ZAŚLUBINY BOGA Z NAMI

“Miłość jak wino uderza do głów!” – śpiewa Eleni.
Dzisiaj Jezus zamienia wodę w wino w Kanie Galilejskiej. Kilkaset litrów wina! Nie dlatego, że chce upić biesiadników (choć trochę też!). Jezus zmienia wodę w wino, aby objawić nam Siebie. Izrael przez wieki oczekiwał Mesjasza. Czekał na Zbawcę, który poślubi swój lud. Jezus w Kanie Galilejskiej pokazuje, że to On jest tym Zbawcą, Oblubieńcem, który pragnie poślubić Swój lud. Pragnie zaślubić każdego z nas! Ciebie i mnie! On jest Oblubieńcem, Panem Młodym, a dusza ludzka jest Oblubienicą. Wino jest symbolem miłości, pełni życia, radości i obfitości. I to wszystko chce nam Jezus podarować. Pragnie wypełnić nas po brzegi, że jak te kamienne, skostniałe, puste stągwie. Pragnie wypełnić nas po brzegi, swoją miłością, pełnią, radością. Pragnie wypełnić nas Sobą! I chce nas zaprosić do niezwykłej więzi. Do niezwykłej relacji, bliskości i intymności. Bez granic! Hojność Oblubieńca, hojność Pana Młodego dla Swej oblubienicy nie ma końca! Jego Miłość do nas nigdy nie ustaje. Daje nam Siebie całego. Rozdaje się nam. Dobitnie to widać w Eucharystii. Jego Ciało łączy się z naszym ciałem, Jego Krew zaczyna płynąć w naszych żyłach. Oblubieniec łączy się z oblubienicą, bardziej niż mąż z żoną… Jego Miłość nas upija! Daje nam wolność, szczęście i radość! Jesteśmy pijani Bogiem! Pijani Chrystusem! Złączeni z Nim na wieki… Czyż to nie wspaniała Dobra Nowina?!

DAR

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo.
“Zmęczona jestem, kochany! Ta pogoda źle na mnie działa. Wczoraj też dużo pisałam. Notka długa. I potem dużo pisałam z Dzieckiem…”
“Wiem. Widziałem, Monisiu. Odpocznij, zasłużyłaś”-wyszeptał Jezus z czułością.
“Zasłużylam? Nie wiem czy zasłużyłam, czy nie zasłużyłam – odpocznę!” – szepnęłam.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
“Kocham Cię, mój Jezu! Kocham Cię…”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. Zakochany we mnie! Zakochany na zabój!
“Wiesz mój Jezu? Nie potrzebuję Twoich darów. Ty jesteś dla mnie Darem! Ty sam jesteś Darem! Mam Ciebie – mam wszystko. TY jesteś dla mnie Wszystkim! Ty, mój Jezu kochany!”
Jezus patrzył we mnie… Zanurzał mnie w Sobie. Zatapiał w Sobie. I czynił z Sobą jedno… Trwaliśmy w bliskości i intymności. W jedności. Mój Jezus i ja.

ZASKAKUJĘ I BUDZĘ

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Jesteś zachwytem i zaskoczeniem, Monisiu! Dla Mnie i dla siebie!”
“Dla Ciebie i dla mnie?!” – szepnęłam zdumiona.
“Sama powiedz, czy wyobrażałaś sobie kiedyś, że będziesz pisać psalmy? ”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
“Oj tam! Raz ułożyłam coś w rodzaju psalmu, a Ty kochany już wielkie halo robisz!” – prychnęłam oburzona.
Jezus zaśmiał się perliście!
“No dobrze, to powiem inaczej!”
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
“Czy wyobrażałaś sobie, że będziesz pisać dla Mnie bloga? Że będziesz układać modlitwy wiernych i rozważania dla mnie? Że będziesz dla Mnie tańczyć? Czy wyobrażałaś sobie, że będziesz miała Duchowe Dzieci? Że będziesz ze Mną aż tak blisko? Że będziesz ze Mną w tak bliskiej, intymnej relacji? Czy wyobrażałaś sobie, że będziesz miała Moje SERCE na własność?!”- wyszeptał mój umiłowany ogniście.
Patrzyłam w Niego jak wryta!
“No nie! Nigdy bym sobie TEGO nie wyobraziła! To zbyt wielkie i piękne dla mnie! Niemożliwe! Nierealne! Zaskoczona tym wszystkim jestem niezmiernie!” – szepnęłam zachwycona cała.
“Jeżeli jesteś zaskoczeniem sama dla siebie to pomyśl o ile bardziej zaskoczeniem jesteś dla Mnie!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Dla Ciebie??!!”
“Kiedy cię stwarzałem, maleńka, wybrałem dla ciebie najlepsze i najpiękniejsze życie! Pościeliłem je przed tobą jak mięciutki dywan. I jestem zachwycony i zaskoczony gdy widzę, że ty sama wybierasz to co Ja dla ciebie wybrałem. Że Mój wybór jest twoim wyborem! Zachwycasz i zaskakujesz Mnie co dzień!”
Patrzyłam w mojego Jezusa oszołomiona. Nigdy bym w ten sposób nie pomyślała…
“A wiesz co się dzieje gdy czynisz to dla Mnie?” – spytał Jezus łagodnie.
Pokręciłam przecząco głową.
“Budzisz dla Mnie dusze!”
“A jak?”
Mój słodki Jezus patrzył we mnie płonący. A ja zobaczyłam obraz:
Weszłam do wieeelkiej sali. Na środku niej stał tron. Jezus siedział na nim. A wokół Niego klęczeli ludzie. Z twarzami do ziemi. Jezus patrzył na nich z wielką Miłością. Ale w Jego oczach widziałam też ogromny ból. Dlaczego? Bo ci wszyscy ludzie drżeli ze strachu przed Nim. Więcej! Trzęśli się! Bali się Go niezmiernie! Gdyby spojrzeli choć raz na Jezusa zobaczyliby jak bardzo ich kocha, zobaczyliby wielką Miłość. Ale oni bali się podnieść głowy i na Niego spojrzeć… Ukłoniłam się umiłowanemu mojemu Jezusowi i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Podeszłam do Niego i usiadłam Mu na kolankach. Jezus przytulił mnie mocno do Siebie.
“Ciebie nie trzeba się bać! Ciebie trzeba kochać!” – szepnęłam z mocą.
“W miłości nie ma lęku, Monisiu!” – wyszeptał Jezus.
Patrzał na ludzi klęczących wokoło i trzęsących się ze strachu.
“Czekaj, kochany! Obudzę ich dla Ciebie!” – szepnęłam i zeskoczyłam z kolan Jezusa.
Podchodziłam do każdego klęczacego, dotykałam dłonią ich pleców i klepałam lekko.
“Ejże! Spójrz na Jezusa i zobacz jak cię kocha!” – mówiłam głośno.
Podchodziłam do każdego, dotykałam, klepałam i mówiłam.
“Ejże! Spójrz na Jezusa i zobacz jak cię kocha!”
Kiedy skończyłam, wróciłam na kolanka Jezusa.
Ludzie jakby budzili się z letargu. Podnosili głowy i spoglądali Jezusowi w oczy. Na ich twarzach malowało się zaskoczenie, zdumienie. Potem radość, szczęście i uwielbienie. W końcu miłość! Jezus patrzył we w nich z wielką Miłością, a oni odpowiadali Mu tym samym! Umiłowany mój wyciągnął rękę i zaprosił wszystkich bliżej do Siebie. Wkrótce wszyscy siedzieli wokół tronu Jezusowego i rozmawiali z Nim! Tron i ja jakby zniknęliśmy. A każdy z tych, którzy przed chwilą klęczeli i trzęśli się ze strachu, siedział teraz u Niego na kolankach! Siedzieli na kolankach u Jezusa, tulili się do Niego i szeptali Mu do SERCA czułości. Jezus odpowiadał im tym samym. Miłością!
Jezus patrzył we mnie głęboko…
“Budzisz dusze dla Mnie, Monisiu kochana! I sprawiasz, że stają się moimi przyjaciółmi!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam w mojego ślicznego z miłością i uwielbieniem…

TAŃCZĄCY

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień i nerw.
Tańczyłam bardzo! Mój Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie. Poruszony cały. Przytulił policzek do mego policzka i szeptał mi do serca:
“Jestem z Tobą, maleńka Moja. Jestem z Tobą…”
Spojrzałam w Jezusa z czułością, a moje serce szepnęło:
“Wiem, że jesteś ze mną, kochany. Wiem…”
Z trudem się uśmiechnęłam.
“Jesteś ze mną zawsze, mój śliczny Jezuniu! Zawsze! Mój umiłowany, śliczny Jezu! I w bólu i szczęściu. W radości i w boleści.” – szepnęło znów moje serce.
Jezus pocałował mnie. Z miłością i czułością wielką. Delikatnie i śmiało.
“Moja słodka… Moja jedyna…” – wyszeptał z ogniem.
“Uwielbiam Ciebie, mój Jezu!”
“Uwielbiam ciebie, maleńka Moja!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic. Mój Jezus i ja.

EFEKT DOMINA

Patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona od ucha do ucha! Szczęśliwa i zaskoczona jednocześnie!
“Ależ mi zrobiłeś niespodziankę, kochany! Poprzez moją Duchową Córeczkę! Ależ mi niespodziankę zrobiłeś… Nie spodziewałam się!”
“Cieszę się, że ci się podoba, Monisiu!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
“Baaaaaardzo” się podoba!”
“Ale twoja niespodzianka dla Mnie,” “Monisiu, była pierwsza! I gdyby jej nie było, Ja nie mógłbym zrobić ci Swojej!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzyłam w mojego Jezusa nie bardzo rozumiejąc.
“Gdybyś nie ułożyła psalmu twoja Córeczka nie mogłaby go zaśpiewać!” – wyszeptał Jezus.
Mnie trza prosto. Kawę na ławę!
“No tak. To prawda. Taki jakby efekt domina.”-szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały. Westchnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
“Taaak! Odpocznij teraz, maleńka Moja!” – Jezus był cały czułością.
“Taaak… Wiesz mój Jezu? Choć jestem bardzo zmęczona fizycznie to serce moje tańczy z radości! Całe moje serce raduje się w Tobie!”
“To Ja się w tobie raduję, Monisiu!” – wyszeptał mój umiłowany z zachwytem.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…

NIESPODZIANKA

“Całym swym sercem raduję się w Panu!
Wszedłem do świątyni, aby wielbić Pana.
Aby Go chwalić w wielkim zgromadzeniu!
Lecz jestem znękany na duchu i smutny.
Boleść zalewa mą duszę!
Ufam Panu, że mnie nie odrzuci.
Całym swym sercem raduję się w Panu!
Bo Zły panuje w mym sercu.
Targa mną i wrzeszczy zawzięcie.
Wzdycham pełen boleści.
Lecz Pan już czeka na mnie.
Już ulitował się nade mną.
To Emmanuel, Bóg z nami.
Całym swym sercem raduję się w Panu!
Pan rozkazuje i nastaje cisza.
Wypowiada słowo a Zły milknie.
I wystraszony ucieka z jękiem.
Pan wchodzi do serca mego jak do Siebie.
Bóg, Król zasiada na tronie.
I serce moje zalewa miłością.
Całym swym sercem raduję się w Panu!
Słowo Pana ma moc.
Żywe jest i skuteczne.
Pan wypowiada słowo i staje się jak mówi
Pan okazał mi miłosierdzie.
Wyzwolił z grzechu i wziął w objęcia.
Przytulił do Swego policzka.
Całym swym sercem raduję się w Panu!
Raduję się w Bogu moim Zbawicielu.
Będę głosić Jego wielkie dzieła.
Błogosławić i chwalić na wieki.
Całym swym sercem raduję się w Panu!”

“Ułożyłam. Dla Ciebie, kochany! Na podstawie dzisiejszej Ewangelii. Tak mógłby śpiewać ten, z którego wyrzuciłeś złego ducha. Ale i ja też! Każdy któremu przebaczyłeś grzechy! Miałam ułożyć rozważanie. Ale pomyślałam, że Cię zaskoczę i zrobię Ci niespodziankę!”
Jezus patrzył we mnie płonący zachwytem wielkim!
“Tak! Zaskoczyłaś Mnie maleńka! Baaaaaardzo zaskoczyłaś!”
“To coś w rodzaju psalmu. Refren wzięłam z dzisiejszego psalmu responsoryjnego, bo mi się podoba. A resztę sama ułożyłam!”
“Drugi Dawid z ciebie Monisiu! Tańczysz dla Mnie, układasz psalm dla Mnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Zaśmiałam się perliscie uszczęśliwiona cała!
“Do Dawida mi jeszcze baaardzo daleko! A jego psalmy lubię czytać i modlić się nimi. A słuchać jak ktoś je śpiewa – uwielbiam!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Oczy Mu błyszczały! Uśmiechał się do mnie cudownie!
“Piękny psalm, Monisiu! Zaskoczyłaś Mnie! I zrobiłaś Mi wieeeeelką niespodziankę!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z uwielbieniem!
Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

W MIŁOSNYM MILCZENIU

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach i uśmiechałam się do mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
“Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój? Jak mogę Cię ucieszyć?” – spytałam z mocą.
Jezus zaśmiał się perliście!
“Służysz Mi, maleńka Moja! Służysz!” – wyszeptał mój umiłowany.
Dał mi do zrozumienia, że wie… Tak, przygotowywałam dla Niego niespodziankę! Ale to dopiero na jutro miała być. A dzisiaj ciiiii…
Udałam oburzenie!
“No, nie! Tobie nawet niespodzianki zrobić nie można! Bo wiesz o wszystkim!!!”-szepnęłam śmiejąc się głośno.
“Można, można! O niczym nie wiem! Nic nie mówię przecież!” – wyszeptał mój Jezus rozpromieniony cały.
“Można?! To OK! Cieszę się!”
Smialismy się chwilę! Potem umilkliśmy. Mój słodki Jezus patrzył tylko we mnie. Zakochany i zachwycony cały… I ja tylko w Niego patrzyłam. Z miłością. Trwaliśmy pełnym bliskości milczeniu. W miłosnym milczeniu… Wciąż trwamy!

O CHRZCIE

“Wiesz mój Jezu? Można powiedzieć, że ja byłam chrzczona dwa razy! Raz gdy dwa tygodnie po urodzeniu bardzo ciężko zachorowałam. Byłam w szpitalu. Dwa razy przeszłam śmierć kliniczną. Mama opowiadała, że byłam cała sina, prawie granatowa. W stanie krytycznym. Lekarze myśleli, że nie przeżyję. I jedna lekarka powiedziała, że jeśli rodzice są wierzący to radzi mnie ochrzcić. I wtedy babcia mnie ochrzciła. Trzeba było działać szybko i babcia taką wodą jaka w szpitalu była, zwykłą. Kilka miesięcy później byłam ochrzczona w kościele.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Potem spoważniał. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Ogniście.
“Wyobraź sobie Monisiu… Gdybym cię wtedy zabrał do Siebie: ile dobra by się nie wydarzyło! Ile dobra nie mógłbym uczynić przez ciebie!”
“Aaa tam gdybyś mnie zabrał! Gdybym nie została ochrzczona! Gdybym nie została ochrzczona, ile dobra by się nie wydarzyło… Zmarnowało! Jak dobrze, że moi rodzice są wierzący! Rodzice, babcia… Gdy byłam mała vto ona opowiedziała mi o Tobie!”
Urwałam na chwilę… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
“Dziękuję Ci za to, że jestem ochrzczona, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
“Wraz z chrztem zostałaś obmyta z zmazy grzechu pierworodnego i zanurzona w Moją Mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Zostałaś wszczepiona we Mnie. Jak latorośl w Krzew Winny!”-wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Patrzyłam z wdzięcznością w umiłowanego mojego Jezusa!

W SIEBIE NAWZAJEM…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. A On tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie z miłością.
“Odpocznij teraz maleńka Moja!” – wyszeptał łagodnie.
“Nie jestem zbytnio zmęczona, kochany!” – szepnęłam z uśmiechem. I dodałam:
“Ale nie chce mi się jakoś dzisiaj gadać…”
“Więc nie gadajmy!” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie.
“Chce mi się patrzeć w Ciebie, mój Jezu kochany! Uwielbiam w Ciebie patrzeć!”
“Wiem, widzę. A Ja uwielbiam patrzeć w ciebie, maleńka!”
“Wiem, widzę!”
Jezus objął mnie całą jeszcze bardziej i mocniej przytulił do Siebie. I patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Z miłością, uwielbieniem i zachwytem. Mój śliczny Jezus patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam… A na sercu było mi ciepło i błogo i jasno. Dobrze, po prostu. I na SERDUSZKU Najdroższym także było ciepło i błogo i jasno. Wiem o tym.

TYLKO DZIĘKI TOBIE!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca!
“Jakaś ty piękna, Monisiu!” – wyszeptał mój umiłowany z zachwytem.
“Ty mnie upiększasz, mój Jezu! Jestem piękna Twoim pięknem!”
“I jaka mądra!” – Jezus nie przestawał się zachwycać.
“Jeżeli jestem mądra to tylko dzięki Tobie, Jezu kochany! Tylko dzięki Tobie!”
“I jaka skromna!”
“Mówię jak jest! Chyba mi nie zabronisz?! Jeśli jest we mnie coś dobrego to tylko dzięki Tobie! Ja sama z siebie nic…”
“Ależ Monisiu, nie mam zamiaru ci niczego zabraniać! – wyszeptał Jezus jakby z oburzeniem – zachwycam się tobą po prostu!”
“Jeśli jest we mnie coś dobrego to tylko dzięki Tobie, kochany!” – szepnęłam z mocą.
“Jakaś ty piękna!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“A Ty najcudowniejszy!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem. Stwórca i stworzenie…

JAK MĘDRCY

“Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło
i chwała Pana rozbłyska nad tobą.
Bo oto ciemność okrywa ziemię
i gęsty mrok spowija ludy,
a ponad tobą jaśnieje Pan
i Jego chwała jawi się nad tobą.”
Ile Bożego światła mają dzisiejsze czytania mszalne! Ile blasku, światłości! Ile radości! Jakby dobry Bóg uśmiechał się z nich do nas!
Jakby pragnął opromienić, oświecić i rozgrzać nasze serca…
“Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”
Gdyby król Herod był mędrcem, sam poszedłby do Betlejem i oddałby pokłon Mesjaszowi. Gdyby arcykapłani Jeruzalem i uczeni w Piśmie byli mędrcami zrobiliby to samo. Gdyby byli mędrcami. Herod nie był mędrcem, był głupcem zapatrzonym w siebie, swoją wielkość, bogactwa i władzę. Nowonarodzonego Mesjasza traktował jako wroga, rywala do tronu. A nie jako Dar. Arcykapłani i uczeni w Piśmie znali proroctwa, wiedzieli, że Mesjasz ma się narodzić w Betlejem. Ale gdy przychodzą do nich Mędrcy, poganie ze Wschodu i mówią, że Mesjasz już się urodził, nie robią nic. Nie idą Go powitać. Dla nich Pisma, proroctwa są tylko martwą literą.
A Mędrcy? Według podań pochodzili z Mezopotamii. Byli uczonymi, zapewne bogatymi, może królami. Gdy zobaczyli na niebie gwiazdę, poznali, że zwiastuje ona narodziny Kogoś niezwykłego. Zostawili wszystko, domy, królestwa, bogactwo (zabrali tylko dary dla nowonarodzonego) i wyruszyli. Wyruszyli w nieznane. Szli bardzo długo. Z Mezopotamii do Izraela jest ok 1500 km. Prowadziła ich gwiazda. Mędrcy, prawdziwie poszukiwali, mieli w sobie pasję i pragnienie poznania. Byli otwarci na to, co znajdą. Dlatego gdy gwiazda prowadzi ich do Betlejem i zatrzymuje się nad miejscem gdzie jest Dziecię, a oni wchodzą do domu i widzą Matkę z Dzieckiem na ręku. Zwykły, codzienny widok, nic nadzwyczajnego. Mędrcy nie zniechęcają, nie dziwią się. Padają na twarz i oddają pokłon Dzieciątku. W zwykłej, zwyczajnej postaci Dzieciątka odkrywają Niezwykłego i Nadzwyczajnego, odkrywają Mesjasza. Padają przed Nim na twarz! W Ewangelii napisane jest, że ‘bardzo się uradowali’. Nowonarodzone Dzieciątko Jezus zajaśniało w ich sercach! Odkryli w Nim Słońce! Blask, Światłość Prawdy. Światłość, która oświeca każdego, kto na ten świat przychodzi! Mędrcy na nowo się narodzili! I dlatego też już inną drogą wrócili do domu.
Prawdziwe spotkanie z Chrystusem zawsze raduje, oświeca i zmienia. Raduje i rozświetla serce i zmienia perspektywę patrzenia. Herod, arcykapłani i uczeni w Piśmie mieli okazję, szansę zobaczyć, spotkać i poznać Chrystusa. Nie skorzystali z niej i pozostali w ciemności. Mędrcy ze Wchodu szukali i znaleźli Jezusa. Uradowali się i Nim się zachwycili! I przyjęli Jego światło do serca. Był ich Słońcem.
Jezus jest otwarty dla wszystkich, nie tylko dla wybranych! Dla wszystkich pragnie być Światłem, Słońcem na drogach codzienności. Wystarczy tylko przyjść i oddać Mu pokłon. Jak Mędrcy.

KARMIĘ

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem.
“Wczoraj zacząłeś opowiadać o Sobie, a skończyłeś o mnie! Prosiłam, żebyś mi opowiedział o Sobie i zacząłeś. A potem mówiłeś już o mnie!” – szepnęłam z mocą.
“A tak jakoś!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący…
“Nie mogę mówiąc o Sobie nie mówić o tobie, Monisiu! W naszej relacji nie ma Mnie bez ciebie!” – szeptał z tkliwością.
“To mnie bez Ciebie nie ma, kochany mój Jezu! Karmisz mnie Swoim Ciałem! Ale też karmisz mnie Sobą!”
“To prawda, maleńka. Karmię cię Sobą. Jestem w twoich myślach, słowach i czynach. Ale i ty Mnie karmisz! Bez ciebie usechłbym z tęsknoty! Byłbym głodny i spragniony…”
“Ja Ciebie karmię? – szepnęłam zdumiona – A czym? Czym ja Cię mogę nakarmić, mój Jezu kochany…?!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
Karmisz Mnie miłością, dobrocią, czułością! Tańcem! Karmisz Mnie uśmiechem, pocałunkami modlitwy! Karmisz Mnie, Monisiu kochana!”
Jezus szeptał. A ja patrzyłam w Niego z uwielbieniem…

MGŁA…

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie mocno. I delikatnie zarazem. Z miłością i czułością tulił.
“Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
“Ja Jestem niczym mgła…” – wyszeptał z ogniem.
“Niczym mgła?!” – szepnęłam zdziwiona i zaciekawiona jednocześnie.
“Tak. Gdy wchodzę do duszy otulam jej serce niczym mgła.”
“To prawda!” – szepnęłam zachwycona.
Sama doświadczam tego! Tego otulenia… Doświadczam! Tylko do tej pory nie umiałam wyrazić tego stanu. Mgła…
“Ale w tej mgle nic nie widać!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. A ja szeptałam dalej:
“Ale wiesz, mój Jezu? Ja nie potrzebuję widzieć gdzie idę. Ty mnie prowadzisz. Ty wiesz dokąd, znasz cel. Ja nie muszę. Idę tam dokąd mnie prowadzisz. Prosto przed siebie…” – szepnęłam z uśmiechem.
“To jest właśnie miłość!”
“Miłość?” – spytałam niepewnie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… I przypomniałam sobie, że niedawno słyszałam, że takie słowa: ‘Zażyłość z Bogiem to stopnie: wiara, nadzieja i miłość. Wiara to znaczy, że wierzysz w Boga. Nadzieja, że ufasz Mu. A miłość to już nie tyle wierzysz, już nie tyle ufasz, ale kochasz. Już nie potrzebujesz wierzyć, nie potrzebujesz ufać. Tylko kochasz. Kochasz ponad wszystko inne.'”
“Właśnie tak, Monisiu. Właśnie tak!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie jak w obrazek… I ja patrzyłam w mojego umiłowanego. Jego Miłość otulała moje serce niczym mgła…

MALUTKA

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptał z czułością:
“Co u ciebie, Monisiu kochana?”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“Dziękuję, dobrze, kochany! Wiesz… Wydaje mi się, że jestem coraz mniejsza. Maciupeńka!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i tajemniczo. A ja mówiłam dalej:
“I wiesz mój Jezu? Wszystko mi wychodzi! Co nie zacznę, czego się nie dotknę. Wychodzi mi! To dzięki Tobie! Wiem!”
Mój śliczny Jezus uśmiechnął się do mnie szeroko!
“Wychodzi ci właśnie dlatego, że jesteś maleńka, Monisiu!”
“Ale kiedy byłam większa to też mi wychodziło!” – szepnęłam.
Zamyśliłam się…
“Nie. Skłamałabym gdybym tak powiedziała. Kiedy byłam większa, nie zawsze mi wychodziło. A teraz zawsze!”
“Jesteś maleńka i pozwalasz Mi w sobie działać. Dlatego ci wychodzi! Wiesz, że jesteś taka malutka. I że sama z siebie nic nie zrobisz. Liczysz na Mnie, a Ja w tobie działam!” – wyszeptał Jezus z lubością.
“Chcę być jeszcze mniejsza. Ale nie dlatego, żeby mi wychodziło, czy nie wychodziło. Chcę być mniejsza dla Ciebie, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować! Całował całym Sobą! Z miłością. Z ogniem!
“Nawet nie wiesz ile Mi sprawiasz radości, Monisiu kochana! Nawet nie wiesz ile!!!” – szeptał całując mnie ciągłe.
Całował i całował! Wciąż mnie całuje…

NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO…

“Na początku było słowo…”
Bóg wypowiada słowo… Wychodzi do mnie w słowie. Pragnie wejść ze mną w relację, w zażyłość. Pragnie wejść w bliskość, w intymność. W komunię ze mną. Chce mi zwiastować Dobrą Nowinę! Dobrą Nowinę dla mnie. Dobrą Nowinę o mnie! Chce mi powiedzieć, że jestem dla Niego najważniejsza. Że jest we mnie zakochany! Że jestem Jego umiłowanym dzieckiem! Umiłował mnie jeszcze przed założeniem świata. I ciągle mnie pragnie, chce, tęskni za mną… Kocha po prostu. I chce, abym i ja się przed Nim otworzyła. Abym Mu zaufała. Abym oparła na Nim swe życie
“Na początku było słowo…” Bóg wypowiada słowo… Otwiera się przede mną! Pragnie mi pokazać Swoje wnętrze, Swoje Centrum. SERCE… Słowo Wypowiadającego świadczy o Wypowiadającym. Słowo Boga mówi o Nim. Podobnie jak moje słowa świadczą o mnie.
“A słowo stało się ciałem.”
Bóg nie mówi na wiatr. Bez sensu. On mówi konkretnie! Realnie, namacalnie. Bóg wypowiada Słowo i Ono przychodzi. Ma moc! Ożywia, uzdrawia, koi. Staje się Ciałem. Człowiekiem! Ma Imię!
“Na początku było słowo…”
Na początku? To znaczy kiedy? Na początku dziejów, kiedy jeszcze świat nie istniał? Ale przecież w Bogu czas nie istnieje. Nie ma przeszłości, teraźniejszości, ani przyszłości. Bóg istnieje poza czasem. Istnieje ponad czasem. W Bogu jest wieczne TERAZ. A może na początku mojego życia? Może na początku każdego dnia pragnie wchodzić ze mną w relację. A może teraz! W tej chwili. Może teraz jest początek… Bóg jest zawsze początkiem… Nie ma w Nim końca. On jest zawsze na początku. I pragnie być dla mnie na początku. Na początku mojego życia, istnienia. Ale i we mnie pragnie być na początku. W moim sercu. Na początku On, dopiero potem wszystko inne. Mój początek jest w Bogu. W Jego Słowie, Słowie, które stało się Ciałem. W Jezusie Chrystusie. Światłości świata. Jezus pragnie się stawać Ciałem w moim życiu. Z Nim i w Nim mogę zacząć wszystko od początku!

BŁOGOSŁAWI!

Za oknem słychać było wybuchy petard i fajerwerków. Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały! Z miłością patrzył… Z lubością. Patrzyłam w mojego Ślicznego rozpromieniona i szeptałam:
“Dziękuję mój Jezu za mijający rok! I proszę, aby ten, który nadchodzi był taki jak Ty sobie życzysz! Proszę za moje Duchowe Dzieci! Błogosław Je! Wszystkie razem i każde z osobna! Obdarz Je szczodrze! Obdarz Swoją miłością, bliskością i czułością! Błogosław każdą godzinę ich życia, każdą minutę, każdą sekundę. Błogosław ich serca! Ich myśli, słowa i czyny! Błogosław każde dobro, które dziać się będzie za ich przyczyną! Uśmiechaj się nimi! Błogosław moje kochane Dzieci, mój Jezu!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
“Błogosławię Dzieci i ich Duchową mamę!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Dziękuję mój Jezu! Dziękuję kochany!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja…

GADUŁA!

Jezus trzymał mnie w objęciach. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
“Wiem, Monisiu, że uradowałaś, uszczęśliwiłaś kogoś w te Święta!” – wyszeptał z ogniem.
Zaskoczył mnie, że o tym chce rozmawiać! Święta już minęły. A ja nie bardzo chciałam o tym mówić. Ale skoro On chce… Ok!
“Tak!” – potwierdziłam nieśmiało.
“A w jaki sposób ucieszyłaś?”
“Dałam obraz!”
“Obdarowałaś kogoś swoim obrazem?! Pięknie!”
“Dałam dwa, do wyboru, dwie ‘Madonny z Dzieciątkiem. I pani wybrała jedną z nich.”
“A jak zareagowała na prezent od ciebie?!” – dopytywał Jezus tak jakby nie wiedział.
“Zdziwiła się baaaaaardzo! I baaaaaardzo ucieszyła! Popłakała się z radości… Powiedziała, że myślała, że nic ją już nie spotka, a tu coś takiego! Obcałowała mnie i dziękowała bardzo!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z nieśmiałą radością i szczęściem wielkim!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
“To Mnie tak bardzo uradowałaś i uszczęśliwiłaś, Monisiu kochana!
“Wiem. Ale wolałabym, żeby to było ukryte!”
“Nie czytałaś? ‘Nie ma nic ukrytego co by na jaw nie wyszło’?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Czytałam! Bo Ty lubisz się wygadać! Gaduła jesteś, kochany!” – zaśmiałam się perliscie.
“O tym nie można milczeć, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.

PROROKINI ANNA

“Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.”
Prorokini Anna. Z zapisu św. Łukasza możemy wnioskować, że nie miała łatwego życia. Po kilku latach małżeństwa umarł jej mąż. Została wdową. Kobietą ubogą i na marginesie społeczeństwa. Anna nie poddała się jednak rozpaczy, bólowi po stracie męża. Nie poddała się się smutkowi i narzekaniu, zgorzknieniu. Poddała się Bogu! Oddała się Mu! Podporządkowała Jemu całe swoje życie. W Łukaszowej Ewangelii ukazana jest już jako staruszka. Staruszka, która całe dnie i noce spędza w Świątyni na modlitwie. Nie je, nie pije, nie śpi. Modli się! Błaga, przeprasza, dziękuje. Uwielbia! Żyje w świetle Bożego Oblicza. W Jego Miłości, radości i szczęściu. A Bóg błogosławi Annę i obdarowuje ją niezwykłą łaską. Darem prorokowania. Mówi o Nim! Ogłasza zbawienie wszystkim, którzy Go oczekują. W Ewangelii nie jest napisane, czy prorokini Anna widzi jak Miriam i Józef przynoszą Dzieciątko Jezus do Świątyni. Nie jest napisane, czy widzi Tego, o których prorokuje. Ale może nie musi, nie potrzebuje Go widzieć! Może żyje w tak wielkiej zażyłości i bliskości z Jezusem, że nie potrzebuje Go widzieć. Może już dawno widzi, nosi Go w swoim sercu? Może pieści Go, adoruje, uwielbia…
Prorokini Anna. Staruszka o uśmiechniętym sercu. Staruszka o sercu dziecka. Uśmiecha się dzisiaj do nas z góry!

ROZKOSZ SAMA…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. I znów znalazłam się w moim sercu! I w objęciach trzymałam Dzieciątko! Nowonarodzone Dzieciątko Jezus! Uśmiechało się do mnie cudownie! I ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Uszczęśliwiona i uradowana cała! Na sercu było mi ciepło i błogo…
“Jak mogę Ci usłużyć, Maleńki mój?” – spytałam z miłością.
“Pocałuj Mnie, Monisiu!” – szepnęło SERCE Najdroższe.
Aż podskoczyłam z radości! Wydawać by się mogło, że służba jest czymś trudnym, wymagającym jakiegoś wysiłku. Tymczasem to czysta radość i szczęście! Rozkosz sama! Pochyliłam się i ucałowałam stópki, rączki i oba policzki.
“Tak mogę Ci służyć do końca życia! I całą wieczność, kochany!” – szepnęłam z mocą.
“Rodzice służyli Mi czułością. Pasterze zadziwieniem. Mędrcy zachwytem. A Herod… sama wiesz, maleńka Moja…”
“Wiem!”-szepnęłam ze smutkiem i bólem.
Znów zaczęłam całować Maleńkiego… On uśmiechał się do mnie przepięknie. A na sercu moim było mi miękko, ciepło i błogo…

ŻYCIE W BOŻEJ ŚWIATŁOŚCI

“Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności.“
Dzisiaj święto św. Młodzianków, niemowląt zamordowanych w Betlejem i okolicy na rozkaz króla Heroda. Herod tak bardzo obawiał się nowonarodzonego Króla żydowskiego, że kazał wymordować wszystkich chłopców w wieku do dwóch lat.
W jak wielkiej trzeba żyć ciemności, żeby obawiać się bezbronnego dziecka! W jak wielkiej duchowej ciemności trzeba być, aby bać się Mesjasza! Żeby traktować Go jak rywala, przeciwnika, wroga! Herod szedł do władzy po trupach. Wymordował całą rodzinę! Był chciwy władzy. Chciwość jest zawsze głodna, nienasycona, nienażarta. Pragnie więcej i więcej. Nie cofnie się przed niczym. Nawet przed morderstwem! Taka chciwość przeradza się w żądzę, a żądza w obsesję! Taka ciemność jest iście szatańska. Człowiek owładnięty taką ciemnością już nie wie co robi. Jak ślepy prze po omacku. Po trupach do celu.
A Bóg jest światłością. I nie ma w Nim żadnej ciemności! Ani odrobiny, ani okruszka, ani pyłku. Tylko światłość! Tak jasna, że ciemność jej nie ogarnie. Nie ma do niej dostępu. Mędrcy choć poganie, odkryli Światłość szli do Niej. Pokłonili się Jej i Nią zachwycili. Król Herod uciekał przed Nią. W swej obsesji od Niej uciekał, a jednocześnie chciał zabić!
Strzeżmy się takiej ciemności!! Wyrzeknijmy się ciemności grzechu, pychy i kłamstwa. A żyjmy w Bożej Światłości! W Jego łasce i Miłości! Idźmy za Nią, a będziemy mieć światło Życia. Teraz i w wieczności!

W ZACHWYCENIU!

Gdy patrzę na nowonarodzone Dzieciątko Jezus leżące w żłobie ogarnia mnie zdumienie nad pokorą Boga! Zadziwienie i zachwyt jednocześnie. Rozczulenie i onieśmielenie… Przedwieczne Słowo staje się Niemowlęciem. Nie może wypowiedzieć słowa… Nie umie mówić. Potężny, Wszechmocny i Wszechmogący staje się maleńki, bezbronny i bezradny. Oddaje się w ręce ludzi. Wydaje się im! Od urodzenia! Zdany na ich łaskę i niełaskę… Ludzie mogą zrobić z Nim wszystko. Ja mogę zrobić z Nim wszystko! Mogę dotykać Dziecię. Mogę Je objąć, wziąć na ręce, przytulić. Mogę spojrzeć Mu w oczy, mogę się do Niego uśmiechnąć. Mogę Je pocałować! Pieścić… Mogę poczuć Jego oddech. Bicie SERCA… Odległy, daleki, nieznany Bóg, staje się Bogiem bliskim. Emmanuelem! Bogiem z nami.
Choć Święta już minęły, ja wciąż trwam w zachwyceniu nad cudem Bożego Narodzenia!

WOLA OJCA

Trzymałam w ramionach Dzieciątko… Uśmiechałam się do Niego radośnie! I Ono uśmiechało się do mnie… Cudownie! Patrzyłam w Jego duże oczka, patrzyłam. I się zapatrzyłam… Stawałam się coraz mniejsza i mniejsza… Nagle spostrzegłam ze zdumieniem, że to ja leżę w objęciach Dzieciątka! Było mi dobrze, miękko na sercu i błogo. Rozmyślałam…
“«Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Byłeś dla Swoich ziemskich Rodziców oczkiem w głowie. Byłeś Ich Synkiem umiłowanym. Byłeś dla Nich najważniejszy! Gdy byłeś maleńki, Miriam tuliła Cię do Serca, pieściła. Karmiła, przewijała. Troszczyła się o Ciebie. Józef tak samo. Gdy miałeś 12-lat, nie byłeś jeszcze dorosły. Według Prawa chłopiec staje się dorosłym w wieku 13 lat. Podczas uroczystości bar micwy chłopcy wzywani są po raz pierwszy do odczytania fragmentu Tory oraz wygłoszenia do niej własnego komentarza. Od tej pory młody człowiek może czytać i komentować Pismo. Może dyskutować na jego temat z innymi. Gdy się ‘zgubiłeś’ w Jeruzalem byłeś jeszcze dzieckiem. Rodzice po ludzku się o Ciebie martwili. I gdy odnajdują Cię w Świątyni jerozolimskiej, wśród uczonych i słyszą taką Twoją odpowiedź, nie wiedzą co myśleć. Nie rozumieją Twojej odpowiedzi, a tym samym nie rozumieją Ciebie. Wydaje się, że Miriam powinna wiedzieć, że jesteś kimś niezwykłym. Że jesteś Synem Bożym. Przecież poczęła Cię w cudowny sposób. Na własne oczy widziała spełniające się proroctwa. Teraz wygląda jakby o tym wszystkim zapomniała. Ty pokazujesz Rodzicom, że nie przyszedłeś tylko do Nich, ale do całej ludzkości. Że nie jesteś Ich własnością. Mówisz, że Świątynia należy do Twego Ojca Niebieskiego, a tym samym do Ciebie. To Twoje miejsce. Ale przede wszystkim dajesz Rodzicom do zrozumienia, że najważniejsza jest dla Ciebie Wola Ojca. Przyszedłeś na świat, aby pełnić Jego Wolę. Pełnić i wypełnić, do końca. Wola Ojca jest Twoim pokarmem. Twoim życiem… A jaka jest ta Wola? Aby całą ludzkość przyprowadzić z powrotem do Domu. Synom marnotrawnych przywrócić godność dzieci Bożych! Wlać do serc ludzi pewność, że są umiłowanymi dziećmi. Przybranymi braćmi i siostrami Jezusa. Jakie to piękne!”

DZIĘKI!

Jezus patrzył we mnie z lubością i zachwytem wielkim… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa rozpromieniona cała!
“Spojrz, Monisiu! To twoje serce!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
I zobaczyłam serce moje… A w nim Dzieciątko! Nowonarodzone Dzieciątko… Wypełniało całe moje serce! Dzieciątko uśmiechało się do mnie cudownie i patrzyło we mnie wielkimi pięknymi oczkami… Byłam szczęśliwa ogromnie! Radość, pokój i błogość zalewały mi serce… Objęłam Dziecię z miłością. A ono przytuliło się do mnie… wtuliło się całkowicie! I ja się w Nie wtuliłam. A moje serce szeptało:
“Dzięki za Twoje Wcielenie!
Dzięki za Twe Narodzenie!
Dzięki za Twe uniżenie!
Za Miłość i bliskość dzięki!
Jezu Malusieńki!”

WIELKA MIŁOŚĆ!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach i rozmyślałam…
“Wielka Miłość nie potrzebuje być w centrum, aby się narodzić. Wystarczy Jej ubocze, obrzeże, peryferia miasta. Wielka Miłość nie potrzebuje zgiełku, hałasu, aby przyjść do ludzi. Wystarczy Jej prostota i cichość szopki. Wielka Miłość nie chce wygód, nie jest wybredna. Wystarczy Jej twardy, zimny żłób dla zwierząt. Wielka Miłość pragnie tylko jednego. Ciebie! Pragnie twej miłości, twego serca. Twej bliskości… Może jesteś teraz na obrzeżach, na peryferiach Kościoła. Może jest w tobie hałas, zgiełk nieuporządkowanych przywiązań. Może twoje serce jest twarde i zimne jak żłób betlejemski. Wielkiej Miłości to nie przeszkadza! Wystarczy tylko, że uchylisz Jej drzwi swego serca i zaprosisz do środka. Wielka Miłość ogrzeje, rozpali, rozświetli, uciszy twe serce! Zaprowadzi cię z powrotem na łono Kościoła. I znów będziesz mógł wzrastać, dojrzewać i wydawać owoce! Znów będziesz żył w blasku, w świetle Wielkiej Miłości! Maleńka Wielka Miłość…”

WIELKIE RZECZY!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Ja patrzyłam w mojego Ślicznego jak urzeczona…
“Wielkie rzeczy mi uczyniłeś, kochany mój Jezu! Wielkie rzeczy!!! Mi uczyniłeś! Wciąż czynisz!!!”-szepnęłam z mocą.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Bo uświadomiłam sobie, że powtarzam słowa, które wyśpiewała Miriam! I mogę Jej słowa przyjąć jako moje! Jako moje własne! Ostatnio odkryłam ze zdumieniem, że Magnificat umiem na pamięć, choć nigdy się go świadomie się nie uczyłam. Samo weszło mi w serce… I mogę powiedzieć, że Magnificat, pieśń uwielbienia jest też moim uwielbieniem.
Tak… Wielkie rzeczy czyni mi Wszechmocny! Święte jest Jego Imię!
I usłyszałam szept mego serca:
“Bóg pokornym daje łaskę. W sercach pokornych i cichych znajduje upodobanie. W nich czyni wielkie rzeczy! W sercach szczerych, czystych i prostych. W sercach ludzi kochających Boga. Dla których On i Jego wola jest najważniejsza! Ważniejsza niż życie! Ich też wywyższa, tak jak wywyższył Miriam, pokorną służebnicę. Która uwierzyła Bogu na Słowo. I to Słowo się w Niej poczęło i narodziło. Słowo stało się Ciałem. Najpierw dla Miriam. W Miriam. A potem dla wszystkich, którzy przyjmą Słowo do serca. Którzy będą Nim żyć. Słowo pragnie stawać się Ciałem. W nas. I czynić wielkie rzeczy. W nas. I przez nas!”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
“Czynię ci wielkie rzeczy, bo Mi na to pozwalasz, Monisiu kochana!” – wyszeptał z ogniem.

Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa jak w Obrazek…

CUD!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zakochana i zachwycona cała! Dotykałam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
“Jak można Ciebie nie chcieć, kochany?! Jak można za Tobą nie tęsknić! Jak można Ciebie nie pragnąć! Jak można?!”
Umiłowany rozpromienił się bardzo nade mną. A ja głaszcząc Jego policzek, rozmyślałam:
“Adwent powoli dobiega końca. Jak go spędziliśmy? Na radosnym oczekiwaniu i modlitwie, czy na gorączkowych zakupach? Gdzie go spędziliśmy? W kościele, czy też może w galeriach handlowych? Pytam, bowiem w jaki sposób spędziliśmy Adwent, tak spędzimy Święta. Co dla nas jest najważniejsze w Świętach? Gwiazdka? Choinka? Prezenty? A gdyby tego wszystkiego, całej tej otoczki nie było? Gdyby było tylko Dzieciątko?! Tylko Ono! Aż Ono! Bo przecież to Ono, nowonarodzone Dzieciątko Jezus jest Sensem, Istotą Świąt! To Jego narodziny świętujemy! Gdyby było tylko Ono? Czy też byśmy się cieszyli? W oryginale Ewangelii św Łukasza jest napisane, że Jan Chrzciciel zatańczył z radości w łonie Elżbiety, że Chrystus go nawiedził. Zatańczył z radości! Może nam dzisiaj brakuje tej czystej radości Jana. Może brakuje zadziwienia, zdumienia pastuszków. Może brakuje zachwytu mędrców. Nie szukajmy magii Świąt! Odkryjmy na nowo cud Bożego Narodzenia!”

NAKARMI…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA z czułością… Zaczęłam rozmyślać:
“Betlejem – Bet Lechem to znaczy ‘dom chleba’. Narodziłeś się, dobry jak chleb, aby zaspokoić wszystkie nasze głody…”
I zobaczyłam obraz… W żłobie, na sianku leżący opłatek…
Patrzyłam na ten obraz i rozmyślałam dalej…
“Taaak… Przyszedł cicho, pokornie, niewidocznie… Jakby nie chciał przeszkadzać Swoją Osobą. Maleńki, delikatny i kruchy. W żłobie dla zwierząt… Aby Go dostrzec i wejść w Tajemnicę początku Zbawienia trzeba pochylić się, uklęknąć, zamilknąć. Trzeba Go najpierw dostrzec, rozpoznać w Dzieciątku. Trzeba przyjść ze swymi głodami. Trzeba Mu otworzyć drzwi domów i serc. A On nakarmi… Głodnych miłości nakarmi Swoją Miłością. Głodnych nadziei nakarmi Nadzieją. Głodnych szczęścia, nakarmi Swym szczęściem. Głodnych bliskości i akceptacji nasyci Swoją bliskością i akceptacją. Podniesie na duchu, ukoi bóle… W tym roku jak zawsze przychodzi do wszystkich. Przychodzi cicho i niezauważenie. Nie wszyscy zechcą przyjąć Dziecię. Zamkną przed Nim domy i serca. Ale wielu drzwi otworzy, wejdzie w Tajemnicę. Pochyli się, uklęknie… A Ono nakarmi. Dzieciątko maleńkie i kruche. Delikatne. I dobre jak chleb. Jak biały opłatek… Sprawi, że nasze serce stanie się domem Chleba.”

JAN

“Jan Chrzciciel. Ostatni prorok Starego Przymierza. Działa na przełomie dziejów. Łączy Stare z Nowym. Gwałtownik zdobywający gorliwością, żarliwością i zapałem Królestwo Niebieskie. Jest otwarty na Boga. Od poczęcia. Pozwala się Bogu napełnić Duchem Świętym, ukształtować, powołać. Jest gwałtownikiem, ale jednocześnie jest bardzo pokorny. Mówi o sobie, że jest “głosem”. Głos nie ma własnej treści, sam w sobie jest pusty. Potrzeba, aby ktoś wypełnił go dźwiękiem, słowami. Tym kimś jest dla Jana Bóg. Jan zwiastuje nadejście Mesjasza: ‘nawracające się! Bliskie jest Królestwo Boże! Prostujcie ścieżki dla Pana!’ Chrzci ludzi nad Jordanen: ‘Ja was chrzczę wodą. Lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem!” Zanurzy was w Swojej Męce, śmierci i Zmartwychwstaniu… Ja was chrzczę wodą. Gdy widzi Chrystusa od razu wskazuje na Niego. Sam usuwa się w cień. Uwięziony przez Heroda zostaje zabity za głoszenie prawdy. Przyjaciel Oblubieńca. Tylko i aż. Daje pierwszeństwo Oblubieńcowi. Sam usuwa się w cień. Głos milknie. Powiedział to co miał powiedzieć. I milczy. Gwałtownik Boży. Piękny człowiek!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością…

BÓG – CZŁOWIEK

“Jezus w łonie Miriam był u Siebie. Było Mu tam dobrze. Jak w Niebie! Otulała Go miłość Mamy. Jej Serce biło przy Jego maleńkim SERDUSZKU. Czuł się chciany, kochany i bezpieczny. Bóg – Człowiek w dziewiczym łonie Matki…
Jezu? A czy Ty od razu, od początku wiedziałeś, że jesteś Bogiem, Synem Bożym? Bo niektórzy uczeni twierdzą, że nie wiedziałeś. Że musiałeś do tego dojrzeć, odkrywać, poznawać własną tożsamość. Ja nie wiem… Nie znam się na teologii. Ale wydaje mi się, że Ty od początku, od poczęcia wiedziałeś, że jesteś Bogiem! Dlaczego miałbyś odkrywać tę prawdę? Bóg Ojciec Cię, Swego Syna posłał. Byłeś Bogiem zanim świat powstał! Dlaczego miałbyś to odkrywać? Odkrywałeś, objawiałeś swoje Bóstwo innym ludziom. Na przykład św Elżbiecie, która natchniona Duchem Świętym, zawołała radośnie na widok Miriam: ‘A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?!’ A święty Jan skacze z radości i szczęścia gdy słyszy pozdrowienie Miriam. Ty nie musiałeś szukać, odkrywać Swojej tożsamości! Ty od początku wiedziałeś, że jesteś Bogiem! Bóg – Człowiek… Bóg w ciele człowieka?! Nie! To byłaby jakaś hybryda, mityczny heros. Nie jesteś mitycznym herosem! Jesteś prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Człowiekiem idealnym, doskonałym, pięknym… Jak w Raju Adam przed grzechem pierworodnym. Jesteś nowym Adamem. I jeśli już mogłeś coś odkrywać, poznawać to własne człowieczeństwo. Ty, nieskończony, niczym nieograniczony Bóg, nagle stajesz przed skończonością i ograniczonością człowieczą. Choć wszystko wiesz i znasz, własne człowieczeństwo odkrywasz, doświadczasz jakby na nowo. Na przykład miłość Mamy, Jej bliskość, dotyk… Odkrywasz jako Człowiek, bo jako Bóg znasz od początku. Nie wiem… Tak myślę. To jest wielka tajemnica. Ja wobec niej jestem zbyt maleńka…”
Jezus spojrzał mi w oczy z miłością. Uśmiechał się tajemniczo…
“Wysławiam Cię, kochany TATO, że te tajemnice objawiałeś maleńkim!” – wyszeptał z ogniem i żarliwością.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja…

MESJASZ

“Przyszedł do Swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.” Naród Wybrany oczekiwał Mesjasza. Czekał na Niego stulecia! Wieki! A gdy Mesjasz przyszedł żydzi Go nie przyjęli. Odrzucili. Dlaczego? Bo myśleli, że przyjdzie w wielkiej chwale, może w ogniu, że będzie miał z Sobą ogromną armię. Spodziewali się, że wyzwoli ich naród spod okupacji Rzymu. Że uwolni z niewoli rzymskiej, położy wrogów pod ich stopy. Że Sam usiądzie na tronie i będzie ich królem, władcą. Tymczasem Mesjasz przychodzi ‘cichy i pokorny Sercem’. Mówi o miłości, miłosierdziu, o tym, by kochać nieprzyjaciół. Przebacza grzechy, uzdrawia, jada z celnikami i cudzolożnicami. W końcu umiera. Ukrzyżowany niczym złoczyńca! Nie takiego Mesjasza chcieli żydzi. Oni pragnęli Mesjasza, który wybawi ich od wrogów zewnętrznych. On przyszedł zbawić nas od potężniejszego, straszniejszego wroga niż wróg zewnętrzny! Od wroga, który trawi, niszczy, zabija nasze wnętrza. Nasze serca. Od grzechu! Przyszedł by przytulić nas do SERCA. ‘By ludzkość przytulić do łona i podać z Krzyża grzesznikom zbawcze, skrwawione ramiona’. Czy przyjmę takiego Mesjasza?”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
“Już Go przyjęłaś, Monisiu! Twój Mesjasz przyszedł do serca twego, trzyma cię w Swych ramionach, tuli do SERCA!”
“Tak! Tak mój kochany Jezu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach, zanurzał w Miłości i czynił z Sobą jedno.

W GÓRĘ!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach szczęśliwa cala! Rozmyślałam…
“Miłość tak jak i ufność opiera się na wzajemności. Nie może być jednostronna. Na przykład ja kogoś kocham i ufam mu, a ten ktoś mnie nie kocha, ani mi nie ufa. Na czymś takim nie może powstać prawdziwa relacja, zażyłość. Miriam kocha Boga i ufa Mu we wszystkim. I Bóg kocha Miriam i Jej ufa. Ufa Jej do tego stopnia, że daje Jej Swe dziecko, Syna w opiekę! Dziecko poczyna się w łonie Miriam i od tej chwili jest Matką Bożą. Cała koncentruje się na Synu. Serce i życie Mu oddaje! Zaraz po Zwiastowaniu niesie Go Elżbiecie. Biegnie do cioci Eli, aby jej pomagać, służyć. Idzie w góry. Pod górę. Odtąd całe życie jej wiedzie pod górę. Ku Bogu. Wspina się pod górę Golgoty. Staje pod krzyżem Syna. Miecz boleści przeszywa Jej Serce. Ale Miriam nie zatrzymuje się na Krzyżu. Idzie dalej do Góry. Do Nieba! Nasze życie ku Bogu to wspinaczka w górę. W miłości i ufnoscią do Boga i pewnością, że On nas kocha i ufa mam bezgranicznie. Życie ku Bogu to wytrwałe kroczenie w górę, nie zatrzymywanie się na naszych Golgotach, krzyżach. To niesienie Chrystusa innym. Życie to wspinaczka w Górę. Do Nieba!”
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Jak w obrazek patrzył we mnie…

Facebook login by WP-FB-AutoConnect