OD NIEGO

Jesień… Zimno, deszczowo, smutno… Na dworze.
A moim sercu radość, szczęście. Poczucie, że mogę wszystko.
Choć tak naprawdę nie mogę prawie nic.
W NIM mogę wszystko.
Maluję łąkę. Kolorową. Maki, słonecznik, różne odcienie zieleni.
Motyl.
Czasem gwar dzieci. Czasem cisza. Czasem włączę sobie
” Akatyst ku czci Bogurodzicy”. Słucham, kontempluję…
Czasem zanucęWitaj, Oblubienico Dziewicza…”.
 Nucę i maluję. Często mam wrażenie, że maluje się “samo”. haha
Kilka dni temu na czacie na katolik.pl znowu ktoś mnie pytał czy jestem szczęśliwa. Odpowiedziałam, że tak. Nie zdziwił się. ” A skąd bierzesz siłę?” – spytał.
“Od Niego” – napisałam.
 Wszystko mam od Niego.


O MIŁOŚCI, KRZYŻU I….

Często rozmyślam o Twojej Miłości. O Tobie. Bo Ty jesteś  Miłością. Im dłużej o Niej myślę, tym bardziej nie mogę Jej zrozumieć. Pojąć. Patrzę na krzyż stojący na komodzie,myślę: “aż TAK mnie kochasz! “. Kiedy jest pochmurno mój krzyż jest stalowy, zimny, ciężki. A nawet odpychający. Lecz kiedy przez okno wpadnie choćby jeden promień słońca, jego ciężar znika, a krzyż mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Jest wtedy piękny i radosny. Tak… Krzyż może być radosny. Ale tylko wtedy kiedy niesie go i umiera na nim Miłość. Czyli Ty. Twój krzyż piękny nie był… Przeciwnie. Umierałeś na drzewie hańby i odrzucenia. Jak złoczyńca. Nikt nie chciał na Ciebie patrzeć. Odwracali głowy z obrzydzenia…. I teraz też często odwracają. Wyśmiewają. Szydzą. Ci, za których Ty umarłeś. Z Miłości. Do nich. Do nas. Do każdego. Na tym polega Twoja szalona wręcz Miłość. Nikogo nie odrzucasz.
 Panie… zechciałeś podzielić się ze mną swoim krzyżem. Swoim cierpieniem. Swoim bólem. Swoją Miłością. Zaufałeś mi. Słabej i bezradnej.  Dziękuję Ci za to. Uwielbiam Cię za to. Moja Miłości. Mój Ukochany.
Dziękuję Ci za mój krzyż. To prawda, jest ciężki, ale ile dobrych rzeczy dzięki niemu pozwoliłeś mi zrobić. Ile dobrych ludzi dzięki niemu ciągle stawiasz na  mojej drodze….
Dziękuję.

DZIECIĄTKO

  

Zobaczcie 🙂 To moje dzieciątko. Tak mniej więcej wygląda. Ma ponad 2 miesiące. Widać już  główkę,kręgosłup …  Żyje. Rozwija się. Jest bezpieczne Ma dobrego opiekuna i Obrońcę. Najlepszego. Boga Ojca. Troszczy się o nie. Strzeże. Chroni. Pieści je. Kocha. Bardziej niż matka i ojciec.Rozpromienia się na widok dzieciątka. Kształtuje je. Stwarza. Proszę Go o to.Dziękuję Mu za nie. Nieustannie. Moje dzieciątko…  Żyje dzięki Bożej Miłości i Miłosierdziu.

Cudne, prawda?

TY WIESZ

Właściwie nie wiem o czym pisać…. Trudno mi pisać. Zresztą TY wiesz jak jest. Ja wiem, że TY wiesz.
Wiesz,  że jest coraz gorzej, trudniej.
Jesteś ze mną, wiem to. Cierpisz ze mną.
Cierpimy razem. Wspólnie.
Cierpienie zbliża nas do siebie. Mnie do CIEBIE. I CIEBIE do mnie.
Razem…
Czę­sto ogar­nia zwąt­pie­nie.Że już nic nie wiem.
Mimo wszystko jedno wiem napewno. Chcę ten krzyż nieść razem z TOBĄ. TY jesteś moją siłą. Tylko TY. Bez CIEBIE bym się poddała. Zdaję się całkowicie na Ciebie. Sobie ufać nie mogę. Słaba jestem. Podtrzymuj mnie.
Proszę.

Ty wiesz…

Bądź uwielbiony Boże.

NERGAL

 Najpierw fakty:
              KONCERT
              WYROK SĄDOWY

 „Swoista forma sztuki” Tak….Tak orzekł sąd. Niezawisły i bezstronny. Według mnie jednostronny. Gdyby to co zrobił z Biblią, zrobił z Koranem, w kraju muzułmańskim byłby zlinczowany. A tu jest uniewinniony.  Jego wypowiedź zgodną z “metalową poetyką grupy Behemoth” oraz kierowaną do”określonej i hermetycznej publiczności”. Tak uznał sąd. Czy sąd widział to co ja – i każdy katolik, każdy człowiek wierzący i normalny? Czy raczej zobaczył to co chciał  zobaczyć?  Adam Darski od dawna w swoich utworach znieważa  katolików i Chrystusa :

 Lucyfer

I’m Not Jesus

W normalnym katolickim kraju, Nergal zostałby skazany za obrazę uczuć religijnych. Jego działalność zostałaby napiętnowana. Byłby odsunięty z przestrzeni  publicznej.

Tak powinno być w kraju. Czy Polska jest jeszcze krajem katolickim? Widać nie bo p. Nergal jest bezkarny. W mediach mówi się o nim jak o bohaterze…. autorytecie. TVP zatrudniła go  w roli jurora w programie „The Voice of Poland”. ‘’ Pierwszy satanista Rzeczpospolitej, znany z romansu z Dodą i podarcia Biblii, został przez szefów telewidzów rozgrzeszony. Uznano, że Nergal  nadaje się do niesienia misji telewizji publicznej. Nergal zasiądzie w jury,które uczestników będzie oceniało tylko na podstawie ich głosu – w trakcie przesłuchania jurorzy będą siedzieli tyłem do uczestników. ‘’

Po wyroku sądu Darski powiedział:  „(…) jestem pewien,że kroczę właściwą ścieżką do niczym nie skrępowanej wolności!Bitwa wygrana, ale wojna jeszcze się nie skończyła. Heil Satan!”. Co myśleć o dorosłym człowieku, którego pozdrowieniem jest „Heil Satan!” i który robi sobie zdjęcie, przebrany za papieża, pokazując gest szatana?  

Zaskoczyła mnie wypowiedź w tej szokującej sprawie księdza Adama Bonieckiego:

http://www.tvn24.pl/-1,1717750,0,1,ks-boniecki-reakcja-kosciola-ws-nergala-za-mocna,wiadomosc.html

Ja nie wiem czy uprawiający”swoistą formę sztuki” polegającą na darciu i znieważaniu Biblii Nergal, jest w TVP “delikatny i kulturalny”, bo nie oglądam tego show.  Wiem jedno : w tej sprawie  Kościół Katolicki musi mówić jednym głosem.Jednoznacznie. Dla wierzącego, praktykującego katolika ( w tym dla mnie) Darski to satanista a to co zrobił z Pismem Świętym to bluźnierstwo.  Tak naprawdę każdy to wie. Dlaczego tak mało katolików reaguje? Dlaczego ci co reagują , są traktowani jak margines? W imię‘’tolerancji’’ ? Wolności słowa?
Są takie sytuacje kiedy trzeba się opowiedzieć. Jednoznacznie. Jasno.Konkretnie.
Nie możemy siedzieć potulnie i nie reagować. Może jesteśmy w mniejszości ale nie możemy pozwolić, żeby zło, satanizm i anty kultura były promowane.

  Uważam też, że musimy modlić za p. Adama Darskiego – Nergala, bo przecież w gruncie rzeczy, to człowiek chory, który cierpi, który zagubił sie w życiu, a niebawem stanie przed obliczem Ojca Niebieskiego… i modlitwa i Dobro są mu chyba bardzo potrzebne. Nawrócenie czyli zmiana – przemiana – myślenia to coś czego  możemy być świadkami, gdy tylko o to poprosimy. Więc proponuję modlitwę  błagalną o nawrócenie Adama Darskiego. O to, by poznał Prawdę, Drogę i Życie w zetknieciu z Miłością Miłosierną.

 

 

 

Komentarz na katolik,pl

Mój komentarz na 18-09-2011

Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami.(…)
Bo jak niebiosa górują nad ziemią
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi

Iz 55,8-9
 
Logika Boga jest inna niż logika człowieka. Bóg nie zastanawia się “co ja z tego będę miał’’. Nie kalkuluje, nie zastanawia się. Daje To co ma najlepszego. Od razu. Miłość. Szuka człowieka. Rano. W południe. Wieczorem. Każdy jest Mu tak samo drogi. Bezcenny. Kochany. Każdego obdarza sprawiedliwie Swoimi darami. A my? Często oburzamy się na Niego, że innym daje więcej niż nam. Choć, według nas, wcale na to nie zasłużyli. Logika Boga. Logika Miłości.

                               Katolik.pl

GŁOS

 Wczoraj w sejmie odbyła się najpierw debata a potem głosowanie. Posłowie opowiedzieli się za zabijaniem

dzieci nienarodzonych.Chorych. Niepełnosprawnych. Nieważne- ludzi – po prostu. Według większości posłów nie mają one prawa żyć. Można je zabijać dalej. W świetle polskiego prawa.
Zdecydowali o tym między innymi minister zdrowia. E. Kopacz. Minister zdrowia,lekarka, której naczelnym obowiązkiem, powołaniem, jest troska o zdrowie i życie człowieka.Pacjenta. Szczególnie tego najmniejszego, najbardziej potrzebującego pomocy,opieki i troski.
Głosowała za zabijaniem.
Za mordowaniem człowieka w białych rękawiczkach, głosował także J. Gowin.Katolicki intelektualista. Przynajmniej tak o sobie mówił do tej pory. Pisał artykuły w ” Gościu Niedzielnym. Komentował Ewangelię. Czytałam te komentarze…
Głosował ” za”.
Tak głosowało wielu innych posłów i posłanek. Katolików.

Oddali swój głos,  wci­ska­jąc guzik “ za“ lub “prze­ciw“. Albo wstrzymali się od głosu. W tym wypadku brak odpowiedzi to też odpowiedź. Bardzo jasna.

“Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi.’’ –rzekł Bóg do Kaina, gdy ten zabił brata.
Krew zabijanych dzieci też woła do Boga. Głośno woła, swoim niemym krzykiem.

Usłyszmy ją. Bądźmy Głosem tych dzieci. Póki nie jest za późno.

Jeśli nie jest za późno…

       GŁOS księdza Tomasza – Wojna  

Żeby nie być gołosłowną – wyniki głosowania.

……………

  
   Pigułki z abortowanych dzieci.

Od kiedy przeczytałam, że z ciał zabijanych dzieci wytwarza się afrodyzjaki a w restauracjach serwuje się zupę z płodu nie mogę dojść do siebie. Nie mogę myśleć o niczym innym…. Mój umysł tego nie ogarnia, nie przyjmuje. Nie potrafię tego zrozumieć. I nie chcę. Szok. Gniew. I jednocześnie rozpacz, że nic nie można na to poradzić, że nie można tego zatrzymać. Ciarki przechodzą po plecach… Do czego jeszcze może posunąć się człowiek? Co jeszcze może wymyślić? Strach się bać….

Prosimy o modlitwę.

JESTEŚ

Noc, cisza…Nic nie widzę.Kształty przedmiotów zatarte. Widać tylko czarny zarys krzyża stojącego na komodzie… I ciemność w sercu Ból i samotność. Bezradność i niemoc. Wołam Cię. Proszę, żebyś był zemną. Niby nic się nie zmienia na zewnątrz. Nadal ciemno i cicho. Jednak moje wnętrze zaczyna napełniać wielka radość i pokójPrzychodzisz nienamacalnie i  Jesteś. Jesteś ze mną.Trwasz. Słuchasz. Z Tobą ciemna noc staje się Światłem. Ból ofiarowaniem.Słabość siłą. Ty jesteś w tym. Jesteś. To nic, że boli. Ty cierpisz ze mną, nie jestem sama. Pocieszasz mnie. Najważniejsze, że Jesteś. Doświadczam Ciebie,Twojej obecności bliskości miłości każdej bezsennej nocy.  W Tobie mogę schronić, wyżalić. Tobie ofiarować. Jesteś. To najważniejsze. Więcej nic się nie liczy. Nic i nikt.Tylko Ty. Dziękuję, że Jesteś. Jezu. Moja miłości.

Komentarz na KATOLIK.PL

 http://www.katolik.pl/
Mój 1- szy (i mam nadzieję, że nie ostatni) komentarz do niedzielnej Ewangelii. Można go przeczytać, dziś, sobotę, klikając na link
“komentarz na jutro”, albo bezpośrednio w niedzielę, wtedy będzie widoczny na głównej
stronie.Dla tych co nie zdążą :

 “Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił,wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami,bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich,krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc,że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich:”Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Na to odezwał się Piotr: ”Panie, jeśli to Ty jesteś,każ mi przyjść do siebie po wodzie!” A On rzekł: ”Przyjdź!”Piotr wyszedł z  łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: ”Panie, ratuj mnie!” Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: ”Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś,którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: ‘Prawdziwie jesteś Synem Bożym'”

„Wierzyć to  znaczy chodzić po wodzie…’’ – mówią słowa oazowej piosenki. Dzisiejsza Ewangelia przytacza obraz Jezusa kroczącego po jeziorze. To z punktu widzenia człowieka nie logiczne wręcz nierealne. Nie można przecież  chodzić po wodzie… Tak myśleli uczniowie widząc Jezusa. Przestraszyli się. Myśleli, że to zjawa. Jezus ich uspokaja:”Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się’’. Wtedy Piotr chce przyjść do Niego. Po jeziorze.Jezus mu pozwala. Piotr idzie. Jest pełen wiary, entuzjazmu i zachwytu. Ta wiara, zachwyt i uwielbienie dla Jezusa niosą go jakby po wodzie. Jest  pewien, że z Nim może zrobić wszystko. Nawet dokonywać rzeczy po ludzku niemożliwych. Gdy był w pewnej odległości od łodzi zdał sobie sprawę z tego, co robi. Szybko ocenił całą sytuację. Logicznie,rozumowo, praktycznie. Był przecież rybakiem i wiedział, chodzenie że po wodzie to rzecz niemożliwa… Zaczyna tonąć. Ostatkiem sił woła: ‘’Panie ratuj mnie!’’.Jezus natychmiast podaje mu rękę i wyciąga z wody. Ratuje go.

Każdy z nas w swoim życiu doświadcza tego, co Piotr.Wielokrotnie pod wpływem łaski danej z Nieba, czujemy się silni, mocni, wydaje się nam, że wiara nasza jest niezachwiana, ufność wielka. Uważamy, że nic nie odłączy od miłości Jezusa. Czynimy zapewnienia, podejmujemy postanowienia. Często emocje biorą górę. Łatwo wtedy zapominamy, od kogo pochodzi ta moc i zamiast zachwycić się Bożym działaniem- przypisujemy to sobie. Przestajemy wpatrywać się w Boga a zaczynamy w siebie. Często upadamy, gdyż nie widzimy Jezusa.Często wydaje On się nam zamgloną zjawą. Tracimy punkt odniesienia i ‘’grunt’’pod nogami.

Kiedy jednak zaczynamy sobie uświadamiać, że sami z siebie nic zrobić nie możemy. Że tylko z Bogiem możemy zrobić wszystko. Że sami jesteśmy słabi i grzeszni. Trzeba ukorzenia się przed Bogiem i stwierdzenia,przyznania się do swojej ogromnej słabości. Potrzeba prośby o przebaczenie.Wtedy wystarczy pokornie zawołać: „Panie ratuj mnie!”. Jezus tylko czeka,żeby  podać nam swoją dłoń, wyciągnąć z pychy, umocnić, przebaczyć, uzdrowić.

Wtedy znów z ufnością wyznać „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”. I znów możemy z Nim kroczyć po jeziorze naszego życia.

I ufać Jemu, nie sobie.

 


MOJE DZIECKO – DAR OD BOGA

26 lipca to dla mnie dzień szczególny. Wyjątkowy. Święto. Dziś urodziło się moje dzieciątko, które duchowo adoptowałam. Dziewięć miesięcy temu. Przez ten czas  zdążyłam się z nim zżyć. Jakby zaprzyjaźnić.A dzisiaj się  narodziło. Przyszło na świat. Żyje. Dzięki wielkiej dobroci i miłości Pana Boga. Dzięki rodzicom, którzy zechcieli je przyjąć. I dzięki mojej adopcji. Jestem bardzo szczęśliwa, że ono żyje. Nie wiem gdzie się urodziło,ani czy to chłopczyk czy  dziewczynka.Nie to jest dla  mnie najważniejsze.

Najważniejsze dla mnie jest to, że ono żyje.

 9 miesięcy się za nie modliłam,  jak matka…. Ofiarowałam  cierpienie. Bóg miłosierny czuwał, czuwa i będzie czuwał nad nim. Jestem o tym przekonana. Pewna.

To wszystko dzięki Niemu.Dzięki Ci Boże !!!     

Za to, że dałeś mu życie. Kochających rodziców. A mnie uczyniłeś  duchową  matką tego dzieciątka. Dzięki Ci.    

Jutro adoptuję drugie.  haha 

SZCZĘŚCIE

Nie bardzo wiem od czego zacząć….Może przedstawię dwie sytuacje.  Na czacie, na katolik.pl.zarejestrowałam się w styczniu i od tego czasu rozmawiam z różnymi ludźmi.Często sami mnie o to proszą. O rozmowę, o radę. Jakiś czas temu ktoś ( w dalszej rozmowie okazało się, że była to dziewczyna) mnie ‘’Czy Bóg w ogóle wysłuchuje modlitw? Tyle się modlę i nic. Co to zna­czy „zaufać Jezusowi“. Co trzeba zrobić, żeby Mu zaufać?  Odpowiedziałam, że mnie często wysłuchuje a‘’zaufać  to  uwierzyć Mu na słowo. ‘’ Jesteś szczęśliwa?’’- spytała.  ‘’ Tak, jestem. Bardzo’’-odpowiedziałam.  ‘’ Pewnie masz dobrego męża, pracę, dzieci?’’ –spytała. Odpowiedziałam, że nie i pokazałam jej swój blog.  Kobieta chwilę milczała. Widocznie pobieżnie czytała bloga. Po chwili wyskoczyło w okienku: ‘’ I Ty piszesz, że jesteś szczęśliwa??!’’ Odpowiedziałam spokojnie, że tak. ‘’ Ja na twoim miejscu załamała bym się!! Obraziła na Boga! ‘’ . ‘’ Jak mogę się na Niego obrazić, skoro On jest ze mną.  Pomaga mi’’ – odpisałam. ‘’I nie chciałabyś chodzić?’’.  ‘’ Nie’’. Kobieta chwilę milczała. Po chwili napisała :’’ wybacz ale nie wierzę ci”’.  ‘’ Mówię jak jest- odpisałam – Nie musisz mi wierzyć’’ Nie odpowiedziala.

A mi zrobiło się jakoś tak smutno. Nie dlatego, że mi nie wierzyła.  ‘’ Co to znaczy zaufać Bogu….-pomyślałam – Uwierzyć Słowu na Słowo’’.

I druga sytuacja. Też z czatu katolik.pl. Napisał do mnie mężczyzna. Informatyk – programista.  Miał bardzo trudną sytuację życiową.Prowadziliśmy rozmowy o Bogu, życiu, wierze. Czasem o niczym. Któregoś razu spytał czy chciałabym mieć program ułatwiający mi pisanie. ‘’A można taki kupić?’’- spytałam. ‘’Kupić nie- odpowiedział – ja mogę napisać. Specjalnie dla ciebie’’. Zdziwiłam się bardzo. ‘’ Dla mnie?? – spytałam. Odpowiedział, że przecież jest programistą i napisanie takiego programu to dla niego „pikuś ‘’.Zapytał jak klikam, żeby np. napisać „ą’’ albo ‘’ ł ‘’. Napisałam, że używam „opcji ułatwień dla niepełnosprawnych, która jest w Windowsie. Przyzwyczaiłam się do tego. Doszliśmy do wniosku, że nie trzeba tego zmieniać. Nowego programu musiałabym się nauczyć,  a to by potrwało.  Intrygowało mnie jednak dlaczego mi to zaproponował. Tak sam z siebie. Spytałam go oto. Na  początku nie chciał odpowiedzieć.Wysyłał uśmiechy. W końcu napisał : „ nawet nie wiesz ile dla mnie zrobiłaś…chciałem ci się jakoś odwdzięczyć’’. Zatkało mnie. ‘’ Ja??? – napisałam. ‘’ Tak,przywróciłaś mi wiarę w człowieka. A napisanie tego programu było by tylko cząstką wdzięczności. Nigdy nie zdołam podziękować za to co dla mnie zrobiłaś’’.

Dwie sytuacje. Dwie osoby. Dwa spojrzenia na świat, Boga,ludzi……

A ja ? Naprawdę jestem szczęśliwa. Nikt nie musi w to wierzyć. Bóg jest ze mną, pomaga mi. Podtrzymuje. Umacnia.

Co z tego, że coraz częściej jestem cała  obolała i bezsilna. On JEST w tym wszystkim.

Mam Wszystko czego mi trzeba do szczęścia. Bo mam Jego.

 

 

 

 

SŁOWO

  Jezu….Wystarczyło jedno Twoje Słowo, które poruszyło najgłębsze zakamarki mojego serca a wszystko stało się jasne.

Przejrzyste.

Świetlane.

Proste.

W jednej chwili.

Sekundzie.

Olśnienie.

Podczas gdy chwilę  wcześniej wydawało, się trudne, zagmatwane. Nie do przeskoczenia. Nie do zaakceptowania.

Teraz nie ma problemu, żadnego.

Jest pokój, radość, szczęście.

Jeśli Ty tego chcesz, nic mi do tego.

Bądź wola Twoja !

Wystarczyło Twoje Słowo.

Słowo Życia !

ODKRYCIE

Panie,

jest inaczej

niż być miało

 

ani góry,

ani morwy

nie rzucają się w morze na moje słowo

 

nieustannie idzie na burzę,

nieustannie czerwieni się zasępione niebo.

fale zalewają łódź. a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

 

mam kilka ryb,

siedem chlebów

i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia

 

dotykałem tylekroć

Twojego płaszcza,

a nie jestem zdrowy

 

Ojciec Niebieski

ma coraz mniej pracy

z liczeniem moich włosów

 

a jestem w gorszym

położeniu niż Jair,

bo nie mam córki

 

mam oczy, a nie widzę,

mam uszy, a nie słyszę;

często też wpadam w ogień i w wodę

 

moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od twojej śliny, 

stąd też widzę niewyraźnie

 

ani odcięta prawica,

ani wyłupione oko

nie uczyniły mnie lepszym

 

Tęsknię za Tobą.

Ulituj się nade mną.

Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić

 

Ks. Jerzy Szymik

 

Piękny wiersz… dziękuję Karolino.

Ja już o nic Boga dla siebie nie proszę. Bo wszystko co mi potrzeba , mam. Od Niego. Proszę tylko o to, żeby był przy mnie. We mnie. O Jego Obecność. Jeśli będzie przy mnie będę miała Wszystko. I Jest przy mnie.
Rozważając dzisiejszą  Ewangelię…….:

 Jezus powiedział do swoich uczniów: “Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”. Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili miedzy sobą: “Co to znaczy, co nam mówi: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»; oraz: «Idę do Ojca»?” Powiedzieli więc:”Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi”.

Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich:”Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»? Zaprawdę, zaprawdę,powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wybędziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość”.(J 16, 16-20)

Dokonałam pewnego odkrycia, które zmieniło moje podejście do choroby, cierpienia, bólu.

Spytałam siebie co mnie w życiu cieszy. Pośród wymienianych Radości, znalazło się dzieciątko, które duchowo adoptowałam.

Zatrzymałam się nad nim dłużej.

„Dzięki twojej chorobie, cierpieniu, dzięki temu, że ofiarowałaś je Bogu, Żyje Człowiek” – usłyszałam w swoim wnętrzu.

Uderzyło mnie to.

Niby o tym wiedziałam ale teraz jakby odkryłam to na nowo.

Dzięki mnie żyje człowiek.

Czy to nie powód do radości??

Do WIELKIEJ  RADOŚCI!!!

Pomyślałam, że Jezus ofiarował Swoje Życie za mnie, nie myślał, czy Go  boli, czy nie. Ofiarował z Miłości. Skoro pragnę Go naśladować ( a pragnę), powinnam spróbować być jak On. Ofiarować swoje życie ( i wszystko co się z nim wiąże)  Bogu w intencji życia tego dziecka.

Przecież zrobiłam to z miłości  do Niego. I do dziecka.

Przecież kocham je.

Te przemyślenia sprawiły, że byłam ( i jestem ) gotowa dziękować Bogu za moją chorobę.

Jednak nie jestem do niczego.

Jestem Jemu do CZEGOŚ potrzebna.

Dzisiaj to odkryłam. Na nowo.     

 

 

 

 

 

 

 

” DÓŁ “

Bywają takie dni kiedy po prostu mam „doła”. Kiedy myślę, że jestem do niczego. Samotność doskwiera,bezradność i niemoc też.

Ból…

Taka chwila słabości.Ciemności…. Smutku.

Wtedy przychodzi On i przysyła mi „ Swoich ludzi”. Doświadczam tego często. Ostatnio zwłaszcza. Przez ostatnie kilka dni przeprowadziłam kilka rozmów z ludźmi, którzy bardzo mi pomogli. Obcy ludzie.

Ktoś kiedyś powiedział, że na chwilę słabości nie można sobie pozwolić. Że trzeba być silnym. Za wszelką cenę.

Nie zgadzam się tym.

Na taką chwilę słabości można sobie pozwolić. Nawet trzeba.

Taka chwila pozwala uświadomić własną słabość i nicość. Pozwala spokornieć.

Ale pozwala też doświadczyć(przynajmniej mi ) wielkość i dobroć Boga.

Jego opiekę. Miłość do mnie.

Pozwala doświadczyć, że w  tym wszystkim (słabości, bólu, samotności) jest On.

Jest przy mnie.

Pomaga mi.

Pochyla się nade mną, bierze moje słabości, mój krzyż. Podnosi mnie i mówi :

„Nie bój się, Jestem z tobą”.

 

Kto nie doświadczył własnejsłabości, ten nigdy silny nie będzie.

 

 

 

 

MIGAWKI Z PODRÓŻY

10 maja wróciłam z wyprawy.
Wróciłam, trochę odpoczęłam i piszę :). To była długa wyprawa i z przygodami 😉
Ale od początku. 1 maja wyruszyliśmy mama, tato i ja, w znakomitych nastrojach. Cieszyliśmy sie, że odpoczniemy od codzienności, w spokoju, bez nerwów. Mijamy jedną policję, potem drugą. Ujechaliśmy tak ponad 100 kilometrów. Kiedy nagle tato mówi : ” WRACAMY DO DOMU”. Mama i ja zdziwione pytamy, dlaczego. A tato:”zapomniałem dokumentów”. Od razu wszyscy umilkli. Dobry nastrój prysł. Zawróciliśmy.
Zawróciliśmy do domu po dokumenty…Tato wziął je i wyjechaliśmy jeszcze raz. Tym razem bez przygód :).
Do Częstochowy dotarliśmy ok. 17.30. Odpoczęliśmy trochę i poszliśmy na Mszę. To był 1 Maj- dzień beatyfikacji JP II. Pod wałami Jasnej Góry Przeor odprawiał uroczystą Mszę dziękczynną. Pięknie było. Ale barrrdzo zimno. Przenikliwy wiatr.
Potem był Apel. Również bardzo uroczysty. Kiedy weszliśmy do Kaplicy, było już dużo ludzi. Kiedy zobaczyli wózek inwalidzki- a na nim mnie- jeden po drugim zaczęli się przesuwać. Tak, że nie wiem kiedy znalazłam się przed Obrazem Czarnej Madonny.
Oko w oko. Oddałam Jej wszystkie intencje, z którymi przyjechałam. Osobistymi i tymi, które powierzyli mi przyjaciele.
To było bardzo osobiste przeżycie. Trudno je opisać…

Po Apelu jeszcze miał być pokaz sztucznych ogni ale już na niego nie czekaliśmy. Było bardzo zimno a my byliśmy zmęczeni.Na drugi dzień rano, po Mszy, pojechaliśmy do Krakowa.W Krakowie było cudnie :). Bardzo lubię Kraków. Byliśmy cztery dni. Zwiedzaliśmy trochę. Mniej niż zwykle. Byliśmy na Wawelu – w Katedrze i w Zamku. Cały dzień. Zwiedziliśmy też Collegium Maius. Aha, i Muzeum Etnograficzne. A tak, to…. 🙂 chodziliśmy po Krakowie. Po Starym Rynku, sukiennicach. Kościołach. Poszliśmy nad Wisłę. 🙂 Po prostu odpoczywaliśmy.Potem Pojechaliśmy do Krynicy. Jechaliśmy cały dzień. GPS co chwilę się psuł. Musiałam go ustawiać. Na drugi dzień padało. Prawie cały czas. Pół dnia siedzieliśmy w Domu Zdrojowym a drugie pół chodziliśmy po deszczu. W płaszczach przeciwdeszczowych :)).Na drugi dzień pojechaliśmy do Wisły. Do Małysza ;). Podobała mi się jazda. Same serpentyny. Super ! 🙂 Mnie się podobało a mama się bała.W Wiśle noclegi mieliśmy w Ośrodku Sportowym dla niepełnosprawnych. W internecie znalazłam. Była winda a przy pokoju duża łazienka.Krajobrazy były cudne ale wszędzie daleko. I albo pod górkę, albo z górki. Ciężko pchać wózek. Widziałam rzekę ( a właściwie strumyczek ) Wisłę. Potoczek wąziutki. Widziałam pstrągi wygrzewające się na kamieniach. :)Byliśmy przy skoczni im. Adama Małysza. W mieście na rynku stoi duży kościół protestancki, katolickiego nie widziałam. Chyba większość mieszkańców to ewangelicy.W Wiśle byliśmy dwa dni (mieliśmy być trzy , jednak zdecydowaliśmy się wrócić wcześniej). Nikt w domu nie wiedział, że wracamy. Zrobiliśmy niespodziankę :).Kiedy wracaliśmy do domu, zadzwoniła moja siostra. Pytała gdzie jesteśmy. Mama oględnie powiedziała, że zwiedzamy i, że zadzwoni później. Ja dodałam „Tak, zadzwonisz. Do drzwi”. :))Kiedy przyjechaliśmy do domu, dzwoniliśmy do drzwi , siostra przywitała nas słowami : „ Śniło mi się, że byłam w górach i jakoś mi się nie podobało, więc wróciłam dzień wcześniej”.

PIERWSZA, OBY NIE OSTATNIA (Komunia)

  Właśnie wróciłam z uroczystości  I Komunii Św. Miałam w rodzinie. W sąsiedniej parafii. Uroczystość była piękna. Dzieci dobrze przygotowane, mądre kazanie księdza proboszcza. Kościół udekorowany. Zastanawiam się tylko co będzie dalej…? Ile dzieci będzie dalej kontynuowało i zacieśniało swoją więź z Jezusem, a dla ilu Pierwsza Komunia będzie… ostatnią?
Ksiądz tłumaczył i prosił, szczególnie rodziców, żeby dawali swoim dzieciom przykład. Żeby nie zmarnowali ich wiary, żeby nie okłamywali swoich dzieci. Żeby chodzili razem z nimi na Mszę Świętą. Żeby klękali razem do modlitwy.
Czy rodzice posłuchają tych próśb księdza…? Zobaczymy.
Na zakończenie “białego tygodnia” dzieci otrzymają egzemplarze Pisma Św. Nowego Testamentu. Uważam ten pomysł za znakomity. Dzieci będą mogły dowiedzieć się jeszcze więcej o Jezusie. Oczywiście wtedy, gdy rodzice ich do tego zachęcą. Pomogą im.
Teraz wszystko zależy od rodziców.  

Modlitwa bez słów

  

Modlitwa bez słów

Jeżeli nie umiesz modlić się słowami,

Nie rozdzieraj szat

Ani głowy nie posypuj popiołem,

Ale módl się tak, jak umiesz,

Bez słów, jak drzewa, jak trawy, jak morza,

które również zmawiają modlitwę bez słów.

 

Słowa są nieporadne, zawodne.

Nieokreślone i nieokreslające.

Są rozczarowaniem. Bolesna omylnością.

Módl się zatem bez słów,

Jak drzewo, jak trawa, jak morze.

 

Roman Brandstaetter

 

Najbardziej w kościele przy wystawieniu Najświętszego Sakramentu lubię ciszę. Modlitwę w ciszy. Cisza może znaczyć więcej niż tysiąc słów. Najpiękniejszych i najwznioślejsze. Wystarczy sobie uświadomić, że tam, na ołtarzu pod postacią delikatnej i kruchej Hostii obecny jest Bóg. Słowo wobec, którego wszystkie słowa bledną. Są niczym.

To Słowo, Bóg, Wie wszystko. O mnie, o innych. Czy On potrzebuje moich słów…? Nie wiem… Myślę, że nie. Myślę, że On potrzebuje mojej obecności. Bliskości. Trwania przed Nim. I przy Nim.

Nie wiem, tak myślę. Ja patrzę na Niego a On na mnie.

I nic więcej nie potrzeba.

Czasem w myślach się do Niego uśmiecham.

Wiem, że On do mnie też…

LOGIKA BOGA

 

Trwa Wielki  Tydzień…. Teraz, w tym czasie nie daje mi  spokoju jedna myśl. Niepokoi,zadziwia a jednocześnie zachwyca.

Nie potrafię zrozumieć jak bardzo Bóg Ojciec musi kochać nas, ludzi, skoro posłał swojego Syna, żeby nas zbawił. Swojego Umiłowanego, Jedynego… ‘’ W którym ma upodobanie’’. Jak Bóg musi nas kochać… Szaleńczo, tak, że Syna Swego wydał na świat aby cierpiał, aby był odrzucony, ubiczowany, opluwany…znieważany. Żeby wziął na Siebie nasze grzechy, krzyż… aby w końcu umarł w wielkim bólu i cierpieniu.Na drzewie krzyża, jak złoczyńca.

A co na to Syn?

” Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.  Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem.  Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.”  Iz 50,4-7

 

Taka postawa  Ojca i Syna, według myślenia nas ludzi budzi zdumienie, sprzeciw.  Jest absurdalna,nielogiczna. Nie mieści się w ludzkiej głowie, w ludzkim rozumowaniu.

 

“Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami.(…)
Bo jak niebiosa górują nad ziemią
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi”
Iz 55,8-9

 

Logika Boga jest inna niż logika człowieka. Bóg  nie zastanawia się “co ja z tego będę miał’’. Nie kalkuluje,  nie zastanawia się. Daje  To co ma najlepszego. Od razu. Miłość.

Miłość  Ukrzyżowana w morzu ludzkiej nienawiści. To wbija w ziemię. Powala  na kolana.Przeraża i zachwyca jednocześnie. Niepokoi i raduje.  Zawstydza i wyzwala… Uszczęśliwia, daje  Życie.

Niepojęta a tak prosta.

Miłość.

Ukrzyżowana za mnie. I dla mnie.

Logika Boga.

PREZENT

Kilka  dni temu podczas modlitwy pomyślałam,  że chciałabym  mieć  krzyż. Nad wejściem  do mojego pokoju wisi już jeden  malutki – pamiątka z bierzmowania.  Pomyślałam, że  chciałabym   mieć drugi, większy. Taki, który można by np. postawić  na komodzie.Żebym  mogła sobie na niego patrzeć,  kiedy maluję.   Kontemplować kiedy się  modlę. Postanowiłam  sobie  taki krzyż kupić. Nikomu jednak jeszcze nie powiedziałam.

Wczoraj  kiedy siedziałam przy  komputerze i czytałam blogi  znajomych, odwiedzili  mnie pewni  państwo. Małżeństwo.Widzę  ich co tydzień w kościele.  Pan niósł dużą  torbę podróżną. Trochę mnie  to zdziwiło.

– Mam  dla ciebie  prezent, Moniko –uśmiechnął  się tajemniczo  i zaczął otwierać torbę – zrobiłem  go specjalnie  dla ciebie.

Otworzył torbę i  wyjął coś zawiniętego  w  materiał. Odwinął  i postawił  przede  mną …        

Oniemiałam  ze zdziwienia.

Był  to KRZYŻ. Piękny, duży krzyż.

Widząc  moją radość,  pan opowiadał :

– Zrobiłem go ze  stali nierdzewnej. Szlifowałem i szlifowałem, wiele razy , żeby uzyskać gładką, błyszczącą  powierzchnię. Zobacz, możesz się  w nim przejrzeć.

 Rzeczywiście, wyglądał jakby był  zrobiony ze szkła. Mogłam zobaczyć  w nim swoje zarysy.

– Jest tylko twój, zobacz.Pan  odwrócił krzyż  i na jego podstawie  zobaczyłam wykute  w  stali swoje inicjały  MK.

Pokazał  mi jaki jest ciężki.  „ Krzyż jaki ty dźwigasz również jest ciężki”- westchnął pan.

Byłam  bardzo uradowana i zadziwiona. Podziękowałam serdecznie  tym  państwu.

Dziś Krzyż  stoi u mnie na  komodzie i w słońcu mieni się wszystkimi  kolorami  tęczy.

A  ja wciąż nie mogę  wyjść ze zdziwienia jak  to Pan Bóg  działa w moim  życiu.

Chciałam kupić  krzyż – mam  krzyż.

Teraz trzeba tylko go  poświęcić.      

OTWÓRZ MNIE….

  Jezu…otwórz mnie na Ciebie.  Jeszcze bardziej. Otwórz mnie na Twoją Miłość, Prawdę. Na Twoją wolę. Obecność.

Ty jesteś mój, a ja Twoja. Chcę trwać przy Tobie. Pozwól mi. Pomóż…   

Otwórz mnie. Pozwól stanąć w Twoim Świetle. Chcę poznawać Ciebie. Bardziej. Lepiej. Głębiej…

Daj mi się poznawać. Zbliż do Siebie.

Jeszcze bardziej.

Otwórz mnie na Siebie,odrzuconego i zbolałego.   Samotnego.Cierpiącego.

Taki jesteś mi najbliższy…Nie wiem dlaczego ale tak jest. Może dlatego, że ja też jestem taka.

A przynajmniej taka się czasem czuję.

Ty mnie rozumiesz. Nikt nie zrozumie mnie bardziej niż Ty.

Dlatego pozwól mi trwać przy Tobie. Towarzyszyć Ci. 

Razem będzie nam raźniej…

Ja przy Tobie a Ty przy mnie.

Razem. Ty i ja.

Otwórz mnie… bardziej.

WJAZD cd.

Długo  tu nic nie napisałam ale dlatego, że ogarnęło mnie błogie lenistwo. Przeciwnie,przez ten czas  działałam bardzo intensywnie.

Pamiętacie notkę  „Wjazd ”, w której  opisałam zajście pod kościołem?  

 Po tej kłótni byłam załamana. Nikt mnie wcześniej nie potraktował w ten sposób. Nie widziałam wyjścia z sytuacji.Postanowiłam opisać całą sytuację na swoim blogu Pisałam to po to, żeby dać upust swojej złości i żalowi. Pomyślałam, że jak to wszystko opisze to mi”przejdzie”. Może to naiwne ale tak pomyślałam. Po publikacji tego postu  kilku księży i radziło, żebym napisała do kurii. Po długim wahaniu napisałam.Tym bardziej, że chodziło nie tylko  o mnie ale także o innych chorych parafian.

Kanclerz kurii zainteresował się całą  sprawą.

Nie będę opisywała szczegółów mojej korespondencji z ks. Kanclerzem, proboszczem i znów kanclerzem bo nie oto chodzi.  Najważniejsze, że problem wjazdu  do kościoła został rozwiązany.Pomyślnie. Ksiądz proboszcz  wczoraj mnie odwiedził, przeprosił  i obiecał już wjazdu nie zastawiać. Powiedział też, że pomyśli o zainstalowaniu windy dla  wózków obok schodów do naszego kościoła.

A teraz podziękowania  Przede wszystkim  Karolino dziękuję Tobie za pomoc  ( wiesz jaką ). I za to, że nie pozwoliłaś mi się poddać, „odpuścić”. Dziękuję Ci.  hihi  hehe 

Dziękuję tez Księżom,  nie będę Was wymieniać  z nazwiska . Wy wiecie, że chodzi właśnie o Was. Dziękuję  za modlitwę,  rozmowy, wsparcie. Dziękuję . haha 

SERCE…

Zaczął  się Wielki Post. Czas pokuty, ciszy. Czas zamyślenia o męce  Jezusa. Jego cierpieniu  i śmierci na  krzyżu. Chciałabym, żeby  dla mnie  był to czas  wyciszenia . Tego  zewnętrznego ale  przede wszystkim  wewnętrznego. Potrzebuję ciszy.Tęsknię za nią. W  ciszy  można bardziej  poznać siebie. Usłyszeć własne myśli . W ciszy można usłyszeć głos  Boga.Postanowiłam  w ten Wielki  Post jeszcze bardziej wsłuchać w Jego  słowo . W codzienną Ewangelię.  Bardzo mi w tym  pomocna okazała się pewna książka .

„Modlitwa Ewangelią na każdy dzień T. 2 Wielki Post i Wielkanoc” ks. Krzysztofa  Wonsa SDS to druga z  czterech książek zawierających wprowadzenia do modlitwy Słowem na wszystkie dni roku liturgicznego.Książka jest praktyczną pomocą dla tych, którzy pragną na co dzień rozeznawać wolę Bożą w Jego Słowie. Proponowane w niej rozważania mają charakter prostych pytań – impulsów, związanych z Ewangelią czytaną przez Kościół w dany dzień.

Bardzo mi pomaga być jeszcze bliżej Boga. W jednym z pierwszych rozważań autor prosi, żeby doświadczyć bliskości i miłości Jezusa. Zaleca aby stanąć przy Nim i przyłożyć ucho  do Jego Serca . Wsłuchać się w  Jego bicie. Przytulić się do Niego.

Niezwykłe doświadczenie. Brak mi słów, żeby je opisać….Można tak  trwać i trwać i trwać. Bez  końca.

Pomyślałam,  że ten Wielki Post chciałabym spędzić właśnie w ten sposób. Przytulona do Serca Jezusa.

Wsłuchana w Jego bicie.

 

PRZYKŁAD

Oto przykład obrazujący, że NIE wszyscy księża są jednakowi. Kilka lat, temu, za „czasów’’ poprzedniego proboszcza ( nie wiem, może sześć… ) pojechałam do kościoła wózkiem elektrycznym. Kiedy chciałam wjechać., kółka mojego wózka zaklinowały się w  drzwiach kościoła. Zablokowały się. Nie mogłam ruszyć z miejsca . Gdy tak walczyłam z kółkami, zadzwoniły  dzwonki i ksiądz proboszcz  wyszedł odprawiać Mszę Świętą. Zauważył  mnie męczącą się, żeby dobrze pokierować jostikiem i nie dającą sobie rady. Wtedy zamiast iść do ołtarza,  przybiegł do mnie i zaczął pomagać.

Pomógł mi. Ja  spokojnie wjechałam do kościoła i ustawiłam się koło ławki. Dopiero wtedy ksiądz proboszcz zaczął  odprawiać Mszę.

To tylko jeden z przykładów. Takich sytuacji było dużo.

Jeszcze wspomnę, że dzięki temu  księdzu  spełniło się moje marzenie. Byłam w Rzymie. Alenie tylko, w Wenecji,  Padwie, Asyżu…Kiedy dowiedział  się,  że ja i moi rodzice chcemy jechać na tą pielgrzymkę, ucieszył  się bardzo.Mógł  powiedzieć, że będzie za ciężko.Nie powiedział . Ucieszył  się . Dla  niego wózek  inwalidzki nie był  przeszkodą. Przeciwnie. W Asyżu pomagał pchać mój wózek, po krętych i  wąskich  uliczkach. W Padwie pokazał mi  szczękę (relikwię) św.  Antoniego. Nie musiał. Chciał.

Był– i jest- po prostu  dobrym  człowiekiem.       

PAPKA

Jak już  kiedyś  wspominałam, im dłużej  żyję tym  częściej dochodzę  do wniosku, że się do niego nie nadaję . Raczej nie do świata ale do żyjących na nim ludzi. Drażnią, zawodzą , denerwują mnie ich postawy, zachowania,reakcje.

Tym razem chodzi o dziennikarzy i przekazywane przez nich fakty.  Sposób  ich przedstawiania. Dobór.  Z reguły telewizji nie oglądam. Jeśli już to rzadko. Staram  się jednak być  na bieżąco z tym co dzieje się w  Polsce i na świecie. Oglądając kilka dni temu wiadomości pomyślałam, że raczej przypominają   one  brukowiec plotkarski  a nie rzetelny serwis informacyjny. No bo jak inaczej  nazwać informację  o aferze bunga- bunga, ślubie księcia  Wiliama  z  Kate Middleton  i rozebraniu się do naga ( na takim  mrozie) kilku dziewczyn ( czytaj:„Morsów”). Czy to są wiadomości, o których potrzeba mówić w dzienniku?? I to w porze największej oglądalności? Kontrowersje też budzą  zapraszani do studia goście. Wypowiadający się jako  autorytety w  sprawach na których całkowicie  się  nie znają. Np. taki  Kazimierz Marcinkiewicz  wypowiadający się w  sprawie katastrofy smoleńskiej. Przepraszam  ale po tym jak otwarcie przedstawił swą postawę moralną ( a raczej jej brak)  K.Marcinkiewicz  nie jest autorytetem w jakiejkolwiek sprawie.

Przytoczone fakty to  tylko  przykłady. Takich  „ważnych ‘’ wiadomości i  „autorytetów’’ jest dużo  więcej.

Ja też  kiedyś  miałam kontakt  z dziennikarzami.                   

Kiedyś dziennikarze byli u mnie bardzo często. Robili o mnie  reportaże, pisali w gazetach. Na początku wydawało się to bardzo miłe,  potem jednak coraz mniej aż zaczęło mi przeszkadzać.  Dziennikarze byli coraz bardziej nachalni,natarczywi.  Stałam się  “lokalną sensacją”. W końcu się zdenerwowałam i powiedziałam  “dosyć!”. Od tego czasu zaczęłam im odmawiać. Nie chciałam być  sensacją  a tak się czułam. Na przykład  co w tym ciekawego, interesującego,  że mama myje  mi zęby? Według  mnie  nic (sama nie mogę to myje mi mama albo tato ). Dla nich było.

Tak samo  było z  malowaniem. Często sobie myślę, że wolałabym,żeby ludzie   nie wiedzieli w jaki sposób maluję. Albo gdybym malowała  normalnie, ręką. Ciekawe czy wtedy ludzie (np. dziennikarze) zainteresowali by się tym co robię? Raczej nie. Teraz takie malowanie  kwiatków czy pejzażyków czy nawet portretów przebija tzw sztuka   nowoczesna,”sztuka” performance.Wszyscy chyba  pamiętają  w “Zachęcie” postać papieża przygniecionego głazem? To jest właśnie sztuka.  Kiedyś u nas w galerii taka jedna”artystka” usiadła na środku  sali i zaczęła obierać ziemniaki.Ludzie którzy to oglądali,  pytali czy jej nie pomóc :).

  Dzisiejsi „artyści’’robią różnego rodzaju  happeningi.  performance, szokują a nie umieją   poprawnie namalować dłoni, twarzy czy oczu. 

A dziennikarze to pokazują . Są  zawsze pierwsi gdzie  dzieję się coś bulwersującego,zaskakującego,  gorszącego.

Dzisiejsi dziennikarze fałszują rzeczywistość,  wypaczają ją. Trzeba jednak pamiętać, że to media mają dziś rolę opiniotwórczą. Popularne stacje radiowe czy telewizyjne zdają się porzucać tematy ambitne i trudne, a nawet jeśli już je podejmują, to sposób w jaki się o nich mówi, czyje analizuje pozostawia wiele do życzenia.

Dzisiaj włączyłam internet i na  Onecie przeczytałam:

# UE podjęła decyzję ws. Libii

# Załoga Jaka-40 popełniła przestępstwo w Smoleńsku?

# Gen. Błasik zrugał pilota Tu-154? Tusk: odmawiam komentarza

# Zmiany w szkolnictwie wyższym. “Unikalny zapis w skali całej Unii Europejskiej”

# Niemcy ostrzegają: “haniebny proceder” w UE

# Syn libijskiego dyktatora zdradza plan A, B i C

# Ważne informacje dla wszystkich rowerzystów

# Odnaleziono szkielet dziecka sprzed 11,5 tys. lat

# Praca za seks w pogotowiu? Reakcja śledczych

# SMS-owa znajomość zakończona zabójstwem

 

    * Doda tylko z jedną nagrodą. Ewa Farna aż z czterema! (zdjęcia)

    * 25. urodziny Kai Paschalskiej: jak z kaczątka wyrósł łabędź

    * Rutowicz z bogiem lansu. Zobacz!

    * Legenda muzyki lat 90. na Open’erze

    * Najczęściej zatrzymywana pikantna scena

    * Polka będzie reprezentować Litwę na Eurowizji

    * Zamiast wyuzdanego symbolu seksu spotyka 50-letnią samotną matkę [zdjęcia]

    * Zawały serca zmorą nominowanych do Oscara

    * Łatwy sposób na erotyczne przygody

 

Zastanawiam się  czy i  kiedy  dziennikarze będą przekazywać informacje zgodnie z zasadami rzetelności i etyki dziennikarskiej ?

Jak długo jeszcze będą nas  karmić  papką medialną….?

DO PRACY :)

Mój post dobiegł końca i dziś wzięłam się “ostro ” do pracy. Jak widać zaszalałam sobie  haha  . Zmieniłam całkowicie wystrój, wygląd bloga.
Zlikwidowałam wózek na pierwszym planie.
Zastąpiłam go moim ukochanym słonecznikiem :). Zmieniłam także nick.

Lubię zmiany. Nowości.
Może zmienił mi się gust? Może tęsknię za wiosną, słońcem?
Sama nie wiem  hehe.
Najważniejsze, że mi podoba. Myślę, że Wam także?  

BOŻE NARODZENIE

Wczoraj Wigilia. Modlitwa, opłatek, życzenia od serca. Wieczerza, prezenty i wspólne śpiewanie kolęd. Świętowanie urodzin Pana. Radość z Jego Narodzin. Trwanie przy Nim.
Dziś pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, jutro drugi.
Jak przeżyć te dni? Przeżyć przez duże “P”.
Nie popaść w marazm, odrętwienie? W telewizji te same filmy co w ubiegłe Święta. Któryś rok to samo.
Człowiek objedzony i opity. Ospały.

A On czeka. Czeka na mnie. Chce żebym do Niego przyszła.Oddała Mu pokłon. Jak pasterze. Abym trwała w zadziwieniu nad cudem Jego Narodzin. Jak Maryja i Józef. W dziękczynieniu i uwielbieniu.
On chce przyjść do mnie. Narodzić się we mnie. Chce stać się dla mnie Ciałem.
Przychodzi jako bezbronne niemowlę. Dzieciątko.
Wielki i wszechmocny Bóg, Stwórca. Przychodzi w postaci Dziecka.
 
Czy chcę Go przyjąć? Czy chcę być dla Niego mieszkaniem?
Jego Świątynią?

Tak. Chcę. Przyjdź Panie Jezu! Przyjdź i czuj się jak u Siebie.
Jestem Twoja. Chcę być Twoja.
Nie tylko w Święta Twojego Narodzenia.
Zawsze.

SMS

Wysłałam dzisiaj smsy mające pomóc ludziom potrzebującym godnie przeżyć Święta Bożego Narodzenia.
Sms o treści : POMAGAM na numer 72052 .
Nie piszę o tym, żeby się chwalić. Chciałam poruszyć inny temat związany z tym faktem. Temat wysyłania podziękowań za każdy wysłany sms.
Nie po to wysyłam takie smsy, żeby mi za nie dziękowano. Wysyłam bo chcę. Jakbym nie chciała to bym nie wysyłała. Nie potrzebuję za to podziękowań.
Chcę pomóc – wysyłam. Często wysyłam, jeśli mogę komuś w ten sposób pomóc to dlaczego nie.
Wysyłam z potrzeby serca. Po kilka smsów. Za każdy sms dostaję : “dziękujemy za wsparcie”. Jakie to wsparcie? Według mnie prawie żadne. 2 zł + vat… Z jednej strony to mało a z drugiej dużo bo jeśli chociaż co drugi Polak wyśle taki sms to uzbiera się trochę pieniędzy. A przecież o to chodzi.  
Dużo ludzi potrzebuje pomocy. Biedni, chorzy, powodzianie… można by wymieniać i wymieniać. Bez końca.
Z drugiej strony jeśli za każdy taki sms zostaje wysłane podziękowanie to czy bilans nie wychodzi to wszystko na “zero”? Nie wiem. Nie znam się na tym. Tylko dywaguję.
Będę nadal wysyłać takie smsy.
Bez względu na to czy dostanę podziękowanie czy nie.

ROZMYŚLANIA ADWENTOWE (osobiste)

 Który to mój Adwent w życiu…? Które święta Bożego Narodzenia? Czym są dla mnie? Jak je przeżywam?
Czy jeszcze przeżywam?
Czy dałam/łem  się omamić wszechogarniającemu kiczowi, reklamom, blichtrowi związanymi z okresem Adwentu i Świętami. Czy nie stały się one dla mnie czymś normalnym? Swego rodzaju tradycją? Czy może czekam na promocje przedświąteczne, obniżki, upusty proponowane a raczej natrętnie narzucane przez sprzedawców bardziej niż na same Święta? Czy dałam się otumanić natarczywymi reklamami telewizyjnymi? ” Urządź swoim bliskim magiczne Święta, weź kredyt…” i tu pojawia się nazwa (najczęściej obco brzmiąca) banku, który tylko czeka, żeby złapać jeszcze jednego naiwniaka. ” Dopraw Święta niepowtarzalnym smakiem” i reklama pieprzu znanego producenta przypraw.
Święta.
Właśnie… Czy jeszcze pamiętam na jakie Święta czekam?   
Na ” Gwiazdkę”? ” Choinkę”?
Różne media celowo omijają pełną nazwę tych Świąt. Laicyzują je. ” Rodzinne Święta, pełne miłości, bliskości, czułości, prezentów”.   
To prawda, jednak aby takie były musimy uświadomić, przypomnieć sobie co świętujemy. Jakie Święta obchodzimy.
Obchodzimy Święta Narodzin Boga. Tego Boga, który narodził się ponad 2 tysiące lat temu, żeby nas zbawić .
A także tego, który chce się narodzić w te Święta.
Chce się narodzić w nas. W naszych sercach.
W moim sercu.
Czy znajdzie tam miejsce dla siebie? Czy w moim sercu jest miejsce chociaż na ubogi żłóbek?
Czy pośród zgiełku zakupów, prezentów, magii, kredytów jest jeszcze miejsce dla mojego Boga?
Boga, który rodzi się jako bezbronne Dzieciątko.
Czy chcę, żeby się we mnie narodził? Napełnił ciepłem moje biedne, puste serce?
Czy chcę aby to były rzeczywiście Święta BOŻEGO NARODZENIA?  

ADWENT 2010 cd.

      
    Życzę wszystkim aby nasz
                                                     ADWENT  był taki :

 

ADWENT 2010

                                                                        
 

            A jaki jest Twój
                                               ADWENT ??