia,przyznania się do swojej ogromnej słabości. Potrzeba prośby o przebaczenie.Wtedy wystarczy pokornie zawołać: „Panie ratuj mnie!”. Jezus tylko czeka,żeby  podać nam swoją dłoń, wyciągnąć z pychy, umocnić, przebaczyć, uzdrowić.

Wtedy znów z ufnością wyznać „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”. I znów możemy z Nim kroczyć po jeziorze naszego życia.

I ufać Jemu, nie sobie.

 


MOJE DZIECKO – DAR OD BOGA

26 lipca to dla mnie dzień szczególny. Wyjątkowy. Święto. Dziś urodziło się moje dzieciątko, które duchowo adoptowałam. Dziewięć miesięcy temu. Przez ten czas  zdążyłam się z nim zżyć. Jakby zaprzyjaźnić.A dzisiaj się  narodziło. Przyszło na świat. Żyje. Dzięki wielkiej dobroci i miłości Pana Boga. Dzięki rodzicom, którzy zechcieli je przyjąć. I dzięki mojej adopcji. Jestem bardzo szczęśliwa, że ono żyje. Nie wiem gdzie się urodziło,ani czy to chłopczyk czy  dziewczynka.Nie to jest dla  mnie najważniejsze.

Najważniejsze dla mnie jest to, że ono żyje.

 9 miesięcy się za nie modliłam,  jak matka…. Ofiarowałam  cierpienie. Bóg miłosierny czuwał, czuwa i będzie czuwał nad nim. Jestem o tym przekonana. Pewna.

To wszystko dzięki Niemu.Dzięki Ci Boże !!!     

Za to, że dałeś mu życie. Kochających rodziców. A mnie uczyniłeś  duchową  matką tego dzieciątka. Dzięki Ci.    

Jutro adoptuję drugie.  haha 

SZCZĘŚCIE

Nie bardzo wiem od czego zacząć….Może przedstawię dwie sytuacje.  Na czacie, na katolik.pl.zarejestrowałam się w styczniu i od tego czasu rozmawiam z różnymi ludźmi.Często sami mnie o to proszą. O rozmowę, o radę. Jakiś czas temu ktoś ( w dalszej rozmowie okazało się, że była to dziewczyna) mnie ‘’Czy Bóg w ogóle wysłuchuje modlitw? Tyle się modlę i nic. Co to zna­czy „zaufać Jezusowi“. Co trzeba zrobić, żeby Mu zaufać?  Odpowiedziałam, że mnie często wysłuchuje a‘’zaufać  to  uwierzyć Mu na słowo. ‘’ Jesteś szczęśliwa?’’- spytała.  ‘’ Tak, jestem. Bardzo’’-odpowiedziałam.  ‘’ Pewnie masz dobrego męża, pracę, dzieci?’’ –spytała. Odpowiedziałam, że nie i pokazałam jej swój blog.  Kobieta chwilę milczała. Widocznie pobieżnie czytała bloga. Po chwili wyskoczyło w okienku: ‘’ I Ty piszesz, że jesteś szczęśliwa??!’’ Odpowiedziałam spokojnie, że tak. ‘’ Ja na twoim miejscu załamała bym się!! Obraziła na Boga! ‘’ . ‘’ Jak mogę się na Niego obrazić, skoro On jest ze mną.  Pomaga mi’’ – odpisałam. ‘’I nie chciałabyś chodzić?’’.  ‘’ Nie’’. Kobieta chwilę milczała. Po chwili napisała :’’ wybacz ale nie wierzę ci”’.  ‘’ Mówię jak jest- odpisałam – Nie musisz mi wierzyć’’ Nie odpowiedziala.

A mi zrobiło się jakoś tak smutno. Nie dlatego, że mi nie wierzyła.  ‘’ Co to znaczy zaufać Bogu….-pomyślałam – Uwierzyć Słowu na Słowo’’.

I druga sytuacja. Też z czatu katolik.pl. Napisał do mnie mężczyzna. Informatyk – programista.  Miał bardzo trudną sytuację życiową.Prowadziliśmy rozmowy o Bogu, życiu, wierze. Czasem o niczym. Któregoś razu spytał czy chciałabym mieć program ułatwiający mi pisanie. ‘’A można taki kupić?’’- spytałam. ‘’Kupić nie- odpowiedział – ja mogę napisać. Specjalnie dla ciebie’’. Zdziwiłam się bardzo. ‘’ Dla mnie?? – spytałam. Odpowiedział, że przecież jest programistą i napisanie takiego programu to dla niego „pikuś ‘’.Zapytał jak klikam, żeby np. napisać „ą’’ albo ‘’ ł ‘’. Napisałam, że używam „opcji ułatwień dla niepełnosprawnych, która jest w Windowsie. Przyzwyczaiłam się do tego. Doszliśmy do wniosku, że nie trzeba tego zmieniać. Nowego programu musiałabym się nauczyć,  a to by potrwało.  Intrygowało mnie jednak dlaczego mi to zaproponował. Tak sam z siebie. Spytałam go oto. Na  początku nie chciał odpowiedzieć.Wysyłał uśmiechy. W końcu napisał : „ nawet nie wiesz ile dla mnie zrobiłaś…chciałem ci się jakoś odwdzięczyć’’. Zatkało mnie. ‘’ Ja??? – napisałam. ‘’ Tak,przywróciłaś mi wiarę w człowieka. A napisanie tego programu było by tylko cząstką wdzięczności. Nigdy nie zdołam podziękować za to co dla mnie zrobiłaś’’.

Dwie sytuacje. Dwie osoby. Dwa spojrzenia na świat, Boga,ludzi……

A ja ? Naprawdę jestem szczęśliwa. Nikt nie musi w to wierzyć. Bóg jest ze mną, pomaga mi. Podtrzymuje. Umacnia.

Co z tego, że coraz częściej jestem cała  obolała i bezsilna. On JEST w tym wszystkim.

Mam Wszystko czego mi trzeba do szczęścia. Bo mam Jego.

 

 

 

 

SŁOWO

  Jezu….Wystarczyło jedno Twoje Słowo, które poruszyło najgłębsze zakamarki mojego serca a wszystko stało się jasne.

Przejrzyste.

Świetlane.

Proste.

W jednej chwili.

Sekundzie.

Olśnienie.

Podczas gdy chwilę  wcześniej wydawało, się trudne, zagmatwane. Nie do przeskoczenia. Nie do zaakceptowania.

Teraz nie ma problemu, żadnego.

Jest pokój, radość, szczęście.

Jeśli Ty tego chcesz, nic mi do tego.

Bądź wola Twoja !

Wystarczyło Twoje Słowo.

Słowo Życia !

ODKRYCIE

Panie,

jest inaczej

niż być miało

 

ani góry,

ani morwy

nie rzucają się w morze na moje słowo

 

nieustannie idzie na burzę,

nieustannie czerwieni się zasępione niebo.

fale zalewają łódź. a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

 

mam kilka ryb,

siedem chlebów

i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia

 

dotykałem tylekroć

Twojego płaszcza,

a nie jestem zdrowy

 

Ojciec Niebieski

ma coraz mniej pracy

z liczeniem moich włosów

 

a jestem w gorszym

położeniu niż Jair,

bo nie mam córki

 

mam oczy, a nie widzę,

mam uszy, a nie słyszę;

często też wpadam w ogień i w wodę

 

moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od twojej śliny, 

stąd też widzę niewyraźnie

 

ani odcięta prawica,

ani wyłupione oko

nie uczyniły mnie lepszym

 

Tęsknię za Tobą.

Ulituj się nade mną.

Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić

 

Ks. Jerzy Szymik

 

Piękny wiersz… dziękuję Karolino.

Ja już o nic Boga dla siebie nie proszę. Bo wszystko co mi potrzeba , mam. Od Niego. Proszę tylko o to, żeby był przy mnie. We mnie. O Jego Obecność. Jeśli będzie przy mnie będę miała Wszystko. I Jest przy mnie.
Rozważając dzisiejszą  Ewangelię…….:

 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”. Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili miedzy sobą: „Co to znaczy, co nam mówi: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»; oraz: «Idę do Ojca»?” Powiedzieli więc:”Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi”.

Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich:”Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»? Zaprawdę, zaprawdę,powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wybędziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość”.(J 16, 16-20)

Dokonałam pewnego odkrycia, które zmieniło moje podejście do choroby, cierpienia, bólu.

Spytałam siebie co mnie w życiu cieszy. Pośród wymienianych Radości, znalazło się dzieciątko, które duchowo adoptowałam.

Zatrzymałam się nad nim dłużej.

„Dzięki twojej chorobie, cierpieniu, dzięki temu, że ofiarowałaś je Bogu, Żyje Człowiek” – usłyszałam w swoim wnętrzu.

Uderzyło mnie to.

Niby o tym wiedziałam ale teraz jakby odkryłam to na nowo.

Dzięki mnie żyje człowiek.

Czy to nie powód do radości??

Do WIELKIEJ  RADOŚCI!!!

Pomyślałam, że Jezus ofiarował Swoje Życie za mnie, nie myślał, czy Go  boli, czy nie. Ofiarował z Miłości. Skoro pragnę Go naśladować ( a pragnę), powinnam spróbować być jak On. Ofiarować swoje życie ( i wszystko co się z nim wiąże)  Bogu w intencji życia tego dziecka.

Przecież zrobiłam to z miłości  do Niego. I do dziecka.

Przecież kocham je.

Te przemyślenia sprawiły, że byłam ( i jestem ) gotowa dziękować Bogu za moją chorobę.

Jednak nie jestem do niczego.

Jestem Jemu do CZEGOŚ potrzebna.

Dzisiaj to odkryłam. Na nowo.     

 

 

 

 

 

 

 

” DÓŁ „

Bywają takie dni kiedy po prostu mam „doła”. Kiedy myślę, że jestem do niczego. Samotność doskwiera,bezradność i niemoc też.

Ból…

Taka chwila słabości.Ciemności…. Smutku.

Wtedy przychodzi On i przysyła mi „ Swoich ludzi”. Doświadczam tego często. Ostatnio zwłaszcza. Przez ostatnie kilka dni przeprowadziłam kilka rozmów z ludźmi, którzy bardzo mi pomogli. Obcy ludzie.

Ktoś kiedyś powiedział, że na chwilę słabości nie można sobie pozwolić. Że trzeba być silnym. Za wszelką cenę.

Nie zgadzam się tym.

Na taką chwilę słabości można sobie pozwolić. Nawet trzeba.

Taka chwila pozwala uświadomić własną słabość i nicość. Pozwala spokornieć.

Ale pozwala też doświadczyć(przynajmniej mi ) wielkość i dobroć Boga.

Jego opiekę. Miłość do mnie.

Pozwala doświadczyć, że w  tym wszystkim (słabości, bólu, samotności) jest On.

Jest przy mnie.

Pomaga mi.

Pochyla się nade mną, bierze moje słabości, mój krzyż. Podnosi mnie i mówi :

„Nie bój się, Jestem z tobą”.

 

Kto nie doświadczył własnejsłabości, ten nigdy silny nie będzie.