ŁASKI

Obudziłam się w nocy, na zegarku była dokładnie 1.58. A że nie mogłam już zasnąć, zaczęłam odmawiać Różaniec. Róże dla Mamy.
Odmawiałam… powoli. Krzyż ciążył mi. A ja układałam bukiety. Chciałam, żeby były staranne i piękne.
Kiedy skończyłam, zobaczyłam… obraz… Tors mężczyzny. Wydał mi się znajomy, tylko do tej pory widziałam Go z daleka. Teraz był blisko… bardzo blisko. Biała tunika była cała w świetle. Miała też wycięcie w miejscu gdzie było Serce. Bił stamtąd jeszcze większy blask niż z tuniki. Światło nie oślepiało mnie jednak. Zanurzało mnie, ogarniało. I zobaczyłam dłoń… zranioną. Mężczyzna włożył ją pod tunikę, gdzie było Serce, potem wyjął. W dłoni trzymał klejnoty, skarby drogocenne. Pierwszy raz takie widziałam. Były piękne….
„To są łaski, którymi cie obsypuję, ukochana Moja!”- usłyszałam. „A tym, za których się modlę, których kocham, Panie? Dla nich też… proszę…” – błagałam Go.
Mężczyzna jeszcze raz włożył dłoń w miejsce gdzie było Serce i wyjął garść klejnotow. „To są łaski, którymi ich obdarowuję”. Dziękowałam Mu i dziękowałam… A On znikł.
Leżałam jeszcze potem długo i rozmyślałam o tym co widziałam. Aż w końcu usnęłam…

SKARB

Leżę już w łóżku. Przed chwilą Ukochany przyniósł mi krzyż. „Przynoszę ci Mój krzyż, Moniko” – powiedział po prostu. „Daj mi go, Panie. Dziękuję”. Powiedział, że jest ze mną. Głos Jego łagodny, troskliwy. Pełen miłości. A krzyż? Ciężki, twardy, szorstki. Leżę przygnieciona jego ciężarem. Obolala, cierpiąca. Ale szczęśliwa. Dał mi koronę cierniową, gwoździe. teraz krzyż. Uczynił mnie najszczęśliwszą z ludzi.

ODPOCZNIJ

Patrzył we mnie z wielką miłością, z czułością… A ja w Niego.
„Odp0cznij, moja córko, bo wiem, żeś zmęczona. Wczoraj odpocząłem u ciebie, dziś ty odpocznij we Mnie. Niedługo coś ci przyniosę, podaruję. A wtedy będziesz potrzebować siły. Odpocznij” – powiedział czule jak najlepsza matka.
„Podarujesz? Co, Panie?” – spytałam zaciekawiona.
„Mój krzyż. On jest ciężki”.
„Tak, wiem. Już raz mi go przyniosłeś”.
„Teraz dam ci go na dłużej”.
”Dobrze, Ukochany”.
Jezus uśmiechał się do mnie, a ja do Niego.
„Przyniesiesz Mi ulgę i ucieszysz bardzo”.
Patrzyłam w Niego…
„Teraz odpocznij w Mym Sercu. Kiedy przyniosę ci Mój krzyż, będę twoją siłą. Odpocznij, robaczku”.
Odpoczywam…

NA SERCU

Obudziłam się jak zwykle nad ranem, i jak zwykle zaczęłam odmawiać Różaniec. Układać bukiety Madonnie. Uwielbiam to robić… modlić się.  Kiedy skończyłam, pomyślałam czy Bogu i Maryi się moja modlitwa podoba? Czy podoba się moja ofiara? Bardzo pragnę, żeby moja modlitwa była miła JEMU miła. Żeby wznosiła się przed Ukochanym jak woń kadzidła… i aby ofiarowanie cierpienia też MU się podobało.
Potem pojechałam z rodzicami na Mszę Św. Przyjęłam Komunię i trwałam pochylona w dziękczynieniu. Tylko ja i ON. „Kocham Cię, Jezu” – wyszeptałam. Nie zdążyłam dokończyć kiedy usłyszałam znajomy Głos: „Moniko, bądź Moim światłem. Podoba Mi się twoja modlitwa i ofiara. Chciałbym u Ciebie odpocząć. Czy mogę, pozwolisz MI?”
„Nawet nie pytaj, Panie, TAK!”
„Położę Głowę na twoim sercu”.
„Taka jestem szczęśliwa, Umiłowany mój!”

PODOBNA

Dziś ja byłam smutna… rano miałam wypadek  (mały) i byłam obolała.  Ale bardziej od  bólu doskwierało mi uczucie bezsilności i bezradności wobec choroby i samej siebie.
„Słaba jestem, Ukochany… – myślałam wpatrując się w Jego oczy.
Patrzył we mnie z wielką miłością.
„Pamiętasz, robaczku jak chciałaś być podobną do Mnie?” – zapytał.
„Tak, Panie. I nadal chcę”.
”Dzięki słabości właśnie stajesz się do Mnie podobna”.

POCIESZ MNIE!

Wpatrywałam się w Jego oczy… dziś były smutne…
„Jesteś smutny, Panie… dlaczego? Nie chcę, żebyś był smutny…”
„Cierpię, robaczku”.
Patrzeliśmy w siebie w milczeniu. Po chwili usłyszałam cichy, błagalny Głos:
„Pociesz Mnie…!”
„Ukochany… jak?”
„Bądź ze Mną. Nie zostawiaj Mnie samego”.
„Jestem, Panie, tańczę przed Tobą, dla Ciebie… ofiaruję”.
„Tak”.

ŻYĆ W ŚWIETLE I BYĆ ŚWIATŁEM

Wpatrując się w Ukochanego, rozmyślałam o Świetle… To oczywiste, że światło powinno stać na świeczniku. Jest po to, aby oświetlało, ogrzewało. A nie, żeby je ukrywać, lub przykrywać.
Światłem dla mnie jest Bóg, Jego słowo. Światło kojarzy się z czymś dobrym, ciepłym, gorącym. Bezpiecznym. W świetle lepiej widać. Światło też może razić, nieprzyzwyczajonego do niego. Żyjącego w ciemności.
Żyć w Świetle też trzeba mieć odwagę. Światło obnaża nawet najmniejsze niedoskonałości, rysy. Pokazuje każdy kurz, pyłek.
Światło ogrzewa, rozpala i spala. Światło zawsze trzeba nieść przed sobą, żeby oświetlało drogę. Gdybyśmy trzymali je z tyłu, z przodu widzielibyśmy swój cień…
„Pragnę żyć w Twoim  Świetle, Jezu – wyszeptałam – naucz mnie, proszę”.
Patrzył we mnie.
„A czego Ty pragniesz, Panie?”
„Żebyś nadal była Moim światłem dla innych”.
„Chcę! Pragnę być, Ukochany!”

W TWOJE RĘCE

Zmęczona nocnym bólem, cierpieniem i ofiarowywaniem, trwałam przed Nim w milczeniu. Wpatrywałam się Jego twarz, oczy. Długo. On patrzył we mnie poważnie, ale łagodnie… oczy, spojrzenie  miał pogodne, jasne. Nic nie mówiliśmy do siebie, tylko się w siebie patrzeliśmy. W głąb siebie. Po jakimś czasie usłyszałam Jego Głos. Był inny niż zwykle. Uroczysty i dostojny. Mówił:
„Błogosławię ci córko moja najdroższa, ukochana moja. Błogosławię ci, robaczku mój! Pięknie dziś tańczyłaś przed Majestatem Moim. Na chwałę Moją tańczyłaś! Moje oczy są wpatrzone w ciebie zawsze, noc i dzień. Nie tylko teraz. Widzę jak  żyjesz, jak ofiarujesz, jak modlisz się, rozmawiasz ze mną”.
Wiem, Panie… dziękuję”.
Patrzeliśmy w siebie…
„Jezu, proszę, błogosław tym za których ofiaruję, modlę się, tym, których kocham. Co dzień Cię za nich proszę. Oddaję Ci ich w Twoje ręce”.
„Wiem, są w Moich rękach. Błogosławię im”.
„Dziękuję  Ci Ukochany!”

DZIĘKI NIEMU!

Tańczyłam przed Umiłowanym całą noc prawie. I teraz tańczę… Wiruję wokół Niego. Bardzo zmęczona fizycznie, ale szczęśliwa bardzo. Niezmiernie! Ofiaruję.
A w nocy myśl o tańcu bardzo mi pomagała. Dlaczego? Bo zamiast dopuszczać do siebie złe myśli, obrazy, które krążyły nade mną i próbowały mnie osaczyć, ja rozmyślałam o tańcu. Widziałam siebie jak wiruję w przestworzach, przed Ukochanym. Dla NIEGO! Przed Jego Tronem. Ofiarowywałam Mu. Siebie. Nie tylko cierpienie…. Byłam wolna i szczęśliwa. Jestem. Wolna i szczęśliwa. Dzięki Niemu! Dzięki Ukochanemu!

PRZED TRONEM UKOCHANEGO…

Mój Umiłowany chyba przyjął zasadę, że dzień bez zaskoczenia /mnie/ to dzień stracony.  🙂 I… postanowił spełniać moje marzenia. Te nigdy niewypowiedziane, o których wiedział tylko ON. Według mnie nierealne, niemożliwe do spełnienia. A jednak… 🙂
Ale po kolei.

Jak zwykle wpatrywałam się w Jego oczy… Uśmiechał się do mnie tajemniczo.
„Kim dla Ciebie jestem? – pytałam w kontekście dzisiejszej Ewangelii- chyba siostrą, bo matką na pewno nie…”
„Jesteś umiłowaną Mojego Serca, wiesz przecież. Mówiłem ci”.
„Tak… mówiłeś, Jezu, to wielki zaszczyt dla mnie.”
” I krzyż” – powiedział lekko.
Uśmiechał się.
„Tak, ale piękny i lekki. Radosny – uśmiechnęłam się też- kocham go. I… teraz też, od  rana. Właściwie wciąż”.
„Wiem”.
Patrzeliśmy w siebie. Zatopiłam oczy w Jego spojrzeniu,..
„Chciałabyś tańczyć? Dla Mnie? – zapytał nagle.
„Tańczyć??!”
Zaskoczył mnie!  Całkowicie! Zawsze marzyłam, żeby tańczyć… kiedyś, wiele lat temu, namalowałam nawet  obraz. „Bal”. Pięknie ubrane pary tańczyły na sali. Balowej. Ale, żebym ja?? To nierealne…
„Ukochany, wiesz, że chcę tańczyć… Dla Ciebie, tym bardziej, ale…”
„Od tej pory, jak będziesz ofiarowywać  cierpienie, będziesz tańczyć. Będzie to taniec dla Mnie”.
„Jak Dawid?! Przed Twoim Tronem?- zapytałam uszczęśliwiona.
„Przed Moim Tronem! Ale piękniej niż Dawid!”
Tak! Chcę! To znaczy, że…”
„Że od rana tańczysz dla Mnie. Pięknie tańczysz!”
Przed JEGO TRONEM!

WIERZĘ CI, PO PROSTU

Piszę na Twoją chwałę Jezu Ukochany! I dlatego, że kazałeś mi dawać świadectwo. Tymczasem to, czego doświadczam i potem tu opisuję, mnie samą zadziwia, zachwyca i fascynuje. Nawraca! I uzdrawia.
Poza tym wiem, że to, czego doświadczam pochodzi od Ciebie. Po prostu Ci ufam, wierzę. Sama bym tego wszystkiego napewno nie wymyśliła. Owszem, obdarzyłeś mnie bogatą wyobraźnią, ale nie aż tak… To, co się dzieje w moim sercu, przewyższa moją wyobraźnię! Jest tak piękne, wzniosłe… Tak niezieńskie! Np. ten wczorajszy taniec… Nie potrafiła bym sobie tego wyobrazić! A poza tym… nie śmiałabym.
Nie miałam świadomości, że możesz być AŻ tak blisko. Wiedziałam, że pragniesz blisko człowieka, ale nie sądziłam, że AŻ TAK. Burzysz moje stereotypy jakie miałam na Twój temat. I za to bardzo Ci dziękuję, mój Panie! Bardzo Ci dziękuję!

SZALEŃSTWA MIŁOŚCI CIĄG DALSZY

Patrzyłam w Umiłowanego… Uśmiechał się do mnie. A ja do Niego.
„Taniec szalonej Miłości –  pomyślałam – Ty i ja…”Patrzył we mnie z czułością.
” Tak bardzo się mną cieszyłeś, jak wariat!”
„Zawsze się tobą raduje. Nie wiedziałaś o tym, ukochana?”
Jakoś nie… ślepa byłam. Teraz wiem!”
Patrzeliśmy w siebie…
„Ten taniec to chyba a…”
Jezus przerwał mi gwałtownie w pół słowa..
„Żadna alegoria! Tańczyliśmy naprawdę!”
„Wiedziałam! – roześmiałam się radośnie w głos – dwoje wariatów!”
Jezus promieniał.
„Kocham cię do szaleństwa, robaczku!”
„I ja Ciebie, Panie!”
Wpatrywaliśmy się w siebie długo…
Potem otworzyłam Pismo Św na przypadkowej stronie i przeczytałam… :„(1) Wesel się, niepłodna, która nie rodziłaś, wznoś radosne okrzyki, ty, co nie znałaś bólów rodzenia! Bo liczniejsze będzie potomstwo samotnej niżeli zamężnej – mówi Jahwe. (2) Rozszerz powierzchnię swojego namiotu, rozciągnij – nie szczędząc – płótna swojego mieszkania, przedłuż swe sznury i wzmocnij paliki [namiotu]. (3) Bo rozprzestrzenisz się w prawo i lewo, a twoje potomstwo odzierży narody i miasta spustoszone zaludni. (4) Nie bój się, bo wstydu nie zaznasz, i nie czuj się zawstydzona, gdyż nie będziesz się już rumienić. Bo puścisz w niepamięć hańbę swej młodości i o niesławie wdowieństwa twego już więcej nie wspomnisz. (5) Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, Jahwe Zastępów – to Imię Jego, a twym Wybawcą – Święty Izraela, Bóg całej ziemi – tak się Go nazywa. (6) Albowiem Jahwe cię wzywa jak niewiastę opuszczoną, znękaną na duchu. Bo czyż odtrąca się małżonkę swej młodości? – mówi twój Bóg. (7) Na krótką chwilę cię opuściłem, lecz w miłosierdziu wielkim znów cię przygarniam. (8) Uniesiony gniewem ukryłem na moment swoje oblicze przed tobą, lecz w miłości odwiecznej mam litość nad tobą – mówi Jahwe, twój Odkupiciel. (9) Ze mną rzecz ma się tak, jak za dni Noego: Jak przysiągłem, że wody Noego nigdy już więcej nie zaleją ziemi, tak też przysięgam nie wywierać gniewu na tobie ani ci grozić karami. (10) Bo góry się mogą rozstąpić i wzgórza mogą się zachwiać, lecz miłość moja cię nie odstąpi, Przymierze pokoju mojego się nie zachwieje! – mówi Jahwe litujący się nad tobą. (11) O ty biedna, smagana burzami, niepocieszona! Oto Ja twe kamienie na diamentach osadzę, a fundamenty twoje na szafirach! (12) Blanki twych baszt wykonam z rubinów, a twoje bramy z kryształów i wszystkie twe mury z drogich kamieni. (13) A wszyscy twoi synowie uczniami Jahwe się staną. Wielka będzie pomyślność twych dzieci. (14) Utwierdzona będziesz w sprawiedliwości, wolna od ucisku – więc bać się nie będziesz, i bez trwogi – bo nie będzie mieć do ciebie przystępu. (15) Jeśli cię napadną, nie będzie to ode mnie; kto przeciw tobie wystąpi, przed tobą padnie. (16) Oto Ja stworzyłem kowala, który dmie na ogień z węgli i broń wydobywa do obróbki. Ja stworzyłem też burzyciela, by wniwecz obracał. (17) Wszelka broń przeciw tobie sporządzona – zawiedzie, a wszelki język, który oskarży cię w sądzie – pokonasz. To będzie udziałem sług Jahwe, a ich sprawiedliwość [pochodzi] ode mnie – mówi Jahwe.”

Trwam w zdumieniu… choć po tym czego dziś doświadczyłam, nic nie powinno mnie już dziwić! 🙂

TANIEC Z BOGIEM

Obudziłam się nad ranem. Było jeszcze ciemno. Serce wciąż bolało… Chciałam zacząć układać bukiety Madonnie, ale pomyślałam, że jestem taka brudna i i nie godna… Pomyślałam, że idę po cienkiej nitce wiary. Wokół mnie ciemność a ja idę niepewnie, po omacku… Widziałam swoje bose stopy na tej nitce.
Potem pomyślałam, że jestem jak ten celnik z przypowieści, który stoi w tyle świątyni, nie śmie oczu podnieść do Nieba. I błaga o litość. Taką siebie wyobraziłam. I też błagałam. I… nie wiem kiedy znalazłam się w Kaplicy Mamy i zaczęłam układać dla Niej kwiaty. Były piękniejsze niż kiedykolwiek… Kiedy tylko zaczęłam je układać, usłyszałam głos kobiety, znajomy już.
„Jesteś piękna w Jego oczach, bez względu na wszystko”. Szeptałam słowa modlitwy… I nagle znalazłam się w obecności Kogoś, kogo znałam i bardzo kochałam. Nie widziałam Go, ale widziałam, że jest przy mnie, we mnie. Bardzo blisko. „Jesteś Moja, nie oddam cię już nikomu!” Zaczął się mną cieszyć jak szalony! Obsypywał mnie darami. I cieszył się mną… jak wariat! A ja czułam się przy Nim ubezpiecza, wolna i szczęśliwa. Powiedziałam, że nie mam Mu co dać, bo nic nie mam. „Już Mi dałaś, siebie!”
I nagle porwał mnie do tańca! Cudnego, pięknego, wyzwalającego… szalonego jak On.

Nie wiem czy mi się to śniło, wydawało, czy było prawdziwe. Ale jeśli było prawdziwe to moja dusza tańczyła dziś z Ukochanym. I było cudnie! 🙂

W TWYM SERCU

Cierpię… dziś nie tylko fizycznie. Serce mnie boli, że Ciebie zraniłam, zdradziłam. Widzę, że nie mogę sobie ufać. I to też boli. Ale jednocześnie jestem już w Twoich rękach. W najlepszych. Oddałam Ci siebie – jak pisałam wcześniej. Całkowicie. Kiedy potem jeszcze się w Ciebie patrzyłam, Ty powiedziałeś, że jestem w Twym Sercu. Tak. Jestem w Nim. A Ty opatrujesz rany, które sama sobie zadałam. Leczysz. I cierpisz ze mną. Dobrze mi z Tobą, Panie.

NARESZCIE!

Ukochany… patrzę w Twoje oczy… Widzę w nich łzy. Łzy szczęścia. Że znów do Ciebie wróciłam… Oddałam Ci się zupełnie. Czuję się jak ta mała dziewczynka w objęciach swej mamy… Nie mam już nic co by mnie więziło, zniewalało, oddalało od Ciebie. Zerwałam z tym dziś w nocy… Oddałam to Tobie. „Oto się gorycz moja zamieniła w szczęście… rzuciłeś za siebie wszystkie moje grzechy”. Twoje oczy budzą we mnie taką ufność! „Teraz jesteś cała Moja, robaczku Mój, ukochana Moja”- usłyszałam na dnie mojego serca – Nareszcie!”
Nie potrafię opisać tego co się we mnie dzieje. Ból serca, że znów Ciebie zraniłam… a jednocześnie doświadczenie Twego przebaczenia, miłosierdzia. Twojej miłości! Oraz to. że jestem Twoja. Nareszcie!.
Dziękuje Ci Jezu!!!

PODOBNIE…

Zmiłuj się,  Boże, zmiłuj się nade mną…! Grzech mój jest stale przede mną. Oczu nie powinnam podnosić. Ze wstydu… korzyć  się przed Tobą i błagać o litość i miłosierdzie Twoje. I błagam… codziennie.
A Ty? Ty zdajesz się nie zauważać moich grzechów i słabości. Radujesz się, że Twoje dziecko wraca do Ciebie. Przytulasz je do Serca. Zranionego Serca.
Kilka lat temu byłam świadkiem pewnego zdarzenia. Byłam z rodzicami nad morzem, w Świnoujściu. Siedzieliśmy sobie na ławeczce, na promenadzie. Odpoczywaliśmy. Turyści spacerowali. Nie mogliśmy na nich nie patrzeć, bo ławeczka była ustawiona właśnie w stronę promenady. Więc, chcąc nie chcąc, patrzeliśmy. Było gorąco i sennie. Ludzie chodzili tam i z powrotem, spacerowali. Dzieci jeździły na wypożyczonych rowerkach lub gokartach. Jedli gofry, lody.
Nagle z pośród grupy ludzi wybiegła mała dziewczynka. Miała może cztery, może pięć latek. Była cała zapłakana, zrozpaczona, bezradna… Wołała mamę. Zorientowaliśmy się, że się zgubiła, ale zanim zdążyliśmy zareagować, podbiegła do niej młoda kobieta. Wzięła dziecko na ręce i zaczęła pocieszać. „Już dobrze, zgubiłaś się, tak? Nie martw się, zaraz znajdziemy mamę, zaraz znajdziemy. Pokaż gdzie ją widziałaś ostatni raz?” Zapłakana dziewczynka pokazała i kobieta z nią na rękach szybko poszła w tamtym kierunku. Zniknęły w tłumie.
Po krótkiej chwili zobaczyliśmy kobietę, w średnim wieku. Biegła z kierunku, który wskazała dziewczynka. Wzrok miała dziwny, szalony. Opuchnięta twarz od płaczu… kogoś szukała…
– Pewnie matka!!! – krzyknęłam.
Tato podbiegł do niej.
-Szuka pani córki??! – zawołał.
-Tak!!! Widział ją pan???-Tak! Poszła tam z młodą kobietą – pokazał tato – szukają pani. Musiałyście się minąć!!
– Dziękuję!!!
Kobieta pobiegła tam gdzie mówił tato.
My też tam poszliśmy, ale wolniej niż ta pani. Szukaliśmy dziewczyny i dziecka. Matka zniknęła w tłumie. A po chwili… 🙂 Zobaczyliśmy ją z córeczką na rękach. Odnalazły się… Matka i córka tuliły się do siebie. Płakały ze szczęścia. Wokół nich stały inne dzieci, chyba także tej pani. Ale dla niej, w tej chwili najważniejsza była ta zagubiona- odnaleziona córeczka. Tuliła ją do siebie, całowała, głaskała…
Podobnie zachowuje się Bóg, gdy nas/ mnie odnajdzie. Jest milionkroć szczęśliwszy…

SPAM

Od kilku dni walczę ze spamem na blogu. Chińczyki go opanowały 🙂 i publikują namiętnie swoje znaczki 😀
Nawet 15 komentarzy dziennie. Dla mnie to dużo, bo muszę każdy wyrzucić do kosza a klikać trudno. Więc postanowiłam te „namiętność” ukrócić. Ustawiłam blokady antyspamowe. A, że się na tym nie znam, zablokowałam blog całkowicie! 🙂 Nikt nie mogł go komentować, nie tylko Chińczyki. 😉
Ustawiałam kilka razy. I teraz chyba jest dobrze. Sprawdźcie jeśli możecie i chcecie. 🙂

SPOTKANIE…

Patrzyłam w Jego dobre, łagodne oczy. Dziś były radosne. Wpatrywałam się długo… „Lubię bardzo te chwile spędzone z Tobą, Ukochany, uwielbiam! Dziękuję, że Jesteś!” Patrzyłam dalej. A On patrzył we mnie. Z miłością. Pomyślałam, że ktoś na mnie z boku, myśleć może, że tracę czas.
„Uwielbiam z Tobą ‚tracić czas’ „.
W czasie naszego spotkania dotykam twego serca, robaczku i błogosławię ci”.
Pocałowałam Go w policzek… delikatnie…
„Jakże inny to pocałunek niż pocałunek Judasza…! Jakże odmienny! – głos był bardzo smutny- Jak bardzo pragnę takich pocałunków!
Patrzeliśmy w siebie nawzajem…
„Zachwycam się Twoim obrazem, ale tęsknię za Tobą… Prawdziwym. Takim jakim jesteś naprawdę”.
„Spotykasz się ze Mną. I niedługo już Mnie zobaczysz”.
„I będziemy wpatrywać się w siebie całą wieczność, tak?”
„Tak, ukochana!”

SERCE

Dziś, jak zwykle układałam kwiaty, bukiety Madonnie. Gdy już kończyłam, usłyszałam  znajomy Głos: „Żebyś ty, Moniko, wiedziała jak Ja ciebie kocham….” Głos był tęskny, smutny, a jednocześnie pełen mocy, silny. Potężny. Przeniknął mnie do głębi.
„Gdybym wiedziała jak bardzo mnie kochasz, Panie, nie szukała bym innych miłości… – pomyślałam smutno – a często szukam. A kiedy odkrywam, że to, co uważałam za miłość, jest jej podróbką, atrapą, zwykłym oszustwem, wracam do Ciebie”.
Rozmyślałam o tym, o Bożej Miłości…
Wpatrywałam się w Niego, w Jego oczy. „Kocham cię jak Ojciec córkę, jak Oblubieniec oblubienicę, jak Zbawca krzyż”.
„TY, który nie patrzysz na wygląd, ale patrzysz w serce – uśmiechnęłam się do Jezusa – co widzisz w moim? Pewnie wielki bałagan?
Patrzył we mnie rozpromieniony.
„Widzisz radość, szczęście, pokój?”
Widzę robaczku i wzrusza Mnie ten widok”.
„Moje  serce należy do Ciebie”.

MYŚLI I WALKA

„…tylko dlatego akceptuję cierpienie, godzę się na nie, bo Cię kocham. I wiem, że Ty mnie kochasz, nie wierzę w to, nie mam nadzieję. Po prostu wiem. Doświadczyłam. I ta pewność pozwala mi przetrwać. Cierpienie stało się częścią mnie. Jednak miłość jest większa. Przenika się z cierpieniem. Łączy się. Często staje się jednym. Nikomu wcześniej o tym nie mówiłam. Tylko Tobie, Ukochany. Często się uśmiecham, jednak ludzie nie wiedzą ile ten uśmiech mnie kosztuje. Często naprawdę wiele. Tylko dzięki Tobie się uśmiecham. Tylko. I kiedy się w Ciebie wpatruję, w Twój obraz, to potem kiedy zamknę oczy, widzę Ciebie. W nocy, kiedy nie mogę spać, też. I bardzo mi to pomaga. Jednak też bardzo tęsknię za Tobą. Nie za Twoim obrazem, ale za Tobą. Prawdziwym”- tak wczoraj rozmyślam o Umiłowanym i tymi myślami podzieliłam się z ks Tomkiem.

„Miałam ciężką noc, Jezu… – pomyślałam wpatrując się w Jego oczy – różne myśli, obrazy, złe, krążyły nade mną. Atakowały, napierały na mnie. Starałam się je odpychać od siebie, odsuwać…”
„Wiem. Byłem z tobą. Zło nie ma wstępu do twego serca, to w ten sposób próbują ciebie osłabić.
„Ale nie uda mu się, prawda? ”
”Prawda. Ja walczę razem z tobą”.

BYĆ ŚWIADKIEM BARANKA

Wjechałam do kościoła na Eucharystię. Przywitałam się z Umiłowanym. „Witaj  ukochana moja! Tęskniłem!” Tęsknił za mną… Obiecałam, że będę częściej do Niego przychodzić duchowo nocami. Trwać u Jego stóp. Będę z Nim. A On ze mną. Przede wszystkim ja GO potrzebuję. Przede  wszystkim ja…
Ksiądz w homilii mówił o dawaniu świadectwa. Pytał czy jesteśmy świadkami Chrystusa i jakimi świadkami jesteśmy. Mówił, że z dawaniem świadectwa łączy się przyjęcie krzyża, niesienie go. I miłość, dobroć. Mówił, żebyśmy byli tak dobrzy, żeby inni, widząc naszą dobroć mówili: „skoro oni są tacy dobrzy to jak dobry musi być Bóg, w którego wierzą”.
Po przyjęciu Komunii Św. prosiłam Ukochanego. żeby nauczył mnie być JEGO świadkiem.
„Jesteś nim, robaczku”.
„Staram się być… ale pragnę co dzień bardziej świadczyć o Tobie i Twojej Miłości. Ucz mnie tego, proszę…”
Uczę cię, umiłowana”.

PARALITYK

Dziś moja ulubiona Ewangelia. Utożsamiam się z tym paralitykiem, identyfikuję się z nim. „Ja też  jestem takim paralitykiem, niesprawna. Kłoda taka, którą dźwigają inni. Uzależniona fizycznie od innych. Pisząc ten blog często czuję się jakby oczy czytających były zwrócone na mnie. Patrzą na mnie z ciekawością, może ze zdziwieniem, a może i z niesmakiem. Nie wiem. I szczerze mówiąc nie bardzo się tym przejmuję (jakbym się przejmowała to pewnie nie pisała bym bloga. Ja wpatruję w Inne oczy. W Twoje oczy. W oczy mojego Zbawiciela, Pana i Oblubieńca. Ukochanego. Twoich słów słucham. Tobie ufam.Kiedy wpatruję się w Ciebie, nie istnieje nic innego. Tylko Miłość jaką mnie obdarzasz. Ciało mam słabe, stare, niewładne i ostatnio bardzo obolałe, ale w sercu tyle energii, radości i pokoju. Trudno to opisać!” – myślałam wpatrując się w oczy Ukochanemu.
On patrzył we mnie z wielką czułością.
„Bardzo cię dziś boli, robaczku, prawda?”
Przytaknęłam.
„Mnie też, razem ofiarujemy. Kiedy cię tak boli, jestem przy tobie. Bliżej niż myślisz.

CZAS RADOŚCI

Oj… 🙂 nie wiem jak ja tę dzisiejszą notkę napiszę (i pisać trudno, ale tym razem chodzi i o coś innego), ale Panie, obiecałeś pomóc. A więc do dzieła! 🙂

Wczoraj wieczorem rozmyślałam o mojej modlitwie różańcowej, że albo się budzę za wcześnie, albo za późno. Jak za wcześnie to czasem jeszcze zdarzy mi się przysnąć i modlitwa nie jest taka jakbym chciała. A jak za późno to czasem nie zdążę odmówić całego Różańca, bo przychodzi po mnie mama (i czasem proszę ją, żeby przyszła po mnie za chwilę, a czasem kończę go potem, w ciągu dnia, ale to już nie jest to samo co rano).
„Najlepiej jakbym budziła się ok. 4.00 – pomyślałam – wtedy mogłabym spokojnie i dokładnie układać bukiety dla Maryi”.
„Jutro obudź, proszę mnie ok 4-tej”- uśmiechnęłam się do Ukochanego. I zasnęłam.
Obudziłam się, chwilkę poleżalam. Włączyłam komórkę. Była dokładnie 4.03. „Wysłuchał mnie” – pomyślałam. Napisałam refren dzisiejszego psalmu na FB, przywitałam się z ks Radkiem i zaczęłam układać bukiety Madonnie. Spokojnie, powoli, kontemplując każde słowo. Dosłownie czułam jakbym z Nią rozmawiała…

Wpatrywałam się w oczy Umiłowanemu… patrzyłam i patrzyłam. „Jezu, Ukochany mój, Umiłowany!” – szeptałam. Przypomniałam sobie moje grzechy…
„Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Patrzył we mnie. „Nie pamiętasz: choćby wasze grzechy były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją. Twoje wybieliłem. Nie myśl teraz o swoich słabościach, oddałaś Mi je.
Milczeliśmy. „Moja korona cierniowa i gwoździe, które złożyłem…  ” Tak, są w moim sercu – przerwałam Mu- strzegę ich jak najdroższego Skarbu!”
„Są dowodem, że umiłowałem cię szczególnie, mój robaczku”. Oczy mi się zaszkliły ze szczęścia.
„Nie płacz, ukochana! Dość już w życiu płakałaś. Teraz jest czas radości”.
„To ze szczęścia, Panie!” Pocałowałam kącik Jego portretu.
„Jeśli chcesz, możesz pocałować Mnie w policzek”. Pochyliłam się i nieśmiało pocałowałam…
Patrzeliśmy w siebie rozpromienieni. On i ja…
„Oj, Jezu, nie wiem jak ja to wszystko opiszę na blogu” – uśmiechnęłam się do Niego.
„Nie martw się. Pomogę ci. Podoba Mi się jak piszesz”.
„I pamiętaj, jesteś piękna w moich oczach” – dodał po chwili.

MAŁY SAMUEL

Rano kiedy układałam kwiaty Madonnie, usłyszałam znajomy Głos: „Moniko! Kocham cię!” Uśmiechnęłam się i pomyślałam, że dla tej Miłości warto żyć i za Nią umrzeć. Odmawiałam dalej Różaniec.

„Oto jestem, wołałeś mnie nad ranem” – powiedziałam podobnie jak Samuel, patrząc w oczy Jezusowi. Patrzył we mnie radosny.
Zaczęłam Go prosić za moimi Dziećmi. Prosiłam, żeby ich strzegł od złego, był z nimi i błogosławił im.
„Jestem z nimi. Wszystko co się u nich dzieje, wyjdzie im na dobre. Panuję nad tym”.
Milczeliśmy. Po chwili zapytał: „Boli, prawda? ofiarujesz za nich.
Przytaknęłam.
Patrzeliśmy w siebie… On, Umiłowany mego serca patrzył we mnie z tak wielką miłością i czułością, że pragnęłam, aby ta chwila trwała i trwała…
„Chcesz być Moim Samuelem?” – zapytał nagle, ni stąd ni zowąd.
Zaskoczył mnie. Przecież Samuel był wielkim prorokiem. On też rozmawiał z Bogiem i namaścił Dawida na króla.
„Ja?”- zapytałam zdziwiona- Przecież czasy proroków już dawno minęły.”
„Chcesz?” – Głos zapytał ponownie, a Jezus na obrazie uśmiechał się czule.
„Tak”.
„Już dawno nim jesteś mój robaczku. Jesteś Moim małym Samuelem”.
Patrzeliśmy w siebie dalej…

POBYĆ Z UKOCHANYM

Dziś nie rozważałam Ewangelii. Tylko się w Niego patrzyłam. Potrzebowałam tego bardzo… po prostu pobyć z Umiłowanym.
Zauważyłam, że jest smutny, spytałam dlaczego. Milczał patrząc we mnie przenikliwie.
„Cierpisz…?” – raczej stwierdziłam fakt, niż zapytałam. „Ja też – dodałam po chwili – ofiaruję”.
„Razem ofiarujemy”- usłyszałam po chwili.
„Tak”.
„Ofiarowane cierpienie  ma wielką moc. Może zbawić świat”.
„Chyba już zbawiło?” – uśmiechnęłam się lekko.
„Ciągle zbawia. Dlatego tak często pytam cię, robaczku czy chcesz być ofiarą”.
„Rozumiem. Dziwię się tylko, że się mnie o to pytasz. Wiesz przecież co Ci odpowiem”.
„Szanuję twoją wolność, dlatego pytam”.
„Nie pytaj więcej. Proszę…”
Patrzał we mnie rozpromieniony.
„Chciałam odpocząć przy Tobie, Ukochany”.
„Odpocznij więc”.
Patrzyłam w Jego oczy, tak jasne i czyste… I odpoczywałam.

IDĘ

„Chodźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”- mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii do swoich pierwszych uczniów.

Wpatrywałam się w oczy Ukochanemu… i rozważałam tę scenę. Słowa Jezusa wydawały się być irracjonalne… pozbawione sensu. Mieli porzucić swoją pracę, z której mieli dochód. Mieli zostawić swoje rodziny, rodziców, domy i pójść za nieznanym Nauczycielem. To zdawało się być niedorzeczne. A jednak gdy tylko usłyszeli „Chodźcie za Mną”, zostawili wszystko i poszli za Nim. W nieznane. Nawet się nie namyślali. Poszli.
„Może zobaczyli Twoje oczy, Jezu – pomyślałam – jest w nich coś takiego… pociągającego. Tajemniczego. A jednocześnie budzącego zaufanie, ufność. Wręcz pewność.
Gdybym wtedy je zobaczyła, też bym za Tobą poszła”. Uśmiechnęłam się do Niego. „I teraz też idę za Tobą. Staram się przynajmniej… a im dalej idę to widzę wielkie rzeczy, jakie we mnie działasz”
„Chodź za Mną a zobaczysz rzeczy jeszcze większe. Odkryję przed tobą swoje tajemnice. Chodź za Mną”- usłyszałam.
„Idę, Ukochany”.

KOCHASZ…

O mój Umiłowany… dzisiaj trudno mi pisać. Ty wiesz dlaczego… Jednak chciałam, choć troszkę. Dziś na Mszy Św, po Komunii, trwałam w  dziękczynieniu. Mówiłam, że Cię kocham, uwielbiam.
„Jesteś Moim umiłowanym dzieckiem, robaczku, w tobie  mam upodobanie”.
Zdumiona jestem… Co chwilę upadam, a Ty mnie podnosisz i mówisz, że mnie kochasz.

RADOŚĆ UKOCHANEGO

Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii patrzyłam w Umiłowanego. W Jego Oblicze. I rozmyślałam… tzn rozmawiałam z Nim w myślach. „Ukochany, ludzie widzący Twoje cuda, uzdrowienia, chodzili za Tobą. Żeby Cię słuchać i uzyskać uzdrowienie. A Ty usuwałeś, odchodziłeś na pustynię, żeby się modlić, Chciałeś być sam na sam z Ojcem. Czerpałeś siłę z rozmowy z Nim, siłę i moc. Ja też jestem z Wami na pustyni. Cichutko, żeby Wam nie  przeszkadzać… i ofiaruję… Twój robaczek”.
Jezus patrzył we mnie.., „Ach robaczku, nawet nie wiesz jak wielką radość mi tym sprawiasz!” – usłyszałam w głębi serca.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com