ŚMIERĆ

Śmierć… Tylko to jedno w naszym życiu jest pewne. Jednocześnie bardzo tajemnicze.
 Dzisiaj śmierć widzimy na każdym kroku, w telewizji, prasie, internecie. W grach komputerowych. Jesteśmy z nią oswojeni. Zewsząd się nią epatuje.
Nie robi na nas wrażenia. Wręcz jest nam obojętna.
W telewizji zgon przydarza się innym – nie nam.
Media eksponują specyficzny aspekt śmierci: spektakularność, wizualną atrakcyjność, często odrażającą w swej dosłowności. Wszechobecność brutalnej, krwawej, nienaturalnej śmierci w mediach nie oswaja jej ani nie przybliża.Czyni nią nierealną, odległą. Taka śmierć nas osobiście nie dotyczy. Przecież każdy z nas, gdzieś tam w głębi duszy jest przekonany, że on nie zginie w katastrofie, nie stanie ofiarą krwawego mordu. My co najwyżej zachorujemy, ale wtedy wystarczy pójść do lekarza, który nas wyleczy… Nasza śmierć jest tematem tabu.
   Dopiero kiedy sami stajemy w obliczu śmierci, albo umrze nam ktoś bardzo bliski jesteśmy w szoku. Stwierdzamy ze zdumieniem, że ona dotyczy także i nas, że jest tak blisko…może nadejść w chwili, w której najmniej się jej spodziewamy.

Śmierć Jezusa z Nazaretu także nie była fikcją. Ona zdarzyła się naprawdę.
Śmierć na krzyżu. Czym ona jest dla nas?Kim jest Ten, kto wisi na krzyżu?  Nic nie znaczy, jeśli śmierć Chrystusa to krzyż wiszący sobie ładnie na ścianie, oswojony, niegroźny, miły dla oka.
To nie była zwykła śmierć, śmierć zwykłego człowieka, choć też zrobiono z niej widowisko.
To była śmierć Boga, który ofiarował swoje Życie za zbawienie wszystkich.
Za MOJE zbawienie.
Życiodajna Śmierć.
Czy w ogóle można to zrozumieć?? Przejść nad tym do porządku dziennego??
                       NIE MOŻNA.

POKARM

Dzisiaj  mój Pan Jezus Chrystus dał mi siebie za pokarm :
” A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim.15Wtedy rzekł do nich: „Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał.16Albowiem powiadam wam: Już jej spożywać nie będę, aż się  spełni w królestwie Bożym”.
17Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: „Weźcie go i podzielcie między siebie;18albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże”.
19Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!”20Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. „

TRIDUUM

Święte Triduum Paschalne (z łac. triduum – Trzy Dni) jest to najważniejsze wydarzenie w roku liturgicznym katolików, którego istotą jest celebracja Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Rozpoczyna się wieczorną Mszą w Wielki Czwartek (Msza Wieczerzy Pańskiej), kończy zaś drugimi nieszporami po południu Niedzieli Wielkanocnej.

Święta Wielkanocy wiążą się z żydowską Paschą. Samo słowo Pascha wywodzi się z hebr. paesah, co znaczy omijać, przejść Święto to jest wspomnieniem niewoli narodu izraelskiego w Egipcie. Wyjście z Egiptu poprzedziło rytualne spożycie baranka paschalnego. Chrześcijanie wierzą, że Chrystus, kiedy spożywał ostatnią wieczerzę paschalną, wypełnił symbole starotestamentowe i że był Barankiem Paschalnym, który dopełnił zbawczej ofiary.

Pierwsze wzmianki o celebracji Wielkiego Tygodnia pochodzą z IV wieku. Aż do 1929 roku na określenie Triduum Paschalnego stosowano termin Triduum Sacrum. Obecnie używana nazwa pojawiła się w roku 1924

OSIOŁ

Kiedy zbliżali się do Jerozolimy, od strony Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, wysłał dwóch swoich uczniów, mówiąc im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, Jak tylko wejdziecie do niej, znajdziecie tam uwiązanego osiołka, którego nikt z ludzi jeszcze nie dosiadał. Odwiążcie go i przyprowadźcie. Jeśli ktoś was go zapyta, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje, lecz zaraz go odeśle z powrotem.” Poszli i znaleźli osiołka przywiązanego u drzwi na zewnątrz przy drodze i odwiązali go. Niektórzy ze stojących tam pytali: „Co to ma znaczyć? Dlaczego odwiązujecie osiołka?”. Oni odpowiedzieli, jak im Jezus polecił. I pozwolili im.
Przyprowadzili osiołka do Jezusa i zarzucili na niego swoje płaszcza, a On go dosiadł. Wielu słało swoje płaszcze na drodze, a inni zielone gałązki ścięte na polach. Ci zaś, którzy szli przed za Nim i za Nim, wołali: „Hosanna! Chwała Temu, który przychodzi w imię Pana. Błogosławione nadchodzące królestwo naszego ojca Dawida”.   .    

 Ewangelia wg Św. Marka 11, 1-10  

Osioł jest symbolem trzeźwości, zdrowego rozsądku, obrony, cierpliwości, pokory, niewolnictwa, umiarkowania, czujności, sprytu, pracowitości, uczciwości; proroctwa, wieszczby, pokoju, zbawienia.
Jest równocześnie zarozumiałości, egoizmu; uporu, niewiedzy, naiwności, głupoty, gadulstwa.
Dlaczego Jezus wybiera  go na środek lokomocji? Każe sobie przyprowadzić osiołka i na jego grzbiecie przekracza bramę miasta, stając się żywą ilustracją nie tylko zapowiedzi proroka Zachariasza:” Powiedzcie Córze Syjońskiej: oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy„.
To było proroctwo. Żydzi musieli je znać. Wydawałoby się, że je odczytali. Przecież obwołali Go Królem  (Łk.19,38) .
Jednak nie minęło kilka dni a skazali Go na śmierć. Śmierć w wielkich cierpieniach.
Dlaczego?
“Choć oczy macie, nie widzicie, i choć uszy macie, nie słyszycie?”’
Jezus i dzisiaj potrzebuje kogoś by nieść Jego i Jego Słowo, Jego miłość do innych ludzi. On mnie potrzebuje.
         Czy zechcę być Jego osiołkiem?

Dla Boga jesteś „oczkiem w głowie”

Wyobraź sobie, że ktoś kocha Cię nad własne życie. Pokazuje Ci jak rozwiązać problemy. Wyciąga Cię z kłopotów. Szuka Cię kiedy się zgubisz. Chce spędzać z Tobą każdą sekundę życia. W kulminacyjnym momencie jest gotowy pójść na śmierć zamiast Ciebie. Taki właśnie jest Bóg!

Nasze wyobrażenia Boga często są kompletnie niezgodne z tym jaki faktycznie On jest. Niektórzy z nas nieraz odbierają Go jako kogoś, kto się nami kompletnie nie interesuje, kto jest odległy od nas jak najdalsza gwiazda wszechświata. Inni widzą Go jako kogoś, kto ciągle tylko krytykuje i więcej od nas wymaga i pomimo tego, że staramy się dobrze żyć to On stoi nad nami i tylko pokazuje z wyrzutem co jeszcze musimy poprawić. Jeszcze inni widzą Go jako starego dziadka z długą białą brodą na tronie, który w naszym współczesnym super hiper nowoczesnym świecie się po prostu gubi, jest już nieaktualny i nie ma nic do gadania. Siedzi w nas wiele różnych obrazów Boga, które najczęściej jednak nie mają nic z Bogiem wspólnego.

Dlaczego widzimy Boga w taki nieprawdziwy sposób? Wydaje mi się, że z dwóch głównych powodów. Po pierwsze obraz Boga bardzo często jest taki jak obraz naszego ziemskiego ojca. Po drugie nie doświadczamy na co dzień tej miłosiernej, dobrej miłości naszego Taty w Niebie. Te dwa powody sprawiają nieraz, że nas problem z Panem Bogiem trwa długie lata, a nawet całe życie. W jaki sposób można się przekonać o tym jaki jest nasz Bóg? Na to pytanie chciałbym odpowiedzieć trochę później (obiecuję, że nie przegapię tej kwestii :-)). Wcześniej jednak chciałbym rozwinąć trochę problem tych dwóch powodów fałszywego obrazu Boga.

Jaki nasz ziemski ojciec, taki też musi być Pan Bóg.

Dlaczego tak jest? Nasz ziemski tata od najmłodszych lat jest naszym wzorem naśladowania. Dla chłopców jest obrazem siły (tata każdego małego chłopca jest najsilniejszy na świecie), mądrości (tata wie najlepiej), bezpieczeństwa (z tatą nigdy nic mi się nie stanie). Pojawia się problem, kiedy nasz ziemski tata nie jest jednak takim wspaniałym bohaterem jakim chcielibyśmy go mieć. Najsilniejszy tata na świecie przychodzi pijany do domu i zatacza się ledwie trzymając się na nogach. Najmądrzejszy tata na świecie nie ma czasu żeby pomóc dziecku odrobić zadanie domowe. Najlepszy tata nie tylko nie daje poczucia bezpieczeństwa, ale wręcz sam jest zagrożeniem. Niestety nierzadko taki właśnie wzór ojca wynosimy z domu i pomimo całej naszej miłości do ojca, nasz obraz Ojca Niebieskiego – Boga, jest tak zwichrowany, że żadnym tłumaczeniem nie da się go wyprostować. Dlatego właśnie teraz czas na drugi powód.

Nigdy nie doświadczyłem Boga, skąd więc mam wiedzieć jaki jest?

Niedoświadczenie Boga to niestety bolączka nie tylko poszczególnych osób, ale jak mi się zdaje, całych mas współczesnych chrześcijan. Skąd on się bierze? Główny powód to ten, że nie staramy się o jakiś kontakt z Bogiem. Wielu współczesnym ludziom – chrześcijanom – wydaje się, że ten kontakt jest niemożliwy i dlatego zanim jeszcze spróbują, już odrzucają pomysł kontaktu z Ojcem. Dlaczego jest niemożliwy? No bo przecież Bóg jest daleki, nie interesuje się mną, ja Go nic nie obchodzę, a często tymi hasłami przykrywane są prawdy, że po prostu nie chcemy żeby Bóg się mieszał w nasze sprawy, nie chcemy spotkania z Nim bo wydaje nam się, że musielibyśmy z czegoś zrezygnować, coś zostawić za sobą, nie prosimy o Jego pomoc bo sami sobie poradzimy… Napiszę to jeszcze raz: niedoświadczenie Boga nie bierze się stąd, że On się z nami nie spotyka, ale że to my nie spotykamy się z Nim!

Prawda jest taka, że Bóg kocha wszystkich ludzi, ale też że kocha każdego człowieka z osobna. Dla Niego każdy człowiek – ja, Ty, może Twój ojciec, który właśnie leży pijany w domu w pokoju obok… Boga obchodzi każdy człowiek. Bogu zależy na każdym człowieku. Bogu zależy na Tobie. Zapytasz mnie no dobrze, skoro Mu tak bardzo zależy na każdym człowieku to dlaczego są bezdomni na dworcach, dlaczego są umierające z głodu dzieci, dlaczego są wojny, w których giną niewinne osoby?  Odpowiem tak: wejdź pod prysznic, a potem nie wycierając się, wyjdź na dwór w lekkim ubraniu i pochodź tam kilka minut na mrozie. Kiedy zachorujesz czy zapytasz Boga z wyrzutem, dlaczego dopuścił do tego, że jesteś chory? Mam nadzieję, że zauważyłeś teraz absurd pytań o to, dlaczego Bóg dopuszcza do wojen, rozpadów małżeństw, itp. Bóg nie jest czarodziejską różdżką, która w jakiś magiczny sposób będzie naprawiać nasze błędy, albo nie dopuszczać do skutków naszych działań… Ale wróćmy do tematu. Napisałem, że Bóg kocha Ciebie, właśnie Ciebie, takim jakim jesteś właśnie tam i teraz gdzie czytasz te słowa. Bóg kocha Ciebie z wszystkimi Twoimi dobrymi i złymi rzeczami. Nawet jeśli sądzisz, że w Tobie są tylko złe sprawy i nie zasługujesz na miłość Boga, to Bóg Cię kocha! Bo Bóg nie kocha Cię za coś, Bóg kocha Cię PO PROSTU!

Doświadczenie Boga.

Obiecałem na początku tekstu, że napiszę w jaki sposób można doświadczyć Boga. Niestety jeśli spodziewasz się jakichś czarodziejskich niespodzianek, to muszę Cie rozczarować. Bóg może w swojej mocy dać Ci się doświadczyć tak jak św. Pawłowi, że objawi się Tobie potężne oślepiające światło i będziesz słyszał w uszach potężny, wspaniały, ale i kochający głos „Ja jestem Jezus…”. Podejrzewam jednak, że takie doświadczenia to zdecydowana mniejszość. Dlaczego? Nie wiem… Jeśli chcesz doświadczyć Boga, to musisz Go szukać. Czytaj Pismo Święte, nie musisz czytać od razu po 15 rozdziałów, zacznij powoli – kilka minut dziennie. Proponuję Ci zacząć od Ewangelii św. Marka – jest pisana najprostszym językiem. Czytaj po jednej perykopie (krótkie fragmenty oznaczone tytułami pisanymi pogrubioną czcionką) i zastanów się chwilę czy dana sytuacja odnosi się jakoś do Twojego życia. Czytaj codziennie – jeśli masz czas spędzać wiele godzin przy komputerze albo przed telewizorem, to znaczy, że masz czas, żeby poświęcić codziennie 10 minut na to żeby posłuchać Słowa Boga. Inną sprawą jest modlitwa. Módl się codziennie. Niekoniecznie chodzi mi o wypowiadanie znanych Ci od najmłodszych lat formułek, chodzi mi o normalne słowa – rozmawiaj z Bogiem. Proszę Cię tylko o jedno, żebyś był szczery. Bóg zna doskonale Twoje serce, nic przed Nim nie ukryjesz, jeśli więc miałem fatalny dzień i jesteś bardzo poddenerwowany, to nie mów na modlitwie Panu Bogu „spotkało mnie dzisiaj tak wiele dobry i przyjemnych rzeczy, dziękuję Ci Panie Boże za tak wspaniały, cudowny dzień”. Jeśli jesteś wkurzony, to powiedz to Bogu na modlitwie, jeśli chcesz się z Nim trochę pokłócić, to zrób to, Bóg nie obrazi się o twarde słowa, ucieszy się z Twojej szczerości (tylko pamiętaj o należnym Mu szacunku, nie chodzi o to, żeby z Bogiem obchodzić się jak z pierwszym lepszym kumplem). Gwarantuję Ci, że jeśli będziesz czytał Pismo Święte i będziesz rozmawiał z Bogiem, prosił Go o to, żeby pokazał Ci, że Cię kocha, żeby dał Ci się doświadczyć, to w Twoim życiu zacznie się coś zmieniać. Wierzę, że po jakimś czasie będziesz miał więcej siły do walki np. z nałogami, grzechami. Bóg będzie z Tobą i zacznie się najtrudniejsza, ale i najpiękniejsza droga.

                                                     Michał Misztal  /Jezus.com.pl /

ZWIASTOWANIE

 

O Maryjo, czemu pobladłaś, Ty można
jak inna żadna,
bo poczniesz Króla nad króle,
a nazwą Go Emanuel.

Ref.
Nie trwóż się Maryjo-Lilijo,
Dzieciątko święte powijesz,
Siankiem Mu żłobek wyścielesz,
Nim błyśnie gwiazda w Betlejem.
Radować wszyscy się będą,
Muzyką chwalić, kolędą.
Bić będą niskie pokłony,
Przed Twoim Jednorodzonym.

Nadzieje ludów spełnione,
bo ciałem się stanie Słowo.
Niech będzie błogosławiony,
Żywota Twojego owoc.

” I Ja ciebie nie potępiam….”

(1) Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, (2) ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. (3) Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: (4) Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. (5) W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? (6) Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. (7) A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. (8) I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. (9) Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. (10) Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? (11)A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.
                                             /
J 8,1-11 /

——————————————————

Faryzeuszom wcale nie chodziło o tę kobietę. Jej los był im całkowicie obojętny. Przyprowadzając ją do Jezusa to Jego chcieli wystawić na próbę, ośmieszyć Go. Jeśli ją  uniewinni  wówczas mogą Go oskarżyć o naruszenie Prawa, które nakazuje kamienowanie kobiet dopuszczających się małżeńskiej zdrady, jeśli skaże ją na śmierć, a tym samym straci względy ludu. Ludzie przecież kochają Jego hojność, dobroć, miłosierdzie.„Lecz Jezus, nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi”. Teolodzy usiłowali dociec, co Jezus mógł pisać na ziemi. Może wypisywał grzechy faryzeuszów. Milczał. Nie dyskutował. Wiedział, że dyskusja z faryzeuszami donikąd   nie doprowadzi.
”Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.
Nastąpiło milczenie. W tej ciszy faryzeusze uświadomili sobie, że oni także nie są bez grzechu, każdy z nich miał coś na sumieniu.
Zaczęli odchodzić. Wkrótce na placu został tylko Jezus i kobieta.
Jezus miał wszelkie prawo potępić ją i jej grzech.
Był Bogiem. Bez grzechu.
Na przeciwko siebie stanęli Czystość i brud, Miłosierdzie i nędza.  
„Nikt cię nie potępił?” „Nikt, Panie”. „ I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.        
Ta kobieta nie jest już cudzołożnicą. Od tej ona jest nowym człowiekiem.
Zaczyna nowe życie.

GORZKIE ŻALE / cz. 3 /

  1. Duszo oziębła, czemu nie gorejesz?
    Serce me, czemu całe nie truchlejesz?
    Toczy twój Jezus z ognistej miłości
    Krew w obfitości.
  2. Ogień miłości, gdy Go tak rozpala,
    Sromotne drzewo na ramiona zwala;
    Zemdlony Jezus pod krzyżem uklęka,
    Jęczy i stęka.
  3. Okrutnym katom posłuszny się staje,
    Ręce i nogi przebić sobie daje,
    Wisi na krzyżu, ból ponosi srogi
    Nasz Zbawca drogi!
  4. O słodkie drzewo, spuśćże nam już Ciało,
    Aby na tobie dłużej nie wisiało!
    My je uczciwie w grobie położymy,
    Płacz uczynimy.
  5. Oby się serce we łzy rozpływało,
    Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!
    Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości,
    Dla Twej miłości!
  6. Niech Ci, mój Jezu, cześć będzie w wieczności
    Za Twe obelgi, męki, zelżywości,
    Któreś ochotnie, Syn Boga jedyny,
    Cierpiał bez winy!

Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

  1. Jezu, od pospólstwa niezbożnie
    Jako złoczyńca z łotry porównany,
    Jezu mój kochany!
  2. Jezu, przez Piłata niesłusznie
    Na śmierć krzyżową za ludzi skazany,
    Jezu mój kochany!
  3. Jezu, srogim krzyża ciężarem
    Na kalwaryjskiej drodze zmordowany,
    Jezu mój kochany!
  4. Jezu, do sromotnego drzewa
    Przytępionymi gwoźdźmi przykowany,
    Jezu mój kochany!
  5. Jezu, jawnie pośród dwu łotrów
    Na drzewie hańby ukrzyżowany,
    Jezu mój kochany!
  6. Jezu, od stojących wokoło
    I przechodzących szyderczo wyśmiany,
    Jezu mój kochany!
  7. Jezu, bluźnierstwami od złego,
    Współwiszącego łotra wyszydzany,
    Jezu mój kochany!
  8. Jezu, gorzką żółcią i octem
    W wielkim pragnieniu swoim napawany,
    Jezu mój kochany!
  9. Jezu, w swej miłości niezmiernej
    Jeszcze po śmierci włócznią przeorany,
    Jezu mój kochany!
  10. Jezu, od Józefa uczciwie
    I Nikodema w grobie pochowany,
    Jezu mój kochany!
  11. Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony,
    Dla nas zmęczony i krwią zbroczony.
    Bądź uwielbiony! Bądź wysławiony!
    Boże nieskończony!

Rozmowa duszy z Matką Bolesną

  1. Ach, Ja Matka boleściwa,
    Pod krzyżem stoję smutliwa,
    Serce żałość przejmuje.
  2. O Matko, niechaj prawdziwie,
    Patrząc na krzyż żałośliwie,
    Płaczę z Tobą rzewliwie.
  3. Jużci, już moje Kochanie
    Gotuje się na skonanie!
    Toć i ja z Nim umieram!
  4. Pragnę, Matko, zostać z Tobą,
    Dzielić się Twoją żałobą
    Śmierci Syna Twojego.
  5. Zamknął słodką Jezus mowę,
    Już ku ziemi skłania głowę,
    Żegna już Matkę swoją!
  6. O Maryjo, Ciebie proszę,
    Niech Jezusa rany noszę
    I serdecznie rozważam.
  7. Któryś za nas cierpiał rany,
    Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

DLACZEGO….?

 
           Dzisiaj chciałam poruszyć ważny i jednocześnie

bulwersujący mnie temat. A mianowicie temat eutanazji.
Śledziłam z uwagą i przerażeniem tzw.” przypadek Eluany Englaro”.Było
to zabójstwo w świetle prawa, za jego przyzwoleniem.Na oczach całego
świata. Dziwiła mnie postawa ojca kobiety, który w imię miłości do córki kazał ją po prostu zabić… walczył o to przed sądem.
Swoją „decyzję argumentował tym, że córka żyje jak roślinka,wegetuje
i nie jest zdolna do życia. Sąd wydał wyrok- kobietę zagłodzono….
Wiele o tym czytałam, czytałam, że jej mózg uszkodzony jest
nieodwracalnie.
Skąd można mieć taką pewność? Przecież mózg (umysł) człowieka nie
został jeszcze całkowicie zbadany. Były przypadki obudzenia się po
kilkunastu latach bycia w śpiączce.Ostatnio było bardzo głośno o człowieku, który obudził się po kilkunastu latach śpiączki. Właściwie to on nigdy  nie był w śpiączce, cały czas słyszał, myślał, czuł… tylko
późno to odkryto…Co by było gdyby jemu też ktoś chciał”ulżyć w
cierpieniu” w taki sposób jak „ulżono” Eluanie…?
Najgorsze, że to wszystko odbywa się w majestacie prawa. To gorsze niż
wojna.
Jak można decydować o odbieraniu komuś życia? Życie daje Pan Bóg i
tylko On decyduje o jego zakończeniu.
W Polsce głośno było o sparaliżowanym Januszu Świtoniu, ktory prosił o
śmierć.Jak się później okazało, wystarczyło trochę mu pomóc,
pochylić się nad nim i Janusz już nie myśli o śmierci.Chce żyć.
Piszę o tych ludziach, bo ja także jak oni wymagam ciągłej pomocy.
Prawie nic nie mogę zrobić sama. Można powiedzieć, że jestem uzależniona od innych, zdrowych ludzi. W opinii, niektórych mogę być uważana jako bezużyteczna.
Jednak moja rodzina nigdy nie dawała mi tego odczuć, nie dawano mi
powodów do takiego myślenia.Przeciwnie, jestem traktowana normalnie, zwyczajnie.
Mama często powtarza, że oni są moimi rekami i nogami a ja ich głową.
Siostra często przychodzi do mnie po radę,słucha moich rad.
A po za tym wszystkim mam swoją pasję (malarstwo) i żadne głupie myśli nie przychodzą mi do głowy.
Dlaczego jedni robią wszystko, żeby człowiek chory czuł
się pełnowartościowym człowiekiem a inni potrafią zabić go w
majestacie prawa. Decydują o czyimś życiu lub śmierci? Wcielają się w rolę Pana Boga…
To chyba pytania retoryczne…

GORZKIE ŻALE / cz. 2 /

Hymn

  1. Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje,
    Jako dla ciebie sobie nie folguje.
    Przecież Go bardziej, niż katowska, dręczy,
    Złość twoja męczy.
  2. Stoi przed sędzią Pan wszego stworzenia,
    Cichy Baranek, z wielkiego wzgardzenia;
    Dla białej szaty, którą jest odziany,
    Głupim nazwany.
  3. Za moje złości grzbiet srodze biczują;
    Pójdźmy, grzesznicy, oto nam gotują
    Ze Krwi Jezusa dla serca ochłody
    Zdrój żywej wody.
  4. Pycha światowa niechaj, co chce, wróży,
    Co na swe skronie wije wieniec z róży,
    W szkarłat na pośmiech, cierniem Król zraniony,
    Jest ozdobiony!
  5. Oby się serce we łzy rozpływało,
    Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!
    Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości,
    Dla Twej miłości!

Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

  1. Jezu, od pospólstwa niewinnie
    Jako łotr godzien śmierci obwołany,
    Jezu mój kochany!
  2. Jezu, od złośliwych morderców
    Po ślicznej twarzy tak sprośnie zeplwany,
    Jezu mój kochany!
  3. Jezu, pod przysięgą od Piotra
    Po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany,
    Jezu mój kochany!
  4. Jezu, od okrutnych oprawców
    Na sąd Piłata, jak zabójca szarpany,
    Jezu mój kochany!
  5. Jezu, od Heroda i dworzan,
    Królu niebieski, zelżywie wyśmiany,
    Jezu mój kochany!
  6. Jezu, w białą szatę szydersko
    Na większy pośmiech i hańbę ubrany,
    Jezu mój kochany!
  7. Jezu, u kamiennego słupa
    Niemiłosiernie biczmi wysmagany,
    Jezu mój kochany!
  8. Jezu, przez szyderstwo okrutne
    Cierniowym wieńcem ukoronowany,
    Jezu mój kochany!
  9. Jezu, od żołnierzy niegodnie
  10. Na pośmiewisko purpurą odziany,
    Jezu mój kochany!
  11. Jezu, trzciną po głowie bity,
    Królu boleści, przez lud wyszydzany,
    Jezu mój kochany!

Rozmowa duszy z Matką Bolesną

  1. Ach, widzę Syna mojego
    Przy słupie obnażonego,
    Rózgami zsieczonego!
  2. Święta Panno, uproś dla mnie,
    Bym ran Syna Twego znamię
    Miał na sercu wyryte!
  3. Ach, widzę jako niezmiernie
    Ostre głowę rani ciernie!
    Dusza moja ustaje!
  4. O Maryjo, Syna swego,
    Ostrym cierniem zranionego,
    Podzielże ze mną mękę!
  5. Obym ja, Matka strapiona,
    Mogła na swoje ramiona
    Złożyć krzyż Twój, Synu mój!
  6. Proszę, o Panno jedyna,
    Niechaj krzyż Twojego Syna
    Zawsze w sercu swym noszę!
  7. Któryś za nas cierpiał rany,
    Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

DZIECKO OFIARĄ

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego” i wydawca tego katolickiego tygodnika, czyli archidiecezja katowicka mają przeprosić na łamach tej gazety Alicję Tysiąc za naruszenie jej dóbr osobistych – postanowił w piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Sąd tylko nieznacznie zmienił zaskarżony przez „GN” wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z września ubiegłego roku, który uznał, że gazeta i jej wydawca, czyli archidiecezja katowicka, mają przeprosić powódkę i zapłacić jej 30 tys.zł. Zmiany dotyczą treści przeprosin, które mają zostać zamieszczone na łamach tygodnika.
Tysiąc wywalczyła w Strasburgu zadośćuczynienie za to, że w Polsce nie pozwolono jej usunąć ciąży, choć urodzenie dziecka mogło grozić jej utratą wzroku. Katowicki sąd okręgowy podzielił zdanie powódki, że w komentujących tę sprawę tekstach tygodnika znalazły się sformułowania napastliwe, obraźliwe i pogardliwe.
Sąd I instancji uznał, że niektóre publikacje w katolickim tygodniku nie były krytyką aborcji i wyroku Trybunału w Strasburgu w  sprawie Tysiąc, ale „atakiem na pojedynczą osobę i wyrazem skrajnie negatywnych emocji do tej osoby skierowanych”. Według sądu okręgowego katolicy mogą wyrażać swoją dezaprobatę moralną wobec wykonywania zabiegu aborcji -nazywać aborcję zabójstwem – ale w sensie ogólnym, a nie w odniesieniu do konkretnej osoby, jak zrobił to „GN”.
                                                         / PAP /
—————————————————————————-
„Tym co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie jest aborcja,ponieważ jeżeli matka może zabić swoje dziecko, co może powstrzymać ciebie i mnie od zabijania się nawzajem” (Kalkuta, 24 września 1996).
                                                                 Matka Teresa

Tak naprawdę prawdziwą ofiarą nie jest pani Alicja Tysiąc tylko jej dziecko.
Co czuje dziewczynka, gdy ma świadomość, że matka chciała ją zabić? Jej matka mówi o tym głośno. „gdybym miała 5 tys. złotych usunęłabym”.
Usunęłaby Julkę i każde kolejne dziecko”.
Jak potem może spojrzeć córce w oczy…
Czy nie wie, że jej córka będzie do końca życia będzie żyć z piętnem dziecka niechcianego i niekochanego……

KATOLICY ALE…

GUS podaje, że w Polsce jest 33,7 mln katolików co stanowi 95,8% ogółu społeczeństwa polskiego.
Dużo , pomyślałam. Jednak ilu z nich jest katolików wierzących i praktykujących? Tego nie wiadomo. Dużo jest tzw. „katolików, ale”.
„Wierzę w Boga, ale do kościoła nie chodzę, ale żyję na kocią łapę, albo w konkubinacie, żyję bez ślubu jeśli im tak wygodnie, zawsze łatwiej się rozejść
ALE moje dzieci chrzczę tylko dlatego, żeby nie miały problemów, żeby inne dzieci nie wytykały ich palcami. Dla formalności.
Do I komunii dziecko poślę, a potem zobaczymy….Mój dzieciak już jest prawie dorosły, sam niech wybiera czy chce być bierzmowany czy nie, może mu się to kiedyś przydać. A w ogóle to religia to opium dla ludu,
ALE W BOGA WIERZĘ! ”

U mnie w parafii w kościele są pustki. Na Msze przychodzą ludzie starsi. Jest ich coraz mniej…. umierają.
Młodzież przychodzi niechętnie, jakby z przymusu. Niedługo może być tak, że kościół w czasie Mszy będzie całkiem pusty…Tylko ksiądz i Jezus…..
Krzyż wiszący w szkołach, szpitalach i urzędach stał się problemem. Przeszkadza.
Takimi jesteśmy katolikami.
Tymczasem Bóg mówi :Wiem, że nie jesteś zimny
ani gorący. Obyś wreszcie był
zimny albo gorący.
Ponieważ jesteś letni,
pocznę cię wypluwać
z ust moich (por. Ap 3, 15-17)

Dla Boga liczy się jakość, nie ilość.                                  

IRLANDZKIE ŻYCZENIA

Nazywał się Fleming i był biednym szkockim farmerem.

Pewnego dnia, gdy ciężko pracował w polu usłyszał wołanie o pomoc

dobiegające z pobliskich bagien.

Pobiegł tam i znalazł przestraszonego chłopca,

którego uratował od śmierci.

Następnego dnia przed dom farmera zajechał powóz,

z którego wysiadł elegancki gentleman,

który przedstawił się jako ojciec uratowanego chłopca.

Powiedział do farmera, ze chce mu zapłacić za uratowanie syna.

Farmer odrzekł, ze zapłaty nie przyjmie

gdyż uratował chłopca nie dla pieniędzy.

W tym momencie do domu wszedł syn farmera Alexander.

Czy to twój syn?- zapytał gentelman.

Tak to mój syn.- odrzekł dumnie farmer.

Mam ofertę dla ciebie.

Opłacę naukę dla twojego syna tak,

aby zdobył to samo wykształcenie jak mój syn.

I jeśli chłopak jest taki jak jego ojciec nie zmarnuje okazji

i obaj będziemy z niego dumni?

I tak się stało.

Syn farmera ukończył najlepsze szkoły

i stał się znany na całym świecie, jako

Sir Alexander Fleming, odkrywca penicyliny.

Wiele lat później ten sam chłopiec,

który został uratowany z bagien

zachorował na zapalenie płuc.

Co uratowało jego życie?

Penicylina.

Nazwisko chłopca: sir Winston Churchill.

Ktoś kiedyś powiedział:wszystko powraca…

Pracuj tak jakbyś nie potrzebował pieniędzy.

Kochaj tak jakby nikt nigdy ciebie nie zranił.

Tańcz jakby nikt na ciebie nie patrzył.

Śpiewaj jakby nikt cię nie słuchał.

Żyj jakby był raj na ziemi.

Irlandzkie życzenie dla przyjaciela mówi:

Niech zawsze będzie praca dla twoich rak,

Niech w twoim portfelu zawsze będzie moneta albo dwie,

Niech zawsze świeci słonce w twoim oknie,

Niech przyjaciel zawsze będzie przy tobie,

Niech po każdym deszczu pojawia się tęcza,

Niech Bóg napełni twe serce radością…

***…

         RACHUNEK  SUMIENIA, co to takiego?  

 

 Czy ufam dobroci i opatrzności Bożej, również w dniach cierpienia i choroby?

 Czy poddaje się udrękom, rozpaczy oraz innym złym myślom i uczuciom?

 Czy korzystam z wolnego czasu, aby zastanowić się nad życiem i rozmawiać z Bogiem?

 Czy przyjmuję chorobę i cierpienia jako sposobność współcierpienia z Chrystusem, który nas odkupił swoją męką?

 Czy żyjąc wiarą,jestem przekonany, że cierpienie znoszone z cierpliwością przynosi pożytek Kościołowi?

 Czy zwracam uwagę na innych i czy mam wzgląd na współcierpiących i na ich potrzeby?

 Czy okazuję wdzięczność tym, którzy się mną opiekują i odwiedzają mnie?

 Czy w chorobie staram się dawać dobry przykład, jak przystoi chrześcijaninowi?

 Czy żałuję za grzechy przeszłości i czy znoszę cierpliwie chorobę i dolegliwości jako wynagrodzenie za nie?

” Pieśń o Bogu ukrytym „

Pan, gdy się w sercu przyjmie, jest jak kwiat,
spragniony ciepła słonecznego.
Więc przypłyń, o światło z głębin niepojętego dnia
i oprzyj się na mym brzegu.

Płoń nie za blisko nieba
i nie za daleko.
Zapamiętaj, serce, to spojrzenie,
w którym wieczność cała ciebie czeka.

Schyl się, serce, schyl się, słońce przybrzeżne,
zamglone w głębinach ócz,
nad kwiatem niedosiężnym,
nad jedną z róż.

          / Karol Wojtyła /

PFRON NIE DA PIENIĘDZY DLA NIEPEŁNOSPRAWNYCH DZIECI

Prowadzona przez Annę Dymną fundacja Mimo Wszystko oraz Fundacja Brata Alberta ks.Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, cieszyły się dotychczas uznaniem PFRON.Teraz może się okazać, że będą zmuszone do przerwania terapii swoich niepełnosprawnych podopiecznych. Powód? Wstrzymanie dotacji – alarmuje”Rzeczpospolita”.

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) zmienił zasady przyznawania dotacji. I tak, choć Fundacja Brata Alberta miała obiecane13 mln na sześć lat rehabilitacji, w tym raku musiała ponownie złożyć wniosek. Jak mówi Isakowskicz-Zaleski miała to być jedynie formalność.Okazało się jednak, że pieniędzy nie dostanie.

Do „akcji” przystąpili też rodzice podopiecznych fundacji. – Tyle lat nasze dzieci były rehabilitowane, osiągnęły bardzo dużo, i co teraz?Mają znów siedzieć w domu? – napisali do posłów i senatorów z prośbą o interwencję.

Dymna: jak będzie trzeba będę demonstrować

W konkursie przepadł także wniosek o dofinansowanie fundacji Anny Dymnej. – Osoby niepełnosprawne nie przyjdą demonstrować w obronie swoich świetlic – mówi „Rz” aktorka. I zapowiada stanowczo: – Jeśli pieniądze się nie znajdą, sama wezmę flagę i pierwsza zorganizuję pikietę.

Druga szansa

Rzecznik Funduszu zapewnia „Rzeczpospolitą”, że jest szansa, by fundacja uzyskała jednak dotację, w ramach II konkursu ofert. Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego, to nie rozwiązuje sytuacji. W konkursie bowiem fundacja może dostać maksymalnie 800 tys. zł, a to jest mniej niż połowa tego, czego potrzeba na utrzymanie wszystkich świetlic.

jaś/iga / tvn24.pl /
—————————————–
Takie fundacje powinno się promować a nie odbierać im pieniądze !

Rozważanie świętej Agonii autorstwa O. Pio

    Duchu Święty, oświeć mój umysł i rozpłomień me serce w rozważaniu Męki Jezusowej. Pomóż mi przeniknąć to misterium miłości i cierpienia mojego Boga, który, stawszy się człowiekiem, cierpi, kona, umiera dla mnie.Wieczysty, nieśmiertelny, zniża się by poddać się niesłychanemu męczeństwu, okropnej śmierci na krzyżu, pośród zniewag, drwin i bluźnierstw, pragnąc ocalić swoje stworzenie, które obraziło Go i które tarza się w błocie grzechu. Człowiek lubuje się w grzechu, a Bóg, z powodu grzechu, jest smutny aż do śmierci. Męki okrutnego konania sprawiają, że zrasza Go krwawy pot… Pod koniec swego ziemskiego żywota, oddawszy się nam całkowicie w Sakramencie swojej Miłości idzie Pan do Ogrodu Oliwnego, znanego uczniom, również i Judaszowi. Po drodze poucza ich i przygotowuje do swojej rychłej Męki. Zachęca ich, aby z miłości do Niego znosili kalumnie, prześladowania aż do śmierci, chce przemienić ich na swoje podobieństwo, swój Boski wzór. W chwili wkroczenia w gorzką Mękę nie myśli o sobie, lecz o tobie… W ogrodzie Mistrz oddala się od uczniów, w towarzystwie tylko trzech świadków swojej Agonii: Piotra, Jakuba i Jana. Czy, widziawszy Go przemienionego na górze Tabor, potrafią rozpoznać Człowieka – Boga w tej istocie przygniecionej śmiertelną trwogą? Wchodząc do ogrodu polecił im:“Zostańcie tutaj! Czuwajcie i módlcie się, byście nie ulegli pokusie”.

     Czuwajcie, gdyż nieprzyjaciel nie śpi. Zawczasu uzbrójcie się w oręż modlitwy, abyście nie zostali zaskoczeni i wciągnięci w grzech.Oto godzina mroków. Oddaliwszy ich odchodzi na rzut kamieniem i kładzie się twarzą ku ziemi. Jego dusza tonie w morzu goryczy i nieprzeniknionego smutku. Zrobiło się późno. Złowieszcze cienie przemykają w bladą noc. Księżyc wydaje się nabrzmiały krwią. Wiatr porusza drzewami i przenika do kości. Cała przyroda zdaje się drżeć w tajemnym przestrachu. O nocy, jakiej nie było! Oto miejsce, gdzie Jezus się modli. Odziera swoje Święte człowieczeństwo z siły, do jakiej ma Ono prawo, zjednoczone z Osobą Boską. Zanurza je w czeluść smutku,trwogi, upodlenia. Jego Duch wydaje się pogrążony… Widzi już teraz całą swoją Mękę. Widzi tak kochanego apostoła Judasza, który sprzedaje Go za kilka groszy… Oto spieszy drogą do Getsemani, by zdradzić Go i wydać! Czyż niedawno nie nakarmił go swoim Ciałem, nie napoił swoją Krwią? Na kolanach umył mu stopy, przytulił do Serca, ucałował je. Czyż nie uczynił wszystkiego, by zatrzymać go na skraju świętokradztwa lub przynajmniej skłonić do skruchy? Ale na nic to się zdało, Judasz gna ku zatraceniu… Jezus płacze. Widzi siebie, wleczonego po ulicach Jerozolimy, gdzie jeszcze kilka dni temu obwoływano Go Mesjaszem. Widzi jak policzkują Go przed Najwyższym Kapłanem. Słyszy wrzaski: “Niech zginie”! On, Twórca Życia, wleczony niby ludzki łachman od jednego do drugiego trybunału. Lud, Jego lud, tak miłowany, tak obdarowywany,wygwizduje Go, popycha, żąda głośno Jego śmierci i to jakiej! Śmierci na krzyżu. Słyszy fałszywe oskarżenia. Widzi, jak biczują Go, nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, oddają Mu pokłony, jak przed fałszywym królem. Widzi jak skazują Go na krzyż, jak pnie się na Kalwarię,upadając pod ciężarem, chwiejąc się, zwalając na ziemię… Oto już na górze, odarty z szat, rozciągnięty na krzyżu, bezlitośnie przybity,wzniesiony między niebem i ziemią. Zwisa bezsilnie przytwierdzony gwoździami, cierpiąc niewymownie. Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu, pijanego gniewem!Widzi, jak gardło i wnętrzności pali mu ogniste pragnienie, które ugasić ma ocet i żółć. Widzi swego Ojca, który opuszcza Go, i swoją Matkę, złamaną bólem. Śmierć następuje pośród dwu złoczyńców. Jeden wyznaje swoje winy i może być ocalony, lecz drugi bluźni i kona potępiony. Widzi zbliżającego się z włócznią Longinusa, który przebije Mu serce.

     I oto dokonało się najgłębsze poniżenie ciała i duszy, które rozdzielają się… Widzi ˙wszystko ˙po kolei, scenę za sceną, a widok ten przytłacza Go i przeraża. Czy cofnie się? Od pierwszej chwili wszystko przyjął, na wszystko się zgodził. Dlaczego zatem to krańcowe przerażenie? Bo wystawił swoje święte człowieczeństwo niczym tarczę, w którą biją ciosy Sprawiedliwości, znieważonej grzechem. Jego osamotniony Duch żywo odczuwa wszystko, co przyjdzie Mu wycierpieć. Za taki grzech taka kara. Jest zmiażdżony, bo sam wydał się na lęk, na słabość, na skonanie. Wydaje się dochodzić granic cierpienia, leży wyciągnięty twarzą ku ziemi przed Majestatem swego Ojca. Święte Oblicze Człowieka-Boga, które cieszy się błogosławioną wizją Boga, leży oto w pyle ziemi, zmienione nie do poznania. Mój Jezu! Czyż nie jesteś Bogiem? Panem nieba i ziemi? Równym Ojcu? Dlaczego poniżasz się tak bardzo, że aż tracisz ludzki wygląd? Ach, tak… rozumiem! Chcesz nauczyć mnie, owładniętego pychą, że aby obcować z niebem, muszę pochylić się aż do ziemi. Padasz, aby odkupić moją arogancję. Chylisz się aż do ziemi, jakbyś chciał złożyć na niej pocałunek pokoju,pogodzić niebiosa z ziemią… Jezus podnosi się, spogląda błagalnie w górę, wyciąga ramiona i modli się. Jaka bladość śmiertelna okrywa Jego twarz! Błaga Ojca, który odwraca się od Niego. Modli się z synowską ufnością, ale dobrze zna swoje miejsce. Wie, że jest Żertwą ofiarną za cały ludzki rodzaj, wystawioną na gniew obrażonego Boga. Wie, że tylko On może zadośćuczynić nieskończonej Sprawiedliwości i pogodzić Stwórcę ze stworzeniem. Pragnie, domaga się tego. Jednak wszystko w nim jest dosłownie zmiażdżone. Cała Jego natura wzdraga się przed taką Ofiarą.Duch wszakże jest gotów na unicestwienie i twarda walka trwa. Jezu,jakże możemy prosić Cię, byś nam dał siły, kiedy widzimy Cię tak słabymi poniżonym? Tak, rozumiem! Wziąłeś na siebie całą naszą słabość. Żeby dać nam swoją siłę, stałeś się ofiarą. Pragniesz nas nauczyć, że tylko w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje się nam ze spiżu. Konając Jezus woła do Ojca: “Jeżeli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich”. Jest to krzyk natury, która zagrożona, z ufnością zwraca się ku niebu. Chociaż wie, że nie zostanie wysłuchany, bo sam tego pragnie, jednak modli się.

     Jezu mój, dlaczego prosisz o coś, o czym wiesz, że nie otrzymasz tego? Jakaż zawrotna tajemnica! Smutek, jaki Cię przygniata,każe Ci żebrać o pomoc i wsparcie, ale Twoja miłość ku nam i Twoje pragnienie, by zwrócić nas Bogu sprawiają, że mówisz: “Nie Moja, lecz Twoja wola niechaj się stanie”. Jego osamotnione Serce pragnie wsparcia. Powoli powstaje, idzie chwiejnym krokiem, zbliża się do uczniów. przynajmniej oni, przyjaciele, powiernicy, pojmą, podzielą Jego udręczenie… Znajduje ich pogrążonych we śnie.Jakże nagle czuje się samotny i odepchnięty! “Szymonie, śpisz? – pyta cicho Piotra. Ty, który zapewniałeś Mnie, że do śmierci Mnie nie opuścisz?” Zwraca się ku innym: “Nie mogliście więc czuwać jednej godziny ze Mną?”. Raz jeszcze zapomina o własnych cierpieniach, myśląc tylko o nich: “Czuwajcie i módlcie się, by nie popaść w pokuszenie!”Zdaje się mówić im: “Jeśli tak szybko zapomnieliście o Mnie, który zmagam się i cierpię, to przynajmniej we własnym interesie czuwajcie i módlcie się”. Ale oni półprzytomni z senności, ledwo Go słyszą. O mój Jezu, ileż szlachetnych dusz, wzruszonych Twoimi skargami, trwa u Twego boku w Ogrodzie Oliwnym, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie!Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie!Oby pocieszyły Cię i oby, dzieląc Twoje cierpienia, mogły współpracować w dziele zbawienia! Obym i ja mógł do nich należeć i ulżyć Ci chociaż odrobinę, o mój Jezu! Jezus wraca na miejsce modlitwy i widzi inny, o wiele straszliwszy obraz: wszystkich naszych najdrobniejszych nawet grzechów. Widzi krańcową wulgarność ludzi, popełniających je. Wie, jak bardzo obrażają Boski Majestat. Widzi wszystkie nikczemności, wszystkie sprośności, wszystkie bluźnierstwa brukające serca i wargi stworzone,aby wyśpiewywać Bożą Chwałę. Widzi świętokradztwa, które hańbią kapłanów i wiernych. Widzi potworne nadużywanie sakramentów, które On ustanowił dla naszego zbawienia, a które mogą się stać przyczyną naszego zatracenia. Musi wziąć na siebie całe to cuchnące błoto ludzkiego zepsucia.

     Musi, tak przybrany, stanąć przed Świętością swego Ojca. Musi odkupić każdy grzech z osobna i oddać Ojcu całą Jego zdeptaną Chwałę.Musi, żeby zbawić grzesznika, zejść do tego bagna. Nawet to nie powstrzymuje Go. Błoto niczym potworna fala osacza Go, zalewa,przygniata. Oto staje przed obliczem Ojca, Boga Sprawiedliwości. On,Święty Świętych, uginający się pod ciężarem grzechów, podobny do grzeszników. Któż zgłębi Jego zgrozę i najwyższą odrazę. Ten jęk wstrętu, te straszliwe mdłości? Wziąwszy na siebie wszystko, bez żadnego wyjątku, pada pod potwornym brzemieniem i jęczy pod ciężarem Bożej Sprawiedliwości, w obliczu Ojca, który dozwolił Jemu, swojemu Synowi, ofiarować się jako ofiara za grzechy świata i stać się jakby“potępionym”. Jego czystość wzdraga się pod tym nikczemnym ciężarem,ale widzi jednocześnie Sprawiedliwość obrażoną, grzesznika potępionego… Dwie siły, dwie miłości ścierają się w Jego Sercu.Zwycięża obrażona Sprawiedliwość. Jakiż to jednak widok nieopisanie żałosny! Ten człowiek obarczony wszystkimi naszymi brudami, On,Świętość istotowa, złączony, zewnętrznie ˙choćby, ˙z przestępcami…Drży jak liść. Żeby stawić czoło tej straszliwej agonii, pogrąża się w modlitwie. Pochylony przed Majestatem Ojca błaga: “Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich!”. To tak, jakby mówił: “Ojcze, pragnę Twojej Chwały.Pragnę dopełnienia Twojej Sprawiedliwości, pragnę pogodzenia rodzaju ludzkiego. Ale nie za tę cenę! Nie, żebym Ja, sama Świętość, aż tak został splamiony grzechem!… Ojcze, który wszystko możesz, oddal ode mnie ten kielich i znajdź w nieprzebranych skarbach Twojej Mądrości jakiś inny sposób zbawienia. Jeśli jednak tego nie chcesz, niechaj stanie się Twoja, a nie Moja wola!. I tym razem modlitwa Zbawiciela zostaje bez odpowiedzi. Ogarnia Go trwoga śmierci. Dźwiga się z trudem,szukając wsparcia. Czuje, że siły Go opuszczają. Potykając się, kroczy z trudem w stronę uczniów. I znowu znajduje ich śpiących. Jego smutek pogłębia się. Budzi ich tylko. read more

MIEJCIE NADZIEJĘ…………..

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,

Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno

Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!… Nie tę jednodniową,

Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową

Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę… Nie tę tchnącą szałem,

która na oślep leci bez oręża,

Lecz tę, co sama niezdobytym wałem

Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,

Przestańmy ciągłym lamentem się poić:

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,

Mężom przystało w milczeniu się zbroić…

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

I przechowywać ideałów czystość;

Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

                     /  Adam  Asnyk  /

PUSTYNIA

Czym jest dla mnie  Wielki  Post ?  Jak go przeżywam?

Bardzo  pragnęłabym by był dla mnie czasem wyciszenia, uspokojenia. Tego zewnętrznego i  przede wszystkim tego wewnętrznego.
Wokół mnie wszystko krzyczy, cały ten zwariowany świat. Sensacje, plotki, pomówienia…
W mojej głowie jest tak samo. Natłok myśli… nie zawsze dobrych. Kłębią się w moim umyśle jak węże. Otaczają mnie ze wszystkich stron…
Bardzo potrzebuję ciszy.
Chciałabym wyjść  na pustynię. Jak Jezus. Czy bym wytrzymała tam czterdzieści dni? Pewnie nie, ale chciałabym spróbować
Tylko ja, pustynia i… Pan Bóg.
Ja i Bóg.
… stworzenie i Stwórca.
Chciałabym jeszcze raz sobie przemyśleć…..poukładać wszystko na nowo.
Jakie są moje relacje z Bogiem? Jaka jest moja modlitwa?
Czy w ogóle jest modlitwą ? Dialogiem? Rozmową?
Chciałabym usłyszeć głos Boga…
A Jego głos najlepiej słyszalny jest w ciszy.
Na pustyni własnego serca.
Pragnęłabym bardzo Go usłyszeć…
 

MĄDROŚĆ SYRACHA

Dzisiaj  kiedy czytałam Biblię „sama” mi otworzyła, a ja przeczytałam taki tekst:

Ufność w Panu

11 Niejeden pracuje, trudzi się i spieszy,
    a tym bardziej pozostaje w tyle.
12 Niejeden słaby potrzebuje pomocy,
    brak mu sił i obfituje w biedę,
    lecz gdy tylko oczy Pana łaskawie na niego spojrzą,
    wydźwignie On go z nędzy
13 i podniesie mu głowę,
    a wielu zdumieje się tym, co go spotkało.
14 Dobra i niedole, życie i śmierć,
    ubóstwo i bogactwo pochodzą od Pana*.
17 * Dar Pana spocznie na ludziach bogobojnych,
    a upodobanie Jego na zawsze zapewni im szczęście.
    18 Niejeden wzbogacił się mozołem i swoją chciwością,
    a oto udział jego w nagrodzie:
19 gdy powie: «Znalazłem odpoczynek
    i teraz mogę żyć z moich dostatków» –
    nie wie, ile czasu minie,
    a zostawi je innym i umrze*.
20 Trwaj w przymierzu* twoim i bądź mu oddany,
    a wypełniając je zestarzej się!
21 Niech cię w podziw nie wprawiają czyny grzesznika,
    ufaj Panu i wytrwaj w twym trudzie,
    albowiem łatwą jest rzeczą w oczach Pana
    natychmiast i niespodziewanie wzbogacić ubogiego.
22 Błogosławieństwo Pana nagrodą bogobojnych
    i prędko zakwitnie Jego błogosławieństwo.
23 Nie mów: «Czego potrzebuję
    i jakie dobra mam mieć od tej chwili?»
24 Nie mów: «Wystarczam sam sobie
    i jakież zło może mnie obecnie spotkać?»
25 W czasie pomyślności zapomina się o przykrościach,
    a w czasie przykrości nie pamięta się o pomyślności.
26 A dla Pana łatwą jest rzeczą w dzień śmierci
    oddać człowiekowi według jego postępowania.
27 Godzina nieszczęścia pokrywa zapomnieniem dobrobyt,
    a przy końcu życia wychodzą na jaw sprawy człowieka.
28 Przed śmiercią nikogo nie nazywaj szczęśliwym,
    gdyż dopiero w ostatniej chwili* poznaje się męża.


   

GORZKIE ŻALE / cz. I /

Gorzkie Żale, to rdzennie polskie nabożeństwo o męce Pana Jezusa. Swe powstanie zawdzięcza Księżom Misjonarzom działającym od połowy XVII wieku w Warszawie, przy kościele św. Krzyża. Założyli oni Bractwo św. Rocha,którego celem było oddawanie czci Panu Bogu, poprzez wspólne modlitwy, procesje i śpiewy. W okresie Wielkiego Postu Bractwo organizowało rozbudowane nabożeństwa pasyjne składające się z trzech części, z których każda poprzedzona była biczowaniem, a śpiew hymnów łacińskich, przeplatany był pieśniami wielkopostnymi w języku polskim. Treść pieśni mówiła bardzo dokładnie o męce Pana Jezusa i dlatego mogła być zrozumiała dla wszystkich. 2 stycznia 1707 roku na polecenie proboszcza Michała Tarło przygotowano książeczkę polską „O Męce Pańskiej”. Wkrótce nabożeństwo uzyskało aprobatę polskich władz kościelnych oraz Stolicy Apostolskiej, która za udział w Gorzkich Żalach udzieliła szereg odpustów. Z czasem trafiły do wszystkich parafii nie tylko w Polsce, ale do środowisk polonijnych Brazylii i Stanów Zjednoczonych. Melodie pieśni wzorowane są na melodyce chorału gregoriańskiego.

WSTĘP – ZACHĘTA

   1. Gorzkie żale przybywajcie,

      Serca nasze przenikajcie.

   2. Rozpłyńcie się,me źrenice,

      Toczcie smutnych łez krynice.

   3. Słońce, gwiazdy omdlewają,

      Żałobą się pokrywają.

   4. Płaczą rzewnie Aniołowie,

      A któż żałość ich wypowie?

   5. Opoki się twarde krają,

      Z grobów umarli powstają.

   6. Cóż jest, pytam,co się dzieje?

      Wszystko stworzenie truchleje!

   7. Na ból męki Chrystusowej

      Żal przejmuje bez wymowy.

   8. Uderz, Jezu, bez odwłoki

      W twarde serc naszych opoki!

   9. Jezu mój, we krwi ran swoich

      Obmyj duszę z grzechów moich!

  10. Upał serca swego chłodzę,

      Gdy w przepaść męki Twej wchodzę

CZĘŚĆ 1

Hymn

   1. Żal duszę ściska, serce boleść czuje,

      Gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje;

      Klęczy w Ogrójcu, gdy krwawy pot leje,

      Me serce mdleje.

   2. Pana świętości uczeń zły całuje,

      Żołnierz okrutny powrozmi krępuje!

      Jezus tym więzom dla nas się poddaje,

      Na śmierć wydaje.

   3. Bije, popycha tłum nieposkromiony,

      Nielitościwie z tej i owej strony,

      Za włosy targa:znosi w cierpliwości

      Król z wysokości.

   4. Zsiniałe przedtem krwią zachodzą usta,

      Gdy zbrojną żołnierz rękawicą chlusta;

      Wnet się zmieniło w płaczliwe wzdychanie

      Serca kochanie.

   5. Oby się serce we łzy rozpływało,

      Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!

      Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości

      Dla Twej miłości!

Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

   1. Jezu, na zabicie okrutne,

      Cichy Baranku od wrogów szukany,

      Jezu mój kochany!

   2. Jezu, za trzydzieści srebrników

        2. Od niewdzięcznego ucznia zaprzedany,

      Jezu mój kochany!

   3. Jezu, w ciężkim smutku żałością,

      Jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany,

      Jezu mój kochany!

   4. Jezu, na modlitwie w Ogrójcu

      Strumieniem potu krwawego zalany,

      Jezu mój kochany!

   5. Jezu, całowaniem zdradliwym

      Od niegodnego Judasza wydany,

      Jezu mój kochany!

   6. Jezu, powrozami grubymi

      Od swawolnego żołdactwa związany,

      Jezu mój kochany!

   7. Jezu, od pospólstwa zelżywie

      Przed Annaszowym sądem znieważany,

      Jezu mój kochany!

   8. Jezu, przez ulice sromotnie

      Przed sąd Kajfasza za włosy targany,

      Jezu mój kochany!

   9. Jezu, od Malchusa srogiego

      Ręką zbrodniczą wypoliczkowany,

      Jezu mój kochany!

  10. Jezu, od fałszywych dwóch świadków

      Za zwodziciela niesłusznie podany,

      Jezu mój kochany!

      Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony,

      Dla nas zelżony i pohańbiony.

      Bądź uwielbiony!Bądź wysławiony!

      Boże nieskończony!

Rozmowa duszy z Matką Bolesną

   1. Ach! Ja Matka tak żałosna!

      Boleść mnie ściska nieznośna.

      Miecz me serce przenika.

   2. Czemuś, Matko ukochana,

      Ciężko na sercu stroskana?

      Czemu wszystka  truchlejesz?

   3. Co mię pytasz? Wszystkam w mdłości,

      Mówić nie mogę z żałości,

      Krew mi serce zalewa.

   4. Powiedz mi, o Panno moja,

      Czemu blednieje twarz Twoja?

      Czemu gorzkie łzy lejesz?

   5. Widzę, że Syn ukochany

      W Ogrójcu cały zalany

      Potu krwawym potokiem.

   6. O Matko, źródło miłości,

      Niech czuję gwałt Twej żałości!

      Dozwól mi z sobą płakać.

Któryś za nas cierpiał rany,

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!             

MAMA I….. BLOG

Byłotopóźnąjesienią. Byłyśmy akuratzmamąwmieście. Spotkałyśmyznajomą, która poprzywitaniuzwróciłasiędomnie :

– Monikojakity masz pięknyblog.

Podziękowałam, alewduchu pomyślałam – „oho,zarazsięwszystkowyda”.

Panikontynuowała:

– Czytamgo regularnieiczęstosię wzruszam…. Naprawdęmądry blog ,dobrze, żegopiszesz.

Mamabardzozdziwionapowiedziała

– AleMonika nie piszeżadnegobloga!

Teraz zdziwiłasięznajoma.

-Tokto go pisze?!

Musiałam odkryć„karty” 

-To japiszę  tegobloga , odponadroku.Tobyłamojatajemnica.

Pojechałyśmydodomu. Mamaprzezcałyczas siędomnienie odzywała.Była namnie zła, że jejniepowiedziałam, żepiszę bloga….Było jejprzykro….Kiedypróbowałamwytłumaczyć jejdlaczego nie powiedziałam, westchnęła

– Myślałam,żejesteśmy przyjaciółkami….

– Jesteśmy – potwierdziłam- ale zrozum,ja chciałammieć coś co jesttylkomoje, własne,osobiste….Izależytylkoode mnie…

Nadalbyłanamniezła .

Całazłośćiżalzniknęłykiedypokazałamjejbloga.

– Towszystkozrobiłaśsama ?– spytałabardzozdziwiona.

– Tak,wszystkosama – odpowiedziałam.

Potem mama zaczęła czytać. Czytała iczytała i czytała iczytała….Iczytała…

Kiedyskończyła,wyszeptałanibydosiebie,nibydomnie:

– Wiedziałam,żejesteśmądraale niesądziłam,żeażtak……

Zrobiłomisięgłupio.

Wieczoremspytałammamyczyjeszczesięnamnie gniewaoto,że jejtyleczasuniepowiedziałamotym,żepiszębloga.

– NiegniewamsięMoniko….. rozumiemcię

ŚLUB

Kilka dni temu  wróciłam z podróży. Dalekiej, jak na mnie i bardzo wyczerpującej. Byłam w Warszawie na ślubie koleżanki. O tym, że pojadę okazało się na dwa dni przed ślubem.

 Koleżanka zaprosiła mnie odpowiednio wcześniej, ale z powodu pogody- śniegu i dużego mrozu i odległości nie wiedziałam czy damy (rodzice i ja) radę pojechać. Właściwie byłam pewna, że nie….

 Bardzo chciałam być na jej ślubie, ale w moim wypadku „chcieć” a „móc” to dwie różne rzeczy.

 Monika(koleżanka)bardzo mnie namawiała i nalegała, żebym przyjechała. Mówiła, że będzie jej przykro jeśli by mnie nie było na tej uroczystości.

I tak to się jakoś dziwnie złożyło, że byłam na jej ślubie:).

 Znalazł się samochód i kierowca,który właśnie w tym czasie jechał do W-wy i bardzo chętnie nas zabrał.

 Z Moniką znamy się około 13 lat. Poznałysmy się kiedy ona była w podstawówce a ja kilka lat wcześniej skończyłam „plastyk”.

 Dostała z AMUN-u kartki świąteczne i kalendarz, na zdjęciu zobaczyła dziewczynę o takim samym imieniu i nazwisku jak ona (czyli mnie). Postanowiła do mnie napisać 

 Łączyło nas nie tylko takie samo imię i nazwisko ;). ale i wspólne zainteresowania. Ona także interesuje się malarstwem. Też skończyła liceum plastyczne.

 Korespondowałyśmy dosyć długo,potem zaprosiliśmy ją i jej mamę do nas. Kiedy ja i moi koledzy z AMUN-u mieliśmy wystawę w stolicy, rodzice Moniki zaprosili nas do siebie. I tak zaczęło się wzajemne odwiedzanie. Nasze rodziny się zaprzyjaźniły.

 Monika jest ode mnie9 lat młodsza, ale doskonale się rozumiemy. Dla niej nie ma znaczenia, że jestem chora.Bardzo stara się zrozumieć co do niej mówię, choć  jest to bardzo trudne…
To dla mnie ważne.  

 Teraz zaprosiła mnie na swój ślub. To, że koniecznie chciała, żebym była na tej uroczystości świadczy o tym, że jestem dla niej kimś ważnym.

Najtrudniejsze dla mnie było wejście do ich mieszkania.Mieszkają na drugim piętrze…

 Do tej pory rodzice brali do pomocy brata albo szwagra i po prostu mnie wnosili.Teraz musiałam wejść sama…mama mnie podtrzymywała…jakoś weszłam na 1 piętro… dalej nie miałam sił…Rodzice dalej musieli mnie wnosić.

 W W-wie byliśmy trzy dni, w ostatnim poszliśmy do Muzeum Narodowego.Bardzo lubię tam chodzić,oglądać obrazy.Staram tam być za każdym razem kiedy jestem w W-wie.

 Z powrotem wracaliśmy pociągiem. Nie będę tu się rozwodzić nad (nie)przystosowaniem dworca Centralnego i pociągu do potrzeb osób niepełnosprawnych. Po prostu horror.

  Monika z mężem zapraszali nas, żebyśmy przyjechali do nich latem.

 Nie wiem czy się uda,ale bardzo bym chciała.

Cieszę się, że mam   taką  przyjaciółkę.

Dziś Światowy Dzień Chorego

 Dzisiaj Światowy Dzień Chorego.

Jak co roku obchodzony on jest w liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, 11 lutego.

W tym roku Papież Benedykt XVI będzie przewodniczył obchodom Światowego Dnia Chorego w Watykanie. Z tej okazji jutro o godz. 10.30 odprawi Mszę św. w bazylice św. Piotra. Uroczystość ta zbiegnie się z 25. rocznicą ustanowienia Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, którym jest obecnie Polak, abp Zygmunt Zimowski.

Na to, że Światowy Dzień Chorego jest dla chrześcijan szczególnym wezwaniem do jeszcze gorliwszego włączenia się w służbę ludziom chorym i tym, którzy się nimi opiekują, wskazuje bp Stefan Regmunt,przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia KEP. – Dzień ten jest także zachętą do refleksji na temat naszej wrażliwości na osoby chore i ich potrzeby oraz do niesienia im konkretnej pomocy w powrocie do zdrowia lub,jeśli taka jest wola Boża, w godnym przeżywaniu doświadczenia cierpienia i śmierci – mówi biskup.

Światowy Dzień Chorego został ustanowiony przez Jana Pawła II w 1993 r. Przez wiele lat obchodzony był centralnie co roku w którymś z sanktuariów maryjnych w różnych częściach świata.

Dzień Chorego wyznaczono na 11 lutego, gdyż tego dnia rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Lourdes. Od 11 lutego do 16 lipca 1858roku, Piękna Pani ukazała się 18 razy 14-letniej dziewczynce Bernadecie Soubirous. Te fakty wydarzyły się w grocie Masabielle, niedaleko Lourdes.

Główne obchody pierwszego Światowego Dnia Chorego odbyły się w 1993 roku w Lourdes. W rok później 11 lutego 1984 r. Jan Paweł II ogłosił List Apostolski „Salvifici doloris”, poświęcony wartości ludzkiego cierpienia. „Prosimy Was wszystkich, którzy cierpicie, abyście nas wspierali. Właśnie Was, którzy jesteście słabi, prosimy, abyście stawali się źródłem mocy dla Kościoła i ludzkości. W straszliwym zmaganiu się pomiędzy siłami dobra i zła, którego widownią jest nasz współczesny świat, niech Wasze cierpienie w jedności z Krzyżem Chrystusa przeważy” – apelował papież do chorych całego świata.

Papież Benedykt XVI w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Chorego podkreśla, że poprzez doroczny Światowy Dzień Chorego Kościół pragnie uwrażliwić wspólnotę kościelną duszpasterstwa wśród ludzi chorych.”Posługa ta stanowi integralną część jego misji, ponieważ wpisuje się w istotę zbawczej misji Chrystusa” – głosi orędzie papieskie.

Papież zwraca uwagę, że w aktualnych warunkach historyczno-kulturowych „jeszcze bardziej widać potrzebę starannej i szerokiej obecności kościelnej u boku chorych, podobnie jak obecności w społeczeństwie, zdolnej do skutecznego przekazywania wartości ewangelicznych w obronie życia ludzkiego we wszystkich jego fazach, od poczęcia aż do naturalnego kresu”.

                                                              / ekai.pl /

Dobrze,  że  jest taki dzień.

ZBYTNIE TROSKI

22 Potem rzekł do swoich uczniów: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. 23 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? 26Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują inie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! 29 I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, inie bądźcie o to niespokojni! 30 O to wszystko bowiem zabiegają narody świata,lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. 31 Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.

———

                                                                         /Łk.12,22- 31/

KOCHAJ NAS MAŁY PANIE

1. Królu w stajence zrodzony – błogosław nam

Wzgardzony i odrzucony – błogosław nam

Na sianie w żłóbku marznący – błogosław nam

Ścigany przez rządzących – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie betlejemskiej nocy potęgą

I wybacz, że nasze kochanie Twojej Boskiej Miłości nie sięga

2. Królu biedny, bezdomny – błogosław nam

Królu przodków, nasz i potomnych – błogosław nam

Z Matki Dziewicy poczęty – błogosław nam

Słowo do dziś niepojęte – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie…

3. Na nasze ludzkie cierpienie – błogosław nam

Na życie pełne zwątpienia – błogosław nam

Na radość w naszej rodzinie – błogosław nam

Na smutne, samotne godziny – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie…

4. Na trudne sprawy codzienne – błogosław nam

Na to, co kusi niezmiennie – błogosław nam

Na ukochanie po kres – błogosław nam

Na roześmianie do łez – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie…

——————————————–

Piękna kolęda…….

Dowcip na poprawę nastroju :-)

W ZOO miejskim padł goryl. Rozpoczęto więc starania o sprowadzenie nowego, ale ponieważ zajmuje to trochę czasu, kierownictwo zamieściło ogłoszenie o pracy. Zgłosił się gość, więc mu wyjaśniono, co ma robić. Huśtał się więc w przebraniu goryla codziennie aż razu pewnego przesadził i przeleciawszy ogrodzenie wpadł do klatki z lwem.

Biega od kraty do kraty i drze się:

– „Lew, lew, ratunkuu!!!”

Lew patrzy z przerażeniem i pewnej chwili nie wytrzymuje:

– „Ty, cicho bądź, bo nas obu z tej roboty wywalą!”

O „REAKCJI NA WIDOK” RAZ JESZCZE

Kiedyś  przyjechała do  mnie w  odwiedziny koleżanka  z  mężem. Ona także jest  na  wózku inwalidzkim,  nie ma  obu rąk i  jednej  nogi.  Taka się  urodziła.

Akurat  była  niedziela więc  pojechałyśmy razem  do kościoła.

Wydawałoby się, że  mieszkańcy  mojej miejscowości  są oswojeni  i  obyci z chorobą,  niepełnosprawnością.Widują  mnie na co dzień,  znają mnie.

Wydawałoby  się…

Podczas wysiadania  z  samochodu i  drogi  do kościoła widok  chorej  koleżanki   wzbudził  sensację !  Każdy  kto koło nas  przechodził  gapił  się  na nią.

Ludzie przystawali,  otwierali  oczy i  usta  ze zdziwienia. Wbijali  w  nią swój  wzrok.  

Jakby  była jakimś  dziwolągiem  a nie człowiekiem.

W  kościele  było tak  samo… ludzie  zamiast  się  modlić  gapili  się na  nią.

Było  mi  za nich  wstyd.

 Rozumiem,  że jej wygląd  mógł  budzić ciekawość  i zainteresowanie,  ale  oprócz tego  jest  jeszcze kultura.

Koleżanka  jednak  nawet nie  zareagowała  na  te ich  spojrzenia. Może  robiła to  z  grzeczności, a  może  zdążyła  się już  przyzwyczaić      

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com