SZCZĘŚCIE

Nie bardzo wiem od czego zacząć….Może przedstawię dwie sytuacje.  Na czacie, na katolik.pl.zarejestrowałam się w styczniu i od tego czasu rozmawiam z różnymi ludźmi.Często sami mnie o to proszą. O rozmowę, o radę. Jakiś czas temu ktoś ( w dalszej rozmowie okazało się, że była to dziewczyna) mnie ‘’Czy Bóg w ogóle wysłuchuje modlitw? Tyle się modlę i nic. Co to zna­czy „zaufać Jezusowi“. Co trzeba zrobić, żeby Mu zaufać?  Odpowiedziałam, że mnie często wysłuchuje a‘’zaufać  to  uwierzyć Mu na słowo. ‘’ Jesteś szczęśliwa?’’- spytała.  ‘’ Tak, jestem. Bardzo’’-odpowiedziałam.  ‘’ Pewnie masz dobrego męża, pracę, dzieci?’’ –spytała. Odpowiedziałam, że nie i pokazałam jej swój blog.  Kobieta chwilę milczała. Widocznie pobieżnie czytała bloga. Po chwili wyskoczyło w okienku: ‘’ I Ty piszesz, że jesteś szczęśliwa??!’’ Odpowiedziałam spokojnie, że tak. ‘’ Ja na twoim miejscu załamała bym się!! Obraziła na Boga! ‘’ . ‘’ Jak mogę się na Niego obrazić, skoro On jest ze mną.  Pomaga mi’’ – odpisałam. ‘’I nie chciałabyś chodzić?’’.  ‘’ Nie’’. Kobieta chwilę milczała. Po chwili napisała :’’ wybacz ale nie wierzę ci”’.  ‘’ Mówię jak jest- odpisałam – Nie musisz mi wierzyć’’ Nie odpowiedziala.

A mi zrobiło się jakoś tak smutno. Nie dlatego, że mi nie wierzyła.  ‘’ Co to znaczy zaufać Bogu….-pomyślałam – Uwierzyć Słowu na Słowo’’.

I druga sytuacja. Też z czatu katolik.pl. Napisał do mnie mężczyzna. Informatyk – programista.  Miał bardzo trudną sytuację życiową.Prowadziliśmy rozmowy o Bogu, życiu, wierze. Czasem o niczym. Któregoś razu spytał czy chciałabym mieć program ułatwiający mi pisanie. ‘’A można taki kupić?’’- spytałam. ‘’Kupić nie- odpowiedział – ja mogę napisać. Specjalnie dla ciebie’’. Zdziwiłam się bardzo. ‘’ Dla mnie?? – spytałam. Odpowiedział, że przecież jest programistą i napisanie takiego programu to dla niego „pikuś ‘’.Zapytał jak klikam, żeby np. napisać „ą’’ albo ‘’ ł ‘’. Napisałam, że używam „opcji ułatwień dla niepełnosprawnych, która jest w Windowsie. Przyzwyczaiłam się do tego. Doszliśmy do wniosku, że nie trzeba tego zmieniać. Nowego programu musiałabym się nauczyć,  a to by potrwało.  Intrygowało mnie jednak dlaczego mi to zaproponował. Tak sam z siebie. Spytałam go oto. Na  początku nie chciał odpowiedzieć.Wysyłał uśmiechy. W końcu napisał : „ nawet nie wiesz ile dla mnie zrobiłaś…chciałem ci się jakoś odwdzięczyć’’. Zatkało mnie. ‘’ Ja??? – napisałam. ‘’ Tak,przywróciłaś mi wiarę w człowieka. A napisanie tego programu było by tylko cząstką wdzięczności. Nigdy nie zdołam podziękować za to co dla mnie zrobiłaś’’.

Dwie sytuacje. Dwie osoby. Dwa spojrzenia na świat, Boga,ludzi……

A ja ? Naprawdę jestem szczęśliwa. Nikt nie musi w to wierzyć. Bóg jest ze mną, pomaga mi. Podtrzymuje. Umacnia.

Co z tego, że coraz częściej jestem cała  obolała i bezsilna. On JEST w tym wszystkim.

Mam Wszystko czego mi trzeba do szczęścia. Bo mam Jego.

 

 

 

 

Modlitwa skruszonego grzesznika

Wrócę do domu mego Ojca jak syn marnotrawny, i będę przyjęty. To, co zrobił on, zrobię i ja: czy mnie nie wysłucha? Oto pukam do Twoich drzwi, Ojcze miłosierny; otwórz mi, abym wszedł, abym nie zgubił się, nie oddalił i nie zginął! Uczyniłeś mnie swoim spadkobiercą, a ja opuściłem moje dziedzictwo i rozproszyłem Twoje dobra, tak że jestem teraz jak najmita i niewolnik! 

Miej miłosierdzie nade mną jak nad celnikiem, a ja będę żyć dzięki Twojej łasce! Przebacz mi grzechy, jak przebaczyłeś grzesznicy, Synu Boży! Wyciągnij mnie z głębiny jak Piotra! Miej miłosierdzie nad mą nikczemnością i pamiętaj o mnie, jak pamiętałeś o złoczyńcy! 

Szukaj mnie, Panie, jak zgubionej owieczki, i mnie odnajdziesz; i na Twoich ramionach, Panie, ponieś mnie do domu Ojca! 

Otwórz moje oczy jak ślepcowi, żebym widział Twoje światło! Otwórz mi uszy jak głuchemu, abym usłyszał Twój głos! Ulecz mnie z mojej słabości, jak paralityka, żebym sławił Twoje imię! Oczyść mnie hyzopem z brudu, jak trędowatego! Spraw, o Panie, żebym żył, jak córka Jaira! Uzdrów mnie jak teściową Piotra, ponieważ jestem chory! Obudź mnie jak chłopca, syna wdowy! Zawołaj mnie swoim głosem i rozwiąż moje więzy, tak jak uczyniłeś Łazarzowi!

Jakub z Sarug

Życzenia

 Wczoraj otrzymałam wiele życzeń. Prawdziwych i szczerych. Od serca. Jednak były jedne, które szczególnie utkwiły mi w umyśle.

I w sercu.                                                                                                                       To życzenia od Karoliny:

 ” Czego ja Ci mogę życzyć…Właściwie nie mam pojęcia… Flp 4,13: ”Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Jak mnie ktoś zapyta jak to możliwe, powiem mu: pogadaj z Moniką a zobaczysz na własne oczy. Tylko chciej je otworzyć. Ale miały być życzenia…

Życzę Ci więc po pierwsze Nieba a po drugie, że jak już w Nim będziesz, żebyś tam zobaczyła… (a ponieważ Bóg jest Wszechmogący, Niebo ma sprawiać wieczną radość a Tobie radość sprawia to, że inni są szczęśliwi – to wierzę,że Bóg Ci to pokaże) … żeby Bóg Ci pokazał, jak wiele dusz wyciągnęłaś z czyśćca przez to, że ofiarowałaś za nich swoje cierpienie.

I żebyś spotkała na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi
A jeszcze nawiązując do wypowiedzi jednego z tych ludzi, który pisał,ze dla takich jak Ty to trzeba budować krematoria, to ja chcę, żeby świat był jednym wielkim krematorium, jeśli mam tam spotykać ludzi takich jak Ty.

W ostatniej notce napisałaś za Lewisem: Wszędzie słowa i słowa,wiedziemy je do walki z innymi słowami[…] Życzę Ci, żebyś na tym blogu, tak jak do tej pory, walczyła słowami miłości przeciw słowom złości, nienawiści,dyskryminacji i poniżenia.”


Dziękuję Ci bardzo.                                                                  

ODPOWIEDŹ

  

Dziś wiem, Panie, dlaczego nie udzielasz nam odpowiedzi. Sam jesteś odpowiedzią. Wobec twojego oblicza milknie wszelka wątpliwość. Czy jakaś inna odpowiedź mogła by nam wystarczyć? Wszędzie słowa i słowa, wiedziemy je do walki z innymi słowami. Tak długo cię nienawidziłam, tak długo się lękałam.

„Dopóki mamy twarze” C.S Lewis

—————————————————-

 To prawda… Ty Panie sam Jesteś Odpowiedzią. W Tobie są wszystkie odpowiedzi na nasze pytania i wątpliwości. W Tobie.

PIOTR I PAWEŁ

Święci Piotr i Paweł - książęta Kościoła

Kościół umieszcza w jednym dniu uroczystość św. Pawła wraz ze św. Piotrem nie dlatego, aby równał go w prymacie z pierwszym następcą Chrystusa. Chodziło jedynie o podkreślenie, że obaj Apostołowie byli współzałożycielami gminy chrześcijańskiej w Rzymie, że obaj w tym mieście oddali dla Chrystusa życie swoje oraz że w Rzymie są ich relikwie i sanktuaria. Najwięcej jednak zaważyła na połączeniu pamiątki obu Apostołów w jednym dniu opinia, dzisiaj uznawana za mylną, że obaj Apostołowie ponieśli śmierć męczeńską w jednym dniu i roku. Już w roku 258 obchodzono święto obu Apostołów razem dnia 29 czerwca, tak na Zachodzie, jak też i na Wschodzie, co by wskazywało na powszechne przekonanie, że to był dzień śmierci obu Apostołów. Taki bowiem był bardzo dawny zwyczaj, że święta liturgiczne obchodzono w dniu śmierci męczenników, a potem także (od w. IV) – wyznawców.

Święty Piotr ApostołWłaściwe imię Piotra to Szymon (Symeon). Pan Jezus zmienił mu imię na Piotr przy pierwszym spotkaniu, gdyż miało ono symbolizować jego przyszłe powołanie. Pochodził z Betsaidy, miejscowości położonej nad Jeziorem Genezaret (Galilejskim). Był bratem św. Andrzeja, Apostoła, który Szymona przyprowadził do Pana Jezusa niedługo po chrzcie w rzece Jordan, jaki Chrystus Pan otrzymał z rąk Jana Chrzciciela (Mt 10, 2; J 1, 41). Fakt, że Chrystus Pan zetknął się z Andrzejem i Szymonem w pobliżu rzeki Jordan, wskazywałby, że obaj bracia byli uczniami św.Jana (J 1, 40-42). Ojcem Szymona Piotra był Jona (Jan), rybak galilejski. Kiedy Chrystus Pan włączył Piotra do grona swoich uczniów, ten nie od razu przystał do Pana Jezusa, ale nadal trudnił się zawodem rybaka. Dopiero po cudownym połowie ryb definitywnie wraz z bratem swoim, Andrzejem, został przy Chrystusie w charakterze Jego ucznia (por. Łk 5, 1-11).
Kiedy Piotr przystąpił do grona uczniów Pana Jezusa, był już człowiekiem żonatym i mieszkał w Kafarnaum u teściowej, którą Pan Jezus uzdrowił (Mk 1, 29-31; Łk 4, 38-39). Tradycja wczesnochrześcijańska wydaje się potwierdzać, że miał dzieci, gdyż wymienia jako jego córkę św. Petronelę. Pewne to jednak nie jest.

Święty Piotr ApostołJezus bardzo wyraźnie wyróżniał Piotra wśród Apostołów. Piotr był świadkiem – wraz z Janem i Jakubem – wskrzeszenia córki Jaira (Mt 9, 23-26; Mk 5, 35-43; Łk 8, 49-56), Przemienienia na górze Tabor (Mt 17, 1-18; Mk 9, 1-8; Łk 9, 28-36) i krwawego potu w Getsemani (Mt 26, 37-44; Mk 14, 33-40; Łk 22, 41-46). Kiedy Jezus zapytał Apostołów, za kogo uważają Go ludzie, otrzymał na to różne odpowiedzi. Kiedy zaś rzucił im pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?” – usłyszał z ust Piotra wyznanie: „Tyś jest Mesjasz, Syn Boga Żywego”. Za to otrzymał w nagrodę obietnicę prymatu nad Kościołem Chrystusa: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli skała), i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 18-19).
Wśród wyróżnień można byłoby wymienić jeszcze inne wypadki. Jezus ratuje Piotra, kiedy tonął w Jeziorze Galilejskim (Mt 14, 28-31). Piotr płaci podatek za Jezusa i za siebie monetą, wydobytą z pyszczka ryby (Mt 17, 23-26); od Piotra Pan Jezus zaczyna mycie nóg Apostołom przy Ostatniej Wieczerzy (J 13, 6-8). Przed pojmaniem Mistrza Piotr zapewnia Go o swojej dla Niego wierności (Mt 26, 33). W Getsemani występuje w obronie Jezusa i ucina ucho słudze arcykapłana, Malchusowi (Mt 26, 50-54; Mk 14, 46-47; Łk 22, 49-50; J 18, 10-11). On jeden, wraz z Janem, idzie za Chrystusem aż na podwórze arcykapłana. Tu rozpoznany wyrzeka się ze strachu Jezusa i trzykrotnie potwierdza zaparcie się przysięgą. Kiedy zapiał kogut, przypomniał sobie przepowiednię Chrystusa i gorzko zapłakał (Mt 26, 69-75; Mk 14, 66-72; Łk 22, 54-62; J 18, 15-27).

Święty Piotr otrzymuje klucze KrólestwaPrzed odejściem do nieba Pan Jezus zlecił Piotrowi najwyższą władzę pasterzowania nad Jego wiernymi wyznawcami i pozostałymi Apostołami (J 21, 1-19). Apostołowie od początku podjęli te słowa i uznali w Piotrze pierwszego spośród siebie. We wszystkich wykazach apostolskich Piotr jest zawsze stawiany na pierwszym miejscu (Mt 10, 2; Mk 3, 16; Łk 6, 14; Dz 1, 13). Pisma Nowego Testamentu wymieniają go 150 razy. Piotr proponuje Apostołom przyłączenie do ich grona jeszcze jednego w miejsce Judasza (Dz 1, 15-26). Piotr pierwszy przemawia do tłumu w dzień Zesłania Ducha Świętego i pozyskuje sporą liczbę pierwszych wyznawców (Dz 2, 14-36). Uzdrawia chromego od urodzenia i nawraca kilka tysięcy ludzi (Dz 3, 1-26). Zakłada pierwszą gminę chrześcijańską w Jerozolimie, sprawuje nad nią władzę sądowniczą (Dz 5, 1-11) i proponuje wybór siedmiu diakonów dla zastąpienia Apostołów w rozdzielaniu jałmużny ubogim Kościoła (Dz 6, 11-10). To jego Chrystus poucza w tajemniczym widzeniu, że ma także przyjmować pogan i nakazuje mu udać się do domu oficera rzymskiego, Korneliusza (Dz 10, 1-48). Na Soborze apostolskim Piotr jako pierwszy przemawia i decyduje, że należy iść także do pogan, a od nawróconych z pogaństwa nie należy żądać wypełniania nakazów mozaizmu, obowiązujących Żydów (Dz 15, 1-12). W myśl zasady postawionej przez Pana Jezusa: „Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada” (Mt 26, 31) – właśnie Piotr staje się głównym przedmiotem nienawiści i pierwszym obiektem prześladowań. Został nawet pojmany i miał być wydany przez króla Heroda Agryppę I Żydom na stracenie. Jednak anioł Pański wybawił go cudownie od niechybnej śmierci (Dz 12, 1-17).
Po uwolnieniu Piotr niebawem udał się do Antiochii, gdzie założył swoją stolicę (Ga 2, 11-14). Stamtąd udał się do Małej Azji (2 P 1, 1), aby wreszcie osiąść na stałe w Rzymie. Tu także poniósł śmierć męczeńską za panowania cesarza Nerona ok. 64 roku na krzyżu, jak mu to Chrystus przepowiedział (J 21, 18-19). O pobycie Piotra w Rzymie i jego śmierci piszą między innymi: św. Klemens Rzymski (+ ok. 97), List do Koryntian, 5; św. Ignacy z Antiochii (+ ok. 117), List do Rzymian 4, 3; św. Dionizy z Koryntu (+ 160); św. Ireneusz (+ 202); Euzebiusz – Historia Kościoła 2, 25, 8; św. Kajus Rzymski (+ 296) i wielu innych.

Święty Piotr ApostołŚw. Piotr zostawił dwa listy, które należą do ksiąg Pisma świętego Nowego Testamentu. Dyktował je uczniowi swojemu Sylwanowi (1 P 4, 12). Wyróżniają się one niezwykłą plastyką i ekspresją. Jako zwierzchnik Kościoła Chrystusa Piotr ma odwagę przestrzec wiernych przed zbyt dowolnym tłumaczeniem pism Pawła Apostoła (2 P 3, 16). Pierwszy list Piotr pisał ok. 63 r., przed prześladowaniem wznieconym przez Nerona. Pisał go z Rzymu. Drugi list, pisany również z Rzymu, prawdopodobnie został zredagowany w więzieniu, gdyż Piotr pisze o swojej rychłej śmierci. Tak więc list powstał w 64 lub 67 roku (2 P 1, 14).
O wielkiej popularności św. Piotra świadczą liczne apokryfy. Na pierwszym miejscu należy do nich Ewangelia Piotra, której fragment udało się przypadkowo odnaleźć w roku 1887 w Achmin w Górnym Egipcie. Mogła powstać już w latach 120-130 po Chrystusie. Kerygma Piotra – to rodzaj homilii. Powstała ona również ok. roku 130 i ma zabarwienie gnostyckie. Apokalipsa św. Piotra należała kiedyś do najbardziej znanych apokryfów. Pochodzi ona również z początków chrześcijaństwa, odnaleziona została w roku 1887 wraz z Ewangelią Piotra. Zawiera ona opis sądu i losu dusz po śmierci. Wreszcie apokryf już znacznie późniejszy, z V w., Dzieje Piotra i Pawła. Autor tak niepodzielnie łączy losy obu Apostołów, że oznacza datę ich śmierci nie tylko w jednym roku, ale nawet w jednym dniu. Nadto wg autora obydwaj Apostołowie zostali pochowani w jednym miejscu. Wyznaczoną przez autora tego apokryfu datę śmierci przyjęło Martyrologium Rzymskie.

Śmierć św. Piotra ApostołaŚw. Piotr poniósł śmierć męczeńską według podania na wzgórzu watykańskim. Miał być ukrzyżowany według świadectwa Orygenesa głową na dół na własną prośbę, gdyż czuł się niegodnym umierać na krzyżu jak Chrystus. Cesarz Konstantyn Wielki wystawił ku czci św. Piotra nad jego grobem Bazylikę. Obecna Bazylika Św. Piotra w Rzymie pochodzi z wieku XVI-XVII, budowana została w latach 1506-1629. Przy Bazylice Św. Piotra jest usytuowane „Państwo Watykańskie”, istniejące w obecnym kształcie od roku 1929 jako pozostałość dawnego państwa papieży. Liczy ono 0,440 km2 powierzchni i zamieszkuje je ok. 1000 ludzi. Bazylika wystawiona na grobie św. Piotra jest symbolem całego Kościoła Chrystusa. Rocznie nawiedza ją kilkanaście milionów pielgrzymów i turystów z całego świata.
Oprócz tej najsłynniejszej świątyni, wystawionej ku czci św. Piotra Apostoła, w samym Rzymie istnieją ponadto: kościół św. Piotra na Górze Złotej (Montorio), czyli na Janikulum, zbudowany na miejscu, gdzie Apostoł miał ponieść śmierć męczeńską; kościół św. Piotra w Okowach, wystawiony na miejscu, gdzie św. Piotr miał być więziony; kościół świętych Piotra i Pawła; kościółek „Quo vadis” przy Via Appia, wystawiony na miejscu, gdzie Chrystus według podania miał zatrzymać Piotra, usiłującego opuścić Rzym.
W czasie prac archeologicznych przeprowadzonych w podziemiach Bazyliki św. Piotra w latach 1940-1949 znaleziono pod konfesją (pod głównym ołtarzem Bazyliki) grób św. Piotra. Chrystus obdarzył swojego następcę darem niezwykłych cudów; Piotr wskrzeszał umarłych (Dz 9, 32-43), nawet jego własny cień miał moc uzdrawiania (Dz 5, 15).
Św. Piotr, pierwszy papież, jest patronem m. in. diecezji w Rzymie, Berlinie, Lozannie; miast: Awinionu, Biecza, Duszników Zdroju, Frankfurtu nad Menem, Genewy, Hamburga, Nantes, Poznania, Rygi, Rzymu, Trzebnicy; a także blacharzy, budowniczych mostów, kowali, kamieniarzy, marynarzy, rybaków, zegarmistrzów. Wzywany jako orędownik podczas epilepsji, gorączki, febry, ukąszenia przez węże.

W ikonografii św. Piotr ukazywany jest w stroju apostoła, jako biskup lub papież w pontyfikalnych szatach. Od IV w. (medalion z brązu – Watykan, mozaika w S. Clemente) ustalił się typ ikonograficzny św. Piotra – szerokie rysy twarzy, łysina lub lok nad czołem, krótka, gęsta broda. Od XII wieku przedstawiany jest jako siedzący na tronie. Atrybutami Księcia Apostołów są: anioł, kajdany, dwa klucze symbolizujące klucze Królestwa Bożego, kogut, odwrócony krzyż, księga, łódź, zwój, pastorał, ryba, sieci, skała – stanowiące aluzje do wydarzeń w jego życiu, tiara w rękach.

Święty Paweł ApostołPaweł pochodził z Tarsu w Cylicji – Mała Azja (Dz 21, 39; 22, 3). Urodził się jako obywatel rzymski, co dawało mu pewne wyróżnienie i przywileje. W naglących wypadkach umiał z tego korzystać (Dz 16, 35-40; 25, 11). Nie wiemy, jaką drogą Paweł to obywatelstwo otrzymał: być może, że całe miasto rodzinne cieszyło się tym przywilejem; możliwe, że rodzina Apostoła nabyła lub po prostu kupiła sobie ten przywilej, bowiem i tą drogą także można było otrzymać obywatelstwo rzymskie (Dz 22, 28) w owych czasach.
Szaweł urodził się w Tarsie ok. 8 roku po narodzeniu Chrystusa. Jego rodzina chlubiła się, że pochodziła z rodu Beniamina, co także i Paweł podkreślał z dumą (Rz 11, 1). Dlatego otrzymał imię Szaweł, spolszczone Saul, od pierwszego i jedynego króla Izraela z tego rodu (panował w wieku XI przed Chrystusem). Rodzina Szawła należała do faryzeuszów – najgorliwszych patriotów i wykonawców prawa mojżeszowego (Dz 23, 6). Uczył się rzemiosła – tkania płótna namiotowego. Po ukończeniu miejscowych szkół – a trzeba przyznać, że Paweł zdradza duże oczytanie (por. Tt 1, 12) – w wieku ok. 20 lat udał się Apostoł do Palestyny, aby w Jerozolimie „u stóp Gamaliela” pogłębiać swoją wiedzę skrypturystyczną i rabinistyczną (Dz 22, 3). Nie znał Jezusa. Wiedział jednak o chrześcijanach i serdecznie ich nienawidził, uważając ich za odstępców i odszczepieńców. Dlatego z całą satysfakcją asystował przy męczeńskiej śmierci św. Szczepana (Dz 7, 58). Nie mając jednak pełnych lat 30, nie mógł wykonywać wyroku śmierci na diakonie. Pilnował więc szat oprawców i zapewne pilnie ich zachęcał, aby dokonali egzekucji (Dz 7, 58-60).

Nawrócenie pod DamaszkiemKiedy tylko Szaweł doszedł do wymaganej pełnoletności, udał się do najwyższych kapłanów i Sanhedrynu, aby otrzymać listy polecające do Damaszku. Dowiedział się bowiem, że uciekła tam spora liczba chrześcijan, chroniąc się przed prześladowaniem, jakie wybuchło w Jerozolimie (Dz 9, 1-3). Gdy Szaweł był bliski murów Damaszku, spotkał go Chrystus, powalił na ziemię, oślepił i w jednej chwili oświecił go, że jest w błędzie; że nauka, którą on tak zaciekle zwalczał, jest prawdziwą; że chrześcijaństwo jest wypełnieniem obietnic Starego Przymierza; że Chrystus nie jest bynajmniej zwodzicielem, ale właśnie tak długo oczekiwanym i zapowiadanym Mesjaszem.
Po swoim nawróceniu (był to ok. 35 rok po narodzeniu Chrystusa, a więc drugi po Jego śmierci) Szaweł rozpoczyna nową erę życia: głosi niestrudzenie Jezusa Chrystusa. Zawiedzeni Żydzi postanawiają zemścić się na renegacie i czyhają na jego zgubę. Zażądali więc od króla Damaszku Aretasa, by wydał im Szawła. Szaweł jednak uciekł w koszu spuszczonym z okna pewnej kamienicy przylegającej do muru miasta. Udał się na pustkowie, gdzie przebywał około trzech lat. Tam Chrystus bezpośrednio wtajemniczył go w swoją naukę (Ga 1, 11-12). Paweł przestudiował i przeanalizował na nowo Stare Przymierze. Udał się następnie do Jerozolimy i przedstawił się Apostołom. Powitano go ze zrozumiałą rezerwą. Tylko dzięki interwencji Barnaby, który wśród Apostołów zażywał wielkiej powagi, udało się przychylnie nastawić Apostołów do Pawła. Ponieważ jednak także w Jerozolimie przygotowywano na Apostoła zasadzki, musiał chronić się ucieczką do rodzinnego Tarsu.

Święty Paweł ApostołStamtąd wyprowadził Pawła na szerokie pola Barnaba. Razem udali się do Antiochii, gdzie chrześcijaństwo zapuściło już korzenie. Oni gminie tamtejszej nadali niezwykły rozwój przez to, że kiedy wzgardzili nimi Żydzi, oni udali się do pogan. Ci z radością przyjmowali Ewangelię tym chętniej, że Paweł i Barnaba zwalniali ich od obrzezania i prawa żydowskiego, a żądali jedynie wiary w Chrystusa i odpowiednich obyczajów. Zostali jednak oskarżeni przed Apostołami, że wprowadzają nowatorstwo. Doszło do konfliktu, gdyż obie strony i tendencje miały licznych zwolenników. Zachodziła obawa, że Apostołowie w Jerozolimie przychylą się raczej do zdania konserwatystów. Sami przecież pochodzili z narodu żydowskiego i skrupulatnie zachowywali prawo mojżeszowe.
Na soborze apostolskim jednakże (49-50 r.) miał miejsce przełom. Apostołowie, dzięki stanowczej interwencji św. Piotra orzekli, że należy pozyskiwać dla Chrystusa także pogan, że na nawróconych z pogaństwa nie należy nakładać ciężarów prawa mojżeszowego (Dz 15, 6-12). Było to wielkie zwycięstwo Pawła i Barnaby. Od tej pory Paweł rozpoczyna swoje cztery wielkie podróże. Wśród niesłychanych przeszkód tak natury fizycznej, jak i moralnej, prześladowany i męczony, przemierza obszary Syrii, Małej Azji, Grecji, Macedonii, Italii i prawdopodobnie Hiszpanii, zakładając wszędzie gminy chrześcijańskie i wyznaczając w nich swoich zastępców. Oblicza się, że w czterech swoich podróżach, wówczas tak bardzo wyczerpujących i niebezpiecznych, Paweł pokonał ok. 10000 km dróg morskich i lądowych. Pierwsza wyprawa miała miejsce w latach 44-49: Cypr-Galacja, razem z Barnabą i Markiem; druga – w latach 50-53: Filippi-Tesaloniki-Berea-Achaia-Korynt, razem z Tymoteuszem i Sylasem; trzecia – w latach 53-58: Efez-Macedonia-Korynt-Jerozolima.
Aresztowany został w Jerozolimie w 60 r. Kiedy namiestnik zamierzał wydać Pawła Żydom, ten odwołał się do cesarza. Przebywał jednak w więzieniu w Cezarei Palestyńskiej ponad dwa lata, głosząc i tam Chrystusa. W Rzymie także jakiś czas spędził jako więzień, aż dla braku dowodów winy (Żydzi z Jerozolimy się nie stawili) został wypuszczony na wolność. Ze swojego więzienia w Rzymie Paweł wysłał szereg listów do poszczególnych gmin i osób. Po wypuszczeniu na wolność zapewne udał się do Hiszpanii (Rz 15, 24-25), a stamtąd pworócił do Achai. Nie wiemy, gdzie został ponownie aresztowany. Jednak sam fakt, że go tak pilnie poszukiwano, wskazuje, jak wielką powagą się cieszył.

Święty Paweł ApostołOk. 67 roku Paweł poniósł śmierć męczeńską. Według bardzo starożytnego podania św. Paweł miał ponieść śmierć od miecza. Nie jest znany dzień jego śmierci. Za to dobrze zachowano w pamięci miejsce jego męczeństwa Aquae Salviae za Bramą Ostyjską w Rzymie. Ciało Męczennika złożono najpierw w posiadłości św. Lucyny przy drodze Ostyjskiej. W roku 284 za czasów prześladowania, wznieconego przez cesarza Waleriana, przeniesiono relikwie Apostoła do Katakumb, zwanych dzisiaj Katakumbami św. Sebastiana przy drodze Apijskiej. Być może, na krótki czas spoczęły tu także relikwie św. Piotra. Po edykcie cesarza Konstantyna Wielkiego (313) ciało św. Piotra przeniesiono do Watykanu, a ciało św. Pawła na miejsce jego męczeństwa, gdzie cesarz wystawił ku jego czci bazylikę pod wezwaniem św. Pawła.
Z pism apokryficznych o św. Pawle można wymienić: Nauczanie Pawła o zabarwieniu gnostycznym. Dzieje Pawła w przekładzie koptyjskim odnalazł i opublikował C. Schmidt w roku 1905. Autor opisuje w nim wydarzenie znane z Dziejów Apostolskich, dołącza na pół fantastyczne dzieje św. Tekli oraz apokryficzną korespondencję św. Pawła do Koryntian, wreszcie opis męczeństwa Apostoła. Według Tertuliana dzieje te napisał pewien kapłan z Małej Azji około roku 160-170. Autor za podszywanie się pod imię apostoła został kanonicznie ukarany. Apokalipsa św. Pawła to opis podróży Pawła pod przewodnictwem anioła w zaświaty. Opisuje spotkanie w niebie z osobami, znanymi z Pisma świętego Starego i Nowego Przymierza oraz w piekle z osobami przewrotnymi. Dzieło to odnalazł Konstantyn Tischendorf w roku 1843 na Górze Synaj w tamtejszym klasztorze prawosławnym. Wreszcie dużą wrzawę wywołał kiedyś spór o Korespondencję św. Pawła z Seneką. Nawet św. Hieronim i św. Augustyn błędnie opowiedzieli się za autentycznością tego dzieła.

Święty Paweł Apostoł

Paweł jest autorem 13 listów do gmin chrześcijańskich, włączonych do ksiąg Nowego Testamentu. Jest patronem licznych zakonów, Awinionu, Berlina, Biecza, Frankfurtu nad Menem, Poznania, Rygi, Rzymu, Saragossy oraz marynarzy, powroźników, tkaczy.

W ikonografii przedstawiany jest w długiej tunice i płaszczu. Jego atrybutami są: baranek, koń, kość słoniowa, miecz.

/ katolik.pl /

Modlitwa ofiarowania cierpienia

krzyz3„Panie Jezu Chryste, oddaję Ci siebie
wraz ze wszystkimi swoimi cierpieniami fizycznymi i duchowymi.
Oddaję Ci cały swój lęk przed cierpieniem
i śmiercią oraz poczucie nieużyteczności cierpienia.

Pragnę jednoczyć się z Tobą, Jezu, 
w Twoim cierpieniu na krzyżu za zbawienie świata,
aby z tego źródła naszego zbawienia czerpać moc uzdrowienia,
siły do niesienia cierpienia oraz radość z Twojego zwycięstwa nad szatanem,
cierpieniem, grzechem i śmiercią.

Święty Ojcze Pio, módl się za nami
i pomagaj nam w ofiarowywaniu cierpienia za nawrócenie grzeszników
oraz w intencjach całego Kościoła!”.

TRÓJCA ŚWIĘTA

Wiara w jednego Boga w trzech Osobach jest jednym z najbardziej specyficznych elementów chrześcijaństwa. Żadna inna religia tej tajemnicy nie podaje do wierzenia. Istnienie Trójcy Świętej jest dogmatem naszej wiary. Samym ludzkim rozumem nie doszlibyśmy do tej prawdy.Objawił nam to Jezus Chrystus. Jest wiele miejsc, na których Pan Jezus mówi o swoim Ojcu jako odrębnej Osobie-Bogu. Można przytoczyć kilkadziesiąt miejsc w Ewangeliach, gdzie jest mowa o Duchu Świętym jako równym Ojcu i Synowi i jako o odrębnej od nich Osobie. Gdy archanioł zwiastuje Maryi, że zostanie Matką,Ewangelista wyraźnie zaznacza, że to Bóg go posłał, aby Jej zwiastować, iż porodzi Syna Bożego – i że stanie się to za sprawą Ducha Świętego (Łk 1,30-35)

Przy chrzcie Pana Jezusa objawia się cała Trójca Święta: Syn Boży stoi na brzegu, Bóg Ojciec daje Mu świadectwo głosem a Duch Święty jawi się nad Jezusem w postaci gołębicy (Łk 3, 22-23). Zanim Pan Jezus wstąpił do nieba, powiedział Apostołom te znamienne słowa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” (Mt 28, 19). Kiedy Chrystus zapowiada zesłanie Ducha Świętego na Apostołów, mówi: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam” (J 14, 16). „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy” (J 14, 26). „Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie” (J 15, 26).

 Już Apostołowie podjęli tajemnicę Trójcy Świętej:”Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi” (2 Kor 15, 13). „Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Jezusie Chrystusie i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych” (2 Kor1, 21). „Piotr, Apostoł Jezusa Chrystusa do wybranych. (…) Według tego,co przewidział Bóg Ojciec, aby w Duchu zostali uświęceni” (1 P 1, 1).

Tajemnica Trójcy Świętej przekracza możliwości naszego pojmowania. Dlatego nie dziwne, że właśnie na tę prawdę od samego początku istnienia Kościoła skierowane były najliczniejsze ataki heretyków, określane wspólnym mianem antytrinitaryzmu. Już pierwsze sobory powszechne Kościoła stanowczo potępiły te błędy i w swoich symbolach wiary dały jasny wykład nauki chrześcijańskiej. Podobnie także pierwsi pisarze Kościoła kładą tę tajemnicę jako fundament wiary. Św. Klemens Rzymski, papież (+ ok. 97) pisze w liście do Koryntian: „Czy nie jednego Boga (Ojca) mamy i jednego Chrystusa i jednego Ducha łaski, wylanego na nas?” Św. Ignacy Męczennik (+ ok. 117) pisze do Magnezjan: „Jak Chrystus jest uległy Ojcu według ciała, tak i Apostołowie Chrystusowi, Ojcu i Duchowi”. W wyznaniu wiary z wieku III spotykamy słowa: „Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, naszego Pana, który narodził się z Maryi przez Ducha Świętego”.W tym samym czasie św. Dionizjusz z Aleksandrii (+ 265) pisze wprost o istnieniu w jednym Bogu Trójcy. Wyznanie wiary, które nam przekazał pierwszy powszechny sobór w Nicei w roku 325, nie tylko odróżnia odrębność osób w Bogu,ale z całą mocą podkreśla również ich jedność w naturze. Jeszcze szerzej tę prawdę rozwinęły sobory: Konstantynopolitański I (381), Efeski (431) i Chalcedoński (451). Na temat tajemnicy Trójcy Przenajświętszej napisali całe traktaty: św. Atanazy (+ 373), św. Grzegorz z Nazjanzu (+ 390), św. Cyryl Aleksandryjski (+ 444) i św. Augustyn (+ 430). Wykazywali oni, (a także wielu innych po nich) nie tylko istnienie tej prawdy, ale usiłowali określić także jej naturę, oczywiście w granicach dostępnych dla rozumu.

 Prawda o tajemnicy Trójcy Przenajświętszej jest dla nas o tyle istotna, że przedstawia Pana Boga, jakim jest sam w sobie.Pan Bóg jest jeden w swojej naturze, ale w trzech osobach. Osoby Boskie różnią się między sobą rzeczywiście tak, że jedna osoba nie jest osobą drugą. Nie różnią się jednak naturą ani też przymiotami, ani też działaniem, które jest wspólne. Mają wspólną naturę Bożą, wszystkie przymioty i działania Boże. Osoby różnią się między sobą jedynie pochodzeniem: Bóg Ojciec nie pochodzi od nikogo,Syn Boży pochodzi przez odwieczne i duchowe zrodzenie od Ojca, Duch Święty pochodzi przez wspólne tchnienie miłości Ojca i Syna. Pierwszą osobę wyróżnia ojcostwo, drugą osobę – synostwo, a trzecią – pochodzenie od Ojca i Syna. Tyle zdołała określić teologia katolicka na podstawie tekstów Pisma świętego i pism Ojców Kościoła.

Odrębny obchód ku czci Trójcy Świętej powstał w liturgii stosunkowo późno, bo dopiero w wieku XI. W roku 1334 papież Jan XXI rozszerzył ją na cały Kościół. Św. Rupert, opat z Ottobeuren (+ ok. 1180), zna to święto i tak tłumaczy, dlaczego zostało ono umieszczone w najbliższą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego: „Albowiem wkrótce po Zstąpieniu Ducha Świętego prawda Chrystusowa i chrzest przez Niego nakazany w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego były udzielane po całym świecie. Tak przeto uroczystość dzisiejsza jest najpiękniejszym zamknięciem cyklu zbawienia”. W Polsce z tym dniem kończy się również czas Spowiedzi i Komunii świętej wielkanocnej.

Dla pogłębienia wśród wiernych nabożeństwa do Najświętszej Trójcy Kościół w swoich modlitwach liturgicznych dodaje: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu”. Kościół we wszystkich swoich modlitwach wzywa Boga w trzech Osobach: każdą modlitwę liturgiczną kończy wezwaniem Trójcy Najświętszej. Modlitwę „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu”miał już wprowadzić Sobór Nicejski I w roku 325. Synod w Narbon (589) nakazał kapłanom każdy psalm kończyć tą piękną modlitwą, co trwa po nasze czasy i znajduje swe odbicie także w Liturgii Godzin. W wieku XII został założony zakon trynitarzy dla uczczenia tej tajemnicy (w roku 1198). Jego fundatorami byli:św. Jan z Matha i św. Feliks Valois. Zatwierdził ten zakon papież Innocenty III. Szczególnym czcicielem Trójcy był św. Patryk (f ok. 461), apostoł Irlandii. Tajemnicę Trójcy Przenajświętszej miał on tłumaczyć obrazem trójlistnej koniczyny. Do dnia dzisiejszego w jego święto (17 III) Irlandczycy przypinają sobie do ubrania liść koniczyny.

 Z symboliką Trójcy po raz pierwszy spotykamy się w sztuce chrześcijańskiej już w wieku IV. Na sarkofagu, który można oglądać w Muzeum Laterańskim, Trójca Najświętsza jest przedstawiona w postaci trzech osób ludzkich. W bazylice św. Pawła w Rzymie z V wieku spotykamy inny symbol:Boga Ojca jako osobę ludzką, Syna Bożego w postaci baranka i Ducha Świętego w postaci gołąbka. Symbolem późniejszym jest trójkąt, który często otaczano słońcem na wyrażenie natury Boskiej. Bardzo dawnym symbolem Trójcy Przenajświętszej jest trianguł, który diakon zapalał w Wielką Sobotę w obrzędzie poświęcenia światła. Są to umieszczone na jednym drążku trzy świece na trzech rozgałęzieniach. Również starożytnym symbolem jest litera Y, którą tworzą trzy równe ramiona. Symbolem bardziej skomplikowanym, ale bardziej wymownym są trzy koła w trójkącie, tak umieszczone, że wzajemnie się wypełniają. Od wieku XII bardzo rozpowszechnił się symbol: Boga Ojca w postaci starca, siedzącego na tronie, Syna Bożego, rozpiętego na krzyżu, który jest oparty o kolana Boga Ojca i Ducha Świętego w postaci gołębicy.

/ katolik.pl /

” Dziewczyna czytająca list…”

Historycy sztuki w zasadzie jednogłośnie uważają Vermeera za arcymistrza kobiecych portretów. Innym malarzom zdarzało się czasami uchwycić pędzlem pełnię kobiecości. Vermeer osiągał to za każdym razem.

„Dziewczyna czytająca list…” to mój ulubiony Vermeer, choć wybrać z jego dorobku to jedno najwspanialsze płótno jest mi szalenie trudno. Lektura, która tak wciągnęła młodą niewiastę, jest najpewniej listem miłosnym. Najmocniejszy tego dowód kryje się pod warstwami farby. Prześwietlenie promieniami rentgena wykazało, że początkowo dziewczynie miał towarzyszyć kupidyn.

————————————————-


Informacje biograficzne o malarzu sa bardzo skape. Wiadomo, iż jego dziadkami od strony ojca byli Jan Reyersz – krawiec i Neetle Goris. Ojciec Vermeera – Reynier Jans urodził się w 1591 roku, a w 1611 wyjechał do Antwerpii, by tam nauczyć się techniki wyrobu adamaszku. Cztery lata pózniej poslubił Dignę Baltens, córkę Balthasara Gerritsa, zamieszanego w niezbyt legalne interesy. Wtedy też Reynier Jans do swojego imienia dodał nazwisko Vos (Lis), zmienione pózniej na Vermeer. W 1631 roku wstapił do cechu sw. Łukasza jako handlarz dziełami sztuki. Był także wlascicielem domu Mechelen przy Marktveld w Delft, gdzie prowadził karczmę.
W 1632 roku na swiat przyszedł syn Digny Baltens i Reyniera Jansa – Johannes, ochrzczony 31 pazdziernika. Dokładna data jego narodzin nie jest znana. Artysta miał także starsza siostre – Gertruy Vermeer (1620-1670).
Niewykluczone, że pierwszy kontakt ze sztuka Johannes zawdzięcza ojcu, a konkretnie wykonywanemu przez niego zawodowi handlarza dziełami sztuki. Nie zachowały się żadne informacje na temat edukacji Vermeera – wiadomo jedynie, że w 1653 roku wstapił do cechu (gildii) sw. Łukasza, skupiajacego malarzy, rzemieslników i osoby wykonujace różne inne profesje. Był czterokrotnie wybierany członkiem jego zarzadu (1662, 1663, 1670 i 1671). Jednak aby wstapić do gildii, najpierw musiał przez 6 lat uczyć się u któregos ze znanych malarzy. Według jednej z hipotez mógł nim być Leonaert Bramer (1594-1674). Możliwe, że nauczycielem Vermeera był Carel Fabritius (1622-1654).
20 kwietnia 1653 Vermeer poslubił w Schipluy Catharine Bolnes (ok. 1631-1688), pomimo poczatkowego sprzeciwu jej matki Marii Thins. Za Vermeerem wstawił się u niej wspomniany już Leonaert Bramer. W gre wchodzić mogły zarówno finanse – rodzina Cathariny była dobrze sytuowana, podczas gdy Vermeerowie byli zadłużeni, jak i religia – Catharina byla katoliczka, a Vermeer zapewne kalwinista (choć to nie jest pewne). Niewykluczone, że w zwiazku ze slubem Vermeer przeszedł na katolicyzm. Zapewne rok pózniej malarz namalował pierwszy znany nam obraz – Toaletę Diany.
W 1660 Vermeerowie zamieszkali u Marii Thins i zajmowali pokoje na dole domu. Pracowania artysty znajdowała sie na górze i to zapewne tam znajdował się dębowy stół, często pojawiajacy się na płótnach Vermeera oraz krzesła obite skóra. Do Marii Thins należały także liczne obrazy, które Vermeer niejednokrotnie przedstawiał na swoich własnych dziełach (np. Alegoria wiary z Chrystusem na krzyżu w tle).
Vermeer miał bardzo liczna rodzine – 11 (a może nawet 15) dzieci, z których 4 zmarło we wczesnym dzieciństwie. Z imienia znane sa: Maria, Elisabeth, Cornelia, Aleydis, Beatrix, Johannes, Gertruyd, Franciscus, Catharina i Ignatius. Aby ich wyżywić, artysta oprócz malarstwa wykonywał także inne zawody. Niewykluczone, że prowadził oberżę ojca, a niemal pewne jest, ze tak jak on, zajmował się handlem dziełami sztuki. Był także ich rzeczoznawca. W 1672 roku został wraz z innymi malarzami (m.in. Hansem Jordaensem z Delft) powołany na biegłego i miał dokonać ekspertyzy obrazów, przypisywanych Michałowi Aniołowi, Tycjanowi i Rafaelowi. Stwierdził wówczas, że sa one tandetnymi i złymi dziełami, a nie dziełami wielkich artystów. Najprawdopodobniej Vermeer malował dla konkretnych odbiorców, a nie na wolny rynek. Jednym z takich mecenasow był Hendrick Van Buyten – piekarz oraz Jacob Dissius – drukarz, który w 1682 roku posiadał 19 dzieł Vermeera.
W póznym okresie twórczosci malarstwo Vermeera nieco się zmieniło i stało się bardziej wycyzelowane, sztywne i mniej naturalne (np. Dama stojaca przy szpinecie). Niektórzy uważaja wręcz te dzieła za przejaw schyłku wielkosci malarza. Pod koniec życia kondycja finansowa Vermeera znacznie się pogorszyła i malarz popadł w długi. Sytuację dodatkowo utrudnił wybuch wojny francusko-holenderskiej w 1672 roku, ponieważ na jej skutek zniszczone zostały posiadłosci Marii Thins, z których czerpała one znaczne dochody. Poczawszy od tego roku, malarz nie sprzedał juz żadnego ze swoich obrazów.
Zgodnie z relacja żony Vermeera, cała sytuacja bardzo zle wpłynęła na jego zdrowie i artysta zmarł w 1675 roku: popadł w straszna rozpacz i w fatalnej goraczce, w przeciagu dnia czy półtora, przestapił od zdrowia do smierci. Został pochowany 15 grudnia w Delft w Oude Kirk. Jego żona pozostała z licznymi długami i 8 małoletnich dzieci (w innych dokumentach mowi sie o 10). Zmuszona była sprzedać badz zastawić częsć dzieł męża, a 30 kwietnia 1676 roku zwróciła się do Wielkiej Rady miasta Delft z prosba o przyznanie jej tzw. prawa cesji. W tym samym roku Antonie van Leeuwenhoek został wyznaczony kuratorem jej mienia.
Catharina Bolnes zmarła 2 stycznia 1688.

powrót do góry strony

SŁOWO

  Jezu….Wystarczyło jedno Twoje Słowo, które poruszyło najgłębsze zakamarki mojego serca a wszystko stało się jasne.

Przejrzyste.

Świetlane.

Proste.

W jednej chwili.

Sekundzie.

Olśnienie.

Podczas gdy chwilę  wcześniej wydawało, się trudne, zagmatwane. Nie do przeskoczenia. Nie do zaakceptowania.

Teraz nie ma problemu, żadnego.

Jest pokój, radość, szczęście.

Jeśli Ty tego chcesz, nic mi do tego.

Bądź wola Twoja !

Wystarczyło Twoje Słowo.

Słowo Życia !

BÓG A NAUKA

Oto tekst mojego znajomego, zamieścił go na Facebooku:

Poniższy tekst w niespotykany i zaskakujący sposób wyjaśnia definicję „Wiary”.- Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem jaki nauka ma z religią. Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?- Tak panie profesorze.- Czyli wierzysz w Boga.- Oczywiście.- Czy Bóg jest dobry?- Naturalnie, że jest dobry.- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?- Tak.- A Ty – jesteś dobry czy zły?- Według Biblii jestem zły.Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości – Ach tak, Biblia!- A po chwili zastanowienia dodaje:- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?- Oczywiście, panie profesorze.- Więc jesteś dobry…!- Myślę, że nie można tego tak ująć.- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej – Nie pomaga, prawda? Mójbrat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?Student nadal milczy, więc profesor dodaje – Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda? – aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?- No tak.. jest dobry.- A czy szatan jest dobry?Bez chwili wahania student odpowiada – Nie.- A od kogo pochodzi szatan?Student aż drgnął: – Od Boga.- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu – czy na świecie istnieje zło?- Istnieje panie profesorze …- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?- Prawda. – Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły. Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi.- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?Student drżącym głosem odpowiada – Występują. – A kto je stworzył?W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie – Kto je stworzył? – wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.- Powiedz mi – wykładowca zwraca się do kolejnej osoby – Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora: – Tak panie profesorze, wierzę.Starszy człowiek zwraca się do studenta:- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?- Nie panie profesorze. – A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.- I nadal w Niego wierzysz?- Tak.- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje… Co Ty na to synu?- Nic – pada w odpowiedzi – mam tylko swoją wiarę.- Tak, wiarę… – powtarza profesor – i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara. Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:- Panie profesorze – czy istnieje coś takiego jak ciepło?- Tak.- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?- Tak synu, zimno również istnieje.- Nie panie profesorze, zimno nie istnieje.Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta. Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem. W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?- Tak – profesor odpowiada bez wahania – czymże jest noc jeśli nie ciemnością?- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student – twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć – czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy? Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie. – Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład – student rozgląda się po sali – Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?Audytorium wybucha śmiechem. – Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to że nikt. A zatem zgodnie z naukowa metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze? W sala zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej – stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło? Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi – Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.Na to student odpowiada:- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła. Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.

PS.Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną „Bóg a nauka” w roku 1921. read more

ODKRYCIE

Panie,

jest inaczej

niż być miało

 

ani góry,

ani morwy

nie rzucają się w morze na moje słowo

 

nieustannie idzie na burzę,

nieustannie czerwieni się zasępione niebo.

fale zalewają łódź. a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

 

mam kilka ryb,

siedem chlebów

i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia

 

dotykałem tylekroć

Twojego płaszcza,

a nie jestem zdrowy

 

Ojciec Niebieski

ma coraz mniej pracy

z liczeniem moich włosów

 

a jestem w gorszym

położeniu niż Jair,

bo nie mam córki

 

mam oczy, a nie widzę,

mam uszy, a nie słyszę;

często też wpadam w ogień i w wodę

 

moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od twojej śliny, 

stąd też widzę niewyraźnie

 

ani odcięta prawica,

ani wyłupione oko

nie uczyniły mnie lepszym

 

Tęsknię za Tobą.

Ulituj się nade mną.

Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić

 

Ks. Jerzy Szymik

 

Piękny wiersz… dziękuję Karolino.

Ja już o nic Boga dla siebie nie proszę. Bo wszystko co mi potrzeba , mam. Od Niego. Proszę tylko o to, żeby był przy mnie. We mnie. O Jego Obecność. Jeśli będzie przy mnie będę miała Wszystko. I Jest przy mnie.
Rozważając dzisiejszą  Ewangelię…….:

 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”. Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili miedzy sobą: „Co to znaczy, co nam mówi: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»; oraz: «Idę do Ojca»?” Powiedzieli więc:”Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi”.

Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich:”Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»? Zaprawdę, zaprawdę,powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wybędziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość”.(J 16, 16-20)

Dokonałam pewnego odkrycia, które zmieniło moje podejście do choroby, cierpienia, bólu.

Spytałam siebie co mnie w życiu cieszy. Pośród wymienianych Radości, znalazło się dzieciątko, które duchowo adoptowałam.

Zatrzymałam się nad nim dłużej.

„Dzięki twojej chorobie, cierpieniu, dzięki temu, że ofiarowałaś je Bogu, Żyje Człowiek” – usłyszałam w swoim wnętrzu.

Uderzyło mnie to.

Niby o tym wiedziałam ale teraz jakby odkryłam to na nowo.

Dzięki mnie żyje człowiek.

Czy to nie powód do radości??

Do WIELKIEJ  RADOŚCI!!!

Pomyślałam, że Jezus ofiarował Swoje Życie za mnie, nie myślał, czy Go  boli, czy nie. Ofiarował z Miłości. Skoro pragnę Go naśladować ( a pragnę), powinnam spróbować być jak On. Ofiarować swoje życie ( i wszystko co się z nim wiąże)  Bogu w intencji życia tego dziecka.

Przecież zrobiłam to z miłości  do Niego. I do dziecka.

Przecież kocham je.

Te przemyślenia sprawiły, że byłam ( i jestem ) gotowa dziękować Bogu za moją chorobę.

Jednak nie jestem do niczego.

Jestem Jemu do CZEGOŚ potrzebna.

Dzisiaj to odkryłam. Na nowo.     

 

 

 

 

 

 

 

” DÓŁ „

Bywają takie dni kiedy po prostu mam „doła”. Kiedy myślę, że jestem do niczego. Samotność doskwiera,bezradność i niemoc też.

Ból…

Taka chwila słabości.Ciemności…. Smutku.

Wtedy przychodzi On i przysyła mi „ Swoich ludzi”. Doświadczam tego często. Ostatnio zwłaszcza. Przez ostatnie kilka dni przeprowadziłam kilka rozmów z ludźmi, którzy bardzo mi pomogli. Obcy ludzie.

Ktoś kiedyś powiedział, że na chwilę słabości nie można sobie pozwolić. Że trzeba być silnym. Za wszelką cenę.

Nie zgadzam się tym.

Na taką chwilę słabości można sobie pozwolić. Nawet trzeba.

Taka chwila pozwala uświadomić własną słabość i nicość. Pozwala spokornieć.

Ale pozwala też doświadczyć(przynajmniej mi ) wielkość i dobroć Boga.

Jego opiekę. Miłość do mnie.

Pozwala doświadczyć, że w  tym wszystkim (słabości, bólu, samotności) jest On.

Jest przy mnie.

Pomaga mi.

Pochyla się nade mną, bierze moje słabości, mój krzyż. Podnosi mnie i mówi :

„Nie bój się, Jestem z tobą”.

 

Kto nie doświadczył własnejsłabości, ten nigdy silny nie będzie.

 

 

 

 

ŚWIĘTO MAMY

  ” Żadna mądrość, której możemy nauczyć się na ziemi, nie da nam tego, co słowo i spojrzenie matki.”

                                                         / Wilhelm Raabe /

  

Jutro Dzień Matki. Święto mojej Mamy.

Święto wszystkich Mam.

Także moje.

Dlaczego?

Jutro -26 maja moje dziecko, które duchowo adoptowałam kończy 7 miesiąc życia.

Jestem duchową matką. Codziennie ofiarowuję swoje cierpienie, chorobę w intencji życia tego dziecka.

W intencji wszystkich nienarodzonych dzieci.

Często proszę Boga, żeby okazywał miłość tym dzieciom. Czułość. On to najlepiej potrafi.  Żeby je pieścił.

I wierzę, że On to robi.

MIGAWKI Z PODRÓŻY

10 maja wróciłam z wyprawy.
Wróciłam, trochę odpoczęłam i piszę :). To była długa wyprawa i z przygodami 😉
Ale od początku. 1 maja wyruszyliśmy mama, tato i ja, w znakomitych nastrojach. Cieszyliśmy sie, że odpoczniemy od codzienności, w spokoju, bez nerwów. Mijamy jedną policję, potem drugą. Ujechaliśmy tak ponad 100 kilometrów. Kiedy nagle tato mówi : ” WRACAMY DO DOMU”. Mama i ja zdziwione pytamy, dlaczego. A tato:”zapomniałem dokumentów”. Od razu wszyscy umilkli. Dobry nastrój prysł. Zawróciliśmy.
Zawróciliśmy do domu po dokumenty…Tato wziął je i wyjechaliśmy jeszcze raz. Tym razem bez przygód :).
Do Częstochowy dotarliśmy ok. 17.30. Odpoczęliśmy trochę i poszliśmy na Mszę. To był 1 Maj- dzień beatyfikacji JP II. Pod wałami Jasnej Góry Przeor odprawiał uroczystą Mszę dziękczynną. Pięknie było. Ale barrrdzo zimno. Przenikliwy wiatr.
Potem był Apel. Również bardzo uroczysty. Kiedy weszliśmy do Kaplicy, było już dużo ludzi. Kiedy zobaczyli wózek inwalidzki- a na nim mnie- jeden po drugim zaczęli się przesuwać. Tak, że nie wiem kiedy znalazłam się przed Obrazem Czarnej Madonny.
Oko w oko. Oddałam Jej wszystkie intencje, z którymi przyjechałam. Osobistymi i tymi, które powierzyli mi przyjaciele.
To było bardzo osobiste przeżycie. Trudno je opisać…

Po Apelu jeszcze miał być pokaz sztucznych ogni ale już na niego nie czekaliśmy. Było bardzo zimno a my byliśmy zmęczeni.Na drugi dzień rano, po Mszy, pojechaliśmy do Krakowa.W Krakowie było cudnie :). Bardzo lubię Kraków. Byliśmy cztery dni. Zwiedzaliśmy trochę. Mniej niż zwykle. Byliśmy na Wawelu – w Katedrze i w Zamku. Cały dzień. Zwiedziliśmy też Collegium Maius. Aha, i Muzeum Etnograficzne. A tak, to…. 🙂 chodziliśmy po Krakowie. Po Starym Rynku, sukiennicach. Kościołach. Poszliśmy nad Wisłę. 🙂 Po prostu odpoczywaliśmy.Potem Pojechaliśmy do Krynicy. Jechaliśmy cały dzień. GPS co chwilę się psuł. Musiałam go ustawiać. Na drugi dzień padało. Prawie cały czas. Pół dnia siedzieliśmy w Domu Zdrojowym a drugie pół chodziliśmy po deszczu. W płaszczach przeciwdeszczowych :)).Na drugi dzień pojechaliśmy do Wisły. Do Małysza ;). Podobała mi się jazda. Same serpentyny. Super ! 🙂 Mnie się podobało a mama się bała.W Wiśle noclegi mieliśmy w Ośrodku Sportowym dla niepełnosprawnych. W internecie znalazłam. Była winda a przy pokoju duża łazienka.Krajobrazy były cudne ale wszędzie daleko. I albo pod górkę, albo z górki. Ciężko pchać wózek. Widziałam rzekę ( a właściwie strumyczek ) Wisłę. Potoczek wąziutki. Widziałam pstrągi wygrzewające się na kamieniach. :)Byliśmy przy skoczni im. Adama Małysza. W mieście na rynku stoi duży kościół protestancki, katolickiego nie widziałam. Chyba większość mieszkańców to ewangelicy.W Wiśle byliśmy dwa dni (mieliśmy być trzy , jednak zdecydowaliśmy się wrócić wcześniej). Nikt w domu nie wiedział, że wracamy. Zrobiliśmy niespodziankę :).Kiedy wracaliśmy do domu, zadzwoniła moja siostra. Pytała gdzie jesteśmy. Mama oględnie powiedziała, że zwiedzamy i, że zadzwoni później. Ja dodałam „Tak, zadzwonisz. Do drzwi”. :))Kiedy przyjechaliśmy do domu, dzwoniliśmy do drzwi , siostra przywitała nas słowami : „ Śniło mi się, że byłam w górach i jakoś mi się nie podobało, więc wróciłam dzień wcześniej”.

ZAPROSZENIE

          Kto nie chce biernie się przyglądać przyglądać temu co się dzieje? Przyłącz się !
Pora na nas. Pora wziąć do ręki różaniec.I modlić się. Intencji jest wiele. Za rodziny, dzieci, młodzież. O poszanowanie Życia.  Z naszą Ojczyznę, polityków.
Niech każdy modli się jak potrafi. Ja nie mogę utrzymać w ręku różańca, więc modlę się licząc Pozdrowienia Anielskie na palcach.
Wszystko w jaki sposób, najważniejsze, żeby się modlić.
Pan Bóg nas wysłucha, jeśli będziemy modlić się szczerze.
Zapraszam do modlitwy.

KRUCJATA RÓŻAŃCOWA 
– blog księdza Tomasza

BLOGOWY ŻYWY RÓŻANIEC –
  blog Barki

MÓDLMY SIĘ RAZEM !
—————

PIERWSZA, OBY NIE OSTATNIA (Komunia)

  Właśnie wróciłam z uroczystości  I Komunii Św. Miałam w rodzinie. W sąsiedniej parafii. Uroczystość była piękna. Dzieci dobrze przygotowane, mądre kazanie księdza proboszcza. Kościół udekorowany. Zastanawiam się tylko co będzie dalej…? Ile dzieci będzie dalej kontynuowało i zacieśniało swoją więź z Jezusem, a dla ilu Pierwsza Komunia będzie… ostatnią?
Ksiądz tłumaczył i prosił, szczególnie rodziców, żeby dawali swoim dzieciom przykład. Żeby nie zmarnowali ich wiary, żeby nie okłamywali swoich dzieci. Żeby chodzili razem z nimi na Mszę Świętą. Żeby klękali razem do modlitwy.
Czy rodzice posłuchają tych próśb księdza…? Zobaczymy.
Na zakończenie „białego tygodnia” dzieci otrzymają egzemplarze Pisma Św. Nowego Testamentu. Uważam ten pomysł za znakomity. Dzieci będą mogły dowiedzieć się jeszcze więcej o Jezusie. Oczywiście wtedy, gdy rodzice ich do tego zachęcą. Pomogą im.
Teraz wszystko zależy od rodziców.  

Modlitwa bez słów

  

Modlitwa bez słów

Jeżeli nie umiesz modlić się słowami,

Nie rozdzieraj szat

Ani głowy nie posypuj popiołem,

Ale módl się tak, jak umiesz,

Bez słów, jak drzewa, jak trawy, jak morza,

które również zmawiają modlitwę bez słów.

 

Słowa są nieporadne, zawodne.

Nieokreślone i nieokreslające.

Są rozczarowaniem. Bolesna omylnością.

Módl się zatem bez słów,

Jak drzewo, jak trawa, jak morze.

 

Roman Brandstaetter

 

Najbardziej w kościele przy wystawieniu Najświętszego Sakramentu lubię ciszę. Modlitwę w ciszy. Cisza może znaczyć więcej niż tysiąc słów. Najpiękniejszych i najwznioślejsze. Wystarczy sobie uświadomić, że tam, na ołtarzu pod postacią delikatnej i kruchej Hostii obecny jest Bóg. Słowo wobec, którego wszystkie słowa bledną. Są niczym.

To Słowo, Bóg, Wie wszystko. O mnie, o innych. Czy On potrzebuje moich słów…? Nie wiem… Myślę, że nie. Myślę, że On potrzebuje mojej obecności. Bliskości. Trwania przed Nim. I przy Nim.

Nie wiem, tak myślę. Ja patrzę na Niego a On na mnie.

I nic więcej nie potrzeba.

Czasem w myślach się do Niego uśmiecham.

Wiem, że On do mnie też…

WIELKI PIĄTEK

(Iz 52,13-53,12)
Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi – tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego. Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli? na kimże się ramię Pańskie objawiło? On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich. Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich. Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem? Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć. Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi, i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało. Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami.

(Ps 31,2.6.12-13.15-17.25)
REFREN: Ojcze, w Twe ręce składam ducha mego

Panie, do Ciebie się uciekam: niech nigdy nie doznam zawodu,
wybaw mnie w sprawiedliwości Twojej!
W ręce Twoje powierzam ducha mego:
Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże.

Stałem się znakiem hańby dla wszystkich mych wrogów,
dla sąsiadów przedmiotem odrazy,
postrachem dla moich znajomych;
ucieka, kto mnie ujrzy na drodze.

Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie,
i mówię: „Ty jesteś moim Bogiem”.
W Twoim ręku są moje losy,
wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców.

Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą:
wybaw mnie w swym miłosierdziu.
Bądźcie dzielni i mężnego serca,
wszyscy, którzy ufacie Panu.

(Hbr 4,14-16;5,7-9)
Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla /uzyskania/ pomocy w stosownej chwili. Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają.

WYKONAŁO SIĘ…

WIELKI CZWARTEK

Święte Triduum Paschalne Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczyna się liturgią Eucharystyczną Wieczerzy Pańskiej wieczorem w Wielki Czwartek, a kończy nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Oprócz Mszy św. Wieczerzy Pańskiej Święte Triduum obejmuje liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek oraz liturgię Wigilii Paschalnej, która rozpoczyna się w sobotę po zachodzie słońca. Centrum tych dni stanowi liturgia Wigilii Paschalnej, a nie, jak to się często przyjmuje, poranna Msza św. w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.

Msza św. Wieczerzy Pańskiej

Obchody Paschalne rozpoczyna Msza Wieczerzy Pańskiej, sprawowana w Wielki Czwartek wieczorem. Celebracja ta ma przypomnieć Ostatnią Wieczerzę Chrystusa spożywaną w wieczerniku z uczniami na dzień przed męką. Trzeba podkreślić, że żaden dzień z życia Pana Jezusa nie został tak dobrze udokumentowany, jak Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Jest to uderzająca pieczołowitość Ewangelistów.

Wydarzenia Wielkiego Czwartku można podzielić na dwie fazy: to, co się wydarzyło w Wieczerniku, oraz wypadki, które miały miejsce na Górze Oliwnej. Liturgia tego dnia wyraźnie je wyodrębnia. Podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus ustanawia dwa sakramenty: Eucharystię i Kapłaństwo. Na pamiątkę tego wydarzenia liturgię wielkoczwartkową sprawuje się w kolorze białym. Podczas niej dokonuje się obrzędu umycia nóg przypominając to, co dokonało się w wieczerniku, kiedy Chrystus umył nogi Apostołom. Po Eucharystii kapłan wynosi Najświętszy Sakrament do specjalnej kaplicy – ciemnicy, w której następnie trwa adoracja. Jest to w symboliczny sposób przypomnienie modlitwy Chrystusa w Ogrójcu.

/katolik.pl/

 

Własnego kapłaństwa się boję,
własnego kapłaństwa się lękam

i przed kapłaństwem w proch padam,
i przed kapłaństwem klękam

W lipcowy poranek mych święceń
dla innych szary zapewne—
jakaś moc przeogromna
z nagła poczęła się we mnie

Jadę z innymi tramwajem—
biegnę z innymi ulicą—

nadziwić się nie mogę
swej duszy tajemnicą

Jan Twardowski

LOGIKA BOGA

 

Trwa Wielki  Tydzień…. Teraz, w tym czasie nie daje mi  spokoju jedna myśl. Niepokoi,zadziwia a jednocześnie zachwyca.

Nie potrafię zrozumieć jak bardzo Bóg Ojciec musi kochać nas, ludzi, skoro posłał swojego Syna, żeby nas zbawił. Swojego Umiłowanego, Jedynego… ‘’ W którym ma upodobanie’’. Jak Bóg musi nas kochać… Szaleńczo, tak, że Syna Swego wydał na świat aby cierpiał, aby był odrzucony, ubiczowany, opluwany…znieważany. Żeby wziął na Siebie nasze grzechy, krzyż… aby w końcu umarł w wielkim bólu i cierpieniu.Na drzewie krzyża, jak złoczyńca.

A co na to Syn?

” Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.  Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem.  Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.”  Iz 50,4-7

 

Taka postawa  Ojca i Syna, według myślenia nas ludzi budzi zdumienie, sprzeciw.  Jest absurdalna,nielogiczna. Nie mieści się w ludzkiej głowie, w ludzkim rozumowaniu.

 

„Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami.(…)
Bo jak niebiosa górują nad ziemią
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi”
Iz 55,8-9

 

Logika Boga jest inna niż logika człowieka. Bóg  nie zastanawia się „co ja z tego będę miał’’. Nie kalkuluje,  nie zastanawia się. Daje  To co ma najlepszego. Od razu. Miłość.

Miłość  Ukrzyżowana w morzu ludzkiej nienawiści. To wbija w ziemię. Powala  na kolana.Przeraża i zachwyca jednocześnie. Niepokoi i raduje.  Zawstydza i wyzwala… Uszczęśliwia, daje  Życie.

Niepojęta a tak prosta.

Miłość.

Ukrzyżowana za mnie. I dla mnie.

Logika Boga.

Droga Krzyżowa w słowach Pieśni nad Pieśniami

Dlaczego tak? Dlaczego właśnie TE słowa? Pieśń nad Pieśniami – hymn sławiący miłość…Bo nie wolno nam nigdy zapomnieć, że Bóg umarł na krzyżu z miłości…

—————————————–

I. Pan Jezus na śmierć skazany

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Miły mój śnieżnobiały i rumiany,

Znakomity spośród tysięcy.

Głowa jego – najczystsze złoto,

Kędziory jego włosów jak gałązki palm,

Czarne jak kruk.

Oczy jego jak gołębice

Nad strumieniami wód.

Zęby jego wymyte w mleku

Spoczywają w swojej oprawie.

Jego policzki jak balsamiczne grzędy,

Dające wzrost wonnym ziołom.

Jak lilie wargi jego,

Kapiące mirrą najprzedniejszą.

Ręce jego jak walce ze złota,

Wysadzane drogimi kamieniami.

Tors jego – rzeźba z kości słoniowej,

Pokryta szafirami.

Jego nogi – kolumny z białego marmuru,

Wsparte na szczerozłotych podstawach.

Postać jego wyniosła jak Liban,

Wysmukła jak cedry.

Usta jego przesłodkie

I cały jest pełen powabu.

Taki jest miły mój, taki jest przyjaciel mój,

Córki jerozolimskie!

„Oto człowiek” – Jezus skazany na śmierć, opluty,ubiczowany, zakrwawiony – nie przestaje być OBLUBIEŃCEM…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

II. Jezus bierze krzyż na ramiona

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Cicho! Ukochany mój!

Oto on! Oto nadchodzi!

Biegnie przez góry,

Skacze po pagórkach.

Umiłowany mój podobny do gazeli,

Do młodego jelenia.

Dźwiganie krzyża to nie wleczenie się noga za nogą, to nie cierpiętniczy wyraz twarzy…Oblubieniec niesie mój krzyż, mnie samego…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

III. Jezus pod krzyżem upada

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Gdy król wśród biesiadników przebywa,

Nard mój rozsiewa woń swoją.

Mój miły jest mi woreczkiem mirry

Wśród piersi mych położonym.

Gronem henny jest mi umiłowany mój

W winnicach Engaddi.

Upadek to nie tylko upokorzenie, gniew na siebie, wstyd…to przede wszystkim szansa na powstanie, na podźwignięcie się…Upadek to powrót do źródeł, bo z prochu powstałem…i z Miłości.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

IV. Jezus spotyka swoją Matkę

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

O ty, którego miłuje dusza moja,

Wskaż mi, gdzie pasiesz swe stada,

Gdzie dajesz im spocząć w południe,

Abym się nie błąkała

Wśród stad twych towarzyszy.

Miłość rodziców do dzieci – i dzieci do rodziców…miłość,która pomaga w dźwiganiu krzyża…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

V. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Oto lektyka Salomona:

Sześćdziesięciu mężnych ją otacza

Spośród najmężniejszych Izraela.

Wszyscy wprawieni we władaniu mieczem,

Wyćwiczeni w boju.

Sześćdziesięciu mężnych łatwo dostrzec…jednej pomocnej dłoni na krzyżowej drodze też się nie da przeoczyć…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

VI. Weronika ociera twarz Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Wstałam, aby otworzyć miłemu memu,

A z rąk mych kapała mirra,

Z palców mych mirra drogocenna

– na uchwyt zasuwy.

Otworzyłam ukochanemu memu,

Lecz ukochany mój już odszedł i znikł;

Życie mię odeszło, iż się oddalił.

Szukałam go, lecz nie znalazłam,

Wołałam go, lecz mi nie odpowiedział.

Bo Miłość po prostu jest…pomaga – i daje wolność ukochanej osobie…a ona unosi ten dotyk miłości dalej…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

VII. Jezus po raz drugi upada

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Wprowadził mnie do domu wina,

I sztandarem jego nade mną jest miłość.

Posilcie mnie plackami z rodzynek,

Wzmocnijcie mnie jabłkami,

Bo chora jestem z miłości.

Moje upadki nie osłabią Jego Miłości…Jego Miłość karmi mnie i daje mi moc do powstania…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

VIII. Jezus spotyka płaczące niewiasty

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Wyjdźcie, córki jerozolimskie,

Spójrzcie, córki Syjonu,

Na króla Salomona w koronie,

Którą ukoronowała go jego matka

W dniu jego zaślubin,

W dniu radości jego serca.

Płacz z radości, płacz z bólu, płacz ze smutku – oto Król przechodzi…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

IX. Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Miły mój odzywa się

I mówi do mnie:

„Powstań, przyjaciółko ma,

Piękna ma, i pójdź!

Bo oto minęła już zima,

Deszcz ustał i przeszedł.

Na ziemi widać już kwiaty,

Nadszedł czas przycinania winnic,

I głos synogarlicy już słychać w naszej krainie.

Drzewo figowe wydało zawiązki owoców

I winne krzewy już pachną.

Powstań, przyjaciółko ma,

Piękna ma, i pójdź!

„Powstań – i pójdź!” – bo wokół mnie skrzy się śnieg, bo niebo rozgwieżdżone, bo przyjdzie wiosna i lato – bo On mnie kocha…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

X. Jezus z szat obnażony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Spotkali mnie strażnicy, którzy obchodzą miasto,

Zbili i poranili mnie,

Płaszcz mój zdarli ze mnie

Strażnicy murów.

Zaklinam was, córki jerozolimskie:

Jeśli umiłowanego mego znajdziecie,

Cóż mu oznajmicie?

Że chora jestem z miłości.

Miłość odziera nas z samych siebie…staję się nagi jak wtedy,w Raju…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

XI. Jezus do krzyża przybity

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Pójdź, mój miły, powędrujemy przez pola,

Nocujmy po wioskach!

O świcie pospieszmy do winnic,

Zobaczyć, czy kwitnie latorośl,

Czy pączki otwarły się,

Czy w kwieciu są już granaty.

Być w drodze – mimo przybicia do krzyża. Bo krzyż nie unieruchamia – to Brama Miłości…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

XII. Jezus na krzyżu umiera

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu,

Jak pieczęć na twoim ramieniu,

Bo jak śmierć potężna jest miłość,

A zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol,

Żar jej to żar ognia,

Płomień Pański.

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości,

Nie zatopią jej rzeki.

Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu,

Pogardzą nim tylko.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

XIII. Ciało Jezusa z krzyża zdjęte

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

„Wstanę, po mieście chodzić będę,

Wśród ulic i placów,

Szukać będę ukochanego mej duszy”.

Szukałam go, lecz nie znalazłam.

Spotkali mnie strażnicy, którzy obchodzą miasto.

„Czyście widzieli miłego duszy mej?”

Zaledwie ich minęłam,

Znalazłam umiłowanego mej duszy,

Pochwyciłam go i nie puszczę.

Powoli wokół mnie coraz mniej znajomych, bliskich,ukochanych osób…Tylko czemu ONI przy mnie są, ciągle i nieustająco – zwłaszcza gdy myślę o nich z miłością? Miłość nigdy nie ustaje…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami….

XIV. Ciało Jezusa złożono do grobu

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,żeś przez krzyż i mękę swoją odkupił świat

Nim wiatr wieczorny powieje

I znikną cienie,

Pójdę ku górze mirry, ku pagórkowi kadzidła.

…….

Dokąd odszedł twój umiłowany,

O najpiękniejsza z niewiast?

W którą zwrócił się stronę miły twój,

Byśmy go wraz z tobą szukały?

Być wraz z Maryją…po śmierci Jej Syna…aż do Zmartwychwstania i Pięćdziesiątnicy…

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami…

                       /wiara.pl /

PREZENT

Kilka  dni temu podczas modlitwy pomyślałam,  że chciałabym  mieć  krzyż. Nad wejściem  do mojego pokoju wisi już jeden  malutki – pamiątka z bierzmowania.  Pomyślałam, że  chciałabym   mieć drugi, większy. Taki, który można by np. postawić  na komodzie.Żebym  mogła sobie na niego patrzeć,  kiedy maluję.   Kontemplować kiedy się  modlę. Postanowiłam  sobie  taki krzyż kupić. Nikomu jednak jeszcze nie powiedziałam.

Wczoraj  kiedy siedziałam przy  komputerze i czytałam blogi  znajomych, odwiedzili  mnie pewni  państwo. Małżeństwo.Widzę  ich co tydzień w kościele.  Pan niósł dużą  torbę podróżną. Trochę mnie  to zdziwiło.

– Mam  dla ciebie  prezent, Moniko –uśmiechnął  się tajemniczo  i zaczął otwierać torbę – zrobiłem  go specjalnie  dla ciebie.

Otworzył torbę i  wyjął coś zawiniętego  w  materiał. Odwinął  i postawił  przede  mną …        

Oniemiałam  ze zdziwienia.

Był  to KRZYŻ. Piękny, duży krzyż.

Widząc  moją radość,  pan opowiadał :

– Zrobiłem go ze  stali nierdzewnej. Szlifowałem i szlifowałem, wiele razy , żeby uzyskać gładką, błyszczącą  powierzchnię. Zobacz, możesz się  w nim przejrzeć.

 Rzeczywiście, wyglądał jakby był  zrobiony ze szkła. Mogłam zobaczyć  w nim swoje zarysy.

– Jest tylko twój, zobacz.Pan  odwrócił krzyż  i na jego podstawie  zobaczyłam wykute  w  stali swoje inicjały  MK.

Pokazał  mi jaki jest ciężki.  „ Krzyż jaki ty dźwigasz również jest ciężki”- westchnął pan.

Byłam  bardzo uradowana i zadziwiona. Podziękowałam serdecznie  tym  państwu.

Dziś Krzyż  stoi u mnie na  komodzie i w słońcu mieni się wszystkimi  kolorami  tęczy.

A  ja wciąż nie mogę  wyjść ze zdziwienia jak  to Pan Bóg  działa w moim  życiu.

Chciałam kupić  krzyż – mam  krzyż.

Teraz trzeba tylko go  poświęcić.      

OTWÓRZ MNIE….

  Jezu…otwórz mnie na Ciebie.  Jeszcze bardziej. Otwórz mnie na Twoją Miłość, Prawdę. Na Twoją wolę. Obecność.

Ty jesteś mój, a ja Twoja. Chcę trwać przy Tobie. Pozwól mi. Pomóż…   

Otwórz mnie. Pozwól stanąć w Twoim Świetle. Chcę poznawać Ciebie. Bardziej. Lepiej. Głębiej…

Daj mi się poznawać. Zbliż do Siebie.

Jeszcze bardziej.

Otwórz mnie na Siebie,odrzuconego i zbolałego.   Samotnego.Cierpiącego.

Taki jesteś mi najbliższy…Nie wiem dlaczego ale tak jest. Może dlatego, że ja też jestem taka.

A przynajmniej taka się czasem czuję.

Ty mnie rozumiesz. Nikt nie zrozumie mnie bardziej niż Ty.

Dlatego pozwól mi trwać przy Tobie. Towarzyszyć Ci. 

Razem będzie nam raźniej…

Ja przy Tobie a Ty przy mnie.

Razem. Ty i ja.

Otwórz mnie… bardziej.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com